Otwieram, bo jakoś się zapadły nasze opowieści o podstawowej (jak ostatnio usłyszałam od sfrustrowanej "...dziesięciolatki") przyjemności homo sapiens na tym łez padole

ale ponieważ jestem tuż po rewolucji, którą zresztą mogę zaakceptować czterema kończynami, będę was namawiać do, choćby niewielkich, ale moim zdaniem istotnych dla naszego zdrowia, zmian w nawykach

i wybaczcie wymądrzanie... nuworyszostwo zobowiązuje

od wielu już lat zaczynam dzień od pełnego talerza warzyw, ale okazało się, że jeszcze trzeba ciałko odkwasić z rana... zakwasem! sic! buraczanym, lub kapuścianym, lub choćby spod ogórków... pyyycha! co?

potem soczek ze świeżych warzyw (smakowo to tylko marchewka mi podchodzi...), potem duszone na parze, gotowane al dente, itd...
Tyle, że to zabiera mnóóóóstwo czasu, niestety, więc do tego jest potrzebne wczesne wstawanie...hmmm, a do tej pory tego właśnie to baaardzo nie lubiłam

no i to też we mnie przerobili... bez żadnej presji...qurcze, jak to możliwe

Niemniej, po powrocie z obozu "na własne życzenie" wymyślam różności, które mogłabym też wcisnąć domownikom, co nie zawsze się udaje, ale czasem...
sałatka z ...no, wielu składników:
drobno posiekane (najlepiej w rozdrabniaczu) różyczki surowego kalafiora i brokuła (2do1)
2-3 nieduże ogórki kiszone (drobno pokrojone)
łyżka namoczonych poprzedniego dnia ziaren dyni, słonecznika, siemienia lnianego (w ten sposób "budzimy" ziarno do życia i stymulujemy tworzenie "żywych" enzymów)
koperek, sól, pieprz, sok z cytryny
łyżeczka oleju z dyni, łyżka kaparów
pomieszane, schłodzone, pyszne
a talerz poniżej to moja codzienność poranna....
fotoforum.gazeta.pl/photo/0/yj/ab/fuhp/fftJ9abrcL2dkwSkjB.jpg
smacznego, d.