Wczoraj Fruzia zlała mi się na łóżko. Mam nadzieję, że to incydent i wynik stresu, kaprysu bądź focha, a nie choroby. Będę obserwować. (Tzn. obstawiam, że Fruzia, za łapę nie złapałam, ale Kocio jeszcze nigdy mi nie sikał poza kuwetą, a Fruzia i owszem. Ale obserwuję oba).
Tymczasem jednak śmierdzi mi łóżko w pokoju. Pościel uprałam dzisiaj po przyjściu z biura, ale z łóżka czuć. Nie miałam siły w nocy tego czyścić, dopiero teraz za to się wzięłam. I zaczynam mieć obawy, że Urinary Off może temu nie podołać. Macie jakieś podpowiedzi? Coś, co na cito zadziała? Zapach już nie jest tak ostry jak w nocy, ale jednak czuć... I żeby się kotom nie utrwaliło, że to nowa kuweta. Podpowiedzcie coś, poproszę.