Dodaj do ulubionych

w poczekalni u weta...

06.09.08, 19:14
wpadl pan z rozwianym wlosem, ze kot byl rano kastrowany, pogorszylo
mu sie i umiera. przepuscilam go i siedzialam zdenerwowana. okazalo
sie, ze kot....usnal, odsypial zabieg, byl jeszcze spiacy po
narkoziebig_grin

za chwile przyszedl 2 pan. z malutkim kotkiem na rekach (bez
kontenerka, a przyjechal samochodem!). powiedzial, ze jak zona byla
w ciazy, to musieli oddac kotka, a teraz sobie wzieli innego.

gul mi skoczyl, dobrze, ze nadeszla moja kolej i weszlam do weta.
Obserwuj wątek
    • joan_k Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 19:21
      Niewiedzę (przypadek nr 1) mogę jeszcze wybaczyć, ale okrucieństwa
      (przypadek nr 2) NIE uncertain Potem się nieumiałki nasłuchają, jak to od
      kota może się dziecko alergii nabawić i kolejny w odstawkę ..
      wrr.. mnie też ciśnienie podskoczyło
      • mary4 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 19:32
        Przykład pierwszy normalnie życia (każdego może to spotkać wink)
        a drugi: o Boże ludzie zawsze chyba będą żyli w dziwnych zabobonach
        smutne....żeby tylko chcieli słuchać to byśmy im wyjaśniali co z ciążą i kotkami
        ....
        • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 20:14
          obgadalysmy faceta z wetka - mama niemowlaka pozostawionego na
          pastwe 2 kotow. co se pogadalysmy, to nasze. dlaczego ludzie czesto
          sa przekonani o swojej slusznosci w sprawach, o ktorych nie maja
          pojeciasad
          • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 20:37
            hmm, no to ja tak zadziornie:
            - spytałas komu oddał kotka?
            - spytałas jaki był dokładnie powód oddania?

            i pytanie bardziej osobiste- masz dzieci?

            zanim zaczniecie faceta mieszac z błotem, warto by sie tego dowiedziec. Ciaza to nie choroba, ale sa różne sytuacje. Ciąża bardzo osłabia i uwrazliwia organizm kobiety, i czasem trzeba wybrac, chociaz wybory sa bardzo trudne.
            Ja np musiałam oddać swojego psa. Bo uaktywniła mi sie jakas alergia. Dusiłam się, miałam plamy, wysypkę, potem spadały mi wyniki. Ja- która nigdy na nic nie chorowała i zawsze, od urodzenia, wychowywała się ze zwierzetami. Zaszłam w ciążę i wszystklo stanęlo na głowie. I wybrałam moje dziecko, psa oddałam. Pewnie zostanę tu publicznie zlinczowana.

            kot- moich rodziców- niestety musiał zmienić dom. Ponieważ okazało się, że moja córka ma astmę, i bardzo silna reakcję alergiczną na koty. Ma atopowe zapalenie skóry, i każdy kontakt z moimi rodzicami (nie mowiąc o samym kocie) kończył się wysypka i bąblami.
            Wybralismy nasze dziecko, kot musiał zmienić dom.

            Życie płata różne figle. I różne sa sytuacje, które osobom postronnym wydają się durne.
            Nie chce nikogo tłumaczyc, ale nie osądzajcie ludzi pochopnie. Bo może postąpił tak z głupoty i niewiedzy, a może mieli ważne powody, i taka decyzja wcale nie była dla nich łatwa.
            Dla mnie nie była. Poszukałam zwierzakom super domków, opłakiwałam je bardzo, ale musiałam. Nie było wyjścia.
            Dziś corka ma 6 lat, z alergii wyrasta, i znów mamy zwierzęta w domu.
            • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:06
              nie, nie spytalam, a na pytania osobiste nie bede odpowiadac. ale
              czlowiek, ktory przyjechal samochodem z 3-miesiecznym kotem na
              kolanach, jakos mi sie nie jawil jako odpowiedzialny gosc, ktory
              oddal kota, bo zona sie dusila. i ty doskonale wiesz, ze WIEKSZOSC
              ludzi oddaje podczas ciazy koty z innych powodow, niz ty wymienilas.
              wiesz, czy nie wiesz?
              • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:13
                ja nie oceniam ludzi, których nie znam.
                a ciąża- tu niestety wiekszośc winy lezy po stronie lekarzy. Sama się nasłuchałam, na kazdej niemal wizycie, że robie to na wlasną odpowiedzialnośc itp. Koty nie mają łatwego zycia przez tą nieszczęsną toksoplazmozę. A lekarze, zamiast uświadamiac pacjentki, straszą je.
                • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:18
                  a nie zauwazylas wiekszosci postow pt "jestem w ciazy, musze oddac
                  kota", mimo, ze nie dzieja sie te dusznosci, ktore tobie sie
                  przydarzyly? moze ja mialam szczescie do madrych wetow, ale wszyscy
                  mowili zupelnie cos innego o ciazy, kocie i toksoplazmozie.
                  • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:28
                    nie, gdzie te posty?
              • the_dzidka Re: w poczekalni u weta... 07.09.08, 22:56
                > czlowiek, ktory przyjechal samochodem z 3-miesiecznym kotem na
                > kolanach, jakos mi sie nie jawil jako odpowiedzialny gosc

                Siliana, a jeśli to była nagła sytuacja?
                Wiecie, że ja mam dwa kotki, i mamy dwa KOTenerki smile, i jak sobie
                wyobrażam - chcąc nie chcąc - różne sytuacje kryzysowe, to owszem,
                zakładam, że może się zdarzyć coś takiego, że złapię kota na ręce i
                pobiegnę z nim do samochodu nie tracąc czasu na włożenie go do
                KOTenerka. Zwłaszcza, jeśli kotąg mdlałby mi na rękach.
                Wolę wtedy wieźć kotąga na kolanach, i go uspokajająco głaskać, niż
                zostawić go na siedzeniu pasażera. Może być tak, że facet po prostu
                nie zdążył KOTenerka nabyć.
                Dla mnie fakt, że facet wiózł kota na kolanach, bo nie miał innej
                opcji, podnosi jego obraz w moich oczach.
                • annb Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 08:27
                  nie cwicz wyobrazni
                  wiele razy sie zdarza ze kot w panice ucieka
                  wystarczy jeden pies ktory wyskoczy zza rogu
                  mam dwa kontenerki
                  jeden jest dyzurnie zlozony
                  na wszelki wypadek
                  ja nie mowie ze mnie sie nic nie zdarzy
                  ale chce zminimalizowac ryzyko ucieczki
                  za duzo widzialam/czytalam/slyszalam
                  a co do faceta
                  no skoro przy drugim kocie nie zdazyl nabyc kontenerka to ja
                  podtrzymuje to co o nim napisalam
                  i jeszcze co do kolan
                  prowadze
                  nie moge ryzykowac ze z powodu paniki kota na kolanach spowoduje
                  wypadek
                  bo wtedy reszcie grozilby schron a tego chcę uniknąc
                • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 19:32
                  gdyby to byla nagla sytuacja, to nie zamieszczalabym tego posta, tak?
                  matko, no juz taki glupkiem nie jest. chwile jego slowotoku
                  sluchalam, pisalam o tym.
            • annb Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:09
              gdybym musiała oddac kota z powodów niewiadomojakich to nie
              rozgłaszałabym w poczekalni ze jednego oddałam a teraz mam nowego
              abotak.
              IMHO pan jest kretynem a kota traktuje jak zabawkę
              bywa
              nie on pierwszy i nie ostatni

              jutro zona zajdzie w druga ciaze wiec go oddadza a pozniej wezmą
              nastepnego
              bywa
            • capuccino_days Re: w poczekalni u weta... 12.09.08, 09:46
              też mam wrażenie, że należało faceta przepytać, z jednej strony żeby się dowiedzieć dokładnie, jaka była sytuacja, z drugiej, żeby pokazać, że to nie jest normalne, że zwierzęta się wymienia jak zabawki (jeśli tak było)
              napisałaś też, że sobie go z wetką obgadałyście - ona też powinna jakoś się tu ustosunkować. Ja rozumiem, że gabinet to biznes, ale niektórzy ludzie, jeśli nikt im nie pokaże, jak traktować zwierzęta, to się nie nauczą sami - może to moja naiwność, ale chyba warto spróbować
              • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 12.09.08, 19:39
                wetka powiedziala, ze baaardzo czesto bez uzasadnienia ludzie oddaja
                kota w ciazy. zdaje sie, ze nie pytaja weta o rade. a sama wetka
                wlasnie wrocila z macierzynskiego, a w domu ma koty.
                • capuccino_days Re: w poczekalni u weta... 13.09.08, 12:21
                  ja to rozumiem, zakładałam, że ten pan wszedł do gabinetu po Tobie i lekarka powinna ten temat poruszyć

                  mam takie bardziej ogólne założenie, że w takich wypadkach otwieram szeroko oczy i pytam się, ale dlaczego, a co się stało, jaka straszna rzecz ich spotkała, że tak musieli ...
                  nie zamierzam pozwalać, żeby w takich sytuacjach ktoś zakładał, że postąpił normalnie, bo to nie jest normalne i może być usprawiedliwione tylko jakimiś poważnymi powodami - np. tak jak u Coronelli

                  to że my się tutaj pooburzamy lub napiszemy kilka emocjonalnych postów, mało pomoże, niestety
                  • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 13.09.08, 14:46
                    wszedl do 2 gabinetu.
      • wladziac Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 19:34
        niestety pewna część ludzi traktuje koty/psy jak milusie zabawki,a
        jak zjawią się problemy to wiadomo co robią,zapominając że życie
        jest mściwe jak to się kolokwialnie mówi
      • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 20:50
        od kota dziecko może nabawic sie alergii, może urodzić się z alergia, która ujawni sie przy kocie. Może miec duszności, zapaści i inne atrakcje, własnie od kota. niestety. sierśc i odchody kocie to jeden z silniejszych alergenów.
        poza tym jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo- toksoplazmoza. Jesli zarazi się nia kobieta w ciaży, bardzo prawdopodobne jest uszkodzenie płodu, wady płodu, albo smierć płodu w łonie matki.

        taka jest prawda, a nie wymysł nieumiałków.
        Kobiety, które mają koty od dawna, mają naturalne przeciwciała przeciw toksoplazmosie. I im nic raczej nie grozi. Ale będąc już w ciąży, nie powinno sie brac kota. Albo brac, ale rygorystycznie przestrzegac zasad higieny (sprzatac kuwetę w rekawiczkach).
        Smutne jest to, że lekarze o tym nie informują, i nie uczą jak postepowac ze zwierzętami. Więc nic dziwnego, że matki sie boją. W końcu dziecko dla matki jest najwazniejsze.
        • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:10
          ci, co oddaja koty z powodu tej strasznej toskoplazmozy, jakos nie
          robia sobie i kotu badan w tym kierunku. w czasie ciazy nie oddaja
          na poczet ewentualnej przyszlej alergii.

          a jesli chodzi o nabycie przeciwcial z powodu dlugiego posiadania
          kota, to jest to zwyczajnie nieprawda. wiekszosc kotow nigdy nie
          miala doczynienia z toksoplazmoza. madry wet powie, ze t.latwiej sie
          zarazic od jedzenia (miesa, bulki niezafoliowanej, narazonej na
          dotykanie), niz od kota. mi to powiedzial madry wet.
          • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:20
            s
            > a jesli chodzi o nabycie przeciwcial z powodu dlugiego posiadania
            > kota, to jest to zwyczajnie nieprawda. wiekszosc kotow nigdy nie
            > miala doczynienia z toksoplazmoza. madry wet powie, ze t.latwiej sie
            > zarazic od jedzenia (miesa, bulki niezafoliowanej, narazonej na
            > dotykanie), niz od kota. mi to powiedzial madry wet.


            no własnie nie zupełnie tak jest,
            "ocenia się, że w Polsce 70 % kotów jest zarażonych tym pasożytem. Wśród ludzi przeciwciała anty toxoplazma gondi w naszym kraju stwierdza się u około 50% populacji, co jest równoznaczne z częstością występowania tej choroby."

            zle napisałam poprzednio, nie chodziło mi o długie posiadanie jednego kota, ale o częsty kontakt z kotem.

            Mądry wet wie duzo mądrych rzeczy, ale kobiety nie chodzą do wetów.



            • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:22
              > Mądry wet wie duzo mądrych rzeczy, ale kobiety nie chodzą do wetów.

              kobiety majace kota nie chodza do wetow, tylko wola oddac kota? na
              taki argument to pozostaje opad rak. coz jeszcze dodac.
            • annb Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:23
              kobiety chodza do ginekologow
              mnie ginekolog powiedzial (gin. z tytulem doktora, zeby_nie_bylo)
              ze szybciej sie zaraze tokso od niedokladnie umytych truskawek niz
              od moich regularnie odrobaczanych kotow
              • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:24
                no wlasniesmile
    • biljana Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 20:38
      siliana1 napisała:

      > wpadl pan z rozwianym wlosem, ze kot byl rano kastrowany, pogorszylo
      > mu sie i umiera.

      wole takie reakcje niz obojętność. Sama się z siebie śmieję, jak dzwonię do weta
      , że kot kichnął i jak go ratowac wink


      > za chwile przyszedl 2 pan. z malutkim kotkiem na rekach (bez
      > kontenerka, a przyjechal samochodem!). powiedzial, ze jak zona byla
      > w ciazy, to musieli oddac kotka, a teraz sobie wzieli innego.

      tacy nie powinni miec prawa do posiadania zwierzęcia. niech sobie pluszaka
      kupia, skoro potrzebuja zabawki...
      • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 20:44

        > > za chwile przyszedl 2 pan. z malutkim kotkiem na rekach (bez
        > > kontenerka, a przyjechal samochodem!).



        ja tez wchodzę do weta z kotkiem na ręku, jesli jadę z jednym. Kontener mam w samochodzie, a jak dojezdzam, wyjmuje i trzymam na reku. Zwierzak się boi, i wole go przytulic i schować za kurtke, niz trzymac w klatce, samego. Nie wiedziałam, że może to byc odebrane jako głupota.

        • mist3 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 20:51
          Ja z kolei sobie tego nie wyobrażam - moja kotka też się rzuca w kontenerze, ale
          z drugiej strony jest tam dobrze zamknięta. Jakbym ją miała w rękach czy pod
          kurtką to zawsze mogłaby się wyślizgnąć i uciec (jakiś nagły hałas, szczeknięcie
          psa - różnie to może być) - aż mi się słabo robi na samą myśl....
          • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 20:55
            ale koty sa różne. Franka, dorosłego, tez biorę już w transporterze, ale maluchy zawsze na ręku. One, wystraszone, tula się i chowają, jestem pewna, że nie uciekną.
            • annb Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:05
              wszystkie koty zanosze do weta w transporterze
              w poczekalni tylko kosme wyjmowalam i kładłam sobie na ramionach
              ale wiedziałam ile ryzykuje
              nawet jakbym miałą kota za przeproszeniem boidupe tez bym go nosila
              w transporterze
              dlaczego?
              bo wystarczy jeden dresdog z panem bezmozgiem ktory kota wystraszy i
              szukaj wiatru w polu
            • zazaz3 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:12
              A my byłyśmy u weta we wtorek.Kocie powiększyły sie gruczoły sutkowe
              7 i 8.Kota w kotenerku,w poczekalni bokseropodobny pies(z
              Panem).Pies zaszczekał-kota zamiauczała-zawyła!-PIERWSZY RAZ w
              swoim 4-letnim żywocie.Pan powiedział,że zaczeka na zewnątrz,bo
              piesio nie lubi kotów.Były 2 stanowiska,2 lekarzy,Pies z Panem byli
              pierwsi.Dziękuję za współczucie dla koty,która z przerażenia aż
              zamiauczała.Na szczęscie to tylko tłuszcz-ale zachowanie Pana-
              bezcenne.
              • zazaz3 Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 11:23
                Wykasujcie mnie stąd,proszę.Napisałam posta,kiedy dyskusja nie była
                jeszcze rozwinięta,a teraz wygląda na jakiś post schizofrenka.
            • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:21
              chyba jestes z tych nieprzekonywalnych. przechodzilam z miesiecznym
              szkrabem przez kuchnie, a 2 osoba odpalala kuchenke gazowa. kot
              zareagowal na zapach gazu tak, ze zwial, a ja mialam na ciele krwawy
              slad pazurkow. a gowniarz nie wazyl nawet kg. ten zapach gazu byl
              takim nieoczekiwanym wydarzeniem.
        • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:16
          coronella, co ty chcesz udowodnic za wszelka cene?smile fakt, ze nie
          spytalam, ale jestem pewna, ze panstwo nie oddali kota z powodu
          dusznosci zony w ciazy, tylko toskoplazmozy, o ktorej nie maja
          pojecia. wiele takich postow sie pojawia. do dzis tez sa ludzie,
          ktorzy mysla, ze kot rzuca sie w nocy na grdyke.

          ja widzialam, jak ten pan przyjechal. nie wyjal go z kontenerka,
          nawet powiedzial, ze go nie ma. a tobie radze tego nie robic, bo
          czasem nagle cos huknie i przytulony do ciebie kot zerwie sie tak
          nagle, ze go nie utrzymaszsad mi sie zdarzalo w domu, ze glaszcze
          spiacego kota na kolanach, nagle cos za oknem huknelo i kot w
          mgnieniu oka znalazl sie w 2 pomieszczeniu.
          • coronella Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:27
            nic nie chce udowodnić.
            napisałam tylko, ze ja nie widze szczególnych powodów, by tak obgadywac ludzi. Za to, że przyniósł kota na reku został nazwany głupkiem? Nie lubie obgadywania, i pozwoliłam sobie wyrazic inna opinię. To wszystko.
            • annb Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:31
              mozna nazwac dosadniej
              jak mu ucieknie
              wezmie nastepnego
              w sumie ma w tym praktyke
            • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:55
              o glupocie i glupku piszesz w tym watku tylko ty.
        • zwierze_futerkowe Re: w poczekalni u weta... 07.09.08, 21:48
          coronella napisała:

          > ja tez wchodzę do weta z kotkiem na ręku, jesli jadę z jednym. Kontener mam w s
          > amochodzie, a jak dojezdzam, wyjmuje i trzymam na reku.

          Zaraz zaraz... dopiero co pisałaś, że Twoje dziecko jest uczulone na koty i że
          "wybrałaś dziecko", a teraz opisujesz, jak wnosisz koty do weta? To w końcu masz
          te koty czy nie?

          A co do pana, którego tak bronisz, to owszem, zdarzają się sytuacje, kiedy kota
          trzeba oddać ze względu na stan zdrowia któregoś z domowników - ale czy
          zwróciłaś uwagę, że on po oddaniu jednego kota WZIĄŁ SOBIE DRUGIEGO? Gdyby w
          domu było dziecko z alergią, to chyba by nie brał, nie? I dlatego ja też uważam,
          że jego postępowanie było co najmniej nieodpowiedzialne. Żeby nie powiedzieć:
          świńskie.
      • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 06.09.08, 21:12
        ja oczywiscie tez wole takie reakcje. ja sie bardzo zdenerwowalam, a
        pan psioczyl na weta. final w tej sytuacji byl zabawny.
      • uli Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 11:46
        Ja to sobie myślę, że dobrze że ten chłop oddał kota a nie np wyrzucił do lasu...
        • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 19:34
          a wiadomo, gdzie oddal? jesli do schroniska, to juz pewnie kota nie
          ma. jakby kota oddal do lasu, to mozna powiedziec, ze dobrze, ze nie
          zabil. i tak w kolko macieju.
          • uli Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 22:13
            No w sumie nie wiadomo. Jakoś nie przyszło mi do głowy, że można oodać kota do
            schroniska. Może to zły nawyk wierzyć jednak w pozytywniejszy wariant zdarzenia
            - tego nie wiemy.
            Ja to bym go chyba spytała. I powiedziała, że ja bym tak nie umiała. Niech nie
            myśli, że to normalne.
            I to prawda - zabobony robią swoje. Mnie trafił się cudowny położnik i cudowny
            wterenarz, którzy nie dość, że uwazali, że wegetarianizm + ryby są ok nawet w
            ciąży (wtedy nie jadłam mięsa) i mówili, że koty i toksoplazmoza to jest w
            naszym regionie bajka. Domyślam się jednak, że nie wszyscy lekarze tacy są.

            Może jednak nie warto wieszać na chłopie wszystkich psów z okolicy niewile
            wiedząc. Owszem, chłop z żoną serca do zwierząt nie mają, ale może kot wylądował
            (nareszcie) u jakiejś dobrej duszyczki. A może nie. Nie wiemy tego więc po co
            się nakręcać. Bierna agresja nic nie daje, z ludzmi trzeba rozmawiać.
            Wet powinien zwrócić mu uwagę, że kota nie powinno się wozić bez transportera.

            Pozdrawiam
            • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 19:45
              tak, z ludzmi trzeba rozmawiac. tylko ze obok panikowal pan, ktoremu
              rzekomo kot umieral, a ja siedzialam z kotem z zapaleniem krtani.
              koles od oddanego kota gadal jak kataryna i tyle jego. a jak zaczal
              mowic o tej ciazy, to przyszla moja kolej i weszlam do gabinetu.
    • sundry Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 11:33
      Obydwa moje koty nigdy nie widziały kontenerka,a wizyt u weta już trochę zaliczyły.
      • basia_2804 Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 12:40
        nigdy nie wiozlam kota do veta bez kontenera, wioze go zawsze sama
        samochodem. Pomijajac juz ze kot moze nawiac, to co byloby gdyby mi
        wlazl miedzy/ pod pedaly? Przeciez to gotowy wypadek i zagrozenie
        nie tylko dla mnie i kota, ale tez dla innych ...
        • lidia1001 Re: w poczekalni u weta... 08.09.08, 13:51
          Też nie wyobrażam sobie nie wpakować kota w kontener. Kiedyś
          jechaliśmy do rodziców i wzięliśmy Zuzię w uprząż. Po drodze w
          środku pola, przy lesie popsuł nam się samochód i przyjechał kolega.
          Przenosiliśmy Zuźkę z auta do auta i przejechał jakiś samochód.
          Wpadła w taki szał, wyswobodziła się z uprzęży i zwiała. Na środku
          pola, przed kołami samochodów, jeszcze raz przez ulicę i na wysokie
          drzewo. Prawie dostaliśmy zawału i ona pewnie też. Nie było z nią
          kontaktu zupełnie. Trzeba było wleźć na drzewo (dobrych kilka
          metrów) i ją ściagać. Pogryzła nas wtedy tak, że dostaliśmy
          antybiotyki. I tak oto przez własną głupotę prawie ją straciliśmy.
          Do teraz nie mogę sobie wybaczyć, że tak ją naraziłam. Nigdy więcej
          bez kontenera!

          Nie wyobrażam sobie, żebym miała oddać moje koty. Toxo można się
          szybciej zarazić grzebiąc w ogródku, bo przecież nie usuwamy kupek z
          kuwet rękami. Nie dajmy się zwariować!
      • siliana1 sundry 08.09.08, 19:36
        jak je przewozisz?
        • joan_k Re: sundry 08.09.08, 21:30
          Mym skromnym zdaniem, kot jest zbyt zwinny i niezależny, aby
          ryzykować przewóz 'luzem'
        • sundry Re: sundry 09.09.08, 13:07
          Biorę kota na ręce,mama bierze drugiego i siadamy do auta,trzecia osoba
          prowadzi,odległość od gabinetu to jakieś 150 m.Nigdy się nie wyrywają,raz
          próbowałam wpakować Maksa do torby,wszystko było poszarpane,a kot zwiał.Lepiej z
          nimi po dobroci.
          • siliana1 Re: sundry 09.09.08, 19:46
            a jak (odpukac) bedziecie miec stluczke, ostre hamowanie? utrzymasz
            kota wtedy? jak 100 metrow od domu rozbilam glowa przednia szybe w
            wyniku hamowania. kot pewnie by tego nie przezyl.
            • sundry Re: sundry 10.09.08, 10:06
              Nie wiem,czy w przypadku stłuczki kontenerek jakoś istotnie zwiększy szanse
              kota,z tego co widziałam pancerny nie jest..
              • siliana1 Re: sundry 10.09.08, 20:05
                ja tez nie wiem, choc wierze, ze tak. kontenerek zawsze spinam
                pasami.
      • biljana Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 13:23
        moje koty podróżują do weta niestety w kontenerkach. Dwóch. Jeden zawsze
        pożyczamy smile
        Nasz kontenerek jest plastikowy z zamykaną metalową klatką jak Bóg przykazał.
        Natomiast kontenerek pożyczany jest wiklinowysmile
        Pierwszy raz jak do weta jechały oba na szczepienie, to postanowiłam, że Gucio
        pojedzie w kontenerku wiklinowym, bo tego drugiego się boi (jeździłam z nim do
        weta swego czasu dwa razy dziennie). No i bez problemu wsadziłam go do tego
        wiklinowego kontenerka, dał się, bo nie wiedział co to jest. No ale w czasie,
        gdy ja zapakowałam do plastiku Majencję, Gucio z wikliny już się był ewakuował
        smile Po prostu rozgiął wiklinowe pręty główką i wyszedł. Wiec nastąpiła
        nieoczekiwana zmiana miejscsmile I koty po wielkich krzykach (Gucio darł japę)
        zmieniły kontenerki. Nigdy więcej podróży do weta z dwoma kotami. Darły się
        jedno przez drugie, nakręcając wzajemnie.
        A w poczekalni Gucio dostał nadzwyczajnego przypływu odwagi i warczał na
        siedzącego na krześle obok yorka (york siedział na kolanach pańcia) Normalnie
        zjechał go od góry na dół, walił w kratki transporterka i miał mord w oczach.
        Biedny pierwszy raz widział psa z tak bliska. A Maja jak to Maja - spała sobie
        pogwizdując leciutkosmile
        • annb Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 13:28
          ja ostatnio do weterynarza zaiwanialam z trzema kotami w dwoch
          kontenerkach
          niestety mamy i trzeciej osoby do prowadzenia nie mam na stanie
          ech zycie wink
          a co do yorka
          dziwisz sie?to nie jest pies
          to taka wyrosnieta mysz wink
          • biljana Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 13:40
            annb napisała:

            > ja ostatnio do weterynarza zaiwanialam z trzema kotami w dwoch
            > kontenerkach

            nad takim rozwiązaniem też myślałam, tzn. żeby dwa w jednym. Ale z powodu
            rozmiarów Mai nic poza nią do kontenerka się nie mieści. Z resztą, one by chyba
            dostały jeszcze większej neurozy niż mają, gdyby musiały jechać razem. Bo wiem,
            one raczej nigdy TAK BLISKO siebie nie siadają... smile

            > a co do yorka
            > dziwisz sie?to nie jest pies
            > to taka wyrosnieta mysz wink

            nie no, to pies jestsmile w dodatku z instynktem terriera! Tylko ludzie robią z
            nich takie nie wiadomo co..
            ale najwyraźniej Gucio podziela Twoją opinię na temat nieszczęsnych yorków, bo
            naprawdę wyglądał, jakby chciał zjeść toto na kolacjęsmile
            • annb Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 13:51
              biljano-to byly te srebrne tymczay
              male toto i lekkie
              i pozdrow gucia ode mnie
          • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 19:50
            w 2 kontenerkach, bo sie nie miescily, czy z innego powodu? bo moje
            3 duze koty mieszcza sie w tym:

            animalia.pl/produkt,3696,50,Imac_Kim_60_60_x_40_x_43.5_cm_.html
            • annb Re: w poczekalni u weta... 10.09.08, 10:15
              bo jednego zostawialam na zabieg
              a dwa wracaly ze mna do domu po szczepieniu smile
        • uli Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 13:44
          Strasznie się obśmiałam z tego nadzwyczajnego przypływu odwagi Gucia big_grin
          Może on ma taki góralski charakter - nudziło mu się w poczekalni to chciał jakoś
          zaczepić, jakieś interakcje, żeby coś się działo wink
          • biljana Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 14:03
            uli napisała:

            > Strasznie się obśmiałam z tego nadzwyczajnego przypływu odwagi Gucia big_grin
            > Może on ma taki góralski charakter - nudziło mu się w poczekalni to chciał jakoś
            > zaczepić, jakieś interakcje, żeby coś się działo wink

            nie ulismile Tak naprawdę mój kot, który ostatnio myśli, że już nie jest duzym
            kotem tylko czymś w rodzaju małego lwa - jest tchórzemsmile))
            Podskakuje i rwie się do bicia jak wie, że nic mu nie grozi (bo np. jest
            schowany w transporterku, albo gryzie mnie, a wiadomo, że ja mu nie oddamsmile
            Psów Gucio się boi strasznie. O czym przeknałam się naocznie. Vis-a-vis naszego
            mieszkania mieszka piessmile A Gucio zawsze jak ktoś wraca do domu ucieka przez
            szparę w drzwiach i leci na korytarz tarzać się po schodach. Do czasusmile Raz miał
            biedak pecha, bo wylatuje sobie spokojnie, a tu nagle otwierają się drzwi z
            naprzeciwka i Gucio staje oko w oko z psemsmile Notabene dużym goldenem albo czymś
            goldenopodobnym bardzo sympatycznym i na smyczysmile
            Boże, jak on uciekał! Odwrócił się na pięcie i zwiewał do domu aż się kurzyłosmile
            Potem przez parę dni miałam spokoj z wycieczkami na klatkę.
            Bardziej niż psów dzielny Guciuś boi się tylko... windysmile
            • biljana Re: w poczekalni u weta... 10.09.08, 10:20
              odwołuję, odszczekuję wszystko co napisałam wczoraj o tchórzostwie Gucia.
              Było spotkanie pierwszego stopnia na korytarzu. Jak zwykle Guciuś uciekał na
              klatkę schodową, a pies wychodził na spacer.
              Gucio zobaczył psa i panika w oczach, ucieka do domu...a tu niespodzianka.
              Zamiast czmychnąć gdzieś pod łóżko, nasz Lew Północy stanął w progu i bronił
              przed psem swego terytorium :_)))
              Bo sąsiad z pieskiem podszedł pod nasze drzwi. A Guciuś na progu bronił wstępusmile
              Zrobił koci grzbiet, stanął bokiem, cały się zjeżył i groźnie prychałsmile Tak więc
              cały wachlarz obronny rozwinął!
              Pies - jak to pies - stał sobie spokojnie i patrzył z miną: ale o co chodzi? smile
              • uli Re: w poczekalni u weta... 10.09.08, 21:50
                Ha - no ja wiedziałam, że on jest jednak góral wink
                • annb Re: w poczekalni u weta... 12.09.08, 10:15
                  brawa dla Gucia
        • siliana1 Re: w poczekalni u weta... 09.09.08, 19:48
          ja dzis bylam sama z 3 kotami. w 1 kontenerku, na szczescie na
          kolkach i z taka raczka, jak maja walizki. ale i tak plecy bola.
    • mirmunn Re: w poczekalni u weta... 10.09.08, 20:20
      hihi
      Maxon tak buczał kiedyś w transporterku, jak zamykałam drzwi do
      mieszkania, że sąsiadka w ciąży leciała z góry po 2 stopnie, bo
      myślała, że jakiemuś dziecku coś się stało (mamy w klatce sam
      drobiazg) a on tak udatnie naśladował, gnojek niemyty i histerikusbig_grin

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka