barba50
21.04.09, 10:51
Prakseda …
Piszemy z reguły rzeczowo, konkretnie o złapanych kotach, o sterylkach, chorobach, problemach. Na „szarą” codzienność, nieustanne zmagania się z zakupami, szykowaniem, zmywaniem, skradaniem się, wyczekiwaniem z niepokojem na koty, nocnymi powrotami, z reguły nie ma czasu i siły. A jednak czy nasze nocne życie jest szare? Dokładnie przeciwnie. Nie jedną książkę mogłabym napisać z tych moich nocnych eskapad od lat ........ nie pamiętam już ilu.
Podobnie jak Ty, wymykam się ukradkiem z torbami. Obchód zajmuje mi od 1,5 do 3 godzin, rewir nie mały. A nieraz trzeba kilka kółek zrobić bo z psami jeszcze chodzą, bo jakaś młodzież na rogu balanguje i po kotach ani śladu, bo ktoś zaparkował po okienkiem piwnicznymi i dostępu nie ma.
Poznałam chyba wszystkich okolicznych nurków śmietnikowych. Niektórzy bardzo usłużni „może pani latatką poświecić”, „a ta puszeczka jak nie potrzebna, to ja zabiorę”. Miejscowych meneli już dawno przestałam się bać. Nawet pomóc w czymś potrafią, zwłaszcza jak i dla ich psów coś z torby wygrzebię. Okoliczne nocne dzieci (a takich tu dużo, zwłaszcza w wakacje w nocy w podchody się bawią), już przestały wołać za mną „kociara, kociara”. Kiedyś im powiedziałam, że jak chcą mnie podrażnić to niech wymyślą coś bardziej oryginalnego, bo przecież ja jestem naprawdę kociara. Ale jak wielka była moja satysfakcja, jak jeden z chłopaków kiedyś zapytał mnie czy mogę jego rudzielca wykastrować bo strasznie w domu śmierdzi. Potem po drodze od o weta poszliśmy na lody (choć pewnie podrostek wolał by piwo) pogawędziliśmy o sobie „o życiu” Całkiem miły dzieciak się okazał.
Ochroniarze okolicznych apartamentowców w kamerach mnie namierzają „pani to już dzisiaj trzeci raz tu przechodzi, kotki pouciekały?” . Chłopaki nudzą się na służbie, czasem nawet miło zagadają. Odkąd powstały te domy na miejscu bazaru znacznie bezpieczniej się czuję w tamtym rejonie. Miewałam i spotkania z policją czy strażą miejską np. nagle oświetlona reflektorem gdy z klatką-łapką czatowałam w krzakach czy ciemnym kącie stawiałam jedzenie. Chyba jednak na menelkę nie wyglądam, bo najczęściej było to zainteresowanie czy jakaś pomoc nie potrzebna.
Wracam z obchodu często wyczerpana fizycznie i emocjonalnie. Z zazdrością patrzę na okna mijanych domów. W większości ciemno. Śpią już ludki w ciepełku. Gdzie indziej rozbłyska światło telewizora, jakiś filmik leci. A jednak jestem zadowolona. Obowiązek spełniony, brzuszki napełnione. I rekompensuje mi to zmęczeni, często przemarznięcie, przemoczenie, bo wiem, że im gorsza pogoda, tym bardziej mnie te koty potrzebują. A i jeże, i kuny, i nie wiem jakie jeszcze istotki z tej stołówki korzystają.
....
Praksedzie potrzebna pomoc. Miała szansę dostać karmę w tym miesiącu w Krakvecie. Wygrała Agn (Agnieszka Szubert z Torunia prowadząca hospicjum dla kotów). Chcemy pomóc Praksedzie pospolitym ruszeniem. Po 5 - 10 zł. Uzbieramy. Bo to co robi jest wielkie, a choć skromnie o tym pisze wywołuje łzy w oczach.
Wątek pospolitego ruszenia na miau Prakseda - pomagamy i prosimy o pomoc