Dodaj do ulubionych

tlumaczenia

16.06.03, 17:03
Witam drodzy Forumowicze.
Z tego, co wyczytalam w Waszych postach jestescie, w przeciwienstwie do mnie,
doswiadczonymi tlumaczami, wiec moze oswiecicie mnie w nastepujacej sprawie:
Jak wyglada proponowanie wydawnictwom ksiazek do tlumacenia? Czy takie cos
wogole sie praktykuje? Co w takiej sytuacji z prawami autorskimi?
Z gory dziekuje za odpowiedz.
I pozdrawiam Wszystkich serdecznie.
Sonia
Obserwuj wątek
    • baloo1 Re: tlumaczenia 17.06.03, 00:54
      Witaj, Podwojna Soniu ;o)

      Hehehe, co do mnie, to w mylnym tkwisz bledzie - w tym caly urok Netu - ja na
      przyklad tlumaczeniem zajmowalem sie od przypadku do przypadku, na marginesie
      dzialalnosci zawodowej, czasem dla przyjemnosci, czasem z musu.
      Troche sie tego uzbieralo przez lata, ale bez przesady... poniewaz wydawnictwa
      i teksty byly takie bardziej , no powiedzmy "niszowe", to sprawy praw
      autorskich nie byly zbyt wazne, wiadomo bylo, ze naklad niezbyt wielki i
      raczej na pewno wznawiane toto nie bedzie. Wiec liczylo sie tylko to, aby nie
      oszwabili przy wyplacie i zeby nazwisko , jak nalezy , na odpowiedniej stronie
      umiescili ;o). No i w pewnym stopniu, zeby tekst byl w miare ciekawy... Piekne
      lata ;o)... A jedyne moje zetkniecie z "prawdziwym rynkiem wydawniczym"
      opisalem na sasiednim watku , hahahaha ... i tyle mojego "doswiadczenia".
      Natomiast tematyka ta interesuje mnie ze wzgledow rodzinnych , no i moze
      blizszej lub dalszej przyszlosci (kto wie, co czlowiekowi przyjdzie w zyciu
      robic ?). Mysle, ze na tym millefiorowym forumie bede raczej czytelnikiem ,
      niz TFUrcą.
      Aha, co do glownego pytania : sam nigdy nie biegalem z propozycjanmi do
      wydawnictw. "Same" sie zglaszaly, tzn. autorzy lub inni znajomi kroliczka
      przychodzili, gdy odczuwali taka palaca potrzebe ;o)
      Mimo totalnego braku doswiadczenia w tej dziedzinie, mam niejasne przeczucie,
      ze gdy sie przychodzi do jakiegos Wielce Szanownego Wydawnictwa z "propozycja"
      tlumaczenia , czyli po prosbie, to juz sie jest w gorszej pozycji - petenta.
      Czyli juz na wejsciu trzymaja Cie za jadra, bo to Tobie zalezy, a nie im. A
      juz nie dak Boze zdradzic sie, ze sie juz jakis duzy kawal przetlumaczylo "dla
      zachety". Gdybym byl wydawca, bezwzglednie bym takie sytuacje
      wykorzystywal ;oD

      Klaniam nisko

      B.

      • soniasonia Re: tlumaczenia 17.06.03, 10:38
        Bardzo dziekuje za odpowiedz, mimo ze niezbyt ona optymistyczna.
        Domyslam sie, ze bieganie z propozycjami po wydawnictwach stawia nas juz "na
        wejscie" w pozycji tego, ktoremu zalezy - ale czy poczatkujacy tlumacz ma
        jakies inne wyjscie? Jak na razie moge pochwalic sie "wspol-tlumaczeniem"
        jednej ksiazki, wiec nie moge liczyc na to, ze wydawnictwo zrobi pierwszy krok.
        A pomysl biegania po wydawnictwach zrodzil sie poniewaz mieszkam ( mam
        nadzieje, ze juz niedlugo) poza granicami kraju, wiec mam dostep do ksiazek,
        ktore (jeszcze) nie zostaly u nas wydane i chcialabym skorzystac z sytuacji.
        Pytajac o prawa autorskie, mialam na mysli "dzielo oryginalne", tzn. czy zeby
        zaproponawac polskiemu wydawcy tlumaczenie musze miec zgode autora? pierwszego
        wydawcy? czy tez takie sprawy zalatwia polskie wydawnictwo?
        Pozdrawiam serdecznie
        Sonia
        • millefiori Re: tlumaczenia 17.06.03, 12:04
          soniasonia napisała:

          > Bardzo dziekuje za odpowiedz, mimo ze niezbyt ona optymistyczna.
          > Domyslam sie, ze bieganie z propozycjami po wydawnictwach stawia nas juz "na
          > wejscie" w pozycji tego, ktoremu zalezy - ale czy poczatkujacy tlumacz ma
          > jakies inne wyjscie? Jak na razie moge pochwalic sie "wspol-tlumaczeniem"
          > jednej ksiazki, wiec nie moge liczyc na to, ze wydawnictwo zrobi pierwszy
          krok.

          Nie wyglada to rozowo. Jesli Ty zrobisz pierwszy krok, moze sie zdarzyc, ze
          wydawnictwo owszem, ksiazke "chwyci", ale to nie Ty ja bedziesz tlumaczyc...
          Mozesz tez zostac odeslana z kwitkiem i informacja (prawdziwa lub nie), ze kto
          inny (wydawnictwo czy okreslony tlumacz) ma umowe z danym autorem czy
          wydawnictwem na publikacje w Polsce, ze ksiazka w obecnej sytuacji rynkowej
          sie nie sprzeda, bo "nie jest na czasie", itp, itd.

          > A pomysl biegania po wydawnictwach zrodzil sie poniewaz mieszkam ( mam
          > nadzieje, ze juz niedlugo) poza granicami kraju, wiec mam dostep do ksiazek,
          > ktore (jeszcze) nie zostaly u nas wydane i chcialabym skorzystac z sytuacji.

          Nie Ty jedna wpadlas na ten pomysl. Moj znajomy (dane z konca lat 90.) zyl
          bardzo przyzwoicie z przkladow, tyle, ze tlumaczyl i wspolpracowal z
          wydawnictwami od konca lat 70. a, z powodu dostepu do zagranicznych
          nowosci, "podrzucal" wydawcom tytuly. Wyrobil sobie marke i nazwisko, a po
          roku 89. gdy wydawnictwa w Polsce zaczely sie mnozyc jak kroliki, to on,
          legitymujac sie swym dorobkiem stanowil rekomendacje dla kilku nowopowstalych
          wydawnictw. Tyle, ze byly to wydawnictwa, zalozone przez ludzi, z ktorymi juz
          wczesniej wspolpracowal.

          Jak to pokrotce wygladalo w latach 90 - ponizej. Czy cos sie od tej pory
          zmienilo - nie wiem.

          Musialabys trafic na ksiazke:
          - ktorej autor/wydawca nie ma podpisanych umow na wylacznosc publikacji w
          Polsce przez okreslonego wydawce/tlumacza (takie dane ma ZAiKS),
          - negocjowac z autorem i wydawca oryginalu albo, co najbardziej prawdopodobne,
          z ich agentami.
          - Zeby takie negojacje rozpoczac, musisz miec w reku atuty - Twoje juz
          opublikowane tlumaczenia, ew. recenzje z nich, czy mozliwosc wylegitymowania
          sie stala wspolpraca z wydawca publikujacym ksiazki o zblizonym profilu. To
          tez jeszcze nie przesadza sprawy, gdyz posiadacz praw autorskich czy tez
          prawnik/agent sprawdza, jak wyglada sytuacja potencjalnego partnera w
          interesach, chodzi przeciez o pieniadze z tantiemow.
          - Jesli wydawca/autor wyrazi zgode na pismie, czym predzej zglosic tytul z
          uprawnieniem do przekladu i "zaklepac" ksiazke dla siebie w ZAiKSie.


          > Pytajac o prawa autorskie, mialam na mysli "dzielo oryginalne", tzn. czy
          zeby
          > zaproponawac polskiemu wydawcy tlumaczenie musze miec zgode autora?
          pierwszego
          > wydawcy?

          Najprawdopodobniej i wlasciciela praw autorskich, autora - jesli zyje - lub
          jego spadkobiercow do praw i wydawcy oryginalu. Niekiedy sam autor wybiera
          tlumacza z danego jezyka - np. przypadek Cortazara i jego znakomitej tlumaczki
          na polski, Zofii Chadzynskiej.


          czy tez takie sprawy zalatwia polskie wydawnictwo?

          Owszem, dla siebie.

          > Pozdrawiam serdecznie
          > Sonia
          >
          Serdecznosci,
          M.
          • soniasonia Re: tlumaczenia 17.06.03, 12:28
            Bardzo dziekuje za tak wyczerpujaca odpowiedz.
            No coz, chyba pora wrocic do nauczania!
            Pozdrawiam i zycze powodzenia w pracy.
            Sonia
            • millefiori Re: tlumaczenia 17.06.03, 23:12
              soniasonia napisała:

              > Bardzo dziekuje za tak wyczerpujaca odpowiedz.
              > No coz, chyba pora wrocic do nauczania!
              > Pozdrawiam i zycze powodzenia w pracy.
              > Sonia

              Soniu, zalozeniem tego forum nie jest krakanie i przedstawianie sytuacji rynku
              wydawniczego w jak najczarniejszych barwach. Zbiegiem okolicznosci w
              okreslonym miejscu i czasie kilku osobom wspolpracujacym z wydawnictwami i
              odwiedzajacym forum GW zdarzyly sie podobne historie, z czego mniej wiecej
              polowie w kontekscie tego samego wydawnictwa.
              Soniu, nie pisze tego po to, zeby Cie odstraszyc czy odwiesc od zamiarow, ani
              tez w celu obrony grupy juz zaistnialych tlumaczy przed naplywem nowych kadr.
              Zawsze musi byc ten pierwszy raz - z publikacjami jest tak samo- wiec nie
              zrazaj sie i probuj.
              Zycze Ci serdecznie powodzenia,
              millefiori
              • baloo1 Re: tlumaczenia 18.06.03, 00:36
                No wlasnie to samo chcialem napisac, Millefiori.

                Ale swoja droga, czy znacie kogos, kto od razu z marszu byl w stanie sie
                utrzymac z samych tlumaczen ? Pytanie jest tylko czesciowo retoryczne (moze
                rzeczywiscie komus sie udalo?)

                Tak, ze z tym nauczaniem (czy innym zajeciem) "w okresie przejsciowym" to nie
                jest taki glupi pomysl ;o)
                • millefiori Re: tlumaczenia 18.06.03, 10:11
                  baloo1 napisał:

                  > No wlasnie to samo chcialem napisac, Millefiori.
                  >
                  > Ale swoja droga, czy znacie kogos, kto od razu z marszu byl w stanie sie
                  > utrzymac z samych tlumaczen ? Pytanie jest tylko czesciowo retoryczne (moze
                  > rzeczywiscie komus sie udalo?)

                  Niestety, nie znam ani nie slyszalam... Moze udaje sie to tumaczom
                  A/ etatowym
                  b/kabinowym, a zwlaszcza symultanicznym?

                  >
                  > Tak, ze z tym nauczaniem (czy innym zajeciem) "w okresie przejsciowym" to
                  nie
                  > jest taki glupi pomysl ;o)

                  Zgadzam sie z Toba, Baloo!
                  Soniu, powodzenia:-)
                  millefiori
                  • isanda Re: tlumaczenia 19.10.03, 23:11
                    owszem, utrzymuje sie z samych tlumaczen,i to niezle. Jednakze nie sa to
                    tlumaczenia literackie, nad czym bardzo ubolewam. Jestem tlumaczka przysiegla
                    o profilu prawnym, hiszpanski i angielski. Kocham swoj zawod i wciaz nie moge
                    sie nadziwic, ze ludzie chca mi placic za to, zebym mowila swoim ojczystym
                    jezykiem. Prowadze tez dosc dynamiczna agencje tlumaczy, ale w Anglii. Kiedy
                    czytam komentarze tlumaczy z Polski na temat stawek za tlumaczenia to po
                    prostu dziwie, ze sobie pozwalacie na taka eksploatacje waszych talentow.

                • soniasonia do Millefiori i Baloo1 18.06.03, 10:24
                  Dziekuje za slowa otuchy.
                  Wcale nie pomyslalam, ze chcecie mnie zniechecic, czy bronicie swoich
                  interesow, wrecz przeciwnie jestem wdzieczna za jasne przedstawienie sytuacji.
                  Do tej pory mialam dosc naiwne wyobrazenie o rynku wydawniczym, dzieki Wam
                  wiem, ze trzeba byc ostroznym.
                  Nie zamierzam rezygnowac, wiem, ze poczatki zawsze sa trudne i trzeba
                  tlumaczenie potraktowac jako zajecie dodatkowe.
                  Zeby zakonczyc pozytywnym akcentem wspomne, ze moj jak do tej pory jedyny
                  kontakt z wydawnictwem (Santorski) byl bardzo przyjemny - naiwnie myslalam, ze
                  zawsze tak bedzie.
                  Jeszcz raz dziekuje za cenne informacje.
                  I zycze powodzenia ... nam wszystkim
                  Sonia
                  • millefiori Re: do Millefiori i Baloo1 18.06.03, 10:49
                    Dziekuje w imieniu wlasnym i Ballo.
                    Wcale nie myslalas naiwnie, tylko jak kazdy normalny czlowiek!
                    Dziekuje Ci takze za pozytywna ocene - na podstawie doswiadczen - dla
                    Wydawnictwa Jacka Santorskiego i ciesze sie, ze zaczynaja sie na tym forum
                    pojawiac plusy dla wydawcow.

                    Jeszcze raz wszystkiego dobrego,
                    zapraszam Cie do dalszego odwiedzania forum,
                    millefiori
                    • millefiori Tlumaczenia, tlumacze, translatory i stawki 21.10.03, 23:09
                      isanda napisała:

                      > owszem, utrzymuje sie z samych tlumaczen,i to niezle. Jednakze nie sa to
                      > tlumaczenia literackie, nad czym bardzo ubolewam. Jestem tlumaczka
                      przysiegla
                      > o profilu prawnym, hiszpanski i angielski. Kocham swoj zawod i wciaz nie
                      moge
                      > sie nadziwic, ze ludzie chca mi placic za to, zebym mowila swoim ojczystym
                      > jezykiem. Prowadze tez dosc dynamiczna agencje tlumaczy, ale w Anglii. Kiedy
                      > czytam komentarze tlumaczy z Polski na temat stawek za tlumaczenia to po
                      > prostu dziwie, ze sobie pozwalacie na taka eksploatacje waszych talentow.
                      >

                      Sadze, ze obecna sytuacja na polskim rynku tlumaczen jest spowodowana stara
                      regula, ze gorszy pieniadz wypiera lepszy. Nie mowie tu o niewielkiej grupie
                      zawodowych, profesjonalnych tlumaczy stale wspolpracujacych z PORZADNYMI - co
                      nalezy podkreslic - wydawnictwami czy biurami tlumaczen.
                      Problem jest bardzo zlozony.
                      Po pierwsze - obecna sytuacja na rynku pracy - podaz przewyzszyla popyt.
                      Po drugie, wiele osob parajacych sie tlumaczeniami niestety nie zna dobrze
                      ani jezyka ojczystego, ani, tym bardziej obcego, nie mowiac juz o slownictwie
                      fachowym czy wykazuje sie powaznymi brakami w wyksztalceniu ogolnym i
                      logicznym mysleniu.
                      Po trzecie, wynikajace z pierwszego, dumpingowe ceny oferowane przez - z
                      jednej strony - potencjalnych zleceniodawcow, ktorzy wybieraja najtansza
                      oferte (zawsze sie znajda desperaci, ktorzy sie za to chwyca), a z drugiej
                      strony nie tylko przez same osoby starajace sie wyzyc z lub dorobic
                      tlumaczeniami, ale tez przez biura tlumaczen starajace sie zaistniec,
                      przyciagnac klientow badz utrzymac na rynku. Na forum Tlumaczenia pojawialy
                      sie w ostatnich miesiacach pytania, czy stawka 12 zl brutto za przeklad strony
                      mszp. znormalizowanego z jezyka grupy 1 (np. angielskiego) jest do przyjecia.
                      Moim zdaniem jest to skandaliczna oferta.
                      Pozwole sobie wkleic tu – jako przyklad dla potwierdzenia moich slow link do
                      Tlumaczen

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10100&w=7007077
                      i fragment z prywatnej korespondencji z matka chrzestna i inspiratorka tego
                      forum, Mary-Ann. Mary Ann zawdzieczamy dyskusje na temat nieuczciwego
                      postepowania wobec tlumaczy na przykladzie firmy wydawniczej podpisujacej sie
                      jako Larousse-Polska.
                      Mysle, ze Mary Ann nie bedzie miala nic przeciwko temu? Tym razem moj kawalek
                      (z czerwca br):

                      „...Chodzi za mna ta magiczna kwota 25 zl brutto za strone [pojawiajaca sie w
                      oferatch wydawniczych, przyp. M.]. Pewnie nie odkryje
                      Ameryki, ale z przeprowadzonych kalkulacji wyszlo mi niezbicie, ze gdy
                      przyjmiemy te stawke pomnozona przez norme dzienna 4 stron, z zalozeniem 8
                      godzin pracy (za 100 zl dziennie) przez 20-22 dni w miesiacu, 80-90
                      stron/mies to, po oplaceniu podatku od kosztow uzyskania 50% wychodzi
                      ponizej 2000 zl. czyli przecietna stawka redaktorska w wydawnictwach
                      ksiazkowych. To samo wychodzi mi przy zatrudnieniu tlumacza na etacie - ze
                      stawka 50 zl od strony, przemnozone jw, po odjeciu ZUS, innych drobiazgow i
                      podatku dochodowego przy 20 % kosztach uzysku. Srednia za godzine....
                      uuuuuuu....
                      Czyli podejscie jest w stylu komunistycznej urawnilowki. Tlumaczy
                      pracujacych na etatach jest niewielu, a ci, ktorzy dostaja umowy-zlecenia
                      czy o dzielo, wpadaja cichcem w normy stawek siatki plac etatowych, tyle, ze
                      redaktorzy sa na etacie, a tlumacz szuka nastepnego zlecenia, ktore
                      dostanie, albo nie. Byc moze tez zaklada sie, ze nikt z samych tlumaczen nie
                      zyje ( co jest w duzej mierze prawda) i traktuje sie to jako prace
                      dodatkowa, hojnie, bo w wys. sredniej krajowej, oplacana. I tak sie chyba
                      generalnie na rynku wydawcow pzredstawia sytuacja -poza paroma przyzwoitymi
                      wydawnictwami, ktore maja "swoich" tlumaczy - a sa to rzeczywiscie i firmy,
                      i nazwiska.
                      Mam wrazenia, ze wyd. L. juz u swego zarania traktuje tlumaczy jako cos w
                      rodzaju wspomagania, tak jak ja traktuje program Babelfish do tlumaczenia
                      qad – bardzo zgrubnego – stron internetowych z jezykow bardziej obcych na
                      znane . Za takie pieniadze, powiedzmy szczerze, jakosc produktu bedzie
                      odpowiadala jego cenie; albo ten przyciosany na polski tekst ktos jeszcze
                      oszlifuje – albo nie, z czego wyjdzie nie powiem co, ale ludzie,
                      przyciagnieci marka Larousse – kupia. Chyba, ze jakis przytomny recenzent
                      wczesniej przeczyta i opisze. Moze sie tez zdarzyc, ze trafi sie mlody
                      ambitny tlumacz z nozem na gardle, ktory sie przylozy do pracy liczac na
                      dalsza owocna wspolprace. Zeby sie wkupic, tyle, ze sie (obym ja sie
                      mylila) bardzo rozczaruje.
                      25 zl za strone mozna od biedy przyjac przy tlumaczeniu romansidel i
                      pokrewnych , kiedy czlowiekowi sam tekst splywa na klawiature i wlasciwie
                      liczba stron przekladu dziennie zalezy tylko od predkosci bezwrokowego
                      klepania w klawiature, zeby nie dostac zeza rozbieznego od jednoczesnego
                      patrzenia w tekst. Co wprawniejsi maja przy tej ambitnej literaturze 20
                      stron i wiecej "udoju dziennego" , ale tez dzielnie klepia po min. 6 godz.
                      Wtedy stawka robi sie interesujaca. Na marginesie, bardzo przydaje sie przy
                      takim przekladzie skan oryginalu, zaladowany do komputera, wowczas wszystko,
                      ze tak powiem,, rozgrywa sie na jednej plaszczyznie (monitora).
                      Tyle, ze przeklad tekstu fachowego, a tym bardziej slownika czy
                      encyklopedii nie ma nic wspolnego z tlumaczeniem literatury dla kucharek,
                      czego wydawcy nie chca przyjac do wiadomosci.
                      Jesli zas chodzi o stawki, to w pracy nad slownikami i encyklopediami
                      kiedys (i mam nadzieje, ze jeszcze to istnieje w porzadnych wydawnictwach )
                      obowiazywaly stawki od hasla. A redaktorzy jezykowi i merytoryczni byli w
                      stalym kontakcie z tlumaczami i autorami.”



                      No i jeszcze jedna sprawa – TRANSLATORY AUTOMATYCZNE. W ogolnym pojeciu,
                      szalenie przeceniane - jesli chodzi o ich mozliwosci. Wspomnialam w cytowanej
                      wyzej korespondencji do Mary-Ann o Babelfish, a teraz wklejam cytat z
                      otrzymanej kilka dni temu korespndencji:

                      „...Zeby Ci sie nie nudzilo, wysylam sciagniety z sieci plik z reklama pewnego
                      hotelu w
                      naszym lokalnym narzeczu. Tu to teraz taka moda na dlugie, jesienne
                      wieczory. Bo na swiecie ludzie zaczeli uzywac Translatorow do tlumaczenia
                      prawie wszystkiego i dzieki temu inni maja kupe uciechy z efektow tych
                      "tlumaczen".Najsmieszniejsze jest to, ze postepuja w ten sposob nawet
                      nobliwe i powazne firmy i organizacje. W celu zrobienia sobie uciechy
                      najlepiej wpisac w okienko dowolnej wyszukiwarki tekst: "puszka metalowa" i
                      wybrac z wynikow nie polskie strony. Polecam, zwlaszcza ludziom nie wiedziec
                      czemu parajacych sie tlumaczeniami.
                      Jakbys nie wiedziala, to komputer tlumaczy "We can" na polski "My
                      puszka metalowa".”

                      www.hungaryapartment.com/
                      Dla maksimum satysfakcji i zerwania bokow ze smiechu kliknij w info, na dole
                      strony, na jezyk polski.
                      CD o translatorach jutro.
                      Serdecznosci,
                      Millefiori
                      • millefiori automatyczne translatory i stawki 23.10.03, 12:19
                        Jak wspomnialam w powyzszym poscie, rozpowszechnia sie opinia, ze automatyczne
                        translatory moga z powodzeniem zastapic tlumacza. Byc moze to mniemanie,
                        redukujace tlumacza do osoby, ktora wie, ktory klawisz wcisnac, aby uzykac
                        przeklad, ma takze wplyw na obecne stawki. Bo przeciez maszyna przetlumaczy,
                        tlumacz przeczyta i ewentualnie poprawi slowko (5 min.max. na strone) to po co
                        placic wiecej niz 12 zl od strony, skoro to komputer odrabia zadana prace, a
                        wklad ludzki ogranicza sie tylko do lekkiego oszlifowania gotowego juz
                        produktu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka