Swojego kota dostałam z miotu zagrzybionego. Pod szyja, w pobliżu pyszczka, w tej chwili tez na uszach (drapał się wiec się przeniosło) ma takie.. strzępki grzybni. Nie wiem dokładnie co to jest. Wykrusza mu sie to. Weterynarz lata temu zdiagnozował to jako grzybice. Jeszcze jak był mały rozpoczęłam leczenie. Niestety z beznadziejnym skutkiem. Kotu zeszła skora z brody i szyi, krwawił (dosyć silny preparat). Wydawało mi się, ze wychodzą mu 'parchy" itd, ale to były po prostu skrzepy. Zrobiła mu się rana. Nie goiło się. Nie wylizał sobie tego, bo było pod broda itd.. Męczarnia i agonia, wiec z tym skończyłam (miał wówczas ze 4 meisiace)
Oczywiście ma do tego uraz i wie, co znaczy łapanie go, po tym jak coś wcześniej przyrządzam mu w szklance..
W tej chwili nic sie nie mzienilo: raz ustaje, innym razem po prostu znowu jest. Kruszy się, kot sie drapie i nanosi to na inne częścią ciala, jednak ma to tylko w jednym/dwóch miejsach od tych paru lat.
Do weterynarza isc z nim nie mogę, bo to nie jest moj kot, poza tym finansowo zle mi se powodzi - wszystko u mnie rozbija sie o pieniądze.
może jakeis domowe sposoby leczenia znacie?
Zrazil psa

Psa smaruje tym starym lekiem od weterynarza, ale to wo gole nie dizala, u kota też nie