Rok 1979, późna jesień ,jadę z talonem i kupą forsy po odbiór pierwszego w
życiu
samochodu .Jako pomocnik jedzie ze mna mój "obecny" który jest juz od kilku
lat
kierowcą i to niezłym ,ja świeżo po odebraniu prawka i to po zdanym
za "którymś"
razem egzaminie? Oczywiście tym samochodem ma być maluch ,tylko jest kwestia
wersji i koloru .Wersje są dwie :podstawowa i S ,kolory dwa :czerwony i
piaskowy. Ja chcę czerwoną "eskę" ale nie ma takiej możliwości ,bo eski są
piaskowe, a czerwone są tylko w wersji podstawowej

.Biorę więc
piaskowego ,jak
się nie ma co się lubi..

.Wracamy do domu, za kierownicą oczywiście
doświadczony kierowca, a nie ja ! Ale po podjechaniu pod jego dom ,ja się
upieram, że do siebie to ja sama i już. Pojechałam dalej więc sama ,a chłopak
wisiał do wieczora na telefonie, bo ja oczywiście nie pojechałam do
domu .Pojechałam do pracy po mamę ,a z nią do babci, żeby się pochwalić.
Oczywiście
zastał nas w tych podróżach wieczór, jechałam więc na światłach, tyle tylko,
że na
długich .Na pytania mamy dlaczego wszyscy nam mrugają odpowiadałam, że chyba
milicja gdzieś stoi

!.Na następny dzień zaliczyłam katowickie rondo, a za
parę
dni pojechałam do Wisły. Ale to były inne czasy i teraz już chyba nie byłabym
tak odważna

).I do tego zielony listek i słodki uśmiech blondynki były
bardzo pomocne.
A jakie Wy macie wspomnienia z początków kariery kierowcy?