Natchnął mnie wątek o reprymendzie nie ukrywam
Pytanie głównie do tych, co są przekonani, że trzeba wykonać KAZDE polecenie szefa literalnie i bez refleksji
Załóżmy, że szef zleca Wam rozesłanie maila, którego treśc Wam dyktuje i brzmi ona tak:
"Witam
W odpowiedzi na wasze zapytanie przesyłamy naszą ofertę. Przykro nam, że nie udało się nam skompletować ją w przeciągu trzech dni, jak oczekiwaliście, ale nie chcieliśmy iść po najmniejszej linii oporu. Mam nadzieję, nasz oferta okaże się lepsza jak innych
Z poważaniem
XY"
Poprawiacie błędy szefa czy nie? A jeśli to jak: poprawiacie na własną rękę, czy mówicie szefowi, że tu i tu jest błąd i chcielibyście go poprawić?
Pytanie nie jest całkiem oderwane od rzeczywistości. Dość często zdarza się mnie czy moim kolegom dostawać maile od poważnych ludzi z takimi błędami

Czasem z ich skrzynek, ale czasem także ze skrzynek asystenta czy sekretarki. Treść merytoryczna niewątpliwie pochodzi od ich szefa, a forma jej ujęcia? No cóż, teraz już nie wiem - bo zawsze zastanawiałam się jak sekretarka może nie wiedzieć jak należy napisać, ale teraz uważam, że być może BOI się poprawić te błędy, bo może jej szef jest kimś w rodzaju szefa Kami?