Jak przychodze z pracy to dwa futrzaste lepki siedza w oknie miedzy doniczkami z orchidei. Od momentu jak wejde do domu zeskakuja z okna z niemym ( albo i mruczacym „Maaama!”

i sie zaczyna. Glodne czy najedzone- Chodza za mna krok w krok jakby byly moim orszakiem dworskim. Czasami nie chce wyjsc z kuchni aby nie oderwac ich od jedzenia bo jak wyjde to zaraz rzuca jedzenie i powloka za mna, albo co gorsza do sypialni przywloka jakis kawalek kurczaka by zjesc w moim towarzystwie. Rano 6:30 nie wazne czy niedziela czy dzien powszedni drapia jak najete w drzwi „Mama wstaaawaj!”- a jedzenie przeciez maja w misce. Dopiero jak wyglaskam brzuszki to sie uspokajaja, ale i tak za mna laza.
Mialam rozmaite koty wczesniej w zyciu ale za mna tak nie lazily. Schodzac po schodach az strach by nie nadepnac na jakiegos bo snuja sie obok wyczekujac i obserwujac kazdy moj ruch.
Maja 9 miesiecy wiec juz sa prawie dorosle, a ciagle do mnie przyrosniete jakby pepowina

Poza tym moglyby zlowic jaka mysz... Kiedy wasze zaczely lowic?
Czy tez tak macie, ze kotki za Wami chodza- czy w jakims wieku im to przejdzie?