Dodaj do ulubionych

Kot z niewydolnością nerek ....

13.09.09, 18:16
W piątek okazało się, że mój kot cierpi na ostrą niewydolność nerek z zatruciem mocznikiem. fatalne wyniki mocznika i kreatyniny. Po kroplówce i zastrzykach jest lepiej. Kot został przestawiony na specjalistyczną karmę Royal'a. Weterynarz powiedział, ze to się nie cofnie, najwyżej poziom mocznika się obnizy w związku z rygorystyczną dietą

Szukam ludzi, którzy mają doświadczenie z kotem chorym na niewydolność nerek. Może coś podpowiecie??? Ile taki kot może jeszcze pożyć? Czy cierpi??? Czy można coś poza dietą dla niego jeszcze zrobić??? Czy ograniczać jego aktywność fizyczną czy raczej go do niej zachęcać (mój kot to twardy zawodnik, nawet ja chwiał się na nogach, głowy nie potrafił utrzymać, a wyrywa się na dwór...).

Martwię się moim Wrzaskunkiem bardzo... Martwię się co będzie.... I jednocześnie zaczełam bardziej doceniać, że jest z nami... bo nie wiem jeszcze jak długo....
Obserwuj wątek
    • wladziac Re: Kot z niewydolnością nerek .... 13.09.09, 19:30
      kocia_stronka.republika.pl/niewydolnosc_nerek-01.html
      • awanturka Re: Kot z niewydolnością nerek .... 13.09.09, 19:53
        Bardzo dziękuję za szybką odpowiedź, chwilę wczesniej już zdążyłam tę stronkę wygooglać.

        A teraz o moich rozterkach. Nie wiem czy dobrze trafiliśmy z weterynarzem. Z tego co udało mi się przeczytać na różnych stronkach odnośnie choroby jednak coś poz dietą w tej chorobie się robi, jakieś kroplówki, jakieś witaminy, jakieś zastrzyki, leki przeciw anemii, preparaty obniżające poziom potasu itp. A pani weterynarz nam powiedziała, że poza dietą nic się nie robi, czasem tylko gdy kot się bardzo odwodni można podać w zastrzyku sól fizjologiczną z solami mineralnymi. I na tym koniec. jak myślicie? szukać innego weterynarza????
        • wladziac Re: Kot z niewydolnością nerek .... 13.09.09, 20:00
          wiem tylko tyle ile jest napisane na tej stronce,co do weterynarza w
          takiej sytuacji przeprowadziłabym konsultacje z innym,masz wyniki
          badań i na początek możesz sama podejść do innego gabinetu,a może
          znajdziesz w internecie polecanego weta od chorób nerek w swoim
          mieście,życzę szybkiego powrotu do zdrowia dla kociusia
          • 0ffka Re: Kot z niewydolnością nerek .... 13.09.09, 20:42
            Jak po zaleczeniu kici dawałam tylko karmę specjalistyczną i ewentualnie tylko
            piersi z kurczaka, zero innej karmy!
            Badania krwi i moczu co roku przydają się. Lekarz po nich może zmienić trochę
            karmę, np są rożne rodzaje Urinary.
    • 0ffka Re: Kot z niewydolnością nerek .... 13.09.09, 20:39
      Moje kocie zachorowały jak miały rok.
      Były wznowy prawie co roku w okresie lata. Leczenie to kroplówki, antybiotyki,
      leki moczopędne i rozkurczone około tygodnia do dwóch tygodni.
      Są cały czas na Urinary, Renalu RC.
      Teraz maja 7 lat i odpukać w niemalowane drewno jest spokój od ponad roku. Mają
      się dobrze.
      • jottka Re: Kot z niewydolnością nerek .... 14.09.09, 00:56
        ścisłe przestrzeganie diety to mus i podstawa - nawet jak kocisko się unormuje i
        będzie ci się wydawało, że w sumie to zdrowy jest i można mu dać też co innego
        do jedzenia. nie można, on musi być stale kontrolowany, bo odejście od diety =
        przyspieszenie rozwoju choroby.

        a poza tym poszukałabym, jak mówią dziewczyny, weta specjalizującego się w
        kocich chorobach - twoje kocię potrzebuje teraz dobrego lekarza ogólnego, który
        będzie umiał zwrócić uwagę na różne drobiazgi i w porę działać. pod dobrą opieką
        kocina może jeszcze długo prosperować, czego życzymysmile
      • awanturka Re: Kot z niewydolnością nerek .... 14.09.09, 20:42
        czy jesteś pewna, że mają niewydolność nerek a nie SUK (syndrom urologiczny kotów). Pani weterynarz powiedziała, że mój pozyje około roku i że absolutny rekord życia z tym schorzeniem to 3 lata. Bardzo bym chciała by mój Wrzaskunek pożył więcej niż rok - czy to możliwe???
        • pixie65 Re: Kot z niewydolnością nerek .... 15.09.09, 12:58
          awanturka napisała:

          > czy jesteś pewna, że mają niewydolność nerek a nie SUK (syndrom urologiczny kot
          > ów). Pani weterynarz powiedziała, że mój pozyje około roku i że absolutny rekor
          > d życia z tym schorzeniem to 3 lata. Bardzo bym chciała by mój Wrzaskunek pożył
          > więcej niż rok - czy to możliwe???
          Dobrze prowadzony "nerkowy" kot może żyć zdecydowanie dłużej niż rok.
          Wszystko zależy od przyczyny problemu, stanu nerek i...wiedzy lekarza prowadzącego.

          Dużo o niewydolności nerek możesz dowiedzieć się tutaj:
          forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=94815
          Pierwszy z moich czterech nerkowców został zdiagnozowany cztery lata temu. I
          póki co (tfu, tfu, tfu) czuje się świetnie smile

          • 0ffka Re: Kot z niewydolnością nerek .... 15.09.09, 13:56
            pixie65 napisała:

            Dokładnie tak wyglądało to u mojego kocurka:
            Objawy:

            Są tak różne, że aż trudno wszystkie wymienić, skupiam się na podstawowych:

            - nadmierne pragnienie, kot pije dużo więcej niż zwykle, często "wisi" nad miską
            - oddawanie zwiększonej ilości moczu
            - osowiałość
            - brak apetytu
            - chore dziąsła
            - utrata wagi
            - matowa (u czarnych kotów brunatna), sztywna sierść
            - nieprzyjemny zapach z pyszczka
            Nie miał żadnej specjalistycznej karmy sad
            Mógł sobie żyć jeszcze ładnych parę lat. Ech ci weci sad
            • pixie65 Re: Kot z niewydolnością nerek .... 15.09.09, 14:18
              Offka, chyba coś źle zacytowałaś...
              Włożyłaś w moje usta swoją wypowiedź wink
              • 0ffka Zgadza się Pixie! Chciałam zacytować z Ciebie, ale 15.09.09, 14:22
                ale zrezygnowałam wycinając cały tekst.
                Niestety nie zauważyłam, że na górze zostałaś!
                W poście chodziło o mojego Kocurka, który wiele lat temu zmarł na niewydolność
                nerek po półrocznej walce o życie sad
      • awanturka Re: Kot z niewydolnością nerek .... 14.09.09, 20:51
        dziwi mnie ta karma urinary - mój weterynarz mówił, zeby jej absolutnie nie kupować bo to karma dla kotów z SUK a nie dla kotów z niewydoolnością nerek i takim kotom najzwyczajniej w świecie szkodzi.
        • 0ffka Awanturko masz rację- moje mają SUK 14.09.09, 21:14
          Awanturko bardzo mi przykro, że Twój kotek ma niewydolność nerek.
          Co mogę napisać? Znowu pewnie mylę pojęcia, więc czytaj to z dystansem.
          Mój stary kocur, tj kocur mojego ojca miał to i niestety (tak jak mówi Twoja
          weterynarz) odszedł po pół roku. Ale to był stary kocurek. Bardzo tęsknił za
          moim zmarłym ojcem. Miał 15 lat... Co do żywienia niestety 3 wetów wtedy nie
          przepisywało mu specjalistycznej karmy, nie stosowało żadnej diety sad Może w
          tamtych czasach nie było jej? To było kilkanaście lat temu.... Może gdyby ją
          jadł żyłby długo?
          Życzę aby Twój kotek żył, jak najdłużej i był szczęśliwy z Tobą!
          • anmanika Re: Awanturko masz rację- moje mają SUK 15.09.09, 14:16
            Ta pani dr. podobno jest dobra w nerkowcach:
            www.nerkiwet.com/
            • awanturka Re: Awanturko masz rację- moje mają SUK 17.09.09, 21:28
              Niestety, mieszkam na Śląsku więc byłoby trochę za daleko. Właśnie jestem na etapie robienia wywiadu wśród kociarzy, co do wetów przyjmujących w moim mieście. Kot po zastrzykach i na karmie dla nerkowców ma się póki co świetnie. Nie spodziewałam się, ze w tak krótkim czasie dojdzie do siebie, apetyt mu dopisuje, jest aktywny i wygląda jakby był całkiem zdrowy (wiem, że to tylko pozory, ale cieszyć się trzeba i taką przejściową poprawą).

              Nie wiem czy cieszyć się czy martwić, że kot zamiast 2 saszetek 100g royala renal, które zaleciła pani weterynarz, pożera 3 i 1/2 do 4 saszetek dziennie. Wizyta dopiero w środę, więc nie wiem czy ograniczyć mu jedzenie (będzie wrzeszczał nad pustą michą) czy pozwolić mu jeść dowoli???
              • jottka Re: Awanturko masz rację- moje mają SUK 17.09.09, 23:29
                dzwoń od razu do weta - przy tak poważnej chorobie to nie są rzeczy, które można
                odkładać. a ilość pokarmu też bywa istotna w dietach, choć nie wiem, czy to
                akurat ten przypadek.
                • wiesia.and.company Re: Awanturko masz rację- moje mają SUK 20.09.09, 14:56
                  Nie denerwowałabym się gdyby chciał jeść. To dobry objaw przy tej chorobie (bo
                  czasem bywa tak, że nadmiar mocznika powoduje absmak, kot nie chce jeść, trzeba
                  go karmić ręcznie dopyszcznie). Niech je więcej, jeśli tylko chce. Zamierzamy
                  przecież kota leczyć, czyli ma dłuuuugo żyć, a nie umrzeć z głodu smile A ta
                  weterynaryjna karma ma właściwy skład, a to przy nerkach najważniejsze. Z
                  suchych karm urinary bardzo dobry jest koci Trovet RID (świetna weterynaryjna
                  karma holenderska, mój kot miał po niej bardzo dobre wyniki). Skrót karm dla
                  kotów z niewydolnością nerek to RID. Oczywiście pomocne są kroplówki (dożylne
                  lub podskórne). Z tym, że dieta jest podstawą i to już do końca życia, bo po
                  prostu co najmniej 75% miąższu nerek jest zniszczonych. Nie upadaj na duchu,
                  dacie radę!
                  • wiesia.and.company Re: Awanturko masz rację- moje mają SUK 20.09.09, 14:58
                    Aj, zapomniałam, że to ostra niewydolność nerek, a nie przewlekła niewydolność
                    nerek! A to przecież najważniejsze! Po leczeniu antybiotykami, kroplówkach i
                    przy karmie dietetycznej powinna nastąpić poprawa i wcale nie musi przejść w
                    przewlekłą niewydolność nerek. Więc tym bardziej - głowa do góry!
                    • awanturka Re: Awanturko masz rację- moje mają SUK 27.09.09, 13:44
                      Wiesiu, bardzo Ci dziękuję za odzew. ważne jest to ci napisałaś o karmach. Na razie jednak zdecydowałam się dawac wyłącznie royal -renal bo tą karmę mam sprawdzoną osobiście (a raczej sprawdzoną przez mojego kota).

                      Niestety i Ciebie i pozostałych wprowadziłam trochę w bład - weterynarz powiedział,że mój kot ma przewlekłą niewydolnosć nerek sad
                      tylko jego stan określił jako ostry (czyli nagły to chyba znaczy to określenie).

                      Z kotem znowu gorzej sad pisałam o tym wczoraj w innym miejscu.

                      Mąż właśnie wrócił po z kotem po drugim zastrzyku od weterynarza.

                      Kot zaczął wreszcie pić i to dużo - to chyba dobry znak - do tej pory nie pił, poiliśmy go trochę strzykawką ale było to trudne mimo, że kot inne zabiegi znosi nadzywaczaj cierpliwie tu buntował się bardzo. O jedzeniu na razie nie ma mowy.

                      Czekamy co dalej... Pewnie jeszcze tym razem będzie znowu lepiej, ale nie wiadomo jak będzie przy następnym zaostrzeniu choroby...

                      Poczytaj, prosze Cię, co piszę w poście "jak poznać, że już przyszedł czas....", Twoje zdanie na ten temat jest dla mnie ogromnie ważne bo wiem, ze masz ogromne doświadczenie, od lat śledzę Twoje wypowiedzi na kocich forach i jestem Twoją cichą wielbicielką wink.

                      bardzo serdecznie Cię pozdrawiam! Awanturka
              • awanturka : ( :( : ( :( 26.09.09, 18:42
                Z moim kotem znowu jest kiepsko sad sad

                A było tak dobrze... Był aktywny, jadł za dwóch, przytył... Ta sielanka trwała 11 dni od serii ostatnich zastrzyków. Od dzisiaj znowu kolejne zastrzyki (conajmniej 5). Weterynarz mowi, że w lecznicy nie ma możliwośi podania kotu kroplówki ambulatoryjnie (a wiele osób własnie o podawaniu kroplówki u kotów z niewydolnością nerek pisało). Powiedział, że kroplówki podaje się tylko tam gdzie jest możliwość zostawienia kota na całądobę. czy tak jest rzeczywiście. W miejscowości w której mieszkam z pewnością nie ma "szpitala dla zwierząt" (już kiedyś przy problemach ze zdrowiem innego kota za takim szukałam) ale jest conamniej 10 (może i więcej) lecznic weterynaryjnych. Myślicie, że jest sens wypytywać, czy gdzieś podadzą kotu ambulatoryjnie kroplówkę ???

                I jeszcze pytanie o karmy typu renal - mam do kupowanie karm firmy Royal, Hills, Trovet, Animoda - która waszym zdaniem najlepsza? (mam nadzieję, że Wrzaskun jeszcze może odzyska apetyt, chociaż weterynarz powiedział, że rokowanie są "niepewne" i nie może wykluczyć, że to już niestety będzie koniec..., dobrze chociaż, że mnie zapewnił, ze kot nie cierpi, tylko poprostu robi się coraz słabszy...)

                Przykre to wszystko, ale w końcu choroba i śmierć są również elementami życia i trzeba przez to przejść....

                awanturka
                • wladziac Re: : ( :( : ( :( 26.09.09, 19:11
                  strasznie mi przykro,trzymam kciuki za zdrowie Wrzaskuna,nie trać
                  nadziei,trzymajcie się
                • 0ffka Awanturko co ten lekarz mowi a propos kroplówki ? 26.09.09, 19:35
                  awanturka napisała:
                  > Weterynarz mowi, że w lecznicy nie ma możliwośi podania kotu kroplówk
                  > i ambulatoryjnie (a wiele osób własnie o podawaniu kroplówki u kotów z niewydol
                  > nością nerek pisało). Powiedział, że kroplówki podaje się tylko tam gdzie jest
                  > możliwość zostawienia kota na całądobę. czy tak jest rzeczywiście.

                  Awanturko po pierwsze bardzo mi smutno, że Twój kotek znowu ma wznowę sad((
                  Po drugie- Twój lekarz jest dziwny, delikatnie mówiąc!
                  Słuchaj... jestem z Warszawy i mówię Ci, że w każdej, nawet zapyziałej lecznicy
                  (wiele ich poznałam na moim osiedlu, aż trafiłam do dobrego weterynarza i
                  przychodni) są kroplówki od X czasu!
                  Słuchaj, z tego co pamiętam to kotu jest podawana sól fizjologiczna i można to
                  robić nawet w warunkach domowych!
                  Parę moich wetów mnie do tego namawiało i uczyło, jak to robić zastrzyki i
                  kroplówki podawać.
                  Kroplówkę podaje się zwierzęciu co dziennie i zastrzyki.
                  Lekarze chcieli mi np: dawać leki, abym sama robiła zastrzyki kotu i podawała
                  kroplówkę ze względów np: ekonomicznych, stresu kota, etc.
                  Ja nie godziłam się na to, bo mdleje na widok krwi.
                  Raz tylko w życiu robiłam zastrzyk mojemu kocurowi o którym Ci pisałam, że
                  odszedł za Tęczowy Most.
                  Kroplówki są od dziesiątków lat w lecznicach!
                  Awanturko poszukaj innego weta, albo z tym się umów z tym, że poszukasz
                  pielęgniarki, która będzie dawać te kroplówki kocurkowi w domu.
                  Daj znać co i jak!
                  Pozdrawiam Twojego Kociejka i czekam na wieści od Was!

                  • awanturka Re: Awanturko co ten lekarz mowi a propos kroplów 27.09.09, 12:31
                    Rzeczywiście muszę poszukać innego weta. Jeżeli chodzi o kroplówki i zastrzyki to chyba nie ma problemu bo jedno i drugie podawałam mojej mamie (bardzo dawno, ale myślę, że po przećwiczeniu u weta nie było by problemu). Tylko nie wiem jak wygląda wkłuwanie się w żyłę u kota - bo jest przecież nieporównanie mniejsza niż u człowieka no i poza tym nie widać gdzie ona jest.

                    Co do weta to będę go szukać, ale jeżeli okaże się, ze i tym razem zastrzyki pomogą (poprzednim razem postawiły go na nogi w ciągu 3-4 dni). Przy następnym pogorszeniu będę już dawać kroplówki, na początku u weta, potem mam nadzieję, że sama.

                    Bardzo Ci dziękuję, że się odezwałaś!!!
                    • awanturka jak poznać, że już przyszedł czas.... 27.09.09, 12:35
                      Jeszcze poruszę jeden temat (chociaż z dużymi oporami) - jak poznać, że już czas..., że trzeba przestać walczyć i pozwolić (a może i pomóc) spokojnie odejść... Chciałabym oszczędzić mu cierpienia (weterynarz mówił, że on nie cierpi ale ogromna słabość, wymioty, odwodnienie,owrzodzenie w jamie ustnej to na pewno jest jakiś rodzaj cierpienia chociaż może nie ból.)

                      To pewnie trochę przedwczesne, ale chcę zawczasu mieć sprawę przemyślaną, bo potem, gdy będzie bardzo żle, emocje mogą sprawić, że nie będę w stanie podejmować rozsądnych decyzji.
                    • 0ffka Re: Awanturko co ten lekarz mowi a propos kroplów 27.09.09, 13:47
                      Moje koty brały kroplówki z soli fizjologicznej pod skórę w kark. Po nich miały
                      wielką gulę wody na pleckach, która prędko się wchłaniała. Miałam wrażenie że z
                      dziurki po igle też trochę wody wydostawało się na futerko.
                      Zastrzyk jaki 1x życiu robiłam też był podskórny w kark.
                      Na pytanie w drugi Twoim poście nie umiem odpowiedzieć...
                      Trzymam kciuki za Twojego Koteczka!
                • 0ffka i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że trzeba 26.09.09, 19:56
                  kota przepłukać, wypłukać kroplówkami!
                  Te kroplówki to podstawa u nerkowców w każdej w sumie lecznicy; i mojego Kocura
                  za Tęczowym Mostem i moich Kimbur z SUK.
                  Wiesz nie jestem wetem. Na forach prowadzonych przez lekarzy dostaniesz
                  wiarygodna informację!
                  Mogę Ci dać namiary na mojego weta, ale leczenie przez telefon to nie leczenie a
                  raczej głupota.
                  • wiesia.and.company Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 02.10.09, 00:18
                    Awanturko! Kroplówki to jak pisze Offka - podstawa leczenia kota w ostrym
                    stadium przewlekłej niewydolności nerek. Najlepsze są kroplówki dożylne -
                    podanie takiej kroplówki trwa długo minimum 2 godziny - 3 godziny (w zależności
                    od ilości płynu). Chodzi o to, by do żyły dostawał się ten roztwór soli
                    fizjologicznej z mleczanem (chociaż właściwie to każdy roztwór jest OK)
                    kropelkami, ma spływać powolutku. Dlatego to tak długo trwa. Szybko idzie
                    podawanie pod skórę przez grubszą igłę. Ja sama robiłam mojemu Felutkowi te
                    kroplówki dwa razy dziennie. Mam za sobą 35 kroplówek (bo jeszcze i kotu
                    sąsiadki i potem kotce drugiej sąsiadki). Nauczył mnie tego mój weterynarz,
                    pokazał, że trzeba podgrzać trochę, żeby pacjentowi nie leciał "za kark"
                    lodowaty płyn, pokazał w jakiej kolejności co zrobić. Lekarz CHCIAŁ mnie
                    nauczyć. Ten Twój weterynarz jest w ogóle niechętny. Bo przecież mógłby założyć
                    wenflon, wkłuć się w żyłę, posadzić kotka w transporterze i Ciebie obok niego i
                    po prostu co jakiś czas sprawdzać, jak idzie powolna dożylna kroplówka.
                    Przesiedziałabyś przez dwie godziny albo przyszła po dwóch godzinach. To nie
                    wymaga szpitalika całodobowego, można by Was było posadzić gdzieś na zapleczu
                    lub za parawanem w gabinecie.
                    Ale kroplówki pomagają robić to, czego nerki nie są w stanie. Bez kroplówek nie
                    uda się utrzymać funkcjonowania całego organizmu.
                    Owrzodzenia w jamie ustnej i w przewodzie pokarmowym mogą powodować to, że po
                    prostu kot nie ma łaknienia, ale też ma uczucie pieczenia, gdy coś chce
                    przełknąć. Dlatego może nie chcieć jeść. Powinno się też wykonać badanie
                    kreatyniny i mocznika. Jeśli mimo kroplówek wyniki rosną, to niestety....
                    Następuje zatrucie azotem całego organizmu i po prostu kot jest ospały... a
                    potem usypia na zawsze. To w wyniku zatrucia. Ale gdybyś zauważyła, że kot jest
                    wycofany, chowa się gdzieś w kącie, nie chce jeść, pić, próbuje - ale się nie
                    decyduje jednak tylko tak siedzi nad miskami, chce być sam... albo gdzieś
                    nieoczekiwanie miauknie raz... a potem już nie... to jest to sygnał, że coś
                    mrocznego nadchodzi.... Wtedy może poproś lekarza o wizytę, tę ostatnią, w
                    domu... To jest niesłychanie trudne, okropne, trzymam kciuki, żeby Wam się
                    jeszcze udało być ze sobą jak najdłużej można... Trzymaj się!
                    • awanturka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 02.10.09, 08:36
                      Wiesiu! Już nie mam żadnej nadziei, co do kroplówek to wet. powiedział, że mają dobre i złe strony, że bardzo obciążają układ krążenia i że kot może tego nie wytrzymać i parę tam jeszcze innych rzeczy.

                      Zasięgałam rady u innych weterynarzy - przyparci do muru przyznają, ze podawanie kroplówki ma nie tylko swoje zalety, ale też poważne wady...

                      Kot nie je już od 11 dni, zrobił się z niego szkielet, chodzimy na zastrzyki 2 razy dziennie, właściwie nie do końca wiadomo co się dzieje, kot jest nawodniony bo duzo pije i dostaje zastrzyki, które go nawadniają(ma normalną temperaturę - przy odwodnieniu temperatura spada), wyniki jak na tą chorobę nie takie znów najgosze....

                      Weterynarz mówił, żeby próbować karmić na siłę... Nie wiem czy tak go męczyć, bo i tak nic z tego nie wychodzi - on nie przełyka, pluje i się wyrywa... Nie wiem czy koty karmi się sondą - muszę zapytać weta...

                      Właściwie to chyba wypadało by mu ułatwić odejście... Tylko jakoś jeszcze nie potrafie, kot mimo ogromnej słabości garnie się do nas, w nocy wchodzi do nas na łożko, kładzie się nam na piersi i mruczy, mruczy, mruczy....Nie chce żeby zostawiać go samego, miauczy jak wychodzimy z domu - czasem przychodzi na kolana - nie ma siły wskoczyć to go się podnosi z ziemii...

                      Wracam do kroplówek.. ,Podają je własciwie w każdej lecznicy w moim mieście.... Spróbować jeszcze ??? Mów wet. ma dobrą opinie, i może odnośnie tej kroplówki nie gada mimo wszystko głupot...

                      Wiesiu! Proszę Cie, zaglądaj do mojego wątku w tych okropnie trudnych dla mnie chwilach... Oboje z mężem jesteśmy kompletnie rozwaleni psychicznie - płaczemy i płaczemy. Wczoraj płakałam w czsie prowadzenia lekcji - powiedziałam uczniom co się dzieje, bałam się, że wyjdę na histeryczkę, ale wygląda na to, że zrozumieli...

                      Nie zostawiajcie mnie samej... Proszę, zaglądajcie do mojego wątku. Ja wiem, że od takich problemów w takim naturalnym odruchu to każdy chce się trzymać z daleka... Ale nie chcę być z tym całkiem sama...
                      • wladziac Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 02.10.09, 09:27
                        bardzo Ci współczuję i płacze razem z Tobą,trzymajcie się
                      • awanturka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 02.10.09, 17:19
                        Doszłam do wniosku, że nie mamy nic do stracenia i wbrew temu, że mój weterynarz zdecydowanie mi kroplówkę odradzał mąż zaniósł kota do innej lecznicy na kroplówkę. I.... jest zdecydowana poprawa!!! Kot silniejszy, jak wracałam do domu przywitał mnie w drzwiach (czego już dawno nie robił bo był bardzo słaby) i zaczął jeść, wprawdzie nie dużo, ale je !!! Zaczął jeść w niecałe 2 godziny po podaniu kroplówki.

                        Wiem, że jeszcze może być z nim bardzo różnie, ale już pierwsza kroplówka zdecydowanie mu pomogła. Jutro w moim mieście lecznice nieczynne więc pojedziemy z nim sporo kilometrów, ale patrząc na efekt - warto.

                        Pisanie o tym co myślę o poprzednim weterynarzu odkładam na potem, zresztą jak i pisanie o własnej głupocie, że wierzyłam tamtemu weterynarzowi i pozwoliłam się kotu męczyć 12 dni, a pomoc, czy chociaż chwilowa ulga były na wyciągnięcie ręki....
                        • 0ffka Awanturko :)))) oby tak dalej !!! 02.10.09, 19:09
                          O rany... jak cieszę się! O rany smile))
                          Boże... aby te kroplówki mu pomogły!
                      • 0ffka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 02.10.09, 19:06
                        Mój Kocur przychodził do mnie, do łóżka do ostatniego momentu...
                        Współczuję Ci ogromnie i wiem co przeżywasz sad Mój Boże...
                        PS
                        Awaturko, proszę Cię napisz nam o tych złych stronach kroplówek.
                        To ważne dla mnie. Chcę wiedzieć co grozi dzięki nim moim kotom. Chyba np rak
                        karku? Po ukuciach mogą być zmiany nowotworowe, np: teraz lekarze robią
                        zastrzyki w uda kotom, bo można wypadku raka obciąć łapę(tfu, tfu, tfu!)
                        Raz jedna z kotek miała gulkę po ukuciu od kroplówki- jakieś zakażenie wdało
                        się. Musiałam to ze dwa tygodnie masować, rozgrzewać, aby ten ropień zniknął.
                        Innym razem ktoś na Powstańców Śląskich 101 podał kotu kroplówkę w parę minut,
                        po prostu leciało ciurkiem. Nigdy tam więcej nie pójdę!
                        Zawsze zostawiano mnie na pół godziny sama z kotem i kroplówką.

                        • wiesia.and.company Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 02.10.09, 22:18
                          Awanturko! Świetnie, że zmieniłaś weta! Naprawdę kroplówki czyszczą, a poza tym
                          wypłukują ten straszny mocznik, który zmienia smak - nic dziwnego, że koty nie
                          chcą wtedy jeść - nic im nie smakuje i nie pachnie, no i jeszcze te bolesne
                          owrzodzenia w pyszczku. Nie ma co się martwić jakimiś ewentualnymi zgrubieniami
                          na karczku (przy wlewach podskórnych). To rzadkość i daje się rozmasowywać. A
                          wkłucia można robić w różne punkty pod skórą, tam gdzie się tworzy fałda, bo tam
                          jest więcej miejsca pod skórą na przyjęcie płynu (musi się zmieścić czasem pół
                          litra płynu). To piszę o kroplówkach podskórnych. Te podaje się szybciej, z
                          jakieś 10-15 minut.
                          Natomiast te dożylne to musi być naprawdę powolne ściekanie kropel, nie można
                          rozsadzić żyły, dlatego to tak trwa i trwa i trwa, kot musi siedzieć cierpliwie
                          w klatce lub transporterze.
                          No, ale najważniejsze, że kroplówki przynoszą poprawę i nadzieję.
                          I nie ma co czekać, aż kot zacznie sam jeść, skoro ma absmak z powodu mocznika,
                          to konieczne jest podawanie kotu na siłę, ręcznie!!!
                          Kot choruje na nerki, ale nie jest to powód żeby umarł wcześniej z głodu.
                          Jedzenie (najlepiej kupować puszkowe renal) ugniata się w palcach i podaje kotu
                          z boku otwierając mu pyszczek na siłę tą samą ręką, która podaje małą (małą!)
                          kuleczkę jedzenia. I odczekać, aż kot połknie i upora się z tą porcyjką, potem
                          następna spokojnie podana i też trzeba odczekać aż połknie i jeszcze po niej
                          przełknie raz lub dwa. Nie spieszyć się, zrobić nawet przerwę w karmieniu.
                          Najlepiej kilka razy dziennie, małe porcje.
                          Najlepsza jest metoda podawania jedzenia rozdrobnionego widelcem, wymieszanego z
                          wodą - przez strzykawkę np. 10 ml. Też się podaje spokojnie, małymi porcyjkami,
                          koniecznie z boku pysia, za kłami. I niech po każdej malutkiej porcyjce
                          przełknie, nie ma co się spieszyć, żeby się nie zakrztusił. Nie wstrzykiwać z
                          przodu pysia, bo taki strumień strzyka prosto w gardło i leci nie tam, gdzie
                          trzeba. Można robić odstępy, wypuszczać na chwilę, a potem znów troszkę pokarmić
                          strzykawką. To jest metoda, która się świetnie sprawdza, choć niektóre koty dają
                          sobie podawać jedzonko po prostu łyżeczką.
                          Znam kota, który w ten sposób karmiony przeżył dwa lata. I to też była taka
                          huśtawka: raz wyniki dobre, a raz gorsze i wtedy były kroplówki. Potem spokój bo
                          wyniki do przyjęcia, a potem jakieś załamanie i kroplówki. Ale jedzenie
                          właścicielka podawała dopyszcznie przez cały czas, przez dwa lata. Kotka ogólnie
                          zachowywała się jak zdrowa, goniła inne koty, udeptywała swoją panią - normalka.
                          Ale była karmiona łyżeczką, czego nie lubiła za bardzo, ale po karmieniu
                          zeskakiwała z kolan i ręczniczka i fru... do zabawy.
                          Awanturko, najważniejsze, że kroplówka daje efekty. Wyniki są lepsze!!! Dla mnie
                          to odpowiednik dializowania... a przecież ludzie z tym żyją. I Wam się uda tymi
                          kroplówkami zbić mocznik i kreatyninę i nastąpi poprawa. Trzymam kciuki i nie
                          poddawajcie się!
                          • 0ffka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 02.10.09, 22:26
                            Ja tylko raz miałam to zgrubienie na karczku po ukuciu a kroplówek dziesiątki,
                            jak nie setki.
                            Super że Awanturka spróbowała z kroplówką!
                            Dziwny ten jej wet. W sumie kotek jest w krytycznym stanie, więc kroplówka mu
                            nie szkodzi... Może ten lekarz nie chciał trzymać tak długo pacjenta w
                            gabinecie. Cholera go wie!
                            • 0ffka przepraszam za literówkę zmieniającą sens zdania 02.10.09, 22:38
                              chodziło mi:
                              > W sumie kotek jest w krytycznym stanie, więc kroplówka mu
                              > nie zaszkodzi*...
                              (trzeba ratować umierającego TERAZ a nie bać się, że za parę lat BYĆ MOŻE kot
                              dostanie od kroplówki np "raka"...)
                            • awanturka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 03.10.09, 09:16
                              > Może ten lekarz nie chciał trzymać tak długo pacjenta w
                              > gabinecie. Cholera go wie!

                              To nie był jeden lekarz, to duża lecznica - było ich conajmniej 5 (chodziłam do lecznicy o tych samych porach a dyżurowali różni) i wszyscy mówili to samo!! Umówili się, czy co?

                              A swoją drogą to mieli aż trzy "zaplecza zabiegowe", z które w czasie moich wizyt nigdy nie były wykorzystywane, więc zero problemów z miejscem, gdzie możnaby podać kroplówkę.

                              > Ja tylko raz miałam to zgrubienie na karczku po ukuciu a kroplówek dziesiątki,
                              > jak nie setki

                              Mojemu kotu założyli weflon i kroplówki podają codziennie. Z tego co mówili w tej lecznicy kropłowka w kark wolniej się wchłania dzięki temu jest mniejsze ryzyko np. problemów krążeniowych. Poza tym nie ma ryzyka pęknięcia czy zapalenia żyły, co jest częste przy długotrwałym podawaniu kroplówek.

                              Kropówki dozylne są bardziej radykalne, lepiej wypłukują mocznik więc podaje się je w cięższym stanie, natomiast kroplówki w kark podobno lepiej nawadniają. Poza tym (ale to już wiem z lecznicy z którą się pożegnałam, więc nie wiem czy to prawda), kropólówka dożylna "rozleniwia organizm" i organizm "oducza sie" przyswajania wody i innych (glukozy, witamin, soli mineralnych) w inny sposób, Przy długotrwałych kroplówkach, gdy kot przechodzi po tem na zwykłe zywienie może być problem.
                              • 0ffka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 03.10.09, 18:20
                                A wiesz Awanturko, że moje kociambry chyba nigdy nie miały kroplówek
                                dożylnych... Coś w tym jest! Najdłuższa kroplówka to 30 minut, no może ponad?
                                Nie pamiętam dokładnie.
                                No cóż... Awanturko w Twojej przychodni weterynarze wyznają taką szkołę leczenia
                                a nie inną. Trudno nam to oceniać. Ważne aby ratowali życie...heh
                          • awanturka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 03.10.09, 09:32
                            wiesia.and.company napisała:

                            > Awanturko! Świetnie, że zmieniłaś weta! Naprawdę kroplówki czyszczą, a poza tym
                            > wypłukują ten straszny mocznik, który zmienia smak - nic dziwnego, że koty nie
                            > chcą wtedy jeść - nic im nie smakuje i nie pachnie, no i jeszcze te bolesne
                            > owrzodzenia w pyszczku.

                            No to mój poprzedni weteynarz (weterynarze) chyba byli niedouczeni> Bo cały czas dziwili się, że kot w ogóle nie ma owrzodzeń a nie je!!


                            > Nie ma co się martwić jakimiś ewentualnymi zgrubieniami
                            > na karczku (przy wlewach podskórnych). To rzadkość i daje się rozmasowywać. A
                            > wkłucia można robić w różne punkty pod skórą, tam gdzie się tworzy fałda, bo ta
                            > m
                            > jest więcej miejsca pod skórą na przyjęcie płynu (musi się zmieścić czasem pół
                            > litra płynu). To piszę o kroplówkach podskórnych. Te podaje się szybciej, z
                            > jakieś 10-15 minut.
                            > Natomiast te dożylne to musi być naprawdę powolne ściekanie kropel, nie można
                            > rozsadzić żyły, dlatego to tak trwa i trwa i trwa, kot musi siedzieć cierpliwie
                            > w klatce lub transporterze.

                            Mój kot ma założony weflon i dostaje kroplówki dożylne.


                            > I nie ma co czekać, aż kot zacznie sam jeść, skoro ma absmak z powodu mocznika,
                            > to konieczne jest podawanie kotu na siłę, ręcznie!!!

                            Próbowałam to robić tak jak opisujesz, sprawa jest beznadziejna, bo mój kot, mimo tego, że wszystkie zabiegi weterynaryjne znosi ze stoickim spokojem tutaj wyrywa się i pluje nawet przy próbach podania małej ilości bardzo rozwodnionego jedzenia a nawet wody (na szczęście pije sam). Ale oczywiscie będziemy próbować - tyko, żeby się tak nioe wyrywał _ po próbach karmienia zawsze był całkiem padnięty!


                            > Awanturko, najważniejsze, że kroplówka daje efekty. Wyniki są lepsze!!!
                            > e
                            > to odpowiednik dializowania... a przecież ludzie z tym żyją.

                            Wyniki paradoksalnie po kroplówce się pogorszyły (miał następne badanie krwi), po chwilowym zrywie do jedzenia, który nastąpił po podaniu kroplówki znowu nic sad Za to czuje się wyraźnie lepiej, i czuć to nawet "pod ręką" - zrobił się jakiś taki bardziej sprężysty - wcześniej to taka "szmatka"

                            Ale jest następny problem (ale tez w jakimś stopniu pocieszenie). Kot ma najwyraźniej silny stan zapalny - przy jego ogólnym wyczerpaniu to duże zagrożenie, ale też można tym jakoś wytłumaczyć czemu tak szybko po poprzednim wyjściu z zatrucia mocznikiem nastąpiło pogorszenie - wszelkie infekcje zaostrzają objawy niewydolności. Zapomniałam zapytać weterynarza czy stany zapalne wynikają też bezpośrednio z niedoczynności, ale chyba jest taka możliwość bo u poprzedniego weta dostawał cały czas antybiotyk, chyba profilaktycznie (tak to sobie tłumaczę, bo nie miał robionych badań w kierunku stanu zapalnego). Antybiotyk okazał się najwidoczniej "nietrafiony".

                        • awanturka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 03.10.09, 09:40
                          Co do kroplówek to niebezpieczne jest głównie to, że wzrasta radykalnie ilość płynu w krwobiegu i dzieje się to w dość krótkim czasie (inaczej niż wtedy gdy kot sam pije lub kroplówka zostaje podana powoli podskórnie), układ krążenia kota może sobie z taką ilością płynu, która zwiększyła się tak nagle nie poradzić (i kot umiera "na serce").

                          No a poza tym mogą być przeróżne problemy z żyłami ale o tym wiesz sama. W innym poście napisanym dzisiaj piszę o wadach i zaletach kroplówek podawanych podskórnie i dożylnie.

                          bardzo serdecznie pozdrawiam Ciebie i Twoje koty. czy aktualnie jakiś z Twoich kotów choruje, czy piszesz o swoich doświadczeniach z kotem, który już odszedł?
                          • 0ffka Re: i jeszcze raz- ja - moj wet zawsze mówi że tr 03.10.09, 18:29
                            Awanturko, jeden mój kocur bardzo dawno temu umarł na nerki w wieku 15 lat.
                            Chorował z pół roku. Było to około 10 lat temu.
                            Od paru lat mam dwie kotki(siostry) w wieku 6 lat, które mają SUK. Choroba
                            ojawiła się, gdy miały rok życia.
                            Na początku ich choroba wracała co roku w okresie lata.
                            W tym roku(odpukać) był spokój. Przez 5 lat jedzą tylko Royala Urinary i Renal +
                            piersi z kurczaka. Czasami coś mi okradną w kanapki, ale bardzo rzadko.
                            Piszę o doświadczeniach i ze starym Kocurem i z młodymi Kociambrami.
    • awanturka Pożegnałam mojego Wrzaskunka... 05.10.09, 10:16
      Mąż właśnie poszedł z Wrzaskunkiem do weterynarza, zeby ułatwić mu odejście... żegnałam się z nim prawie pół godziny, opowiedziałam mu całe jego zycie, podziękowałam, że był z nami tyle lat, zapewniłam, ze go kochamy, że już nie musi walczyć, że sobie odpocznie, że nie będzie bolało...

      Tutaj zadawałam pytanie (na które nikt mi zresztą nie udzielił odpowiedzi po czym poznać, ze już czas, że już trzeba przestać walczyć i pomóc mu odejść. Bałam się, że decyzję podejmiemy przedwcześnie albo za późno. I... nie musieliśmy w ogóle podejmować tej decyzji - to on podjął ją za nas - w jakiś przedziwny sposób powiedział nam, ze już chce odpocząć, że już chce odejść....

      Kochany mój Wrzaskunek, najukochańszy...

      Postaram się nie ryczeć tylko wspominać wszyskie dobre chwile jak był z nami.... Chociaż na razie ryczę i ryczę...
      • krolewnasciezka Re: Pożegnałam mojego Wrzaskunka... 05.10.09, 11:10
        cryingcryingcrying
      • basset2 Re: Pożegnałam mojego Wrzaskunka... 05.10.09, 11:15
        awanturko...

        bardzo mi przykro...

        pozwól sobie na przeżywanie straty swojego przyjaciela...to naprawdę
        pomaga...
        prztulam cieplutko...

        ...kiedy przychodzi TEN czas...już wiesz...to sie poprostu czuje...
        • barba50 Re: Pożegnałam mojego Wrzaskunka... 05.10.09, 11:36
          Smutno sad
          Wiem, że boli. Powinno boleć, bo to znaczy że się kochaliście...

          Wrzaskunku [']

          Awanturko przytulam https://www.cosgan.de/images/midi/traurig/a020.gif
          • wiesia.and.company Re: Pożegnałam mojego Wrzaskunka... 05.10.09, 15:03
            Bardzo bardzo mi smutno. To bardzo boli.
            Ważne, że wyraźnie wyczuliście moment, kiedy należy się rozstać, dostaliście
            sygnał od Wrzaskunka. On zapewne był już zmęczony i zgasła w nim wola życia.
            Pozwoliliście mu odejść. Ból zostaje z Wami - ból z powodu śmierci ukochanego.
            Za to nic nie boli Wrzaskunka. Za to zostaje pamięć o tym, co Wam wniósł, jak
            Wam było dobrze razem i jak walczyliście. On to wiedział. Przytulam i też mi
            smutno...
            • wladziac Re: Pożegnałam mojego Wrzaskunka... 05.10.09, 18:01
              serdecznie współczuję,piękne słowa na pożegnanie,trzymaj się
      • 0ffka Re: Pożegnałam mojego Wrzaskunka... 05.10.09, 18:40
        <*>
        Awanturko, Wrzaskunek już nie cierpi.
    • ewa_anna2 Pyza też chora na nerki :( 05.10.09, 18:47
      Najpierw była osowiała, przestałą jeść. Myślałyśmy, że to coś z
      trawieniem, więc dostawała na to leki. Nie poprawiło się. Zrobiliśmy
      jej badanie krwi - wyszło ok. No więc prześwietlenie. Okazało się, że
      ma wodę w klatce piersiowej, i że płuc i serca wcale nie widać. Więc
      leki na pozbycie się wody w płucach. Już było ok. Następne
      prześwietlenie wyszło ok. Ale po paru dniach Pyza zrobiła się znowu
      osowiała. Więc kolejne prześwietlenie. O dziwo, wyszło ok. Więc
      zrobiłyśmy jej badanie krwi. O ile poprzednie były idealne -
      UREA - 40.2
      To po miesiącu od pojawienia się wody w klatce piersiowej wyniki
      wynosiły:
      UREA>300
      CREA - 7.30

      Dziś Pyza miała kolejne badanie krwi.
      UREA - 203
      CREA - 4.16

      UREA się ciut podniosła od ubiegłego tygodnia, zaniedbałyśmy kroplówki
      (Pyzie nie sprawiało to przyjemności, tym bardziej, że ją szczypie, bo
      jest z dodatkiem aminokwasów). Niestety, musi być powrót do kroplówek
      podawanych 3 razy dziennie. Za tydzień nowe badanie krwi. I zobaczymy.
      Też już pojawiły się myśli o uśpieniu indifferent Zobaczymy. Oczywiście, Pyza
      nie chce jeść, musimy ją przymusowo dożywiać.
      Teraz Pyza krew ma co tydzień badaną. Tak nam jej szkoda.
      • awanturka Re: Pyza też chora na nerki :( 06.10.09, 07:34
        Macie szczęście, że udaje się Wam ją karmić przymusowo, nam się nie udawało, Wrzaskun wyrywał się, pluł nawet jak jużbył bardzo słaby. A karmienie jest u kotów ogromnie ważne. Już po kilku dniach niejedzenia następuje stłuszczenie wątroby. Mój nie jadł zupełnie (no może dwa razy około łyżeczki) i weterynarz powiedziała, że nawet jak nerkowo tym razem z tego wyjdzie to przypuszczalnie wątroba jż nie działa i nie będzie w stanie przetważać tego co zje.

        Do Twojej wiadomości (i innych) - jest możliwość Założenia kotu sondy (donosowo) i karmienia sztucznie. Jest tylko problem - kot musi być w na tyle dobrym stanie, żeby mozna mu było przy zakładaniu podać narkozę.


        Pozdrawiam Ciebie i kicię!!! I życzę Wam jeszcze wwielu dni razem....
      • 0ffka Re: Pyza też chora na nerki :( 06.10.09, 12:35
        Trzymam kciuki za Pyzunie. Niech wraca do zdrowia!
      • ewa_anna2 I serce... 06.10.09, 14:59
        Po zejściu wody z klatki piersiowej okazało się, że ma kardiomiopatię.
        A pluć Pyza też potrafi, ale co nie co uda jej się wepchnąć do
        pyszczka. Te kroplówki 3 razy dziennie są męczące, a ostatnio u weta
        tak się zestresowała, że pawika puściła.
        Cały czas się chowa, na karmienie i kroplówkę trzeba ją wyjmować. Co
        najgorsze jej stan pogorszył się z dnia na dzień. Wcześniej była to
        wesoła (choć spokojna) kotka.
        Na nerki i wątrobę chorowała też Frytka, ale ona miała 19 lat. Wyniki
        gorsze od Pyzy.
        UREA >300
        GPT - 61.7
        Frytka odeszła sama. Następnego dnia planowaliśmy ją do weta zanieść,
        ale odeszła sama. Do końca trzymana na rękach...
        • wladziac Re: I serce... 06.10.09, 19:50
          bardzo mi przykro z powodu choroby Pyziuni,mogę tylko trzymać kciuki za
          wyzdrowienie,trzymajcie się
          • wiesia.and.company Re: I serce... 08.10.09, 16:25
            Trzymajcie się, oby Pyzunia chciała walczyć, tak ja Wy walczycie. I tak długo
            jak się da! Chyba żebyście odebrali sygnały...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka