Dodaj do ulubionych

Resocjalizacja kota?

02.11.05, 12:52
Zauważyłam ostatnio, że mój kocurek strasznie się rozbisurmanił. Od kiedy go
miałam w zasadzie znał tylko mnie - w domu raczej nie pojawiali się inni niż
ja ludzie. Po pół roku z okładem w domu pojawił się jeszcze jeden lokator i
lokator tymczasowy w postaci mojego lubego. Kocio był raczej spokojny zawsze,
choć zdarzało się, że mu odwalało i srapał/ skakał/ wdrapywał się boleśnie
kalecząc/ etc. Ostatnio coraz częściej mu odwala, mam wrażenie, że jest
złośliwy.
Zauważyłam też że od pewnego czasu zniknęły pewne jego nawyki - np. przestał
ściągać firanki z karniszy - nie wspina się już. Dopiero po jakimś miesiącu
to zauważyłam i mówię do brata o tym i czego się dowiaduję? Że kocio dostał 2
czy 3 razy z kapcia pod moją nieobecność kiedy łobuzował i skończyło się
wdrapywanie się po firanach.
Mam mieszane uczucia co do metody, ale niewątpliwe jest, że kocio powinien
zostać doprowadzony do porządku. Co myślicie? Jakie są wasze doświadczenia?
Czy trochę rozpieszczony kot terroryzujący aktualnie wszystkich domowników
[ze mną włącznie] może zostać zresocjalizowany jakimiś humanitarnymi metodami?
Będę wdzięczna jeśli podzielicie się swoimi doświadczeniami/ przemyśleniami...
Obserwuj wątek
    • oxygen100 Re: Resocjalizacja kota? 02.11.05, 13:27
      Ostatnio Coco tez zaczela skakac po firankach i nawet ja porwala (znak ze
      kotecka rosniesmile))Kota nie boi sie niczego i nikogo. Kazda proba skarcenia jej
      konczy sie fukaniem i kota dalej robi swoje. Podlaczam sie pod pytaniesmile)
    • misia007 Re: Resocjalizacja kota? 02.11.05, 16:03
      Koty nie są złośliwe, to wyłącznie ludzka cecha, one swym zachowaniem manifestują
      nam swe zadowolenie lub jakis w ich pojęciu dyskomfort.Trzeba dociec przyczyny
      co neraz nie jest łatwe.Co do firanek, żaluzji i zasłon to moje koty wygrały i w
      akcie desperacji przechodzimy właśnie na rolety.Z obrusów,dywanów, wazonów
      zrezygnowaliśmy wcześniej, właściwie nic na wierzchu luzem nie trzymamy.Tak
      właśnie wygląda u nas resocjalizacja kotów.
    • zosia715 Re: Resocjalizacja kota? 02.11.05, 16:56
      A ja mam pozytywne skutki "resocjalizacji".Tygrys jest u nas 2,5 miesiąca i dom
      wygląda tak jak przedtem .Wszystkie kwiaty , książki, dywaniki, świeczniki i
      inne bibeloty są tam gdzie były . Kocina nie skacze po stolach ,blatach i
      meblach (ciekawe jak jest kiedy nas nie ma w domu ??? )Nawet jak został sam na
      dwa dni to nie łobuzował .Wyznaje zasadę , że to jest NASZ dom a kot mieszka z
      nami.Od pierwszego dnia w domu Tygrys miał jasno i stanowczo komunikowane co
      wolno a co nie za pomocą : potrząsania za kark ,spryskiwacza do kwiatów i
      stanowczego nieee!!!!!.(Czy te metody sa humanitarne ???? ) Nawet pani wet przy
      pierwszej wizycie powiedziała mi,że kota się wychowuje
      Tygrys nie zdradza oznak znerwicowania , szaleje po mieszkaniu , bawi się
      chętnie, jest głaskany , przytulany .
      Ja i moja rodzina chcemy mieć kota w domu a nie terrorystę.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=30468810&v=2&s=0
      • misia007 Re: Resocjalizacja kota? 02.11.05, 20:23
        Wiesz Zosiu , my biorąc pierwszego kota wyszliśmy z innego założenia,chcieliśmy
        stworzyc mu dom, w którym czułby sie szczęśliwy.Więc skoro zdolność skakania
        posiada nie zamierzaliśmy mu jej odbierać.Firanki czy żaluzje są dużą przeszkodą
        gdy trzeba szybko złapać muchę na szybie, czy wystartować do ptaszka latającego
        za oknem a kotom niestety coś nakazuje to robić.Stąd pomysł podciąganych
        roletek, i wilk jest syty i owca cała.Kot jeszcze pazury posiada, ale tu
        wykonany osobiście przez męża drapak rozwiązał problem.Potem doszliśmy do
        wniosku,że jako istota inteligentniejsza od nas(on nas rozumiał a my jego nie
        zawsze) musi mieć towarzystwo na poziomie.Wiec gdy pojawił sie kolega i
        rozpoczęły się cieszące oko
        gonitwy, polowania, czajenia bibeloty musiały zniknąc, boco na drodze to
        nieprzyjaciel.Dwa koty to więcej sierści, a że jestem leniwa z natury, to
        wolałam się pozbyć dywanów.Tak, że te ograniczenia sa po prostu dla naszej
        wygody a nie wymuszone kocim teroryzmem. Właściwie ich nie wychowywaliśmy,bo
        nawet oco chodzi z kuweta pojęły w lot. Naszapani doktor twierdzi,że psy trzeba
        wychowywac a koty wystarczy kochać i szanować i właśnie tak staramy się
        postępowac.Przyjęliśmy je z całym dobrodziejstwem inwentarza, z wszystkimi
        instynktami, nawykami,fanaberiami,bo własnie za to je kochamy,ze sa po prostu
        kotami.I barzo fajnie nam się razem żyje.
        • misia007 Re: Resocjalizacja kota? 02.11.05, 20:29
          P.s Na swoje usprawiedliwienie muszę dodać, że jestem z natury krnąbrna, z
          dyscypliną na bakier i nie znosze zakazów i nakazów.
        • zosia715 Re: Resocjalizacja kota? 02.11.05, 20:58
          Hymm... Nie zabraniam kotu skakać , polować na muchy , szaleć , rozwijać
          papieru toaletowego , śćągać prania , polować na nogi , skakać po
          tapczanach ,zabierać i niszczyć córki zabawek itd. Ja nie brałam kota po to aby
          był nie szczęśliwy . Tygrysek jest moim ulubieńcem , noszonym na rękach ,
          gaskanym , całowanym (9-o letnia córka jest o niego zazdrosna ). Karcenie o
          którym pisałam miało miejsce tylko kilka razy i to na samym początku naszej
          znajomości. Czytając na tym forum o problemach jakie mają inni ja stwierdzam,
          że w naszym domu tak nie jest .Czy to zasługa resocjalizacji czy charakteru
          mojego kota to tak do końca nie wiem .
          Tygryska dostałam jak miał 3 miesiące może pewnych rzeczy nauczył się w starym
          domu.
          • misia007 Re: Resocjalizacja kota? 03.11.05, 13:27
            Zosiu moja metoda "róbta co chceta" chyba lepiej się sprawdza.Na nogi nikt mi
            sie nie rzuca, pranie nie ściąga,zabawek co prawda nie posiadam ale papier i pranie
            ich nie interesuje.Oba pochodzą z podwórka, więc edukacja tylko matczyna a ona
            też podwórkowa.Wiec chyba to jednak charakter.
    • basia553 Ach Zosiu! 02.11.05, 18:29
      jestescie pierwszym domostwem, w ktorym kot mieszka u ludzi. A moze on tylko
      pozwala Wam w to wierzyc? Na pieknych zdjeciach ma lekko znudzona, wyniosla
      mine, ktora pozwala mi wierzyc, ze on wie swojesmile)))) ja mieszkam oczywiscie u
      moich kotow, a poniewaz nie lubie sie stressowac, to pewne rzeczy usunelam, z
      innymi sie godze, ergo udaje ze nic nie widze. I dobrze nam tak.....
      • zosia715 Re: Ach Basiu 02.11.05, 19:50
        Zapewniam Cię ,że kocina nie jest znudzona tylko zaspana.Jedyny moment kiedy
        robię mu zdjęcia to jak śpi albo się budzi.W innych ciężko mi jest go
        fotografować. Zwłaszcza jak łobuzuje smile))
        Znam ok 5 rodzin,ktore maja koty nawer po 2 albo 3 i nikt z nich nie
        przystosowywał mieszkania ani nie zmienial dla kota .Ludzie Ci zbierają np.
        antyki , kwiatki, obrazy ,szkło pamiątki z wakacji itd.
        Ja nie twierdzę ,że moja kocina nie łobuzuje ale można ograniczyć pewne sprawy
        i rewiry w mieszkaniu .
        Pozdrawiam Zosia
        • gebo13 Re: Ach Basiu 02.11.05, 20:25
          Ja też się dołączę,bo juz jakiś czas temu stwierdziłam,że spryskiwacz i głośny
          klask w dłonie,lub w blat kuchenny, skutecznie uczyły moją kocię..co wolno,a co
          nie.Na ogół jej wszystko wolno,ale ostrzenie pazórków tylko w wybranych
          miejscach i wszystkie blaty jej, oprócz jadalnego stołu.
    • esterka8 Re: Resocjalizacja kota? 02.11.05, 18:40
      Mój kocur też raczej mieszka u naswink) ma jasno określone co mu wolno a co nie.
      I on doskonale się w tym orientuje. Inna sprawa,czy przestrzega. Stoły, firanki
      i inne wazoniki są nasze, czyli kocur nauczył się, że nie wolno i koniec.
      Gorzej z szafami.. włazi mi do ciuchów i nie mogę go oduczyć. Jak tylko ide w
      jego strone to juz z tej szafy zwiewa, ale jak sie tylko odwróce, to hyc i na
      moich ubraniach... ech... a co do karcenia, ja spryskiwaczem go karcę, czasami
      jedynie machnę go w tyłek ręką, ale to bardzo leciutko.
    • tamara_t Re: Resocjalizacja kota? 03.11.05, 10:01
      Hm. Piszecie o rzeczach, które dla mnie są zrozumiałe i akceptowalne. Kocio ma
      wstęp niemal wszędzie - czytałam kiedyś w książce o wychowywaniu kotów, że koty
      mają naturalną potrzebę kontrolowania swojego terytorium, a zatem patrzenia z
      góry, wspinania się najwyżej jak się da - dlatego też ku oburzeniu wszystkich
      domowniuków nigdy nie zabraniam mu wchodzić na najwyższe półki i regały.
      Zaanektował mój fotel i oddałam mu go z przyjemnością, a niech ma coś tylko
      swojego smile Bryka, fika, hulaj dusza - ok. Pozwalam mu na wszystkie harce, jakie
      są naturalne dla kotów. Problem leży gdzie indziej.
      Kot wychowywał się tylko ze mną i pozwalałam mu na rzeczy, które dla mnie nie
      stanowiły kłopotu. Jednak po dłuższym czasie - tak jak wspominałam - w domu
      pojawiły się inne człowieki, którym już nie wszystko odpowiada. Największą moją
      bolączką jest to, że oni zwyczajnie... nie lubią kotów i nie robią wyjątku dla
      mojego łobuza sad Widzę, że starają się być dla niego mili, ale omijają go
      raczej, nie przytulają, nie pozwalają się łasić.
      Efekt jest taki, że łobuz potrafi w trakcie zabawy nagle dostać małpiego rozumu
      i domownika PODRAPAĆ. Albo skakać NA RĘCE/ PLECY wystające poza kołdrę kiedy
      śpimy, a rano budzimy się ze szramami sad
      I co ja mam powiedzieć innym człowiekom? Jak sprawić, żeby go pokochali, kiedy
      on jest taki łobuz?
      Byłam ostatnio u znajomej, która ma 2 kotki mniej więcej w wieku mojego. Są
      łobuzy, ale ... grzeczne łobuzy. Ich łobuzowanie ogranicza się do strącenia
      czegoś, oślinienia skarpetki i zaanektowania jej do legowiska, etc. Jak to
      porównywać z rzucaniem się z pazurkami podczas snu ludzia? sad((
      Daję kotu naprawdę dużo miłości, wyrozumiałości, bawię się z nim, niewiele
      rzeczy mu nie wolno. Bibeloty schowane, albo stoją wysoko, nawet jak wyleje
      wodę z wazonu biegnąc szaleńczo za niewidzialną muchą - nie karcę go, bo to
      przecież ważna misja upolowanie tej muchy.
      I co tu zrobić, Panie?
      • misia007 Re: Resocjalizacja kota? 03.11.05, 13:18
        Tamara myślę,że on jest o Ciebie zazdrosny.Podstawowa różnica w postrzeganiu
        ludzi między kotem a psem jest taka,że pies patrzy na człowieka i myśli jestem
        twój a kot jesteś mój.Było wam razem dobrze, a tu obcy, pańcie absorbują, to
        trzeba im pokazać gdzie ich miejsce.Poza tym wleżli na jego terytorium.Pewnie
        się kocina przyzwyczai, bo jakie ma wyjście ale to trochę potrwa.
        • tamara_t Re: Resocjalizacja kota? 03.11.05, 14:35
          A wiesz, że o tym nie pomyślałam smile FAktycznie, kiedy tylko położymy się spać
          kocio ląduje na samym środeczku między nami smile))))) Tam cieplutko i przytulnie,
          ale może być, że chodzi też o coś innego smile

          No dobrze, uspokoiłam się. Jak to tylko teraz wytłumaczyć ludzkim samcom
          kocionielubnym...?
          • misia007 Re: Resocjalizacja kota? 03.11.05, 14:56
            No normalnie, kocio byl pierwszy i jego prawo do Tamary bezdyskusyjne, więc
            panowie niech schodza z drogi aż sie kociowi wtopia w otoczenie.
    • wuefka Re: Resocjalizacja kota? 03.11.05, 23:26
      A ja jestem jak najbardziej za resocjalizacją. I to szybką, bo chodzi o
      stłumienie agresywnych czy złośliwych (w stosunku do człowieków) zachowań. Kot
      jest zwierzęciem jak najbardziej inteligentnym i szybko jest w stanie zrozumieć
      czego mu NAPRAWDĘ nie wolno.
      • groha Re: Resocjalizacja kota? 04.11.05, 00:35
        Wuefko, pozwolę sobie na małą uwagę, choć przyznam, że słowo "resocjalizacja"
        nijak mi do kota nie pasuje i trochę mnie odstręcza od tego wątku. Czy zgodzisz
        się ze mną, że agresywne, czy złośliwe zachowanie w stosunku do ludzi nie leży
        w naturze kotów? Więc jeśli się takowe zdarza, to nie bez istotnego powodu.
        Dlatego zanim przystąpimy do tłumienia tych paskudnych zachowań, może należy
        się zastanowić co jest ich przyczyną i zacząć od próby jej usunięcia? Tamara
        doszła do słusznego wniosku, że zachowanie jej kota wynika z jego uczuć - jest
        o nią zazdrosny, po prostu. Teraz będzie pewnie pracować nad poprawą sytuacji,
        żeby kot zaprzestał manifestować swą frustrację. Jest przyczyna - jest skutek.
        Poza tym, starając się wychować kota, nie zapominajmy, że nie wszystkie nasze
        ludzkie normy, nakazy i zakazy, są dla niego możliwe do przyjęcia. Inaczej nie
        byłby kotem.
        • wuefka Re: Resocjalizacja kota? 04.11.05, 08:46
          A oczywiście, że nie wszystkie nakazy są do przyjęcia. Kot ma być jak
          najbardziej koci wink
          Natomiast nie stłumienie w odpowiednim czasie zachowań agresywmych miewa
          katastrofalne skutki, bo każde opóźnienie utrwala złe nawyki. Niejedno zwierzę
          trafiło z powodu agresji do schroniska crying
          Eliminacja przyczyny? Czy w przypadku zazdrości ma być to eliminacja TŻ-a?
          Dziecka? Czy może trzeba utwierdzać kota w przekonaniu, że jest najważniejszym
          domownikiem? A nie łatwiej po prostu stanowczo zabronić? Prędzej czy później
          pogodzi się z sytuacją i wcale nie będzie z tego powodu mniej szczęśliwy.
          A jeżeli przyczyną jest fakt, że spodobało mu się wbijanie zębów w skórę i
          posmakowała mu krew? Znam taki przypadek. Dopiero usunięcie kłów (zaproponowane
          przez behawiorystę) wyeliminowało napady na domowników.
          PS. A resocjalizacja, socjalizacja to takie modne dzisiaj terminy wink
          • tamara_t Re: Resocjalizacja kota? 04.11.05, 09:31
            Socjolog jestem, takie skrzywienie branżowe - składam samokrytykę, za
            stosowanie terminologii branżowej wink

            Kocio manifestuje niezadowolenie ze zmniejszonego zainteresowania nim. Od dawna
            nie sikał poza kuwetą. Wczoraj dość długo rozmawiałam z lubym przed drzwiami,
            zegnając się, wracam do pokoju - mokra plama na kołdrze.
            Ech. Już mój luby zaczyna być zazdrosny, że chcąc zapewnić wystarczająco dużo
            uwagi kotu zaniedbuję jego. No zamknięte koło, oszaleję chyba. Jak nie jeden to
            drugi. Samczy zew, czy jak? ;P
            • wuefka Re: Resocjalizacja kota? 04.11.05, 09:57
              E tam. Określenia wydają mi się jak najbardziej adekwatne i brzmią lepiej, niż
              np. spacyfikowanie (też modne wink)
              Ciężka sprawa z samczą zaborczością. Może trzeba by ich na jakiś tydzień
              zostawić samych, żeby byli zdani na siebie? Jak się nie pozabijają to się
              pokochają wink
              Żart to był, rzecz jasna wink
              • tamara_t Re: Resocjalizacja kota? 04.11.05, 10:07
                No ja myślę smile Obawiam się, że to skończyłoby się [ze względu na rozmiary i
                możliwości] albo wyfrunięciem kota przez okno [raczej z pomocą niż z własnej
                woli], albo wyfrunięciem mężczyzny przez drzwi - zupełnie bez pomocy. A tego
                chyba nie chcemy smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka