Dodaj do ulubionych

Pamiętnik kompotzsushi

17.04.07, 19:04
Zgodnie z zaleceniami, rozpoczynam wątek "osobisty", którego postaram się trzymać.

Po kolei:
1. Przygodę z PWT rozpoczęłam w połowie stycznia z wagą ok. 80 kg (w
zależności od ważącego mnie urządzenia od 77 do 82), wzrost 168, lat 33 (teraz
już 34 :).
2. Dwa miesiące sumiennego stosowania (w tym miesiąć bardzo sumiennych
ćwiczeń) pozwoliły mi schudnąć 9 kg - najwięcej w pierwszym miesiącu, bo aż 7 kg.
3. Potem chorowałam - zaczęłam już w połowie lutego, ciągnęło się do
przedwczoraj - różne odmiany katarów, zapaleń zatok, tchawicy itp. Najpierw w
chorobie chudłam, potem poluzowałam zasady i w miesiąc wróciły mi ok. 3 kg.
4. Trudno - zaczynam od wczoraj znów 1. fazę - poprzednio po 2 tygodniach
ważyłam 4 kg mniej - teraz też na to liczę.

Wczoraj udało mi się prawie-prawie, nagrzeszyłam jednak garścią orzechów i
jako owoce zjadłam winogrona, które nie są zalecane dla tej fazy.
Dzisiaj, jak na razie trzymam się zaleceń.

A teraz, jakie problemy:
1. To jedzenie mi się nudzi, niestety... na początku uwielbiałam owocowe
koktaile - dziś piję po prostu - bez zachwytu; jajka - hmm... lubię je, ale
też się nudzą, mięso też, ryby, którymi zajadałam się 2 miesiące temu też mi
się "opatrzyły", sałata z winegretem też.
W związku z tym postanowiłam pilnować jedzenia różnorodnych warzyw (teraz np.
kalarepka na surowo), jajecznicę smażę na pomidorach, koktaile owocowe piję z
dodatkiem stevii (kropla fluidu) i cynamonem, z białek wrócę do wątróbki,
rzucę się też czasem na krewetki duszone z czosnkiem i cytryną - dla
podniesienia morale, postanowiłam też powrócić do prób z ciastkami PWT i
zapiekankami z kabaczka/cukinii - zrobiłam z dyni, ale jest taka sobie no i
nie na 1. fazę - podam przepis.
2. Po tak długim czasie chorowania nie mam siły na ćwiczenia, nawet skakać na
trampolinie nie mogłam, bo mnie "łupało" w zatokach.
Teraz znów spróbuję, powrócę też do porannego biegania (robiłam to rok temu
przez chyba 2 miesiące), kupiłam sobie kask rowerowy, więc rower też w
planach, no i oczywiście fitnes i siłownia, byłam też już kilka razy na basenie.
Nie wiem, jak to wszystko zmieszczę w czasie. Na razie mój synek zachorował i
kilka dni będę uziemiona, ech, życie... Ale i tak najgorszy jest brak
kondycji, na którą tak ciężko pracowałam. Męczy mnie zwykły spacer, żenada.
3. Znając swoją zgubną miłość do wszelkiej maści orzechów, postanowiłam
bardziej się kontrolować i zaczęłam pisać dziennik (tak, tak, nareszcie, jak
na razie pisałam tylko wczoraj, muszę uzupełnić dzisiaj).

Poza tym, jak już wspomniałam na innym wątku, przeczytałam "Jedz tłuszcze i
chudnij" i "Rewolucyjną dietę odchudzającą", ta druga książka wbrew tytułowi
najcenniejsza jest ze względu na zalecane w niej ćwiczenia i suplementy. I tu
ciekawostka - wiecie, że pływanie, rower i pilates nie odchudzają zbyt dobrze?
Autor książki (lekarz medycyny sportowej) ich co prawda nie zabrania, ale nie
pozwala wliczać w plan treningowy - każe opierać trening na jak największej
liczbie ćwiczeń wykonywanych n a s t o j ą c o, pół na pół siłowe i aerobowe
- w różnych dniach. Podobno zaangażowanie dużych partii mięśni (zwłaszcza ud)
jest tu kluczowe. Dlatego postanowiłam zrezygnować z zajęć fit-ball na rzecz
stepu (jeśli wytrzymam ;)). Tylko... trzeba najpierw zacząć....

O suplementach napiszę następnym razem (misia, pozdrawiam!), z grubsza
pokrywają się z zaleceniami PWT, ale muszę jeszcze sprawdzić dokładnie
dawkowanie. W tej książce jest też wiele o hormonach sprzyjających odchudzaniu
i o tym, jak pobudzić organizm do ich wytwarzania.

Do zobaczenia!
Obserwuj wątek
    • misia_mama_ptysia i to jest strzał w "10"-tkę 18.04.07, 13:09
      Kompotzsushi,
      na to właśnie czekałysmy. Ile ja z twoich postów powyciągałam informacji, a
      dodam, że czytałam książkę, chyba jednak trochę za szybko, bo należę raczej do
      tych niecierpliwych.
      Jestem nadal w pierwszej fazie, ale niestety grzeszę. W pracy dokarmia mnie
      koleżanka /widząc moje zieleniny/, w domu mąż zajada się orzechami i migdałami,
      które patrzą na mnie z miseczki i wołają: zjedz mnie- jestem smaczny! Baaa....,
      wieczorem mąż serwuje lody , które tak uwielbiam. W efekcie łamię się i
      grzeszę, brak mi samodyscypliny. Wcześniej zauważyłam ,że jak nie jem produktów
      zakazanych to nie mam na nie ochoty, ale wystarczy raz zgrzeszyć i się po
      prostu rozsmakowuję. Tak więc muszę poczuć klimat, przestawić swoje myślenie i
      przekonać, że bez tych przyjemności można sie obejść, wtedy powinno pójść jak z
      górki.
      A niestety w lustrze widzę księżyc w pełni, chyba do niego się przyzwyczaiłam,
      bo... go nie widzę , dopiero na zdjęciach jestem zdumiona patrząc na siebie :((

      Pozdrawiam
      misia

      Aaaa dodam tylko, ze trzymając sie diety oragnizm sam nas pilnuje. Tzn,zjadając
      produkty niedozwolone od razu piecze zgaga, boli żołądek, to mi sie podoba.
      Niestety za dużo grzeszyłam i organizm już nie reaguje w ten sposób.
      • kompotzsushi Re: i to jest strzał w "10"-tkę 18.04.07, 22:37
        Misia, ja mam to samo z orzechami, dwa ostatnie dni były takie sobie, zjadłam po
        dużej garści orzechów laskowych każdego dnia. Dobre jest przynajmniej to, że
        orzechy jako tako pasują do PWT, bo są w 3. fazie, to ja się rozgrzeszam. One
        tak bardzo nie szkodzą, bo zauważyłam, że po nich może nie chudnie się tak
        szybko, ale się nie tyje i nie "rozjada" jak po słodyczach - ja przez kilka
        spotkań w święta wciągnęłam się w ciasta, koszmar, kilogramy zaczęły wskakiwać w
        zastraszającym tempie. Dobrze, że już mnie nie ciągnie.
        Niestety, popełniłam dzisiaj grzech resztkożerstwa - dojadłam pół kanapki z
        razowego chleba z pasztetem (mojej mamy) po dziecku. Postanowiłam jednak się nie
        dołować. Jak mi ten tydzień wyjdzie niezbyt dokładny, to go zaliczę jako
        przygotowawczy i zacznę znów 1. fazę. Grunt to się nie poddawać i nie tyć.

        Niestety, mam "dziury" w dzienniku, jak mi się nie chce go pisać...
        Czy któraś z Was pisze?????
        Pzdr
        • olanc pamiętnik 19.04.07, 09:54
          Kiedyś pisałam. Też miałam dziury, bo mój Mały chorował non stop i nie
          przespane noce plus stres nie sprzyjały ani diecie ani pamiętnikowi. Jednak
          pisanie bardzo wpływa na samodyscyplinę...Powinnam więc do niego wrócić, już
          się od wczoraj przymierzam. pozdrawiam
          • kompotzsushi Re: pamiętnik 19.04.07, 10:15
            Oj to super, to ja moje dziury jakoś zapełnię (mój synek właśnie jest chory) i
            dziś się postaram, a Ty pisz, czy piszesz ;)
            Zauważyłam kiedyś, że najłatwiej się pisze dziennik diety jak się prawie nic nie
            je - ja pisałam podczas różnych monodiet i diety Cambridge - ale PWT to jest
            kupa jedzenia - 5 posiłków dziennie, na dodatek samemu się sporo gotuje, więc
            trochę czasu upływa w kuchni. Co ciekawe, ten facet od diety z rewolucją w
            tytule też każe pisać, zapisywać też ćwiczenia i suplementy, bardzo dokładnie,
            żeby monitorować co jak wpływa na chudnięcie, szaleństwo.
    • kompotzsushi Pierwszy mały sukces 20.04.07, 09:30
      Hej, zważyłam się dzisiaj i okazało się, że schudłam 1-1,5 kg (ach ta
      niedokładna waga!). To nie jest bardzo dużo, ale idzie w dobrą stronę mimo
      małych odstępstw (wczoraj zjadłam pół awokado). Poza tym jestem przed okresem i
      na dodatek znów mam katar, czuję się chora i nie ćwiczę :( Trzeba się cieszyć z
      tego, co jest, co niniejszym czynię. See you
    • kompotzsushi Nie wychodzi 26.04.07, 12:59
      No tak, gdy postanowiłam zabrać się za wszystko porządnie, to nie wychodzi. Po
      pierwszym tygodniu z małymi grzeszkami schudłam 1,5 kg. Niestety, nie udało mi
      się zacząć następnego tygodnia lepiej, tylko gorzej. Dostałam okres i
      rozpuściłam się totalnie, zaczęłam jeść różne śmieci. Poza tym kupiłam nieświeże
      mięso w osiedlowym sklepie i cały ugotowany obiad wylądował dziś w koszu.
      Zjadłam budyń. Niedobrze. Trzeba się zmobilizować. Ja już tak mam, że za
      pierwszym razem sztywno przestrzegam i jestem przeszczęśliwa, a przy powrotach
      do diety mam kłopoty. Muszę wymyślić jakieś ulubione danie. Próbuję różnych
      przepisów, ale nie mogę "zaskoczyć". A jak Wam się udaje?

      Zacznę znów od jutra, właściwie od dzisiaj po południu, ale dzień nie zaliczony...
      • olanc Re: Nie wychodzi 27.04.07, 10:05
        No to chyba wszystkie tak mamy, że powroty nam średnio wychodzą. No i ta
        miesiączka...Mnie też szło dobrze dopóki nie nadeszła. Jednak już idzie ku
        końcowi, a ja staram się przestrzegać diety najbardziej jak się da. Moje
        odkrycie kulinarne ostatnich dni - gotowame w przyprawach wypłukujących tłuszcz
        (pieprz cajenne, imbir, kurkuma, zioła, cynamon) filetowane udźce kurczaka plus
        pomidor, ogórek zielony i koniecznie rzodkiewki. Łatwe i smaczne, biorę do
        pracy. A rano koniecznie koktail z serwatką, owocami, cynamonem i olejem.
        Kompotzsushi, 1,5 kg po takim czasie na diecie to jednak sukces. Uszy do góry :)
        • kompotzsushi Re: Nie wychodzi 27.04.07, 13:56
          Dzięki, olanc, za słowa pocieszenia. Bardzo mi się dzisiaj przydadzą, bo kupiłam
          nową wagę i potwierdziły się moje najczarniejsze przypuszczenia - waga moich
          rodziców miała rację, moja stara waga ZANIŻAŁA O 5 KG !!!!
          Czyli ważę coś koło 75-76 kg (a nie 70-71), rano sprawdzę dokładnie i zacznę z
          powrotem robić zapiski.

          Dzięki za pomysł na danie, właśnie kupiłam świeże filety z kurczaka. Przez
          weekend mam nadzieję znowu się wdrożę w PWT. Zabawne, że choć mam już trochę
          jej dość, to jest to najlepsza i najskuteczniejsza dieta, jaką znam. Czyli nie
          ma wymówek.
          Spróbuję zrobić jakąś listę rzeczy, które lubię jeść. Cholera, w styczniu
          robiłam tysiące sałatek i surówek, a teraz nawet nie chce mi się obrać ogórka,
          nie mówiąc o krojeniu cebuli czy myciu sałaty. Oooooch....

          Buźka!
          • olanc Re: Nie wychodzi 27.04.07, 15:29
            I tak trzymać :) Ja kupiłam górę warzyw :), coś wymyślę. Do po weekendzie :)
    • kompotzsushi Cholera... 18.05.07, 19:43
      ... już nie wiem, co robić. Zaczęłam znowu od poniedziałku jak trzeba, 3 dni
      szło nieźle, a potem znowu gorzej. Dzisiaj najadłam się czekolady - gorzkiej i
      ekologicznej, ale zawsze. Coś mi znowu nie wychodzi, na poczatku super, kg
      zjeżdżają szybko, a potem ciągnie mnie do normalnych zup, kanapek, orzechów, a
      nawet słodyczy. Chyba kupię sobie chrom i zacznę raz jeszcze. Za miesiąc mam
      ważne spotkanie - super byłoby ważyć z 6 kg mniej... Na dodatek jestem jakaś
      taka zdechła... Tak, chrom to moja deska ratunku - na razie!
      • malgaska Re: Cholera... 18.05.07, 22:51
        Mogłabym napisać to samo.. ;) czyli pociesz się nie ty jedna nie ty jedna....
        jakos tez nie moge na dobre zaskoczyć w tym roku... ;( pozdrowionka pa ....ale
        muszę chce i jeszcze mam nadzieje ze tego w koncu dokanam :)))dokonamy!!!!
        • kompotzsushi Re: Cholera... 19.05.07, 10:18
          Dzięki za słowa pocieszenia! No cóż, będę próbować, myślałam, że się uda bez
          tych garści suplementów (oczywiście poza GLA), fatburnerów itp. bo to kosztuje
          sporo, ale chyba do nich wrócę, już lepiej wydam kasę w aptece lub sklepie
          sportowym niż w cukierni czy w spożywczym przy półce ze słodyczami...
    • kompotzsushi Zaczynam od nowa! 19.05.07, 10:20
      Cel to minus 6-7 za równe cztery tygodnie. Właśnie wypiłam koktail
      długowieczności, za godzinę idę na aerobik. Trzeba będzie też wyciągnąć batut
      spod łóżka :)
      • kompotzsushi Re: Zaczynam od nowa! 20.05.07, 10:52
        Jest nieźle. Wczoraj zamiast aerobiku była siłownia, bolą mnie mięśnie dzisiaj.
        Przestępstw kulinarnych nie było. I juz "spadło" 800 g ;)
        Brnę dalej!
        • kompotzsushi Re: Zaczynam od nowa! 21.05.07, 10:19
          To jest znacznie lepsze rozwiązanie - zaczynać tydzień z drobnym sukcesem (-1,5
          kg), a nie jak zwykle dieta od poniedziałku :)
          Nie wiem, jak będzie dzisiaj z ćwiczeniami, bo muszę zostać w domu z chorym znów
          synkiem, ale może wieczorem...
          Pozdrawiam Was
          • baskerek Re: Zaczynam od nowa! 21.05.07, 10:37
            Czesc,
            jestem nowa czuestniczka formum, aczkolwiek od dawna czytam co ciekawego piszecie. Bardzo, bardzo
            pocieszajace jest to, ze nie tylko ja jedna trace checi i motywacje po tygodniu stosowania diety. Dzis
            zaczelam tydzien diety kopenhaskiej, ktora ma mnie przygotowac do PWT. Moj stan wyjsciowy - 72 kg
            przy wzroscie 160. Po prostu dramat. Dodam, ze w ciagu ostatniego roku przybralam 10 kg bedac na
            tabletkach anty... teraz, po odstawieniu po prostu musi sie udac zbic to, co przubylo!!! Bardzo, bardzo
            prosze o wsparcie ;-)
            • kompotzsushi Re: baskerek 22.05.07, 13:27
              Witaj, baskerek! Miło Cię poznać.
              Jak tam kopenhaska? Ja osobiście nie mam o niej dobrego zdania (stosowałam dwa
              razy, pozornie z sukcesem czyli -6, ale zawsze potem jojo). Cóż, szczerze to nie
              sądzę, żeby był potrzebny tego typu wstęp do pierwszej fazy PWT, która sama jest
              wstępem... zwłaszcza zważywszy na kawę z cukrem, która wydaje się nieodłącznym
              elementem kopenhaskiej i zupełnie niezgodnym z PWT. Najlepszym wstępem do PWT
              jest rezygnacja z kawy i cukru na tydzień przed + picie sporej ilości wody.
              Niemniej jednak trzymam za Ciebie kciuki.
              Pisz jak Ci idzie, choć może najlepiej we własnym wątku :)
          • kompotzsushi Re: Zaczynam od nowa! 22.05.07, 13:31
            No taaak, nie byłabym sobą, gdybym wczoraj nie rzuciła się na nerkowce, które
            przyniósł mój mąż (sama uprażyłam). Stąd i nie było dziś rano spadku wagi,
            ale... z drugiej strony... mam od wczoraj okres i traktuję siebie samą z
            wyrozumiałością.
            Zaraz zjem pierś kurczaka wg przepisu olanc.
            Na kolację - jajka.
            Na śniadanie był koktail malinowy.
            No i mówią Wam : Hejo!
            • kompotzsushi Re: Zaczynam od nowa! 23.05.07, 10:16
              Witojcie!
              Klasycznie już podczas okresu chodzę cała spuchnięta i waga stoi w miejscu... na
              dodatek zaczęło mnie boleć gardło. Opryszczkę wczoraj przyłapałam na chęci
              pojawienia się i od razu wykurzyłam zoviraxem (jak zaczęło się mrowienie w
              wardze). To jedyny sukces wczoraj, poza znalezieniem czarnych gładkich i nie
              grubych spodni dla syna, po kilku godzinach łażenia, oczywiście. Chodzenie po
              sklepach zaliczam sobie jako gimnastykę wczoraj. I lecę dalej z PWT.
              Oczywiście wczoraj zeżarłam w jakimś napadzie stresu znowu garść tych cholernych
              orzechów, a wieczorem nawet kawałek gorzkiej czekolady, ech, co za wstyd.
              Poza tym menu zgodne z planem.
              I dzisiaj będzie jeszcze bardziej zgodne. Kupiłam wczoraj chrom - może pomoże...
              :*
              • kompotzsushi Re: Zaczynam od nowa! 26.05.07, 09:58
                Hej, dziewczyny!
                No, nareszcie u mnie "zaskoczyło". Wdrożyłam się i schudłam już prawie 3 kilo.
                Śmieszne, że kupiłam ten chrom i nie łyknęłam ani jednej tabletki (zapomniałam),
                a ochota na słodycze przeszła mi sama, a dokładniej, to po prostu przetrzymałam
                kryzys i wygrałam.

                Dzisiaj wypróbuję dla odmiany Magiczną Zupę z Porów z książki "Francuzki nie
                tyją", qui vivra, verra.
                Dla tych, co nie znają, podaję przepis:
                Kupujemy 1 kg porów, myjemy, odcinamy większość zielonego (ja kupiłam po prostu
                same białe części na tacce), wrzucamy do garnka, zalewamy wodą, doprowadzamy do
                wrzenia, gotujemy 20-30 minut. Potem odcedzamy i pijemy wywar po pół szkalnki co
                2-3 godziny, a jako posiłki jemy po pół szkalnki gotowanych porów skropionych
                oliwą, siekaną natką pietruszki i ew. solą i pieprzem, ale ja zastosuję jakieś
                przyprawy zgodne z PWT. Tak odżywiamy się przez sobotę i niedzielę aż do
                wieczora. Na kolację w niedzielę (ok. 18.00) zjadamy kawałek gotowanego mięsa
                lub ryby (u mnie dorsz) + 2 warzywa na parze + 1 owoc. Potem idziemy spać :)

                Podobno zdejmuje tylko 1 kg, i to głównie wody (autorka tego nie ukrywa) ale ja
                to potraktuję jako dietę oczyszczającą, bo już dawno takiej nie stosowałam.

                Do jutra!
                • kompotzsushi Zupa z porów 27.05.07, 15:01
                  Fu fu fu i jeszcze raz fu! Niedobra ta "zupa". Przymuszam się do picia wywaru,
                  nie dałam rady zjeść tych gotowanych porów, ciągnęły mi się włókna do gardła -
                  wolę moje surowe pory w plasterkach pokropione olejem lnianym, z dodatkiem jajka
                  na twardo i/lub pieczarek. Próbowałam te gotowane porska zmiksować i przetrzeć
                  przez sitko, ale nie wyszło - za duż włókien. Tak więc wczoraj piłam ten napój
                  (z obrzydzeniem), a jadłam gotowany seler, trochę mięsa z rosołu i truskawki -
                  duuużo za dużo. Ale nic to, truskawki są zdrowe. Dziś wróciłam do Planu. Zmęczę
                  jakoś ten wywar porowy na zmianę z wodą żurawinową. Może wypróbuję kiedyś drugi
                  przepis na magiczną zupę z książki o Francuzkach. Podobno on jest dla tych, co
                  nie lubią porów. Ja co prawda lubię pory (tak myślałam do wczoraj), no ale
                  proszę Państwa, nie w każdej postaci!
                  Tym miłym porowym akcentem kończę. Pochwalę się jeszcze, że byłam dziś na
                  aerobiku o pięknej nazwie Body Sculpture i nie czuję rąk...
                  A jak tam miłe Panie???
                  • kompotzsushi Ciąg dalszy 28.05.07, 08:09
                    Eee, znowu zrobiłam błąd i zjadłam wieczorem pistacje (słone, robaczywe i
                    zjełczałe) i trochę gorzkiej czekolady. Mam za swoje - rano podpuchnięta i 1 kg
                    do góry. No more. Już więcej tego błędu nie popełnię. Na szczęście w sumie i tak
                    jestem na minusie (-2 kg po półtora tygodnia). Mam nadzieję, że szybko naprawię
                    błąd i znów przyspieszę. Na razie!
                    • kompotzsushi Re: Ciąg dalszy 29.05.07, 08:59
                      Przetrenowana (zwłaszcza nogi), ale na dobrej drodze. Waga przystanęła na
                      trochę, a dziś na obiad będzie ratatouille. Nie jest super, jak na wykresie
                      odchudzania (w Excelu - to już zboczenie?) widnieje tylko - 1,8 kg po 2
                      tygodniach, ale w sumie to lepiej niż nic, choć bywało... - 4 w tym samym
                      czasie, ech, te powroty...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka