Dziś trafiłam na tę w sumie starą już historię, o której nigdy nic nie słyszałam i tak jakoś łza mi się w oku zakręciła.
Scarlett była bezdomną kotką mieszkającą na Brooklynie w Nowym Jorku.
Któregoś dnia na terenie opuszczonych garaży wybuchł pożar. Strażacy dość szybko go opanowali i wtedy jeden z nich zauważył kotkę, która właśnie była na końcowym etapie wynoszenia kociaków (pięciu) z dogasającego budynku. Była bardzo poparzona, ponieważ mogła na raz zabrać tylko jednego małego i musiała tam wracać pięć razy.
Zanim straciła przytomność, upewniła się że wszystkie kociaki są żywe i na miejscu, dotykając każdego nosem, bo nie mogła ich zobaczyć, powieki miała już zbyt poparzone i spuchnięte.
Kotka i kociaki zostały zabrane do kliniki. Jeden z młodych zmarł miesiąc później w wyniku infekcji, kotka i pozostałe młode, po wyleczeniu trafiły do adopcji. Scarlett przeżyła jeszcze 12 lat.
Tutaj pełna historia:
www.purr-n-fur.org.uk/famous/scarlett.html