baloo
06.02.04, 05:20
Czy wydawnictwa w Polsce stosuja zazwyczaj metode opisana przez Szwedzka,
czyli chamskie olewanie umowy i udawanie , ze nie ma sprawy czy tez
osiagnely juz wyzszy stopien ewolucji i walcza przy pomocy paragrafow
pisanych malymi literkami na przedostatniej stronie umowy ?
;o)
Jesli juz , to na co zwrocic uwage ? Co powinno (musi) a co nie powinno (nie
moze) znalezc sie w takiej umowie, zeby Tlumacz nie musial schylac sie po
mydlo na kazde zadanie Wydawcy ?
Dzieki de la montagne
B.