Dodaj do ulubionych

Śmierdziel

01.08.05, 11:46
Juniorka, oczywiście. Jej sierściuch waniajet jak skunks, nie wiem, czemu.
Podejrzewam, że to pozostałości po bytowaniu w piwnicach i na drzewach, w
każdym razie po głaskaniu Juniorki trzeba szorować ręce, bo śmierdzą jej
zapaszkiem.
Z czego może wynikać taki paskudny zapach kota?
I teraz zadanie bojowe - jak się pozbyć tego zapaszku bez konieczności brania
kota na ręce, ponieważ Juniorka na ręce się wziąć nie daje...?
Obserwuj wątek
    • groha Re: Śmierdziel 01.08.05, 13:45
      A co na weterynarz? Sierść zdrowego, dobrze odżywionego i spokojnego kota, jest
      dla naszych nosów raczej bezwonna. W naturze, polujący drapieżnik, a nie
      zapominajmy, że nasze kochane kiciusie należą do tego grona, nie może mieć
      intensywnego zapachu, bo ofiara wyczułaby go na kilometr i prędzej umarłby z
      głodu, niż cos upolował. Nawet persy, rasa bądź co bądź "sztuczna", pachną
      piżmem wyłącznie w stresie, chorobie lub gdy są wyjątkowo zaniedbane. Natomiast
      kot europejski częściej pachnie otoczeniem, np. perfumami swojej pani, do
      której się przytula, niż własnym osobniczym zapachemsmile Wydaje mi się, że
      Juniorka pachnie strachem...
      Może ona jest po prostu jeszcze w popiwnicznej traumie? Piszesz, że dotąd nie
      daje się brać na ręce, czyli bliskie kontakty są jeszcze dla niej wielkim
      stresem. Jak większość naszych bezpańskich kotów ma prawo mieć uraz do ludzi,
      nie bez powodu, nietety. Jedyna rada, to dać jej czas na uspokojenie,
      aklimatyzację i nabranie do Ciebie całkowitego zaufania. Rozmawiaj, bądź obok,
      baw się z nią, pogłaskaj, gdy przechodzi, ale bez narzucania. Niech się powoli
      przekonuje, że jest to spokojne i najlepsze dla niej miejsce do życia. Gdy się
      o tym przekona, jej gruczoły zapachowe też wrócą do normy. Musisz mieć dużo,
      dużo cierpliwości. Moja Frotka, gdy trafiła do nas po przykrych przejściach w
      poprzednim domu, potrzebowała na uspokojenie prawie pół roku. Przez ten czas
      żyła obok nas, a zapachem przypominała skunksa. Potem zdarzało jej się to
      wyłącznie w drodze do weta, a teraz, mam wrażenie, że pachnie już tylko...
      namismile
      Życzę cierpliwości i pozdrawiamsmile
      • kawka74 Re: Śmierdziel 01.08.05, 15:02
        Do weta chodziła poprzednia - tymczasowa - opiekunka, pogadam z nią dzisiaj, to
        się może czegos dowiem. Nie mam serca włóczyć Juniorki po lekarzach, zwłaszcza,
        że zapaszek to chyba nie jest sprawa chorobowa, ale raczej stresowa. A po co
        przysparzać jej dodatkowego stresu?
        Z otoczeniem powoli się oswaja. Pierwsze dwa dni przesiedziała za kanapą, potem
        zaczęła wychodzić, teraz biega po całym mieszkaniu, ociera się o ludzkie nogi i
        lubi być głaskana. Nie znosi krzyku: kiedy mój mąż podniósł na nią głos
        (oczywiście w sprawie zafajdanego dywanu), nie podchodziła do niego prawie dwa
        dni i uciekała na jego widok. Śpi strasznie nerwowo. WIęc może śmierdziel to
        faktycznie jeszcze jeden przejaw stresu?
        Pogadam z byłą opiekunką, może wpadnę do weterynarza (bez kota). A już na pewno
        dam jej czas. Biedna strasznie ta kociczka, ale moja starsza Kota tez była
        biedna, a udało mi się stworzyć całkiem porządnego, pachnącego "perfumą" i
        eleganckiego futrzaka.
        • krztyna Re: Śmierdziel 01.08.05, 15:24
          Oj, Kawka, ależ kłopotliwy ten Junior. Niemal jak dziecko smile

          A moja kota to chyba z rodziny Twojego Juniora, bo problemy podobne smile Moja
          nie pachniała kotkowo, jak miała problem z kamieniem nazębnym i zapalenie
          dziąseł. Waliło jej z paszczy strasznie i takoż waliła ona cała, boż przecież w
          swoim mniemaniu się myła smile

          Teraz ślicznie nie- smierdzi, bo ząbki ma wyleczone.


          --------
          A Dzieciątko przyszło jesienią...
          • kawka74 Re: Śmierdziel 01.08.05, 15:46
            W związku z tym, co piszesz, muszę wejść w paszczę lwa czyli sprawdzić, czy
            Juniorce nie wali z paszczy jak z plecaka Eskimosa. Bo może i w tym jest jakaś
            przyczyna smrodku?
            Elegancki futrzak właśnie się zrzygał, bo wpakował w siebie tony suchej karmy.
            Jedzenie z kocich misek znika ekspresowo, dla mnie to wygląda jak nieskalana
            złośliwość "Zrzygam się, a zjem, żebyś ty, małpo, nie miała" wink
            Juniorka śpi, uwaliła się na kupie materiałów do skrojenia, a w nocy znów,
            wyspana i zadowolona, będzie brzdąkać na sznurku z muszelkami.
            Oszaleję.
    • groha Re: Śmierdziel 01.08.05, 15:49
      No cóż, skrzywdzeni, przestraszeni ludzie wychodzą z traumy przez całe życie i
      czasem wyjść nie mogą, więc cóż się dziwić małemu, bezbronnemu stworzonku.
      Tylko współczuć, dbać i kochaćsmile
      • kawka74 Re: Śmierdziel 01.08.05, 17:10
        Współczuję, dbam i kocham smile rozpieszczam Juniorkę po całości, a przy okazji
        Whiskey, co by nie poczuła się odrzucona, też obrywa smaczne kąski. Czyli
        hoduję dwa rozpuszczone futrzane potwory... wink
        • groha Re: Śmierdziel 02.08.05, 01:16
          Ależ wiem, Kawko, wiem, że kochasz, dbasz i serce masz wielkie, jak nie wiem
          co. To przecież widać gołym okiemsmile Zresztą, tutaj - sami prawdziwi ludziesmile
          Przypomniał mi się wiersz pana Franciszka Klimka, który pozwolę sobie
          przytoczyć, bo jest po prostu o Tobie, o nas, o wszystkich, którzy ratują koty.

          Ta niezywkła myśl nie jest od prawdy daleka,
          towarzyszy nam zresztą od wielku już lat:
          "Ten kto ratuje życie jednego człowieka,
          ratuje całą ludzkość,
          Ratuje cały świat"
          A ja dodam, choć sprawi to trochę kłopotu,
          bo będę to powtarzał być może za często:
          "Ten, kto jednemu życie uratuje k o t u,
          uratuje tym czynem swoje człowieczeństwo".
          (F. Klimek "Życie")
          • wiesia.and.company Re: Śmierdziel 02.08.05, 09:38
            Jakie to przestraszone maleństwo, biedactwo (skrzywdzone?) na tym trzecim
            zdjęciu widać to zagubienie. Potem istna galeria nosków.
            No, to trzeba rzeczywiście dopieścić i dać cierpliwie dużo czasu na to, by mała
            poczuła się bezpiecznie.
            Ale jeśli sobie wybrała materiały do skrojenia, to ma swoje wybrane legowisko.
            A propos - co to za zabaweczka z muszelkami, to kupione czy zrobione? Moje by
            chciały na pewno..
            Pozdrawiam
            • kawka74 Re: Śmierdziel 02.08.05, 15:20
              Juniorka już się nieco ośmieliła, na początku reagowała na gości histerycznie,
              chowała się (czemu absolutnie się nie dziwię), teraz wychodzi, ogląda, wita,
              jest zaciekawiona, chociaż nie pozwala się pogłaskać. Czyli czuje się u nas
              coraz lepiej, jak sądzę.
              A zabaweczka - typowa pamiątka znad morza (trzy sznureczki z nawleczonymi
              muszelkami), która wisi sobie na lampie. Bambucha (młoda) baaaaaardzo chętnie
              sobie na niej brzdąka. O bladym świcie, rzecz jasna, potem już nie jest tak
              śmiesznie, pan i pani się nie złoszczą.
              • wiesia.and.company Re: Zabawka z muszelkami - to mi się podoba 03.08.05, 10:07
                Mam takie coś (specjalne) do zawieszania na framudze - taki elastyczny trójkąt,
                z którego zwisa na długiej gumce jakieś coś tam pluszowego. Pluszowe było duże
                i ciężkie i koty nie lubiły więc odcięłam. To może zawisiłabym im coś właśnie
                do brzdąkania? To jest myśl. Ale nie mam takiej pamiątki znad morza.
                Muszelki, kamyczki... Dzisiaj moja Grosia zgotowała mi niespodziankę. Zajrzałam
                na balkon (osiatkowany, no noc otwarty) a tam pobojowisko: Grosia przewróciła
                skrzynkę z kwiatami, ziemia na wykładzinie, wykopane i luzem trzy lawendy z
                korzeniami, dookoła porozwalany keramzyt (wczoraj do skrzynki nasypałam tego
                keramzytu, dosyć grube te kamyczki, żeby nie wykopywała łapką ziemi). Widać, że
                ją ten keramzyt skusił do wykopków i w końcu skrzynka nie wytrzymała szamotania
                i intensywnych prac wykopaliskowych. No więc naprawiałam rano szkody, nawet się
                nie mogłam pozłościć, bo w końcu sama zafundowałam Grosi taką zabawkę.
                To ja chcę muszelki.....! i Grosia o tym nie wie, ale na pewno też chce!
                Pozdrawiam
                • marapi19 Re: Zabawka z muszelkami - to mi się podoba 03.08.05, 11:08
                  ja mieszkam nad morzem, moge Ci przesłać muszelki
                  • wiesia.and.company Re: Zabawka z muszelkami - to mi się podoba 03.08.05, 13:05
                    Wiesz, to by było fajnie, w paczuszce? A one nie pękają, kiedy je niewprawna
                    ręka dziurkuje? Czym się właściwie dziurkuje? Szpilorem? Jakoś bym tam
                    próbowała. A może można kupić muszelki np. w kwiaciarniach z takimi gadżetami
                    do wazonów (są kulki szklane, czy jakieś tam farbowane). To może bym kupiła?
                    Bo to duża fatyga żeby je przesłać pocztą. Poczekaj, może się zorientuję -
                    dzisiaj mam takie dziwne zakupy do zrobienia, to może coś tam znajdę. Poza tym
                    w przyszłym tygodniu w połowie wyjeżdżam.
                    Bardzo Ci dziękuję i jeśli sobie nie poradzę, to wrócę z urlopu i wrócę do
                    tematu.
                    Pozdrowionka cieplutkie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka