no rozumiem,ze to kocie forum,ale gdzie ja moge o tym napisac?przecież mnie ludzie wyśmieją

rano przed furtką stał pies.już go wcześniej widziałam,to się rozpoznaliśmy.tylko był bardziej chudy.
duży pies.mieszanka wilka z bernardynem.i może czymś jeszcze.
no stał i merdał ogonem.
wzięłam łopatę,bo szłam odśnieżac przy furtce,żeby ja w ogóle odkopac.a on się nawet nie przestraszył.odkopałam furtkę,zamknęłam resztę psów.
dałam psu resztki,których nie zjadła moja psia banda.zjadł i wylizał miskę.potem,z lekką obawą,wszedł na podwórko(a ja ciągle odśnieżałam).znalazł zapomniane w śniegu kości i skrzętnie obgryzał.
no dobra,powiedziałam mu.teraz idziesz i szukasz sobie domu.ja mam już 4 psy i niedługo mnie zamkną w psychuszkach.
pies wyszedł i pobiegł ulicą.poszłam odśnieżac z drugiej strony domu.i kto stał przed bramą.pies.i merdał ogonem.no dobra.wpuściłam go do ogródka.z kompostu wyjadł zamarznięte skórki i jakieś inne resztki.a potem zaczął się bawic na śniegu.
mąz ,który przyszedł po węgiel,mówi-fajny.ja do niego-taki filutek.a mąż-to jak będzie Filutek,to może zostac

no i mamy Filutka.psy go nie zjadły.chyba nawet wpuszczą go do budy

on wypił miche mleka i nieustannie chce byc głaskany.podaje łapę.chyba jest młody,chociaż byłby w stanie przewrócic dorosłego.na grzbiecie ma duży ubytek futra,jakby czymś wypalony.i głód w oczach.jedzenia i człowieka.i chyba tak w ogóle to nic więcej mu nie jest.dobrze,ze mamy widoki na wybudowanie się na pół hektarowej działce,bo powoli przestajemy się mieścic...