Dodaj do ulubionych

kocham byłą żonę

23.10.11, 21:48
Wciąż kocham swoją byłą żonę i nie potrafię poradzić sobie z tym uczuciem. Różnie układało się w naszym małżeństwie były dobre i złe chwile jak w większości związków, ale nigdy nie przestawałem jej kochać. Po 19 latach złożyła wniosek o rozwód. Wiem, że popełniłem wiele błędów ale chciałem się zmieniać i zrobić wszystko by uratować naszą miłość i rodzinę. Kariera, znajomi, wyjazdy służbowe, konferencje i szkolenia stały się dla niej ważniejsze niż rodzina. Powiedziała że nie pasuję już do jej świata. Odtrącała każdy mój przejaw miłości i czułości. Powiedziała że ją ograniczam i tłamszę psychicznie i zapisała się na terapię dla ofiar przemocy w rodzinie przy CPK, terapia przez teatr. Zaczęła dawać swoje ogłoszenia na portalach randkowych, spotykać się z innymi facetami i powtarzała jak mantrę: ja jestem najważniejsza, tylko moje szczęście się liczy. Nie chciałem rozwodu ale wmówiła mi, że może paradoksalnie pomoże się nam to do naleźć i ponownie się zbliżyć. Nie wyciągałem brudów, nie targowałem się o alimenty zrobiłem wszystko by nie palić za sobą mostów, choć moja żona przedstawiła mnie w sądzie w nie najlepszym świetle. A ją kochałem i przez wiele lat sam pracowałem na utrzymanie rodziny, troszczyłem się o nią i dzieci, za moją kasę skończyła dwa kierunki studiów, prawo jazdy, prałem, sprzątałem, gotowałem, prowadzałem dzieci do szkoły i przedszkola, Zajmowałem się domem i dziećmi gdy wyjeżdżała na kilkudniowe konferencje. W sądzie powiedziała, że jest ofiarą przemocy w rodzinie. A ja milczałem. Teraz trafia mnie szlak gdy co kilka dni widzę ją z innym facetem wracającą w nocy do domu. Czasami wyjeżdża na kilka dni i nastoletnie dzieci zostają bez opieki. Nie chce ze mną rozmawiać, a jeśli już to powtarza tylko swoją mantrę: ja jestem najważniejsza i tylko moje szczęście się liczy. A co mam powiedzieć ja po 19 latach małżeństwa. Terapia w CPK daje kobietą fantastyczne alibi przed sądami i własnym sumieniem i zamiast ratować rodziny niszczy je. Wiem, że każdy przypadek jest jednostkowy i każdy człowiek jest inny i różne są sytuacje w rodzinach i w niektórych faktycznie dochodzi do przemocy ale dlaczego wrzuca się wszystkich do jednego worka, i nie daje się szansy tym którzy chcą ratować swoje rodziny i miłość np. partnerom tych kobiet. Nadal kocham swoją byłą żonę. Choć ona teraz okazuje mi tylko pogardę. Wytworzyła we mnie poczucie winy, a moje błędy stały się alibi dla jej postępowania. Przez ostatnie kilka lat nieustanie manipulowała moimi uczuciami i emocjami, a ja brałem wszystko do siebie i szukałem w sobie winy. A ona po prostu miała innego i szukała tylko pretekstu do kłótni powodu do rozwodu. Kobiety potrafią być naprawdę okrutne. Na pierwszy rzut oka wydaje się niewinną, wrażliwą, ciepłą, otwartą osobą, a potrafi być tak okrutna. A ja nawet nie potrafię jej znienawidzić i wciąż ją kocham i choć tak bardzo mnie rani i jak tu żyć. Znajomy powiedział mi: " baby to ch...e z cyckami " a ja przez całe życie chciałem wierzyć w to, że tak nie jest.
Obserwuj wątek
    • potwor_z_piccadilly Re: kocham byłą żonę 23.10.11, 22:07
      I znów muszę to napisać.
      Gatunek męski schodzi na psy.
    • gs.x Re: kocham byłą żonę 23.10.11, 23:32
      no coz twoj przypadek potwierdza fakt ze bycie dobrym nie jest haczykiem na kobiety. One chca cos innego. Jakbys nie byl dobry to wcale nie pogarszalo by twoich szansz. Nic by nie zmienialo za pewne. Z drugiej strony byliscie razem 19 lat, ale jak piszesz lakonicznie jednak jakies bledy miales moze jak ja straciles dopiero zaczoles ich zalowac.
    • ewa.zeromska Re: kocham byłą żonę 24.10.11, 09:41
      Piszesz jak biedna, zagubiona ofiara. Ale co z tą przemocą w rodzinie? Czy to są te błędy, które popełniłeś, jakoś bardzo marginalnie potraktowałaś ten wątek.
      A więc znęcałeś się nad nią, biłeś ją, czy nie? Czy ona to tylko wymyśliła, a ty na to pozwoliłeś?
      Coś mi się nie wydaje!

      Rozwód, to rozwód. Sąd tak zdecydował, na waszą prośbę. Znakiem tego, każde z was ma swoje oddzielne życie. Nie masz prawa kontrolować, ani oceniać tego, co ona teraz robi. Nie jest twoją żoną.
      Jeśli uważasz, że za dużo pracuje, że nie ma zbyt wiele czasu dla dzieci, to zajmij się nimi. Z dziećmi rozwodu nie wziąłeś. Prawda?
      • piotrklim Re: kocham byłą żonę 24.10.11, 11:13
        Nigdy jej nie uderzyłem. Jedynym powodem naszych kłótni były jej niedwuznaczne relacje z innymi facetami, gdy zaczęły się kilkudniowe wyjazdy na szkolenia i konferencje, dziwne telefony i sms-y i ciągłe pisanie na fb. z "kolegami"z tychże wyjazdów. Nie miała dla mnie czasu. A dla nich tak. Odtrącała każdy przejaw mej czułości. Dla nich była miła i słodka a dla mnie zimna i szorstka. Moim błędem było to, że dawałem się jej prowokować do kłótni, a ona to nagrywała wykorzystać to w sądzie. Po rozwodzie powiedziała mi, że przez ostatnie trzy lata robiła wszystko bym ją zostawił bo była zauroczona jakimś facetem z pracy, a skoro nie chciałem i nie dawałem się zniechęcić to odeszła sama. To straszne ale przez kilka lat manipulowała moim -naszym, życiem. Po prostu napisała sobie taki scenariusz i nie było w nim miejsca dla mnie, moich uczuć i marzeń. Przestałem pasować do jej nowego świata, byłem już niepotrzebny. Może gdyby uczciwie nie potraktowała i powiedziała prawdę było by mi łatwiej. Atak rozbudziła we mnie ogromne poczucie winy za to że się rozstaliśmy. I chyba przez to wciąż ją kocham. Wiem, że to jest żałosne i sam już nie mam szacunku dla siebie, ale naprawdę zawalił się mój cały świat. Najgorsze, że i w oczach dzieci też jestem żałosnym dupkiem. Nastoletni syn mi radzi " zacznij żyć znajdź sobie kogoś tak jak mama" . Co będzie z tymi dziećmi kiedy teraz tak lekko do tego podchodzą, jak będzie wyglądało ich życie, miłość i rodzina. A psychoterapia nastawiona jest na egoizm " tylko moje szczęście się liczy, ja jestem najważniejsza" Mam gdzieś taką terapie. Straciłem wiarę w miłość, wierność i uczciwość,. Straciłem wiarę w dobro i ludzi.
        • Gość: nammkha Re: kocham byłą żonę IP: 192.166.203.* 25.10.11, 16:38
          To nie jest tak, że psychoterapia sprawia ze stajemy się egoistami. Twoja była żona przestała Cię kochać. Musisz się z tym pogodzić. Twój syn ma rację, przestań latać za kimś kto tobą gardzi - zastanów się dlaczego kochasz taką osobę? Jak na mój gust to problem tkwi w tobie - oczywiście masz prawo czuc się porzucony, oszukany, rozczarowany itp. ale to już się skończyło, kobieta nie jest już twoja ma prawo zyć jak chce, ty natomiast powinienes przeżyć załobę a potem powrócić do samodzielnego życia i zbudowac związek z kimś innym, jeśli będziesz chciał. Zajmij się sobą. Pomóż sobie. Polecam terapię.
          • grzegorz961 nie moge czytac tych "porad"!!!!! 09.12.11, 01:02
            musze wie wtracic (mam podobnie bolesne doswiadczenia), ale nie o tym chcialem napisac.
            Bulwersuje mnie po prostu PROSTACTWO myslenia wielu osob tak jak ten wpis i jemu podobne. Otoz przyjmujac logike takiego emocjonalnego jamochlona, co typowe w naszej kulturze, na wszystko jest jakies zwykle lekarstwo, masc, jakas terapia. Kazde zachowanie, uczucie - inne niz tzw zdrowe - jest zaburzeniem, ktore trzeba szybko wyleczyc. Nie przyznawac sie, nie mazgaic, szybko znalezc inna, skoczyc do specjalisty, zaliczyc kilka d.up i przechodzi. No jak katar po prostu.

            Z drugiej strony jest rzekome pragnienie przezywania wielkich uczuc, tesknoty za nimi, narzekan ze ich nie ma itd. Ale jak juz u kogos sa, a przciez objawiaja sie WLASNIE tym, ze sa NIEROZSADNE, wlasnie tym! - to wtedy radzi sie powszechnie jak wyzej - masc, nowa d.. i specjalista i hop w nowa relacje. Nie mazgaic sie.

            Czytam to wszedzie, i jets to nie tylko intelektualny belkot (przypuszczam ze tacy "doradcy" nie czytali wiele poza folderami reklamowymi, bo zauwazyliby ze wielkie milosci, niemal zawsze nieszczesliwe i NIEROZSADNE, byly glownym tematem wiekszosci dziel kultury. Wystarczy wspomniec Romea i Juile, Karenine itd. Tez mozna by im powiedziec - olac laske, znalezc nowa i poleciec na szybka terapie) ale przyklad schizofrenii. Albo uznajemy ze sa na tym swiecie uczucia WBREW wszystkiemu, albo mowimy ze nie ma, ze wszystko to kwestia odpowiednich terapii, zabiegow, masci i spacerow. Zdecydujmy sie.

            zachecam do listow, bo tez cierpie koszmarnie ale nie bawie sie w prymitywnego szybkiego doradce jak wielu na roznych forach
            grzegorz@robomatic.pl
        • bumer83 Re: kocham byłą żonę 28.10.11, 12:56
          Witam
          Nie sugeruj się wypowiedzią Pani Ewy, jest stronnicza - nie pierwszy raz zresztą. Może ją ktoś zranił?
        • ka-zw Re: kocham byłą żonę 23.11.11, 14:42
          piotrklim

          witam.przykra sprawa,współczuje ci naprawde,jestes cudownym ojcem skoro zostałes,opiekujesz sie dziecmi,kiedys napewno ci podziekuja.niepotrzebnie sie wpedzasz w poczucie winy,swiat sie nie skonczył na twojej byłej,rozejrzyj sie dookoła a noz czeka jakas fajna kobitka na ciebie.zapomnij o swojej byłej,ona cie nie chce,zyj dalej nie zadreczaj sie.jesli chcesz napisz domnie,z miła checia popisze z toba prywatnie,moze sie zaprzyjaznimy,bez podtekstów:)mam na imie Ania.moze fajna znajomosc z tego powstanie.pozdrawiam i podaje maila.ka-zw@gazeta.pl.
    • bylemrogaczem Re: kocham byłą żonę 24.10.11, 10:06
      weż chłopie i zacznij sie leczyć . Sam przez to przechodziłem i wiem ,że nie jest łatwo pozbyć sie tego uczucia. Niełatwo co cie znaczy niemożliwe . Do miłości nie da się nikogo zmusić a żebranie bywa dość upokarzające . Jak nie masz przyjaciół którzy pomogą ci poukładać eszystko równo w głowie to przejdź się do psychologa . Uzależnienia się leczy !!!!!!!!!

      ------------------------------------------------------------------------------------------------------------
      bylemrogaczem.blogspot.com/
    • porucznik.rzewski No coż...... 25.10.11, 22:16
      miękki frajer jesteś.
    • Gość: amar Re: kocham byłą żonę IP: *.uznam.net.pl 09.11.11, 07:51
      Moja sytuacja jest podobna, ukochana partnerka odeszła już 1,5 roku temu a ja wciąż za nią(oraz dzieciaczkami oczywiscie) bardzo tęsknię. Podobno własnie miarą miłości jest tęsknota. Nie wiń się za to , że odeszła. Kobiety zazwyczaj postępują irracjonalnie,same po pewnym czasie nie wiedzą dlaczego tak zrobiły, mają przy tym ciekawy środek obronny swojej psychiki i upewnianiu się w swej racji, kiedy sobie coś wymyślą, powtórzą kilkakrotnie i zaczynają w to wierzyć tak jak by zdarzyło się naprawdę. Często podpowiadają im "cudowne" posunięcia życiowe ich koleżanki. Co zaś tyczy się psychoterapii, to masz rację, że większość terapeutów idzie na łatwiznę i właśnie proponują zadbanie o wyłącznie swoje zadowolenie, egoistycznie ale skutecznie czynią z naszych kobiet niezależne, twarde, walczące jedynie o swoje potrzeby istoty.
      Wbrew pozorom my faceci jesteśmy w takiej sytuacji w niebezpieczeństwie, ciężko sobie z tym poradzić.Przy okazji ciekawe co mają do powiedzenia fachowcy, którzy twierdzą iż miłość to nic innego jak nieco chemii w naszym mózgu, która wydziela się max 2-3 lata, a potem to tylko przywiązanie i przyzwyczajenie. Otóż widocznie jestem dziwadłem, po ok. 8 latach bycia razem i już 1,5 roku samotności nadal kocham i nic mi się nie wydaje. Nie jestem nawet być na nią zły za to co zrobiła, nie jestem zazdrosny o to że zmieniła kilku partnerów aby teraz jak twierdzi znalazła tego jedynego...? Osobiście jestem w głębokiej depresji, nie czekam na nic, na następny dzień, obojętnie mi co się dzieje wokół, jaka pogoda, itd.... Wiem, że czas do specjalisty, ale nie mogę się wybrać. Powiem Ci jeszcze jedną rzecz, znajomych i przyjaciół nie obciążaj swoim problemem, ponieważ po pewnym czasie pies z kulawą nogą już nie zadzwoni i to nawet wtedy kiedy nie prosisz o pozyczenie kasy. Każdy ma swoje problemy, a wiecznie smutny kolega nie jest dobrym fluidem dla nikogo.
      p.s też bardzo dbałem o rodzinę, dom i rodzinka w nim to był mój skarb. Ona do dziś nie rozumie ,że straciłem mój świat. Jej się wydaje ,że po prostu odeszła i nic się nie stało takiego.
    • costasa Re: kocham byłą żonę 09.12.11, 10:28
      Ona cię gnoi, pogardza, niesprawiedliwie oskarża, wykorzystuje
      A ty ją kochasz
      Tak?


      No więc to nie jest miłość tylko uzależnienie od toksycznego układu. To się leczy bo jest destrukcyjne dla wszystkich, co gorsza wychowujesz dzieci na takie same bezwolne nieszczęśliwe ofiary "innych".
    • yoko0202 problem w tym, że 09.12.11, 12:45
      > Wiem, że popełniłem wiele błędów ale chciałem się zmieniać i zrobić wszystko by uratować naszą miłość i rodzinę.

      czasami miłość się kończy, człowiek jest w stanie znieść tyle i tyle, a więcej już nie - taka niekarmiona miłość zostawiona sama sobie po prostu zdycha z głodu

      > kocham i choć tak bardzo mnie rani i jak tu żyć. Znajomy powiedział mi: " baby
      > to ch...e z cyckami " a ja przez całe życie chciałem wierzyć w to, że tak nie j
      > est.

      rani, bo już nie chce z Tobą być? no sorry, takie życie, kobieta ma wolną wolę i nie ma obowiązku Cię kochać.
    • Gość: nietak Re: kocham byłą żonę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.11, 21:29
      Bidulek. Awantury i znęcanie się psychiczne bolą bardziej niż ciosy. Ręką jej nie uderzyłeś, za to słowem tak. Dobrze zrobiła, że odeszła.
    • Gość: Realista Re: kocham byłą żonę IP: *.ghnet.pl 10.12.11, 00:06
      Uważam, że padł Pan ofiarą złej kobiety. Współczuję Panu. W Pana sytuacji skupiłbym się na dzieciach, na pracy zawodowej, która przynosi satysfakcję, a w dłuższej perspektywie może i na znalezieniu nowej partnerki. Niech Pan zapomni o tamtej. Być może pomogłaby Panu psychoterapia dynamiczna. Proszę pamiętać, że ofiara nie może czuć się winna, ale z psychologicznego punktu widzenia tak się niestety często dzieje. Trzymam za Pana kciuki!
    • Gość: LMA Re: kocham byłą żonę IP: 80.50.135.* 12.11.12, 11:57
      Witam w klubie.
      3 lata po ślubie, 2 małych dzieci (3 latka i 4 miesiace). Żona i dzieci były całym światem, wstawałem po nocach, pracowałem, zrezygnowałem ze znajomych bo miałem wszystko. Byłem szczęśliwy, żona jak twierdziła tez. Ale 3 miesiace temu wszystko sie zesrało. Żona i tesciowa traktują mnie jak śmiecia..... nie było nic dobrego w tych 3 latach... problem jest bardziej złożony bo u mnie jeszcze "kochana" mamusia działa..... ale finał jest bardzo podobny nadal kocham i tesknie nie tylko za dziecmi ale i za żoną, chociaż jej już tego nie mówi i nie okazuje... powiedziałem sobie "dość, nie to nie" tylko dzieci tak bardzo żal :(
      Ja osobiście chodze do psychologa, staram sie spedzac czas z dziecmi choc jest to utrudniane przez żone i pracuje. Generalnie to wszystko pomaga, choć bywaja dni że szkoda gadać.....
      Pozdrawiam i trzymam kciuki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka