29.08.04, 11:57
pogratulować skuteczności.. polowanko z nagonką udane.. nie ma żadnych
dowodów przeciwko Księdzu Jankowskiemu... dzisiaj w ten sposób można załatwić
każdego... mamuśka ministranta, dzielna kobieta z mieczem w dłoni.. stanąwszy
przed sądem w obliczu groźby ograniczenia jej praw rodzicielskich znalazła
winnego .... to interesujące dlaczego synek tak dobrze chowany przez dzielną
mamusię nie chciał z nią dzielić się kasą od księdza... kto następny..
Obserwuj wątek
    • Gość: wlodek Re: lincz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.04, 12:00
      nie boj -jesli lewaccy hipokryci odpowiedza ci w ogoole na ten post- to swoim
      zwyczajem zjda wiele pokretnych i belkotliwych wyjasnien...
      czy spodziewasz sie, ze przynaja sie oni do tego, ze w paszkwilancki sposób
      rzucili oskarzenie na Ksiedza?????/
      Im chodzi jedynie o to, aby ;'dowalic" Kosciolowi a przy okazji obronic swego
      kolesia Samsona-prawdziwego pedofila!
    • Gość: Kir OBY WASZE DZIECI DAWAŁY WAM TAK UZYSKANĄ IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 13:27
      kasę,jeżeli naprawdę nie widzicie w tym nic złego i nie widzicie przyczyny
      dlaczego syn tej matki którą tak naprawdę to WY zlinczowaliście w tym wątku,nie
      przestrzegał 4-tego przykazania.
      Zgodnie z tym co napisaliście o matce tego chłopca moje życzenia powinny być
      dla Was jak najlepsze.Zresztą jeżeli w takim duchu wychowujecie swoje dzieci,to
      taką samą miłością Wam odpłacą.Przecież one też nie potrafią dostrzec zła.Dobry
      dla nich będzie zawsze ten kto więcej daje.
      Dobry kapłan to ten,który łagodzi konflikty a dzieci uczy miłości do swych
      rodziców.W tym przypadku powinien porozmawiać z matką i z synem.Tak robią
      prawdziwi kapłani.
      Nikt nie zadał też sobie pytania co stałoby się z tym synem gdyby
      zabrakło "dobroczyńcy"?.Przecież przyzwyczajony został już do pewnego stylu
      życia którego rodzice w żaden sposób nie byli mu w stanie zapewnić,ze względu
      na zbyt niskie dochody.
      Pozdrawim
      Kir
      Ps
      Interesuje mnie ta sprawa i pod tym kątem.Patrzę na KK bynajmnie nie
      z perspektywy żaby.Dzisiaj znowu zajrzałem na FA,pomimo że po ostatniej wizycie
      powinienem tego nie czynić ale jakieś licho mnie podkusiło i znalazłem ten
      wątek.
        • Gość: Kir Pomyśl,myślący logicznie je znajdzie IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 14:35
          Sceptyku waż słowa gdy oskarżasz mnie o "opluskwianie".Widzisz w swoim poscie
          nie napisałem niczego złego,odwołałem się jedynie do pewnych wartości które
          winny być przestrzegane.Założyciel wątku dokonał osądu matki tego syna,którą
          oskarżył o jego złe wychowanie.Ty oskarżasz mnie OPLUSKWIANIE uważając iż
          prałat postępował właściwie.Kto będzie odpowiadał przed sądem rodzinnym za
          zachowanie dziecka:prałat czy rodzice?Uważasz,że na zachowanie syna prałat nie
          miał żadnego wpływu a dawane przez niego prezenty i pieniądze pomagały rodzicom
          w wychowaniu tego chłopca?
          Albo jesteś strasznym hipokrytą albo po prostu nie znasz życia.Co Cię mogło
          urazić w tytule postu i jego treści?Jedynie to,że powiedziałem o zlinczowaniu
          matki.Zadam podobne pytanie odnośnie zarzutów stawianych matce jak Ty raczyłeś
          mi postawić.Chociaż na Twoje postaram się odpowiedzieć i to słowami samego
          prałata.Jeżeli wykażesz trochę dobrej woli to zrozumiesz,jeżeli nie to nadal
          będziesz traktował mój tekst jako "opluskwianie".Ja nie feruję wyroków,ja tylko
          chcę aby ci,którzy je tak łatwo ferują trochę się zastanowili.Kto dał więcej
          powodów do tego aby pewne fakty były interpretowane na jego niekorzyść
          pozostawiam ocenie czytających i zajmujących się tą sprawą.
          Oto ten fragment:
          Ks. Jankowski odrzuca oskarżenia
          Rozmawiał Marek Wąs 02-08-2004, ostatnia aktualizacja 02-08-2004 09:13
          ---------------------------------
          Kiedy urwał się kontakt księdza ze Sławomirem?
          - Rok temu, po jego powrocie z nauki języków. Nie wrócił wówczas również do
          domu. Wolał być u rodziny albo u znajomych w Sierakowicach. I to tam wpadł w
          fatalne towarzystwo. Powiedziałbym, w kryminalne, może i w narkotyki.
          Przyjechał jeszcze do mnie ostatni raz latem i poprosił o pieniądze, osiem
          tysięcy, opowiadał, że ma długi. Dałem mu. Byłem w szkole i naradzałem się z
          panią dyrektor, jak go ściągnąć z powrotem. Byłem w kuratorium i starałem się o
          indywidualną naukę, ale na to nie zgodziła się matka. Matka uparła się, że on
          jest narkomanem i w grudniu doprowadziła do sprawy sądowej o skierowanie go na
          przymusowe leczenie [właśnie przed sądem rodzinnym padło oskarżenie pod adresem
          księdza Jankowskiego, sąd zawiadomił prokuraturę, która w ub. tygodniu wszczęła
          śledztwo - red.]. Jeździłem potem jeszcze do Sierakowic, do jego babki, i tam
          go jeszcze raz spotkałem wiosną tego roku
          ------------------------------------------------
          Kiedy pojawiły się oskarżenia o molestowanie seksualne?
          - Ze Sławkiem kontakt faktycznie urwał się latem ub. roku. Mówiłem, jego matka
          pracowała tu jeszcze do grudnia, ale żadnych oskarżeń nie wysuwała. Zresztą tak
          jak i inne matki ministrantów przez te wszystkie lata. Przecież ta kobieta
          jeszcze wówczas prosiła mnie o pieniądze - choćby dwadzieścia złotych na dojazd
          do Sierakowic, do rodziny. Aż wreszcie wiosną br. poszła do arcybiskupa i
          oskarżyła mnie. Może ktoś ją do tego nakłonił? Nie wiem.

          Współpracownicy księdza mówili "Gazecie", że ktoś księdza szantażował w związku
          z tą sprawą. Czy to prawda?
          - Nie.
          -----------------------------------------------------------------------
          Ponoć Sławomir złożył arcybiskupowi oświadczenie w sprawie molestowania?
          - Wtedy właśnie spotkałem go ostatni raz w Sierakowicach i mówię: "chłopie,
          zrób coś z tym". Więc on wysłał list do arcybiskupa, w którym przeprasza za
          matkę. Pisze, że jej zależy tylko na pieniądzach. Ha! Coś w tym może i jest, bo
          jeszcze miesiąc temu mama Sławka dzwoniła do mnie z prośbą o pożyczkę. Ale już
          odmówiłem. O kopię tego listu poprosiłem księdza arcybiskupa, teraz ma ją
          prokuratura.
          --------------------------------------------------------------------------------
          Czy ma z nim ksiądz kontakt?
          - Z nim nie, ale jego rodzina z Sierakowic dzwoni [taki telefon ksiądz odebrał
          także w trakcie naszej rozmowy - red.], więc wiem, że tam jest. I bardzo
          proszę, jak będzie pan pisał, to żeby nie zaogniać. Zresztą "Gazeta"
          obiektywnie relacjonuje tą sprawę. Bo jak już mówiłem, to jest tak naprawdę
          rodzinny konflikt. Dlatego ja do nikogo żalu nie mam.

          To nie jest całość wyjaśnień,ale te które mają związek z zawiadomieniem.Całość
          jest na portalu GW.Czy z tego można wyciągać jakieś wnioski?No cóż-każdy
          swoje,ale najwięcej to chyba będzie w stosunku do mnie dzięki czytaniu ze
          zrozumieniem i obiektywizmowismile))
          Pozdrawiam
          Kir
          • sceptyk Z wami, kurcze, to dyskusja jest zawsze taka sama 29.08.04, 18:36
            No przeciez chyba napisales "W tym przypadku powinien porozmawiać z matką i z
            synem." Co, oczywiscie, oznaczalo, ze nie porozmawial. A wiec zarzut. Oparty na
            niczym i postawiony wbrew jakiejkolwiek logice (widywali sie bardzo czesto -
            H.Jankowski, matka i ten szczyl).

            Jesli nie lubisz okreslenia "opluskwianie" to zastap je jakims innym, ale
            adekwatnym do Twych manipulacji.

            Po drugie, gdzie ja powiedzialem, ze "pralat postepowal wlasciwie"? Znowu
            wykrecasz kota ogonem, wkladasz w moje usta niewypowiedziane opinie i w ten
            sposob - zwyciesko - polemizujesz ze mna.

            Ale ja jestem do tego przyzwyczajony, bo pare razy prowadzilem z Toba dyskusje,
            a i tez podczytuje sporadycznie Kretyna52 itp. Dlatego tez, powiedziawszy
            swoje, dyskretnie wycofuje sie na z gory upatrzone pozycje.
            • Gość: Kir Z jakimi Wami ?Nas już tak niewielu zostało:(((( IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 19:35
              Napisałem dokładnie tak:
              "Dobry kapłan to ten,który łagodzi konflikty a dzieci uczy miłości do swych
              rodziców.W tym przypadku powinien porozmawiać z matką i z synem.Tak robią
              prawdziwi kapłani."
              Nie czytałeś ani dokładnie ani mojego pierwszego ani drugiego postu.Z żadnego
              nie wyciągnąłeś żadnych wniosków.Widzisz w swojej wypowiedzi prałat nie widzi
              nawet co złego było w jego postępowaniu.Podobnie jak i Ty.Każdy rodzic
              zainteresowałby się jak to się stało,że dziecko narobiło długów na 8
              tys.,szukałby przyczyn i starałby się im zapobiec.Nienormalne było to,że
              dziecko nie wracało do domu z wycieczek zagranicznych.To obowiązek je
              organizującego aby zadbał o taki powrót.Nienormalne były ucieczki syna z domu
              do baci,zreszta i sama babcia była nie w porządku.Prałat jak sam mówi domyślał
              się że chłopak wpadł tam w złe towarzystwo.Jednak daje mu pieniądze.Kto
              wychowuje chłopaka?Czym staje się dla niego matka,kiedy rozmawiając z prałatem
              pisze do biskupa,że zależy jej tylko o pieniądzach.Przecież tym autorytetem już
              dawno dla niego nie jest,bo jak twierdzi sam prałat:-"była dla niego za
              ostra",chciała wysłać na leczenie odwykowe.
              Jesteś ślepy albo udajesz że nie rozumiesz.Dla prałata ten chłopak to zabawka
              a dla matki dziecko.Sąd Rodzinny ją będzie rozliczał za jego czyny a nie
              prałata.Musiałaby by być wyrodną matką gdyby los dziecka był jej obojętny.Tego
              prałat nie potrafi zrozumie podobnie jak i Ty.Syn to zrozumie dopiero gdy tej
              matki zabraknie.
              Tyle warci są tacy jak Ty i Tobie podobni.Wydaje mi się,że niestety należę już
              do ostatnich,którzy potrafią jeszcze zrozumieć.Nie pisz więc "WY" bo tacy jak
              ja tak naprawdę już są na wymarciu.Jeżeli kapłani tego nie rozumieją to czemu
              mam się dziwić Tobie.Ja nie muszę manipulować bo tutaj nie ma czym.Wystarczają
              mi wypowiedzi takich osób jak Ty.Zawsze księża rwierdzili,że to nieprawda,teraz
              mają czarno na białym.

              >Po drugie, gdzie ja powiedzialem, ze "pralat postepowal wlasciwie"? Znowu
              > wykrecasz kota ogonem, wkladasz w moje usta niewypowiedziane opinie i w ten
              > sposob - zwyciesko - polemizujesz ze mna.
              Gdzie powiedziałeś? tam gdzie oskarżyłeś mnie o opluskwianie,jeszcze tego nie
              zrozumiałeś?
              Przeczytaj raz jeszcze na spokojnie oba posty ale tym razem bez szukania u mnie
              złej woli.
              Pozdrawiam
              Kir
              Ps
              Oczywiście to nie wszysto,w misjonarza to ja bawić się nie mam zamiaru.

    • a.adas Re: lincz 29.08.04, 13:31
      "to interesujące dlaczego synek tak dobrze chowany przez dzielną
      mamusię nie chciał z nią dzielić się kasą od księdza."

      "Od ksiedza" ? Ciekawe...

    • danutabis Re: lincz 29.08.04, 13:37
      odpowiedz mi Ewo z jakimś numerkiem
      dlaczego KTOŚ posunął się do angażowania mediów i prokuratury przeciwko ks
      Jankowskiemu prałatowi kościelnemu ?
      Pomówić o pedofilię jest łatwo, zwłaszcza teraz, kiedy o legalizację pedofilii
      zabiegają ze skutkami pozytywnymi pederaści całego świata prawie.
      Dowieść jej już trudniej.
      Ale podejrzewam, że oskarżenie ks. Jankowskiego o pedofilię ma inne podłoże niż
      to, że "śledztwo toczy się w sprawie" a nie przeciw.
      Może o tych innych przyczynach oskarżeń coś Ewo napiszesz?
    • ewa9823 Re: lincz 29.08.04, 20:18
      rodziców w Polsce zwolniono z odpowiedzialności za swe dzieci. Jeśli dziecko
      staje się dewiantem to winni są wszyscy inni tylko nie rodzice. Tymczasem
      wiadaomo, że grupą pierwotną jest rodzina i dziecko dewiantem staje się tylko
      wtedy gdy coś w tej rodzinie szwankuje.
      • danek4 Re: lincz 29.08.04, 20:35
        ewa9823 napisała:

        > rodziców w Polsce zwolniono z odpowiedzialności za swe dzieci.

        i to jest najsensowniejsze zdanie w całym tym wątku
      • Gość: Piter Re: lincz IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 31.08.04, 01:42
        Nie: "zwolniono"! To socjalistyczne państwo, obecnie upstrzone zwolennikami (a
        zwłaszacz przyobleczonymi w kostiumy tzw. feministek zwolenniczkami)
        legalizacji dewiacyj sexualnych wmawia rodzicom, że zajmie sie lepiej ich
        dziećmi, niż oni. To socjalistyczne pańswo dokonuje degeneracji mentalnej
        rodzin. Państwo i media np. w postaci polskojęzycznej gazety. Ks. Jankowski
        chciał gówniarzowi pomóc, chciał go wyrwać ze środowiska rodzinnego i
        towarzyskiego. To coś złego? Gdyby ktoś z krytyków ks. Jankowskiego, zapędzony
        w owe 8 tys. długów (ja np. mam znacznie większe) uzyskał u niego pomoc
        finansową, też by na niego pluł? No, może, gdyby zaistaniała konieczność zwrotu
        pożyczki, o ile byłaby to pożyczka.
        Wszystko wskazuje jednak na to, że przyczyna nagonki na ks. Jankowskiego leży
        zupełnie gdzie indziej...
        P.
      • Gość: Kir Co stanowiło problem wychowawczy tej rodziny? IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 31.08.04, 04:04
        ewa9823 napisała:
        > rodziców w Polsce zwolniono z odpowiedzialności za swe dzieci.
        Raczej sami się zwolnili i nie za bardzo rozumieją na czym polega
        wychowanie.Najczęściej to zapewnienie dziecku dobrych warunków materialnych,
        ciuchów,kieszonkowego.Żeby miało lepiej niż oni.Cały dzień przed komputerem
        albo z konsolą i spoko.Rodzice przecież zajęci.Oczywiście ważne aby
        w TV czegowegoś złego nie pokazywali.Dziecko powinno też mieć luz.Nie ma czasu
        sprawdzić z kim się spotyka,ważne aby z innymi z porządnych rodzin.Co robi?
        Nasze zawsze najlepsze to te inne złe,nauczyciele źli bo się niewinnego dziecka
        czepiają,sąsiedzi źli bo mają uwagi a ono bezstresowo wychowywane.
        No nierozumieją głupie ludzie.Kto to widział coś takiemu dziecku tłumaczyć,że
        źle postępuje i dlaczego jak ono nie rozumie.Wystarczy pogrozić palcem.Później
        jak starsze to pyskuje ale to wina szkoły i kolegów.Człowiek przecież taki
        zaganiany.
        >Jeśli dziecko staje się dewiantem to winni są wszyscy inni tylko nie rodzice.
        >Tymczasem wiadaomo, że grupą pierwotną jest rodzina i dziecko dewiantem staje
        >się tylko wtedy gdy coś w tej rodzinie szwankuje.
        Oczywiście w ogólnym mniemaniu w opisanym przeze mnie rozumieniu wychowania
        rodzina jest ok.Brak może tylko takiego jednego maleńkiego elementu jak
        poczucia więzi rodzinnej i miłości.Przecież nie ma czasu.Problemy dziecka nie
        są ważne bo nasze są o wiele większe i ważniejsze.Owszem pogłaskać po
        główce,pocałować w główkę,powiedzieć z irytacją aby nie zawracało głowy gdy
        z czymś przyjdzie bo jesteśmy zajęci.
        Czasami szok,że coś dziecko nabroiło albo wplątało się w jakieś
        kłopoty.Tylko,że to było nasze zaniedbanie.Kto jednak powie,że w tej rodzinie
        coś szwankowało?Czy z takiej rodziny może wyjść dewiant?
        Mamy czasami do czynienia z rodzinami patologicznymi gdzie o ironio to dzieci
        często "opiekują" się rodzicami żebrząc np. na alkochol.
        Tylko do jasnej cholery co powiedzieć o tym przypadku? ale tak uczciwie!
        Co do dewicji to poglądy nie są chyba takie jednoznaczne,ale mnie już nudzi ta
        cała sprawa i napawa obrzydzeniem.Tylko bynajmniej nie z powodu zachowania już
        Jankowskiego.On się broni,byłbym wariatem gdybym oczekiwał od kogokolwiek aby
        przyznał sie do czegoś złego.Chociaż w tym przypadku stosowane przez niego
        metody obrony uważam za ohydne,jako że jest kapłanem.

        Prałacie Jankowski, zepsułeś mojego syna
        Matka Sławomira R. oskarża księdza
        Pieniądze, które dostawał Sławek, bardzo go zmieniły
        Foto | Wojtek Jakubowski/KFP, Maciej Kosycarz/KFP
        - Zrobię wszystko, żeby uratować swoje dziecko. Pieniądze prałata Jankowskiego
        zniszczyły mi syna. Jego plebania z zewnątrz jest ładna, ale wewnątrz panuje
        w niej zło - wyznaje "Super Expressowi" Maria R., matka Sławka.

        - Nie mam dowodów, że prałat wykorzystywał seksualnie syna (16 l.). Gdybym je
        miała, poszłabym na policję - opowiada Maria R. (36 l.). - Niepokojące są
        jednak kwoty, które od niego dostawał. To duże pieniądze - od 1,5 do 8 tys. zł.
        Nie daje się ich za nic. Sławek nie chce o tym mówić. Zapewnia tylko, że ksiądz
        go nie skrzywdził.

        Porządna rodzina
        Rodzina R. zajmuje trzypokojową suterenę w przedwojennej kamienicy. Mieszkanie
        jest czyste i ładnie umeblowane. Na stole flakon ze świeżymi kwiatami. Maria to
        zadbana, przystojna szatynka. Urodziła się w Sierakowicach. W Gdańsku mieszka z
        rodziną od 9 lat. Teraz pracuje chałupniczo. Wcześniej, przez rok, sprzątała na
        plebanii prałata. Ojciec chłopca - Roman (42 l.), pochodzi z Giżycka. Od 24 lat
        pracuje na kolei. Sąsiedzi mówią, że to porządna rodzina, że alkoholu się tam
        nie pije. - Sławek bardzo nas kochał. Miał wielkie serce - kobieta z trudem
        powstrzymuje się od płaczu. - Po pierwszej komunii został ministrantem u św.
        Brygidy. Jesteśmy wierzącą rodziną. Czasami to nawet dwa razy dziennie chodził
        do kościoła. Kłopoty w nauce miał zawsze. Ale pracować potrafił. Jak po
        kolędzie chodził i zarobił parę złotych, to nie wydał na głupoty. Wziął pieska
        ze schroniska i się nim opiekował. Kupił akwarium i rybki. Zrobił tort z
        napisem: "dla najukochańszej mamusi". - Skończyło się, gdy przekroczył próg
        plebanii.

        Wykolejenie
        W październiku 2001 r. Sławek poszedł na nabożeństwo różańcowe do kościoła św.
        Brygidy. Tam zasłabł. Ministranci przenieśli go na plebanię, żeby doszedł do
        siebie. - I wtedy syn przestał chodzić do kościoła, biegał tylko na plebanię.
        Zaczęły się narkotyki i papierosy. Stał się nerwowy. Ubliżał matce - opowiada
        ojciec Sławka.

        Pieniądze, które dostawał od prałata, bardzo go zmieniły.

        - Najpierw były to małe kwoty: 50-70 zł, potem coraz większe. Ksiądz kupował mu
        drogie ubrania. Zaczęły się ucieczki z domu, wpadł w złe towarzystwo.
        Chcieliśmy załatwić mu ośrodek dla uzależnionych, ale uciekł, bo niby ksiądz mu
        powiedział, że mąż chce go zamknąć - mówi matka.

        Terror na plebanii
        Maria przyszła do pracy na plebanii 1 czerwca 2003 r. Dostawała 800 zł
        miesięcznie. - Wszyscy wiedzieli, co się dzieje ze Sławkiem i prałatem. Nikt
        jednak nie pomógł mi. Wszyscy się bali - wyznaje Maria. - Wiele razy mówiłam
        prałatowi, żeby nie dawał pieniędzy synowi. Żeby nie wpuszczał go na plebanię.
        Słyszałam: "Ja się nie będę angażował". Według kobiety, prałat przywoził go i
        odwoził do Sierakowic. Czasami, żeby nie rzucać się w oczy, brał kierowcę -
        znajomego chłopaka, i jechali tam czerwonym oplem astrą. - Ksiądz wiedział, że
        syn bierze narkotyki. Jakby chciał nam pomóc w jego wychowaniu, to powinien
        przestać dawać mu pieniądze.

        Zwolnienie z pracy
        W wakacje ubiegłego roku prałat wziął Sławka i jego kolegę do Berlina na kurs
        językowy. - Mówił mi, że pojadą od razu do Berlina. A oni siedzieli 2 dni w
        hotelu w Szczecinie. Co tam robili? Nie wiem - kobieta łka. - W maju poszłam do
        biskupa. Trzy dni później, 1 czerwca, Jankowski zwolnił mnie z pracy.

        Maria opowiedziała arcybiskupowi Gocłowskiemu, co dzieje się na plebanii. - Dwa
        dni później prałat zaprosił mnie do siebie, dał krzyż, różaniec i podziękował
        za pracę. 8 lipca ostatni raz prosiłam go, żeby syna zostawił w spokoju.
        Usłyszałam, że bzdury opowiadam.

        Rodzice Sławka R. nie chodzą już do kościoła św. Brygidy. Chcą, żeby jak
        najszybciej zakończyła się burza wokół ich syna. Chcą znów żyć normalnie. - Pan
        Bóg jest w każdym kościele. Tam nie mogłabym się modlić - mówi Maria.

        Sławek potrzebuje pomocy
        - mówi prof. Lew- -Starowicz
        - Chłopak jest w trudnej sytuacji bez względu na to, co naprawdę się wydarzyło,
        on jest już postrzegany jako kochanek księdza. To sprawia, że w środowisku
        męskim jest spalony i uważany za, mówiąc popularnie, "ciotę". Taka sytuacja
        jest dla niego na pewno krępująca i może wywołać z jednej strony uczucie
        silnego wstydu, a z drugiej, jako sposób obrony, agresję wobec społeczeństwa.
        Dodatkowo nakłada się na to jeszcze strach, gdyż chłopak, znany jako męski
        kochanek, może stać się obiektem zainteresowania i niedwuznacznych propozycji
        ze strony gejów. Dlatego już w tej chwili na pewno przydałaby mu się pomoc
        specjalisty.

        autor: Gdańsk| Dariusz Burliński drukuj
        Pozdrawiam
        Kir

        Ps.
        Ze Sceptykiem nie przypominam sobie abym kiedykolwiek rozmawiał.Mamy już dwie
        relacje:prałata i matki.Co do dowodów to jest coś takiego jak zeznania świadków
        i dowody poszlakowe.Zeznania świadków wykorzystano w postępowaniu przeciwko
        dyrygentowi i psychologowi.Uznano je za dowody.Żaden z nich nie przebywa na
        wolności bo byłaby to sensacja nr1.Wszyscy o tym wiedzą a nikt nie chce przyjąć
        tego do wiadomości.Media muszą powtarzać to codziennie.
        Życzę spokojnych snów i dobrego samopoczucia.Dla mnie ta dyskusja była
        pożyteczna.Tak jak i poprzednie na ten temat,chociaż tamte wymagały więcej
        wysiłku.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka