W poniedziałek miałem trochę jeżdżenia po mieście. Byłem tu byłem tam ale nie oto. Pojechałem opłacić półroczny rachunek za gaz, na Łucką pojechałem gdzie jedyne kasy w Wawie pozostały /wcześniej były na Kasprzaka/ bo dzielnicowe dawno pokasowali. Pokręciłem się po okolicy i popatrzyłem. Łucka Wronia Pereca, Żelazna, Złota, Pańskaa itd. ale się pozmieniało. Kto z Wawy wie o co biega

Idąc Łucką /od Towarowej/, kawałek za Wronią jest enklawa, kawałek przedwojennej

ostała się kilofom, jeszcze się ostała bo że padnie to pewne. Stoi nie zamieszkała już rudera ,obok jakiś warsztat, inny barak. Na podwórku stoi trzech miejscowych co widać po zachowaniu i ubiorze. Stanąłem z boku za murem i nasłuchuję

rozpijają butelką. Gadali o wszystkim i o niczym.Bluzgali przy tym ale na Woli to norma. Po chwili, w pobliskim sklepiku kupiłem dwa żywce i wypiłem w pobliżu. Obok tamtych ale nie z Nimi. Musiałbym dać nachlać się Im na krzywy ryj, złupali by mi przy tym skórę bo wyczuli by że mam grosz a ja nie frajer bo też z Woli