No właśnie. 23.55 a u mnie się zaczyna… Codziennie. Zwykły dzień, weekend, święto, nie ma znaczenia. W moich kotach budzi się odwieczny instynkt nocnego łowcy i nie ma zmiłuj, kot musi się właśnie wtedy i to natychmiast pobawić. A że są dwa to i efekt podwójny. Tak więc kiedy ja się słaniam po ciężkim dniu, gaszę światełko, nakrywam się kołdrą, moje bestie ożywają, jakby napiły się popularnego napoju, który podobno dodaje skrzydeł. I zaczyna się łomot a konkretnie galop ośmiu łap, z których jedna czwórka dźwiga ok 5 kg a druga czwórka jest własnością kociaka z niesamowita wyobraźnią badawczą. Ta wyobraźnia każe mu codziennie, zwłaszcza w nocy, odbić się łapami od lustra w szafie na wysokości ok. pół metra, co powoduje stresujące dla mnie dźwięki. Mam nadzieję, że szafa wytrzyma. Boję się tylko czy wytrzymają sąsiedzi z dołu, którym koty wątpliwie umilają zasypianie. Ja dam radę, przyzwyczaiłam się do niedosypiania chociaż czasem puszczają mi nerwy i każę futrom iść spać. Jak łatwo przewidzieć koty mają to pod ogonkiem i dalej galopują. Kiedy biegnie Pumka to pół biedy ale kiedy goni ją Mela (która swoje waży), to jakby kula bilardowa taczała się po podłodze. Akcja trwa ok. godziny. Dotychczas nie pomogło zabawianie przed snem ani porządne nakarmienie. Chyba przyjdzie polubić to szaleństwo. Czy ktoś też ma takich nocnych imprezowiczów?
Aha, zapomniałam dodać, że szczególną nocną atrakcją są skoki na trampolinie, tzn. łóżku czyli po mnie.
Zbliża się 23.55