damiri
27.11.10, 00:18
Temat gotowania/obslugi pasierbow w czasie ich wizyt byl juz tu wielokrotnie poruszany. Moj problem jest w podobnym temacie...
Moj M ma dwoch synow, jeden ma 24, drugi prawie 19 lat. Starszy mieszka w sasiednim miescie i jest juz "na swoim" (dzieli mieszkanie z kumplem, pracuje i uczy sie) a mlodszy mieszka z matka. Oboje odwiedzaja nas dosc czesto, choc nieregularnie, czasem jest to weekend w weekend przez miesiac a potem mala przerwa, czasami co drugi weekend. W zasadzie sa tu wtedy kiedy sie mlodszemu zachce. Gdy czasem np miesiac wczesniej powiem M, zeby nie zabieral ich na konkretny weekend bo cos sobie zaplanowalam, to sie obraza, bo jestem niegoscinna. A na dokladke moj M nie ma w zwyczaju mnie o wizytach uprzedzac, czesto dowiaduje sie, gdy juz sa w drodze albo gdy przypadkiem uslysze fragment ich rozmowy. Juz samo to mnie irytuje, bo ja jestem typem osoby, ktora lubi sobie rzeczy zaplanowac i trzymac sie tych planow. Wolalabym, zeby to nie byly takie spontaniczne wizyty ale trudno. Wiekszy problem mam z tym, ze przywozenie i odwozenie synow to wszystko co M przy nich robi. Sprzatniecie przed ich przyjazdem, upewnienie sie ze maja czysta posciel, reczniki, czysta lazienke, sprzatniecie po nich i ich wyzywienia jest na mojej glowie. Dlaczego? Najwidoczniej dlatego, ze jestem kobieta. A ja nie jestem "kobieta kuchenno/domowa". Nie cierpie gotowac i nie umiem wiele zdzialac w kuchni. Poza tym pracuje i w tygodniu wlasciwie nie ma mnie w domu, bo wyjezdzam o 5:30 a wracam ok 20 i w weekend wcale nie mam ochoty na granie roli gospodyni. Probowalam o tym z M rozmawiac, ale zawsze konczy sie tym, ze sie na mnie obraza, bo wydziwiam a to przeciez naturalna rola kobiety. Problem w tym, ze M wychowany byl przez matke-Polke uwielbiajaca gotowac (nadal na przyjazd 2 gosci tesciowa gotuje jak dla armi i wysyla wszystkich do domow z zapasami na pol tygodnia), ma 2 siostry, rowiez zapalone kucharki a jego pierwsza zona nie pracowala i zajmowala sie domem. W ogole w jego rodzinie, rowniez dalszej, wszedzie jest tradycyjny podzial rol... I synowie M ta mentalnosc przejeli..
Od paru tygodni sie zbuntowalam. Bo nie dosc, ze nie moge w wiekszosc weekendow odpoczac (ja wypoczywam w ciszy i spokoju a synowie M paplaja od rana do wieczora), obejrzec w TV zadnego "mojego" programu (bo oni ogaladaja sensacje i strzelanki) ani pojsc spac o mojej porze (chodze spac wczesnie bo w tygodniu mam pobudke o 4:30 a oni to nocne marki i siedza nie raz do 3 nad ranem - pokoj telewizyjny jest zaraz pod moja sypialnia i dzwieki z tv i ich gadanie slysze caly czas i nie moge zasnac dopuki oni sie nie poloza) to jeszcze oczekuja ode mnie, ze bede im sniadania i obiady robila, podczas gdy oni sobie wypoczywaja na kanapach przed telewizorem. Oznajmilam M, ze o ile nie bedzie mi pomagal w gotowaniu, to ma sam sie zatroszczyc o wyzywienie synow. Skonczylo sie na tym, ze wprawdzie machna sobie jakies kanapki z seren na sniadanie ale na obiad M daje im na pizze.....
W sumie nie powinno mnie to obchodzic, ale ja wprost czuje, ze synowie M odbieraja to jako niegrzecznosc, niewychowanie czy niegoscinnosc z mojej strony, . A ja mam wyrzuty sumienia....
Wyglada na to ze nie wygram, bo gdy nie gotuje, to mam wyzuty sumienia, ze oni 3 dni pod rzad jedza pizze, a gdy gotuje to jestem zla na siebie, ze daje sie wykorzystywac. Jak sobie z tym poczuciem winy poradzic? Przechodzi to kiedys?