"Natchnelo mnie" tym tematem po rozmowie z dwoma kolezankami, pracujacymi,
podobnie jak ja na wlasny rachunek i osiagajacymi mniej wiecej podobne zarobki.
Obie mialy w pierwszych miesiacach roku zla passe i przez pewnien okres nie
zarabialy nic, co spowodowalo zadluzenie czynszowe, odlaczenie telefonu,
zaciaganie pozyczek itp. Oczywiscie nie chodzi mi tu o zeznania zarobkowe, ale
raczej o wydatkowe. Ile miesiecznie wydajecie na tzw. "zycie", czyli oplate
rachunkow, jedzenie, srodki czystosci, gazety, ksiazki, kosmetyki, paliwo, bez
zadnych specjalnych inwestycji, czy zakupow? Jaka kwota jest Wam niezbedna,
zeby nie popasc w dlugi, nie siegac do oszczednosci na czarna godzine, czy
przeznaczonych na inny cel? Ciekawa jestem, czy sumy te beda porownywalne