Dodaj do ulubionych

nowa kotinka

25.06.07, 14:22
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/4590d3de14d3e85a.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d80dcc5aef3450a1.html
Słuchajcie kochane..to tak na razie w telegraficznym skrócie...
Zapewne poznajecie mojego Czarka( tego zabiedzonego, zagłodzonego i po
traumie) a to małe to Tośka....10 tygodniowa łobuziara. Podjęliśmy decyzję o
dokoceniu ze względu na nude Czarka i tej nudy niebezpieczne
konsekwencje....zjedzona między innymi sznurówka z metalową końcówką9 cud że
nic mu nie jest), zwalona decha na kręgosłup do prasowania...też uszedł
cało....
Wieczorem opiszę jaką ja traumę przeżywałam gdy przywieźliśmy malutką, a
jednocześnie chcę opowiadając naszą historią podbudować wszystkich którzy się
planują dokocić aby nie zważali na trudne początki, że na wszystko trzeba
czasu.
Teraz pedzę do swoich spraw i do usłyszenia późnym wieczorkiem
moyra_p i oni
Obserwuj wątek
    • trawa11 Re: nowa kotinka 25.06.07, 15:31
      Pamietam Czarka,pewnie.To fajnie ,ze sie dokocilas.My tez jestesmy miesiac po
      dokoceniu i sama wiem ,jak trudne sa te poczatki .Ale mimo wszystko
      warto .Opisz dokladnie jak przebiegalo dokocenie.Glaski dla obu.
    • iris101 Re: nowa kotinka 25.06.07, 17:53
      Czekamy na relacjęsmile (trawko, to JUŻ miesiąc??!! ale ten czas leci..)
      • pixie65 Re: nowa kotinka 25.06.07, 18:56
        Piękności! Czekamy na relację z dokacania...smile))
        • moyra_p Re: nowa kotinka 26.06.07, 13:57
          miałam pisać wieczorem a tymczasem nie zdawałam sobie sprawy, że te dwa moje
          kotulki są aż takimi pożeraczami czasu...a tu jeszcze coś w domciu zrobić a tu
          nagle noc i może by się położyć spać? bo o 3:30 bedzie gonitwa i wycie syjamka
          bo Tośka , mała cwaniaczka znów schowała się pod narożnik....
          Takie obrazek w moim domu obowiązuje drugi dzień, na samym początku gdy
          przywieźliśmy kotkę Czarosław mnie ugryzł...byłam zakażona nowym "gównem' ,
          smrodem który przywlokłam do chałupy,
          ten smród jadł z jego miseczek i na końcu nawalił kupkę do jego kuwety a
          zaznaczyć muszę, że Czarodziej jest pedantem.
          plan Czarodzieja był taki.... zagryźć gnoja i będzie spokój.
          Czekał aż mała uśnie( a toż to dzidzia...zasypiała przy zabawie)i rzucał się
          do gardła.
          To nie były żarty, robiliśmy w rodzinie dyzury aby Tośka ani na moment nie
          zostawała sama.Ogarnęła nas rozpacz. Znaczy czarna rozpacz. Dzwonimy do weta
          żeby szukał domku dla małej bo nie ogarniamy sytuacji. Do domku skąd pochodziła
          wrócić już nie mogła ( był zakaz ustny człowieka) a i ja nie nalegałam bo "cuś"
          mi tam nie pasowało, wolałam dyżury orhganizować ale nich by Tośka była pod
          moim okiem.
          Wet, zaufany człowiek przeczesał gdzie się dało , gdzie uczciwie i dobrze dla
          kota ale jak to zwykle bywa w życiu zapotrzebowania nie było.
          No nic i tak musimy jechać z Tośką do weta aby ją odpchlić i odrobaczyć( oj
          zapchliła mi Czarosława).Wracamy do domu z minami minorowymi, ja to już nie
          powiem jak zdruzgotana...Tośki nikt nie chce, byle komu nie oddam, a Czarek ja
          chce unicestwić.
          Mąż mi się udał i sprawdził w tej okropnie impasowej sytuacji i gada tak: "damy
          rade! zakupimy drugą kuwetę i na czas mojego wyjścia z domu porozdzielam po
          pokojach i odizoluję"
          Kuwetkę zakupiłam,,,,już nie kryta tylko taką podręczną z trixie, ale fajną i
          z nadzieją że Tośka ujdzie żywotem....
          Wracamy do domu a Czarodziej odmieniony, odczarowany, normalny, przyjaźnie
          nastawiony, zaczął wąchać i lizać tego "gnoja" bo chyba stwierdził, że jeśli
          miałby zostać sam i znów ta nuda....
          No ale można coś z tego zrozumieć? i to w takim tempie?
          Tośka jest boska, Czarodziej gentelemn prawie( bo w głupawce gryzie, ale da się
          go opanować), moja rodzina oddycha z ulgą bo nie ma nic gorszego jak obiecać
          komuś dom a potem się ewakuować i wycofac.....
          Potem było wspólne cierpienie bo pańcia( znaczy ja) spryskała frontlinem, a
          takie traumy bardzo zbliżają.....
          no a behawiorysta by podsumował, że to była klasyczna walka o terytorium, miskę
          i miłość.
          ...i tak się cieszę, że nie znalazł się domek dla Tośki. Dla naszej Tośki.
          pozdrawiamy
          moyra_p i oni
          • misia007 Re: nowa kotinka 26.06.07, 15:27
            Moyra dobrze napisane, oj dobrze.razem z Toba balam sie o Toskę,wsciekalam sie
            na Czarka i wreszcie ulga, ze sie polubili.Moje dokocenia nie przebiegaly nigdy
            tak dramatycznie ale jak to sie mówi " od milości do nienawiści jest tylko jeden
            krok" to moze byc wzajemne , ogromne uczucie.Glaski dla uroczej parki.
          • biljana Re: nowa kotinka 26.06.07, 20:41
            jaka fajna historia, super zakonczenie. Moyra_p, swietnie piszesz! Prosze o ciąg
            dalszysmile
            • trawa11 Re: nowa kotinka 26.06.07, 21:49
              Ale fajna historia.I fajnie ,ze tak szybko doszlo ku dobremu.Nasze niby ,juz
              miesiac minal ,ale jeszcze trzeba miec ich na oku.Trudno w tej chwili
              wyczuc ,czy atak potezna lapa w malenka Mizie to forma zabawy ze strony
              Maniusia ,czy tez nie.Jednak ,gdy nas dluzej nie ma w domu to jeszcze koty sa
              rozdielane,dla bezpieczenstwa i naszego spokoju.
              Pisz na biezaco ,jak sie sprawy rozwijaja.
              Glaski dla obu kociejow.
              • moyra_p Re: nowa kotinka 27.06.07, 10:21
                dziękujemy za wysłuchanie historii mojego domu i mojej rodziny,
                dla mnie historia niebywała z uwagi na tempo w jakim ewoluowała i nabierała
                rumieńców.
                Czarek jest znajdą z nieciekawą przeszłością i aby mu "tamto" życie
                wynagrodzić, rozpieszczaliśmy go do granic możliwości, uczłowieczając przy tym
                na całego.Drugiego bowiem kota w naszym domu absolutnie nigdy! w planach być
                nie miało, mało...uważałam że nawet być nie mogło.
                Ale wszystko na tym świecie musi osiągać równowagę by nie przeszło w patologię
                i w momencie gdy zdrowie a nawet życie Czarka zaczęło być pod znakiem
                pytajnika, z powodu jego durnowatych ekstremalnych sportów jakie z nudów zaczął
                uprawiać... w akcie desperacji, w ciągu chwil paru "zorganizowałam" szkraba
                gotowego do wzięcia( płeć nam była totalnie obojętna).
                Sumienie swoje umiodziłam szklaneczką piwka co by rosło nam małe kocie na
                zdrowie ...a tylko nie pogłówkowałam mózgownicą, że Czarodziej może troszku
                cierpieć z powodu mojego jakże szalonego pomysłu i według jego postrzegania
                świata wyszło tak, że wznosiłam sobie z uśmiechem toasty za "strącenie Czarka w
                otchłań niebytu i niekochania" Teraz,po przetestowaniu mnie i mojej do Czarka
                miłości broń została złożona, "gówno' wreszcie przestało być "gównem" a okazało
                się dla niego przemiłą koteczką, której uszka smakują jak najlepsze cuksy a ja
                wreszcie mam normalny ludzki spokój, blaty w kuchni tylko do użytku ludzkiego,
                całe i nie pogryzione palce u nóg,żadnego zmarnowanego kociego jedzenia no i
                najważniejsze....poczucie że chyba dobrze zrobiłam
                moyra_p i oni

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka