Gość: RedaktorTraktor
IP: 188.33.153.*
07.09.10, 09:23
Co tu dużo pisać, Woźniacka szaleje...Pokonała(dość gładko, nie oszukujmy się) jedną z agresywniej grających tenisistek na świecie. Pokonała ją żywotnością na korcie, przygniotła kondycją. Sharapova nie pękła mentalnie. Ona pękła fizycznie. Albo inaczej - nie miała niczego do zaoferowania na korcie w tym właśnie zakresie. Karolcia była dosłownie wszędzie,jakkolwiek i gdziekolwiek grana jej była piłka - odbierała ją, często z dużym zapasem czasu na np.cross po linii. Niemoc w oczach Sharapovej zwiastowała rychły upadek "bogini tenisa", a do bólu irytujące ludzkie skandowanie Maria,Maria,Maria ( niemal jak ze świątyni Pana Ojca Wszechmogącego), tym razem nie pomogło. Nie pomogły także rytuały z wypadem po ściane kortu, wycieraniem brody z potu, czy wznoszenie gałek ocznych wysoko pod niebiosa. Tym razem zatriumfował diabeł, w postaci diabelsko dobrze grającej "zduńszczonej" Polki. Gdyby Radwańska miała taki ładunek energii i podejście do gry, byłaby zaiste "indivisible"...Gdyby babcia miała jaja...