Dodaj do ulubionych

w I fazie - czy są dozwolone pestki dyni, natka?

31.10.11, 15:51
Dziewczynki,

próbuję urozmaicić jałowy I etap. Napiszcie proszę, czy dopuszczalne są:

1)pestki dyni do podgryzania :),
2)łyżka majonezu dodana do jogurtu naturalnego, jako "zaprawa" do jajek, bo na samą myśl o suchym jajku mnie cofa? :/
3)pietruszka natka,
4)kiszone ogórki,
5)oraz cebulka
do tychże jajek/tuńczyka?

Pozdrawiam i proszę o porady :)
Obserwuj wątek
    • madzioreck Re: w I fazie - czy są dozwolone pestki dyni, nat 31.10.11, 19:10
      Żadnych pestek, żadnego majonezu, chyba, że protomajonez (przepis na forum, w dodatkach).

      Natka, kiszone ogórki, cebula - w małej ilości jako przyprawa. Np. pół małej cebulki, jeden ogórek kiszony.
      • lisenne Re: w I fazie - czy są dozwolone pestki dyni, nat 01.11.11, 11:20
        Dziękuję madzioreck za odpowiedź :)

        Zmartwiłam się trochę. Miałam nadzieję, że dynia to co innego niż słonecznik, że nie jest tak bardzo oleista (nie spotkałam oleju z dynii :D), a więc będzie dozwolona. Ciężko bez niej będzie. To był dobry zamiennik moich ukochanych, chrupiących chipsów ziemniaczanych :)
      • lisenne Re: w I fazie - czy są dozwolone pestki dyni, nat 01.11.11, 13:26
        Jeszcze co do I fazy - wyczytałam w poradach ancia2007 (świetny wątek!), że dopiero w II fazie można jeść rzodkiewkę. Zastanawiam się jednak, czy mogłabym dołożyć niewielką ilość rzodkiewki do białego sera, na takiej zasadzie wyjątku, jak dopuszcza się małego kiszonego ogórka do ryby, jako przyprawę...

        Wydaje mi się, że 1-2 rzodkiewki nie powinny zaszkodzić. W końcu ile rzodkiewka może mieć kalorii? A jakoś trzeba sobie pomóc przy tak radykalnej zmianie sposobu odżywiania :)
        • madzioreck Re: w I fazie - czy są dozwolone pestki dyni, nat 01.11.11, 16:37
          Lisenne - mam wrażenie, że nie zajrzałaś nawet do książki doktorka, mam rację? ;)
          W tej diecie nie chodzi o kalorie. Chodzi o białko. 100 kalorii z białka nie działa na organizm tak samo, jak 100 kalorii z węglowodanów. W pierwszej fazie chodzi o to, żeby zaatakować organizm jak najczystszym białkiem, ograniczając do minimum/eliminiując wszelkie dodatki.
          Ile trwa Twoja I faza? Robiłaś test? Ile masz do zrzucenia i jakie masz w tej chwili BMI?
          • lisenne Re: w I fazie - czy są dozwolone pestki dyni, nat 02.11.11, 20:10
            Witam ponownie madzioreck :)

            Książkę doktorka (skojarzył mi się królik Bugs :)) wożę ze sobą do i z pracy, czytając po kawałeczku. Lubię najpierw zapoznać się dokładnie z lekturą, ale bałam się, że jeśli nie wystartuję z dietą od 01-11-2011, to już chyba nigdy się nie zbiorę... Obiecuję mojemu TŻ już od ponad roku, że przejdę na dietę, by mógł mną cieszyć oczy. Jak się poznaliśmy, ważyłam ponad 30 kg mniej :(

            Test, dzięki podczepionemu na forum linkowi z instruktażem, szczęśliwie zrobiłam. Ale nie zgadzam się z wynikami. Wyszło mi, że powinnam ważyć 72 kg, kiedy ja po ciąży miałam 57 kg i nie byłam szkieletem. Dlatego przyjęłam 62 kg za optymalną wagę (wg starej szkoły: wzrost - 100 - jeszcze dodatkowo 10).

            W ogóle uważam, że w tym teście wychodzą dziwne wyniki, bo ciężko jest trafnie odpowiedzieć na pytanie, jaką wagę utrzymuję bez większego trudu. Wpisałam swoją obecną wagę, bo taką właśnie mam bez trudu, pozwalając sobie na różne smakołyki. No i odpowiedź się kalkulatorowi nie spodobała, protestował coś tam po francusku :) Musiałam sztucznie podać niższą. Skąd mam wiedzieć, jaką niższą utrzymam bez trudu, skoro się już dawno nie odchudzałam? :/

            Tak więc przeczytałam esencję Dukanowej wiedzy w wątku ancia2007 - i zaczęłam...
            Obiecuję przeczytać do końca książkę i nie zawracać głowy elementarnymi pytaniami... :) Dzięki za rozjaśnienie, jak to jest z tymi kaloriami :)

            Moje BMI, to aż strach: 32.8, liczone na stronie zagranicznej. Polski kalkulator naliczył mi nawet więcej... Wg testu powinnam być 5 dni na I fazie, wiem, że nie powinno się być dłużej niż 10 dni, bo zakwaszenie organizmu, problem z nerkami itp. Chciałabym wytrzymać 10 dni, żeby widzieć jak największe efekty, bo muszę podbudować się wyraźnym efektem, by wytrwać w kolejnych, dłuuuugich fazach.

            Ciężko na razie jest, nawet drugi dzień jeszcze nie minął, a mi wszystko obłędnie pachnie, np.: chlebek z piekarni, który kupiłam dla rodzinki. Wczoraj gotowałam im zupę ogórkową, moją ulubioną, a sama nie mogłam jej jeść :( Ani moich ukochanych pestek dyni, które nauczyłam się podgryzać zamiast niezdrowych chipsów itp., bo wytłumaczyłam sobie, że pestki zdrowsze. A teraz nawet ich nie można :( Normalnie w depresję chyba wpadnę. Sprawę utrudnia też fakt, że jestem wegetarianką, zmuszam się do jedzenia ryb, mięsa nie jem absolutnie żadnego i na pewno nie będę, bo już wolałabym nic nie jeść (a przecież jeść coś trzeba, by nie spowolnić metabolizmu), a znowu ile można jeść jajka i serek wiejski...

            Dobra, idę kupić teściowej koc, a potem będę męczyć doktorka, hehehe, to jest jego książkę :)

            A Ty jak tam madzioreck? W której fazie jesteś? A może masz już ten koszmarek za sobą? :)

            --
            • madzioreck Dlatego właśnie... 02.11.11, 22:35
              ...uważam, że najlepiej jest się do diety jak najlepiej przygotować, żeby sobie nie fundować falstartu i jak najlepiej wykorzystać arsenał Dukana ;)
              Jedziemy po kolei ;)

              > Obiecuję przeczytać do końca książkę i nie zawracać głowy elementarnymi pytania
              > mi... :)

              Po to jesteśmy, żeby pytać - każdy na początku ma tysiąc wątpliwości :) Jeden pyta do upadłego, a drugi, jak ja, zamiast zapytać jak człowiek, wcina na uderzeniówce goły twaróg, mięcho i jajka, coby przypadkiem nie zjeść niedozwolonego ;)

              > Test, dzięki podczepionemu na forum linkowi z instruktażem, szczęśliwie zrobiła
              > m. Ale nie zgadzam się z wynikami. Wyszło mi, że powinnam ważyć 72 kg, kiedy ja
              > po ciąży miałam 57 kg i nie byłam szkieletem. Dlatego przyjęłam 62 kg za optym
              > alną wagę (wg starej szkoły: wzrost - 100 - jeszcze dodatkowo 10).

              Widzisz, to nie takie proste. W momencie, kiedy dorabiamy się nadwagi/otyłości, nasz organizm będzie dążył do utrzymania tej wagi. Zapamięta naszą maksymalną wagę. Tak już jesteśmy skonstruowani, a nasz organizm to cwana bestia - nikt nie lubi, kiedy mu zabierać to, co już miał, chcemy się "odkuć", nie? ;)
              I dlatego nie jest decydujące, ile ważyliśmy kiedyś tam. Ja też kiedyś ważyłam 50-parę, ale o ile schudnięcie jest stosunkowo proste, to utrzymanie bardzo niskiej wagi, kiedy było się otyłym, może nie być możliwe, zwyczajnie. Albo możliwe przy wiecznej diecie, co raczej mało kto wytrzyma. A jak nie wytrzyma, to skończy się jo-jo jak stąd na księżyc. Tu uprasza się o rozwagę i wyznaczanie sobie realnego celu.

              > W ogóle uważam, że w tym teście wychodzą dziwne wyniki, bo ciężko jest trafnie
              > odpowiedzieć na pytanie, jaką wagę utrzymuję bez większego trudu. Wpisałam swoj
              > ą obecną wagę, bo taką właśnie mam bez trudu, pozwalając sobie na różne smakoły
              > ki. No i odpowiedź się kalkulatorowi nie spodobała, protestował coś tam po fran
              > cusku :) Musiałam sztucznie podać niższą. Skąd mam wiedzieć, jaką niższą utrzym
              > am bez trudu, skoro się już dawno nie odchudzałam? :/

              Chodzi o wagę, jaką się bez większego wysiłku utrzymywało, niekoniecznie przy objadaniu się, czym się chce. Bywa tak, że organizm zmaltretowany ilomaśtam dietami, szczególnie niskokalorycznymi, jest nastawiony na magazynowanie i każdy wyskok powoduje odpowiedź w postaci wzrostu wagi. Więc bierzemy pod uwagę stan, kiedy waga nie wzrasta, a my się odżywiamy w miarę normalnie, bez objadania się smakołykami i bez specjalnej diety. Zdaję sobie sprawę, że przy odwiecznych problemach z wagą może to być trudne do ustalenia...

              > Moje BMI, to aż strach: 32.8, liczone na stronie zagranicznej. Polski kalkulato
              > r naliczył mi nawet więcej... Wg testu powinnam być 5 dni na I fazie, wiem, że
              > nie powinno się być dłużej niż 10 dni, bo zakwaszenie organizmu, problem z nerk
              > ami itp. Chciałabym wytrzymać 10 dni, żeby widzieć jak największe efekty, bo mu
              > szę podbudować się wyraźnym efektem, by wytrwać w kolejnych, dłuuuugich fazach.

              Mówię, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu...;) Nie kombinować z uderzeniówką, trzymać się testu. Jest też napisane, żeby I fazę dłuższą niż 6 dni przeprowadzać tylko pod kontrolą lekarza.
              Rób 5 lub 6 dni, nie przeciągaj I fazy, bo to bez sensu i lubi skutkować późniejszym zastojem, i zniechęceniem. Weź pod uwagę, że w fazie uderzeniowej tracimy mimo wszystko głównie wodę. Wiem, że pierwsze, duże spadki są motywujące, ale one nie trwają nieograniczonej ilości czasu, więc tak czy inaczej cierpliwości życzę ;)

              > Ciężko na razie jest, nawet drugi dzień jeszcze nie minął, a mi wszystko obłędn
              > ie pachnie, np.: chlebek z piekarni, który kupiłam dla rodzinki.

              Wiem, że pierwsze dni są trudne. Reakcja organizmu na odcięcie węglowodanów bywa nieprzyjemna i ostra - węglowodany to składnik odżywczy, który nasz organizm kocha najbardziej, bo najłatwiej z nich pozyskać energię. I bywa tak, jak u mnie - choć normalnie nie przepadam za słodyczami, i ze słodyczy najbardziej lubię chipsy i śledzie, po nicach śniła mi się czekolada i owoce. To wycie Twojego organizmu, nie prośbą, to groźbą - suchość w ustach, może trochę boleć głowa, możesz być zmęczona. Tak jest na początku, zanim do naszego mózgu nie dotrze, że teraz musi popuścić sznurka sakiewki i czerpać energię z zapasów :) Później jesteśmy pod osłoną ketozy, mamy przytępiony apetyt i jest lepiej :)

              Ani moich uk
              > ochanych pestek dyni, które nauczyłam się podgryzać zamiast niezdrowych chipsów
              > itp., bo wytłumaczyłam sobie, że pestki zdrowsze. A teraz nawet ich nie można
              > :(

              No niestety, to, że coś jest zdrowe, nie oznacza, że jest nietuczące... (patrz orzechy brazylijskie, które składają się z tłuszczu w ok.70%;))

              Sprawę utrudnia też fakt, że jestem weget
              > arianką, zmuszam się do jedzenia ryb, mięsa nie jem absolutnie żadnego i na pew
              > no nie będę, bo już wolałabym nic nie jeść (a przecież jeść coś trzeba, by nie
              > spowolnić metabolizmu), a znowu ile można jeść jajka i serek wiejski...
              >

              Jedz więc ryby, dużo. Wędzone, zupa rybna, na parze, pieczone, jakie chcesz, ale jedz.

              > A Ty jak tam madzioreck? W której fazie jesteś? A może masz już ten koszmarek z
              > a sobą? :)

              U mnie 6 listopada minie rok, odkąd skończyłam II fazę :) Mamy chyba tyle samo wzrostu, 172, startowałam z wagi 94kg, osiągnęłam i utrzymuję 62-64 :)
              Bywa trudno, ale da się :) Powodzenia i nie katuj się bardziej, niż musisz ;) Zapraszam do naszych wątków z przepisami - na pewno znajdziesz dla siebie coś dobrego :) Tę dietę da się przetrwać całkiem przyjemnie i smacznie, nie musi być "koszmarkiem" ;)
              • faustine Re: Dlatego właśnie... 04.11.11, 10:31
                Madzioreck udzieliła już ( jak zawsze :) ) fachowej porady , więc jak tylko wirtualnie wesprę nową koleżankę . Ja też schudłam ok 30 kg ( startowałam z 94 kg) przy wzroście 172 cm. I potwierdzam - ta dieta to wcale nie jest koszmar .Gdy znajomi gratulują mi silnej woli , wręcz czuję się nieswojo, bo przecież nigdy nie chodziłam głodna :) .
                Zgadza się -początek jest trudny , zupy i pieczywo to była dla mnie podstawa żywienia. W ilościach dużych :) Ale znalezienie fajnych przepisów dukanowych to podstawa ! Inaczej jedzenie stanie się monotonne i będzie Cię ciągnęło do zakazanego.
                Moja uderzeniówka trwała 5 dni , a na dwójce szłam systemem 1/1 , więc nie szalej tak z wydłużaniem jedynki , bo efekty i tak są :)
                Od trzech miesięcy jestem na czwórce - waga stoi , ale pilnowac jej trzeba . Ciuchy w rozmiarze 48-50 porozdawane , nie ma do czego wracać :)
                Pozdrawiam i trzymam kciuki!
                • lisenne Re: Dlatego właśnie... 04.11.11, 22:50
                  Witaj faustine :)

                  Tobie również dziękuję za odzew, fajne jest to uczucie, że ktoś dodaje otuchy i bardzo miło było mi zobaczyć to "wirtualne wsparcie" :).

                  I że tak się prostacko wyrażę, kopara mi opadła do samej ziemi, już po raz drugi tego wieczoru - gdy przeczytałam, że Ty też (tak jak madzioreck) pięknie zeszłaś o 30 kg w dół!! Naprawdę, chylę kapelusza :). I uważam, że gratulacje znajomych, to wcale nie przesada, nie utraciłaś celu z oczu, przez całą, długą drogę 30 kg w dół!! Czyli pewnie też z rok.

                  Święta racja, książka, a potem przejrzę przepisy i poszukam czegoś, na czym mogłabym wytrwać. Dobrze, że napisałaś, że wcześniej jadłaś zupy i pieczywo, a jednak dałaś radę przejść na dukanowski system odżywiania. Pocieszyło mnie to, bo dotąd zawsze wydawało mi się, że dziewczyny, które schudły na Dukanie, to tylko te, które wcześniej uwielbiały mięso.

                  Jeszcze raz dziękuję za wskazówki :).
                  Pozdrawiam ciepło!
              • lisenne Re: Dlatego właśnie... 04.11.11, 22:16
                Kochana madzioreck :),

                ogromnie Ci dziękuję, że tak szczegółowo odpisałaś na moje wątpliwości. Wiedz, że bardzo to doceniam, zwłaszcza, że odpisywałaś późną porą.

                Masz rację, nie przygotowałam się do "dukania", ale wiesz, bałam się, że znowu coś będę odwlekać w nieskończoność, jak to ja. Poza tym - chyba i tak bym nie przewidziała pewnych rzeczy.

                Jako wegetarianka nie znalazłam na rynku zbyt wiele jedzonka na pierwszą fazę. Spędziłam w markecie chyba z 40 minut przy półce z nabiałem. Wiele serków ma od groma tłuszczu, a czytałam tutaj na forum, że powinno się wybierać nabiał, który spełnia wzór: węglowodany+tłuszcz < białko. Słowem wybór niczym wody na pustyni.

                Podobnie jak Ty, jadłam praktycznie goły twaróg, jajka, ale zamiast mięsa - nic, bo ja niestety nie przełknę mięsa :/. Wieczorem drugiego dnia mój TŻ chciał mnie wesprzec psychicznie, chyba już miał dość mojego marudzenia :). Zamknął się w kuchni, coś tam mielił maszynką i... przyniósł mi do pokoju niespodziankę. Niespodzianką była mysz - z białego sera, z oczkami i nosem z pieprzu w kulkach, zielonymi uszami z kiszonych ogórków i gałęzią koperka wetkniętą w zrolowany, dłuuuugi ogon :) :) :).

                Uśmiałam się, że hej :D, nie przyrównując - jak głupi do sera :). Niestety, to był miły początek złego tego wieczoru i części nocy. Być może "zakwasiłam" nadmiernie organizm, bo nagle przeskoczyłam z odżywiania pełnego węglowodanów na same białka. Albo może niepotrzebnie posypałam mysz mieszanką przypraw, bo niestety chudy ser zmielony na gładko utyka w gardle, a nie chciałam mojemu robić przykrości :(. Wmusiłam ogon myszy i pół boku.

                Minęło trochę czasu i - masakra... Zaczęło mnie totalnie mulić, kręciło mi się w głowie, jakbym obaliła przynajmniej z pół litra (serio). Ledwo dobiegłam do toalety, złapały mnie wymioty, aż mnie szarpało :/. Być może przez zbyt tłusty serek z ziołami w pracy (choć miał i tak najmniej tłuszczu na półce, a chciałam już coś innego niż serek wiejski), albo to przez mysz ;). Rodzice kiedyś mówili, że w ogonie jest trucizna - strychnina ;).

                Suma sumarum: mój stwierdził, że albo zacznę jeść mięso, albo mam sobie wymyśleć inną dietę, a teraz zjeść coś normalnego. Tyle że ja się bałam już cokolwiek zjeść, by nie lecieć znowu z wymiotami do toalety. Wmusiłam pół zupy ogórkowej, reszta została w talerzu do rana (niespotykane u mnie).

                Rano już mnie nie muliło, ale dalej kręciło mi się w głowie. Wahałam się nawet, czy nie wziąć urlopu na żądanie. Natomiast waga pokazało o 2 kg mniej.

                Tak więc począwszy od połówki zupy ogórkowej, wróciłam do normalnego odżywiania. Szkoda, bo wieczorem drugiego dnia mijało mi już to "wycie", jak to celnie nazwałaś, organizmu o węglowodany. Mijał mi wcześniejszy ssący głód. Nie miałam już zachcianek. Tylko że jak przychodziła pora posiłku, to mi się nie chciało nic jeść, już wolałam nic nie jeść, niż znowu ser albo wybierać z makreli te ości, kręgosłup, bleee :/. Tak, suchość w ustach też odczuwałam, dziwne. Ale może za mało piłam, bo zimno się zrobiło.

                Jak dotarłam do ostatniego akapitu, to oniemiałam z podziwu :) :) :)!! Dziewczyno, dokonałaś czegoś niesamowitego!! :) Dajesz nadzieję, że jednak można :) :) :)!! Aż opowiedziałam o tym mojemu, też zaniemówił :D. Co do utrzymania tak pięknego efektu: znam 47-letnią babkę z figurą nastolatki, mówi, że po prostu zdrowo je, nie przesadza i przede wszystkim stara się być aktywna, ale z przyjemnością: jeździ na wycieczki rowerowe, tańczy. Może spróbuj też znaleźć dla siebie jakąś przyjemną formę aktywności, to będzie Ci łatwiej utrwalić obecny stan, dzięki większemu spalaniu (a nie poprzez "reżim żywnościowy").

                Jak mój dowiedział się, że napisałam o jego myszy, to zaoferował się, że przerzuci mi zdjęcia z komórki na kompa, żebym mogła tu je wrzucić :).

                Dodam, że TŻ naszykował mi jeszcze bałwanka, który miał być na śniadanie do pracy (co prawda nie wiem, w jakim pojemniku miałabym go zabrać bez obcięcia mu głowy :)), ale ja patrzeć na biały ser na razie nie mogę. Tak więc przerobię jutro bałwana na ser do naleśników - dla mojego TŻ-ta rzecz jasna. Ja na razie będę starała się odżywiać po prostu zdrowo i postaram się opracować zaplanowaną już dobrze dietę :). Odwiedzę też endokrynologa, bo zdiagnozowano mi ostatnio PCOS i insulinooporność, więc nie tylko dobrze opracowana dieta, ale i z hormonami trzeba porządek zrobić :).

                Jeszcze tu wrócę, a póki co ściskam mocno i jeszcze raz gorąco dziękuję madziareck za tyle fajnych porad :).
                • lisenne Re: Dlatego właśnie... 04.11.11, 22:25
                  Ojej, literówka: oczywiście miało być: "madzioreck"!! Za długo pisałam tamten post i już miałam pomroczność jasną w oczach :). Przepraszam!!
                • madzioreck Re: Dlatego właśnie... 05.11.11, 00:48
                  > Kochana madzioreck :),
                  >
                  > ogromnie Ci dziękuję, że tak szczegółowo odpisałaś na moje wątpliwości. Wiedz,
                  > że bardzo to doceniam, zwłaszcza, że odpisywałaś późną porą.

                  Ojtam ojtam, dla mnie to dopiero popołudnie :d Gorzej, jak będziesz coś chciała o 8 rano - to jest środek nocy przecie ;)

                  > Jako wegetarianka nie znalazłam na rynku zbyt wiele jedzonka na pierwszą fazę.
                  > Spędziłam w markecie chyba z 40 minut przy półce z nabiałem. Wiele serków ma od
                  > groma tłuszczu, a czytałam tutaj na forum, że powinno się wybierać nabiał, któ
                  > ry spełnia wzór: węglowodany+tłuszcz < białko. Słowem wybór niczym wody na
                  > pustyni.

                  Ja chyba muszę przekopać forum pod kątem tych rewelacji - nie mam bladego pojęcia, skąd wzięło się to równanie w stosunku do nabiału - bardzo mało produktów spełnia ten warunek. Twaróg chudy tak, ale już jogurtu ze świecą szukać. Po prostu - jak najmniej tłuszczu (do 3-4%) i jak najmniej węgli, też szukałam takich do 3%, ale jak było 5g, to nie było tragedii. Serek wiejski Piątnicy polecam - lekki (3% tł) albo zwykły (5%). Z nabiału najkorzystniejszy jest twaróg, bo ma najwięcej białka, ale uwaga - z nabiałem też dobrze by było nie przeginać i postarać się nie przekraczać łącznie kilograma dziennie - a jeśłi łapie nas zastój, to do 500g.

                  > Minęło trochę czasu i - masakra... Zaczęło mnie totalnie mulić, kręciło mi się
                  > w głowie, jakbym obaliła przynajmniej z pół litra (serio). Ledwo dobiegłam do t
                  > oalety, złapały mnie wymioty, aż mnie szarpało :/. Być może przez zbyt tłusty s
                  > erek z ziołami w pracy

                  Mysz trza było od łba jeść ;) A poważnie - to nie od serka, tylko od insulinooporności. Ma ją większość osób z otyłością, mało się o tym mówi, a szkoda, bo insulina to klucz. Właśnie po to wywala się węgle, żeby insulina nie szalała, bo to ona nosi ładunek do komórek tłuszczowych. Wiesz, na czym dokładnie polega insulinooporność?
                  A co do zakwaszenia - raczej nie da się tego zrobić w dwa dni ;)

                  Trochę mnie tylko niepokoją te wymioty - dopytam kogoś mądrzejszego, bo nie chcę strzelic babola.

                  > Suma sumarum: mój stwierdził, że albo zacznę jeść mięso, albo mam sobie wymyśle
                  > ć inną dietę, a teraz zjeść coś normalnego.

                  Mięso, obawiam się, nie ma tu nic do rzeczy. Okrawa dietę znacznie, ale to nie brak mięsa jest przyczyną Twojego fatalnego samopoczucia.

                  . Mijał mi wcześniejszy ssący głód. Nie miałam j
                  > uż zachcianek. Tylko że jak przychodziła pora posiłku, to mi się nie chciało ni
                  > c jeść, już wolałam nic nie jeść, niż znowu ser albo wybierać z makreli te ości
                  > , kręgosłup, bleee :/. Tak, suchość w ustach też odczuwałam, dziwne. Ale może z
                  > a mało piłam, bo zimno się zrobiło.

                  Utrata apetytu zdarza się dukającym. Walczyłam z tym całą II fazę, nie miałam problemu pokus, tylko problem, aby wmusić kolejny posiłek. Niestety zmusić się trzeba, podkręcać apetyt pikantnymi przyprawami, jak się da, bo jest prosto: nie jesz = nie chudniesz, i finito. I jeszcze fundujesz sobie jojo, bo jednak w końcu zgłodniejesz.
                  A pić musisz. 2 litry minimum. Wodę, herbatki, Colę zero, kawę, co chcesz, ale pij.

                  Ja na razie będę
                  > starała się odżywiać po prostu zdrowo i postaram się opracować zaplanowaną już
                  > dobrze dietę :). Odwiedzę też endokrynologa, bo zdiagnozowano mi ostatnio PCOS
                  > i insulinooporność, więc nie tylko dobrze opracowana dieta, ale i z hormonami
                  > trzeba porządek zrobić :).

                  Bardzo dobrze. Nie ma pośpiechu, tydzień czy dwa Cię nie zbawią. Wykorzystaj ten czas nie tylko na zaplanowanie diety, ale przebadaj się porządnie, nie tylko u swojego endo (chociaż PCOS nie jest przeciwwskazaniem do dukania). Zrób badania krwi i moczu, upewnij się, że masz w porządku nerki, wątrobę. Wiele osób tego nie robi, a to zajebiście ważne, szczególnie, jeśli jest perspektywa, że dieta będzie trwała dłużej. Zdrowe nerki poradzą sobie z każdą dietą, ale chore niestety nie, i później jest dramat i wieszanie psów na doktorku. Tymczasem to poważne przedsięwzięcie i nie ma tu miejsca na samowolkę ;)


              • lisenne Re: Dlatego właśnie... 04.11.11, 23:02
                A oto wspomniana wcześniej mysz: :)

                [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/197/zdjcie0185tk.jpg/][IMG]http://img197.imageshack.us/img197/5803/zdjcie0185tk.th.jpg[/IMG][/URL]

                oraz bałwanek, który jutro zostanie przerobiony na naleśniki dla TŻ-ta: :)

                [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/195/zdjcie0186ar.jpg/][IMG]http://img195.imageshack.us/img195/8945/zdjcie0186ar.th.jpg[/IMG][/URL]
                • madzioreck O jaaaaaa :D 05.11.11, 00:19
                  Mysz jest cudna, bałwan też :D Gratuluję TŻ - wsparcie najbliższej osoby jest naprawdę zajebiście ważne :)
                  • faustine Re: O jaaaaaa :D 06.11.11, 20:12
                    A zamiast makreli polecam wędzonego trewala! W TESCO są najtańsze - filety kosztują ok 25 zł za kg i przysięgam że są bez ości:) I do tego lepsze od makreli .
                    • madzioreck Re: O jaaaaaa :D 06.11.11, 22:14
                      Eee, tu bym dyskutowała - są to po prostu dwie inne ryby, uwielbiam i wędzonego trewala, i makrelę :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka