Az mnie zatkalo, jak je zobaczylam na forum!!! Obie niestety juz za TM. Przyblakaly sie na nasza dzialke na warszawskim Mokotowie chyba ok. 2006r. Ta bardziej czekoladowa to wg nas byla matka, a ta bardziej czarna to corka. Matka byla cala w lyse placki, gdy do nas przyszly i strasznie glosno miauczala, wrecz z wyrzutem, aby sie nia zająć, - stanowczo nas sobie "przysposobila". Natychmiast więc oddalismy sie w ich służbę. Córka była dosyć mocno dzika - chyba dopiero po 3 latach dala sie poglaskać i wziąc na ręcę. Zajmowaliśmy się nimi wspólnie z moją teściową, która ma dzialke dokladnie naprzeciwko naszej. Dokarmialismy je regularnie, mialy tez domek i dostęp do altanki. Mieszkaly tak sobie na naszych dzialkach pare ladnych lat - matka z wiekiem zrobila sie dosyc zgryzliwa i dorobila sie imienia Starucha

Mloda zmarla pierwsza w Wielkanoc, chyba 4 lata temu, mialam straszne wyrzuty sumienia, ze jej nie zabralam do lekarza, gdy zaczela niedomagac, moje pierwsze wpisy na Zakątku, to wlasnie pisane po jej śmierci. Po śmierci Młodej teściowa wzięła Staruchę do domu, gdzie wspaniale się zaaaptowała, ale niestety po niecałym roku umarła na nerki. Myślę jednak, że była w pelni szczęsliwa przez te ostatnie miesiące. Sprobuję znaleźć jeszcze jakies zdjęcia, większzość miałam niestety w starej komórce.