29.11.08, 08:03
witam Was wszystkich..dotychczas czytalam tylko Wasze watki.Jestem
jedna z Nas depresyjnych od wielu lat.zaczelo sie w trakcie
diagnozowania guza mozgu.Oczywiscie bylam "twarda sztuka" bo sama z
dwojka uczacych sie dzieci itd.Po operacji szybki powrot do pracy z
powodow finansowych i...mobbing.Bo bralam leki,czesto bylam zmeczona
po Luminalu kazdy by byl.Ale doslownie trzymajac sie scian
pracowalam.
Duzo by pisac,ale w koncu trafilam do fantastycznego psychiatry.Pani
doktor postawila mnie na nogi (doslownie bo mialam taka
agorafobie,ze kazdy krok to byla walka ze soba)
A teraz...odnowilam znajomosc..a wlasciwie to On mnie
znalazl.Spotkalismy sie,,bylo...nie potrafie i nie probuje tego
opisac..ale ze ostatnio widzielismy sie 30 lat temu to jak mozna sie
domyslac On ma zone dwoje dzieci,problemy jak kazdy w tym
kraju.Finanse glownie.A i uczciwosc bo nie chce zawiesc zaufania
dzieci (sam wychowywal sie bez ojca bo alkoholik) no i tak bez
sciemy wszystko mi powiedzial.Ja wiem,ze historia jak kazda inna,ale
niestey znow cala sie trzese,znow musze brac Tranxene,znow musze
zwiekszyc Lexapro..boli mnie dusza i cialo.Nie mam sily wstac z
lozka,nie mam sily czytac,nic.Ustalilismy,ze nie spotykamy sie aby
nie stwarzac sytuacji :ukryta kochanka,ukradkowe smsy itd.mieszakmy
daleko od siebie.Ja planuje wyjazd za granice od
stycznia.Powiedzial,ze musi sie rozwiesc a by ze mna byc na zasadach
uczciwych i jawnych.Ale nie teraz bo musi zapewnic byt rodzinie i
czuwac nad dziecmi (syn po liceum)
kiedy go znalam wczesniej byl uczciwym,bezkompromisowym
czlowiekiem.Teraz..sama nie wiem,czy to nadal uczciwosc,czy chec
pozbycia sie mnie..przepraszam,ze tak chaotycznie pisze,ale taki mam
wlasnie chaos w glowie..tak bardzo chcialaby, zpomniec..a z drugiej
strony zrobilabym wszystko zeby z Nim byc..w czasie gdy bylismy
razem nie bralam lekow..czulam sie cudownie! nie wiem..podpowiedzcie
jak zapomniec,,,wie to ktos??? ale nie docinajcie mi prosze,bo
wiem,ze to historia jakich wiele,ale czlowiek tak bardzo pragnie
milosci...
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: nawrot... 29.11.08, 11:18
      Kochaj Go nadal, milosc, nawet kiedy Go nie ma przywroci znow chec
      do zycia i dzialania, zniknie depresja.
      Nie boj sie Go kochac kiedy Go nie ma. Mysle ze On Ciebie kocha
      rowniez, ale chce byc z Toba w taki sposob aby nikogo nie zranic i
      nie skrzywdzic. Milosci nie da sie budowac na krzywdzie innych,
      czasem trzeba poczekac.
      Co przyniesie zycie nie wiem ale wiem ze lepiej kochac nawet jesli
      nie ma tej osoby ktora kochamy. Zaden zwiazek, najbardziej nie moze
      zastapic milosci.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • malgkrzys Re: nawrot... 29.11.08, 14:46
        dziekuje Ci..bardzo bardzo serdecznie.Juz zwatpilam,czy uslysze cos
        takiego..wszyscy raczej sa sklonni mowic: gdyby cie
        kochal,zostawilby zone itd..tylko z siostra duzo mlodsza rozmawialam
        szczerze i ona mi powiedziala"to jest kawal porzadnego czlowieka" a
        milosc...nie znam definicji,wiem,ze bardzo go kochalam kiedys..przez
        lata cale i teraz..nie uwierzysz,ale gdy spotkalismy sie po tych
        latch On pamietal jak bylam ubrana na naszej pierwszej szkolnej
        potancowce..co czytalismy wspolnie..pamieta wszystkie moje sukienki
        z tego okresu..i oczy..ciagle mowi,ze pamieta moje
        oczy,smutne,zamyslone..jest bardzo uczciwy i bardzo,bardzo szczery...
        • elzbieta007 Re: nawrot... 29.11.08, 15:15
          Hmmm... Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, że ten facet to była Twoja pierwsza,
          wielka i jedyna miłość? Żyłaś tyle lat jej wspomnieniem?

          Ale o czym innym chciałam napisać. To jest też pytanie: po on się z Tobą
          skontaktował? Piszesz, że Cię szukał i odnalazł. Po co, w jakim celu? Szukając
          wiedział, że jest żonaty i ma na utrzymaniu nieletnie dzieci. Chciał sobie
          odświeżyć wspomnienia? Czy chciał Ci "uczciwie" przypomnieć siebie, Waszą miłość
          i powiedzieć: nieaktualne?

          Skutki: on teraz leżąc u boku żony będzie snuł nierealistyczne (ale i
          nieszkodliwe dla niego) fantazje, a Ty:

          >znow cala sie trzese,znow musze brac Tranxene,znow musze zwiekszyc
          >Lexapro..boli mnie dusza i cialo.Nie mam sily wstac z lozka,nie mam >sily
          czytac,nic

          Mam więc niejakie wątpliwości co do "uczciwości" jego motywacji. Może były
          nieświadome, ale to dorosły człowiek i powinien wiedzieć, jakie skutki spowoduje
          swoim działaniem. Może uczciwiej byłoby z jego strony poczekać, aż umrze żona
          albo dzieci się usamodzielnią, a on się z żoną rozwiedzie. I wtedy odszukać,
          spotkać się i powiedzieć "Otom Twój!"?

          A Mask ma w jednym rację: ważne jest własne przeżywanie uczucia miłości. To
          trudna sztuka, by kochać bez uzależnienia od osoby kochanej i bez potrzeby
          uzależnienia jej od siebie. Ale można ją posiąść.

          • malgkrzys Re: nawrot... 29.11.08, 17:54
            nie wiem Elzbieto..czy dobrze interpretuje ucziwosc,ale uslyszalam
            cos takiego"musimy poczekac..jescze nie teraz..nie moge ich zostawic"
            nie wiem..ja odeszlam od meza 10 lat temu,mam dorosle dzieci..tez
            mialam kogos oprocz meza po drodze..ale nigdy nie bylo TAK.
            Moze glupia jestem,ale chyba..bede czekac..chce Go miec..nie wiem
            jak,nie wiem kiedy..
            szukal mnie bo twierdzil,ze myslam o mnie przez te 30 lat.
            Nie jest mysle tak prosto zostawic rodzine..bo ja musialam odejsc od
            meza,bo mimo iz byl to zostawil nas ze wszystkimi
            problemami..niebieski ptak,zero odpowiedzialnosci,koledzy,kolezanki
            pewnie,pokerek,wodeczka,slowem kawalerskie wieczory mimo
            rodziny,chorob dzieci,choroby mojej..gdyby to wszystko bylo takie
            czarne albo biale..
            • elzbieta007 Re: nawrot... 29.11.08, 18:09
              Chyba źle mnie zrozumiałaś. Nie uważam, że facet POWINIEN dla Ciebie rzucić
              rodzinę. Ja nie wiem, co on POWINIEN zrobić.

              Ja pytałam, po co on Cię odszukał, po co chciał się spotkać, skoro przed
              spotkaniem wiedział, że nie ma Ci nic do ofiarowania. Chciał zaspokoić swoją
              tęsknotę, potrzebę zobaczenia Ciebie? Za jaką cenę? On zapłacił małą (poświęcił
              1-2 godziny na spotkanie), ale Ty - ogromną. Nie pomyślał o tym, nie przewidział?

              Czy Ty go przypadkiem nie idealizujesz?
              • malgkrzys Re: nawrot... 29.11.08, 18:22
                moze idealizuje..mysle,ze oboje nie zdawalismy sobie sprawy,ze tak
                to sie skonczy.Ze wroca tamte uczucia tak mocno.
                • elzbieta007 Re: nawrot... 29.11.08, 18:56
                  No cóż, czasem tak bywa. Mogło być tak, że spotkanie obudziłoby jedynie
                  "wspomnień (z młodości) czar"... Stało się inaczej i mnie się to wydaje piękne
                  (jestem w Twoim wieku), ale piękno, widać z tego, może rodzić ból...
                  Pewnie przyjdzie Ci się pogodzić z nieosiągalnością spełnienia Waszej miłości.

                  Anthony de Mello napisał:

                  "Miłość doskonała wyklucza lęk. Tam, gdzie jest miłość, nie ma miejsca na
                  żądania, na oczekiwania,, nie ma zależności. Nie żądam, abyś uczynił mnie
                  szczęśliwym; moje szczęście nie jest zależne od Ciebie. Jeśli mnie opuścisz, nie
                  będę rozczulał się nad sobą, twoje towarzystwo sprawia mi wielką radość, ale nie
                  mogę zatrzymywać cię kurczowo dla siebie."

                  Skoro nie możesz kochać miłością "zwykłą", postaraj się doskonałą:)
                  • lucyna_n Re: nawrot... 29.11.08, 22:29
                    przeszłaś na maskianizm?
                    • elzbieta007 Re: nawrot... 29.11.08, 22:43
                      Uchowaj Panie Boże!!!!!!!!!!
                      Masz dla dziewczyny lepszą radę?
                      • lucyna_n Re: nawrot... 30.11.08, 17:08
                        nie doradzam w sprawach zawodów miłosnych, denerwują mnie takie historie-histerie.
      • malgkrzys Re: nawrot... 30.11.08, 16:53
        wciaz czytam dwa wpisy od Ciebie..jestes cudowny..cieply i
        madry.Dziekuje.Malgosia
    • mskaiq Re: nawrot... 29.11.08, 23:59
      ysle ze przyszedl aby Ci powiedziec ze Cie kocha, ze milosc
      przetrwala i nie ma innej, jestes tylko Ty.
      Jestem w takiej samej sytuacji jak Ty, kocham dziewczyne i Ona mnie
      kocha. Nie mozemy byc razem w tej chwili, ale bedziemy bo tylko to
      ma dla nas sens.
      Serdczne pozdrowienia.
      • malgkrzys Re: nawrot... 30.11.08, 07:10
        dziekuje Wam..bardzo Wam dziekuje...to nie jest tak,ze tylko mysle o
        Nim,ze zyje mrzonkami.Pracuje,ucze sie nadal.walcze z
        depresja,fibromialgia i diabli wiedza jeszcze z czym.Wychowuje nadal
        swoje dzieci,bo mimo iz dorosle to potrzebuja mojego wsparcia.Gdy
        odwiedzam syna w Hiszpanii to tak duzo chce mi opowiedziec i szuka
        akceptacji w moich oczach.Ale tez bardzo cenie sobie jego rady,bo
        momo iz ma 25 lat jest dojrzalym poukladanym mezczyzna.A
        corka..samodzielna az nadto,ale gdy jej nie ma cale wakacje
        (wyjwzdza do Portugalii) to dzwoni codziennie i niby sama roziazuje
        problemy,ale tak jakos...lubi powsciekac sie na swiat do
        matki..sorry,tak duzo napisalam,ale okazaliscie mi tyle
        ciepla..trudno jest o to w realnym swiecie..milej niedzieli..nie
        moge spac bo strasznie bola mnie nogi..to potlumacze robote pilna..M
        • zyrafa46 Re: nawrot... 03.12.08, 12:36
          Gosiu,
          Masz MOCNE całusy ode mnie.
          Ciepło Cię przytulam. Wystarczy, że pomyślisz o żyrafie a poczujesz to ciepło. To nic, że z daleka.
          Jestem mniej więcej w Twoim wieku.
          Żyra
          • malgkrzys Re: nawrot... 03.12.08, 18:52
            Zyrafciu najdroższa...tak mi się cieplo zrobiło...dziękuję Ci.
            Z tego pewnie nic nie będzie...ale..sama wiesz..łzy już kapią na
            klawiaturę...ściskam mocno.
            • mskaiq Re: nawrot... 04.12.08, 13:21
              Napisalas ze pewnie z tego nic nie bedzie. Jesli chcesz cokolwiek
              wygrac musisz w to wierzyc, inaczej sama pozbawisz sie tego co moze
              byc Twoje bo zrezygnujesz.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • malgkrzys Re: nawrot... 04.12.08, 18:25
                bardzo chce wierzyc..ale On ma tyle klopotow (podstawowe
                zyciowe,finansowe),ze boje sie,ze nie bedzie mial sil wierzyc i
                dazyc do tego tak jak ja..walczy doslownie o wszystko.Tak czasem los
                sponiewiera czlowieka.I tak bardzo chce wyksztalcic dzieci i
                zabezpieczyc je finansowo w tym czasie..ja czuje sie czasem jak taki
                luksus,na ktory On nie moze sobie teraz pozwolic..tak to czuje..tak
                w rozmowach sie to przwijalo..dzieki,ze napisales..
                • mskaiq Re: nawrot... 05.12.08, 00:01
                  Milosc to najsilniejsze uczucie, jesli zostalo obudzone, jesli nie
                  istnieja argumenty przeciwko niej to milosc trwa i staje sie coraz
                  silniejsza, nie chce rezygnowac chocby nie wiem jakie klopoty
                  stanely na jej drodze.
                  Czasem wiaze nas zwiazek, dzieci ktore kochamy, wnuki ale milosc do
                  drugiej osoby jest wazniejsza i silniejsza niz cokolwiek na tym
                  swiecie.
                  Taka milosc nie dziala nigdy przeciwko innej milosci i innym ludziom
                  ale znajdzie droge do tego aby byc razem.
                  Znasz ta milosc bo ja masz, mysle ze ten czlowiek ma taka sama
                  milosc jak Ty.
                  Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka