Dodaj do ulubionych

choroby ciała i choroby duszy

13.03.05, 10:15
"To jeszcze nic - ja to dopiero..." - ileż to razy zdarzało mi się
słyszeć takie zdanie z ust współpasażerów rozmawiających w tym samym
przedziale pociągu (przeważnie pociągi dalekobieżne byływink.
Niektórzy ludzie (szczególnie 40+ wink mówią o swoich chorobach obcym ludziom,
a jednocześnie ukrywają swoje dolegliwości przed bliskimi/przed otoczeniem,
dopóki tylko się da - a jak już "się nie da" to często, jak ktoś tu wspominał,
jest za późno.
Są i tacy, którzy tylko ukrywają, nawet przed obcymi.
Myślę, że jest to powodowane chęcią nie sprawiania sobą kłopotu bliskim
(na zasadzie: oni mają i tak dużo swoich zmartwień)
a jednocześnie strachem przed złą diagnozą i strachem przed ewentualnym
długim leczeniem "od zaraz". Bo najgorsze są te choroby, których
człowiek nie-lekarz nie jest w stanie sam dobrze zdiagnozować.
To dlatego taka popularność różnych poradników medycznych, podręcznych
encyklopedii zdrowia itp. Idziesz do lekarza - powinieneś wiedzieć na co
(i czy aby naprawdę) jesteś chory sad
Badanie w celu wykluczenia? Fanaberia, ot - co.
Obserwuj wątek
    • kamfora w poszukiwaniu hipochondryków 13.03.05, 10:17
      Jedno z ostatnich moich doświadczeń. Badanie okresowe
      w pracowym ZOZ-ie, 4 lata temu. Zakładowa pani neurolog sugeruje
      tomografię mózgu "ale niech pani pójdzie do lekarza pierwszego kontaktu,
      żeby dał skierowanie do neurologa w przychodni przyszpitalnej, po co ma pani
      płacić". Ja głupia baba poszłam, dostałam to skierowanie, dostałam się
      (za drugim razem, bo stanęłam w kolejce ciut świt) do pani neurolog.
      Przez 15 minut słuchałam wykładu n/t co pani neurolog sądzi o lekarzach, którzy
      dają skierowanie do niej z sugestią tomografii i jaki to ma wpływ na niski stan
      funduszy w służbie zdrowia. Po tych 15 minutach (gdy ani razu nie mogłam dojść
      do głosu, żeby chociaż cokolwiek "na swoją obronę" powiedzieć ) uznałałam, że
      właściwie to jestem nikim - i nawet gdybym zdecydowała się zapłacić z własnej
      kieszeni za to badanie - zabieram ten czas, który mógłby być wykorzystany dla
      innego pacjenta.
      Wstałam, przerywając jej wpół słowa i wyszłam.
      • kamfora Re: w poszukiwaniu hipochondryków 13.03.05, 10:19
        Mój pierwszy w życiu pobyt w szpitalu: szpital kliniczny- oddział patologii
        ciąży. Lekarz prowadzący z przychodni rejonowej do 7 miesiąca
        utwierdzał mnie w przekonaniu, że wszystko jest ok, dziecko jest niewiarygodnie
        duże, wręcz powinnam ograniczyć jedzenie (!). Kiedy pewnego pięknego dnia
        przyniosłam comiesięczne wyniki badań laboratoryjnych - pielęgniarka badająca
        mnie przed wizytą stwierdziła, że "coś jest nie tak"
        Lekarz spojrzał na nią i na mnie z politowaniem: gdybym miał wierzyć w takie
        wyniki, to powinienem pani poradzić kupić trumnę dla siebie.
        To jest na pewno błąd laborantów. No ale skoro mi pani nie wierzy - to
        proszę powtórzyć. Powtórzyłam. Jeszcze gorsze. Wtedy się wystraszył
        (a może tylko udawał, że się wystraszył), dał skierowanie do szpitala.
        W szpitalu 8 osobowa sala - jak z horroru. Sześć babek leżących plackiem, jedna
        (taka starsza bo po trzydziestce wink chodząca ale z trudem bo wysoka ciąża
        bliźniacza. Ja - niby chodząca, ale z zaleceniem leżenia.
        Gdy weszłam jako ósma przydzielona na to ostatnie łóżko - przy sąsiednim
        siedziało dwóch lekarzy, którzy łagodnie ale z naciskiem
        mówili : "pani się tylko wydaje, że pani rodzi - proszę nie histeryzować,
        bo tylko szkodzi pani dziecku!"
        Po ich wyjściu kobieta zaczęła płakać (a właściwie kontynuować płacz)
        "to jest moje drugie dziecko, ja wiem, że ja rodzę, jestem w siódmym miesiącu,
        przepraszam, że jęczę, ale tak się boję". Też się bałam sad
        W środku nocy ta "histeryczka" zaczęła wołać ratunku i odrzuciła kołdrę.
        Podeszła do niej ta z wielkim brzuchem z bliźniakami i krzyknęła w moim
        kierunku: niech pani pójdzie do dyżurki, zawoła lekarza, bo już widać główkę!
        Powlokłam się - powiadomiłam. Nie bardzo chcieli wierzyć, ale ktoś poszedł
        sprawdzić. Zanim dotarłam z powrotem na salę
        było już po wszystkim. "Ta z bliźniakami" przyjęła poród i trzymała
        pępowinę aż do przyjścia lekarza. Pojawiły się od razu trzy nosze-wózki,
        kobieta i dziecko zostali zabrani na oddział poporodowy.
        Pomyślałam, że chyba trafiłam do piekła. Myliłam się - to było dopiero
        przed-piekle sad
        • blizniaczka2 Re: w poszukiwaniu hipochondryków 13.03.05, 19:29
          Do Kamfory-napisałaś "jedna
          > (taka starsza bo po trzydziestce" -po przeczytaniu tego ja ze swoim wiekiem
          43 lata poczułąm sie że tylko mi laske dac do reki a na rynku pracy wystawić za
          drzwi.Czy ty osobe po 30 naprawde uważasz za starsza.Zgroza....
          • kamfora Re: w poszukiwaniu hipochondryków 13.03.05, 19:42
            blizniaczka2 napisała:

            > Czy ty osobe po 30 naprawde uważasz za starsza.Zgroza....

            Pewnie, że zgroza wink
            Ale jak się ma niewiele ponad dwadzieścia - to tak się właśnie uważa.
            Ty byłaś inna? wink
    • kamfora no dobra 13.03.05, 11:21
      Na pewno moje doświadczenia nie są miarodajne, po prostu
      należę do ludzi nieco pechowych, jeśli chodzi o lekarzy.
      Na szczęście nie musiałam zbyt często korzystać z ich pomocy,
      ani dla siebie ani dla moich najbliższych (niestety - raz błąd lekarza
      "poprawiał" grabarz, ale pewnie tak miało być)

      • fedorczyk4 Re: no dobra 13.03.05, 11:58
        Kazde doswiadczenie jest miarodajne dopoki nie mowimy o statystykach, czy
        aksjomatach. Bardzo szanuje lekarzy, moja naj,naj, przyjaciola jest gine.w moim
        otoczeniu trzy czwarte osob to lekarze, albo spokrewnieni. I tez mam duzo
        bardzo zlych doswiadczen. Jestem w trakcie przezywania jednego z nich z moja
        corka. Nie wiem czy tak jak napisalas " tak mialo byc" mam do przeznaczenia
        stosunek negatywny a nie bergmanowski. Pozdrawiam
        • kamfora Re: no dobra 13.03.05, 12:25
          fedorczyk4 napisała:

          > Kazde doswiadczenie jest miarodajne dopoki nie mowimy o statystykach, czy
          > aksjomatach.

          No ale chyba statystyki biorą się z poszczególnych doświadczeń, czyż nie?

          Też nie twierdzę, że "wszyscy lekarze są be" - chciałam się tylko
          podzielić swoimi doświadczeniami i uzasadnić przyczynę mojej nieufności.

          Wiem - psuję te statystyki.

          Dlaczego nie można krytykować złych lekarzy, a można nauczycieli/księży/
          polityków/kierowców/policjantów?
          • verbena1 Re: no dobra 13.03.05, 12:56
            Panuje opinia ,ze tylko za granica sa dobrzy fachowcy. Rodziny chorych
            zapozyczaja sie czasem na cale zycie aby miec mozliwosc leczenia za granica.
            Oto moja opinia pacjentki zagranicznej.
            Lekarze wszedzie sa tacy sami,lepsi i gorsi.
            Dobry lekarz powinien najpierw wysluchac i zrozumiec pacjenta. Nie pisze tu o
            srodkach technicznych. calej tej aparaturze jak najbardziej potrzebnej ale o
            lekarzu jako zawodzie.
            Cztery razy zmienialam lekarza domowego i wreszcie jestem zadowolona.
            Moja obecna lekarka potrafi mi wytlumaczyc na czym polega kuracja hormonalna
            jakie sa przeciwskazania i co uzyskam w zamian. Nie jest przeciwna lekom
            homeopatycznym i roznego rodzaju terapiom.
            Probuje sama wsluchiwac sie w moje wnetrze i jak najmniej sobie szkodzic,to
            jest trudne, te najlepsze smakolyki sa przewaznie zakazane.
            • marialudwika Re: no dobra 13.03.05, 13:08
              Myslalam,ze tylko ja jestem taka wybredna Verbeno,niestety ja mam KONOWALA!!!
              ml
            • kamfora Re: no dobra 13.03.05, 15:08
              verbena1 napisała:

              > Panuje opinia ,ze tylko za granica sa dobrzy fachowcy.

              Moja nieufność w stosunku do lekarzy nie zna granic państwowych wink
              Najlepsi lekarze pracują w szpitalu w Leśnej Górze, jedyny mankament
              to, że ta Leśna Góra jest na Wyspach Bergamutach wink
            • felinecaline Re: no dobra 15.03.05, 22:06
              To, co piszesz, Verbeno, to najswietsza prawda.lekarze - jak wszyscy ludzie
              wszedzie na swiecie bywaja gorsi i bywaja lepsi. Swoja droga zastanawia mnie
              Wasz, holenderski system opieki zdrowotnej, zdaje sie, ze dosc daleki
              od "idealu", ze droga do lekarza jest droga przez meke a zakusy oszczednosciowe
              systemu przybraly monstrualne rozmiary. Z kontaktow w realu i internetowych z
              moimi polskimi kolegami wiem, z jakimi problemami boryka sie srodowisko
              lekarskie w kraju, czego reperkusje oczywiscie uderzaja w pacjentow.Wiem, ze
              znaczny odsetek spoleczenstwa - w obu "obozach" mozliwosci poprawy upatruje w
              szerokiej prywatyzacji. Nie wydaje mi sie jednak, zeby tu mozna bylo znalezc
              panaceum.
              "U mnie" dzialala rownolegle dwa systemy - tzw "sektor panstwowy" i sektor
              prywatny, wzajemnie sie do pewnego stopnia przenikajace. Gabinety lekarzy
              rodzinnych sa wylacznie prywatne, jesli chodzi o porady specjalistyczne
              natomiast i szpitalnictwo to istnieja i gabinety prywatne i
              konsultacje "panstwowe" w poradniach przyszpitalnych, lecznistwo zamkniete tez
              jest dwojakie: panstwowe szpitale od gminnych, po CHU (Centres Hospitaliers
              Universitaires, takie jak "moj" CHUjek) oraz prywatne "kliniki"
              monospecjalistyczne (ogromnie duzo porodowek i klinik chirurgii plastycznej)
              oraz "polikliniki" tzn zgrupowania wielospecjalnosciowe (przez zgrupowanie
              oszczedza sie nakladow na zarzadzanie i wszelka administracje.
              I co ciekawego,a dla polskiego pacjenta marzacego o prywatyzacji zarazem
              paradoksalnego poziom placowek PANSTWOWYCH jest z reguly o wiele lepszy, o czym
              X razy juz sie rozpisywalam. Wynika to z prestizu statusu "pracownika
              panstwowego", tak w medycynie jak i innych "branzach". Uzyskawszy raz ten
              statut po przebyciu stosunkowo trudnej drogi formacji w zawodzie jest sie
              niejako "nobilitowanym" a rownoczesnie osiaga sie pewnosc zatrudnienia az po
              emeryture. Gwarantuje to uczciwosc srodowiska, bo nikt dla jakiejs watpliwej
              lapowczyny nie jest gotow tego bezpieczenstwa narazac.
              przecietny "Zabojad" tez bynajmniej nie marzy, jak przecietny "bigosozerca" o
              sprywatyzowaniu Sluzby zdrowia - wrecz odwrotnie - wszelkie, czasami niezbedne
              jej reformy sa przyjmowane z niechecia i traktowane jak swoisty "zamach" na
              zdobycze socjalne spoleczenstwa, w tym owa slawetna "Sécué wywalczona okolo 60
              lat temu. Podobny stosunek do sprawy jest w srodowisku medycznym (nie tylko
              lekarskim).
              Wydaje mi sie, ze spoleczenstwo polskie zachlysnelo sie conieco osiagnawszy
              stadium "dzikiego kapitalizmu" i w prywatyzacji sektora ochrony zdrowia
              upatrujac panaceum na jego niedomogi. Niestety, przebudzenie moze byc bolesne,
              kiedy okaze sie, ze system prywatny sprawdzi sie tylko w stosunku do najlepiej
              uposazonych a najslabsi znajda sie poza nim i to oni beda w ilosci
              przewazajacej. Moim zdaniem potrzebna jest przemyslana i konsekwentna reforma
              systemu panstwowego, ale bezwzglednie z jego zachowaniem dla ochrony
              najslabszych i najbardziej potrzebujacych. I NIESTETY - pokolen trzeba, aby
              wyksztalcic w spoleczenstwie glebokie i rzeczywwiste poszanowanie do zawodu
              lekarza - i to wcale nie ze strony pacjentow a ze strony samych lekarzy, by
              zrozumieli, ze pewne zachowania, jak te licznie przez Was tu opisywane
              przyklady po prostu z tym zawodem nie licuja i ze w zwodzie moga sie utrzymac
              wylacznie dzieki przyzwoitemu i ludzkiemu podejsciu do pacjenta. Ale mnie,
              wygodnie i w miare dostatnio sobie zyjacej nie bardzo wypada ich pouczac.

          • fedorczyk4 Re: do kamfory 13.03.05, 13:11
            Zle mnie zrozumialas. Lekarzy nalezy krytykowac konstruktywnie, zgadzam sie z
            Toba. Statystyki mnie specjalnie nie interesuja, kazdy ma prawo do wlasnego
            zdania i swoj bagaz przezyc. I on jest najwazniejszy
            • kamfora krytyka konstruktywna 13.03.05, 14:58
              fedorczyk4 napisała:

              > Zle mnie zrozumialas. Lekarzy nalezy krytykowac konstruktywnie,

              Czy mogłabyś przypomnieć na czym polega konstruktywna krytyka?
              • fedorczyk4 krytyka konstruktywna 13.03.05, 19:48
                Analiza i ocena ludzkiej dzialalnosci i jej wytworow z punktu widzenia
                zalozonych celow praktycznych jakie maja byc zrealizowane
                • fedorczyk4 Re: krytyka konstruktywna 13.03.05, 19:49
                  Zapomnialam. Ba. smile)
                • kamfora Re: krytyka konstruktywna 13.03.05, 19:54
                  Nooo to moja jest zawsze konstruktywna - przynajmniej w założeniu wink
                  • fedorczyk4 Re: krytyka konstruktywna 13.03.05, 20:00
                    Instynktownie smile)
                    • felinecaline Re: krytyka konstruktywna 14.03.05, 17:33
                      Wydaje mi sie, ze nalezymy jeszcze do pokolenia, ktore z medycyna i lekarzami
                      maja zakorzenione bolesne wspomnienia w sensie doslownym . Kto z nas nie
                      pamieta z czasow szkolnych tak przykrych, wrecz ponizajacych seansow zbiorowych
                      szczepien, przegladow lekarskich czy dentystycznych w szkole lub
                      obowiazkowych "ulicowych" okresowych przeciwgruzliczych badan maloobrazkowych -
                      bez krztyny intymnosci, czesto przy poszturchiwaniach a w najlepszym razie
                      szorstkich komentarzach higienistki, w ciasnych, dusznych, nierazdko
                      kiepsko "pachnacych" kabinach - przebieralniach. Komu na wieki wiekow amen nie
                      utrwalil sie w pamieci bolesny zastrzyk wykonany obskurna strzykawa o tepej
                      igle?Albo wlasnie borowanie wiertara maloobrotowa czy wyrywanie zebow (chocby
                      i "mlecznych" na zywca) Mnie TAK!!!!!
                      Stad, mimo ze ZAWOD lekarza, na domiar wszystkiego owiany tajemnica darzymy na
                      ogol wielkim szacunkiem to juz konkretnego wykonawce tego zawodu nader chetnie
                      w ramach chocby "slodkiej zemsty" ochoczo zwiemy "konowalem" a wszystkich w
                      ogole z gory potepiamy jako "niewatpliwych skorumpowanych lapownikow" w dodatku
                      oczywiscie niedouczonych i kpiacych sobie z tego, co jest dobrem pacjenta.
                      Zajrzyjcie chocby na gazetowe forum "Sluzba (sicà zdrowia" - kraza tam stale
                      watki - w chwili obecnej chyba 3 lub 4 rownolegle) o kulturze lekarzy. Nie
                      wroze im rychlego wygasniecia.
                      Rownoczesnie w narodzie naszym ogromna jest "popularnosc" wiedzy medycznej - to
                      tradycja jeszcze od czasow Stanczykowskich. Kazdy "wie lepiej" i niemal kazdy
                      uwaza, ze to nic nie moze zaszkodzic, jesli "nieco zmodyfikuje" zalecenia
                      lekarza. Tenze poleca brac jakis lek PRZED jedzeniem - zapomniaaaaaaaalam, to
                      nic, co za roznica - wezme zaraz PO jedzeniu. lekarz mowi dwa razy dziennie? A
                      co tam, to napewno przez oszczednosci a ja place skladke wiec wezme nie te
                      marne dwa ale cztery razy dziennie.
                      Lekarz powiedzial: przyjsc na kontrole za dwa miesiace - ale akurat mi wypada
                      to czy owo - pojde pozniej ....ups!!!! zapomnialam - a minelo juz pol roku .
                      Lapie za telefon;Co? Nie moze mnie przyjac jutro? Pewnie by przyjal...za
                      koperte.
                      Nie przecze, czesc naszych zalow JEST uzasadniona: wieczny pospiech, nazbyt
                      lakoniczne odpowiedzi na pytania pacjenta, czasem ponura mina, czesto
                      przepelniona poczekalnia a lekarz zwykl chronicznie sie spozniac. Czasami mylna
                      diagnoza, czasami niezrecznie wykonany, a wiec bolesny "rekoczyn" (w tym ponoc
                      celuja sadzac z wyzej wspomnianego forum...polskie lekarki - gineko!!!!!!!).
                      No i coz sie dziwic tematyce rozmow w pociagach (czy poczekalniach gabinetow
                      lekarskich) - oczywiscie z ta "licytacja: "kto opowie cos bardziej
                      straszliwego????????????" (z braku na horyzoncie thrillera medycznego na wideo -
                      dobre i TO.
                      Wlasciwie od chwili zalozenia tego watku "bije sie z myslami" czy w ogole
                      POWINNAM sie na nichm wypowiadac. Zyje i pracuje w zzupelnie innych warunkach
                      (moje wielkie szczescie) i specyfika problemow polskiego lecznictwa jest mi
                      dosc obca. Osmioosobowa szpitalna sale widzialam ostatnio 8 lat temu w jednym
                      z ...polskich szpitali, kiedy moja Sp Mama zlamala sobie szyjke kosci
                      udowej. "U mnie" chory grymasi, gdy z braku miejsc umieszcza sie go na
                      sali...dwuosobowej. No wiec - jakim prawem mialabym sie tu wypowiadac? Kogos
                      krytykowac? Kogos innego "nawracac"?

    • em_em Re: lekko skręcam temat :) 14.03.05, 19:17
      choroby ciała i historia wink))

      czerwiec 1956 - złamałam rękę na spacerze z tatą smile (nie pamiętam - wiem z
      opowiadań)
      marzec 1968 - miałam poważny wypadek samochodowy (15 szwów na twarzy - na
      dyżurze był jedynie ginekolog - szył genialnie smile)), ręka i noga
      w gipsie)
      grudzień 1970 - złamałam nogę na wuefie
      sierpień 1980 - operacyjne usuwanie gradówek (wiem, wiem - normalnym ludziom to
      się robi inaczej, ale takich jak moje pani docent nie widziała wink
      grudzień 1981 - złamałam nogę na nartach
      czerwiec 1989 - poszłam na wybory z ręką w gipsie - zespół cieśni kanału
      nadgarstka

      w najbliższym czasie możecie spać spokojnie wink

      • felinecaline Re: lekko skręcam temat :) 14.03.05, 19:55
        Ladny gips! Zagladajac na GWatowe forum zdrowie zauwazylam wlasnie niedawno, ze
        w Polsce moi koledzy bardzo szczodrze obdarowuja delikwentow gipsami: tam na
        halluxy, Ty na kanal nadgarstka..........Obie te operacje znamy z Kicurem
        z "autopsji" - bez jednego dnia gipsu. Wspolczuje "rozruchu".
        No coz - co kraj to obyczaj ;-P
        • fedorczyk4 Re: lekko skręcam temat :) 14.03.05, 20:24
          felinecaline napisała:
          > No coz - co kraj to obyczaj ;-P
          Ano prawda, mnie zaproponowano interwencje przednia "usztywnienia" kregow w
          czesci piersiwej kregoslupa, bez przygotowania do operacji, bez zaplecza
          reanimacyjnego, za to za 35000. Na dziecku ,ktore rosnie, wiec z informacja
          dodatkowa, ze jak jeszcze podrosnie to moze trzeba bedzie jeszcze raz ciac i
          usztywnic jeszcze trzy. No kurcze, co kraj to obyczaj. Czuje ze zawine sie
          ogonem i wroce do Francji
          • felinecaline Re: lekko skręcam temat :) 15.03.05, 09:36
            Week-end na szczescie sie skonczyl i odzyskawszy choc w czesci stracona w jego
            trakcie lotnosc umyslowa powracam do mojego "smakowitego watku (dzieki,
            Kamforko) (mniej odporni - dajcie mi ignora wink))
            Kamforka w swoim poscie zalozycielskim pisze:
            "...najgorsze sa te choroby, ktorych sam czlowiek nie-lekarz nie jest w stanie
            sam dobrze zdiagnozowac"...
            Bez cienia megalomanii smiem twierdzic, ze jedyne choroby, ktore czlowiek nie-
            lekarz jest w stanie dokladnie zdiagnozowac to katar i biegunka.
            I lepiej, zeby nawet nie usilowal. Zamiast tego wlasnie nie
            praktykowal "strusiej polityki" - nie udawal, ze nie dostrzega niepokojacych
            sygnalow ostrzegawczych dawanych mu rozpaczliwie przez wlasny organizm, nie
            trwal w daremnym "heroizmie" znoszac bol (spowodowany przez "pol kilo" kamieni
            w poecherzyku zolciowym czy kolejna miesiaczke), tylko szedl z tym do lekarza -
            MAJAC W NOSIE takie watpliwosci: czy nie uzna on go za hipochondryka albo nie
            pomysli, ze chce tylko zwolnienie". Jesli jest kiepskim lekarzem to sobie
            pomysli, ale tym gorzej dla niego.
            Lekarz w czasie, kiedy wykonuje swoj zawod powinien gleboko na dno dolnej
            szuflady swojego biurka odlozyc wszelkie osobiste przekonania religijne,
            natomiast starac sie (choc to nieraz jest BARDZO trudne) wierzyc choremu, ktory
            siedzi en face (albo lezy). Powinien go wysluchac, nawet, jesli opowiadanie
            o "bolesciach" jest rozwlekle i nieskladne i to nie dajac do zrozumienia, ze
            czas nagli, powinien (przed samym soba) przyznac sie, ze czegos nie rozumie,
            czegos nie wie i wyslac wtedy chorego do specjalisty lub na dodatkowe specjalne
            badania (choc Fundusz jakistam a u mnie Sécu nie bardzo beda tym zachwycone ze
            wzgledu na koszty), wreszcie spokojnie, dokladnie i przystepnie dla chorego
            poinformowac go, na czym polega jego choroba, jakie i dlaczego nalezy
            zastosowac metody terapeutyczne i jakie jest rokowanie.
            Powiedzialam: jest to BARDZO trudne i mozliwe chyba jedynie w mitycznej krainie
            Utopii, gdzie kazdy lekarz ma dosc czasu dla kazdego pacjenta i nie licza sie
            ZADNE koszty.
            Tym niemniej dla wlasnego dobrego samopoczucia - by moc sie czasem przejrzec w
            lustrze bez odruchu wymiotnego tak wlasnie POWINEN sie zachowywac. jesli nawet
            ma przypuszczenia i to uzasadnione, ze siedzacy(lezacy) przed nim chory to
            symulant czy hipochondryk to tez powinien staras sie zrozumiec
            kierujace nim pobudki - czesto bowiem, o czym wspominal chyba Witek czlowiek
            doswiadcza bolu somatycznego zrodzonego z powodow bolu duszy, szczegolnie
            trudnego do leczenia..
            Oprocz liudzi bowiem, ktorzy dysymuluja czy bagatelizuja objawy choroby jest i
            drugi "gatunek" - tych mniej odpornych psychicznie, ktorey z racji roznych
            trudnosci zyciowych "uciekaja w chorobe" (kto z Was nie zna
            powiedzenia: "paluszek i glowka to szkolna wymowka"?.
            ...wszyscy dali mi tego ignora, czy kontynuujemy?
            • meg_s Re: lekko skręcam temat :) 15.03.05, 09:41
              "nawijaj" dalej wink))
              • felinecaline Re: lekko skręcam temat :) 15.03.05, 10:35
                No to "nawijam".
                Dla tych, ktore opisywaly powyzej horrorek swoich hospitalizacji.
                Jakies bagatela 200 lat po "Karcie Praw Czlowieka i Obywatela" zrodzila
                Zabolandia inna Karte - PRAW PACJENTA HOSPITALIZOWANEGO z aneksem:" Karta praw
                pacjenta - DZIECKA..."
                Przytocze Wam wersje z mojego CHUjka (roznice pomiedzy placowkami maja
                charakter jedynie stylistyczny, meritum jest identyczne.
                Karta Praw Pacjenta Hospitalizowanego - Zasady ogolne:
                Wasze prawa:
                Uslugi medyczne w systemie publicznej placowki ochrony zdrowia sa dostepne dla
                wszystkich, szczegolnie zas dla najbiedniejszych i sa dostosowane do potrzeb
                osob niepelnosprawnych.
                *Leczenie:
                Placowki szpitalne gwarantuja jakosc leczenia i pobytu. Zwraca sie szczegolna
                uwage na ulzenie pacjentowi w bolu.
                * Informacja udzielana pacjentowi i jego bliskim:
                Pacjent ma prawwo do informacji medycznej i spolecznej PROSTEJ, DOSTEPNEJ,
                ZROZUMIALEJ i LOJALNEJ. ta informa cja powinna mu pozwolic szczegolnie na
                uczestnictwo w dokonanie wlasciwego wyboru metod terapeutycznych, ktore maja go
                dotyczyc.
                Kazdy moze jednak wybrac opcje, by nie informowano go o jego stanie zdrowia.
                Na zyczenie pacjenta dowolna osoba z jego bliskiego otoczenia moze towarzyszyc
                mu i byc informowana o wszystkim, co go dotyczy.
                Maloletni sa informowani odpowiednio do ich wieku i zaleznych od niego
                zdolnosci rozumienia czynnosci medycznych i badan i zabiegow, ktorym maja byc
                poddani.
                Dorosli chronieni ( uposledzeni umyslowo, chorzy psychicznie)
                Do nich odnosi sie sytuacja opisana w punkcie o maloletnich. Czlonkowie
                rodziny powinni miec mozliwosc stalego dialogu z lekarzem prowadzacym w
                interesie pacjenta.
                *Zgoda pacjenta jest niezbedna dla praktykowania na nim wszelkich aktow
                medycznych. Powinna byc uzyskana na pismie, dla kazdego aktu, dobrowolnie i po
                szczegolowym poinformowaniu pacjenta o znaczeniu jak i o ryzyku zwiazanych z
                tym aktem.
                Specjalna zgoda konieczna jest ze strony pacjenta majacego byc poddanym
                eksperymentalnym metodom biomedycznym, jak rowniez w przypadku daru organow lub
                tkanek .
                * Wolnosc osobista i poszanowanie osoby pacjenta i jego zycia prywatnego
                Bedac poinformowanym o ryzyku zwiazanym z zastosowaniem zalecanej metody
                terapeutycznej pacjent ma prawo w kazdej chwili opuscic szpital, z wyjatkiem
                przypadkow prawnie zastrzezonych (kiedy mogloby to byc zagrozeniem dla
                spoleczenstwa /FC).
                Pacjent winien byc traktowany z poszanowaniem, jego przekonania religijne,
                filozoficzne i polityczne powinny byc respektowane.
                Poszanowanie zycia prywatnego
                Do pacjenta wszelki personel szpitalny powinien odnosic sie z respektem dla
                jego intymnosci i spokoju.
                Pacjent ma prawo do poszanowania jego zycia prywatnego i poufnosci informacji o
                charakterze osobistym, medycznym i spolecznym dotyczacych jego osoby.
                Pacjent moze domagac sie od kierownictwa oddzialu, na ktorym jest
                hospitalizowany o zatajenie wiadomosci o jego obecnosci na tym oddziale dla
                osob "z zewnatrz" (z wyjatkiem przypadku, kiedy jest to skutkiem DOKONANEGO
                PRZEZEN przestepstwa /FC)
                *Dostep do informacji:.
                Pacjent ma wolny dostep do swojego dossier szpitalnego.
                *Prawa do wyrazania opinii osobistej i ochrony interesow.
                Pacjent ma prawo do wolnego wyrazania swoich obserwacji i opinii na temat
                warunkow hospitalizacji i jakosci opieki.
                Ma rowniez mozliwosc domagania sie reparacji ewentualnie poniesionych szkod
                zwiazanych z niewlasciwym wobec niego postepowaniem w czasie hospitalizacji.

                Jest to z koniecznosci forma skrocona (nie mam zamiaru "pastwic sie" nad Wami.
                Na kazde zadanie pacjent moze uzyskac pelna wersje "Karty".
                A teraz porownajcie to z wyzej cytowanymi opisami Waszych doswiadczen..
                • mantra1 Re: lekko skręcam temat :) 15.03.05, 11:01
                  Dialog 1 z lekarka w szpitalu:
                  - Pali pani?
                  - Pale...
                  - Eh, w pani przypadku to juz w zasadzie wszystko jedno...
                  Dialog drugi z ta sama lekarka w szpitalu:
                  - Czy pani ma zawsze taki wyraz twarzy? (bylam ciezko wystraszona, po
                  nieprzespanej nocy, zaryczana po "zdiagnozowaniu" bialaczki tylko na podstawie
                  wynikow morfologii)
                  - Nie wiem, raczej nie, jestem niewyspana i denerwuje sie
                  - (do stazystki) prosze zapisac: niedoczynnosc tarczycy (wyniki TSH otrzymane po
                  paru dniach okazaly sie idealnie w normie)
                  Dialog 3 z ta sama "pania doktor", nastepnego dnia, gdy wypisywalam sie na
                  wlasna prosbe z tego koszmaru
                  - Pani sie zachowuje jak idiotka! Jest pani najciezszym przypadkiem na oddziale
                  i nie chce pani zostac! (srednia wieku na oddziale ok.80, wiekszosc lezacych jak
                  warzywo, w ciagu doby, ktora tam spedzilam zmarly 2 osoby).
                  Dialog 4 z lekarka pierwszego kontaktu, po miesiacu, gdy moje wyniki prawie
                  samoczynnie sie poprawily, a bialaczka okazala sie chwilowa anemia:
                  - (wkurzona strasznie) Pani jest zdrowa kobieta! Ja nie wiem, co to bylo (sama
                  wczesniej stwierdzila, ze bialaczka i skierowala mnie do Instytutu Hematologii)
                  i nie wiem, dlaczego sie poprawilo. Jeszcze takich cudow nie widzialam. Nastepny
                  prosze!
                  • fedorczyk4 Re: lekko skręcam temat :) 15.03.05, 11:53
                    Na to co opisalas kly czlowiekowi rosna.
                    • mammaja Re: lekko skręcam temat :) 15.03.05, 23:33
                      Wiecie co? Bylam wczoraj w Centrum Onkologii na Ursynowie.Naszczescie raczej
                      niepotrzebnie - w sensie - nie ta choroba, ale i tak co sie napatrzylam na tych
                      biednych ludzi,to mi sie nie chce juz pisac na tym watku.....
                      • fedorczyk4 Re: lekko skręcam temat :) 16.03.05, 07:59
                        Mammajo, to dobrze, ze nie ta. Ale wiesz czasem pogadac o niezdrowym zdrowiu
                        jest zdrowo, to jak zawor bezpieczenstwa, zaklinanie deszczu. Pozdrowienia
    • emerytus Re: choroby ciała i choroby duszy 16.03.05, 06:57
      Skad tu wytrzasnac lekarza , ktory stwierdzil by u mnie bialaczke na
      pismie...?
      Przydalo by sie nowe auto , jedno dla mnie a drugie dla prawnika.
      pozdrawiam


      • felinecaline Re: choroby ciała i choroby duszy 16.03.05, 12:55
        Wczoraj mialam jakis wybitnie teoretyzujacy i rozteoretyzowany (o rety!) dzien,
        dzis mi sie zbiera na wynurzenia osobiste, z gory przepraszam juz osoby, ktore
        te historyjke znaja juz skadinnad.
        Ale zaczne ze specjalna atencja w strone Emerytusa: zapewniam cie, ze
        uslyszawszy taka diagnoze myslalbys o wszystkim innym, tylko nie o nowym aucie -
        w pierwszym rzedzie raczej o nowej -debowej - jesionce.
        I modl sie, zebys ani Ty ani nikt z Twoich bliskich NIGDY jej nie uslyszal,
        nawet z tak bolesna szkoda(zwlaszcza dla Twojego prawnika).
        A po tym zagajeniu juz sciezka prosta do zapowiedzianej historyi z zycia
        wzietej.
        Dawno, dawno temu - lat juz 11 w kraju dogorywa na raka piersi moja
        przyjaciolka z dziecinstwa. Jak ktos tu wczesniej napisal jest to smierc na
        wlasne zyczenie, sklonna jestem nawet przypuszczac, ze wlasnie takie nader
        bolesne "samobojstwo na raty". Dziewczyna o swoim raku wie bowiem od dlugich
        miezsiecy i - NIC - "siedzi" dokladnie z zalozonymi rekami i UDAJE
        nieswiadomosc tak przed sama soba jak i rodzina. Prawdopodobnie to forma
        ucieczki od dosc trudnego i obfitujacego w przykrosci zywota. Jest w medycynie
        przypuszczenie, ze do "eksplozji" nowotworu moze dojsc wskutek ciezkiego
        traumatyznu psychicznego. Zycie mojej przyjaciolki (pozycie z mezem -
        alkoholikiem i brutalem, zakonczone burzliwym rozwodem, klopoty z latorosla) w
        traumatyzmy bylo nader szczodre.
        Jej Mama mieszka "drzwi w drzwi z moimi Rodzicami, ktorey na swoj sposob wraz z
        nia przezywaja te dramatyczna sytuacje.
        W tym samym czasie ja w dosc tragikomicznych okolicznosciach trafiam przed
        oblicze specjalisty - chirurga (zazywny jegomosc bliski emerytury, przypadkowo
        pelniacy dyzur w ER "mojego CHUjka jako tzw "attaché", na codzien praktykujacy
        jeszcze szczatkowo w "sektorze prywatnym" - no, ale trafiwszy jak mi sie to
        zdarzylo na "ostry dyzur" nie ma sie luksusu wyboru). Zostaje na 12-godzinnej
        obserwacji, po czym wychodze z ...recepta na srodki p/konstypacji (ktorej NIGDY
        nie miewam). Po tygodniu dostaje poczta skierowanie podpisane przez tegoz
        specjaliste na rtg badanie kontrastowe. Mimo, ze wydaje mi sie ono "ni przypial
        ni przylatal w swojej pokornej skromnosci i swiadomosci niedouczenia w TEJZE
        akurat dziedzinie decyduje sie owo badanie wykonac. Po czym znow trafiam przed
        oblicze wyzej wymienionego.
        Z ust tegoz uczonego niewatpliwie (niegdys) kolegi slysze : "nowotwor
        esicy".... £UUUUUUUbuduP!efekt megatony TNT. Jestem tak zaszkokowana, ze nawet
        nie przychodzi mi do glowy dyskutowac. Ustalamy termin hospitalizacji i bardzo
        traumatyzujacej operacji.
        Przez 3 tygodnie czuje sie jak "zywy trup" - nie jem, nie pije, nie spie -
        wszak szkoda czasu i atlasu. Diagnoza, choc dosc "karkolomna" ma jeden
        pierwiastek wiarygodnosci: na takie chorobsko zmarla niedawno kuzynka mojego
        Ojca a onoz lubi byc "rodzinne".
        Przez caly ten czas a nawet jeszcze dluzej skwapliwie skrywam te wiadomosc
        przed otoczeniem. Wtajemniczony jest jedynie Kicur (do ktorego wszakoz to
        niezupelnie dociera), pewna kolezanka i dosc daleka kuzynka w kraju a i ona w
        wersji mocno zlagodzonej.Rodzicom nie mowie ani slowa. majac zwyczaj dzwonic do
        nich regularnie co tydzien wymyslam w miare wiarygodne "usprawiedliwienie" na
        czas planowanej hospitalizacji. Kuzynka ma ZAKAZ wspominania Im o czymkolwiek -
        "po moim trupie"...
        Na szczescie zdarza sie w moim zyciu cos, co sklania mnie do zasiegniecia
        drugiej opinii - tym razem kogos, kogo znam z najlepszej strony i do kogo mam
        powody miec zaufanie. Anulujemy pierwszy termin hospitalizacji, ustalamy
        nowy. "klade sie" na oddziale i wyjezdzam na blok bez wielkiej nadziei, ze z
        niego wroce zywa...
        A jednak wracam, wprawdzie po kilkudniowym przystanku na reanimacji i mocno
        pocieta , bez kilku istotnych dla kobiety narzadow (a wlasciwie raczej jako
        opakowanie po ex-kobiecie", ale wracam, z persspektywa drugiej, juz calkiem
        blahej, jedynie korekcyjnej operacji trzy miesiace pozniej.
        owe trzy miesiace ozniej - dzien przed wyjsciem z oddzialu z
        sakramentalna "wizyta" odwiedza mnie rowniez ow pierwszy chirurg. jego diagnoza
        okazala sie w 100% bledna - zaden tam nowotwor jelita, ot, zwykla, banalna, ale
        za to rozlegla endometrioza...
        Dosc obcesowo mowie mu, co o nim mysle i zycze przyjemnej, a zwlaszcza rychlej
        emerytury - glownie dla dobra innych "delikwentow".
        A zapytacie - "co poeta chcial przez to powiedziec"?
        Ano to, ze:
        - i lekarzom zdarzaja sie podobne sytuacje
        - ze ZAWSZE nalezy pytac, pytac, pytac.. i jeszcze raz pytac!
        - w razie jakichkolwiek watpliwosci zasiegac opinii innego lekarza,
        - nie ufac nadmiernie "starym wyjadaczom" - nie zawsze nadazajacym za aktualna
        wiedza i malo sklonnym do sysstematycznego doksztalcania sie.
        - nie dac sie zwiesc uludzie, ze prywatnie znaczy lepiej





      • fedorczyk4 Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 07:55
        emerytus napisał:

        > Skad tu wytrzasnac lekarza , ktory stwierdzil by u mnie bialaczke na
        > pismie...?
        > Przydalo by sie nowe auto , jedno dla mnie a drugie dla prawnika.
        > pozdrawiam
        >Nie co bym sie specjalnie czepiala, ale Twoj post mozna bylo dwojako
        interpretowac, nic w nim jednoznacznie nie wskazuje, ze chodzilo Ci o
        odpowiedzialnosc zawodowa lekarza diagnozujacego Mantre. Nie zapominaj ze
        piszesz na polskim forum, a odpowiedzialnosc karno finansowa lekarzy jest
        czysta teoria w praktyce nie do wyegzekwowania. We Francji gdzie pracuje
        Feline, specyfika tez jest inna, procesy o bledy nie sa wytaczane lekarzom
        czesto, tam sluzba zdrowia dziala w systemie dobrze rozwinietej samokontroli.
        Nie jest to moze idealem, ale wydaje mi sie ze jest stosunkowo skuteczne.
        Jezeli natomiast przyjzysz sie temu co na tym polu dzieje sie w Starym Kraju to
        zrozumiesz dlaczego takiej " blachostki" jak mylna diagnoza nie ruszy nikt.
        Przypominam historie kobiety, ktorej lekarz odmowil badan prenatalnych mimo ze
        miala juz dziecko obarczone ceiezka choroba genetyczna. Teraz ma dwoje. Lekarz
        ma nadal prace, nie poniosl konsekwencji, sumienie ma czysciutkie bo nie
        dopuscil do ewentualnego podjecia decyzji o aborcji. Rodzinie z dwojgiem ciezko
        chorych dzieci przyznano 70.OOO PLN. tytulem odszkodownia. Bez renty, zasilku
        na leczeni, rehabilitacje,zwrotu kosztow procesu, etc. Nadal mieszkaja w jednym
        pokoju. Wiec Twoj post o nowym samochodzie dla Ciebie i adwokata brzmi w
        naszych realiach ciut abstrakcyjnie. Pozdro.
    • emerytus Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 05:03
      Do felinecaline.
      Informuje cie uprzejmie,ze twoja subiektywna ocena mojego postu ma zgola
      falszywe podloze.
      Kierowalem sie raczej odpowiedzia na wpis pani mantra 1 Cytuje –„
      a bialaczka okazala sie chwilowa anemia „
      Uswiadomic chcialem,ze gdyby na mnie padlo nie pozostawilbym sprawy bledu
      lekarskiego samej sobie ,lecz za cierpienia psychiczne zadalbym
      zadoscuczynienia finansowego.Przeciez zarowno ty jak i twoi szanowni koledzy po
      fachu sa przygotowani na takie sprawy.Kazdy lekarz jakiego znam placi skladke
      ubezpieczeniowa na wypadek bledow w sztuce,a jezeli nie on ,to instytucja jaka
      go zatrudnia.
      Jest rzecza logiczna / wg mojej logiki,ty zapewne masz inna / ze do prawnika
      nie idzie sie po zdiagnozowaniu choroby przez lekarza , a po wykryciu diagnozy
      blednej .
      W moim swiecie za bledy sie placi.
      Zadziwiasz mnie swoim stwierdzeniem ,ze po wykryciu bialaczki nie dajesz szans
      pacjentom , a doradzasz im zakup drewnianej jesionki. Zaiste wysoki to kunszt
      zawodowy.
      O co sie mam modlic,pozwolisz,ze sam bede decydowal , a bliskich moich prosze
      nie mieszaj do tego rodzaju polemiki .
      pozdrawiam



      • kamfora Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 07:01
        emerytus napisał:

        > Zadziwiasz mnie swoim stwierdzeniem ,ze po wykryciu bialaczki nie dajesz
        > szans pacjentom , a doradzasz im zakup drewnianej jesionki. Zaiste wysoki
        > to kunszt zawodowy.

        Czy mógłbyś zacytować to stwierdzenie Feline?
        • felinecaline Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 09:09
          Po raz wtory zaczne dzien od odpowiedzi dla Emerytusa. Z darmowa diagnoza, a
          nawet dwoma. jesli sobie je wydrukuje bedzie mial na pismie.
          A wiec po kolei:
          Suspicio I: Czytanie bez zrozumienia
          Suspicio II: Nieprzeparta chec, by zawsze miec racje.
          A skad takie wnioski? Ano, z zebranego "wywiadu" - z tego, co Emerytus SAM i IN
          PERSONA na tym watku napisal.
          NIGDY bowiem, NIGDZIE i NICZYM nie doradzalam potencjalnemu pacjentowi, ktory
          uslyszy czy to diagnoze, czy podejrzenie bialaczki czy jakiejkolwiek choroby
          nowotworowej i nIE TYLKO uznawanej powszechnie za smiertelna "zakupu debowej
          jesionki". Nic jednak nie poradze, ze wiadomosc o ewentualnej takiej chorobie,
          zwlaszcza nowotworowej nieodmiennie w mozgu osoby, ktorej ta wiadomosc dotyczy
          wywoluje takie skojarzenie. Nawet, jesli tak, jak to opisalam w opowiastce o
          MOJEJ przygodzie ta osoba sama jest lekarzem.
          Podobnie sie dzieje, gdy taka diagnoza, czy podejrzenie dotyczy nie nAS SAMYCH,
          ale rowniez i naszych bliskich, tylko sadzac, ze i Ty zdolny jestes do
          odczuwania tzw "uczuc wyzszych" "wmieszalam w to" Twoich, za co sie niniejszym
          exkjuzuje i meaculpuje, JESLI bylam w bledzie.
          W kolku skromnych "przykazaniach dla pacjenta" z mojego wczorajszego postu
          chyba dosc wyraznie sugeruje, jak powinien on postapic w tego typu sytuacki.
          poniewaz zas "repetitio mater studiorum est przytocze owe "przykazania" po raz
          wtory:
          - ZAWSZE nalezy pytac, pytac i wciaz pytac
          -w razie jakichkolwiek watpliwosci zasiegnac opinii innego lekarza,
          -nie ufac nadmiernie "starym wyjadaczom" wylacznie z racji ich wieku, tytulu
          czy stanowiska
          - nie dac sie zwiesc uludzie, ze prywatnie znaczy lepiej
          Dorzuce nawet wielkodusznie jeszcze jedno:
          - dochodzic swoich SLUSZNYCH praw w razie pomylki wyniklej z EWIDENTNEJ ZLEJ
          WOLI CZY NIEDBALSTWA lekarza.
          A na koniec: wlasnie w zyciu prywatnym przezywam w tej chwili dramat bliskiej
          mi osoby, ktora wybrala postawe "strusiej polityki".

          • witekjs Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 10:21
            Moi Drodzy. W 2001, bez mojej woli poinformowano w FA, że jestem lekarzem.
            Miałem z tym szereg nieprzyjemnych sytuacji mimo, że praktycznie nie wypowiadam
            się na tematy medyczne.
            W czerwcu 2003 toczyła sie na ten temat, kolejna dyskusja w zamknietym Forum
            Rivendell.
            Przepraszam, że nie mogąc Wam podać linku, zacytuję swoją odpowiedź.

            "Drogi Andrzeju. To dlaczego mówienie lekarzy o medycynie w forach innych niż
            medyczne, psychiatryczne czy nawet psychologiczne jest niestosowne wydawało mi
            się zawsze dość oczywiste.
            Uważam to za swego rodzaju nadużycie. Jest to dla mnie wymądrzanie się
            specjalisty od spraw dotyczących każdego człowieka w gronie, z konieczności o
            mniejszym poziomie wiedzy.
            Zdarza się to na spotkaniach u "cioci na imieninach", gdzie niejednokrotnie
            prowokuje do tego, siedząca z wypiętą piersią "mamuśka" doktora Ziutka, co to
            niedawno biegał pod stołem i czasami wiersze Pana Brzechwy "jak Holoubek"
            recytował w tym samym pokoju.
            Co gorsze zdarza się, szczególnie gdy spotka się takich kilku młodych lekarzy,
            że zamęczą towarzystwo opowiadaniem, z bardzo naturalistycznymi kawałkami o
            swoich sukcesach na sali operacyjnej, porodowej, sali chorych, gabinecie czy
            nawet na ulicy, gdzie zawsze i wszędzie są gotowi do ratowania "największej
            wartości człowieka, czyli jego życia".
            Tutaj, wtrąci dumna Mama, że "ten piękny zawód", podobnie jak kapłaństwo kuzyna
            Maciusia, "był zawsze powołaniem mego syna doktora Ziutka"...
            Takie epatowanie towarzystwa wyczynami Ziutka, jak z pewnością wiecie nie jest
            rzadkie.
            Inną sprawą jest, jak znające Ziutka od zawsze, całkiem fajne kuzynki w czasie
            tańca uważają, ze jedyną ciekawą, dla niego sprawą w lekkiej konwersacji
            są "hemoroidy z którymi boryka się od czasu urodzenia Patrycji".
            Zupełnie innym zagadnieniem jest zarzucanie lekarzom w czasie rozmowy o "życiu
            i śmierci", etyce, zasadach postępowania człowieka lub czymkolwiek co z naszym
            działaniem jest związane, że wykorzystuje swoją "profesjonalną wiedzę" by
            uzyskać przewagę w rozmowie.
            To chyba Wam coś przypomina...
            Nie można powiedzieć wszystkiego publicznie. Czasami, już postawione wśród
            ludzi pytania odkrywają intymne lub krępujące dla człowieka sprawy, wbrew jego
            woli i wiedzy. Niekiedy, poważnej odpowiedzi można by udzielić jedynie po
            zadaniu kilku dodatkowych, z pewnością w takim miejscu niestosownych pytań.
            Nie raz, takiej "kuzynce", z którą już się nie chce tańczyć, chciałoby się
            powiedzieć:" idź do tamtego pokoju i przygotuj się do badania"...wink
            Myślę, że już widzicie jej oczy "postawione w słup"...
            Nie możemy przecież, dla każdego śmiertelnie poważnych pytań, kwitować żartem.
            Zdarza się, niestety zbyt często, ze niektórzy ludzie "zaprzyjaźniają" się z
            nami jedynie po to aby mieć podręcznego doktora, z którym mogą rozmawiać o
            swoich, szeroko pojętych problemach zdrowotnych, zawsze ilekroć najdzie ich na
            to ochota.
            Nie trwają takie znajomości długo...
            Mam nadzieję, że trochę wytłumaczyłem dlaczego unikam tutaj mówienia o
            sprawach mojego zawodu, dolegliwościach, objawach i terapii. Szczególnie jest
            to niezręczne w grupie ludzi i w niewłaściwym miejscu. Może być dopuszczalne
            wyjątkowo w sytuacji gdy jest się sam na sam.
            Jedynym właściwym miejscem jest gabinet lekarski. Tam można pytać się wzajem o
            wszystko i razem z pacjentem zastanawiać się nad jego problemem.
            Swoją drogą ciekawe mogą być rozmowy z Wami już nie jednego "ukrywającego się"
            lekarza, lecz przedstawicieli kilku szkół medycznych. wink

            Pozdrawiam Ciebie i pozostałych czytelników. Witek"/ czerwiec 2003 Rivendell/


            Mam nadzieję, że zechcecie mnie zrozumieć i zgodzicie się chciaż z częścią
            moich argumentów.

            Pozdrawiam. Witek
            • fedorczyk4 Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 10:38
              Ze wstydem przyznaje sie, ze nie rozumiem. Oczywiscie rozumiem niezrecznosc
              sytuacji lekarza " przyrodzinnozaprzyjaznionego", ale nie rozumiem intencji
              cytatu w tym watku. Mamy go zamknac? zamilknac? Wszyscy, nie wszyscy. Lekarze
              nie powinni w nim uczestniczyc?
              • witekjs Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 10:52
                Wydaje mi się, że takie rozmowy z udziałem lekarzy, również w realu prowadzą
                zbyt często do zupełnie niepotrzebnych i bardzo nieprzyjemnych napięć.
                Zapomina się oczywiście, że i my oraz nasze rodziny bywamy pacjentami i
                spotykamy sie z bardzo różnymi sytuacjami.
                W tym z kolegami, których zachowanie jest niestosowne.
                Niezwykle często spotkania, w których okazuje się, że jesteśmy lekarzami
                ograniczają się do mówienia o skandalicznej sytuacji w służbie zdrowia.
                Zapominając o tym, że jednak mamy na to minimalny wpływ.

                Pozdrawiam. Witek
                • fedorczyk4 Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 11:02
                  Rozumiem, ale nie do konca sie z Toba zgadzam, ja lubie w lekarzu widziec
                  znajomego, a w znajomym lekarza i rozmawiac z nim o jego sprawach zawodowych.
                  Pozwala mi to na lepsze zrozumienie i ocene tego doktora na przeciwko ktorego
                  czasami znajduje sie w roli pacjentki, bo wtedy mniej czuje sie petentka, przed
                  obliczem tajemniczego bostwa. Przybliza mi to wiele spraw, uczy tolerancji i
                  pozwala na wybory.
                  • witekjs Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 11:16
                    Wiem o tym, bo i ja wolę mieć znajomego lekarza i w lekarzu widzieć
                    znajomego. wink
                    Jest to zupełnie naturalne.
                    Wspomniałem jednak o tym, że takie kontakty możliwe są wyjątkowo i jedynie w
                    bardzo kameralnych warunkach.
                    Często również towarzyskie lub rodzinne relacje, praktycznie uniemożliwiają w
                    niektórych specjalnościach, zadawalające /obie strony/ wykonywanie tego zawodu.
                    Nie chodzi tu jedynie o utrudnienia w obiektywnym, wolnym od nieprofesjonalnych
                    emocji spojrzeniu na pacjenta...

                    Pozdrawiam i przepraszam bardzo, ale już muszę wyłączyć się z dyskusji.

                    Witek
                    • felinecaline Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 13:32
                      Na wstepie deklaruje, ze stanowisko Witka rozumiem i respektuje.
                      Jednak tak juz jest, ze zyjemy w spoleczenstwie troche - nie! bardzo powaznie
                      zagubionym w problematyce medycznej i zlaknionym jakichkolwiek wiadomosci w tym
                      przedmiocie. I jako, ze "natura nie znosi pustki" na owej "tabula rasa"
                      spolecznej nieswiadomosci sklonni sa zerowac rozni ludzie propagujacy rozmaite,
                      czesto z wlasnego niedomytego palca wyssane wiadomosci np o cudownych metodach,
                      aparatach, oczyszczaniach, glodowkach i czym tam jeszcze (polecam wspomniane
                      juz forum "zdrowie" - nie ma dnia bez takiej "nowinki"). Kilkoro z nas,
                      z "branzy medycznej" boryka sie tam z nimi usilujac mozolnie uporzadkowac w
                      glowach przecietnych zjadaczy chleba i spowodowac, by ow chleb zawieral jak
                      najmniej plew.
                      Na naszym forum tez widocznie zaszla potrzeba takiej dyskusji - rzadko w ciagu
                      kilku zaledwie dni dwa watki, jak ostatnie kamforowe grmadza tyle postow. Skoro
                      wiec potrzeba zaistniala, a kazdy ze swojej sytuacji przytoczyl otwarcie to,
                      coz calym samokrytycyzmem uznal za nadajace sie do przytoczenia to nie widze
                      powodow, bym miala zakladac sobie kaganiec wtedy, kiedy sytuacja az prosi sie o
                      jakies sprostowanie. W zyciu prywatnym , na roznego rodzaju spotkaniach
                      towarzyskich w gronie kolegow jest u nas taka tradycja,wpajana kazdemu
                      przez "starszyzne" juz w okresie i scenerii "internackiego refektarza", ze NIE
                      ROZMAWIA SIE o 3 rzeczach: - polityce, pracy i pieniadzach, wiec problemA nie
                      ma wink)).
                      Znalazlszy sie w gronie ludzi niezwiazanych z medycyna i majacych o niej rownie
                      scisle pojecie, co wilka o astronomii zwyklam zapowiadac, ze jestem zmeczona po
                      ostatnim dyzurze i prosic o wstrzymanie sie z dyskusja do sposobniejszej chwili
                      (ktora oczywiscie nigdy nie nadchodzi.. .). Gdy to nie skutkuje moje zmeczenie
                      staje sie tak wielkie, ze przepraszam i sie wymykam.. W ciagu 20 lat
                      towarzystwo , w ktorym sie "obracam" zdazylo pojac.
                      W rzadkich przypadkach, ktore rzeczywiscie mozna uznac za nagle i powazne
                      proponuje zatelefonowac na "15" motywujac to wlasnie NAGLOSCIA. I nawet tu w
                      80% przypadkow nastepuje niespodziewane "cudowne uzdrowienie". W przypadkach
                      istotnie zwloki nie cierpiacych - nie gadam, tylko dzialam.
                      Gdyby natomiast zasade Witka wprowadzic w 100% w zycie my wszyscy, biedaczyska
                      skazali bysmy sie dobrowolnie na dokonanie zywota na totalnej pustyni
                      towarzyskiej.
                      Z kolei, kiedy przy jakiejs okazji gromadzi sie moja rodzina i inni bliscy w
                      mojej nieobecnosci jest mi dokladnie wszystko jedno, czego dotycza ich rozmowy,
                      kto na czesc kogo pieje peany a fakt, ze mnie akurat nie ma w niczym nie musi
                      przeszkadzac zebranych dzielic sie wzajemnie swoimi troskami o odstajace uszy
                      dzieciecia Pelasi, prostate wujka Wacka czy weksle kuzynki Andzi.
                      Zas jesli mam zastrzezenia do postepowania ktoregos z moich kolegow informuje
                      go o tym otwarcie przy okazji rozmowy w 4 oczy (zdejmuje wtedy okulary).

            • kamfora Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 21:40
              witekjs napisał:

              /.../
              > Zdarza się, niestety zbyt często, ze niektórzy ludzie "zaprzyjaźniają" się z
              > nami jedynie po to aby mieć podręcznego doktora, z którym mogą rozmawiać o
              > swoich, szeroko pojętych problemach zdrowotnych, zawsze ilekroć najdzie ich
              > na to ochota.
              > Nie trwają takie znajomości długo...
              /.../

              > Jedynym właściwym miejscem jest gabinet lekarski. Tam można pytać się
              > wzajem o wszystko i razem z pacjentem zastanawiać się nad jego problemem.
              > Swoją drogą ciekawe mogą być rozmowy z Wami już nie jednego "ukrywającego
              > się" lekarza, lecz przedstawicieli kilku szkół medycznych. wink


              Zarzekałam się (nawet na piśmie, w prywatnej korespondencji wink, że już
              nie będę zabierać głosu w tym wątku, ale jak zwykle trudno mi wytrwać w
              postanowieniu dłużej niż kilka godzin sad

              Z lekarzami to według mnie jest taka sprawa: "w cywilu"są przeważnie normalni:
              i pogadać i zabawic się i w ogóle. Problem zaczyna sie z chwila założenia
              fartucha i spojrzenia na człowieka siedzącego po drugiej stronie biurka jako na
              pacjenta. W jednej chwili nastepuje zmiana,nawet jeśli 5 minut wczesniej
              usłyszysz od lekarza-człowieka, że masz np ładne piersi,
              to gdy wspomnisz o czymśtam co cię niepokoi - natychmiast piersi stają się
              sutkami!
              Na dodatek lekarze specjaliści traktują cię jak jednostkę chorobową
              (Co tu mamy? aaa - wątroba). Zdają się leczyć tylko ten chory narząd i nic
              wiecej ich nie obchodzi.
              O to, żeby leki nie kolidowały ze sobą musi dbać pacjent - a jak zaniedba, to
              on jest winny!
              Skutki uboczne działania leków są nieraz gorsze niż choroba, ktorą zwalczają.

              Za to lekarz na każdą próbę podważenia diagnozy czy recepty (albo tylko próbę
              uzyskania bardziej szczegółowej odpowiedzi na wątpliwości) reaguje prawie
              histerycznie: "pani by chciała w 5 minut poznać to, na co ja straciłem
              6 lat!! "
              Uczciwie jednak będzie przyznać, że takie zachowanie nie jest "zarezerwowane"
              dla lekarzy jedynie - to cecha większości ludzi, którzy w pewnym momencie
              poczuli, że mają władzę nad drugim człowiekiem ( czyli: urzędników,
              nauczycieli, kierowców - a nawet babć klozetowych) i bardzo sobie ten stan
              panowania nad drugim człowiekiem (choćby miał trwać bardzo niedługo) chwalą .
              Sęk w tym, że szczególnie w przypadku lekarzy nie powinno się to zdarzać.
              Moim zdaniem na AM zbyt duży nacisk kładzie się na opanowanie encyklopedycznej
              wiedzy, a zbyt mało uwagi poświęca na to, że lekarz ma pracować z ludźmi
              i dla ludzi a nie z chorymi wątrobami/nerkami/woreczkami zapalonymi czy
              innymi kawałkami cielesnej powłoki.
              Zbyt mało uwagi poświęca się też na uświadomienie lekarzowi, że nie jest
              on Bogiem (ani nawet bogiem) a ludzie są śmiertelni nawet w krajach,
              gdzie medycyna najbardziej postępowa. Wskutek tego zaniedbania młodzi
              kandydaci na bogów wpadają w alkoholizm albo przeradzają się w cynicznych
              robotów.

              Uff...klawiatura aż pożółkła wink
    • emerytus Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 21:01
      Do fedorczyk 4-
      Sama potwierdzasz,ze pojawily sie ” jaskolki” pociagania do odpowiedzialnosci
      lekarzy wykonujacych swoj zawod w taki a nie inny sposob. Zaczelo sie od
      okreslonej kwoty a zapewniam cie ze z czasem i one zwielokrotnia sie.
      Pozytywnym skutkiem jest rowniez to ze DYLETANCI nie czuja sie juz bezkarni,ze
      dwa razy zastanowia sie nad podjeta decyzja.Poza Polska i Francja sa jeszcze
      inne kraje , ja mieszkam w Kanadzie.

      Do kamfora
      Pozwolisz ze w calosci zacytuje wypowiedz felenecaline dotyczace mojej osoby
      Cytuje –”Ale zaczne ze specjalna atencja w strone Emerytusa: zapewniam cie, ze
      uslyszawszy taka diagnoze myslalbys o wszystkim innym, tylko nie o nowym aucie -
      w pierwszym rzedzie raczej o nowej -debowej - jesionce.”
      a/ wyzej wymieniona WIE o czym ja w danej sytuacji bym myslal.Jest wiec druga
      osoba na tym swiecie co WIE o czym ja mysle.Pierwsza osoba co rowniez to
      wiedziala jest moja tesciowa.
      Takim samym szacunkiem i miloscia darze te dwie wspomniane kobiety.
      b/Zawsze twierdzilem,ze sposob w jaki sie o czyms mowi jest rownie istotny jak
      tresc przekazywanych informacji. Wykoncypowalem wiec sobie , ze co niektorzy
      lekarze przekazuja informacje pacjentom w ten sposob ze ci drudzy nie maja
      prawa myslec o niczym innym jak o SMIERCI. W ustach lekarza mowienie o
      odchodzeniu z tego swiata uzywajac okreslen „ debowa jesionka „ jest swoistym
      brakiem taktu.

      Do felenecaline

      Twoja medyczna megalomania osiagnela juz takie rozmiary ze opinie wyrazane o
      mnie nazywasz DIAGNOZA .
      Jezeli chcesz zobaczyc osobe ktorej cecha charakterystyczna jest
      CYTUJE „Suspicio I: Czytanie bez zrozumienia
      Suspicio II: Nieprzeparta chec, by zawsze miec racje. To uprzejmie prosze wez
      do reki lusterko i w nie popatrz.
      Zapewniam cie ze wiecej nie bede komentowal twoich wypowiedzi na zadnym z
      watkow na tym forum , proszac ciebie o to samo w stosunku do mnie.
      Ja cie po prostu nie lubie.

      pozdrawiam
      • fedorczyk4 Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 21:12
        Oj, bardzo Cie przepraszam ale jesli to sa Twoim zdaniem jaskolki czegokolwiek
        to nie tylko nie mieszkamy na roznych kontynentach, ale na dwoch roznych
        planetach. Wycinasz sobie z wypowiedzi co Ci pasuje i z tezy robisz antyteze i
        na odwrot. Ja nie tylko niczego nie potwierdzam, ale wrecz kategorycznie
        zaprzeczam. Moze w przyszlosci nastana jakies jaskolki zmian, ale daleko nam
        bardzo do tego. Niezrecznie sformulowales post i tyle, wiec sie nie zlosc na
        nas.
      • fedorczyk4 Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 21:21
        emerytus napisał:
        > b/Zawsze twierdzilem,ze sposob w jaki sie o czyms mowi jest rownie istotny
        jak
        > tresc przekazywanych informacji.
        Przeczytaj to jednym tchem z Twoim pierwszym postem w watku. Pozdrawiam
        • emerytus Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 23:05
          fedorczyk4
          Dla mnie pisanie to tylko i wylacznie przekazywanie informacji.
          Sposob mowienia obok przekazywanych informacji to rowniez barwa glosu,
          mimika twarzy i oczy ,ktore tez wiele potrafia powiedziec.
          Piszac wiec o MOWIENIU mam na mysli mowienie .
          Post moj pierwszy jak juz raz pisalem,jest scisle powiazany z wypowiedzia w
          temacie
          blednej diagnozy lekarza,za ktora to uwazam powinien zaplacic.
          Nie stawiam antytez ,teza jest jedna...wszyscy placimy za bledy .
          pozdrawiam
      • kamfora Re: choroby ciała i choroby duszy 17.03.05, 21:55
        emerytus napisał:

        > Do kamfora
        > Pozwolisz ze w calosci zacytuje wypowiedz felenecaline dotyczace mojej osoby
        > Cytuje –”Ale zaczne ze specjalna atencja w strone Emerytusa:
        > zapewniam cie, ze uslyszawszy taka diagnoze myslalbys o wszystkim innym,
        > tylko nie o nowym aucie -
        > w pierwszym rzedzie raczej o nowej -debowej - jesionce.”
        > a/ wyzej wymieniona WIE o czym ja w danej sytuacji bym myslal.

        Emerytusie, myślę, że emocje Cię ponoszą gdzieś hen w wertepy wink
        Feline opisała swoje odczucia w momencie postawionej jej diagnozy
        (która później okazała się błędną, ale w tym momencie "robiła" za
        prawdziwą)
        Też usłyszałam kilka błędnych acz jednoznacznie wskazujących na
        cmentarz diagnoz - i moje myśli również nie krążyły wtedy wokół
        przedmiotów nazywanych luksusowymi. Wczuwanie się w odczucia innych
        w danych okolicznościach nazywa się empatią - i nie ma nic wspólnego
        z wszechwiedzą teściowych.
        Na osobiste sympatie czy antypatie nie mamy wpływu, ale w dyskusjach
        nie mają one raczej większego znaczenia. Tak mi się przynajmniej zdaje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka