12.07.11, 11:28
jak wam się podoba?

forum.gazeta.pl/forum/w,309,126913388,126913388,Confidor_.html
Obserwuj wątek
    • radzido Re: MSPANC 12.07.11, 11:54
      No bo, kto mieczem wojuje... ;)
      • yoma Re: MSPANC 12.07.11, 12:17
        O, miło cię widzieć. Powiedz proszę: bardzo podobne do kowala bezskrzydłego, tylko trochę mniejsze i całe jednolicie zielone?
        • bei Re: MSPANC 12.07.11, 13:19
          MASAKRA...szkoda mi tej forumki...ja kiedys niefrasobliwie ustawiłam zraszacz dzieciom tak, ze poparzyło migdała, ale szczesciem po uschnięciu lisci wypuscił nowe. Teraz juz wszystko podlewam po ziemi:)
          • yoma Re: MSPANC 12.07.11, 13:23
            A mnie jej wcale nie szkoda, przecież to jakiś chemiczny Ali.
            • hesperia1 Re: MSPANC 12.07.11, 13:50
              Czytałam.Mi szkoda roślin.Sztuczne powinna sobie kupić.
              • yoma Re: MSPANC 12.07.11, 14:07
                Pewnie wytnie wszystko i posieje trawniczek.
                • hesperia1 Re: MSPANC 12.07.11, 14:16
                  I będą jeździli kosiarą.
                  • yoma Re: MSPANC 12.07.11, 14:18
                    I będą wątki "ratunku, trawa w trawniku. Polałam roundupem i cały trawnik mi zżółkł..."
        • radzido Re: MSPANC 12.07.11, 21:35
          > O, miło cię widzieć.

          Miło mi, że miło.

          > Powiedz proszę: bardzo podobne do kowala bezskrzydłego, ty
          > lko trochę mniejsze i całe jednolicie zielone?

          Odorek zieleniak?
          chwastowisko.wordpress.com/category/mieszkancy/pluskwiaki/odorek-zieleniak/
          Albo cokolwiek innego, na przykład w tym typie:
          chwastowisko.wordpress.com/category/mieszkancy/pluskwiaki/lygocoris-pabulinus/
          W każdym razie paluchem nie dziab, bo jak odorek, to się rozśmierdzi.
          A poza tym to wszystko nieszkodliwe raczej. :)
          • bei Re: MSPANC 12.07.11, 23:56
            Gdybym Was nie poznała, pewnie tez bym w chemię poszła:)
          • yoma Re: MSPANC 13.07.11, 17:06
            Odorek. Dziękuję. Nie żebym się bała szkodliwości onego, po prostu byłam ciekawa, kto zacz.
    • hesperia1 Re: MSPANC 13.07.11, 08:14
      Szanowne/ Szanowni Yoma i leloop, jak mogłyście,takie złośliwości!Wstyd!Pani chciała sobie popsikać,a potem pustynię uprawiać,a Wy się martwicie ze jej wszystko usycha.

      Ale co racja to racja.Ja tak jak Bei,gdybym tu nie trafiła to pewnie bym teraz płakała że chemia mi działkę spaliła.
      • dorkasz1 Re: MSPANC 13.07.11, 09:04
        Ja muszę się przyznać, że czasem używam chemii. Robię to zdecydowanie rzadziej niż moi klienci by sobie życzyli, ale jednak. Niestety, będąc w ogrodzie raz w tygodniu nie jestem w stanie zapanować nad tymi wszystkim klątwami. Głównie chodzi o choroby grzybowe na różach i przędziorki na świerkach białych, bo z mszycami itp. sobie radzę. Ale prawdą jest, że ludzie kompletnie nie mają wiedzy o owadach. I jeśli cokolwiek usiądzie na liściu, to już jest wróg. Podobnie, jak nie potrafią logicznie myśleć o konsekwencjach swoich działań. Jeśli wpadają do ogrodu i systematycznie zlewają wszystkie rośliny środkiem owadobójczym, to nie dziwota, że później nie ma biedronek, złotooków i innych pożytecznych żyjątek. Z wielkim trudem udaje mi się wytłumaczyć, że taki środek nie działa selektywnie, tylko na mszyce, ale zabija wszystko co napotka na swojej drodze. Często tłumaczę również, że nie można na mszyce pryskać prewencyjnie. I jeśli już muszą, to wtedy gdy one rzeczywiście się pojawią. A niektóre liście w sierpniu mają prawo żółknąć i nie jest to objawem jakiejś strasznej choroby, tylko zwiastunem nadchodzącej jesieni. A jeśli jakieś liście na dole są brzydkie, brązowe, z objawami choroby, to lepiej je oberwać niż zlewać całą roślinę. Myślę, że kilka osób udało mi się nauczyć tego, że chemia jest ostatecznością. I to ostatecznością stosowaną w odpowiednich proporcjach i tak rzadko jak się da.
        www.acer-it.pl
        • leloop Re: MSPANC 13.07.11, 10:42
          kiedyś używałam, trochę.
          do czasu (jakieś 10 lat temu) gdy pomyliłam środek na mszyce z odchwaszczaczem (slimory zeżarły etykietki) i o mało nie zabiłam swojej ukochanej róży. od tego czasu mszyce maja u mnie boskie życie, czasem zostaną potraktowane silnym strumieniem wody. i muszę Wam powiedzieć, ze wcale ich nie ma więcej niż gdybym szalała. natomiast teraz mam mnóstwo biedronek wykarmionych na tych mszycach :)
          na wszelki wypadek mam na podorędziu dwa środki na jeżyny i na paproć orlice, musiałam się ich pozbyć chemicznie z newralgicznych miejsc bo nie dawałam rady usunąć ręcznie, musiałby wjechać ciężki sprzęt. na to nie mamy ani czasu ani kasy tym bardziej. od czasu do czasu (raz na dwa, trzy lata) gdy powstaje nowe zagrożenie robię jednorazowy oprysk. w zeszłym roku usuwałam jukę, która zajmowała mi najlepsze miejsce w ogrodzie. najpierw wycięłam i wykopałam co się dało, przesadziłam posadziłam (zamiast jednej juki mam teraz 7 + w doniczce dla Yomy) resztę korzeni musiałam usunąć chemicznie, nawierciłam dziury i wlewałam bezpośrednio do korzeni. bestia jeszcze zdołała wypuścić jedna odnogę tej wiosny, jesienią ja przesadzę :)
          nie jestem zupełnie bez winy ale staram się to robić jak najrzadziej i tylko w ostateczności.
          • bakali Re: MSPANC 13.07.11, 11:11
            Ja też przyznaję, ze zawsze mam w domu buteleczkę Confidoru, na wszelki wypadek. Szkodniki raczej sie moich roślin nie trzymają, ale kiedy czasem w wodzie w podstawce od papirusa pojawiają się pierwsze ziemiórki, wlewam kilka kropli i po problemie. Confidor jest też ostatecznością na mszyce których nie da się już zmyć wodą z mydłem, ale do tak zmasowanych ataków też jakoś nie dochodzi. Jedną buteleczkę mam więc tym samym już chyba od 3 lat.
            • lellapolella Re: MSPANC 13.07.11, 15:16
              no, ja na razie myślę... bo zaczęłam się organizować na wielkiej kupie usypanej ze wszystkiego i już widzę, że raczej nie podołam. Na razie mam tam foliak z pomidorami i jakoś go ogarniam pi razy drzwi a po bokach, na czarnej włókninie, rosną dynie. Ile bym nie ryła, zawsze perz, podagrycznik i wszelakie świństwo, więc jak powiadam, myślę... Ale nienawidzę tych środków, więc możliwe, że się zarżnę, w dodatku bez skutków;)
              • yoma Re: MSPANC 13.07.11, 17:09
                No to ja się przyznam, że mam pirimor na mszyce. Ale tylko w razie ostatecznej ostateczności. A na choroby grzybowe wodę miedzianą. Nikogo nie truje.
                • dorkasz1 Re: MSPANC 13.07.11, 17:49
                  Ufff... no to ulżyło mi. Bo myślałam, że to tylko ja taka niepoprawna politycznie. Ale sumienie mam czyste, bo prowadzę działalność oświatową i obrzydzam chemię jak się da. Ale sęk w tym, że nie zawsze się da, więc wtedy za sukces uważam jak najmniejszą ingerencję chemiczną.
                  • yoma Re: MSPANC 13.07.11, 18:11
                    No bo jak można mordować złotooki :)

                    A wiecie, przesiaduję teraz z aparatem na patelni albo koło kwitnącej tawliny i staram się uwieczniać to wszystko błonkoskrzydłe, co się tam kręci. Coś niesamowitego, godzinami mogę się gapić. Na przykład rudbekię lubią prawie tylko takie brązowe motyle, nie wiem, chodzi o kamuflaż? I jestem prawie pewna, że dzisiaj złapałam motyla w locie, jak siadał na tawlinie. O całej reszcie towarzystwa już nie mówiąc.
          • yoma Re: MSPANC 13.07.11, 18:04
            > (zamiast jednej juki mam teraz 7 + w doniczce dla Yomy)

            Ee? :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka