Dodaj do ulubionych

Jak wozicie koty z chorobą lokomocyjną?

03.12.07, 09:02
Moje kocie (7lat) tak ma niestety że jak tylko wsiądziemy do jakiegokolwiek
środka transportu to jest rzyganie, kupkanie , sikanie i tak non stop w kółko.
Jak mam go przewieźć na większą odległość - a czasem niestety trzeba - to mam
koszmary już parę dni wcześniej. Próbowałam dawać mu tabletki na uspokojenie
(od weta) ale on skubany czyje że coś się mu podaje nawet w jedzeniu i nie
chce przyjąć, a wtykanie tabletek do pyska kończy się nieszczególnie - i dla
mnie i dla niego smile. jak wy sobie radzicie? czeka nas niedługo trasa 320 km...
Obserwuj wątek
    • salimis Re: Jak wozicie koty z chorobą lokomocyjną? 03.12.07, 10:09
      Jeśli chodzi o chorobę lokomocyjną to zasada jest prosta i taka jak u ludzi.
      Najlepiej przewozić zwierzaka na czczo.Moja kotka też miała chorobę lokomocyjną
      i samochodem jeżdżiła wtedy gdy naprawdę musiała.Lepszym wyjściem wg. mnie jest
      jazda pociągiem.Sprawdziłam.Kotka była spokojniejsza i obyło się bez rewolucji
      żołądkowych.
    • sherman-doberman Re: Jak wozicie koty z chorobą lokomocyjną? 03.12.07, 17:41
      Po pierwsze. zapytaj w aptece lub u weterynarza o spray Feliway.
      zawierający jakieś tam chemiczne namiastki kociego szczę.cia i
      dobrego samopoczucie, Pryskasz do klateczki podróżnej 1 godz. przed
      podróżą i powinno być dobrze, Oczywiście kot na czczo.
      Aliści: kot ma 7 lat. Czy zawsze tak reagował na podróż samochodem,
      czy dopiero od pewnego czasu? Jeżeli to drugie. to galopkiem zrób u
      weta analizę krwi: choroba lokomocyjna, jeśli występuje w
      późniejszym wieku może być przejawem np. problemów nerkowych czy
      schorzenia dróg moczowych,
      Moje kocurzysko przez całe życe odwalało podróże samochodowe po parę
      tysiący km. aż nagle zaczęły się takie numery z wymiotami,
      siusianiem i kupkaniem. I potem utrata wagi. Feliway nie pomogło.
      Okazało sią, że wada nerek. Od tego czasu bierze lekarstwo na
      wspomaganie akcji serca i nie ma problemów z podróżą.
      • kasiaa11 Re: Jak wozicie koty z chorobą lokomocyjną? 03.12.07, 19:49
        U mnie sytuacja była podobna, po półgodzinnej podróży, kot był do
        prania. Raz zdobyłam się na odwagę i zamiast do klatki, kota na
        smyczy i na kolana. Może to i niebezpieczne w razie wypadku ale
        mniejszy stres dla kota i dla mnie. Raz tylko kotka zwymiotowała,
        wierci się co prawda, trochę miauczy, trochę się poprzytula i podróż
        mija. W klatce jeździ tylko wtedy, gdy muszę ją przewieźć samochodem
        sama.
    • hakdil Re: Jak wozicie koty z chorobą lokomocyjną? 17.12.07, 19:26
      Mój Leoś kiedy był mały,jezdził z nami nawet na dłuższe trasy(ok.100
      km).Pozniej zaczęły sie problemy.Jak tylko znajdzie sie w aucie-
      potwornie sie slini,wymiotuje(jesli nie jedzie na czczo i musi miec
      dosyc długa przerwę w jedzeniu,by nie zwymiotowac).Nie
      sika,nie "kupkuje".Podróż jest uciązliwa i dla nas i dla niego.W
      sezonie wiosenno-letnim jezdzimy na wieś co weekend,Leo razem z
      nami,niestety.Pocieszające jest to,ze chwilę po podróży kot czuje
      się dobrze.
      Proponuję tabletkę rozgniesc na proszek i zmieszac z odrobina np
      smietany i smarowac tym pyszczek kota.Ja tak co dzień podaję swojemu
      psychotropy.
      • ashton Re: Jak wozicie koty z chorobą lokomocyjną? 24.10.08, 08:47
        Moje maleństwo wytrzymało tylko pół godziny w samochodzie sad górą i dołem
        poszło, że tak powiem. Jakoś wróciliśmy, kociamber został sam na dwa dni w domu,
        bo wyjazdu nie dało się przełożyć. Sąsiad niby zaglądał, ale i tak kot mało nie
        zwariował jak przyjechaliśmy z powrotem... Spytam weterynarza o jakieś środki
        zapobiegawcze, Iśka jeszcze tabletek nie brała więc nie wiem czy da sobie ją
        zaaplikować... zobaczymy. Już wolę żeby kociamber się przemęczył w aucie niż sam
        zostawał...
        • mary4 Re: Jak wozicie koty z chorobą lokomocyjną? 24.10.08, 10:22
          moze mam za male doswiadczenie aby sie wypowiadac ale powiem tylko
          ze kot od malego musi jezdzis autem lub innymi śrdkami lokomocji,
          np; moja Cleo jako znajdka bardzo chora jezdzila z 1-wsza
          włascicelka do weta okolo 20km 1lub2 razy dziennie, zawsze w
          transporterze zamknieta, dzis juz u mnie sama jak widzi transporter
          to wchodzi i w aucie nawet jak otworzymy drzwi to przejdzie sie
          owszem ale wraca do srodka i kota nie ma... natomiast Rami półdziki
          kotek z podworka nigdy nigdy autem, to efekt tylko taki ze z
          transportera juz w aucie wali łapkami w drzwi i miaałczy okrutnie
          (dostał wielka klatke ale to nie pomaga) a Cleo obok cisza, po
          wypuszczeniu zwiedza auto i miaczy, a na rekach wierci sie i jest
          cichszy...ale i tak upierdliwy wink nawet wizyta u weta 6km to powod
          do duzego darcia sie....
          na szczescie qpki i inne nie są robione (na dłuzsze trasy niż 30km
          nie jechalismy)
          • salma75 mary4... 24.10.08, 10:49
            No chyba faktycznie nie masz doświadczenia wink.
            Najpierw powiem tak - od dziecka bardzo dużo podróżowałyśmy z rodzicami, obie z
            siostrą. Praktycznie codziennie autem na krótszych trasach, 1-2 razy w miesiącu
            przez pół Polski. Obie od zawsze chorowałyśmy na chorobę lokomocyjną. Jakoś nie
            przywykłyśmy mimo częstych podróży wink.
            Przyczyna choroby lokomocyjnej jest brak współpracy między obrazami, które wzrok
            odbiera, a pracą błędnika. Albo ktoś to ma albo nie ma. I analogicznie jest u
            zwierząt.
            Mam 4 koty, podróżują z nami raz częściej raz rzadziej...3 nie mają
            najmniejszych problemów z jazdą, dla jednego droga w aucie to koszmar sad. Pare
            zakrętów i mamy w pakiecie wymioty (jak jest na czczo to choć śliną), kupka i
            siuśki pod siebie. Kot jeździ ze mną od maleńkości, nawet więcej niż pozostałe
            kociszcza. No i za nic przywyknąć do jazdy samochodem nie chce. Twoja teoria
            mary nie sprawdza się smile.
            Do autorki wątku - wyjścia są dwa: albo kot i Wy w aucie będziecie musieli się
            przemęczyć, albo coś bardziej humanitarnego - nauczysz się podawać kotu tabletki
            uspokajające. 99% kotów nie tknie jedzenia, w którym jest jakiś lek. To nie jest
            metoda na podawanie medykamentu! Tabletkę, najlepiej obtoczoną wcześniej w
            zmrożonym masełku należy podać kotu bezpośredno do pyska, a właściwie do gardła.
            Siadasz za kotem, rozchylasz mu pychol wkładając palec (może być czymś owienięty
            jeśli kot jest narwany i dziabnąć może...)z boku mordki kota i wpychasz maślaną
            kulkę do gardła. Zamykasz mu paszczę przytrzymując chwilę i głaszcząc przełyk,
            aż poczujsz, że przełknął. Voila!
            To naprawdę jest proste.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka