forumowiczka3
28.11.05, 18:40
Nigdy tego nie sprawdzałam, ale ponieważ posiadam w domu mikroskop
stwierdziłam czemu nie.
Akurat jestem w czasie bliskim owulacji, więc chciałam się przekonać.
Jednak nie użyłam śluzu szyjkowego, ale śliny, która również pod wpływem
estrogenów krystalizuje w postaci liścia paproci czy jodły jak kto woli.I
jest wyznacznikiem płodnych dni.Natomiast śluz/ślina w okresie gestagennym-
czyli druga faza cyklu tworzy po wyschnięciu bezpostaciową masę.
Ku mojemu miłemu zaskoczeniu ujrzałam pod mikroskopem cudowne jodełki.
Ale jako,że mam naturę dociekliwą poprosiłam o próbkę śliny moją mame-
kobiete po 60. I co ujrzałam - jeszcze piękniejsze jodełki.
Na szczście ślina mojego chłopaka była już bezpostaciową masą.Czy ktoś jest w
stanie mi wyjaśnić ten stan rzeczy? Moja teoria jest taka-że estrogeny
wydzielane stale przez kobiety po menopauzie- wytwarzane z nadnerczowego
androstendionu- wpływają na krystalizację charakterystyczną dla okresu
owulacyjnego. Ale czy w takim razie ma sens taka metoda określania plodności,
skoro nawet u kobiet z wygaszoną czynnościa jajników wynik jest dodatni-
piękna jodełka? Czy któraś z Was ma jakieś doświadczenia w obserwacji
krystalizacji śluzu? Ja jestem ciekawa jak to będzie u mnie w fazie
wydzielania progesteronu- bo jak znowu jodełka to się załamię ;-)