jan.kran
22.05.05, 15:20
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2721636.html
Przeczytałam z uwagą ten artykuł. Nie znam polskich realiów , ale ogarnęły
mnie pewne refleksje które chciałabym skonfrontować z Wami.
Coraz więcej rodziców , zwłaszcza matek wyjeżdża za chlebem jednak pojawia
się problem dzieci które źle znoszą rozłąkę.
Porównałam to z sytuacją moich filipińskich koleżanek z pracy, pielęgniarek.
M., wyjechała do Norwegii trzy lata temu razem z mężem pielęgniarzem. Nauczyli
się szybko norweskiego, zdobyli pozwolenie na prace w zawodzie. Kupili w
Norwegii mieszkanie. Oboje zarabiają kilkanaście może nawet kilkadziesiąt
razy wiecej niż na Filipinach. W momencie wyjazdu zostawili pod opieką rodziny
trzyletnią podówczas córkę.
Mimo stałej pracy i mieszkania trzy lata trwało zanim sprowadzili dziecko na
stałe.
F. zostawiła na Filipinach troje dzieci 19, 16, 9. Nie myśli o sprowadzeniu
ich tuta .Dziećmi zajmuje się Jej mama i teściowa Ona odwiedza je dwa razy na
rok.
I szereg innych z dziećmi lub nie które tu przyjeżdzają ( wszystkie znają
nieźle angielski ), uczą się blyskawicznie bardzo trudnego dla nich języka
norweskiego , pracują, mają znakomitą pozycję socjalną , dobrze zarabiają.
Niemcy z byłej DDR ,jest ich w tej chwili multum w Norwegii. Głównie
rzemieślnicy , lekarze , pielęgniarki.
Dostają w DE podstawowy kurs języka norweskiego, często muszą się
przekwalifikować. Tu najpierw są trzy miesiące i dostają niemiecki zasiłek
dla bezrobotnych, norweski pracodawca nie ponosi żadnych kosztów.
Wywiad w szpiglu z przedstawicielem rzadu Nowej Zelandii zachecającym Niemców
wykwalifikowanych i z językiem angielskim do przyjazdu tam. Sporo Niemców z
byłego DDR wyemigrowało po 1989 roku do Australii i Nowej Zelandii
A z drugiej strony przypomina mi się wywiad z przedstawicielem urzędu pracy w
PL przeczytany jakis czas temu.
Nie ma problemu pomóc przynajmniej części bezrobotnych zapewnić wyjazdu za
granicę. Barierą jest brak znajomości jezyków, brak chęci się ich nauczenia
oraz lęk przed wyjazdem z PL.
Kran.