wpadl pan z rozwianym wlosem, ze kot byl rano kastrowany, pogorszylo
mu sie i umiera. przepuscilam go i siedzialam zdenerwowana. okazalo
sie, ze kot....usnal, odsypial zabieg, byl jeszcze spiacy po
narkozie
za chwile przyszedl 2 pan. z malutkim kotkiem na rekach (bez
kontenerka, a przyjechal samochodem!). powiedzial, ze jak zona byla
w ciazy, to musieli oddac kotka, a teraz sobie wzieli innego.
gul mi skoczyl, dobrze, ze nadeszla moja kolej i weszlam do weta.