chaladia
27.10.04, 17:35
Mamy Ramadan. W Polsce zapewne nikt tego nie zauważa, ale dla Expatów na
Bliskim Wschodzie to duuuuże wydarzenie i spore zakłócenie rytmu życia.
Ramadan w kraju arabskim to zawsze niezwykłe przeżycie. Mój pierwszy Ramadan
był w roku 1987 – co oznacza, że wypadł w maju, miesiącu upiornie w Egipcie
gorącym, a ponadto długość dnia była niemal maksymalna, prawie 13 godzin.
Ostatnio Ramadany wypadają późną jesienią i, dzięki temu, są niewątpliwie o
wiele przyjemniejsze.
Jak to zapewne wszystkim wiadomo, w Ramadanie muzułmaninowi nie wolno od
wschodu do zachodu słońca pić, jeść, palić tytoniu. Ponadto (chyba) nie wolno
się podniecać seksualnie. W warunkach temperatur rzędu 40-50°C, zerowej
wilgotności i dnia długości 11-13 godzin to są naprawdę drakońskie warunki
wymagające sporego samozaparcia. Co więcej, zdecydowana większość muzułmanów
musi pracować, żeby żyć. I jest to ciężka praca fizyczna – włącznie z
noszeniem na plecach koszy z betonem na kilkumetrowe rusztowania, ręcznym
kopaniem ziemi itd itp.
Z tych powodów pracę w Ramadanie organizuje się tak, by jak najwięcej
pracować w nocy. Nasze budowy zaczynały funkcjonować około godz. 5:00, gdy
było jeszcze ciemno, przed samym wschodem słońca ludzie opijali się wodą „do
oporu” i potem wytrzymywali do około 13:00. Potem praktycznie już do niczego
się nie nadawali. Za to po zachodzie słońca w mieście odbywała
się „fantazyja”, czyli zabawy i obżarstwo.
Oczywiście my, Chaładzie, musieliśmy się do tego dostosować, poza tym pić i
jeść mogliśmy tylko gdzieś, gdzie muzułmanie nie widzieli. Picie wody w
oczach muzułmanina jest nie tylko nietaktem, ale według mnie prostym
okrucieństwem. Inna sprawa, że mieszkając w Asjut, gdzie jest permanentny
konflikt Koptów muzułmanami często widywałem Koptów ostentacyjnie
popijających lodowatą colę na ulicy i obserwujących z satysfakcją drgające
grdyki muzułmanów. Ale to jest obszar wojny religijnej, która tam trwa od lat.
Tam, gdzie to możliwe, zawsze staraliśmy się zatrudniać nie-muzułmanów, czyli
Koptów w Egipcie, animistów i chrześcijan różnych obrządków w Sudanie. Wtedy
problemy z Ramadanem były ograniczone do minimum.
A teraz niech ktoś dopisze swoje ramadanowe przygody...