Dodaj do ulubionych

Mogę się Wam wyżalić? trochę długie

12.04.06, 14:13
Jestem 8 miesięcy po cc. Mam cudowną zdrową córeczkę. Poród był wywoływany,
ale akcja bardzo słabo postepowała a tętno spadało i w końcu zadecydowano o
cc, kiedy byłam juz na fotelu w trakcie parcia. Miałam znieczulenie ogólne. Po
porodzie, kiedy dowiedziałam się, że dziecko jest zdrowe (a spodziewałam się,
że będzie źle po tych komplikacjach) byłam wniebowzięta. Szybciutko wracałam
do zdrowia, przepełniała mnie wdzięczność dla Boga i lekarzy, że wszystko tak
dobrze się skończyło. A teraz mam coraz większe problemy z zaakceptowaniem
tego porodu. Tak marzyłam o tej chwili, w ogóle sie nie bałam, nawet ten
koszmarny ból mi nie przeszkadzał a teraz jest mi cholernie przykro, że sie
nie udało. Było tak blisko, tyle godzin się męczyłam, podczas strasznie
bolesnego masażu szyjki rozerwano mi szyjke macicy. Wytrzymywałam to wszystko
z zacisniętymi zebami bo wiedziałam, że zaraz się urodzi. Kiedy moja Maleńka
przyszła na świat a byłam nieprzytomna a mąż na korytarzu. Chciałabym drugie
dziecko urodzić naturalnie, ale boje się znowu rozczarować i myślę sobie, że
jak ma być tak samo to lepiej od razu cc i przynajmniej się nie męczyć. Z
drugiej strony nadal marze by wspólnie z mężem usłyszeć pierwszy krzyk naszego
dziecka. Wiem, że jestem szczęsciarą a rozpamiętywanie tego co było jest bez
sensu, ale uczucie porażki tkwi we mnie i nic nie słabnie. Może któraś z Was
czuje siępodobnie albo już sobie z tym poradziła?
Obserwuj wątek
    • elza78 Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 12.04.06, 23:06
      ty scarbonka nie histeryzuj jak ja miewam takie mysli to ide sobie do lozeczka
      mojego misia i patrze na jego sliczny spiacy ryjek i sobie mysle ze gdyby nie
      ten cud medycyny jakim jest porod przez cesarskie ciecie to mogloby go nie byc,
      bo posladkowo by sie raczej zdrowy nie urodzil...
      pomysl tak samo, cc to rowniez porod a to ze cos konczy sie nie tak jak sobie
      wyobrazalismy to czesta w zyciu sytuacja, trzeba byc na to przygotowanym...
      uszy do gory
      calusy dla anielki
      • fifinka2 Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 13.04.06, 20:14
        Kochana Scarbonko! Wiekszosc z nas myslala ze bedzie rodzic naturalnie , ja tez
        tak myslalam , u mnie nie doszlo nawet do 1 skurczu a Natalce spadalo tetno, to
        byl koszmar w ciagu 5 min znalazlam sie na sali operacyjnej, dali mi PP wiec
        bylam swiadoma na szczescie wszystkiego, myslalam ze umre jak slyszalam
        piszczenie KTG i wydruk, modlilam sie zeby jak najszybciej ja wyciagneli! I
        wyciagneli na szczescie calutka malusienka bo tylko 2290 g ale ZDROWA! Nie chce
        myslec co by bylo gdyby ktos wtedy kazal mi urodzic naturalnie! Nie bylabym w
        stanie slyszac spadajace tetno mojego dziecka, dziekuj Bogu ze tak sie to
        skonczylo! Moj maz tez byl na korytarzu ale to on jako drugi po mnie zobaczyl
        po 2 min nasza coreczke. Ja po tym wszystkim wiem ze jezeli jeszce raz bede
        miala dziecko to tylko urodze je przez CC .napewno.
    • anna_sla Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 13.04.06, 22:31
      Jeśli nie masz nic przeciwko wrzcę tu fragment z mojego pamiętnika o początkach
      mojego długo oczekiwanego macierzyństwa.. Jest tam sporo rzeczy nie na temat i
      dużo na temat, ale nie chciało mi się wyszukiwać tych fragmentów na temat..

      "Maleństwo zajmuje i zajmowało mi tyle czasu, że nie sposób było cokolwiek
      napisać. Przez pierwszy miesiąc oswajaliśmy się z nową sytuacją (zwłaszcza ja,
      bo to ja mam najmniej czasu). Kolejne dwa miesiące były okropne.
      Przestawialiśmy Magdę na karmienie tylko z piersi. Wyglądało to tak, że wisiała
      na piersi non stop, gdy tylko na chwilkę ją zostawiałam zaraz zaczynała
      krzyczeć z głodu. Uczyłam ją ssania, pomagała mi ciocia położna, ale okazało
      się, że jednak było już o 1,5 miesiąca za późno. Przez mniej więcej 2-3
      tygodnie wyglądało na to, że się nauczyła, jadła ładnie, a potem znów coś
      zaczęło się psuć, jakby zapomniała jak to się robi i co gorsze zaczął mi się
      pokarm zmniejszać. Znów musiałam wrócić do karmienia mieszanego, czyli pierś i
      butla. Przez te 2 miesiące okropnie się czułam, raz, że dobijał mnie wieczny
      brud i sajgon w domu, dwa, że kompletnie nie miałam czasu dla siebie (ja się
      prawie wcale nie ubierałam, bo Magda wisiała cały czas na cycku – kto by nie
      przyszedł, ja ciągle ją karmiłam – sączyła sobie tak powoli, zasypiała, tak że
      nie można było ją obudzić, a co ją odkładałam budziła się), trzy, miałam
      troszkę dość bezustannego zajmowania się nią – to było męczące. Przejęłam
      wówczas niemal wszystkie obowiązki związane bezpośrednio z maleństwem, bo nie
      było sensu wołać Wojtka, aby ją przewinął kiedy i tak cały czas z nią byłam.
      Wojtek zyskał wówczas tyle wolnego czasu, ale też niestety wiecznie
      niepocieszoną żonę (morale miałam straszne). Nie dość wówczas, że miał tyle
      czasu dla siebie, nie musiał już wstawać w nocy do dziecka (jak było wcześniej,
      robiłam to ja), spadły na niego inne obowiązki: sprzątanie (czego niestety
      często nie robił), gotowanie (nie mogłam się go doprosić o obiad – z czego
      wyszła mała awanturka w rodzinie) i pranie pieluch to jeszcze marudził (gdy
      wołałam go, że np. potrzebuje herbaty, albo jakiejś kanapki itp.), że tak mało
      ma czasu dla siebie. To dodatkowo mnie dobijało, często wówczas były awantury.
      Gdy odwiedził nas w tym okresie kolega Wojtka (który nie ma dziecka, a ma
      dziewczynę) pytając oto czy bywa, że się kłócimy, oburzył się, gdy przyznałam,
      że tak kiedy Wojtek mi marudzi, że ona nie ma czasu dla siebie. I dogadaj się z
      takim, co nie ma pojęcia o co chodzi, ale oczywiście to ja muszę być tą gorszą.
      Bardzo mnie to zaskoczyło i jest mi przykro po dziś dzień... Macierzyństwo nie
      zaczęło się dla nas tak wspaniale. Trudno było wcześniej przejść na karmienie
      piersią, próbowałam dwa razy, ale Magda po nieudanej próbie nakarmienia
      potrafiła mi się nie obudzić na 2-3 karmienia z rzędu i traciła wówczas na
      wadze (dziecko bardzo szybko z różnych powodów traci wagę, dlatego tak bardzo
      trzeba uważać). Łatwiej jest na siłę wcisnąć butlę z jedzeniem do buzi, a
      niemożliwością wręcz jest wciśnięcie maleństwu w zaciśnięte dziąsełka pierś...
      Wracając wstecz i pomijając to co czułam oglądając własną córkę walczącą o
      życie w inkubatorze... miałam chwile słabości, nie czułam się mamą. Przez dwa
      tygodnie nie było przy mnie mojego dziecka, widziałam ją tyle co ją sama
      odwiedziłam, będąc już w domu czułam się jakby po prostu ktoś dał mi dziecko
      pod opiekę ale zagwarantował, że nie odbierze. Nie czułam z nią bliskości w
      stylu, że to ona jest z mojego ciała... Szczerze mówiąc nadal nie czuję się
      mamą (może wydaje się to śmieszne) i pewnie długo jeszcze nie będę tego czuła,
      prawdopodobnie aż zapomnę jak to było... O tym, że mam córkę dowiedziałam się
      dopiero jakieś 30 minut po tym jak się obudziłam po narkozie (chamstwo, powinni
      powiedzieć mi o tym od razu), zobaczyłam ją dopiero 6 godzin później. Dziwnie
      się czułam, byłam zszokowana tym co mi zrobiono (boję się wszelkich operacji),
      byłam oszołomiona, najpierw miałam głupawkę, cieszyłam się, że w ogóle żyję...
      wszystko tak szybko się wydarzyło ledwo zadzwoniłam do Wojtka, że biorą mnie na
      stół, ledwo zdążyłam z przerażenia poryczeć sobie pod prysznicem a chwilę potem
      było już po wszystkim. Ciężko się budziłam, byłam przerażona, słyszałam
      wszystko co się działo, słyszałam, że nie mogą mnie obudzić... do tego jeszcze
      córka... miał być syn, czułam się troszkę źle z tego powodu, że to będzie
      jedyne dziecko jakie wydałam na świat Wojtkowi i akurat córka (tak myślałam
      wtedy ze strachu). Do tego Wojtek zaczął sobie żartować, że już nie pogra sobie
      z dzieckiem w piłkę nożną i w soniaka (playstation). Wkręciłam sobie jeszcze
      większą śrubę, nie wypowiadając tego na głos, ale widocznie i tak wszystko
      miałam wymalowane na twarzy, bo teściowa (bardzo mnie dołowała swoją
      niezadowoloną miną, jakby już mnie nie lubiła – tylko wtedy nie wiedziałam
      dlaczego tak jest) ubzdurała sobie, że nie będę chciała własnego dziecka. Moja
      mama po 3 dniach zaczęła mnie męczyć dlaczego tak rzadko chodzę do córki (jakby
      nie rozumiała tego, że o własnych siłach tam nie dojdę, bo zwijam się z bólu, a
      przecież zawsze gdy ktoś do mnie przyjechał zawozili mnie tam), dlaczego nie
      chcę mówić o niej i że w ogóle czuje ode mnie znieczulicę. Nie macie pojęcia
      jaka byłam wściekła na nią i w ogóle już na obie babcie. Po co miałam w ogóle
      chodzić tam i płakać? Nie poprawiłoby to samopoczucia ani mnie, ani dziecku...
      Po całym tym miesiącu spędzonym w szpitalu, miałam prawo chcieć być sam na sam
      z rodziną (mężem i córką). Wojtek w moim imieniu poprosił wszystkich aby dali
      nam 2 tygodnie wytchnienia i z tego zrobiła się straszna awantura, bo szalone
      babcie poobrażały się, nie wiadomo skąd wzięły, że tylko one mają zakaz
      widywania z wnuczką, że odebraliśmy im całą radość bycia babciami... moja mama
      na nas krzyczała, Wojtka mama płakała po kątach i żaliła się. Miałam ich po
      wyżej uszu, nigdy im tego nie zapomnę, że tak mnie zawiodły i mam nadzieję, że
      ja będąc babcią nie będę taka pojebana. Obecnie ucichło wszystko, ale nie
      skończyło się... Od samego początku to właśnie z babciami miałam największy
      problem, egoistyczne durne baby... To nie prawda, że wszystkie kobiety są
      szczęśliwe po porodzie. Istnieje coś takiego jak depresja poporodowa, ja ją
      przeszłam. Może nie w takim stopniu jak piszą o tym media, ale dotknęło mnie to
      tak samo jak i Wojtka. Sama nie do końca to rozumiałam i dziwiłam się znajomej,
      która zaraz po urodzeniu dziecka była taka chłodna. Przede wszystkim jest się w
      zaszokowanym tym bólem, stąd bierze się strach przed kolejnym dzieckiem, ale to
      nie jest tak, że się swojego maluszka nie kocha. Bywają kobiety, które
      przechodzą to bezboleśnie, ale nie ma co liczyć na to, że to będę „ja”. (Może
      nasze mamy tego nie przechodziły (w co wątpię), a na pewno zapomniały) Oparcie
      miałam w Wojtku, zachował się wspaniale i właściwie robi to dziś. A przy
      dziecku cały "Twój" dotychczasowy świat staje do góry nogami, różne uczucia
      towarzyszą „Ci” gdy słyszysz płacz dziecka i nie rozumiesz dlaczego ono płacze,
      kiedy nie ma mokro i jest nakarmione. Ale dlatego właśnie warto to przeżyć, a
      zwłaszcza gdy widzisz, jak „Twoja” pociecha się zmienia, można na nią patrzeć
      godzinami. Bardzo pomocne są wówczas babcie, choć ja ze względu na to jak one
      się zachowały proszę o pomoc w ostateczności, średnio raz w miesiącu i cieszę
      się, że mieszkamy osobno, od swojej mamy daleko (te 12 km dużo daje), a
      teściowa boi się przyjść nieproszona. Bynajmniej nie zabraniamy nikomu widywać
      Magdulki.
      Magdulka rośnie jak na drożdżach, jak na razie jest niewiarygodnie zdrowa, choć
      przyznam, że boję się nadchodzącej zimy... czy nadal będzie tak zdrowa...
      zaczyna już maleństwo gaworzyć, reaguje na bajki... ogląda je i często gada (po
      swojemu) do telewizora. Ogólnie jest fa
      • anna_sla Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 13.04.06, 22:39
        też marzyłam o porodzie siłami natury, ale miałam cc.. I choć bardzo ciężko to
        przeżyłam, nie mogli mnie obudzić, ale obudzili.. miałam żal oto do całego
        świata, ale wierzyłam, że Bozia pokierowała moim losem tak bym przeżyła, sądzę,
        że nie dałabym rady urodzić siłami natury, zwłaszcza, że sądziłam, że drugi raz
        się uda i też się nie uda, bo nikt nie będzie ryzykował naturalnego porodu przy
        bliźniakach.. Szczęściem w nieszczęściu było to, że słyszałam wszystko co się
        na sali działo i długo większość pamiętałam.. i powiem Ci, że nie słyszałam
        krzyku swojego dziecka. Długo zastanawiałam się dlaczego, myślałam, że może
        jednak to umknęło mojej otępionej uwadze.. ale ona naprawdę nie krzyczała,
        dowiedziałam się, że stanęło jej serduszko i robili jej masaż serca, zaraz po
        tym wylądowała na OIOMie..
        • iwonagos Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 13.04.06, 23:48
          Ja też nie miałam planowanej cesarki. Nawet mi to do głowy n9ie przyszło. Mam
          33 lata i to moje pierwsze dziecko. Byłam tak optymistycznie nastawiona do
          porodu, w ogóle się nie bałam. O 23 zaczęły się straszne bóle krzyżowe, zbadała
          mnie lekarka, stwierdziłą rozwarcie na 5 palców i wylądowałam na porodówce. Nie
          będę opisywać tego co się później działo, chcę zapomnieć o podłych, nieludzkich
          położnych, które tak błagałam o pomoc. O 9.30 zadecydowao o cc z powodu braku
          skurczów, zielonych wód płodowych. Urodziła się Ola. Biorąc pod uwagę to, co
          się działo przed cięciem, gdybym miała jeszcze rodzić to tylko przez cc.
          • scarbonka Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 15.04.06, 15:22
            Dzięki dziewczyny, że podzieliłyście się ze mną swoimi doświadczeniami. U mnie w
            rodzinie nikt nie miał cc i w ogóle wszystkie kobiety rodziły książkowo, dlatego
            trudno im zrozumiec co czuję. Ja oczywiście doceniam to, że mam zdrową córę i
            nie przestają za to dziekować Bogu. Na szczęście nikt w rodzinie nie kwestionuje
            tego, że urodziłam moje dziecko, a z innego watku wiem, że się to zdarza po cc.
            Nie dopadła mnie tez depresja poporodowa i od razu miałam super kontakt z córą.
            Pozostaje jakis niedosyt i chęć poprawienia tego za drugim razem smile No i jak
            słysze o akcji "Rodzić po ludzku" i o tych wszystkich porodach w wodzie i przy
            muzyce to mnie cholera bierze wink
            Dziekuje Wam jeszcze raz.
            Wesołych Świąt.
        • scarbonka do anna_sla 15.04.06, 15:27
          Aniu, Magdulka ma naprawdę silną i mądrą mamę. Pozdrawiam serdecznie.
    • femian Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 15.04.06, 16:55
      Ja też jestem po cesarskim cięciu (minęło już 4 lata) teraz zobaczymy jak
      będzie, czy znowu cc, czy sn. Też żałuję czasami, że nie było mi dane przeżyć
      porodu sn. Miałam cc na zimno z powodu ułożenia pośladkowego, tak więc może
      moje przeżycia nie były tak traumatyczne jak Twoje. Chyba nawet nie zdążyłam
      najeść się za wiele strachu. Swoje dziecko bardzo kocham, jestem przekonana, że
      nie mogłabym go kochać bardziej, gdybym go urodziła sn. Ta miłość jest bardzo
      silna i z każdym dniem głębsza. Fakt, po cesarce również byłam oszołomiona i
      długo nie potrafiłam się cieszyć dzieckiem tak jakbym chciała, miałam
      taką "głupawkę" i nie wszystko do mnie docierało. Nie docierało do mnie do
      końca to, że jestem matką, ale robiłam wszystko jakby odruchowo, podświadomie
      wiedziałam jak postępować z synkiem, udało mi się go karmić piersią i z każdym
      dniem coraz bardziej cieszyłam się macierzyństwem. Każdy sukces mnie pozytywnie
      motywował.
      Jeśli chodzi o inne sprawy związane z cesarskim cięciem, to miałam trochę do
      narzekania z takich czysto egoistycznych powodów, tzn. długo nie mogłam dojść
      do kondycji sprzed ciąży, brzuch był "sflaczały" i pobolewał przy większym
      wysiłku przez wiele miesięcy. Chciałam szybko schudnąć a udało mi sie to
      dopiero po 3 latach. Ale z perspektywy czasu uświadomiłam sobie, ze może nie ma
      tego złego co by na dobre nie wyszło. Robiłam wywiad w rodzinie, i sporo u nas
      kobiet, które na "starsze" lata mialy problemy z wypadaniem narządów rodnych co
      było konsekwencją przebytych wcześniej porodów sn. Mamy "cesarkowe" mają myślę
      wieksze szanse uniknąć takich problemów "na starość". Tak więc może jest tego
      jakiś plus dla naszych organizmów.
    • come_back SCARBONKA 17.04.06, 18:12
      Ja jestem 13 m-cy po porodzie, a raczej cc i ... to wraca- rozczarownie, zal,
      smutek, slowem- zawiedzione nadzieje sad(. A mialo byc pieknie- ja, maz,
      wspolny porod, z wszelkimi udogodnieniami, woda itd. a skonczylo sie na cc. Ja
      nawet nie zaczelam rodzic normlanie, bo po podaniu oksytocyny Kasience spadlo
      tetno i byla szbka akcja... To sa trudne wspomnienia, nie bede wiecej zameczac
      tych, ktorzy nie maja ochoty sluchac wynurzen matki zawiedzionej (i taty tez),
      a Ciebie zapraszam na priva jak chcesz pogadac smile, bedzie latwiej.
      POzdr
    • earl.grey Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 18.04.06, 10:06
      i popatrz jeszcze na ten wątek, jeden z moich ulubionych:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13344&w=34184090
    • aguniaxxx Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 18.04.06, 17:01
      Dołączam do grona zawiedzionych. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że mój poród
      skończy się cc. Ciąża przebiegała książkowo, poród też rozpoczął się książkowo.
      O 12 w nocy miałam rozwarcie na 2 palce o 4 nad ranem już pełne. Myślałam
      sobie: już za chwilę zobaczę moje maleństwo ale to moje maleństwo nie chciało
      się wstawić w kanał rodny. Męczyłam się 2 godziny, żeby jednak się ruszyła ale
      niestety ... po dwóch godzinach z powodu braku postępu zrobili mi cc. Byłam
      strasznie rozczarowana i teraz 2 miesiace później nadal jest mi trudno to
      zaakceptować.
      • hankem Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 20.04.06, 11:01
        Ja też przeżyłam traumę i zawód. To było 4 lata temu. Męczyłam sie w strasznych
        bólach kilka godzin, małemu spadało tętno aż wreszcie całkiem sie zatrzymało. W
        ostatniej chwili zadecydowano o cc, bo dziecko juz umierało. Wydobyli go w
        ostatniej chwili, sinego. Połknął zielone wody płodowe i co najgorsze urodził
        sie w ostrym niedotlenieniu, o którym nie raczono mnie nawet powiadomic w
        szpitalu. sama sie dowiedziałam, gdy wziełam do reki jego karte, która wisiała
        nad łóżeczkiem na neonatologii. Mały dostał jeszcze zapalenia płuc a zobaczyłam
        go dopiero po dwóch dniach, kiedy mąz zawiózł mnie do niego na wózku na
        neonatologie, bo o własnych siłach nie dałam rady. Przezyłam koszmar, depresje
        poporodową, miałam te same odczucia, co jedna z poprzedniczek. Nie czułam, ze
        to moje dziecko, gdy płakał chciałam go wyrzucic przez okno. No i straszny
        zawód, że nie udało mi sie urodzić sn, że nie jestem 100%- ową kobietą. Potem
        kłopoty z karmieniem, bo w szpitalu mały był karmiony na początku butelką.
        Miałam straszne pretensje do losu. Z biegiem czasu mi przeszło i dziękuję Bogu,
        ze mam zdrowego syna, bo lekarze uprzedzali mnie, ze po tak ostrym
        niedotlenieniu mały może miec porażenie mózgowe.
        Teraz jestem drugi raz w ciąży i robię wszystko, żeby mieć cesarkę, nawet
        zapłacę za to w prywatnej klinice jeśli będzie trzeba i nie będę miała z tego
        powodu żadnych wyrzutów sumienia. Najważniejsze jest zdrowie dziecka, a jak
        będę miała znowu problemy z karmieniem, to po prostu podam butelke i tyle. Bo
        nalepsza matka dla dziecka to matka szczęśliwa. I nie zamartwiiajcie się. Bo ta
        cała propaganda z naturalnym karmieniem, z pięknmym porodem siłami natury i
        wyolbrzymioną radością macierzyństwa rodzi w kobietach właśnie potem depresję,
        gdy okazuje się , że dziecko jest inne niz podają poradniki i kolorowe gazetki
        o dzieciach. Bo przecież każde dziecko jest inne. Mój syn to po porostu był
        ewenement. A teraz kocham Go nad życie, jest cudowny, rezolutny i bardzo
        kochany.
        • earl.grey Re: Mogę się Wam wyżalić? trochę długie 21.04.06, 09:40
          w czasie kiedy moja przyjaciółka miała praktyki na jednej z porodówek w
          Poznaniu, dziewczyna po porodzie jak najbardziej siłami natury, wyskoczyła przez
          okno. Dziecko uratowali, jej nie. tak że depresja nie jest "przywilejem" matek
          po cesarkach.
          Celem porodu jest zdrowe dziecko, a nie "wykazanie się" przed ciotkami. Pewnie
          łatwo mi mówić, bo miałam cc od razu, a jak ktoś przeszedł przez całą tę drogę i
          na jej końcu miał jeszcze cc to pewnie znacznie trudniej się z tym pogodzić. Ale
          to nie sport, nie rywalizacja, nie przetarg (kto dał z siebie więcej) - to
          przywitanie naszych dzieci. Mamy całe życie na wykazanie się, jakimi będziemy
          matkami. Za pewien czas spsoób przyjścia naszego dziecka na świat nie będzie
          miał dla nas ani dla niego żadnego znaczenia, ważne będzie jedynie, żeby było
          zdrowe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka