Proszę Was o opinie. Zacznę od początku

Aktualnie posiadam 3 koty. W kolejności:Megi-kotka półtoraroczna, Szogun -
roczny samiec (znalazł się po 10 dniach poszukiwań!!!) i Lola - 3 miesięczne
kociodziecię.
Najstarsze są zrzyte choć charaktery mają przeróżne. Szogun- fajtłapa, Megi -
spryciara, odważna, nieobliczlana, ciekawska, często nie do opanowania, i
ubiaca wolność, wszelkiego rodzaju plenery. No właśnie...plenery...Megi jak
tylko może to wyrywa się na wolnośc. Gdy mieszkałam na niziutkim parterze jako
4 miesięczne kocie uciekała na kilka godzin, po czym kręciła się pod oknami
tak bym ją widziała i mogła do domu zabrać. Na działce czy na ogródku
znajomych jest czuje się jak ryba w wodzie - poluje, szaleje, zupełnie inny
kot. Nosek ma wtedy rózowy, oczy jej się śmieją i nie daj Bóg gdy chcę ją
pogłaskać<wrrr i prychhh>. Nie jest wtedy znudzoną, lekko "hrabinowatą" panną
fotelową, jaką jest na codzień w mieszkaniu. Właśnie - różnicę w zachowaniu
widać momentalnie, zresztą przez po takim wypadzie na łono natury Megusia
przez kilka dni jest jeszcze bardziej obojętna. Ona poprostu kocha wolność...
I tak sobie myślę, że gdyby miała szansę być kotkiem wychodzącym byłaby
szczęśliwa i spełniona. Tylko, że ja nie jestem w stanie dać jej takich
możlowości, wynajmuję mieszkanie w bloku. Zastanawiam się nad oddaniem jej w
dobre, kochające kocięta ręce, pod warunkiem, że będzie to osoba mieszkająca w
domu z ogódkiem. Serce mi się kroi na myśl, że miałabym się rozstać, ale coś
mi podpowiada, że wcześniej czy później próby wydostania się Megi z mieszkania
wyjdą jej tylko na złe.
Powiedzcie coś.
Ani ja ani moi znajmoi, rodzina, przyjaciele nie znają drugiego takiego kota,
który wychowany od małego w domu tak ciagnął do tego co na zewnątrz.
pozdrawiamy