Dodaj do ulubionych

Gucio - nasz kot dochodzący

28.03.07, 11:33
W naszym ogrodzie pojawiają się różne koty /sąsiadów i obce/. Najczęściej
widzianym /i nielubianym niestety/ jest czarno-biały młody kocur znaczący
teren i agresywny w stosunku do innych kotów. Zdecydowanie kot czyjś, bo
sierść czysta, ogólnie zadbany, niegłodny. Od jakiegoś czasu zauważyliśmy
drugiego kota biało-czarnego, który prowokowany przez tego agresora był
zmuszony wchodzić z nim w utarczki. Ten z kolei kiepsko wyglądający, chyba
dość stary, zdecydowanie zabiedzony i głodny, bezdomny, albo "przypisany" do
jakiegoś gospodarstwa we wsi, ale nie otoczony żadną opieką. Na karku i pod
okiem świeże rany po walkach. Zaczęliśmy go karmić. Jadł łapczywie, dziękował
za troskę barankując. Rany smarowane tribioticiem w tej chwili już się
zaczynają goić.
Wczoraj przeżyliśmy chwilę grozy, bo po powrocie z pracy znaleźliśmy na
trawniku masę białej kociej sierści i od razu pomyśleliśmy, że Gucio był w
opałach. Szczególnie, że nie przyszedł na kolację, rano go też nie było. Na
szczęście pojawił się bez żadnych widocznych nowych urazów. Zjadł podwójną
porcję jedzonka.
Wątek ze zdjęciami na Zwierzakach założyłam już wcześniej, tu link:
fotoforum.gazeta.pl/72,2,631,59676531.html
Obserwuj wątek
    • marta.kunc Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 11:55
      sliczny kotosmile
      miso takismile

      czy juz kielkuje mysl by dolaczyl do domowej gromadysmile?
      • iwu Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 12:01
        Piękny jest.
        A Ty jesteś wspaniałym człowiekiem, Barbo. smile
      • barba50 Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 12:04
        Póki co w planach odrobaczenie, odkleszczenie, ale to gdzieś za 7-10 dni jak mu
        się rany wygoją. Potem wizyta u weta, no i to co trzeba będzie zrobić. Pewnie
        wyleczenie świerzbu w uszach /bo w uszach ciemno, oj ciemno/, szczepienia i na
        końcu prawdopodobnie kastracja. Tylko nie wiem w jakim on jest wieku, nie
        wyglada na młodego kota - czy kastruje się kocura w późnym wieku?
        Potem zobaczymy. Zdecydowanie podbił nasze sercasmile
        • ewa8a Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 15:57
          Nie kastruje się starych kocurów. Mój Maruda przybląkał się do nas 2,5 roku
          temu i po jakimś czasie umówiliśmy się w lecznicy na kastrację. Wcześniej
          ogladał go młody weterynarz w innej lecznicy, gdzie był szczepiony i nie
          widział przeszkód, by go wykastrować.
          Na szczęście pojechałam do lekarza, którego znam od dawna i mam do niego
          zaufanie, a on - już przygotowany do zabiegu, obejrzał kota i stwierdził, że ma
          on ok. 10 lat i nie będzie ryzykował, bo może się z narkozy nie wybudzić, żyły
          może mieć już zbyt kruche, a w ogóle tym wieku kastracja i tak niewiele daje,
          bo on jest już zaimpregnowany hormonami.
          Maruda nie znaczy terenu - w domu, bo poza domem nie odmawia sobie tej
          przyjemności. Druga rzecz – jeśli będziesz czekała aż kotu wygoją się rany po
          walkach, możesz nigdy się nie doczekać. Mój kot ma ZAWSZE rany, bo stare nie
          zdążą się wygoic, a już ma nowe. Oprócz ran na głowie miewa naderwane uszy i
          pogryzione do gołego mięsa przednie łapy. Takie widoki, jak u Ciebie na
          trawniku mam na okragło, choć przyznam, że tak dużej ilości futra jeszcze nie
          miałam nigdy. Mój kot ma trzech sąsiadów (nie musi więc daleko chodzić, gdy
          przyjdzie mu ochota poszukać sobie guza), z których jeden jest kastratem i
          toczy z nimi na okrągło boje. No, ale poza tym jest bardzo przymilnym,
          rozmownym, kolankowym pieszczoszkiem, a z urody nieco podobny do Twojego Gucia.

          fotoforum.gazeta.pl/3,0,536615,2,7.html
          • marta.kunc Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 16:04
            nie zgadzam sie.
            samce sie kastruje w kazdym wieku jesli nie ma przeciwskazan z uwagi na stan
            zdrowia.
            jesli nie bedzie takowych to chyba lepiej go ciachnac niz zeby plodzil nastepne
            bezdomniaczki.

            ewa... tak beztrosko piszesz ze kot jest non stop pogryziony, walczy z ranami,
            rany do golego miesa a w ogole to slodko jest i pieknie jest.
            nie ogarniam tego.
            • ewa8a Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 17:19
              marta.kunc napisała:

              > nie zgadzam sie. samce sie kastruje w kazdym wieku jesli nie ma przeciwskazan
              z uwagi na stan zdrowia

              Nie musisz się zgadzać, to twoja opinia, ja przedstawiłam opinię mojego
              weterynarza.

              > ewa... tak beztrosko piszesz

              Beztrosko ? A co proponujesz zrobić z kotem, który kocha wolność, nie wiadomo
              ile lat mieszkał pod chmurką ? Chciałbyś go teraz zamknąć w czterech ścianach,
              faszerować lekami ? Szkoda, że nie widzisz, jak on delektuje się trawą, jak
              robi obchód swojego terenu, wyleguje się krzakach, tarza w piasku. Poza tym nie
              wyobrażasz sobie jaki wrzask potrafi podnieść, gdy chce wyjść. Ja mieszkam w
              miejscu bardzo spokojnym, pod lasem, z dala od drogi, mam duży ogród, moje koty
              nie wędrują po okolicy, mają u siebie sporo atrakcji. Trzymając koty w domu,
              wyrządziłabym im krzywdę. Nigdy natomiast nie zdecydowałabym się wypuścić kota,
              jesli nie miałabym pewności, że jest on całkowicie bezpieczny.
              Nie wyobrażasz sobie jaką radość sprawia kotu mojej teściowej, mieszkającemu
              w mieszkaniu w bloku wyjazd na miesiąc w góry, gdzie mam domek letniskowy.
              Nie ma sposobu, by uchronić kota przed innym wojowniczym kotem, taka jest jego
              natura. Oczywiście wkraczam w sam środek walki z jakąś tarczą ochronną, kiedy
              tylko jestem w pobliżu i to wszystko, co mogę zrobić. Czasami bliskie spotkanie
              kończy się tylko demonstracją siły.

              > nie ogarniam tego

              Spróbuj ogarnąć, to nie jest trudne.
              • marta.kunc Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 17:25

                >
                > Nie musisz się zgadzać, to twoja opinia, ja przedstawiłam opinię mojego
                > weterynarza.

                to nie moja opinia tylko doswiadczenie z pracy w klinice weterynaryjnej.


                >
                >
                > Beztrosko ? A co proponujesz zrobić z kotem, który kocha wolność, nie
                wiadomo
                > ile lat mieszkał pod chmurką ? Chciałbyś go teraz zamknąć w czterech
                ścianach,
                > faszerować lekami ? Szkoda, że nie widzisz, jak on delektuje się trawą, jak
                > robi obchód swojego terenu, wyleguje się krzakach, tarza w piasku. Poza tym
                nie
                >
                > wyobrażasz sobie jaki wrzask potrafi podnieść, gdy chce wyjść. Ja mieszkam w
                > miejscu bardzo spokojnym, pod lasem, z dala od drogi, mam duży ogród, moje
                koty
                >
                > nie wędrują po okolicy, mają u siebie sporo atrakcji. Trzymając koty w domu,
                > wyrządziłabym im krzywdę. Nigdy natomiast nie zdecydowałabym się wypuścić
                kota,
                >
                > jesli nie miałabym pewności, że jest on całkowicie bezpieczny.
                > Nie wyobrażasz sobie jaką radość sprawia kotu mojej teściowej,
                mieszkającemu
                > w mieszkaniu w bloku wyjazd na miesiąc w góry, gdzie mam domek letniskowy.
                > Nie ma sposobu, by uchronić kota przed innym wojowniczym kotem, taka jest
                jego
                > natura. Oczywiście wkraczam w sam środek walki z jakąś tarczą ochronną, kiedy
                > tylko jestem w pobliżu i to wszystko, co mogę zrobić. Czasami bliskie
                spotkanie
                >
                > kończy się tylko demonstracją siły.


                no twoj poprzedni post byl w tonie' eee to nic takiego, moj kot ma lapy
                pogryzione do miesa, wiecznie jest poraniony a zyje'
                nie wiem co bym zrobila na twoim miejscu bo nie jestem na twoim miejscu.
                niemniej.
                na 100% nie traktowalabym sytuacji, w ktorej moje zwierze jest wiecznie
                poturbowane jako calkowicie normalnej.


                >
                > > nie ogarniam tego
                >
                > Spróbuj ogarnąć, to nie jest trudne.


                bardzo trudne do ogarniecia jest dla mnie twoje podejscie.
                • marta.kunc Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 17:29
                  zeby byla jasnosc.
                  samce sie kastruje w kazdym wieku.
                  w przypadku dojrzalych samcow nie ma efektu w postaci nieznaczenia terenu itp.
                  jest efekt w postaci niemoznosci zapladniania samic.
                • ewa8a Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 17:52
                  Hm... nie wiesz, co byś zrobiła, ale bardzo ,,trudne do ogarnięcia'' jest dla
                  ciebie moje podejście. Więc zastanów się najpierw co byś zrobiła i jakie sobie
                  wyobrażasz prawidłowe podejście – mam siedzieć w oknie i zalewać się łzami czy
                  trzymać w zamkniętym domu nieszczęsliwego, szalejącego kota, który rwie się do
                  zieleni, którą ma w zasięgu wzroku, czy pogodzić się z sytuacją ? Podobało by
                  ci się moje podejście, gdybym chciała uszczęśliwiać go na siłę ?
                  Opinia, którą tu prezentujesz na temat kastracji jest dla mnie w dalszym ciągu
                  TWOJĄ opinią, bez względu na to z jakiego ,,doświadczenia’’ ona pochodzi. Ja
                  postąpiłam tak, jak mi doradził mój weterynarz i jego zdanie było dla mnie
                  najistotniejsze. Dzisiaj postąpiłabym tak samo.
                  • marta.kunc Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 18:03
                    wiesz moja kota zostala znaleziona przez mojego niemalza w tragicznum stanie.
                    byla bezdomna i zyla troche na polach a troche na ulicy.
                    bardzo sie rwala na dwor.
                    ale jest starutka, slaba i wyniszczona.
                    poplakala ale przywykla.
                    teraz jest szczesliwa brykajaca kocia babcia.
                    niewychodzaca kocia babcia.
                    mysle ze lepiej ma teraz niz wczesniej.
                    oczywiscie nadal moglaby byc kota wychodzaca, przegrywajaca kazda walke ze
                    wzgledu na wiek.
                    moglaby.
                    ale nie nie jest.

                    nie ogarniam twojego podejscia i go nie akceptuje.
                    zastanawia mnie tylko czemu jestes tak agresywna w odpowiedziach na moje posty.
                    ja tylko napisalam co o tym sadze. a ty od razu toczysz piane.
                    sumienie gryzie?
                    czy ktos wreszcie wytknal ci twoja zadziwiajaca beztroske?

                    pozdrawiam.
                    • ewa8a Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 18:12
                      Najwyraźniej masz kłopoty z definiowaniem pewnych pojęć i chyba nie odróżniasz
                      agresji od zwykłej irytacji. Teraz z kolei ja zupełnie nie mam pojęcia o jakim
                      gryzącym sumieniu wspominasz. Proponuję, byś sama zastanowiła się najpierw,
                      jak byś postapiła, bo tego jak sama twierdzisz nie wiesz, pózniej jakie
                      podejscie do sprawy byłoby dla ciebie satysfakcjonujące, bo z tym takze masz
                      najwyraźniej problem, a później siądź spokojnie i pomyśl, czy warto gardłować
                      bez sensu o jakiejś beztrosce. O wynikach rozmyslań nie musisz mnie informować.
                      • barba50 A wracając do tematu wątku czyli Gucia 28.03.07, 22:46
                        Pojawił się zaraz po naszym powrocie z pracy. Łaskawie pozwolił podejrzeć co
                        robił pod drzewkiem, potem zjadł jak wszystkie dzisiejszą kolację /dziś szef
                        kuchni serwował wołowinę/, a potem odkrył bardzo dobre miejsce do spania czyli
                        nieużywaną kocią budkę stojącą na ganku
                        img47.imageshack.us/img47/2623/p1000516qo6.jpg
                        • annb Re: A wracając do tematu wątku czyli Gucia 29.03.07, 08:35
                          barba50 -no to juz jest wasz
                          wroc
                          no to juz jestescie jego smile
                          • marta.kunc Re: A wracając do tematu wątku czyli Gucia 29.03.07, 10:21
                            dokladniesmile
                            slodziaksmile
                            • misia007 Re: A wracając do tematu wątku czyli Gucia 29.03.07, 11:19
                              Znalazł Gucio swoje miejsce na swiecie.A trafił, ze nie mozna lepiej.
                              • barba50 Re: A wracając do tematu wątku czyli Gucia 30.03.07, 11:06
                                Jest. Odchodzi, ale wraca. Dostaje jeść. Leczymy ranę /już jest całkiem
                                podleczona/, dziś zakropiliśmy uszy /dzięki Misiu za maśćsmile/ i ... głaszczemy,
                                miziamy i cieszymy się jego obecnością /mąż siedział wczoraj w nocy na progu na
                                ganku z Guciem na kolanach w samym swetrze przy temp. +3 st. chyba z pół godziny/.
                                No i ja robię zdjęcia - chyba żaden bezdomny kocio nie ma tylu zdjęć co Guciosmile))
                                Zaraz wkleję coś nowego na Zwierzakach.
                                Kiciowata masz maila na gazeciesmile
                                • pinos Re: A wracając do tematu wątku czyli Gucia 30.03.07, 11:26
                                  mówiłam, że kot kolankowy ;o)
                                  mirek miał 5 lat, jak go ciachnęli
                                  • barba50 Mamy czwartą kocią książeczkę zdrowia:) 05.04.07, 22:33
                                    Taa - byliśmy z Guciem u weta. Może i nie zawoziłabym go teraz do weterynarza,
                                    ale zaniepokoiło mnie, ze kicha, z noska kapie, no i łzawią mu ślipka. Ale nie
                                    nie - to nie koci katar. To zapalenie spojówek /w jednym oczku uszkodzona lekko
                                    powieka, prawdopodobnie jakieś starcie z kotem/. Dostaliśmy 2 rodzaje kropli do
                                    zakraplania trzy razy dziennie przez dwa tygodnie. Potem kontrola.
                                    Zaszczepiliśmy od razu kocie choroby i wściekliznę. Najbardziej jednak
                                    zaskoczyła mnie odpowiedź weta na pytanie o wiek Gutka - po stanie zębów jest to
                                    kot młody dwu- najwyżej trzyletni! A wygląda jak staruszek, porusza się powoli,
                                    jest bezgłosny /bardzo grzeczny był i w czasie jazdy i u weta/. Ciekawe jakie są
                                    jego dzieje, bo wygląda jakby był po prostu zastraszony... A może ma takie
                                    usposobienie? No nie wiem, ważne że jest zdrów /oprócz tych ślipiąt, które
                                    wyleczymy/, o kastracji mamy porozmawiać w czasie kontroli.
                                    • wiesia.and.company Re: Doskonale, będzie Gucio miał dostatnie życie 06.04.07, 09:31
                                      Należy mu się. Jest zrównoważony, a że to kot zapewne w okolicy dominujący (bo i
                                      młody, i silnej budowy kocur) to zapewne tak bardzo wyrósł. Kocury tak mają, że
                                      kiedy szukują się do objęcia przywództwa, to wtedy nabierają ciała, wagi i
                                      znaczącej postury. Taki kot samym swoim wyglądem zyskuje przewagę i odstrasza
                                      niektórych słabszych duchem konkurentów na terenie. Oczy Gucia są młode i pysio
                                      też, starym kotom zaczynają opadać powieki. Poza tym Gucio jest kształtny, stare
                                      koty mogą być duże, ale ze względu na zarobaczenie, ciągłe walki i nękające je
                                      choroby wyglądają trochę na zniekształcone (np. duży wzdęty brzuch, mocne, ale
                                      chudsze łapy, no i zwłaszcza wygląd pyszczka i zdeformowanych, zszarpanych uszu.
                                      Gucio jest piękny i bardzo się cieszę, że do Was przyszedł - bardzo dobra
                                      decyzja, a więc dodatkowo mądry kot.
                                      A a propos kastracji: mój Bartuś był kastrowany kiedy miał chyba z 8 lat.
                                      Nie ma żadnego wysycenia hormonami i że już na zawsze tak będzie "kocurem"
                                      śmierdział. Kastracja sprawiła tylko, że przestał znaczyć teren siusianiem, bo
                                      doszedł do wniosku, że to nic nie daje, nie siurał więc na łóżko, do szafy, na
                                      buty. Przestało wonieć (nie był to aromat) w mieszkaniu, początkowo jeszcze
                                      trochę trwało zanim się hormony krążące po jego ciele nie wysyciły zupełnie.
                                      A starsi lekarze weterynarii często reprezentują męską solidarność z kocimi
                                      "orzeszkami" - słyszałam takie coś "No ja bym się nigdy nie zgodził, żeby mi
                                      wyciąć jądra!" Bo się mężczyznom wydaje, że jak się jądra wytnie, to mechanizm
                                      nie działa. A tu proszę, mój pierwszy kot Gucio (razem z Felutkiem go dostałam)
                                      dorosły może 10 letni, dawno temu kastrowany, prawie codziennie rano musiał
                                      sobie odruchy kopulacyjne poćwiczyć.
                                      Pozdrowionka. Wiesia + 8
                                      • barba50 Nowe oblicze Gucia 06.04.07, 17:21
                                        Wychodzi na to, że jest nasz, a my jego. Nasz ogród traktuje jak swój teren, do
                                        naszych kocic nie powinien zbliżać się żaden kocur. Zajście znam z opowiadania
                                        męża i kłaków fruwających po podwórku... Na podwórko przyszedł ten co zawsze
                                        czarno-biały agresor i zaczepiał Lolkę. Gucio ten ufny, cichy i powolny Gutek
                                        rzucił się na intruza. Zakotłowało się, wyglądało groźnie, agresor zaczął
                                        uciekać, Gucio nie popuszczał. Mąż starał się coś zrobić, zaczął krzyczeć,
                                        próbował pogonić intruza, ale to Gutek wygonił obcego kocura. Na szczęście
                                        pomimo wielkiej ilości kociego futra fruwającego wokół Guciowi nic złego się nie
                                        stało. Czy tamten nie ma jakiś obrażeń nie wiem, po fakcie zdejmowałam z Gutka
                                        ciemne kawałki kłaków...
                                        Taa - waleczny jest bardzo i kastracja jest konieczna. Wyleczmy tylko oczyskasmile
                                        • misia007 Re: Nowe oblicze Gucia 06.04.07, 18:24
                                          Ciekawa jestem, czy Lolka docenila bohaterskie zachowanie Gucia.Obrazeniami
                                          agresora raczej bym sie nie przejmowala.Wiwat dzielny Gutek.
                                          • wiesia.and.company Re: W ogóle muszę pogratulować obu stronom 06.04.07, 22:23
                                            Bi i Wam, że Gucio Was wybrał i zaufał. Guciowi, że trafił do ludzi, którym los
                                            kotów nie jest obojętny. Mało tego, uważam, że tak zachowują się odpowiedzialni
                                            ludzie: zaprzyjaźnić się najpierw, przekonać, że to jest dobry związek ludzie-kot
                                            i zabrać do weterynarza. Żeby ocenił, czy wszystko w porządku. Zawsze coś się
                                            znajdzie u kota wolno żyjącego, co trzeba podleczyć. Guciu! Jesteś teraz
                                            opiekunem Lolki, Ksiki i Pepka, a Twoimi opiekunami są teraz fajni ludzie. Tak
                                            trzymać!
                                            Pozdrowienia. Wiesia + 8
                                        • biljana Re: Nowe oblicze Gucia 07.04.07, 18:02
                                          ale super historia!!!! Najwyrazniej jestescie sobie wszyscy nawzajem potrzebnismile
                                          Wy -co oczywiste- Guciowi a Gucio wam i waszym kociastym.
                      • marta.kunc Re: Gucio - nasz kot dochodzący 29.03.07, 10:20
                        ewa8a napisała:

                        O wynikach rozmyslań nie musisz mnie informować.
                        >
                        >
                        nie zamierzam. glowa muru nie przebije.
                        skoro tobie nie przeszkadza ze kot chodzi z glebokimi ranami. skoro dla ciebie
                        to normalne...
                        dla mnie nie.
    • kiciowata Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 12:17
      Barba jesteś wielka. Trzeba mieć wielgachne serce, żeby nie kończyć kociej
      miłości tylko na swoich pysiach.A w ogóle to czy nie możnaby tak sklonować
      kocich wariatek? Świat byłby o wiele lepszy...
      • misia007 Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 13:02
        Ta sierść wygląda bardzo dramatycznie ale jesli Gucio w jednym kawalku to moze
        sa to resztki agresora.
        • wiesia.and.company Re: No i popatrz, nawet tak mówiłam, że ta sierść 28.03.07, 15:33
          to może być tego agresywnego kocura, który nęka Twoje koty na ich terenie.
          I chyba tak może być. A, no i jeszcze jeśli dzielny Gucio będzie na Twoim
          terenie, to bezczelny uzurpator sobie odpuści napaści na Lolkę, Pepka i Ksikę.
          Warto dokoptować Gucia do domowej trójki. Korzyść może być obopólna.
          A, te duże ilości sierści tak malowniczo rozrzucone - czy na tych kawałkach
          wydartych było widać strzępki tkanki, krew? Bo jeśli tak, to była walka. Jeśli
          nie - to może Gucio drapał uszy zaświerzbione i inne miejsca, gdzie go pchełki
          lub coś innego swędziało, wtedy kocia noga wpada w takie tempo i ma taką siłę,
          że lecą dookoła kłaki... Wiem, wczoraj zbierałam takie kłaczki burej sierści ze
          stołu, z siebie, z ubrania i twarzy, z mebli, z podłogi, bo w kuchni
          zakrapiałam uszy Wikci (też ma w środku bagienko).
          Gucio jest bardzo przystojny. Mnie się podoba. Możesz mu to powiedzieć, żeby
          się poczuł adorowany.
          Pozdrawiam. Wiesia + 8
    • kejt35 Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 17:20
      Właśnie obejrzałam zdjęcia, te kudełki na trawniku wyglądały dramatycznie-
      bardzo ich dużo!
      Czy Gucio ma spuchnięty pyszczek, czy to taka jego uroda?
      A tak w ogóle świetny kocur, uwielbiam krówki!
      • barba50 Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 17:32
        Nie Kejt. Nie ma spuchniętego pyszczka. Ma po prostu szeroki łeb. Taka jego
        uroda. No kocurowata takasmile))
        • marta.kunc Re: Gucio - nasz kot dochodzący 28.03.07, 17:36
          fajny jest. koto barylkasmile
          barba ty jestes koci aniolsmile
        • paulina.galli Re: Gucio - nasz kot dochodzący 07.04.07, 21:41
          barba50 - przeczytalam z ogromnym zainteresowaniem caly "fotograficzny" watek smile
          Gucio - jest genialny! smile
          A ja b. sie ciesze ze sa takie osoby jak Ty ktore nie odrzuca kota w potrzebie -
          niby to takie oczywiste a... tak rzadko spotykane sad

          Ucalowania dla gutecka

          ps. a jak sie rozwija sprawa z kocim agresorem?
          Ja bym go zlapala i przysiegam ze- wykastrowala smile
          I w nosie mialabym ewnetualne niezdowolenie prawowitych wlascicieli - naprawde
          brak jakiejkolwiek wyobrazni - wypuszczac "niekastranca" na zew ...>:-[
          • barba50 Re: Gucio - nasz kot dochodzący 12.04.07, 11:37
            Paulina napisała: Gucio jest genialny!smile No coś w tym jest. Wczoraj kolejna
            jazda do weterynarza, bo ta rana za uchem była co prawda ładnie zagojona, ale
            pod skórą był ropień. Zapakowany do transporterka ułożył się grzecznie, z mordką
            w moją stronę, ani pisnął przez całą drogą /jazda trwa ok. 20-30 min./. Wet
            otworzył ranę, nie nacinając rany, a dłubiąc nożyczkami, wycisnął ropę, zmierzył
            temperaturę, dał w dupala zastrzyk, wyczyścił uszy. A to cudo ani pisnęło! Po
            powrocie do domu dostał jeść, znowu krople do oczysk, a na dobranoc masaż
            brzuszka z którego bardzo był zadowolonysmile
            Jedyna wada to to, że znaczy teren /ostatnio nasikał do butów córki zostawionych
            na ganku/, ale o to nie można mieć do niego pretensji, taka natura...
            Zastanawiam się tylko czy coś się zmieni po kastracji. Nie ukrywam, że chętnie
            dołączylibyśmy Gutka jako pełnoprawnego członka naszej koteriismile
            • misia007 Re: Gucio - nasz kot dochodzący 12.04.07, 12:35
              Nie dowiesz sie, póki nie spróbujesz, róznie to bywa ale Gucio wykazuję taką
              chęć współpracy, ze wcale bym sie nie zdziwiła,gdyby ten procedre zarzucil.To
              mądre kocisko.
              • annb Re: Gucio - nasz kot dochodzący 12.04.07, 13:01
                nawet bardzo madre
                nie moge sie napatrzec na zdjecia gucia z panem
                przymilak smile
                • mirmunn Re: Gucio - nasz kot dochodzący 12.04.07, 19:02
                  przyłączam się do fanklubu Gucia. Mądraliński , wiedział, do kogo przyjść.
                  Jesteście cudowni, a Gutek tak mądrze patrzy jak mój Maksik.
                  Gucio - czyli cud wielkanocny!!!
                  Gutek - na prezydenta!
                  Guciej - superstar!!
                  Hip, hip!!!
                  smile)))))))
                  • wiesia.and.company Re: mirmunn, ależ Ci się udało wyśpiewać peany 12.04.07, 22:26
                    na cześć Gucia. Radosne! Ta radość mi się też udziela. To jest zaraźliwe.
                    Hej, hej! Pozdrówka. Wiesia + ósemka wiosennie pomrukująca i pobekująca
                    (pobekuje Frygunia moja malutka owieczka niedotykalska)
                    • mirmunn Re: mirmunn, ależ Ci się udało wyśpiewać peany 13.04.07, 07:36
                      dziękismile))
                      Jednak wszelkie miodopłynne peany (urocza onomatopeja, Tuwima chyba? a może
                      Staffa?) bledną przy osobowości Guciasmile)))
                      to mój wiosenny idol radosny. Obyśmy tylko takie posty- o szczęściu zwierzaków -
                      pisali i czytalismile)
                      pozdrawiam wesolutko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka