Dodaj do ulubionych

Gorące uściski z Damaszku

05.10.05, 16:24
Kochani!!!
Oto już od ponad tygodnia jestem na obczyźnie… tylko czy to jest obczyzna, bo
dla mnie ten kawałek świata jest coraz to bliższy mojemu sercu. Od ponad 3
lat Syria, Damaszek nie są mi obce, więc trudno zwać je obczyzną.

Przeszłam już cały kocioł rejestracji w Instytucie Nauczania Arabskiego dla
Cudzoziemców i obecnie uczęszczam tam na zajęcia. Dostałam się na najwyższe
możliwe poziomy, tj. na 5 i 6. Grupę mam międzynarodową. Oprócz mnie są tu
jeszcze dwie osoby z mojego roku na warszawskiej arabistyce, Hiszpan, Włoch,
Chińczyk, Czeczen, Azer i kilku Turków.

Mieszkam sobie w mieszkanku na Rukn ad-Din, ale w jego dolnej części, lecz
będę tu tylko przez miesiąc, a niedługo rozpocznę szukać czegoś w Mezzeh.

W piątek wyskoczyłam sobie na festiwal na Jedwabnym Szlaku do Aleppo, ale
niestety rozczarował mnie z powodu złej organizacji i bałaganu. Ale sama
wizyta w Aleppo była miła i udana.

Pogoda jest nadal ciepła, po dwadzieścia kilka stopni, czasem trzydzieści.

W poniedziałek zajęcia skończyły się już o godz. 10 (a rozpoczynają się o 9).
Powód? Zaćmienie słońca. Kazano nam szybko iść do domów, nie wychodzić. Wręcz
jak się zatrzymaliśmy, by wypić koktajl owocowy – to mijający nas nauczyciel
krzyknął – „pośpieszcie się, wracajcie do domu, macie tylko 20 minut by się
schować”. Zastanawialiśmy się cóż to za klęska się zbliża, wróciliśmy do
domu, lecz kiedy zaćmienie się rozpoczęło – wyszliśmy na zewnątrz (nasza
polska ciekawość) – myśleliśmy, że skoro aż tak mocno się tym przejmowali –
to będzie u nas pełne zaćmienie, tymczasem było zupełnie jasno. Weszliśmy z
powrotem do domu i w telewizji syryjskiej zobaczyliśmy, że jedynie niewielka
cząstka słońca jest zakryta księżycem. Oczywiście nie rozumieliśmy, czemu z
tego powodu nie mogli kontynuować zajęć i wypędzili nas do domów. Ale wielu
rzeczy nie trzeba tutaj próbować zrozumieć, lecz należy je po prostu przyjąć
do wiadomości.

Wczoraj wieczorem ogłoszono rozpoczęcie Ramadanu. W związku z tym naszym
formowym muzułmanom i muzułmankom chciałabym złożyć życzenia spędzenia tego
miesiąca w jak najlepszej atmosferze. Ramadan wpłynął także na nasz rozkład
zajęć w Instytucie. Normalnie trwają one od 9:00 do 12:30. Z powodu Ramadanu
kończymy pół godziny wcześniej. Też nie widzę większego w tym sensu, ale vide
ostatnie zdanie poprzedniego akapitu.

Będąc w Maroku tęskniłam bardzo za kuchnią bliskowschodnią, która o wiele
bardziej odpowiada mi niż maghrebijska, więc teraz cieszę podniebienie
różnymi pysznymi potrawami.

Pzdrw
Mirka / Amira / Beduinka
Obserwuj wątek
    • tetys Re: Gorące uściski z Damaszku 05.10.05, 16:55
      Hej!
      Tęskniliśmy za Tobą tutaj!
      Baw się dobrze i delektuj podniebienie bliskowchodnia kuchnią :)))
      szkoda że w tym roku festiwal nie zachwycił Cię :(
      Bardzo interesująca opowieść z tym zaćmieniem....


      Pozdrawiam!!
    • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 05.10.05, 17:17
      Cieszę się, że wreszcie się odezwałaś. Wiem, ze natłok spraw, początek
      ramadanu, zaćmienie słońca, księzyca, smakołyki...ale odzywaj się przynajmniej
      raz w tygodniu. My tutaj naprawdę się martwimy!!!
      Czy nadal mieszkasz w HC?
      Pozdrowienia dla przesympatycznych Syryjczyków! Ucz się pilnie!!!
      • tetys Re: Gorące uściski z Damaszku 05.10.05, 17:42
        Gaja ma rację! :)))
        • myszka-ania Re: Gorące uściski z Damaszku 05.10.05, 17:47
          Droga Beduinko!Mamy nadzieje,ze bedziesz opisywac swoje przygody,a przede
          wszystkim obyczaje ludzi.Moze dzieki Tobie poczujemy orientalny klimat.Wczoraj
          bylo obraczkowe zacmienie slonca w Kenii:niektorzy miejscowi sie bali.A to takie
          ladne widoczki.Pozdr.A
          • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 17.10.05, 19:32
            myszka-ania napisała:

            > Droga Beduinko!Mamy nadzieje,ze bedziesz opisywac swoje przygody,a przede
            > wszystkim obyczaje ludzi.Moze dzieki Tobie poczujemy orientalny klimat.

            obiecuje co jakis czas meldowac sie z opisem tego, co sie robie, co sie wokol
            mnie dzieje
        • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 17.10.05, 19:29
          tetys napisał:

          > Gaja ma rację! :)))

          od czasu do czasu
    • samarytanin61 Re: Gorące uściski z Damaszku 06.10.05, 23:59
      Mialem szczescie rozmawiac przez masenger z Mirka kiedy to pisala. Troche
      odbylem z nia mentalna podroz w uliczach ukochanego Damaszku, wspominac sady,
      uliczki i rejony o ktorych mowila. Faktycznie zazdroszcze Cie Mirko i to bardzo
      tym wszykim co masz tam, mam nadzieje, ze i mi przyjedzie jeszcze zobaczyc
      placy zabaw z dziecinstwa ale kto to wie???

      A teraz z melancholyjnego wspomnienia do wyjasnienia sprawy tego zacmienia
      slonca:
      Tak jak wiecie, zawsze zacmienie slonca w metologiach roznych narodow byla
      sprawa wielka nosiaca za soba strach przed gniewem bogow. Ta sama sprawa
      przewedrowala do islamu (przeciz jest on produktem otoczenia). W przykonaniu
      wyznawcow islamu jest to znak od boga, dlatego w takich warunkach sa
      organizowane specjalne modly w meczedach i miejscach kultu.
      Natomiast zaskoczylo mnie to co pisala Mirka o zachowaniu mlodychludzi.
      Pamietam, ze za moje czasy w takich sytuacjach byly odwolane zajecia w klasach
      wlasnie po to, zebysmy wyszli do placu szkolnego i przez przygotowane szklo
      obejrzeli to zjawisko z naukowego punktu widzenia.
      Jakies rok temu toczylem wielki spor z grupa intelegentych Saudyjczykow na
      lamach arabskiego forum nt. zacmienia. Gdyz wkurzylo mnie to, ze ludzie
      wyksztalceni nadal nie potrafia cieszyc sie takim zjawiskim, a prew przeciwnie,
      boja sie i modla sie by nie bylo to zwiastunem nieszczescia. Teraz juz rozumiem
      moj blad. Religyjne tlumaczenie nadal bierze gore. No cos! widocznie tak to ma
      byc.

      Prosba ostatnia do Mirki: tylko deliktuj sie tymi smakolykami, bo jak tak
      bedziesz przez rok jadla bedziesz musiala doplacic do bielity powrotnego za
      nadwage :)))).
      Ciesze sie,ze jestes tam chociaz juz teskne za Toba.
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 07.10.05, 10:26
        Nie tylko Ty tęsknisz, ja również! Ale wiem, ze tam jest bezpieczna. Wierzę w
        gościnnośc tych ludzi, w ich serdeczność, opiekuńczość...Bliski Wschód jest
        wyjątkowy i to dzięki ludziom, którzy tam mieszkają!
      • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 17.10.05, 19:37
        samarytanin61 napisał:

        > Mialem szczescie rozmawiac przez masenger z Mirka kiedy to pisala.

        potwierdzam, ze rozmawialismy
        natomiast nie wtedy, kiedy to pisalam
        wycwanilam sie i pisze to w domu i przynosze na dysku

        Troche
        > odbylem z nia mentalna podroz w uliczach ukochanego Damaszku, wspominac sady,
        > uliczki i rejony o ktorych mowila. Faktycznie zazdroszcze Cie Mirko i to
        bardzo
        >
        > tym wszykim co masz tam, mam nadzieje, ze i mi przyjedzie jeszcze zobaczyc
        > placy zabaw z dziecinstwa ale kto to wie???
        >
        na pewno tak.. zycze ci tego
        ale Syria bardzo sie zmienila od czasu kiedy ja ja znam, a wiec dla ciebie po
        tak dlugiej nieobecnosci bedzie to juz calkiem inny kraj


        > Prosba ostatnia do Mirki: tylko deliktuj sie tymi smakolykami, bo jak tak
        > bedziesz przez rok jadla bedziesz musiala doplacic do bielity powrotnego za
        > nadwage :)))).

        jestes paskudny !!!!!!!

        > Ciesze sie,ze jestes tam chociaz juz teskne za Toba.
        >

        tez tesknie :)))
    • tetys Gorące uściski dla Amiry... 09.10.05, 21:07
      ...przesyła za moim pośrednictwem ;) Akil Tamar!
      • gajasirocco Re: Gorące uściski dla Amiry... 09.10.05, 21:39
        Przesłałam jej info sms-em!
        • tetys Re: Gorące uściski dla Amiry... 09.10.05, 22:24
          Dzisiaj rozmawiałem z nim na yahoo mess., pozdrowiłem go od Mirki, bardzo się
          ucieszył i kazał ją pozdrowić 10 x mocniej :)) Trochę ciężko było mi go
          zrozumieć, bo ja niemieckiego ni w ząb, on angielskiego nie za bardzo ;)))
          bardzo podoba mu się kraj naszych sąsiadów, chociaż w Ramadan mu ciężej -
          wszyscy dookoła nie poszczą :)))

          Pozdrawiam
          • gajasirocco Re: Gorące uściski dla Amiry... 10.10.05, 08:47
            A ja wolę się porozumiewać po niemiecku, nie mogę się przekonać do
            angielskiego, już łatwiej mi w językach tubylców...
          • beduinka Re: Gorące uściski dla Amiry... 03.12.06, 18:39
            tetys napisał:

            > bardzo podoba mu się kraj naszych sąsiadów, chociaż w Ramadan mu ciężej -
            > wszyscy dookoła nie poszczą :)))

            a to niespodzianka, że on pości... to tak chyba z okazji pobytu w Europie :)))
      • beduinka Re: Gorące uściski dla Amiry... 17.10.05, 19:40
        tetys napisał:

        > ...przesyła za moim pośrednictwem ;) Akil Tamar!

        dziekuje bardzo

        pozdrow go ode mnie i internetowo wytarmos za te jego dredy :)))
    • joanna_xx Re: Gorące uściski z Damaszku 10.10.05, 15:11
      Witaj, ale Ci tam fajnie...,no, ale ja tez tam bede w grudniu, wiec moze
      wreszcie sie spotkamy.
      • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 17.10.05, 19:45
        joanna_xx napisała:

        > Witaj, ale Ci tam fajnie...,no, ale ja tez tam bede w grudniu, wiec moze
        > wreszcie sie spotkamy.

        bardzo chetnie
        nie udalo nam sie w Polsce - to niech bedzie w Syrii
    • beduinka Znow pozdrawiam 13.10.05, 19:14
      Moi drodzy,
      Minęły już 2 tygodnie od czasu mojego zamieszkania w Syrii, przede mną jeszcze
      min. 9 miesięcy, lecz pewnie pozostanę na Bliskim Wschodzie dłużej. Przez
      ostatnie dni nie ruszałam się z Damaszku.

      Żyję już swoją syryjską codziennością, rytmem zajęć (5 dni w tygodniu) i
      weekendowego odpoczynku w piątki i soboty. Przyzwyczaiłam się do porannej walki
      o miejsce w serwisie (jeśli nie będziesz się wpychać na siłę, ustępując miejsca
      wysiadającym – to inni chętni do przejazdu wsiądą przed tobą, a ty nie
      pojedziesz).

      Nasza grupa w Instytucie powiększyła się i składa się już z ponad 20 osób, co
      pomniejsza komfort nauki. Mamy w grupie kilku „rodzynków”, którzy zawsze muszą
      zapaść nam i nauczycielce w pamięć. Jest więc pewien Arab z Turcji, który
      twierdzi, że nie może się skupić na zajęciach z powodu włączonego wiatraka,
      mającego na celu choć trochę ochłodzenie temperatury i tak nagrzanej sali
      (umiejscowiona jest po słonecznej stronie), przeszkadza mu, że nauczycielka
      siedzi w cieniu, bo nie widzi dokładnie jej twarzy, że nie może rozczytać co
      ona pisze, że ktoś czyta za cicho, za szybko. Do wszystkiego musi dorzucić
      swoje trzy grosze. Gdy ktoś ma za zadanie ułożyć np. zdanie z jakimś słowem,
      bądź wypowiedzieć się na jakiś temat – to Chalil, choć nie pytany, też
      odpowiada. Dodatkowo jako Arab zna dobrze arabski, ale nie fuchę, tylko swój
      miejscowy dialekt, więc sposób, w jaki mówi jest mieszaniną tego co wyniósł z
      domu i tego, czego się później nauczył.

      Kolejną „wyjątkową osobą” jest Czeczeniec Rasul. Zawsze chce pokazać, że wie
      wszystko lepiej niż inni. Więc co chwila wypomina nauczycielce, że nie
      wspomniała o tym, czy o tamtym – a ona odpowiada mu – oczywiście zgodnie z
      prawdą – że to nie należy do tematu zajęć. Nie przynosi na zajęcia książek ani
      zeszytu. Nie odrabia pracy domowej. Jak ma czytać, to robi to w stylu
      megaolewackim. W czasie zajęć czyta sobie jakąś książkę, odmawia modlitwy,
      przesuwa w ręką różaniec. No i zwraca uwagę na poprawność lekcji (tekstów,
      przykładów gramatycznych) pod względem zgodności z Islamem. A więc np. w jeden
      z tekstów dotyczył użycia w budowie kolei żelaznej w Ameryce wielbłądów i ich
      opiekunów sprowadzonych z Syrii i Egiptu. Najsłynniejszym był Hadżi ‘Ali,
      któremu po śmierci na grobie usypano kopiec i na nim ustawiono pomnik wielbłąda
      i tablicę upamiętniającą zmarłego. Więc to było dla Rasula haram. Na zajęciach
      na temat „inna wa akhawatuha” był przykład „Mężczyzna jest jak lis”. Rasul
      usłyszawszy to zagrzmiał: haram, nie można porównywać ludzi do zwierząt.
      Nauczycielka zmieniła tekst na „Dziecko jest jak anioł”. Rasul jednak także
      odrzucił ten przykład jako niezgodny z islamem.

      Ahmet z Turcji przychodzi na każde zajęcia z Koranem i jak mamy podać na
      zajęciach z gramatyki lub ortografii (np. pisownia hamzy) jakieś przykłady –
      pewnych konstrukcji gramatycznych lub pisowni to szuka ich oczywiście w
      Koranie. Przynosi też ze sobą spis słów z Koranu z ich „adresem”, tj. surą i
      ajjatem i jak poznajemy nowe słówko i mamy użyć je w zdaniu – to zgadnijcie,
      gdzie go szuka. Inny Turek poszedł się nauczycielce pochwalić jaką książkę do
      gramatyki on sobie kupił i poprosił, czy może byśmy wszyscy mogli się
      przerzucić na jego książkę, bo tamta mu bardziej odpowiada. Po odmowie
      nauczycielki – i tak ją przynosi i cały czas próbuje dodawać na zajęciach – że
      u niego jest napisane, tak a tak. Przykładów oczywiście sam nie wymyśla, lecz
      pobiera je z tej książki.

      Kolejną typową przypadłością sporej części naszej grupy jest lizusostwo –
      przodują tutaj uczniowie z Turcji, Iranu, Azerbejdżanu.

      Jeśli chodzi o naszą kadrę pedagogiczną to mamy lekcje z trzema nauczycielkami.
      Pierwsza z nich – nasza główna - prowadzi z nami zajęcia z tekstów, gramatyki,
      ortografii i warsztaty (np. hymn syryjski), druga – czytanie prasy, trzecia –
      rozmowę i literaturę. Dwóch ostatnich jeszcze dobrze nie poznałam, bo mieliśmy
      z nimi po jednej lekcji, natomiast nasza główna nauczycielka to Damascenka od
      pokoleń, pani ok. 50 lat, muzułmanka, choć bez chusty. Lubi sama o sobie dobrze
      mówić, np. „życzę wam byście będąc w moim wieku, tak lubili swoją pracę, jak
      ja, bo wtedy będziecie w niej tak dobrzy, jak ja jestem w swojej. Zobaczcie jak
      mnie energia rozpiera, jaka jestem aktywna, a przecież teraz poszczę, nic nie
      jadłam”. Bardzo lubi pisać i mnóstwo po tablicy pisze, lecz niestety wiele z
      tego nie jesteśmy w stanie rozczytać, bowiem bazgrze jak kura pazurem. Na próbę
      zwrócenia jej uwagi – reaguje: to wy powinniście się przyzwyczaić do mojego
      pisma, ja sposobu pisania nie zmienię, powinniście umieć rozczytać każdy sposób
      pisania, jak nie umiecie mnie rozczytać – to zmieńcie grupę albo wręcz
      zaprzecza, że brzydko pisze.

      Oczywiście nie samą nauką tutaj żyję. A więc wychodzę z przyjaciółmi wieczorami
      do restauracji, kawiarni. Objadamy się pysznym syryjskim jedzeniem, palimy
      nargile, pijemy herbatki, rozmawiając o wszystkim i niczym, słuchając muzyki
      (np. granej na żywo na oud, gdzie muzykowi można podsuwać karteczki z tytułem
      piosenki, jaką chciałoby się usłyszeć) albo opowieści z ust hikawatiego, który
      siedzi w kawiarniach typu Naufura na specjalnym krześle ustawionym na
      podwyższeniu i czyta opowieść, na kolanach ma miecz, którym uderza w
      odpowiednich momentach historyjki w metalowy stoliczek, bądź wywija nim nad
      głowami słuchaczy, którzy też często starają się aktywnie uczestniczyć w
      opowieści.

      Spędziłam też trochę czasu na poszukiwaniu mieszkania i za jakiś czas
      przeprowadzę się do domu w Suk Sarudża, gdzie zamieszkam z Syryjczykiem
      (nauczycielem języka arabskiego), jego włoską dziewczyną, Amerykaninem, Czeszką
      i Duńczykiem.

      U nas nadal cieplutko. Gdy jadę na zajęcia to termometry na mieście pokazują
      ok. 21-23 stopni ok. 8:30 rano, w ciągu dnia ok. 30.

      To tyle na dzisiaj moi drodzy, ale ciąg dalszy opowieści oczywiście wkrótce
      nastąpi.
      • tetys Re: Znow pozdrawiam 13.10.05, 19:27

        Pozdrawiamy Cię równiez cieplutko, chociaz pogoda nie dopisuje :))
      • gajasirocco Re: Znow pozdrawiam 13.10.05, 20:09
        Dzięki, Beduinko za relację! CZekam na więcej i częściej. Gorąco pozdrawiam!
      • sekwana2005 też pozdrawiam 13.10.05, 20:26
        Poznałem juz część Twojej grupy i nauczycieli
        Mam nadzieję, iż nikt nie musi krytykowac mojej ulubionej blondynki...
        trzymam kciuki
        pozdrawiam
        • gajasirocco Re: też pozdrawiam 13.10.05, 20:40
          Komu ma się zwierzyć, jak nie swoim forumowiczom! Czekamy na nastepne pikantne
          opowieści z ławek uniwersyteckich!
    • beduinka weekendowa wycieczka 17.10.05, 19:02
      Najdrożsi!!!

      Pięć dni nauki w tygodniu sprawia, że pozostałe dwa dni – piątek i sobotę –
      pragnę jak najczęściej wykorzystywać na wycieczki poza miasto.

      W związku z tym w piątek wcześnie rano wybrałam się na dworzec autobusowy i
      wsiadłam w autobus do Palmiry (100 SL, 3 godziny). Po dotarciu na miejsce
      najpierw udałam się do Muzeum Sztuki Ludowej (bilet studencki syryjski 5 SL
      [ten kupiłam], bilet studencki 20 SL, bilet normalny 150 SL), gdzie w
      poszczególnych pomieszczeniach dawnej rezydencji osmańskiego gubernatora
      prezentowane są stroje, meble, przedmioty codziennego użytku, biżuteria itp.
      typowe dla ludności Palmiry i okolicznych wiosek, a także dla plemion
      beduińskich tego regionu.

      Następnie zwiedzałam ruiny Palmiry, znane mi już z wielu poprzednich wizyt.
      Jednak z czasem sprzedawcy wszelkich pamiątek czy napojów, wielbłądnicy i
      dzieci dopraszające się bakszyszu stali się bardziej natarczywi niż dawniej.
      Wspięłam się na jedną z wież i stamtąd z góry przyglądałam się dawnemu miastu
      Zenobii. Jeszcze trochę powłóczyłam się po ruinach i wróciłam do miasta.

      Odwiedziłam Muzeum Archeologiczne (bilet normalny 150 SL, bilet studencki 10
      SL), które ku mojej radości zmieniło się na lepsze od czasu mojej poprzedniej
      wizyty, choć zmiany się jeszcze nie zakończyły i piętro nadal poddawane jest
      remontowi, lecz mimo to nie zamknęli całego muzeum lub jego górnej części dla
      odwiedzających, lecz po prostu podziwia się eksponaty w asyście robotników
      przechodzących z drabinami, prętami, stukających, malujących itp. Natomiast
      parter jest już pięknie odnowiony i eksponaty świetnie prezentują się na
      niebieskim i zielonym tle, na które to kolory pomalowano ściany poszczególnych
      pomieszczeń. Kolejną zmianą jest dodanie opisów po angielsku, czego brakowało
      we wcześniejszych latach, i co utrudniało turystom odwiedzającym to muzeum
      zrozumienie wagi i znaczenia podziwianych eksponatów. Zauważyłam, że wystawiono
      także nowe eksponaty, których poprzednio jeszcze nie było, m.in. z wykopalisk z
      lat 2000 i późniejszych.

      Wsiadłam w autobus do Deir Ez Zour (100 SL, 2 godz.) i do miasta przyjechałam
      ok. godz. 18. Na dworcu kazano mi się zarejestrować u policjanta, który był
      bardzo sympatyczny i udzielił różnych rad i wskazówek nt. poruszania się po
      Deir i okolicy, noclegu itp. Później wzięłam taksówkę do hotelu Al-Arabi al-
      Kabir. Taksówkarz odmówił przyjęcia zapłaty za kurs (cena za przejazd z dworca
      do hotelu powinna wynosić ok. 20-25 SL, można też przejść ten dystans na
      piechotę – ok. 2 km). W hotelu okazało się, że nie było wolnych pokoi
      jednoosobowych, były tylko dwuosobowe i właściciel chciał mnie skasować jak za
      2 osoby i nie chciał obniżyć ceny. Udałam się więc do sąsiedniego Hotelu Al-
      Jamia Al-Arabiyya. Hotel może nie prezentuje się dość dobrze, ale zarówno
      właściciel, jak i pracownik Yasser są bardzo uczynni i mili i starają się
      służyć gością wszelką pomocą. Dostałam pokój jednoosobowy za 200 SL (dwuosobowe
      są za 400 SL) z umywalką i wiatraczkiem wiatraczkiem sufitu. Łazienki i
      ubikacje są na korytarzu. Chociaż budynek i meble hotelu mają już swoje dobre
      czasy dawno za sobą, to hol, pokoje i łazienki są czyste. Właściciel każdemu
      gościu tłumaczy rozmieszczenie poszczególnych miejsc w mieście, a także daje
      porady odnoście wyjazdu do Mari i Dura Europos. Wychodzę na miasto w celu
      znalezienia czegoś do jedzenia. Kilka czynników: piątek wieczór, ramadan i
      prowincjonalne miasteczko, sprawiają, że okazuje się, że wszystkie miejsca są
      zamknięte (oj przepraszam – co chwilę natykam się na cukiernie i stragany ze
      słodyczami, ale nie mam ochoty na oblane miodem przesłodkie zasłodkie słodycze
      czy też kremiaste torty. Spędzam sporo czasu na poszukiwaniu czegokolwiek i jak
      wyszłam z hotelu głodna, tak i głodna do niego wracam. Tymczasem jestem
      częstowana herbatą i prowadzę pogawędkę z właścicielem hotelu. Yasser,
      pracownik, oferuje, że ma jedzenie i chce mi je oddać na kolację. Dostaję tackę
      z pieczonym kurczakiem i chleb pita. Oczywiście moja propozycja zapłacenia za
      tę kolację spotyka się z odmową (tak naprawdę przenocować też mnie chcieli w
      hotelu bez zapłaty, ale na to się już nie zgodziłam). Siadam do telewizji
      włączonej na kanał Al Dżazira. Oglądam wiadomości, a chwilę później pojawia się
      zajawka programu nt. uchodźców palestyńskich w Libanie, który ma być wkrótce,
      więc uruchamiam swoje wici, by za pomocą smsów i innych środków komunikacji
      dotarła do znajomych prośba nagrania tego programu i udaje się ; - )))).

      Rano pakuję się i opuszczam hotel. Decyduję się pospacerować po suku
      wypełnionym ludźmi przybyłymi z okolicznych wiosek, a także terenów pustynnych,
      by coś kupić czy sprzedać. Dostrzegam wiele podobieństw w ubiorze czy sposobie
      wiązania chust między nimi, a berberskimi mieszkańcami gór Atlasu w Maroku.
      Spaceruję po moście zawieszonym nad wodami Furatu (Eufratu). Wracając
      zatrzymuję się na koktajl owocowy. Pan pyta się, skąd jestem. Gdy mówię, że z
      Polski, to stwierdza, że to w Ameryce Południowej, a on bardzo lubi te
      południowoamerykańskie drużyny piłkarskie. Gdy dostaję swój koktajl – nie chce
      przyjąć za niego zapłaty. Gdy w końcu to robi, stwierdza, że i tak muszę wypić
      drugą szklankę koktajlu – tym razem w prezencie od niego.

      Udałam się na dworzec mikrobusów. Zarejestrowałam się na policji, że wyjeżdżam
      do Mari i wsiadłam w busik do Abu Kamal (55 SL, ok. 2-2,5 godz.).
      Współpasażerowie chętnie prowadzili ze mną rozmowę i byli bardzo uradowani, że
      odwiedziłam ich okolicę. Wysiadłam w Mari i poszłam ok. pół km w lewo, gdzie
      przed wejściem przywitała mnie tablica „NO ENTRY FIRST BUY TIGET MARI”. Więc
      udałam się tam, gdzie wskazywała strzałka w celu zakupu tidżetu. Znalazłszy
      miejsce, przywitałam się i poprosiłam o bilet studencki, a pan był tak
      uradowany moją wizytą, że powiedział, że mam wejść bez biletu.

      Mari było pradawnym mezopotamskim miastem, którego dzieje sięgają 5000 lat
      temu. Największe wrażenie robi pałac królewski króla o imieniu Zimni-Lim,
      składający się z prawie 300 pokojów. Odkryto też pozostałości pięciu świątyń,
      ziguaret, ale od ruin dawnych budynków ważniejsze wydają się znalezione tu
      przedmioty, posągi i statuetki, a przede wszystkim 25 000 glinianych tabliczek,
      będących ważnym źródłem historycznym nt. tamtych czasów. Wykopaliska są tutaj
      dalej kontynuowane i archeolodzy spodziewają się znaleźć kolejne klucze do
      przeszłości.

      Po obejrzeniu dokładnie wykopalisk Mari wróciłam do głównej drogi i złapałam
      busika, by udać się w stronę Dura Europos. Prowadziłam pogawędkę z kierowcą i
      pozostałymi pasażerami. Pomimo, że ruiny leżą ok. 1,5 km od głównej drogi –
      podwiózł mnie aż pod samą bramę (bym nie musiała iść tyle w słońcu – jak sam
      powiedział), nie przyjął zapłaty, a wręcz pytał się, jak długo chcę zwiedzać,
      bo mogą on i pozostali pasażerowie poczekać na mnie. Podziękowałam bardzo i
      pożegnałam się. Budka biletowa była zamknięta, natomiast brama wykopalisk
      otwarta, więc weszłam do środka. Siadłam by posilić się biszkoptami i wkrótce
      przyjechał jakiś pan na motorze. Przywitał się, zaczął rozmowę skąd jestem itp.
      Zapytał się, czy mam bilet. Odpowiedziałam, że nie, bo budka była zamknięta.
      Stwierdził: „a no tak, bo to ja jestem tutaj strażnikiem… jeśli byś chciała
      napić się herbaty, to mój dom jest po drugiej stronie wykopalisk”. Spytał
      jeszcze, czy chciałabym, by obwiózł mnie po wykopaliskach na motorze (zajmują
      one naprawdę duży obszar), lecz odmówiłam i podziękowałam i pojechał.

      Dura Europos leży tuż nad Eufratem. Obecne pozostałości pochodzą z ok. 280 r.
      p.n.e., ale już wcześniej było tu asyryjskie siedlisko Dura. Wraz z upływem
      czasu przechodziło w różne ręce – Partów, pod panowanie Palmiry, Rzymianów,
      Persów. Dura Europos zasłynęło z tolerancji religijnej, gdyż w
      • beduinka weekendowa wycieczka - c.d. 17.10.05, 19:03
        Dura Europos leży tuż nad Eufratem. Obecne pozostałości pochodzą z ok. 280 r.
        p.n.e., ale już wcześniej było tu asyryjskie siedlisko Dura. Wraz z upływem
        czasu przechodziło w różne ręce – Partów, pod panowanie Palmiry, Rzymianów,
        Persów. Dura Europos zasłynęło z tolerancji religijnej, gdyż współistniały tam
        koło siebie różne religie i stały obok siebie kościół, synagoga, świątynie
        bogów greckich, rzymskich i mezopotamskich.

        Ruiny otoczone są murem, który niegdyś bronił to miasto z 3 stron, czwarta była
        chroniona przez Eufrat. W murach są piękne bramy, np. brama palmirska. W środku
        warto obejrzeć m.in. rzymskie łaźnie, khan, grecką agorę, liczne świątynie,
        cytadelę, pałac. Po zakończeniu zwiedzania wracam do głównej drogi i łapię
        busik do Deir Ez Zour. Konwersacja z pasażerami, znowu nie pozwala mi się
        zapłacić za przejazd. Gdy nastaje czas iftaru zatrzymujemy się przed sklepikiem
        i jeden z pasażerów kupuje wszystkim osobom z busika (w tym i mi) po napoju.
        Zatrzymujemy się jeszcze przy mijanym meczecie, by kierowca mógł się pójść
        pomodlić i dojeżdżamy do miasta, gdzie udaję się na dworzec autobusowy (po
        drodze zatrzymując się tylko na falafela) i wyjeżdżam w drogę powrotną do
        Damaszku (175 SL, 5 godz.).
        • rasta69 Japońska Palmira 19.10.05, 12:51
          Hej hej, wspaniale się czyta o miejscach dawno juz odwiedzonych, zwłaszcza z tak
          fachowym komentarzem :))

          Przypominam sobie tych wspaniałych ludzi poznanych w Palmirze, Deir Ez Zour czy
          Dura Europos. W Palmirze był to młody własciciel czy pracownik hostelu, który
          skończył japonistykę w Damaszku z myślą o kasiastych turystach z Kraju Kwitnącej
          Wiśni. Taki Japończyk to jest dopiero klient. Nie narzeka, siedzi cicho i
          płaci. I to jak płaci. Mówisz absurdalnie wygórowaną cenę za absurdalnie tanią
          usługę, a on płaci. Nie pyta o nic. Ty sam spuszczasz z ceny, taka tradycja, a
          on nie reaguje. Targujesz się sam ze sobą, a on patrzy. I czeka kiedy skończysz,
          czeka żeby zapłacić, zapłacić tyle, że pół rodziny wyjedzie do Stanów i jeszcze
          zostanie na Falafel Business na Manhattanie. Nie, nie, najpierw trzeba wykupić
          się z wojska. Albo przynajmniej mieć na buty i koszulę oraz mydło. Żeby wojak
          największej, bohaterskiej i niezyciężonej armii na Wzgórzach Golan czy w
          okupowanym lecz bratnim Libanie, miał do garnka co włożyć. Albo żeby w ogóle
          mieć rodzinę. Rodzina to droga sprawa. Najdroższa i liczna, trzy klitki. W
          pierwszej telewizor typu Rubin, dywan i mebel koszmarny. Sklejka bo poprzedni
          sprzedany, ciężkie czasy ale ma być lepiej. Drugi pokój, brat z żoną i dwójką
          dzieci. Matka w trzecim, spię w pakamerze, mam 28 lat, na imię Murhaf i
          doktoryzuję się z archeologii na uniwerku w Aleppo. W lato pilotuję Japońców.

          Z powrotem w Palmirze z hostelowym japonistą. Wszystkie kalkulacje wzieły w łeb.
          Japończycy podejrzliwie traktują każde nieskośne stworzenie mówiące w ich języku.
          - Nie reagują!!- krztusząc się ze śmiechu narzekał nasz lingwista - Rzucą tylko
          jakimś półsłówkiem, a odpowiadają tylko po angielsku !!
          - O idzie Aki, uważajcie - na dach hostelu, gdzie rozmawialismy wtoczył się
          grubaśny właściciel imienia, które nawet mnie udało się zapamiętać.
          I oto staliśmy się świadkami kuriozalnej rozmowy, gdzie Syryjczyk zadawał
          pytania w japońskim a Japończyk odpowiadał koszmarną angielszczyzną. Wszystko to
          pod gwiazdami, rozłożeni na kanapach i fotelach, popijając popularne "gazusiki"
          czyli słodkie imitacje zakazanej wtedy Coca Coli. Wysoko w oddali na wprost
          warownia wyraźnie naszkicowana na tle nocnego nieba. Trochę na lewo stare
          grobowce wbite w okoliczne wzgórza. Ruin Palmiry nie widać. Czulismy jej
          bliskość, pustynia pochłaniająca miasto Zenobii syczała przez ciemność. Ściana
          niepokojących dzwięków. Ale może to tylko nargila i skręty. Wyobraźnia i
          zmęczenie...

          palmira, sierpień 2002


          p.s. ech no to wracam do rzeczywistości, raporty i opracowania, urzędy,
          urzednicy i urzędniczki(ha!), marketing, poddenerwowani klienci, czas stad
          wyjechac :)))
    • beduinka zdjecia z Syrii 17.10.05, 19:28
      community.webshots.com/user/beduinkawsyrii
      • tetys Re: zdjecia z Syrii 17.10.05, 19:58
        Hej Hej!
        Ja tu właśnie zakuwam o stali Damasceńskiej i o innych takich sprawach a Ty
        jesteś tam na miejscu!! :))

        Pozdrawiam
        • tetys Re: zdjecia z Syrii 17.10.05, 20:07
          I jak zwykle oglądając Twoje zdjęcia przenoszę się do Rajskiego Świata!
          Dzięki Ci!

          :)
        • beduinka Re: zdjecia z Syrii 17.07.06, 12:36
          tetys napisał:

          > Hej Hej!
          > Ja tu właśnie zakuwam o stali Damasceńskiej i o innych takich sprawach a Ty
          > jesteś tam na miejscu!! :))
          >
          > Pozdrawiam

          milej nauki :-P
      • arusa Re: zdjecia z Syrii 19.10.05, 09:28
        Slicznie wygladasz Mirusia!
        i chyba sporo schudlas :)
        • clavdia Re: zdjecia z Syrii 19.10.05, 22:16
          wyglądasz na szczęśliwą i trochę tego szczęścia spływa też na tych, co tylko
          marzą, patrząc na zdjęcia i czytając Twoje zapiski z podróży

          a sprawa zaćmienia słońca jak na XXI wiek naprawdę robi wrażenie, choć może to
          my zanadto cywilizowani straciliśmy bezpowrotnie jakiś rodzaj mistycznej
          wrażliwości ...

          pozdrowienia
          I.
          • beduinka Re: zdjecia z Syrii 30.10.05, 19:27
            clavdia napisała:

            > wyglądasz na szczęśliwą i trochę tego szczęścia spływa też na tych, co tylko
            > marzą, patrząc na zdjęcia i czytając Twoje zapiski z podróży
            >

            jestem szczesliwa :))) bo po prostu spelniam swoje marzenia :)))

            > a sprawa zaćmienia słońca jak na XXI wiek naprawdę robi wrażenie, choć może
            to
            > my zanadto cywilizowani straciliśmy bezpowrotnie jakiś rodzaj mistycznej
            > wrażliwości ...
            >
            > pozdrowienia
            > I.
          • beduinka Re: zdjecia z Syrii 22.10.06, 23:28
            clavdia napisała:

            > wyglądasz na szczęśliwą i trochę tego szczęścia spływa też na tych, co tylko
            > marzą, patrząc na zdjęcia i czytając Twoje zapiski z podróży

            właśnie teraz czytam ten wątek i przypominam sobie, jaka byłam szczęśliwa... to
            już rok minął
            • gajasirocco Re: zdjecia z Syrii 23.10.06, 08:37
              ...i znów będziesz...!!!!!! Czego Ci z całego serca życzę!
              • beduinka Re: zdjecia z Syrii 23.10.06, 08:53
                gajasirocco napisała:

                > ...i znów będziesz...!!!!!! Czego Ci z całego serca życzę!


                inshaallah
        • beduinka Re: zdjecia z Syrii 30.10.05, 19:22
          arusa napisała:

          > Slicznie wygladasz Mirusia!
          > i chyba sporo schudlas :)

          dziekuje bardzo
      • beduinka dodalam kolejne fotki / bt 31.10.05, 15:18
        • beduinka i kilka nastepnych / bt 14.11.05, 12:41
    • samarytanin61 lekarstwo na mardali z grupy :-) 21.10.05, 14:09
      Dlugo jeszcze bedziesz tam??? Tesknimy za Toba paskudo mala :-).
      Przy okazji, w Syrii sprzedaja w Ramadanie takie specjalne pieczywo zwany
      Ma3rook (ma'ruk معروك)jak bys znalazla t zjedz za mnie.
      Wspolczuje z powodu tych "madrali" w grupie, ale cos masz jeszcze jedno wyjscie
      z sytuacji. Oskarz ich o dzialanosc wywrotowa i zobaczyc ze juz ich nie bedzie
      w syrii moze i nietylko :-).
      Pozdrawiam
      • beduinka Re: lekarstwo na mardali z grupy :-) 30.10.05, 19:40
        samarytanin61 napisał:

        > Dlugo jeszcze bedziesz tam???

        tak jakos do wrzesnia, pazdziernika :)))

        > Tesknimy za Toba paskudo mala :-).

        no mam nadzieje ;-P

        > Przy okazji, w Syrii sprzedaja w Ramadanie takie specjalne pieczywo zwany
        > Ma3rook (ma'ruk معروك)jak bys znalazla t zjedz za
        > mnie.

        czy to jest okragle, cienkie, sztywne i polane czyms brazowym? jesli tak -
        towidzialam, lecz nie jadlam

        > Wspolczuje z powodu tych "madrali" w grupie, ale cos masz jeszcze jedno
        wyjscie
        >
        > z sytuacji. Oskarz ich o dzialanosc wywrotowa i zobaczyc ze juz ich nie
        bedzie
        > w syrii moze i nietylko :-).
        > Pozdrawiam

        az taka paskuda to nie jestem ;-P

        Choc dzisiaj Czeczen na zajeciach stwierdzil, ze Czeczenia jest taka mala
        kropka w porownaniu z ogromnym terytorium Rosji, a cala Rosja trzesie sie ze
        strachu przed Czeczenia, a Arabowie, choc tacy duzi, nie moga sobie poradzic z
        malutkim Izraelesm
    • joanna_xx Re: Gorące uściski z Damaszku 24.10.05, 15:40
      Ja Ci wyslalm maila o blizsze namiary, bo prowdopodobnie jade tam w prszlym
      tygodniu.
      pa
    • beduinka witajcie 30.10.05, 19:13
      Witam,

      Moje życie w Syrii biegnie swoim arabskim tokiem… zbliżamy się do końca
      Ramadanu, więc ulice przepełnione są tłumami kupującymi podarki dla rodziny i
      znajomych z okazji zbliżającego się święta Aid al-Fitr, które następuje po
      skończeniu się Ramadanu. Kupują przede wszystkim ubrania, buty, słodycze, dla
      dzieci zabawki, niektórzy kupują droższe rzeczy typu sprzęt AGD, sprzęt
      komputerowy czy grający itp. Aid Al-Fitr jest okazją do spotkania z rodziną.
      Damaszek, którego wielu obecnych mieszkańców stanowią przyjezdni z prowincji, z
      odległych miasteczek i wiosek, w tym czasie się wyludnia, gdy wyruszają oni w
      swoje rodzinne strony. ‘Aid rozpocznie się w środę lub czwartek – zależnie od
      tego, kiedy zobaczy się nowy księżyc.

      Przeprowadziłam się już ze swojego mieszkanka w Rukn ad-Din do domu w Suk
      Sarudża. Czuję się dobrze w tym międzynarodowym koktajlu, pośród którego
      przyszło mi mieszkać. Wszyscy uczymy się w różnych miejscach Damaszku języka
      arabskiego, a właściciel jest nauczycielem języka arabskiego. Wszyscy jesteśmy
      z innego kraju i choć większość z nas to Europejczycy, to nawet między sobą
      staramy się mówić po arabsku. Dom ma tradycyjną arabską strukturę, czyli
      środkowy dziedziniec, od którego wchodzi się do poszczególnych pokoi. Sprawia
      to, że dziedziniec jest nie tylko geograficznym, czy też architektonicznym
      centrum domu, lecz także społecznym, kulturalnym – tutaj rozmawiamy, oglądamy
      TV, jemy, uczymy się.

      Ostatni weekend spędziłam w Halab (Aleppo), było miło, lecz niestety ukradziono
      mi komórkę. W związku z tym obecnie zdejmuję sim lock z mojej drugiej komórki,
      w której dotąd był polski numer.

      Pogoda staje się coraz chłodniejsza (ok. 12-15 C w ciągu dnia) i deszczowa.
      Choć czasem słońce się wychyla spoza chmur i jeszcze stara się nas ogrzać
      ostatnimi promykami przed nieuchronnym nadejściem zimy.

      Tydzień temu we wtorek odwołano nam zajęcia z powodu wielkiej demonstracji
      poparcia dla Prezydenta Asada w związku z opublikowaniem raportu dot. śmierci
      Haririego i powiązań Syrii z tym zabójstwem.

      Tydzień temu gościłam u siebie dwie nasze forumowiczki – Milenę (Iwonę) i
      Renatę, które pojechały do Jordanii i mniej więcej teraz powinny wracać do
      Syrii (ale pewnie nie mogą się ze mną skontaktować, gdyż jak wspomniałam moja
      komórka znalazła sobie innego właściciela).

      Pzdrw
      Mirka
      • gajasirocco Re: witajcie 30.10.05, 21:16
        Cieszę się-moja Beduineczko, że sobie radzisz i jesteś szczęśliwa w tak dalekim
        kraju! Moja komórka też zmieniła właściciela-tuż przed wylotem do Egiptu i znów
        mam nową. Tęsknimy i pozdrawiamy gorąco!!!
        • tetys Re: witajcie 30.10.05, 21:40
          Jak widać komórki lubią zmieniać właścicieli...czy to w Syrii czy w Polsce ;))
          • gajasirocco Re: witajcie 30.10.05, 21:46
            Jak się stęskniłam za Tobą! Miło Cię znów widzieć!!!
            • tetys Re: witajcie 30.10.05, 21:57
              i nawzajem !!
              Mój komputer zacina się, resetuję go ciągle, chodzi tak głośno że aż szyby w
              oknach brzęczą, czasem dymi ale ogólnie jest już lepiej :))))
              • gajasirocco Re: witajcie 30.10.05, 23:19
                Chyba zbyt wiele czasu spędzałeś z nim ostatnio, daj mu trochę odpocząć!!!
                Chociaż smutno bez Ciebie na forum!
        • beduinka Re: witajcie 31.10.05, 14:36
          gajasirocco napisała:

          > Cieszę się-moja Beduineczko, że sobie radzisz i jesteś szczęśliwa w tak
          dalekim
          >
          > kraju! Moja komórka też zmieniła właściciela-tuż przed wylotem do Egiptu i
          znów

          po raz trzeci w tym roku?? przystopuj troche :)))

          >
          > mam nową.

          moja komorka z powrotem dziala, mam ten sam numer
          ale problem mam taki, ze nie mam aparatu telefonicznego
          z polskiej komorki nie udalo mi sie zdjac simlocka
          znajomy pozyczyl mi komorke, ktorej nie uzywa, bo co jakis czas samoczynnie sie
          ona wylacza... tak wiec jest to tylko przejsciowe wyjscie

          > Tęsknimy i pozdrawiamy gorąco!!!
          • tetys Re: witajcie 31.10.05, 14:41
            witaj Beduinko :)))

            No niedobrze z tą komórką....
      • samarytanin61 Re: witajcie 01.11.05, 01:19
        A czy w huragannie Twoich zajec udalo Ci sie skontaktowac z Pania Khoury?
        Prosilem tez o skontaktowanie z kims innym. Mam nadzieje, ze udalo Ci sie.
        Baw sie dobrze i nie daj sie zlodziejom komorek :-)
        Kul Am wa Anty bi khayer
        كل عام وانت بخير
        • beduinka Re: witajcie 01.11.05, 13:15
          samarytanin61 napisał:

          > A czy w huragannie Twoich zajec udalo Ci sie skontaktowac z Pania Khoury?

          jeszcze nie... ale pamietam... tylko na razie tyle sie dzieje... teraz po
          Ramadanie bedzie moze luzniej i to zrobie

          > Prosilem tez o skontaktowanie z kims innym. Mam nadzieje, ze udalo Ci sie.

          jeszcze nie!! ale tez obiecuje, ze to zrobie i to z wielka przyjemnoscia...
          badz cierpliwy... jestem tu dopiero 5 tygodni

          > Baw sie dobrze i nie daj sie zlodziejom komorek :-)

          yes Sir

          > Kul Am wa Anty bi khayer
          > كل عام وانت بخير

          i nawzajem
    • beduinka marhaba 01.11.05, 13:09
      Marhaba!!!

      Dzisiaj wieczorem świat muzułmański wypatruje księżyca. Jeśli zostanie
      dostrzeżony dzisiejszej nocy – jutro rozpocznie się Aid al-Fitr, jeśli nie – to
      pojutrze. Tak więc do ostatniej chwili nie wiemy, czy jutro mamy wolne, czy też
      zajęcia.

      Postanowiłam się wybrać na te kilka dni do Bosry i innych miejscowości i
      miasteczek południowej Syrii.

      Polecam wam zajrzeć do mojej galerii na webshoots, gdzie dodałam kolejne
      zdjęcia community.webshots.com/user/beduinkawsyrii

      Dzisiaj było krótko i zwięźle.

      Papatki

      Mirka
      • gajasirocco Re: marhaba 01.11.05, 13:41
        Cieszą nas nawet zwięzłe i krótkie informacje!
        Baw się dobrze, ucz pilnie, wypatruj księżyca, bo my to zrobimy już jutro w
        Istambule!
        • beduinka Re: marhaba 01.11.05, 13:52
          wyslalam ci maila z niespodzianka
          • gajasirocco Re: marhaba 01.11.05, 15:12
            I to potrójną! Bardzo mi się podobało!!!
    • beduinka Aidowo, Bosrowo 05.11.05, 10:40
      Witajcie,

      We wtorek wieczorem kazano przyjść nam na zajęcia jeśli nie pojawi się na
      niebie księżyc. Przyszliśmy – studenci w dosyć ograniczonej liczbie – u nas w
      grupie 3 Polaków + 3 Turków, przyszli nauczyciele, nie przyszedł dyrektor, więc
      sprawdzili listę, trochę nas przesiedzieli pokazując film na video, a po
      przerwie puścili do domu… no bo skoro nie ma dyrektora.

      Po południu pojechaliśmy z Maćkiem do Bosry. Dojechaliśmy ok. godz. 4 (autobus
      odjeżdża z Baramki, co dwie godz., jedzie 2 godz., 50 S.L.) zostawiliśmy rzeczy
      u mojego starego kolegi Obeidy i poszliśmy połazić po mieście i jego zabytkach.
      Minęliśmy teatr, przeszliśmy przez łaźnie, spacerowaliśmy wzdłuż kolumnady
      (decumanus), przed starożytną agorą współczesne dzieci grają w piłkę nożną,
      dalej meczet Umara… Gdy weszliśmy w boczne uliczki, gdzie w bazaltowych domach
      nadal mieszkają ludzie, mijaliśmy dwie babeczki siedzące na kamiennej ławeczce.
      Jedna zaczęła się mną zachwycać. Gdy podeszłam – przytuliła mnie, pocałowała w
      czoło i policzki i zaprosiła na iftar. Nie stety nie mogliśmy skorzystać z
      zaproszenia, bowiem Obeida nas już zaprosił. Mijamy więc już tylko szybko
      Meczet Fatimy, Katedrę i wracamy do restauracji Obeidy. Jemy pyszną kolację,
      później siedzimy i pykamy fajkę i rozmawiamy z licznymi znajomymi Obeidy,
      którzy tutaj przyszli. Później tak jakoś wychodzi, że robimy żart telefoniczny,
      później drugi i trzeci. Wychodzimy z Maćkiem pod teatr. Jest noc, ale
      zauważamy, że drzwi są otwarte. Zagadujemy strażnika, który pozwala nam wejść
      na chwilę – choć ostrzega, że niewiele zobaczymy, bo jest całkiem ciemno. My z
      radością wchodzimy i po ciemku chodzimy po zakamarkach tego ufortyfikowanego
      teatru. Wspinamy się na górę, gdy jesteśmy na scenie przychodzi po nas
      strażnik. Ale i tak jesteśmy mu wdzięczni za umożliwienie nocnego zwiedzania
      teatru w asyście nietoperzy latających nad naszymi głowami.

      Ciekawostką ważną zauważenia jest to, że Syryjczycy z okazji składania życzeń z
      okazji Aid al-Fitr przeciążyli sieć telefonii komórkowej. Smsy wysyłały się, a
      raporty dostarczenia dochodziły po kilku godzinach lub nie wysyłały się w ogóle
      z informacją, że sieć jest zajęta i należy spróbować później. Tak było przez
      dzisiejszy wieczór i cały jutrzejszy dzień.

      Następnego dnia (czwartek) po śniadaniu Obeida oprowadza nas po Bosrze i
      opowiada historię i przeznaczenie mijanych budowli. Udajemy się najpierw do
      Biret al-Haj, czyli Basenu Pielgrzymów. Zbiornik ten w czasach rzymskich
      gromadził na potrzeby miasta sprowadzaną z gór wodę. W czasach arabskich miał
      znaczenie rekreacyjne. Jest naprawdę wielki – jego wymiary wynoszą 120 x 150 m.
      Jego obecna nazwa odnosi się do czasów, kiedy pielgrzymi podążali do Mekki
      drogą lądową i tutaj zatrzymywali się na odpoczynek. Następnie zaglądamy do
      znajomych Obeidy na mocną gorzką kawę i kontynuujemy zwiedzanie. Ruiny
      rzymskiego pałacu. Potem nabatejski łuk i kolumny, które przypominają nam, że
      Bosra była północną stolicą państwa nabatejskiego (południową była słynna Petra
      w Jordanii). Mijamy Meczet Fatimy z czasów fatymidzkich, katedrę, klasztor, w
      którym podobno mieszkał mnich Boheira, który przepowiedział Mahometowi, że
      zostanie prorokiem. Kolumnadą wyruszamy w stronę powrotną. Mijamy Kabyle, gdzie
      według legendy bosrański król ukrył przed niebezpieczeństwami życia swoją
      córkę, której przepowiedziano rychłą śmierć. Gdy dostarczono jej na sznurku
      kosz winogron, wyszedł z nich skorpion, ukąsił ją i zmarła. Przechodzimy
      jeszcze przed rzymskie łaźnie – po środku oktagonalne pomieszczenie, które
      służyło za miejsce do rozebrania się i pozostawienia okryć. Stamtąd można było
      wejść do frigidarium (zimnego pomieszczenia), tepidarium (ciepłego pokoju) i
      calidarium (gorącego pokoju). Obeida wraca do swojej restauracji, a my
      wchodzimy do teatru (bilety kosztują 150 s.l., 15 S.L. za Syryjczyków, 10 S.L.
      dla studentów (zagranicznych i syryjskich) oraz dla syryjskich żołnierzy i
      urzędników). Siadamy sobie na widowni i zaraz dopada nas grupka dzieci –
      chrześcijańska wycieczka z Homs z opiekunem ze swojej parafii. Mówią jedno
      przez drugie, śpiewają dla nas, tańczą dabkę, częstują jedzeniem, dają w
      prezencie święte obrazki i bransoletki. Maciek ma duże powodzenie wśród tych 12-
      15-letnich dziewczynek. Niedługo później muszą już iść, lecz wkrótce nadciągają
      kolejne chrześcijańskie zastępy. Towarzyszy im zakonnica w spódnicy za kolana i
      w trampkach. Bawią się, śpiewają i tańczą. Panuje bardzo przyjemny nastrój.
      Spędzamy w teatrze kilka godzin. Zaglądamy do Obeidy, który częstuje nas
      obiadem. Potem odwiedzamy jeszcze mamelucki (z 1372 r.) Hammam Manjak, który
      został w latach dziewięćdziesiątych pięknie odrestaurowany i udostępniony do
      zwiedzania. Wracamy do Obeidy po 4. Załatwia nam bilety na autobus o 6.
      Siedzimy i gadamy, robimy też kolejny telefoniczny żart. Potem jeździmy po
      Bosrze na motorze i udajemy się na autobus, którym wracamy do Damaszku.

      Gdy dojeżdżam do domu okazuje się, że mój pokój nadal nie jest gotowy…
      poprzednie dni spędzałam w pokoju właścicieli domu, pokój przygotowany dla mnie
      był remontowany i miał mi być oddany dzisiaj. Tymczasem wynieśli już (sami!!!)
      moje rzeczy ze swojego pokoju, a mój okazał się jeszcze nie być gotowy.
      Zdenerwowałam się i opuściłam ten dom zabierając wszystkie rzeczy.
      Przenocowałam w mieszkaniu Obeidy, a następnego dnia (piątek) pomógł mi znaleźć
      pokój w Bab Tumie, do którego się przeprowadzę w niedzielę, a tymczasem
      zostawił mi swoje mieszkanie i pojechał do Bosry.
      • tetys Re: Aidowo, Bosrowo 05.11.05, 10:57
        Super!:))
      • gajasirocco Co porabiasz? 12.11.05, 21:19
        Mija tydzień od ostatniej wiadomości. Martwimy się!!! Czekamy na nowe relacje z
        Damaszku!!! Gdzie mieszkasz, co zwiedzasz, jak na studiach?????
    • beduinka to znowu ja 14.11.05, 12:08
      Hej,

      Od jakiegoś czasu mieszkam na Bab Tumie i bardzo mi się tu podoba. Gospodynią
      jest bardzo prężna, aktywna, pełna energii pani Hind. Oprócz mnie lokatorami
      domu są jeszcze Włoszka Ilaria, Francuzka Emilie, Koreanka, której w domu
      prawie nigdy nie ma, a także od niedawna Michael - Niemiec polskiego
      pochodzenia. Dom leży wewnątrz chrześcijańskiej części starego miasta.

      W poniedziałek wybrałyśmy się z Iwoną i Renatą do Sajidy Zainab. Pobyłyśmy
      sobie w meczecie, popodziwiałyśmy jego architekturę, posiedziałyśmy przy
      grobowcu Zainab. Później ruszyłyśmy na zakupy na tutejszym bazarze. Ja kupiłam
      sobie naszyjnik, spódnicę i poncho. Dziewczyny polowały na fajne tuniki.

      We wtorek wybrałyśmy się do hammamu. Wybrałyśmy Hammam al-Ward funkcjonujący od
      ok. 800 lat. Weszłyśmy do środka i wstąpiłyśmy do świata kobiet, kobiet
      arabskich. Zapłaciłyśmy 100 SL za hammam + 100 SL za masaż. W pomieszczeniu
      głównym przebywało sporo kobiet w różnym wieku… i o różnej figurze, od
      chudziutkich kościotrupiastych aż po megagrubaski. Część całkiem naga, część w
      majteczkach, część w strojach kąpielowych. Rozebrałyśmy się, pozostając w
      samych majteczkach i zaraz pewna pani zaprowadziła nas do pokoju parowego. Było
      tam bardzo gorąco i wilgotno. Usiadłyśmy tam i pociłyśmy się. Później zostałam
      wyprowadzona do pokoju, gdzie kazano mi się położyć na podłodze i pracownica
      hammamu zaczęła mnie szorować rękawico-gąbko-ścieraczką (moją) aż schodził mi
      naskórek. Wyszorowała mi nawet pośladki ściągając z nich na ten czas majtki. Co
      chwila polewała mnie ciepłą wodą. Na koniec umyła mi włosy szamponem i byłam
      wolna. Poszłam znowu do pokoju parowego, skąd po jakimś czasie zostałam
      zaprowadzona od pokoju masażowego. Masaż raczej mnie rozczarował, spodziewałam
      się czegoś lepszego. Wróciłam do pokoju parowego, a po jakimś czasie wyszłyśmy
      do głównego pomieszczenia, gdzie się wysuszyłyśmy i ubrałyśmy. Ogólnie uważam
      do za ciekawe przeżycie, wizytę w hammanie można uznać za klucz do świata
      kobiet.

      W środę dziewczyny odjechały – mam nadzieję, że po powrocie do Polski znajdą
      czas by u nas na forum opisać trochę wrażeń ze swojej podróży.
      Wieczorem terroryści dokonali kolejnego krwawego zamachu. Tak blisko, w
      Jordanii.

      W czwartek na lekcji czytania gazet pani stwierdziła, że znowu winę za zamachy
      zrzuci się na muzułmanów, że przecież wiadomo, że zamachy, które są prawie
      codziennie w Iraku są organizowane przez Amerykanów i Brytyjczyków, którzy
      przebierają się za Arabów, a Zarkawego Zachód sobie tylko wymyślił, by mieć na
      kogo zrzucać odpowiedzialność za swoje prowokacyjne ataki mające na celu
      skłócenie ze sobą szyitów i sunnitów.
      Dzisiaj odbyła się też przemowa prezydenta Baszara Asada w Auli Uniwersytetu
      Damasceńskiego. W poszczególnych miastach – w Damaszku, Halab, Homs, Hamie,
      Hasace, Deir Ez-Zur, Daraa, Latakii, Tartus, Idleb i innych – tłumy wyszły na
      ulice demonstrować solidarność ze swoim wodzem. I w zachowaniu tych ludzi było
      widać prawdziwe emocje i uwielbienie prezydenta. Baszar Asad przemawiał w Auli
      wypełnionej VIPami, ludzie zgromadzeni przed uniwersytetem w Damaszku oraz na
      placach innych miast oglądali bezpośrednią audycję na rozstawionych telebimach.
      Retransmisję przemowy oglądałam wieczorem w domu razem z Hind – właścicielką
      domu, w którym mieszkam. Baszar Asad był dobrze przygotowany, nie czytał, lecz
      przemawiał, był elokwentny, mówił ciekawie, od czasu do czasu wtrącając jakiś
      żart.

      W piątek było polskie święto narodowe (11 listopada). Zostaliśmy zaproszeni na
      obchody do polskich żołnierzy na Wzgórza Golan. Spotkaliśmy się pod Ambasadą
      Polską, my 10 stypendystów oraz panie z Polonii. Pojechaliśmy autokarem UNDOFu.
      Z okien autobusu podziwialiśmy ośnieżony szczyt góry Hermon. (2814 m n.p.m.).
      Dojechaliśmy do Bazy CAMP FAOUAR, gdzie mieści się dowództwo UNDOFu. Force
      Commanderem jest Nepalczyk. Oprócz jego i moich rodaków służą tu jeszcze
      Austriacy, Japończycy, Słowacy i Kanadyjczycy. Uroczystości rozpoczęły się od
      mszy świętej za ojczyznę w miejscowym wojskowym kościółku. Później zostaliśmy
      usadzeni i oglądaliśmy uroczystość wojskową, na którą składał się apel,
      złożenie raportu, wciągnięcie flagi polskiej na maszt, wręczenie dyplomów
      najlepszym żołnierzom i na koniec parada. Później przenieśliśmy się do
      wojskowej kantyny, gdzie ujrzeliśmy stoły uginające się pod przeróżnymi
      polskimi potrawami. Jednak przed posiłkiem w programie była prezentacja na
      temat historii polski od czasów najstarszych po współczesne, które trwała 40
      min., a w tym czasie ciekła nam ślinka. Posiłek był smaczny. Potem
      przejechaliśmy do drugiej POSITION 60, która jest już bazą tylko polską. Tutaj
      czekał na nas kolejny poczęstunek, na który jednak nie było już miejsca w
      naszych żołądkach. Dodatkowo bar z darmowymi drinkami, tańce. Jednak to, co mi
      się spodobało najbardziej to była wycieczka po Wzgórzach Golan pojazdem
      opancerzonym. Wróciłam do domu ok. godz. 2 w nocy i będzie to na pewno Dzień
      Niepodległości, którego nie zapomnę nigdy.

      W sobotę postanowiłam się wyspać. Później Hind nam oświadczyła, że ugotuje dla
      nas pyszny obiad. I tak też się stało. Przygotowała makaron z mięsem, kobtę,
      frytki, hummus, sałatkę i razem zjedliśmy, później siedzieliśmy pijąc kawę i
      herbatę i zajadając ciasteczka. Przyszła dzisiaj do domu Koreanka – Hind była
      już od dłuższego czasu na nią zła, bo przyprowadzała do domu na noc swojego
      chłopaka, znikała nie mówiąc - dokąd i na jak długo, a także przebywała w Syrii
      nielegalnie. Koreanka została poproszona o wyprowadzenie się z domu, co też
      szybko uczyniła. Od razu znalazła nam się nowa lokatorka Patricia. Wieczorem
      graliśmy w piłkę ręczno-nożno-siatkarsko-odbijaną na dziedzińcu domu – ja,
      Hind, Michael i Patricia. Piłka co chwila nam wpadała nam do kuchni, salonu, na
      piętro i wielokrotnie omal nie wpadła do sąsiadów, a także uderzała w lampę,
      statuetkę Maryji w kapliczce i w przeróżne sprzęty znajdujące się na dziedzińcu.
      Dzisiaj wieczorem był w Damaszku pochód ku pamięci syryjskiego reżysera
      światowej sławy Mustafy Al.-Aqada, który zginął w jordańskich zamachach.

      Buziaków 1001 śle Beduinka

      • tetys to znowu Ty 14.11.05, 15:26
        Miło znów Cię słyszeć:)))
        Dawaj częściej znać o sobie, bo Gaja się martwi!
        Baw się dobrze:)
        • gajasirocco Tęsknimy 20.11.05, 22:29
          Jak to dobrze, że się odezwałaś-uważaj na siebie! Całuski!!!
      • survey06 Re: Hammam...... 23.11.05, 11:09
        Czy masz jakies ciekawe zdjecia z pobytu w hammam .........
        • beduinka Re: Hammam...... 10.12.06, 22:18
          survey06 napisał:

          > Czy masz jakies ciekawe zdjecia z pobytu w hammam .........

          mam, ale nie pokażę
    • beduinka wycieczka nad morze 22.11.05, 18:09
      Witajcie ponownie,

      W ostatni piątek wybrałam się na wycieczkę organizowaną przez nasz Maahad
      (Instytut Nauczania Języka Arabskiego). Program miał obejmować Qalat Marqab,
      Banyas, Tartus i Wyspę Arwad, a cała ta przyjemność miała kosztować 350 SL.
      Zbiórka przez Maahadem o 6:45 rano. Przyjechałam na czas. Weszłam na wewnętrzny
      dziedziniec instytutu, a tam ujrzałam niektórych studentów popijających o tej
      porze piwko. Autobus pojawił się ok. 7:10. Okazał się być gorszej jakości o
      tych międzymiastowych autobusów, którymi jeździ się zazwyczaj w Syrii.
      Zapakowana nas tak, że nie pozostało ani jedno wolne miejsce i ruszyliśmy w
      trasę. Po drodze zatrzymywaliśmy się na istirahę (przerwę) aż 5 razy, co
      znacznie opuściło nasz przyjazd na miejsce. Na jednym z postojów otrzymaliśmy
      od maahadu po croissancie i kazuzie (napoju).W autobusie koledzy za wschodniej
      granicy (Ukraińcy) przygotowywali drinki, to jest to napojów dolewali wódki i
      pili to przed muzułmańskimi pracownicami maahadu, które nawet się nie
      spodziewały, co jest spożywane przez uczestników wycieczki. Nawet nie wydawały
      się czuć roznoszącego się po autokarze zapachu wódki – jako, że nalewanie czy
      przelewanie odbywało się w jadącym pojeździe i przy trzęsących się dłoniach,
      dochodziło do rozlania tego trunku po siedzeniach, podłodze i ubraniach osób
      zajmujących się tym procederem.

      Gdy dojechaliśmy do Banyas – zmieniliśmy tam tylko autokar… na silniejszy, bo
      nasz nie miałby nas siły wwieźć po stromej krętej drodze prowadzącej do Qala’at
      Marqab, jednego z najsłynniejszych zamków Krzyżowców. Zbudowany został z
      bazaltu. Większe wrażenie od samej budowli robią widoki na okolice, na morze,
      doliny, pola uprawne. Pierwotnie mieściła się w tym miejscu muzułmańska
      warownia, prawdopodobnie zbudowana w 1062 r. Na początku XII w. przeszła w ręce
      Krzyżowców, Krzyżowców następnie w 1168 r. została Qala’at Marqab sprzedana
      Szpitalnikom. To oni nadali jej obecny kształt, koncentrując budowle po
      południowej stronie wzgórza. Twierdza była tak dobrze obwarowana, że Salah ad-
      Din nawet nie próbował jej zdobyć. Dokonał tego natomiast – PODSTĘPEM -
      mamelucki sułtan Qalaun. A więc jego żołnierze wykopali pod zamkiem tunele,
      które wypełnili łatwopalnymi przedmiotami i podpalili. W ten sposób zniszczone
      zostały umocnienia. Po upadku Mameluków, w czasach osmańskich miejsce to
      służyło za więzienie. (informacje na podstawie Lonely Planet Syria).

      Gdy weszliśmy do zamku, każdy zwiedzał go na własną rękę. Ukraińcy i Gruzini
      zwiedzając dodawali sobie sił magicznymi napojem z butelki, co spowodowało, że
      wkrótce tak im się nogi plątały, że spadli czy też się stoczyli po schodach.
      Jeden z nich był zakrwawiony i tak pijany, że nie mógł nawet dojść do autokaru
      i trzeba go było tam zanieść. Dopiero wtedy opiekunki wycieczki zorientowały
      się, co się dzieje. Przed autokarem polewano ich wodą. Następnie, gdy mieliśmy
      odjeżdżać wprowadzono ich do autokaru, lecz ci – usiadłszy na miejscu inny
      osób – zwymiotowali, więc trzeba było ich ponownie wyprowadzić. Tam byli znów
      polewani wodą i zdejmowano z nich zabrudzone ubrania. Nie chcieli po powrocie
      zająć swoje – zabrudzone przez własne wymiociny miejsca – usiedli na miejscu
      innych ludzi i zasnęli. Więc od tamtego momentu były osoby pozbawione miejsc
      siedzących.

      Pojechaliśmy do Tartus. Udaliśmy się bezpośrednio do portu. Pijani zostali w
      autokarze, my wsiedliśmy na łódź i popłynęliśmy na Wyspę Arwad. Mijaliśmy po
      drodze różne statki, kutry rybackie, łodzie z turystami, bądź po prostu
      mieszkańcami wyspy udające się w tę samą stronę co my, bądź w przeciwną.
      Odległość między lądem, a wyspą wynosi 3 km. Sama wysepka jest naprawdę malutka
      (800 m na 500 m), lecz od najdawniejszych czasów pełniła ważną rolę. Odcisnęli
      na niej swoje ślady Kananejczycy, Egipcjanie, Fenicjanie, Rzymianie. Była
      ostatnim punktem oporu Krzyżowców przed muzułmanami (1302 r.).

      Na wyspie zwiedzaliśmy fort, z którego podziwialiśmy zachód słońca, którego
      czerwona kula topiła się w wodach Morza Śródziemnego. Później mieliśmy czas
      wolny, by coś zjeść i udaliśmy się w drogę powrotną łodzią na stały ląd. I tu
      niespodzianka – pomimo, że wyprawa na wyspę Arwad była w programie wycieczki,
      musieliśmy opłacić przepłynięcie łodzią. Wróciliśmy do autokaru i wyruszyliśmy
      w drogę powrotną do Damaszku. W miejscu, gdzie zatrzymaliśmy się na istirahę w
      pobliżu Homs – zatrzymały się dwa autokary młodzieży syryjskiej, która śpiewała
      i tańczyła Dabkę na parkingu przed kafejką.

      Następnego dnia, w sobotę, Hind ugotowała nam pyszny obiad. Głównym daniem były
      ryby – podobno z rzeki Jordan w Jordanii. Oprócz tego mnóstwo innych smakołyków
      z kuchni arabskiej. Do tego piliśmy wino libańskie Ksara. Przy stole tyle osób,
      że się aż ledwo mieściliśmy: Hind, Ilaria, Patricia, Micheal i jego koleżanka
      Kamilia, Emilie i jej koleżanka Ingrid, ja i Firas. Po posiłku przyszedł czas
      na kawę, herbatę i ciastka. Najedliśmy się bardzo, bowiem wszystko było
      przepyszne.

      Wieczorem spotkałam się z naszą forumowiczką Joanną, jej mężem i synkiem.
      Byliśmy w restauracji, nie udało nam się wcześniej spotkać w Polsce, powiodło
      nam się to natomiast na syryjskiej ziemi. Byłam średnio rozmowna, gdy wróciłam
      do domu – okazało się, że miałam temperaturę, więc przepraszam, jeśli
      wyglądałam na małomówną istotę. Pozdrawiam blondwłosego aniołka Mette.

      Od niedzieli trwa w Damaszku 14 Międzynarodowy Festiwal Filmowy. W 11 różnych
      miejscach codziennie od rana do wieczora przez 10 dni prezentowane są filmy
      (500) z całego świata, a dokładniej z 48 krajów. Wśród polskich filmów
      jest „Mój Nikifor” oraz „Człowiek z Marmuru”. Będzie można też
      obejrzeć „Oliviera Twista” produkcji Romana Polańskiego. Ja jak na razie byłam
      wczoraj z koleżanką na amerykańskim horrorze „Dark Water”, który jednak okazał
      się być niestraszny. W najbliższych dniach planuję obejrzeć też „The motocycle
      diaries”, “The Amitiville Horror”, „Hotel Rwanda”, “The Passion of
      Christ”, “Alexander”, “Bewitched”, “The Awiator”, “The Stepford Wifes”, “The
      Kingom of Heaven”, “Sin city”, “Finding Neverland”, “The Perfect
      Man”, “Sahara”... oraz trochę filmów arabskich, szczególnie z kinematografii
      syryjskiej i egipskiej. Zobaczymy ile z tego pozostanie w planach, a ile uda
      się naprawdę obejrzeć.

      W Damaszku jest już coraz chłodniej (choć z pewnością cieplej niż w Polsce). W
      dzień temperatura wynosi ok. 12-15 C, choć gdy świeci słońce – to ma się
      odczucie, że więcej, więcej jak wieje wiatr – to, że mniej. W nocy jest jeszcze
      zimniej. W związku z tym musiałam się nauczyć palić w piecu, bowiem ogrzewanie
      w domu mamy na mazut. Więc trzeba co jakiś czas napełniać z beczki pojemniki z
      mazutem, które znajdują się nad piecykami, odkręcać lekko mazut, rozpalić
      ogień. W związku z tym często zdarza mi się wyglądać jak Kopciuszek.

      Pozdrawiam

      Mirka

      • tetys Re: wycieczka nad morze 22.11.05, 18:58
        Cudnie się czyta Twoje relacje Beduinko !!:))))

        Pozdrawiam
      • gajasirocco Jak miło Cię znów czytać!!! 22.11.05, 19:03
        Całuski!
    • beduinka kolejne foty 22.11.05, 19:06
      kolejne foty

      community.webshots.com/user/beduinkawsyrii
      • raja1 Re: kolejne foty 23.11.05, 22:47
        Beduinko, siedzialam moze ostatnio troszke cicho, ale od czasu do czasu
        zastanawialam sie co u Ciebie slychac i jak sie masz w Damaszku. Chodzisz na
        takie lody na najbardziej znanym na swiecie suku? :) Dzieki za foteczki :):)
        Pozdrawiam :)
    • beduinka marhaba 29.11.05, 19:24

      Hej,

      Na festiwalu filmowym na prelekcji amerykańskiego horroru “The Amitiville
      Horror” spotkałam jednego z egipskich aktorów, który nazywa się Yahya Farhani.
      Byłam też na pokazie „Mojego Nikifora”, po którym byliśmy zaproszeni do
      rezydencji ambasadora na spotkanie z reżyserem. Ten jako, że kiepsko się czuł –
      szybko poszedł spać, natomiast miło nam się rozmawiało z jego żoną Asią –
      scenarzystką i II reżyser filmu.

      Poza tym mamy obecnie czas egzaminów z okazji połowy semestru, więc jest cool.
      5 dni w tygodniu, 5 egzaminów.

      Wlasnie wpadlam do was w przerwie miedzy „Sin City” a „Finding Neverland”
      Lece

      Pozdrowienia ślę
      Mirka
      • gajasirocco Re: marhaba 29.11.05, 22:02
        My też Cię gorąco pozdrawiamy z zaśnieżonej Warszawki!
      • milena72 Re: marhaba 30.11.05, 11:10
        czesc kochana...
        Juz niedlugo napisze do Ciebie mailika...Sorry ze tak dlugo sie nie
        odzywalam...wszystko wyjasnie..Przyslij nam swoj adres bo nie wiemy gddzie
        wyslac legitymacje...:)
        PS. a gdzies Ty widziala te kosciotrupy w hammamie....Cos Ci sie przysnilo w
        trakcie tego masazu...:) Wszystkie kobiety byly rubensowaskich
        ksztaltow...acha..no,fakt-tylko ta nasza masazystka byla troche
        wychudzona...ale to wyjatek:)))
        Buziaki:)
        • beduinka Re: marhaba 04.12.05, 16:49
          juz nie wysylaj tej legitymacji
          juz sobie jakos poradze z przyszloroczna
          pzdrw
    • beduinka Swieta Barbara 04.12.05, 16:41
      Witajcie,

      W ostatni piątek i sobotę (czyli w weekend – chociaż święto wypadałoby dopiero
      w niedzielę, która jest tu jednak dniem tygodnia, gdy dzieci muszą pójść do
      szkół, a dorośli do pracy) odbywały się obchody wśród syryjskich
      chrześcijan ‘Aid Barbara, czyli Święta Barbary. Przypomina to trochę
      amerykańskie Haloween. Dzieci chodzą po ulicach poprzebierane w karnawałowe
      stroje, odwiedzają mijane domy i otrzymują tam słodycze. Dla dorosłych odbywają
      się natomiast różne specjalne bale i przyjęcia.

      Pzdrw

      Mirka
      • ella19 Re: Swieta Barbara 04.12.05, 17:09
        Rzadko bo rzadko udzielam sie na forum..Ale teraz musze:)Beduinko fajnie sie
        czyta Twoje opowiesci a fotki na stronce sa po prostu extra:)I tyLko
        utwierdzaja mnie w przekonaniu zeby pilnie uczyc sie do styczniowej maturki
        (poprawiam majowy wynik) i znow probowac w tym roku na arabistyke:)Pozdrawiam
        Cie cieplutko:* :)
        • beduinka Re: Swieta Barbara 10.12.06, 22:09
          ella19 napisała:

          > Rzadko bo rzadko udzielam sie na forum..Ale teraz musze:)Beduinko fajnie sie
          > czyta Twoje opowiesci a fotki na stronce sa po prostu extra:)

          cieszę się, że podobały ci się moje opowieści. ja sama teraz po roku czytam je
          z rozrzewnieniem
    • beduinka dodalam kilka nowych fotek / bt 04.12.05, 17:24
      • gajasirocco Częściej do nas zaglądaj!!! 04.12.05, 18:36
        Smutno i pusto bez Ciebie!
        • tetys popieram! 04.12.05, 19:31

          • gajasirocco Bywaj częściej! 04.12.05, 19:46
            Ty też Tetysku! A jak arabskie plany na ferie? Już przekonałeś rodziców?
      • joanna_xx Re: dodalam kilka nowych fotek / bt 12.12.05, 12:38
        Witaj beduinko, milo sie bylo z Toba spotkac w Damaszku.
        Nastepnego dnia po spotkaniu z Toba pojechalismy do Palmiry, potem musielismy
        zostac jeszcze tydzien (czyli ja bylam w sumie 4 tygodnie), i korzystajac z
        okazji zrobilismy jeszcze wypad do Homs, Hamy i Aleppo.
        Pozdrowienia z zimnej Szwecji
        • beduinka Re: dodalam kilka nowych fotek / bt 12.12.05, 15:19
          joanna_xx napisała:

          > Witaj beduinko, milo sie bylo z Toba spotkac w Damaszku.
          > Nastepnego dnia po spotkaniu z Toba pojechalismy do Palmiry, potem musielismy
          > zostac jeszcze tydzien (czyli ja bylam w sumie 4 tygodnie), i korzystajac z
          > okazji zrobilismy jeszcze wypad do Homs, Hamy i Aleppo.
          > Pozdrowienia z zimnej Szwecji

          a co sprawilo, ze zmieniliscie plany?? chcieliscie juz nastepnego dnia wracac
          do Szwecji :-P przyslij mi zdjecia, ktore zrobiliscie waszymi aparatami, a ja
          jak bede z powrotem w Damaszku - to wysle wam, te ktore robilam
          • joanna_xx Re: dodalam kilka nowych fotek / bt 16.12.05, 17:46
            Bo w Syrian Air trzeba zawsze potwierdzic powrot 24 h przed wylotem nawet
            jesli sie ma okreslona date powrotu na bilecie, za ktory sie juz zaplacilo.
            Glupota, przez ktora musielismy zostac dluzej, bo w biurze Syrian Air wpakowali
            w koperte wszystkie dokuemnty procz mojego paszportu. Maz mial wyladowana
            komorke, wiec nie mogli sie skontaktowac , poza tym przeciez cala niedziele
            bylismy w Palmyrze (a w sobote sie widzielismy z Toba), wszystko w stresie,
            wiec sprawdzilismy paszporty dopiero jak wrocilismy, ale juz biuro Syrian Air
            bylo zamkniete, a trzeba bylo jechac na lotnisko. Bylo to okropne, pokrzyzowalo
            cale nasze plany, ale...nie ma tego zlego , co by na dobre nie wyszlo.
            Wlasnie wyslalam pierwsze 2 zdjecia z Palmyry do Twojej galerii.
    • beduinka dobra wiadmomosc: dorzucilam kilka kolejnych zdjec 13.12.05, 13:20
      dobra wiadmomosc: dorzucilam kilka kolejnych zdjec
      zla wiadomosc: zdjecia, ktore wrzucilam sa z 13.10, czyli jestem do tylu o cale
      dwa miesiace

      pzdrw

      community.webshots.com/user/beduinkawsyrii
    • tetys Syryjczycy modlą się o deszcz 17.12.05, 13:34
      IAR
      2005-12-16 19:08:36

      Dziesiątki tysięcy Syryjczyków odpowiedziało na apel prezydenta Baszara Asada i
      modliło się w meczetach o deszcz. Meczet Omajjadów w Damaszku wypełniły dziś
      tłumy wiernych. Koniec jesieni i początek zimy był w Syrii wyjątkowo ciepły i
      właściwie bezdeszczowy. W dzień temperatura nie spadała poniżej 20 - 25 stopni
      • joanna_xx Re: Syryjczycy modlą się o deszcz 18.12.05, 15:07
        W listopadzie padal deszcz przynajmniej 2 razy (w Damaszku) a wczoraj podobno
        znowu spadl.
      • beduinka ale ja nie chce deszczu!!! / bt 19.12.05, 14:34
    • beduinka z powrotem u siebie 19.12.05, 14:26
      Witajcie!!!

      Pozdrawiam Was ponownie od siebie, czyli z Damaszku, dokąd wróciłam
      przedwczoraj. W Libanie po opuszczeniu obozu Nahr al-Barid spędziłam jeszcze
      jakiś czas w Bejrucie, Bejrucie także odwiedziłam Saidę, a tam także obóz ‘Ain
      al-Hilwa, który jest największym obozem uchodźców palestyńskich w Libanie.

      Przez większość mojego pobytu w Libanie pogoda była bardzo ładna, dni
      słoneczne, lecz na koniec coś się popsuło tam na górze i jakaś woda ściekała z
      nieba na ziemię. Spotkałam się w Bejrucie też ze Stelianą (jeśli czytaliście
      moją relację z zeszłorocznego wyjazdu do Libanu – to ją możecie kojarzyć). Jej
      synek urósł i jest naprawdę słodkim brzdącem. Gdy mieliśmy jeść przyniósł mi
      śliniaczek J))))) Jeśli Stelli to czytasz – to pozdrawiam Cię gorąco i do
      zobaczenia ponownie w Syrii lub w Libanie.

      W Bejrucie odwiedziłam hipermarket… coś tak zwykłego w większości miejsc, gdzie
      mieszkacie, lecz w Syrii nadal nieobecny. Zrobiłam zakupy kupując rzeczy
      zwykłe, acz niedostępne w Syrii, najbardziej ucieszył mnie ciemny chleb oraz
      jogurty. Choć wszystko o wiele droższe niż w Polsce.

      Kupiłam sobie też buty. W Damaszku nie mogłam znaleźć damskich butów nr 41. W
      Libanie znalazłam, ale i tak dziwnie było, bo buty nr 41 są tu nie tylko
      długie, ale i szerokie, za szerokie dla mnie. Ale cóż zrobić. Lepsze to niż
      zostać na zimę boso J))))))))

      Wracałam do Damaszku serwis taxi. Jest droższa, lecz szybsza niż autobus.
      Autobus kosztuje z D do B 200 SL, z B do D 7000 LL, natomiast serwis taxi z B
      do D 15 000 (= 10$). Autobus jedzie 3,5 h, serwis taxi 2 h. W czas ten wliczony
      jest okres oczekiwania na granicy, co przy dużej grupie pasażerów w autobusie
      naprawdę się dłuży. Miałam tyle rzeczy (z powodu zakupów w Libanie), że
      zapomniałam w taxi kurtkę. Ale może uda się odzyskać, bo kolega, który
      odprowadzał mnie na dworzec w Bejrucie, wziął od taksówkarza jego nr telefonu,
      jakbym nie dojechała – by miał kogo się o mnie dopytywać (dla mnie to był
      naprawdę zbędny środek ostrożności – ale może pomoże to w sprawie kurtki). W
      taxi trafili mi się bardzo sympatyczni pasażerowie. Artystka libańska,
      Egipcjanin lekarz, Jordańczyk Palestyńczyk Informatyk, więc przez całą drogę
      prowadziliśmy ciekawe dyskusje.

      Wczoraj byłam w Maahadzie, a po powrocie się wzięłam w garść i w jedno
      popołudnie i wieczór przerobiłam cały materiał z wszystkich przedmiotów oprócz
      gramatyki (tę zrobię jutro lub pojutrze) z minionych 2 tygodni mojej
      nieobecności.

      Pozdrowienia

      Mirka


      Mamo,
      Justyna niestety wzięła tylko kilka rzeczy z plecaczka. Mam nadzieję, że może
      za jakiś czas znowu uda znaleźć się kolejny transport.
      W Libanie w obozie ukradziono mi kamerę, polską komórkę i ładowarkę do komórki
      syryjskiej. Jako, że ukradziono je z biura znajomych – odkupili mi kamerę
      (dostałam nawet lepszą) i ładowarkę. Na komórkę im na razie nie starczyło kasy,
      ale obiecali, że następnym razem.
      Niestety nie będziesz mogła mi wysyłać smsów z gg dopóki nie wyrobimy mi nowej
      karty idei i nie zostanie tutaj przysłana. Możesz słać smsy na syryjską komórkę.
      Jak było na Bliskim Wschodzie?
      Pzdrw
      Mirka
      • gajasirocco Pechowa z Ciebie dziewczynka! 20.12.05, 20:09
        Całuski!!!
      • leeqs Re: z powrotem u siebie 21.12.05, 01:11
        W Bejrucie odwiedziłam hipermarket… coś tak zwykłego w większości miejsc, gdzie
        mieszkacie, lecz w Syrii nadal nieobecny
        ==========================================

        Nieprawda ; p W Damaszku jest sporo Marketow - tylko trzeba wiedzieć gdzie
        szukać! a DUZE markety (hipermarkety) sa POD Damaszkiem ; P


        pozdro
        przemo
        www.likus.art.pl - zdezOrientowana strona
        • joanna_xx Re: z powrotem u siebie 21.12.05, 17:46
          Ja pamietam nawet jedno kilkupietrowe centrum handlowe przypominajace te nasze
          europejskie- nawet robilam tam raz zakupy jakies 5 lat temu, to bylo niedlugo
          po otwarciu. I mysle, ze od tego czasu cos nowego musialo tam powstac.
          Niestety, podczas mojego ostatniego pobytu zadnego nie odwiedzilam. Po co,
          skoro w Europie takich pelno- nie teskno mi do nich. Zwlaszcza, ze na brak
          sklepow w Damaszku nie mozna narzekac.
    • beduinka swieta, swieta i pozar 22.12.05, 15:36
      Hej!!!

      Wczoraj odbyło się w polskiej ambasadzie spotkanie opłatkowe dla Polonii,
      polskich żołnierzy stypendystów UNDOF na Wzgórzach Golan oraz dla nas
      stypendystów.

      U nas w mieszkaniu stoi też już przystrojona choinka (sztuczna). Natomiast na
      jednym z damasceńskich placów stanęła największa choinka na Bliskim Wschodzie.
      Mierzy 30 m, jest oczywiście sztuczna, mocno przystrojona i oświetlona, a
      Syryjczycy są z niej bardzo dumni. W dzielnicy, gdzie mieszkam, czyli w Bab
      Tumie (zamieszkiwanej przez chrześcijan) codziennie głośno są puszczane kolędy –
      słychać je z kościołów, sklepów, domów…

      Wczoraj w nocy (ok. godz. 23) spalił się sąsiedni dom. Od tego, w którym
      mieszkam, oddzielają go tylko 3 domy. Uliczki są tu bardzo wąskie (mieszkam na
      starym mieście) i straż nie mogła dojechać (także dlatego, że zastawione są te
      wąskie uliczki samochodami). Cały dom spłonął, a było też duże
      prawdopodobieństwo, że ogień przeniesie się na kolejne domy. Co gorsze – na
      dachach domów mamy tutaj zbiorniki z mazotem, które zaczęłyby eksplodować.
      Mieszkamy w ślepej uliczce i jedyne wyjście stąd było obok płonącego domu, z
      którego odpadały jakieś płonące części, leciały iskry, buchał ogień. Inne
      możliwość ewakuacji, którą braliśmy pod uwagę – to przejście dalej po dachach
      innych domów i wyjście na inną ulicę poprzez któryś z nich. Na szczęście
      strażacy nie dopuścili do rozprzestrzenienia się pożaru i go ugasili. Przez
      resztę nocy i dzisiejszy poranek nie było w całej okolicy prądu. Zaczynam
      myśleć o jakiejś kolejnej przeprowadzce, bowiem mieszkanie w starym arabskim
      domu w środku starego miasta jest czymś pięknym, ale w przypadku kolejnego
      pożaru może być naprawdę niebezpiecznym.
      • gajasirocco Re: swieta, swieta i pozar 22.12.05, 16:03
        Martwiłam się w nocy o Ciebie, kiedy dowiedziałam się o pożarze. Uważaj na
        siebie, nie bierz zapałek do ręki! Tęsknimy!!!
        • beduinka Re: swieta, swieta i pozar 22.12.05, 16:07
          gajasirocco napisała:

          > Martwiłam się w nocy o Ciebie, kiedy dowiedziałam się o pożarze. Uważaj na
          > siebie, nie bierz zapałek do ręki! Tęsknimy!!!

          nie uzywam zapalek, lecz zapalniczki

          jakos musze w piecu palic :)))

          no ale w domu sasiada pozar rozpoczal sie od mazutowego piecyka, jakie i my
          mamy w domu
          • gajasirocco Czy ktoś do Damaszku? 22.12.05, 16:14
            Mam dla Ciebie komórkę Michała z nowym numerem, jak przesłać?
            • beduinka Re: Czy ktoś do Damaszku? 22.12.05, 16:16
              gajasirocco napisała:

              > Mam dla Ciebie komórkę Michała z nowym numerem, jak przesłać?

              no wlasne bardzo bym se uceszyla z komorki i tych nnych rzeczy, ktore m
              szykowalas... trzeba znalezc jakas kolejna osoby do D. sie wybierajaca

              a do komorki ja bym wolala swoj stary numer... nie da sie zalatwic?
              • gajasirocco Re: Czy ktoś do Damaszku? 22.12.05, 16:21
                Żeby załatwić Twój numer musisz przesłać upoważnienie-może wystarczy mailem, a
                ja z tym podjadę-napisałam Ci w mailu. Czy dostałaś prawo jazdy i ciuszki?
                Dlaczego nie wzięła reszty (było niewiele, a Iwonka się namęczyła na lotnisku)?
                • beduinka Re: Czy ktoś do Damaszku? 23.12.05, 14:38
                  gajasirocco napisała:

                  > Żeby załatwić Twój numer musisz przesłać upoważnienie-może wystarczy mailem,
                  a
                  > ja z tym podjadę-napisałam Ci w mailu.

                  odpisalam ci w tej sprawie na maila - co mozna zrobic

                  > Czy dostałaś prawo jazdy i ciuszki?

                  tak

                  > Dlaczego nie wzięła reszty

                  nie wiem... mowila, ze za ciezko jej bylo

                  > (było niewiele, a Iwonka się namęczyła na lotnisku)?

                  Iwonko dziekuje ci bardzo za te meczarnie z moimi rzeczami


    • beduinka zyczenia 23.12.05, 14:33
      Hej Kochani!!

      Z okazji Świąt, od których dzieli nas już tylko jeden dzień, chciałabym złożyć
      wam cieplutkie życzenia spędzenia ich w radosnej, rodzinnej atmosferze, wielu
      prezentów pod choinkom, żadnych rózg od Mikołaja, a z okazji nadchodzącego 2006
      roku życzę wam spełnienia wszystkich marzeń, licznych podróży i oby był on
      jeszcze lepszy niż minione.

      A innymi slowy:

      Tradycyjnie jak co roku
      sypią się życzenia wokół,
      większość życzy świąt obfitych
      i prezentów znakomitych,
      a ja życzę, moi mili,
      byście święta te spędzili
      tak jak każdy sobie marzy.
      Może cicho bez hałasu
      idąc na spacer gdzieś do lasu,
      może w gronie swoich bliskich
      jedząc karpia z jednej miski,
      może gdzieś tam w ciepłym kraju
      czując się jak Adam w raju,
      może lepiąc gdzieś bałwana,
      gdy śniegu napada z rana....


      Mirka / Beduinka / Amira
      • gajasirocco Re: zyczenia z Karwanseraju 23.12.05, 14:37
        Moja kochana Beduinko! Obyś spędziła mile, rodzinnie święta w tak odległym
        kraju, myślami jesteśmy z Tobą. Bądź szczęśliwa, żyj bez trosk, uśmiechaj się,
        korzystaj z uroków zycia wśród cudownych ludzi! Tęsknimy i całuski przesyłamy!!!
        • beduinka dziekuje / bt 23.12.05, 14:40

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka