Dodaj do ulubionych

Fasiangi - cy Fasiangy -cy fasiongi

07.02.04, 11:28
Fasiongi - ostatki - ostatni dziyń karnawału, ftory przypodo przed popielcem
Fasiongi - duze, ozdobne sonki, ftore sie uzywało ino w karnawale do wozynio
na ślub, krzciny, ogólnie w celach towarzyskik. Jo do dzisiok nie wiym
jako to powinno sie pisać, bocem w usak : "fasiongi", w gazecie wycytałak
fasiangy, fasiangi. Nei bydź tu mądry, ba jako.
A co na ty dialektoogu, he?
Telo.Pozdr.
Obserwuj wątek
    • dialektolog Re: Fasiangi - cy Fasiangy -cy fasiongi 07.02.04, 13:24
      ciupazka napisała:

      > Fasiongi - ostatki - ostatni dziyń karnawału, ftory przypodo przed popielcem
      > Fasiongi - duze, ozdobne sonki, ftore sie uzywało ino w karnawale do wozynio
      > na ślub, krzciny, ogólnie w celach towarzyskik. Jo do dzisiok nie wiym
      > jako to powinno sie pisać, bocem w usak : "fasiongi", w gazecie wycytałak
      > fasiangy, fasiangi. Nei bydź tu mądry, ba jako.
      > A co na ty dialektoogu, he?
      > Telo.Pozdr.

      Nedy witojcie!

      1. FASIANGI na Śpisu, w Krempachaf = ostatki. Tyn Słowiyński Spolok, znacy sie
      Towarzystwo Słowaków w Polsce nazywo rzec po słowiyńsku.
      Po słowiyńsku (słowiocku, słowacku) FAŠIANGY (karnawał, zapusty, ostatki)
      • laband Re: Fasiangi - cy Fasiangy -cy fasiongi 08.02.04, 14:57
        Pyrsk!

        Ja, Dialektolog richtik szkryfnou to je ze niymieckego Fasching
        (Faschingszeit) - karnawał (czas karnawału).
        Merkuech we godce Gorali, podobnie jak we naszyj, mocka suowkow kere som
        pochodzynia niymieckego.
        Ale te Fasiongi w powionzaniu ze sonkami to mie richtik zaskoczouy.
        A kej juz my som przi Twoim "Fesching", to dej obacht na dolnoslonske Feez,
        Fez - (po niymiecku) Spaß, Ulk / to wiysz co to znaczy przeca/,

        i na pochodne z tego feezig, fezig - ulkig, spaßig, komisch.

        Piyrsze suysza ale ize Fassung to je we niymieckyj godce "wozym" ???

        ps

        Niywiym eli wiysz ale Sorby uzywajom tysz suowa zapusty.

        • dialektolog Re: Fasiangi - cy Fasiangy -cy fasiongi 09.02.04, 19:58
          laband napisał:

          > Pyrsk!
          >

          [...]
          > Piyrsze suysza ale ize Fassung to je we niymieckyj godce "wozym" ???
          >
          To może chocioż "nadwozie"?

          > Niywiym eli wiysz ale Sorby uzywajom tysz suowa zapusty.

          Notujemy.
    • laband Re: Fasiangi - cy Fasiangy -cy fasiongi 09.02.04, 12:12
      FAŠIANGY IN ORAVA

      "Fasiangy, Turice, Velka noc pride,
      kto nema kozuska, zima mu bude.
      Ja nemam, ja nemam len sa tak trasiem,
      dajte mi slaninky, nech sa popasiem.
      Tuto nam nedali, tuto nam daju,
      Tu brava zabili, slaninu maju"

      The words of this song are heard regularly every year during Fasiangy time
      through the villages or Orava region. Variety of spring customs was created in
      Orava by Fasiangy. Living example of preservation of these traditions is low
      Orava's villages of Vysny Kubin and Parnica. In these villages, the ending of
      Fasiangy period known as ostatky, was the happiest time of the whole year.
      They organized Fasiangy parties that lasted from Sunday until Tuesday,
      sometimes, Wednesday. During those days the musicians would play every
      evening, sometimes from afternoon, all the way until morning. All the parties
      were responsibility of the mayor, to make sure that everything would run
      smoothly. The people of Vysny Kubin even today proudly remember what kind
      of "cveng" their fasiangy used to have. End of Fasiangy lasted three days
      during which the people did not work and every day there were three parties
      with music. The most famous party was the Squire party with Gypsy music
      playing cymbal, contrabass, clarinet, and three violins. Only the Squires were
      allowed to attend the Squire party. Peasants could not attend. Even the pub,
      where they held a Squire party was own by a Squire and if by chance a peasant
      got in somehow, he was told to leave. Second party was held by peasants and
      the third by farm- servants. These two parties were almost shared and everyone
      could enter them. They also used to make rounds through the villages. In Vysny
      Kubin it was on Tuesday, before Ash Wednesday and in Parnica a week earlier,
      so the week prior to the Ash Wednesday and the beginning of Lent period, would
      not be disturbed. The rounds had to be approved by the Mayor, County office
      and the local priest. The parade through the village consisted of young lads
      dressed up in folk costumes, and also young lads in masks accompanied by local
      musicians or from other villages. Masks of a bear, gypsies, and skeletons and
      women figures dominated Fasiangy parades. Long time ago the lads were walking
      with a mask of turon, that was reminding bulls' head. The parade went through
      the whole village. Originally they visited households where they had a girl.
      They would dance with her and her mother and would be rewarded and treated
      with food and drink. Traditional Fasiangy food was scrambled eggs and kramle-
      sisky (like doughnuts). As reward they would get eggs to their basket, bacon
      on their spit and to their bags, potatoes, rye, flax. These products they
      would exchange in the pub for money to pay the musicians and the rest they
      would drink. They would make another party and prepare the eggs and bacon
      together.

      The Fasiangy period would end on Wednesday midnight by burial the contrabass.
      All present was singing and crying around her, as if it was real burial:

      "Uz sa fasang krati, uz sa nenavrati,
      a dievcence placú, ze sa nevyskacu"

      "The Fasiang is getting shorter and isn't coming back,
      the girls are crying, that they wont be jumping anymore."

      With the contrabass burial, the music in the villages ended with Ugly
      Wednesday (Ash Wednesday), as the period of lent started. In Parnica even
      after the contrabass burial the music continued as they buried the contrabass
      week earlier.

      In Vysny Kubin they remember that despite lent, the following day, the gypsy
      musicians that were playing for the Squires invited all the lads to the pub.
      Together they would spend all the money made during the three days playing,
      drinking. Apparently they had really good time in Vysny Kubin.






      www.zelpo.sk/region/tlac/horehron/h01087.html
      • laband Re: Fasiangi - cy Fasiangy -cy fasiongi 09.02.04, 12:49
        a wiycie jaki pogrzyb, jakego instrumynta, przipado na tyn czas?
        • hanys_hans Re: Fasiangi - cy Fasiangy -cy fasiongi 09.02.04, 19:25
          laband napisał:

          > a wiycie jaki pogrzyb, jakego instrumynta, przipado na tyn czas?


          Starodawny kult fallusa i co z niego zostało
          Współczesnym Polakom, wychowanym w rygorze tak zwanej "teologii moralnej"
          Kościoła katolickiego wydawać się może niezwykłe, że w dawnych czasach kontakty
          seksualne nie były łączone z poczuciem winy i grzechu. Chrześcijaństwo od
          początku swego zorganizowanego istnienia dyskredytowało seksualność, wskazując
          na "rozwiązły" charakter wielu pogańskich misteriów. W rzeczywistości, misteria
          te były świętami płodności, miłości i radości a ich głównym bohaterem był
          zazwyczaj fallus - czyli męski członek, organ ewidentnie zaangażowany w
          tworzenie życia.

          Już z czasów prehistorycznych znane są rzeźby i graficzne wyobrażenia męskiego
          członka jako obiektu kultu. W grocie zwanej "Les Trois Freres" we Francji,
          znaleziono malowidła z wczesnej epoki kamienia łupanego. Jest wśród nich
          słynny "Czarownik", czyli rysunek mężczyzny w zwierzęcej masce, wyposażonego w
          imponującej wielkości fallusa. Znany jest też wizerunek staroegipskiego boga
          Min z czwartego tysiąclecia (!) przed Chrystusem, który trzyma w dłoni swój
          członek w stanie erekcji. Najbardziej znany jest jednak tak zwany "Olbrzym z
          Cerne Abbas", czyli wyobrażenie mężczyzny z maczugą i wielkim penisem,
          znalezione w Anglii, w hrabstwie Dorchester. Rysunek ten ma kilkaset metrów
          długości i wyryty został bezpośrednio w ziemi, na obszarze, na którym znajduje
          się dziś łąka. W całek okazałości, wizerunek ten widoczny jest jedynie z lotu
          ptaka.

          W starożytnej Grecji, kult fallusa był rozpowszechniony bardzo szeroko. Na
          niewielkiej wysepce Delos na morzu Egejskim, tuż obok gejowskiego raju
          wakacyjnego Mykonos, podziwiać możemy po dziś dzień monumentalne, kamienne
          fallusy. Są one pozostałością kultu dwóch greckich bogów: Dionizosa (w Rzymie
          Bachusa) i Priapusa (lub Priapa). Dionizos był synem Zeusa i bogiem wina -
          które w wielu religiach, także w katolicyzmie ma znaczenie kultowe. Ku jego
          czci organizowano doroczne święta, zwane "dionizjami." Połączone były one z
          libacjami alkoholowymi i nieuchronnymi orgiami seksualnymi, piętnowanymi
          zresztą już wtedy przez pięknoduchów, takich jak filozof Ksenofanes. W
          uroczystych procesjach niesiono wielkie fallusy na drewnianych żerdziach -
          zupełnie tak, jak dzisiaj sztandary lub święte figury. W pochodach tych
          uczestniczyli skąpo ubrani mężczyźni, śpiewający sprośne piosenki i wykonujący
          jednoznaczne ruchy ciałem. Za czasów Aleksandra Wielkiego, w niektórych
          miastach greckich w obchodach uczestniczyli też obficie przez naturę wyposażeni
          młodzieńcy, którzy symbolizowali boga Priapa - syna Dionizosa. Stojąc nago na
          paradnie przystrojonych wozach, wożeni byli oni ulicami. Aby pobudzić i
          utrzymać w stanie erekcji ich męskość, po obu stronach wozu szli chłopcy,
          których zadaniem było łaskotanie krocza wybrańców przy pomocy piór i witek.
          Widok ten, służył oczywiście stymulacji seksualnej widzów, co przekładało się
          potem na korzystny dla społeczności zwiększony przyrost naturalny.

          Greckie miasta, zniewolone przez Ateny, zobowiązane były do wysyłania danin nie
          tylko w pieniądzach i złocie, ale też w postaci wielkich symboli fallusa. Na
          licznych monetach z tamtych czasów widzimy Priapa z ogromnym, uniesionym w górę
          penisem. Ten bóg był zresztą szczególnie ceniony jako patron i obrońca płodów
          rolnych. Oprócz tego, chronił przed złymi czarami, stąd jego fallus noszony był
          jako amulet na szyi. Priapus czczony był szczególnie w starożytnym Rzymie. Tam
          także wyobrażany był zawsze z ogromnym członkiem w stanie erekcji. Jego figury
          stały wszędzie: w prywatnych domach i ogrodach, przy mostach i na publicznych
          placach. Było w zwyczaju, by zaraz po ślubie młoda Rzymianka siadała na
          fallusie Priapa, ofiarowując mu w ten sposób swe dziewictwo. W zasypanym przez
          wulkaniczne popioły mieście Pompeje odkopano wiele erotycznych fresków
          ściennych i mozaik podłogowych. Jest wśród nich fresk zatytułowany "Priapus
          waży penisa." Kult tego boga rozpowszechnił się potem na całą Europę. W
          medycynie zachował się do dziś relikt językowy, w postaci nazwy pewnej
          dolegliwości: Priapizmem nazywany długotrwałą, nieustającą erekcję, która
          wywołana być może chorobą naczyniową, cukrzycą, leukemią lub mechanicznym
          uszkodzeniem członka.

          Walcząc z kultem fallusa, chrześcijaństwo miało bardzo trudne zadanie. Mimo
          licznych zakazów, utrzymał się on aż do późnego średniowiecza. Rolę Priapa
          przejęli po prostu niektórzy święci. Wśród kobiet, szczególnie popularny był
          święty Futinus. Bezpłodne lub pożądające dzieci niewiasty pielgrzymowały do
          poświęconych mu sanktuariów. Na figurach, święty zawsze przedstawiany był z
          członkiem w stanie erekcji. Aby uzyskać łaskę płodności, należało z tego
          kamiennego lub drewnianego członka zeskrobać nieco wiórków lub prochu, albo też
          polać go winem i spić spływające kropelki. W francuskim mieście Rouen aż do
          XVIII wieku zachowało się święto, podczas którego młodzi chłopcy i dziewczęta
          trzymali w rękach chleby, uformowane na kształt penisa z jądrami. W mieście
          Trani we Włoszech do tego samego okresu, odbywała się procesja, w czasie której
          przenoszono ulicami ogromny "święty członek" - "Il Santo Membro."

          Kult fallusa znany jest także w kulturach pozaeuropejskich. Wśród Indian
          północnoamerykańskich obchodzone było święto, w czasie którego przystrojeni w
          maski i wielkie drewniane fallusy mężczyźni tańczyli na przeznaczonych pod
          uprawę polach, naśladując wytrysk nasienia. Miało to zapewnić bogate zbiory. W
          Japonii i Indiach aż do XIX wieku spotykane były sanktuaria i ołtarze z
          wyobrażeniem męskiego członka, lub też figurą kopulującej pary. Japończycy,
          zarażeni chorobą weneryczną lub inną dolegliwością podbrzusza, mogli wypożyczyć
          do domu niewielką figurkę fallusa i po wyzdrowieniu przynieść ją z powrotem do
          świątyni. Praktyki te zostały oficjalnie zakazane dopiero 150 lat temu! Indie
          są ojczyzną Kamasutry, gdzie fallus nosi nazwę "lingam" i czczony jest jako
          bóstwo. W świątyniach hinduistycznych znaleźć można rzeźby i rysunki, które w
          chrześcijaństwie uchodziłyby za pornograficzne. I tak w słynnej świątyni
          Kandarya-Mahadeva w Khajuraho obejrzeć można różne techniki kopulacyjne,
          łącznie z seksem oralnym i analnym a także akt płciowy w trójkącie. Na Dalekim
          Wschodzie, seksualność człowieka nigdy nie była uznawana jako obszar grzechu.

          Zresztą, o oddawaniu fallusowi czci, przysługującej bogom nie zapomniano także
          w Starym Testamencie. W Biblii czytamy bowiem, że osoba składająca przysięgę
          nie podnosi ręki ku niebu, lecz kładzie ją na członku ojca albo chlebodawcy.
          Mahometanie, dla których Stary Testament jest w takim samym stopniu świętą
          księgą jak dla chrześcijan, po dziś dzień przysięgają na fallusa Allacha.
          Wracając zaś do naszej nieszczęsnej Ojczyzny: W polskim obszarze kulturowym,
          święty penis, dawca życia, odbierany jest jako wstydliwa, brudna i wulgarna
          część ciała, zasługująca najwyżej na ordynarne wyzwisko: "Ty ch..."

          Opracował: Tomek Juszkowski


          • dialektolog Fa...? 09.02.04, 19:55
            hanys_hans napisał:

            > laband napisał:
            >
            > > a wiycie jaki pogrzyb, jakego instrumynta, przipado na tyn czas?
            >
            > Starodawny kult fallusa i co z niego zostało

            Myślę, że nie o pogrzeb takiego instrumentu szło Labandowi?
            Tyn instrumynt bezma nikierzi wieszajom na kołku.
            POGRZEB BASA - ale jak to się robi?
            www.uni.opole.pl/mwo/foltek.html
            www.wodip.opole.pl/~sp21opole/zwyczaje.htm
            > Współczesnym Polakom, wychowanym w rygorze tak zwanej "teologii moralnej"
            > Kościoła katolickiego wydawać się może niezwykłe, że w dawnych czasach
            > kontakty seksualne nie były łączone z poczuciem winy i grzechu. [...]

            Hanysie Hansie! Dyć tu niy ma ani jednego gwarowego słóweczka.
            A na historii wierzeń i idei religijnych to się lepiej zna Eliade niż
            felietonista, co to "opracował", a źródła nie podał. Więcej:
            www.paerchen4.de/der_penis.htm
            • laband Re: Fa...? 09.02.04, 20:42
              Mosz recht Dialektolog, to je "pogrzyb basa".
              Jak to sie robi? Hm, we kozdyj wsi konsek inaczyj. Tak do przikuadu piouo sie
              gorzoua a resztkami ze keliszkow pyrskauo na "basa". Jak prziszuo na dwanosto
              w nocy to sie go zawiyrouo we futerale(choby we truchli) i pora ludzi niosuo
              go na barkach a reszta spiywauo zauobne piosynki i jamrowaua. Kto niy miou
              lustu spiywac i jamrowac, to ciepou smiyszne powiedzynia (np. "suepcie ludzie
              wiyncyj gorzouy"). Jedyn sie przeblyko za ksiyndza, je tysz wdowa i i
              ministrant kery czimie miotua na keryj wisi flaszka i keliszki. Ajnfach robi
              sie couki pogrzyb tymu "basowi" ino ze taki parodia.

              Kedys sie niy godauo na tyn czas "ostatki" ino "miynsopust".
            • hanys_hans Re: Fa...? 09.02.04, 21:13
              dialektolog napisał:

              > Hanysie Hansie! Dyć tu niy ma ani jednego gwarowego słóweczka.
              > A na historii wierzeń i idei religijnych to się lepiej zna Eliade niż
              > felietonista, co to "opracował", a źródła nie podał. Więcej:
              > www.paerchen4.de/der_penis.htm

              Z´rooduo mosz, dialektolog sie mianujesz toosz mys´la co noom to teroski
              pszetuplikujesz na rostomajte dialekta
              • dialektolog Re: Fa...? 09.02.04, 21:42
                hanys_hans napisał:

                > dialektolog napisał:
                >
                > > Hanysie Hansie! Dyć tu niy ma ani jednego gwarowego słóweczka.
                > > A na historii wierzeń i idei religijnych to się lepiej zna Eliade niż
                > > felietonista, co to "opracował", a źródła nie podał. Więcej:
                > > www.paerchen4.de/der_penis.htm
                >
                > Z´rooduo mosz, dialektolog sie mianujesz toosz mys´la co noom to teroski
                > pszetuplikujesz na rostomajte dialekta

                Ja, przidzie taki czas, ale terazki niy moga...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka