Wracając do naszego spotkania z Foxie i naszej rozmowie o oliwach, olejach itp (bo o wszystkim się rozmawiało) muszę się pochwalić, że z zagranicznych (czyli Tunezyjskich ) wojaży przytargałam 5 litrów oliwy.
Jedna naturalna świeżutka tegoroczna cudownie lekka, pachnąca oliwą. Oliwa tunezyjska nie jest taka "ciężka" jak np grecka czy włoska, ma też bardziej złoty kolor. W czasach Cesarstwa Rzymskiego z Tunezji przede wszystkim sprowadzano oliwę na dwory arystokracji.
Następne 4 litry oliwy to oliwy smakowe. Jedna z chili (nie musiałam dodawać pieprzu do sałatki taka była pikantna. Druga to oliwa z 4 ziołami pachnąca cudownie, trzecia to oliwa z czosnkiem - gdy podsmażałam grzaneczki nie musiałam dodawać wcześnie świeżego czosnku. No i ostatnia oliwa to oliwa z cytryną (nie otwarta więc nie wiem jaka jest)
Wiem, ze mam hopla na punkcie oliwy, ale te z pierwszego tłoczenia są takie aromatyczne, wolne od cholesterolu i tak w ogóle .........