Dodaj do ulubionych

pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:)

31.01.10, 18:34
Jak to się stało, że stałyście się Pańciami pierwszgo w życiu kota? Czy był to efekt przypadku, czy przemyślanej decyzji, czy też dobre serduszka pierwszego futrzaka przygarnęły i wyprowadziły z niedoli do krainy miłości?
Może sobie powspominamy w te zimowe wieczory?

U mnie było tak.
Miałam może z siedem lat. Było lato. U sąsiadów w piwnicy okociła się koteczka. Razem z moją przyjaciółką od serca smile postanowiłyśmy zaadoptować po jednym kociątku. Nie mówiąc o tym nikomu obmyśliłyśmy plan. I do dzieła smile
Wyczekałyśmy moment, w którym kocia mama otwartym oknem wyszła z piwnicy (pewnie po jedzonko), a kociaki zostały same. Jedna z nas została na czatach, coby kociej mamy nie wpuścić (na wypadek szybkiego powrotu), druga natomiast pobiegła do sąsiadów z wymyślona wiadomością, że piłka wpadła nam do ich piwnicy.
W ten sposób zdobyłyśmy klucze. Jedna nadal na czatach, druga w tejże piwnicy wybierała kocięta, to znaczy szybko ukradła kociej mamie dwa śliczne kocurki.
Nie będę opisywała co działo się dalej i co na to rodzice jednej i drugiej, zważywszy, że kocurki były jeszcze bardzo maleńkie i powinny być jeszcze długo z mamą.
Jednak zostały z nami, bo po długich rozmowach dorośli doszli do wniosku, że kocia mama może nie zaakceptowac już porwanych dzieci i postanowili nie ryzykować.
Nazwałam kocurka Mruczek – zawsze odprowadzał mnie do szkoły, dożył z nami późnej starości smile
Obserwuj wątek
    • mamaalana1 Re: pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:) 31.01.10, 19:03
      Nigdy w życiu nie myślałam, że będę właścicielką kota. Dla mnie liczyły się
      tylko psy.
      Kiedy już wiedzieliśmy, że nasza suczka jest poważnie chora, mąż wziął od kolegi
      kota, żeby łatwiej było się rozstać z psem. I tak nasza Felga trafiła do nas.
      Wyszliśmy z założenia że z kotem jest łatwiej, nie trzeba spieszyć się do domu,
      żeby wyprowadzić, można go zostawić z moją mamą na czas wyjazdów (polubiły się
      bardzo).
      A w planach mamy jeszcze drugiego kotka.
      Pozdrawiam serdeczniesmile
      • barba50 Re: pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:) 31.01.10, 21:58
        W dzieciństwie przewinęły się przez mój dom rodzinny dwa koty, ale było to tak dawno, że wręcz w pamięci mało zostało sad
        Nasza przygoda z kotami zaczęła się od Ksiki, którą syn podniósł z lewego pasa szosy gdańskiej. Podniósł „coś” co samochody omijały, on zatrzymał się przeniósł na pobocze, ale małe „coś” zaczęło z powrotem pełznąć na jezdnię. Wrzucił więc do auta i pojechał na weekend do znajomych. W niedzielę przywiózł toto do domu. Dom całkiem bez zwierząt, nie znający życia z kotem. TŻ ze złymi wspomnieniami z dzieciństwa z kotami, a to małe na dobrą sprawę nie potrafiło jeszcze samo jeść. Jakiś czas trwało zanim zdecydowaliśmy, że to jest NASZ kot. Wyglądało toto tak:

        https://wstaw.org/m/2010/01/31/Ksika_moja_mala.jpg
        • gacusia1 Cudaczek!!!! .-) 01.02.10, 00:36

    • vauban Re: pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:) 01.02.10, 00:02
      ojoj, to cała historia suspicious
      Przymierzaliśmy się z drugą połową do psa. Pies miał być niekłopotliwy i pomocny
      w terenie, bo byliśmy na etapie badań naukowych na stanowisku lęgowym żółwi
      błotnych.
      Znajomym wraz z hałdą węgla przed domem zjechał kot. Był mały, brudny i nie miał
      jednego oka. Doszedł do wycieraczki, tam zaległ i płakał sad Znajomi,
      obsługujący już dwie kotki (z czego jedna na wpół sparaliżowana) zaczęli szukać
      domu dla Pirata - bo tak został roboczo nazwany kociak.
      Próbowali tu i tam, nie bardzo wychodziło, dotarli do nas (mieszkaliśmy wtedy w
      innym mieście). Moja pierwsza reakcja była zdecydowanie negatywna (kot ? A po co
      nam kot ? Nie mam pojęcia, co z tym się robi). Kot tułał się trzy tygodnie po
      różnych domach...
      Trzy dni mnie przekonywano, w końcu uległem (no dobrze, to może na próbę weźmy
      zwierzaka). Kot zaprezentował się jak tylko mógł najgorzej, zrobił kupę na moje
      kolana w samochodzie, nie było fajnie, o nie, nie wyglądał też za dobrze. Taka
      kocia bieda bez oka, które stanowiło zaropiałą dziurę w skądinąd miłym pyszczku.
      Przywieziony do domu rozpaczliwie płakał, łomotał sprzętami całą noc i w ogóle
      byłem gotów go przekląć...
      Drugiego dnia wstałem późno, nie musiałem iść do pracy. Zrobiłem sobie kawę i z
      westchnieniem zasiadłem przed telewizorem, myśląc cierpko o nieprzespanej nocy.
      Futrzak wyszedł z jakiegoś kąta, rozejrzał się tym pojedynczym ślipiem i wlazł
      mi na brzuch. Poudeptywał, strzelił baranka (jeszcze nie znałem wtedy tego
      słowa), a potem wtulił się pod moją pachę... No i cóż mogłem zrobić ?
      Pogłaskałem zwierzaka raz, potem drugi... Był miły w dotyku. Pomyślałem, że może
      jest głodny, więc zabrałem go do kuchni. Dałem mu co tam było (jakaś saszetka
      Whiskasa), a potem pomyślałem, że może trzeba by zaopatrzyć kota w coś do
      żarcia, może jakąś zabawkę a na pewno zaopatrzyć siebie w jakiś podręcznik
      obsługi wink Ubrałem się, poszedłem do księgarni oraz sklepu zoo, a potem, to już
      wiecie ;>
      Kot dziś ma na imię Zyzio i siedzi mi na kolanach wink
    • gacusia1 Sliczna opowiesc..a Ty to spryciula bylas ,-) n/t 01.02.10, 00:34

    • gacusia1 Moja historie juz opisywalam,ale co tam... 01.02.10, 00:49
      Wrocilam z dzieciakami z PL. Byl czerwiec. Po poludniu corka wrocila
      ze szkoly i mowi,ze jakis kotek jest pod drzwiami. No to ja-nie
      wzruszona zbytnio,dalam jej jakas mielonke zeby dala kotkowi bo
      pewnie glodny. Ja tam pojecia nie mialam co koty jadaja .-P
      No dobra...Przyszedl wieczor,noc wlasciwie. Poszlam wystawic smieci
      bo rano zabierali. No i co widze??? Kociarka. Sliczny byl(jest!!!) i
      miedzy nogami sie paletal. Zszedl moj maz. Na to wrocil sasiad z
      domu obok i tak wszyscy stalismy i debatowalismy co z tym "fantem"
      zrobic. Ja mowie-nie ma mowy,my alergie mamy. Sasiad mowi,ze im 2
      tyg temu pers umarl i ze zona nie jest gotowa na kota,ale chetnie
      nam kuwete pozyczy i jedzonko... No wiec sie zgodzilam na jedna
      noc!!!
      Ta jedna noc trwa juz 2 i pol roku .-))))
      I wiecie co??? Alergia na koty nam minela!
    • mysiulek08 Re: pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:) 01.02.10, 01:30
      Ja psiara jestem od pokolen smile Koty o owszem lubilam ale u kogos (przyszywana ciotka miala bardzo charakternego syjama i w sumie fajny byl).Majac szesc/siedem lat z podworka przynioslam zamarznietego kociaka, znalazlam mala czarna kwilaca kulke na placu budowy obok domu (boski teren zabaw bylsmile) Ja, wiadomo nie bardzo wiedzialam co z taka bida robic, dziadek podgrzal mleko i jakos za pomoca butelki ze smoczkiem pozyczonej od sasiadki razem go nakarmilismy. Umoscilam kociakowi poslanie pod piecem. Zyl biedak dwa dni sad
      Potem przez lata byl pies i tylko pies. Gdy odszedl tez mial byc pies ale trudno bylo podjac decyzje i tak juz bezwierzakowy dom zostal.

      Az to pewnego letniego lutowego wieczoru dwa lata temu. Wtedy za sprawa takiego jednego futra stalam sie kocia neofitka a Yoda wziela w posiadanie nas i nasz dom.

      Pies jest ciagle w planach, duzy pies podhalan/rotwailer. No jako bodyguard dla Kici smile
      • mysiulek08 Re: pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:) 01.02.10, 01:33
        Przyjmujac, ze Kicia jest moim pierwszym prawdzimym kotem, wklejam jej historie z dnia pisania czyli sprzed dwoch lat. 18-sty to 18 lutego.
        ----------------------------------------------------------------------
        W poniedzialek a bylo to 18, wracalismy cala banda do dom, zmiechrzalo i juz andyjski chlodek nastawal. Na naszej wsi droge buduja. Wykopy, wertepy, mijanki i takie tam inne utrudnienia, ktore maja byc ulepszeniami, ponoc smile.
        Grzecznie stanelismy Dziadkiem by sasiada jadacego z naprzeciwka przepuscic i tak stojac uslyszelimy przez otwarte okna wielce glosna skarge zwierzaka. Wyszlam, a tam na skraju drogi siedziala kupka kociego nieszczescia, nic nie widzaca przez zaropiale oczeta. Co bylo robic, wzielam na rece, zanioslam do auta. Kociak nie mial zadnych szans na przezycie nocy, albo zginalby rozszarpany przez psiska, albo rozjechany przez auto, albo z zimna. Chlopaki, kociarze wielkie niemal natychmiast zawrocili i z pobliskiego supermarketu zwiezli kaszke dla niemowlat, mleko w proszku, pipety i karme dla kocich oseskow, z Puriny, bo to najlepsze co bylo smile
        Kiciul slabiutki, ledwo sie na lapach trzymajacy z kolekcja kleszczy i pchel zostal nakarmiony pipeta, oczy przetarte nadmanganianem potasu owidzialy, futerko tez umyte. Po cieplej kaszce na mleku zasnal w pudle, a my ochlonelismy. Mamy kota! Przeciez mial byc pies, duzy pies, a my mamy kota!

        Kot okazal sie kotka, ktora jak widac wyrasta na piekna pannice. Zaliczyla juz wizyte u weterynarza, ktorego potraktowala zebami, no bo kto widzial wlewac jakies obrzydliwe krople przemoca do pyska! Przez pierwsze tygodnie odzywiala sie kocim mlekiem w proszku (nic innego pic nie chciala) i suchym z Royal Canin, Purina jakos jej nie zasmakowala. Smakowaly jej tez Gerbery (w ktorych, jak widac, lubila sie taplac), ale tam sol wiec trzeba bylo ograniczyc. Proba zmiany diety na gotowanego kurczaka skonczyla sie biegunka o czwartej rano. A tak w ogole to nasza ksiezniczka porzadna kota jest. Z kuwety nauczyla sie korzystac w ciagu praktycznie jednego dnia i tylko dwa razy susiu zrobila poza kuweta, ale to bylo na samym poczatku, jak jeszcze kula nieszczescia byla. Jak biegunka ja chwycila to grzecznie krzyczala i drapala pudlo zeby kogos z nas obudzic i jej towarzyszyc.

        Dokonala tez juz podzialu stada. MD jest ten najwazniejszy, kota po prostu jest w nim zakochana, praktycznie z kolan mu nie schodzi, a jak go nie ma w domu to spi na jego dresie. Ja jestem ta od zarcia, laskawej zabawy i ewentualnie pieszczot, a Starszy wylacznie od bicia, gryzienia i zaczajania sie, ot kocia zabawka.

        Ciekawostka, uwielbia jezdzic autem ale tylko Mazdzina (Mazde kupilismy) bo w Dziadku slizga sie po skorze a i Dziadek wzbudza w niej chyba respekt, bo kociatko cichutkie i grzeczniutkie nagle sie robi i grzecznie spi na podlodze za siedzeniem kierowcy. W Madzi z uwagi na oszczedna konstrukcje nowych plastikow zwanych autami jest wiecej miejsca i zakamarkow. Pod fotelami mozna przejsc i na "pake". W trakcie jazdy rozrabia, lubi lezec pod dzwignia recznego i miec na wszystko oko. Na parkingu rozklada sie na fotelu kierowcy i spi.

        Rosnie jak na drozdzach, zaczyna sie juz nie miescic w schowki ktore sobie wybrala np szuflada w szafie. Jak dotad nie pala wielka miloscia do scierania pazurow na kanapach w livingu czy krzeslach w jadalni. Bardziej jej odpowiadaja materace na lozkach, wiec odchylamy przescieradla i niech sobie drapie do woli.

        Teraz uwaga, uwaga : kicia pije WYLACZNIE herbate! czarna, najlepiej lekko oslodzona i bron Boze w miseczce, musi byc kubek albo filizanka! Kubek wybrala moj ulubiony i dobrze jak stoi na podlodze przy lozku (po co skakac po stoliku nocnym?) a nie tam gdzie cala jej stolowka. Uparte poza tym zwierze, sprawilismy jej fajny wiklinowy kosz, na zamowienie zreszta robiony, wymoscilismy kolderka i miekkim kocykiem, na noc dostaje termofor z goraca woda, a ta malpa tam spac nie chce!

        Zasypia na kolanach swojej najwiekszej milosci, czyli MD ktory ja zanosi pozniej do koszyka. Pospi godzine, dwie a potem laduje sie do lozka, w zaleznosci od humor, albo mojego albo MD No, bo my nie zamykamy teraz drzwi do naszych sypialni, zeby kicia nie plakala pod nimi. Starszy twardo sie stawia i drzwi zamyka, ale w jego przypadku jest to wybaczone, okazalo sie, ze chlop ma na kota alergie! Kiedys nawet nie kichnal, a tutaj dorobil sie niemal calorocznej alergii na pylki wszelakie (cos zawsze kwitnie). Dzielnie znosi objawy bo lubi koty.

        Rozpuszczone toto, inteligentne i charakterne nad wyraz, gryzie (najlepiej rece i stopy) z takim zapamietaniem, ze az mamy stracha co bedzie dalej. Wspina sie na kolana z pomoca pazurkow, nie baczac na krzyki "ofiary". Wygladamy wiec jak weterani wojny i zastanawiamy sie czy aby tego kota da sie wychowac?

        Oficjalne imie wpisane u weterynarza brzmi Yoda (podobienstwo spore szczegolnie gdy sie czai by skoczyc na lup), domowo w zaleznosci od humoru i naszego i jej: Kicia, Kizia-Mizia, Demolcia, Gryzelda.

        Oczeta ma ciagle niebieskie, czasami zmieniaja sie w szare i powoli, powoli nabiera kocich zwyczajow, np wylegujac sie w slonku.
        Posrod zabawek prym wioda korki od wina, najlepsze te jeszcze lekko wilgotne i pachnace trunkiem.

        I tak oto zamiast rotweilera mamy male kociatko smile

        ---------------------------------------------------------------------
      • echtom Re: pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:) 01.02.10, 09:12
        > Ja psiara jestem od pokolen smile

        Ja może nie od pokoleń, ale od dziecka marzyłam o psie. Było nawet
        kilka podejść, lecz pies w naszym domu nigdy się nie pojawił. Po
        ostatnim nieudanym podejściu na studiach (zamówiłam rasowego
        szczeniaczka, ale cały miot był chory i został uśpiony sad)
        zniechęciłam się i dałam sobie spokój. A potem w krótkim czasie
        urodziłam troje dzieci i miałam co robić nawet bez zwierzaka w
        domu smile
        Kocią "forpocztą" w domu (latem 1994) była Mali - mała tricolorka,
        która podczas spaceru zawędrowała do nas od sąsiadów i pomieszkała
        przez tydzień. Potem wyjeżdżaliśmy na kilka miesięcy i mała wróciła
        do właścicieli. W cztery lata później dzieci (8,6 i 4 lata) zaczęły
        mnie molestować o pieska. Broniłam się stanowczo, bo jakoś zupełnie
        nie trafiały mi do przekonania obietnice, że o 6 rano w deszcz i
        mróz będą wychodzić z pieskiem na spacer wink I wtedy przyplątał się
        rudo-bury kotek, a ja przekalkulowałam sobie, że z kotkiem jest
        mniej roboty, a dzieci będą miały zajęcie i zapomną o piesku smile No i
        kotek jest z nami już 12. rok. W międzyczasie przyplątało się
        jeszcze dwoje rezydentów i na dzień dzisiejszy przewinęło 6
        tymczasów.
    • bring.it.on Re: pierwszy kotek - może powspominamy troszkę:) 01.02.10, 01:39
      Miałam jakieś 13 lat, kiedy kolega mojego starszego brata znalazł na ursynowskiej klatce schodowej maleńkie, czarne Futerko ok.2-miesięczne. Kolega był studentem i jako taki prowadził iście studenckie życie: nie było go wiecznie w domu, klepał bidę, a na weekendy wyjeżdżał do rodzinnego maista. Przygarnął kociczka do siebie, dawał mu kiełbasę na gazecie, mleko w spodku stało, dopóki się nie zsiadło, a w planie kolega miał przechowanie kotka u siebie przez nadchodzącą zimę i później wypuszczenie go 'na wolność' uncertain.
      Zbliżał się kolejny weekend, podczas którego kotek musiał zostać sam. Pamiętam, jak przez tydzień indoktrynowałam rodziców, żebyśmy przechowali kota przez te 2 dni.

      Pamiętam też swoje rozczarowanie, kiedy zobaczyłam kotka. Wtedy moja wiedza o małych kotkach sprowadzała się do tego, że: są mięciutkie, okrąglutkie i puchate, czasem przewiązane czerwoną kokardą wink, bawią się kłębkiem włóczki i żywią się mlekiem big_grin. A tu przyszedł taki ni to szczur ni to nietoperz - wychudzony, niezbyt urodziwy, wielkouchy i wielkooki dzikusek. Dodatkowo był kotem trudnym - odstawionym za wcześnie od mamy.

      Jednak 48h wystarczyło, aby kot stał się członkiem rodziny i jeden weekend przedłużył się do 10 lat smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka