Dodaj do ulubionych

poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" synow M

27.11.10, 00:18
Temat gotowania/obslugi pasierbow w czasie ich wizyt byl juz tu wielokrotnie poruszany. Moj problem jest w podobnym temacie...

Moj M ma dwoch synow, jeden ma 24, drugi prawie 19 lat. Starszy mieszka w sasiednim miescie i jest juz "na swoim" (dzieli mieszkanie z kumplem, pracuje i uczy sie) a mlodszy mieszka z matka. Oboje odwiedzaja nas dosc czesto, choc nieregularnie, czasem jest to weekend w weekend przez miesiac a potem mala przerwa, czasami co drugi weekend. W zasadzie sa tu wtedy kiedy sie mlodszemu zachce. Gdy czasem np miesiac wczesniej powiem M, zeby nie zabieral ich na konkretny weekend bo cos sobie zaplanowalam, to sie obraza, bo jestem niegoscinna. A na dokladke moj M nie ma w zwyczaju mnie o wizytach uprzedzac, czesto dowiaduje sie, gdy juz sa w drodze albo gdy przypadkiem uslysze fragment ich rozmowy. Juz samo to mnie irytuje, bo ja jestem typem osoby, ktora lubi sobie rzeczy zaplanowac i trzymac sie tych planow. Wolalabym, zeby to nie byly takie spontaniczne wizyty ale trudno. Wiekszy problem mam z tym, ze przywozenie i odwozenie synow to wszystko co M przy nich robi. Sprzatniecie przed ich przyjazdem, upewnienie sie ze maja czysta posciel, reczniki, czysta lazienke, sprzatniecie po nich i ich wyzywienia jest na mojej glowie. Dlaczego? Najwidoczniej dlatego, ze jestem kobieta. A ja nie jestem "kobieta kuchenno/domowa". Nie cierpie gotowac i nie umiem wiele zdzialac w kuchni. Poza tym pracuje i w tygodniu wlasciwie nie ma mnie w domu, bo wyjezdzam o 5:30 a wracam ok 20 i w weekend wcale nie mam ochoty na granie roli gospodyni. Probowalam o tym z M rozmawiac, ale zawsze konczy sie tym, ze sie na mnie obraza, bo wydziwiam a to przeciez naturalna rola kobiety. Problem w tym, ze M wychowany byl przez matke-Polke uwielbiajaca gotowac (nadal na przyjazd 2 gosci tesciowa gotuje jak dla armi i wysyla wszystkich do domow z zapasami na pol tygodnia), ma 2 siostry, rowiez zapalone kucharki a jego pierwsza zona nie pracowala i zajmowala sie domem. W ogole w jego rodzinie, rowniez dalszej, wszedzie jest tradycyjny podzial rol... I synowie M ta mentalnosc przejeli..

Od paru tygodni sie zbuntowalam. Bo nie dosc, ze nie moge w wiekszosc weekendow odpoczac (ja wypoczywam w ciszy i spokoju a synowie M paplaja od rana do wieczora), obejrzec w TV zadnego "mojego" programu (bo oni ogaladaja sensacje i strzelanki) ani pojsc spac o mojej porze (chodze spac wczesnie bo w tygodniu mam pobudke o 4:30 a oni to nocne marki i siedza nie raz do 3 nad ranem - pokoj telewizyjny jest zaraz pod moja sypialnia i dzwieki z tv i ich gadanie slysze caly czas i nie moge zasnac dopuki oni sie nie poloza) to jeszcze oczekuja ode mnie, ze bede im sniadania i obiady robila, podczas gdy oni sobie wypoczywaja na kanapach przed telewizorem. Oznajmilam M, ze o ile nie bedzie mi pomagal w gotowaniu, to ma sam sie zatroszczyc o wyzywienie synow. Skonczylo sie na tym, ze wprawdzie machna sobie jakies kanapki z seren na sniadanie ale na obiad M daje im na pizze.....
W sumie nie powinno mnie to obchodzic, ale ja wprost czuje, ze synowie M odbieraja to jako niegrzecznosc, niewychowanie czy niegoscinnosc z mojej strony, . A ja mam wyrzuty sumienia....

Wyglada na to ze nie wygram, bo gdy nie gotuje, to mam wyzuty sumienia, ze oni 3 dni pod rzad jedza pizze, a gdy gotuje to jestem zla na siebie, ze daje sie wykorzystywac. Jak sobie z tym poczuciem winy poradzic? Przechodzi to kiedys?
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 00:27
      Wiesz co, 19-latek, a tym bardziej 24-latek to już dorosłe chłopy a nie dzieci i podsuwanie im talerzy pod nos tylko ich rozleniwia. Nie miej żadnych wyrzutów sumienia, bo nie masz powodu. Chyba, że chcesz wygenerować kolejne pokolenie facetów, którzy gotowanie i sprzątanie będą uważali za kobiecy obowiązek.
      Olej. Całkowicie. Kup sobie stopery do uszu i śpij do woli. Idź do kina - sama lub z kimś znajomym. Maluj paznokcie. A jak będą zamawiali pizzę to powiedz, że ty lubisz np. z tuńczykiem, więc mają jedną zamówić również dla ciebie.
      A jak się facet obrazi to popukaj się w czoło i zajmij się swoimi sprawami. NIe daj się wkręcać.
    • rybkka24 Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 07:39
      >Gdy czasem np miesiąc wcześniej powiem M, żeby nie zabierał ich na konkretny weekend
      >Większy problem mam z tym, ze przywożenie i odwożenie synów to wszystko co M przy nich robi.

      gdybyś nie podała wieku chłopaków to dałabym sobie rękę uciąć że to np.9 i 4-ro latek.he heh.
      ale to nie jest zabawne.starszy syn już "stary koń" w moim wieku...a obsługiwany i traktowany jak dziecko.przecież to jest niepoważne robienie z dorosłych osób wygodnisiów i nieodpowiedzialnych książątek.
      w tym wieku już raczej na wychowanie za późno ale ja się zastanawiam gdzie tu jesteście w ogóle WY jako para, gdzie szacunek do Ciebie i poszanowanie twoich planów, chęci, czasu??
      nie ma czegoś takiego.oni kompletnie nie liczą się z tobą natomiast ty skręcasz się od środka że 3 stare byki jedzą pizze bo nie chce im się d...ruszyć i coś ugotować (swoją drogą mogli by i dla ciebie przy okazji)
      robisz za służącą/gosposie/kucharkę??
      pisałam to ostatnio którejś z dziewczyn a czy im ciebie jest żal?NIE.
      Czy ich interesuje ich że cały tydzień tyrasz i w weekend chcesz odpocząć?NIE.
      więc o czym my tu mówimy?
      a co do niezapowiedzianych wizyt pozapraszaj przyjaciół w weekendy do was, niech przyjdą kilka z rzędu bez zapowiedzi i siedzą a na niezadowolenie faceta powiedz że jest niegościnny.albo zrób sobie babskie wieczory z 3 z rzędu do 3 w nocy.

      nie dopasowuj się w ich stereotyp rodzinny na siłę.
      skoro była taka idealna to czemu się z nią rozwiódł mając dwoje dzieci???

      wyrzuty sumienia przechodzą wtedy gdy zrozumiesz
      A że nic nie musisz
      B każdy jest odpowiedzialny za siebie
      C nikt ci medalu nie sprezentuje za poświęcenia....

      • damiri Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 22:28
        nie dopasowuj się w ich stereotyp rodzinny na siłę.
        >

        Wlasnie od paru tygodni staram sie nie dopasowywac na sile. Ale na razie mam przez to sprzeczki z M, bo "robie problemy". To co mnie wkurza, to to ze jego rodzina przyjmuje moje akcje na zasadzie dziecinnych kaprysow, ktore trzeba tolerowac dopoki z nich nie wyrosne. I czasami ja tez zaczynalam sie zastanawiac czy nie "wydziwiam". Dzieki temu forum zobaczylam, ze to nie ja jestem nienormalna bo nie czuje, zeby obsluga dzieci M byla moim obowiazkiem tylko dlatego ze wzielam go sobie z dobrodziejstwem inwentarza.

        Gdyby synowie M bywali tu rzadko nie mialabym az takich obiekcji, bo w koncu nie kaze innym gosciom, ktorzy do nas wpadaja gotowac dla siebie obiadow, ale chlopcy sa u nas praktycznie co weekend. Wczoraj poszli spac o 2 w nocy, dzis wstali o 14:30, zrobili sobie pare kanapek (choc M mruknal w moim kierunku cos o zrobieniu im wszystkim jajecznicy ale na moje pytanie czy bede miala jakas w tym pomoc nie powiedzial nic wiec nie robilam) i M ze starszym cos tam dlubia w garazu a mlodszy siedzi przed komputerem. Niedawno mlodszy zapytal sie mnie czy bedzie cos cieplego do jedzenia czy ma wziac od taty na pizze smile Powiedzialam, zeby sie zapytal taty co by chcieli zjesc i czy beda ochotnicy do aktywnej pomocy w przygotowaniu obiadu. Poszedl do garazu, wrocil i nic nie mowiac siadl znowu przed kompem. Zobaczymy co bedzie dalej ...

        ale mam wyrzuty sumienia i juz sie zlapalam pare razy na tym, ze mysle, co by tu mozna zrobic na ten obiad dla nich. I zla jestem na siebie przez to. Mieczak jestem i tyle. Kurde, jakos moj M potrafi robic tylko to na co ma ochote a jak mu sie nic nie chce robic to potrafi caly weekend przelezec przed tv i nie ma wyrzutow sumienia (mimo, ze np zepsuta szafka czeka na reperacje od miesiaca) a ja nie potrafie tak olewac wszystkiego....
    • jowita771 Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 08:53
      Masz ciężki orzech do zgryzienia, bo facet z tekstami o naturalnej roli kobiety nie jest łatwym partnerem dla kobiety, która tego nie czuje. Jedyne, co mozesz zrobić, to nie dać się wciągnąć i nie dać po sobie poznać, że masz jakieś wyrzuty sumienia, bo to tylko utwierdzi Twojego męża w przekonaniu, że ma rację. Nic się nie dzieje, jak jedzą pizzę, naprawdę. Jakby im tak bardzo ta pizza przeszkadzała, to by sobie coś ugotowali, też mają sprawne ręce. Młodym chłopcom nawet wyjdzie na zdrowie wiedza, że są inne kobioety niż tylko te "kuchenne". No, chyba, że im ręce do doopy przyrosły, to pomóż, bo pomrą z głodu.
      Mnie sie ciśnienie podnosi od tekstów, że moim obowiązkiem z racji płci jest oporządzanie chłopów.
    • illegal.alien Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 13:39
      O LOL. Twoj starszy pasierb jest w moim wieku big_grin Ja od mojej mamy nie oczekuje 100% obslugi, a co dopiero od - bylo, niebylo - obcej osoby. Nie wspominajac o tym, ze majac lat 19 mieszkalam bez rodzicow i sama sobie radzilam i nie jadlam pizzy tylko gotowalam swiezy obiad (prawie) codziennie.
      Na teksty 'taka jest rola kobiety' trafia mnie szlag. Ja rozumiem rozne uklady rodzinne, etc, ale to musi byc za zgoda obu stron - znam malzenstwa, gdzie to ona pracuje, a on jest w domu i tez im dobrze, ale taka a nie inna rola absolutnie nie wynika z tego, ze ktos sie urodzil kobieta lub mezczyzna.
    • tully.makker Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 20:24
      Probowalam o tym z M rozmawiac, ale zawsze konczy sie tym, ze
      > sie na mnie obraza, bo wydziwiam a to przeciez naturalna rola kobiety.

      Zastanawiam sie - uczciwie, nnie zlosliwie - jak mozna poslubic szowiniste, zwlaszcza gdy ma sie wsprawie roli kobiety i podzialu obowiazkow tak strasznie rozne poglady. Jak wielka musi byc milosc, by tak oslepic, i skad sie taka milosc bierze, gdy swiatopoglad tak odmienny?

      Wiekszy problem mam z tym, ze przywozenie i odwozenie synow to wszyst
      > ko co M przy nich robi. Sprzatniecie przed ich przyjazdem, upewnienie sie ze ma
      > ja czysta posciel, reczniki, czysta lazienke, sprzatniecie po nich i ich wyzywi
      > enia jest na mojej glowie. Dlaczego? Najwidoczniej dlatego, ze jestem kobieta.

      Nie, nie dlatego, ze jestes kobieta, tylko dlatego, ze jestes frajerka. Co by sie stalo, gdybys tego niem zrobila?
      • damiri Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 21:54

        Zastanawiam sie - uczciwie, nnie zlosliwie - jak mozna poslubic szowiniste, zwl
        > aszcza gdy ma sie wsprawie roli kobiety i podzialu obowiazkow tak strasznie roz
        > ne poglady. Jak wielka musi byc milosc, by tak oslepic, i skad sie taka milosc
        > bierze, gdy swiatopoglad tak odmienny?
        >
        tully, wlasnie od jakiegos czasu dotarlo do mnie ze sama sie w to wrobilam.
        Ale to nie calkiem tak, ze ja bylam naiwna i zaslepiona miloscia. Pare rzeczy sie na to zlozylo. Moj pierwszy maz byl Pakistanczykiem, ktory okazal sie byc tylko pozornie zamerykanizowany i mialam z nim niezle boje wlasnie w tym temacie. Pare razy zakonczylo sie to rekoczynami w jego wykonaniu. Wiec gdy sie od niego wreszcie uwolnilam a potem poznalam M, poczulam, ze wreszcie jestem tam gdzie przynaleze (czyli u 'swoich'). I tak mnie to zaslepilo, ze nie zwrocilam uwagi na sygnaly ostrzegawcze, bo w porownaniu z tym co mialam wczesniej, byla to sielanka.
        Teraz juz za pozno M zmieniac ale ciagle mam nadzieje, ze uda nam sie wypracowac jakies kompromisy, z ktorymi da sie zyc. M ma ciezka prace. W wiekszosc dni tez go nie ma do wieczora, malo spi i nie mam problemu z tym, zeby w tygodniu nie wymagac od niego wielkiej pomocy domowej. On w zamian za to nie oczekuje ode mnie cudow kuchennych i potulnie je trzy dni pod rzad to co zostalo z niedzielnego gotowania (jezeli bylo) lub szybkie obiadki z "fixow".

        Nie, nie dlatego, ze jestes kobieta, tylko dlatego, ze jestes frajerka. Co by s
        > ie stalo, gdybys tego niem zrobila?

        pewnie jestem frajerka. W kazdym razie czuje sie nia. A co by bylo gdybym nic nie robila? Swiat by sie nie zawalil ale mialabym wrazenie, ze M, jego synowie i rodzina mysla, ze zachowuje sie jak rozkapryszone dziecko...... Kurde, zaczynam myslec, ze problemem jest nie tyle to, ze M oczekje ode mnie obslugi doroslych chlopakow tylko moje przejmowanie sie tym co oni sobie wszyscy o mnie pomysla jezeli tego nie zrobie....
        Hmmmm.....
        • edw-ina Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 27.11.10, 21:57
          Kurde, zaczyna
          > m myslec, ze problemem jest nie tyle to, ze M oczekje ode mnie obslugi doroslyc
          > h chlopakow tylko moje przejmowanie sie tym co oni sobie wszyscy o mnie pomysla
          > jezeli tego nie zrobie....
          > Hmmmm.....

          trafiony, zatopiony
          • ojczymc Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 28.11.10, 08:31
            Kolekcjonuję obrazki przedstawiające parę ludzików/on i ona/ z podpisem:Miłość to...Jednym z pierwszych obrazków był obrazek przedstawiający ludzików jadących tandemem,podpis pod spodem:Miłość to doskonała współpraca.Moja G zarzuca mi czasami,że mam ciągotki do wojskowego drylu.Uważam,że czasami w życiu pewne zasady z wojska są pomocne.Moja propozycja jest taka:Zrób zebranie wszystkich.Strzel pogadankę o zapracowaniu wszystkich itp.Swojemu M możesz napomknąć,że czasy się zmieniają i Ty nie zamierzasz być potulną kucharką itp.Bez DYSKUSJI !!! wyznacz co kto ma robić:1-obiera ziemniaki,warzywa.2-gotuje kompot,makaron,nakrywa do stołu,3-smaży mięso.Największego leniucha wyznacz do 2,pracusia do 3.Ty czyścisz mięso na rosół,wszystko przyprawiasz,może zrobisz surówkę/do uzgodnienia/-ogólnie pilnujesz wszystkiego jak szef kuchni smile) W pogadance zaznacz,że każdemu jego praca zajmie ok.pół godz.pracy a nie Tobie 2 godz.Wybierz dosyć prosty jadłospis na pierwszy raz.Po obiedzie przygotuj 3 zapałki/dla panów/-kto ma zmywać smile) W następnym tygodniu zmywa kolejny.Jak przyjdzie Twoja kolej-zamów pizzę smile) Jak dobrze pójdzie możesz zaproponować panom deser/na internecie kiedyś znalazłem przepis na ciasto do zrobienia w ciągu 1h.Na koniec możesz postawić przed panami ze 2 sześciopaki piwa/tylko schowaj wcześniej by mieli niespodziankę/ i powiedzieć im,że te piwo gratis jako oszczędność-jeśli zrobimy obiad domowy.Macoszki nie krytykujcie tej propozycji,jak ktoś napisał NAJPROSTSZY PRZEKAZ ŁATWIEJ TRAFIA DO LUDZI.Jeśli chodzi o TV to proponuję byś na "dzień dobry" powiedziała:od... do... pilot mój-oglądam to i to... Też tonem sierżanta w wojsku smile).pozdROWER dla wszystkich macoch i nielicznych ojczymów.
            • illegal.alien Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 28.11.10, 14:13
              Swietna porada - potraktowac facetow jak przyglupow, a na koniec dac im piwo w nagrode, ze tak dzielnie obierali ziemniaki.

              Zgadzam sie jedynie co do jednego - ustalcie grafik co kto oglada w TV - jezeli jest jakis program, ktory chcesz obejrzec, to to powiedz. Jezeli chlopaki ogladaja wszystko jak leci, byle lecialo, to to ograniczcie. Osobiscie nie ma chyba wielu rzeczy, ktore draznia mnie bardziej niz tepe i bezmyslne ogladanie wszystkiego jak leci, albo wlaczanie telewizora, zeby byl szum i cos migalo w tle.
              • 333a13 Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 28.11.10, 16:05
                A ja tam się z Ojczymcem zgadzam. Nie ma co w sobie pielęgnować negatywnych myśli, poczucia winy itd. Trzeba prosto z mostu powiedzieć: jestem kobietą pracującą i nie mam siły zajmować się 3 dorosłymi chłopami. Jeśli chcecie zjeść obiad to mi pomóżcie albo naprawcie to i to a ja w tym czasie ugotuję. Co do oglądania TV to w każdej rodzinie kompromis powinien się znaleźć, więc i Ty powinnaś mieć szansę obejrzeć co chcesz. Ja u moich rodziców też jestem raczej "gościem", ale nikt nie myśli żeby zmieniać moją pościel i sprzątać mój pokój. Jak go sobie zostawię tak mam, umiejscowienie pościeli też jest ogólnie znane... Przestań się więc stresować i sugerować opiniami rodzinnych matek - polek, bo to nie są małe dzieci, które muszą zjeść ciepły obiad, tylko stare dorosłe konie!!! Co do stwierdzenia poprzedniczki w stylu "widziały gały co brały", jak mogłaś wyjść za "takiego nieczułego gbura" to uważam, że każdy związek jest polem walki o wpływy, wzajemne relacje itd. Skoro mąż przez całe życie był przyzwyczajony do innej roli kobiety w życiu to nie ma się co dziwić, że Twoja postawa jest dla niego nie na rękę, bo wymaga wysiłku z jego strony. Mój mąż też ma czasem podobne zapędy, bo mamusia wyręczała go bardzo długo w wielu rzeczach, ale to nie oznacza że ja mam się zachowywać tak jak ona, bądź też wnosić o rozwód. W związku trzeba dać sobie czas na wypracowanie kompromisów pozwalających obu stronom czuć się w nim dobrze, więc głowa do góry, walcz o swoje racje i napewno wszystko się ułoży.
                • illegal.alien Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 28.11.10, 18:21
                  Ale dlaczego oni maja damiri pomagac a nie po prostu ugotowac obiad?
                  Ja kompletnie nie rozumiem takiego podejscia, ze babka zasuwa w domu, a mezczyzna jej 'pomaga', a na koniec jeszcze nalezy mu piwo podac, bo sie biedaczek tak napracowal - dla mnie jest to mega protekcjonalne i czlowiek kopie pod samym soba dolek.
                  • edw-ina Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 28.11.10, 19:58
                    Zgadzam się z Alien. Wyrażenie "pomoc" określa co jest czyim obowiązkiem, a kto robi coś niejako dodatkowo, poza obowiązkami. I w ogóle nie rozumiem o co jest cała heca. Ci chłopcy to nie dzieci! Są na tyle dorośli by sami zostać ojcami, a rozmawiamy o nich jak o nawyżej 12-14 latkach, którzy może i potrafią odpalić komputer ale użycie żelazka przekracza ich możliwości poznawcze i wiedzę motoryczną.
                    I z całym szacunkiem do żołnierskiego drygu proponowanego przez jedynego wypowiadającego się mężczyznę - uczyć to ma ich ojciec a nie macocha, poza tym chyba na to trochę za późno.
                    Olać. Całkowicie. Jeśli chcesz sobie obejrzeć film, kiedy panowie gnuśnieją przed tv to przyjdź i to zwyczajnie powiedz: że np. za godzinę jest program, który chcesz obejrzeć i tyle. Przez chwilę będą przecież mogli zająć się czymś innym. A szanownemu małżonkowi powiedz, że żenił się z kobietą a nie z robotem wielozadaniowym. I jak kobietę ma cię traktować.
                    Mężczyzna traktuje kobietę tak, jak ona mu na to pozwala.
                    • kocio113 Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 28.11.10, 20:39
                      Witam
                      Na początek kilka spostrzeżeń, z tego co pamiętam to
                      staż małżeński i "macochowania" masz nie mały.
                      Synowie Twojego M mieszkali chyba z wami przez jakiś czas,
                      (chyba ze pomyliłam osoby).
                      Jak wtedy wyglądały obowiązki, czy podział prac w domu?
                      O ile od początku związku przyjęte były takie zasady że TY zajmujesz się "babskimi"
                      pracami to nie dziwie się, że w tej chwili jest opór. Nikt nie lubi zmian na swoją niekorzyść smile.
                      Co nie znaczy że tak musi być do końca świata i o jeden dzień dłużej.
                      Masz pełne prawo do zmiany swojej postawy.
                      Potrzebny jest jednak dialog, przedstawienie swoich racji, potrzeb i oczekiwań.
                      To czasami bardzo trudny proces, jednak tylko TY znasz swojego męża i wiesz jak do niego dotrzeć, jakich argumentów użyć.


                      • damiri Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 00:14
                        kocio, oba staze niestety nie sa takie dlugie, bo z M lat 7 a faktyczna macocha dopiero od lat 3.5, odkad chlopcy przylecieli do nas z Polski. Wlasnie popelnilam ten blad, ze od razu nie postaralam sie o ustalenie jakichs jasnych zasad. Tak, moj M ma tradycyjne pglady bo wychowal sie w takiej a nie innej rodzinie, ale mysle, ze gdybym od razu zawalczyla o "swoje" to byloby teraz lepiej. Ale po przyjezdzie chlopakow z Polski czulam sie zupelnie zagubiona i nie bylam pewna gdzie jest moje miejsce. Dodatkowo, chlopcy wtedy zamieszkali z M w naszym domu a ja przez pare miesiecy dojezdzalam do nich tylko na weekendy, bo pomyslalam, ze po paru latach niewidzenia sie z synami potrzebuja wszyscy troche czasu dla siebie. Blad, bo nauczylam ich wszystkich, ze ja jestem w tle, na drugim planie...
                        Ale teraz tak sobie mysle, ze przeciez wtedy jakos sobie radzili z jedzniem gdy byli sami w tygodniu. Co prawda z tego co pamietam jedli duzo pizzy, chinczyka i kielbasy z ogniska (bylo lato) ale nie pomarli z glodu.

                    • damiri Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 01:30
                      Wlasnie o to mi chodzi, zebysmy weekendowe obiady robili wspolnie, bo w ich wyobrazeniu "pomoc przy obiedzie" to zaniesienie talerzy lub juz gotowego obiadu z kuchni do jadalni. Wiem, bo dokladnie taka pomoc otrzymalam pare razy gdy o pomoc poprosilam. W sumie sie nie dziwie, bo na tym polegala pomoc u nich w domu. Ale mysle, ze gdyby tylko M wykazal troche inicjatywy, daloby sie to wszystko poukladac, bo chlopcy sa ogolnie w porzadku, zwlaszcza starszy. Z tym, ze wolalabym zeby to M ustalil z synami zasady weekendowego funkcjonowania zwlaszcza, ze bez jego poparcia i tak skonczy sie na zaniesieniu talerzy. Zreszta uwazam, ze to jego funkcja a nie moja. Pozostaje tylko problem jak M to wszystko wytlumaczyc. Choc w ten weekend zobaczylam ze chyba zaczyna do niego docierac, ze ja nie zartuje.

                      > Mężczyzna traktuje kobietę tak, jak ona mu na to pozwala.
                      Widze jasno, ze jest sporo winy po mojej stronie, bo nie potrafie jasno przedstawic jaki uklad chcialbym uzyskac. Nie lubie konfrontacji, nie radze sobie dobrze w takich sytuacjach i gdy pare razy o cos probowalam prosic, czulam sie jak petent przy okienku. Brak mi pewnosci siebie w takich sytuacjach i daje sie latwo zbyc.
                      • tully.makker Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 11:24
                        > > Mężczyzna traktuje kobietę tak, jak ona mu na to pozwala.
                        > Widze jasno, ze jest sporo winy po mojej stronie, bo nie potrafie jasno przedst
                        > awic jaki uklad chcialbym uzyskac. Nie lubie konfrontacji, nie radze sobie dobr
                        > ze w takich sytuacjach i gdy pare razy o cos probowalam prosic, czulam sie jak
                        > petent przy okienku. Brak mi pewnosci siebie w takich sytuacjach i daje sie lat
                        > wo zbyc.

                        Ja nei jestem wielbicielka przeprowadzania powaznych rozmow. mam wrazenie, ze do facetow dulo lepiej dzialaja krotkie, konkretne komunikaty. Przyjdz tu, obierz ziemniaki i warzywa - wyprobowane na moim synu.
    • 13monique_n Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 11:12
      1) Synowie M są dorośli i jak rozumiem z opisu, ruchowo sprawni.
      2) Jako jego synowie, są członkami rodziny, a NIE gośćmi.
      3) zwykłą grzecznością i wzajemną dbałością w rodzinie jest wspólne przygotowywanie posiłków
      4) M wiedział, że nie gotujesz, więc to powinien brać pod uwagę. Bo moim zdaniem, Ty wychodząc na faceta z dorosłymi synami mogłaś się co najmniej spodziewać, że obiady będą sprawą wspólną. A nie tylko Twoją, skoro nabożeństwa do kuchni, jak powiedziałaś, nie masz. I chyba tego nie kryłaś

      Podsumowując - M przegina pałę z fochami na temat obiadów. Albo się zaangażują wszyscy do gotowania, albo niech się żywią pizzą. A wyrzuty sumienia u Ciebie? No, włącz muzykę i się zrelaksuj - nie mają te wyrzuty podstaw. wink 3maj się.
      • kowalka33 Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 11:21
        szczerze- masz kupe racji kobieto ale myślę że dla chłopaków czy ich rodziny to nie jest czytelne.
        Oni pewnie widzą naburmuszoną babę , której nie w smak wizyty dzieci (nawet duzych dzieci)
        Ja na twoim miejscu bym pogadała nie z mezem ale z chłopakami, wytłumaczyła ze pracujesz całe dnie że jesteś zmeczona że do nich nic nie masz że rozumiesz ze tesknia do taty ale ty gotować nie lubisz i nie lubisz wiec moze się podzielimy robota czyli raz ja ugotuję a raz wy -i moze wyjdzie gut.
        • edw-ina całkiem poważne pytanie 29.11.10, 11:43
          Kobity, czy waszym zdaniem:gotowanie, sprzątanie, pranie, robienie zakupów itp. to obowiązki kobiety???
          Bo czytając wiele wątków mam takie wrażenie. W czasach, kiedy kobiety pracują i bardzo często nieźle zarabiają, kiedy robią kariery naukowe, ściagją się w rajdach itp. to paskudne zajmowanie się domem wciąż pokutuje.
          Kto i dlaczego Wam to wmówił???

          W domu, w którym mieszka więcej osób niż jedna kobieta, jest i powinno być więcej osób, które tym domem się zajmują. Rozumiem, jeśli jest podział obowiązków, który partnerzy sami między sobą ustalili: np. jedno prasuje a drugie zmywa naczynia, ale z większości postów przebija przekonanie, że tak to już jest, że to kobieca sprawa i teraz zastanówmy się, jak nakłonić faceta, by chociaż w tym pomógł. O tym, by chlopczykowi w ramach zadośćuczynienia należy przynieść piwko nie wspomnę.
          Zmieńcie nastawienie, a spora część tego typu problemów zniknie.
          • 13monique_n Re: całkiem poważne pytanie 01.12.10, 10:42
            Doprecyzuję - u mnie w domu ja gotuję, dla zasady. Lubię i potrzebuję. Moje dzieci i chłop robią posiłki od czasu do czasu i współpracują przy przygotowaniu obiadu, kiedy ja go "firmuję". Dlaczego? Gotowanie sprawia mi przyjemność i daje satysfakcję.
            Ale nie postrzegam tej sytuacji jako swego obowiązku. A moja rodzina, NM i wszystkie dzieci, normalnie się obsługują, kiedy choćby nie mam siły, czy nastroju na gotowanie. Więc to jest kwestia nastawienia, tu się w 100% zgadzam.
            • edw-ina Re: całkiem poważne pytanie 01.12.10, 11:27
              Monique, podział, o jakim piszesz, jest zrozumiały i rozsądny. Napiszę więcej: uwielbiam gotowac i najczęściej gotuję ja, ale... - to nie jest mój obowiązek! Tj. - jeśli mam ochotę i potrzebę to gotuję, jeśli nie - to idziemy do knajpy, zamawiamy coś lub wrzucamy do piekarnika gotową pizzę. Nigdy nie usłyszałam, że powinnam coś zrobić, M nawet jeden raz nie stwierdził, że skoro są jego dzieci, to mam im coś tam ugotować. A gotuję w takich sytuacjach naprawdę sporadycznie, bo wychodzę z założenia, że weekendowi tatusiowie nie powinni być tylko od zabawy, tylko dobrze, by wiedzieli, że przy dzieciach trzeba się też trochę napracować.
              Tak samo nie usłyszałam, że w szafie nie ma czystych koszul, a w domu jest bałagan, więc powinnam coś z tym zrobić. Kiedy raz na dłuższy czas robimy większe porządki - dzielimy się pomieszczeniami lub typem sprzątania: np. ja myję okna, ale ty czyścisz całą kuchnię. Do końca roku nie pracują i faktycznie przejęłam nieco więcej obowiązków - nie widzę w tym niczego dziwnego, mam czas. Ale od stycznia wracam do pracy i już uzgodniliśmy, że bierzemy panią do pomocy, ponieważ nasz czas jest relatywnie droższy niż osoby, której zapłacimy za sprzątanie.
              Mam awersję do wysługiwania się kimś i w dodatku przekonywania go, że to normalne, więc jakikolwiek bunt jest niewskazany.
              • 13monique_n Re: całkiem poważne pytanie 01.12.10, 13:26
                Edw-ina, to doprecyzowałyśmy, co miałyśmy na myśli. Słuszna uwaga o tym wysługiwaniu się kimkolwiek i "normalności". zastanawia mnie powszechność takiego zachowania u obu płci. Ale, z tym będę jakoś żyć. Tutaj można sobie popisać, ale laski i tak zrobią swoje. Moim zdaniem, posty takie, jak Twój powinny sobie drukować i jako mantrę 5 razy dziennie powtarzać. wink
            • tully.makker Re: całkiem poważne pytanie 01.12.10, 17:22
              Nie ma to jak niewolnik szczesliwy i akceptujacy swoj los.
    • ajeje Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 12:51
      W tradycji mojej rodziny był taki podział ról: kobieta rządziła w domu, a mężczyzna zarabiał tak by miała kim rządzić. W momencie gdy kobiety wyszły z domu do pracy, mężczyźni muszą przejąć część domowych obowiązków.
      Może przedstaw mężowi propozycje rozwiązania zaistniałej sytuacji tak: albo on utrzymuje całą rodzinę (przy czym Ty oczekujesz życia na dotychczasowym poziomie) albo zatrudnia bonę do opieki nad swoimi synami (bo Ty pracując fizycznie nie jesteś w stanie tego robić) albo podzieli domowe obowiązki między wszystkich domowników (możesz mu ewentualnie zaproponować że zrobisz zestawienie prac do wykonania gdy jesteście wszyscy w czwórkę w domu i nie pomiń niczego, nawet wyciągania z szafy ręczników).
      • ajeje Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 12:54
        Rany, zabrakło mi przecinka i wyszło na to że Ty pracujesz fizycznie, a chodziło mi o to że: pracując, fizycznie nie jesteś w stanie podołać obowiązkom. Bardzo przepraszam.
        • 333a13 Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 13:33
          Łatwo powiedzieć, gorzej zrealizować.
          Nikt tu nie mówi, że kobieta ma wykonywać wszystkie domowe obowiązki, ale prawda jest taka, że większość naszych Panów została wychowana "pod kloszem" z daleka od obowiązków domowych jako takich. Dla większości znanych mi facetów obowiązki domowe ograniczają się do: odkurzania, zmywania i raz na ruski rok obrania czegoś do obiadu. Mam wrażenie, że nasi mężczyźni nie mają na tyle wyobraźni by wpaść na to, że łazienkę, podłogi itd należy gruntownie umyć co najmniej raz w tygodniu itd. Do tego przy każdym myciu naczyń można się dowiedzieć, że coś jest z nami nie tak, bo nie wiadomo skąd się bierze tyle naczyń do mycia po gotowaniu obiadu ! Dodatkowo jeszcze znamiennym jest fakt, że facet jak się już za coś bierze, to wykonywanie 1 czynności trwa wieki, podczas gdy kobieta jest w stanie wszystko "obrobić" w mig... Dlatego też tak sobie myślę, że przynajmniej przez 1-2 pokolenia będziemy musiały konsekwentnie uczyć naszych chłopców i mężczyzn na czym polega zajmowanie się domem i jak to zrobić, by nie trwało to wieki... Myślę, że pozostawienie domu samego sobie, bo może mąż się domyśli co ma robić jest błędem, bo większość facetów nie jest dość domyślna bądź też zdeterminowana do drastycznych zmian z swoim wygodnickim życiu. Dlatego chyba łatwiej "wywalić" kawę na ławę, powiedzieć co się ma na wątrobie, wyszczególnić co ma być zrobione i jak niż grać w wojnę podjazdową.
          • edw-ina Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 14:38
            ale prawd
            > a jest taka, że większość naszych Panów została wychowana "pod kloszem" z dalek
            > a od obowiązków domowych jako takich.
            - czyli przed ślubem kobiety nie zauważyły, że ich partnerzy nie robią niczego w domy, czy były pewne, że jakimś cudem się to zmieni?

            Mam wrażenie, że nasi mężczyźni nie mają na tyle wyobraźni by
            > wpaść na to, że łazienkę, podłogi itd należy gruntownie umyć co najmniej raz w
            > tygodniu itd.
            - szczerze? nie wyobrażam sobie gruntownego czyszczenia całej łazienki raz w tygodniu. Chyba, że inaczej odczytujemy wyrażenie "gruntownie". Poza tym jeśli nie mają na tyle wyobraźni, to trzeba im ją uruchomić.

            Dodatkowo jeszcze znamiennym jest fakt, że facet jak się już za co
            > ś bierze, to wykonywanie 1 czynności trwa wieki, podczas gdy kobieta jest w sta
            > nie wszystko "obrobić" w mig - a to by mi wisiało całkowicie i totalnie. Pamiętam taką scenę z domu ciotki: Zbysiu odkurz podłogę! Ale jak ty odkurzasz! W jednym kierunku! Już lepiej zrobię to sama, a ty powieś ręczniki w łazience! Nie tak, mówiłam ci, że najpierw zielony a później niebieski. I karpecik odwrotnie położyłeś! Ja to z ciebie nie ma żadnego pożytku, już lepiej zostaw to mi! - w ten sposób funkcjonuje dość sporo kobiet. I to w dużym stopniu z ich przekonania o niemylności wynika fakt, że faceci niczego nie robią. Jakbym ja usłyszała taki tekst kilka razy, to też bym odpuściła sobie wszelkie próby.

            I powiem tyle: mi całkowicie wisi fakt, że kiedy gotuje mój M zazwyczaj dostaję dwie te same potrawy na krzyż. Nie przeszkadza mi, że pranie nie jest równo rozwieszone a w łazience jakimś cudem zwykle lądują najgorsze ręczniki. Zagryzam zęby słysząc po raz 10 pytanie: gdzie są tabletki do zmywarki, który program w piekarniku ma termoobieg oraz w jakiej temperaturze trzeba wyprać poliester, mimo to odpowiem i będę odpowiadać. Bo chcę mieć w domu partnera a nie chłopczyka.
            • ajeje Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 15:10
              Cierpliwością wiele się zdziała... Mój M już nie pyta gdzie jest mąka (choć czasami zdarza się że „nie znajdzie” i kupi nową), pamięta że jak coś w domu się skończy to trzeba mi powiedzieć bo inaczej nie będzie (nadal głównie ja robię zakupy), sam wpadnie na to że trzeba wymyć wannę czy kibelek (choć umyje tylko wnętrze a na zewnątrz nigdy, ale zrobi gros roboty). A przecież pierwsza żona nie pracowała i mimo że teściowa nie jest „Matka-Polka” to przez prawie dwadzieścia lat mógł się odzwyczaić... Ale ja po pierwszym okresie, gdy starałam się by wszystko było idealnie, zorientowałam się że sama sobą oram a „pan i władca” coraz mniej zainteresowany najbliższym otoczeniem. W tym momencie powiedziałam że albo on będzie współgospodarzem domu albo tak ograniczy swoje potrzeby by starczyło na gosposię (mojej rezygnacji z pracy nie proponowałam bo zarabiamy tyle samo a to on ma dwoje dzieci). Przerobiłam i tworzenie listy prac domowych (a wpisałam wszystko, łącznie z corocznym myciem baniek zdjętych z choinki) i nie dałam sobie wmówić że jakaś praca jest drobiazgiem (jak drobiazg to on ją może przecież wykonywać). Aktualnie jesteśmy na etapie tego że codziennie po pracy mój mąż równo godzinę poświęca domowi (oczywiście wybiera pracę które mu bardziej „leżą” - na szczęście to są głównie zajęcia kuchenne), a przed świętami czy jakąś ważniejszą wizytą to wysyła mnie do hipermarketu i sam robi „błysk” (jaki taki ale potem wystarczy dosprzątać). Najtrudniejszym było przekonanie go że wyjście po zakupy spożywcze nie jest dla mnie czystą przyjemnością i odpoczynkiem, ale też się dało!
          • tully.makker 333a13 29.11.10, 15:48
            A ja mysle, ze ulegasz stereotypom. Moj tesc, na codzien obslugiwany oprzez zone we wszystkim, podczas jej kilkumiesiecznego wyjazdu musial wszystko robic sam, i jakos mu sie udawalo, obiady, ktore nam gotowal gdy go odwiedzilismy byly mniam mniam. Moj chlop, wychowany w tym samym domu, gdzie mam obsugiwala panow, potrafi wszystko zrobic sam, i chetnie robi - czasami musmy walczyc o ty, kto bedzie gotowal, bo oboje chcemy, a juz do patelni mnie nie dopusci za chiny ludowe.
            Moj ojciec, tez maminsynek swgo czasu teraz wlasciwie robi wszystko w domu.

            Vouloir est pouvoir, czy jak tam to francuzi mowia.
            • illegal.alien Re: 333a13 29.11.10, 21:44
              Albo stereotypy, albo zyjemy w zupelnie innych srodowiskach, a faceci, ktorych ja znam sa z innej planety smile
              W mojej rodzinie: dziadek ze strony mamy robi w domu duzo wiecej niz babcia - sprzata, gotuje, robi jej sniadanka, kolacje, do niedawna tez pracowal, a babcia od lat jest na rencie/emeryturze.
              Moi rodzice: zarabiaja tyle samo, pracuja tyle samo, w domu robia tyle samo.
              U nas: bywa roznie, ja teraz siedze na macierzynskim, ale miewam takie dni, ze ani reka, ani noga nie jestem w stanie ruszyc (nadal jestem w ciazy, termin za tydzien, wiec juz troche w dupe dostaje fizycznie, ale na macierzynskim jestem od 3 tygodni) i W nie ma problemu z tym, zeby chalupe cala od gory do dolu wysprzatac. Fakt, mamy zupelnie rozne systemy - ja wole sprzatac na biezaco i jedno pomieszczenie dziennie, on jak robi to wszystko hurtem i doglebnie.
              gotuje, pierze, sprzata, jak trzeba to prasuje (ale nienawidzi, wiec zazwyczaj robie to ja), robi zakupy - nie ma problemu. Nie musze mu jak dziecku tlumaczyc co i jak, ani robic listy i dokladnie tlumaczyc co ma kupic - wie jakie tabletki do zmywarki kupujemy, jaki proszek do prania i jaki jest moj ulubiony sok.
              Obowiazki mamy podzielone, ale w miare luzno - ja jestem od 'formalnosci', placenia rachunkow, zalatwiania spraw urzedowych, moj W za to zbiera wszystkie dokumenty i trzyma je zorganizowane w segregatorach. Ja wole prac, prasowac, zmywac (hehe, ladowac i rozpakowywac zmywarke tongue_out), piec, robic zakupy, W woli sprzatac, gotowac i takie tam - ale jak trzeba to sie zamieniamy.
              A pochodzi przeciez z kultury, w ktorej miejsce kobiety jest w domu i duzo jego kolegow uwaza, ze moje studia i praca to jakas fanaberia i glupota - bo przeciez kobieta nie moze wykonywac 'powaznej' pracy i jest od siedzenia w kuchni i rodzenia dzieci.
              Jak widac da sie, niezaleznie od wychowania.
              W przypadku mojego W zlozylo sie na to wiele czynnikow - od jego 12 roku zycia mama byla samotna matka (ojciec nie zyje) czterech synow i jednej corki - wiec nie byla chyba zbyt chetna do obslugiwania tylu facetow, potem w wieku 20 lat W zaczal zycie od zera w zupelnie obcym kraju i nie mial nikogo, kto by go obsluzyl.
              Osobiscie chyba nie moglabym mieszkac z facetem, ktory nigdy w zyciu sam nie mieszkal i nie wie co to znaczy prowadzic gospodarstwo domowe. Dzieki temu, ze jak sie poznalismy W mieszkal od lat sam, to przyszlam na gotowe i nigdy nie bylo problemu czy dyskusji.
    • filetta Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 29.11.10, 14:16
      Ktoś juz wczesniej o tym pisał, ale pozwolę sobie powtórzyć. Nikt z członków najbliższej rodziny nie zna faktycznych powodów "Twojego" buntu. Mając takie a nie inne doświadczenia, myślą, że masz ich w nosie, jesteś niegościnna, leniwa, niedobra itd. Czas porozmawiać ze wszystkimi i wyjaśnić sytuację (bez tłumaczenia się!) i wspólnie znaleźć jakieś wyjście. To jest do zrobienia. U mnie akurat tak było - związałam się z facetem, który pomimo czterdziestki na karku przyzwyczajony był do stałej kobiecej obsługi. Obecnie obowiązki domowe sa podzielone. Trochę to trwało, bo na poczatku też mi sie wydawało, że taka jest "naturalna rola kobiety". Jak sie połapałam, w co się wpakowałam, musiałam spokojnie nie rzucając się zbytnio w oczy, wykręcić się z nadmiaru obowiązków. Udało się smile
    • ciociacesia na hałasy 29.11.10, 16:17
      polecam zatyczki do uszu, naprawde warto zamiast sie meczyć - wypróbuj kilka rodzajów az znajdziesz takie ktore ci pasują..
      co do reszty - poczucie winy to moje drugie imie, wiec nie pomoge smile
      • ywwy knajpa? 29.11.10, 18:37
        a może zamiast obiadków i wylegiwanie się jakiś wspólny wypad albo chociaż wyjście do restauracji?
        • agnessam Obiady 30.11.10, 09:49
          Dobry pomysl z restauracja, ale od czasu do czasu - wiadomo koszty. Chlopaki zostaja przeciez przez weekend, a restauracja w soboty i niedziele to troche duzo kosztuje. Po obiedzie mozecie isc na wspolny spacer (jak pasierby nie chca, bo leci strzelanaka w TV - to przejdz sie razem z mezem, bedzie to czas dla was).
          Ja to przychodzenie w ostatniej chwili dobrze znam. Zrob im makaron z gotowym sosem. Zajmie ci to nie wiecej niz 15min. Jak chlopaki beda krecic nosem to im powiedz, ze nie wiedzialas, ze beda na weekend i jak chcieliby cos lepszego to trzeba zrobic zakupy i cos pomoc w kuchni, bo sie nieprzygotowalas na ich wizyte. Na kolacje niech sobie robia te kanapki czy jajecznice i juz - to przeciez juz dorosle chlopy.
          U mnie mlody strasznie kaprysil, tego nie, tamtego nie... W koncu powiedzialam jego ojcu, ze mam dosc jak przyprowadza w ostatniej chwili mlodego do domu, a ja mam juz gotowa rybe, salatke lub zupe, ktorej mlody nie bedzie chcial jesc - to niech mu sam gotuje. Skonczylo sie na wyjsciach do restauracji, a jak ojciec nie mial kasy na wyjscia i zaczal sam synowi przygotowywac posilki - to zaczal na sprawe patrzec z innego punktu widzenia.

          1 - Od czasu do czasu niech bedzie restauracja lub zamawianie pizzy; a potem mozecie isc na wspolny spacer (jak pasierby nie chca, to przejdz sie z mezem, bedzie to czas dla was);
          2- Obiad prosty, szybki do zrobienia (najlepiej z polproduktow);
          3 - Raz na jakis czas, jak bedziesz miala ochote i sprawi ci to przyjemnosc i jak bedziesz oczywiscie uprzedzona o przyjsciu chlopakow, zrob im dobry obiad
          • illegal.alien Re: Obiady 01.12.10, 13:39
            Agnessam, ale problemem nie jest wymyslenie szybkich i prostych dan - problemem jest to, ze to w ogole nie powinien byc obowiazek Damiri, zeby trzem doroslym chlopom obiad gotowac.
            Kurde, ja mam jakas alergie na coniektore porady uncertain
            • macocholik Nie daj się wrobić! 02.12.10, 13:34
              Jak dla mnie - sprawa prosta: WSZYSCY jecie jakiś obiad, nieprawdaż?
              Na przykład zupę. Albo pizzę. Do wyboru.
              Przed kolejnym przyjazdem dzieci (dzieci, hłe, hłe, ja w wieku takich dzieci obiady z pięciu dań sam robiłem od wielu lat dla wszystkich domowników, jak trzeba było) - zapytaj, co sobie życzą zjeść. Bo TY masz ochotę na rosół z kluseczkami. Albo na pieczeń w żurawinie. Albo coś tam jeszcze. I prosisz o ugotowanie. Ich. A ty chętnie pomożesz.
              A jeśli chcą coś innego - to oczekujesz a: pomocy męża przy zrobieniu zakupów w piątek, wg załączonej mu przez Ciebie listy, b: czynnego współudziału CAŁEJ rodziny przy gotowaniu obiadu (ten obiera ziemniaki, tamten - rozbija mięso, mąż robi surówkę itd, c:pomocy w pozbieraniu ze stołu i pozmywaniu, jeśli nie ma zmywarki.
              A jeśli nie - to ŻYCZYSZ SOBIE zaproszenie rodziny i siebie samej przez męża do restauracji na pyszne papu. Może być WOK na przykładsmile Albo co insze.

              Jesteś zmęczona, masz takie same prawo odpocząć w weekend co dorosłe byki. I masz prawo do RÓWNEGO podziału obowiązków domowych - jeśli oczywiście pracujesz zarobkowo. A jak będzie coś marudził, zapytaj, czy to teraz takie płaczliwe chłopy i niesamodzielne są, bo do wojska ich nawet nie biorą? Bo gdyby brali, to by przy sobie umieli się ogarnąć a choćby ziemniaki obrać. Dla całej kompanii.
              Dla mnie kompletna porażka wychowawcza twojego męża. Wychować egoistycznych maminsynków, co zą zdani na innych w najprostszych sprawach. bleeeee!!!!
              • edw-ina Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 10:39
                Mam do Ciebie pytanie, jako do jednego z dwóch facetów wypowiadających się na forum: o ile pamiętam z twoich postów nie masz dzieci z poprzedniego związku, ale - czy gdybyś takowe posiadał to oczekiwałbyś od swojej partnerki, że będzie je obsługiwała? Mówię o sytuacji, w której dziecko jest gościem weekendowym.
                Rozmawiamy tutaj zazwyczaj w gronie bab, więc inaczej patrzymy na sprawę. Dlatego, czy facet wiążąc się z kobietą oczekuje, że ona poza byciem jego partnerką będzie niejako zastępstwem dla matki?
                Mój ojciec po rozstaniu z matką miewał kobiety. Żaden związek nie rozwinął się na tyle, by na stałe ze sobą zamieszkali, ale nie przypominam sobie, by w trakcie moich wizyt to one dostarczały jedzenie/czyste ręczniki itp. Gotował ojciec, czasami jak byłam starsza to ja, często gdzieś razem wychodziliśmy. Dlatego patrząc na niego widzę, że postawa roszczeniowa nie jest naturalna. A z drugiej strony z wielu wątków tutaj (z baaardzo wielu) przebija przekonanie, że jak już masz tego chłopa z przychówkiem to charuj.
                Zapytam jeszcze raz, oczekiwałbyś tego od swojej kobiety?
                • tully.makker Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 11:01
                  ja moze odpowiem, bo akurat u mojego chlopa jest ciekawie pod tym wzgledem. On uwaza: moje dziecko i JA bede sie nim zajmowal - wlacznie z przygotowaniem zarcia, opraniem itp

                  TZN, teraz mlodej nie trzeba opierac, bo stara z niej baba, ale kiedys tak bylo. Za to jak trzeba zabrac mloda na jakies zakupy, to chetnie skorzysta z mojej pomocy, bo tego nienawidzi - ale nie ma zadnej presji. Nie chce, to on z nia pojedzie.
                  • edw-ina Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 11:12
                    smile fajne i zdrowe podejście. Należy je propagować.
                    • agnessam Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 11:47
                      Edw-ina,
                      wyglada na to, ze wszystko zalezy od ojca dziecka. U ciebie byl wypracowany model, gdzie zajmowal sie toba tylko ojciec, a nie jego kobieta wiec dlatego normalnoscia byla kontynuacja takiej zasady w twoim obecnym zwiazku. U mnie i przebija to tez z wiekszosci postow, model kobiety zajmujacej sie pasierbami jest zupelnie inny. Czasem wrecz graniczy z poczuciem winy, kiedy sie nie zajmujemy dziecmi meza. Ja tylko slyszalam, jaki to biedny i skrzywdzony przez los i rozwod rodzicow , skaczacych sobie do gardla, dzieciak. W moim srodowisku (rodzinie) nie bylo rozwodow wiec kwestja sie nie pojawiala, jak postepowac z takim dzieckiem. Moja wlasna matka nie wierzyla mi, ze nie potrafie sobie poradzic z 9-10...-15 latkiem, bo gdzie tam dziecko rzadzi w domu, chyba sobie zmyslilam... Radzila mi zaprzyjaznic sie z mlodym. Co z reszta bylo niemozliwe, bo bylam przez chlopaka postrzegana jako rywalka.
                      To tez m.in. przyczynilo sie w duzej mierze do rozpadu mojego malzenstwa, gdzie dziecko ponad wszystko wynoszone JEST na piedestal i czczone z uwielbieniem.
                      • agnessam Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 11:49

                        swoja droga dobry ten temat : "Nie daj się wrobić!"
                        Ja bym jeszcze dopisala : "Nie daj się wrobić w chlopa z dzieckiem (dziecmi)!"
                        • edw-ina Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 12:13
                          No wiesz, jeśli ma się wyrzuty sumienia, kiedy nie pomaga się aktywnie partnerowi przy jego potomstwie, to faktycznie lepiej jest nie dać się wrobić w faceta z przychówkiem. Dlatego lepiej jest tych wyrzutów nie mieć i wychodzić z założenia, że nie przeszkadzam, ale i nie pcham się na afisz.
                          Może faktycznie mi jest łatwiej ponieważ: a) z dziećmi M nie widuję się wyjątkowo często ze względu na odległość i b) sama przeszłam rozwód rodziców i nie jestem z tego powodu dzieckiem specjalnej troski (a raczej nie byłam). Bardzo lubiłam swojego ojczyma i przykro mi było, gdy rozstali się z matką. Ale niczego od niego nie oczekiwałam. Dostałam od niego masę książek, ponieważ buszowanie po księgarniach było jego pasją, a ja z natury czytam niemal wszystko, co mi wpadnie w ręce. Pamiętam, że na aukcji kupił kilka moich obrazów za całkiem nie małe pieniądze (jak na ówczesne warunki) i lubiłam z nim rozmawiać "o życiu". Ale traktowałam go raczej jako starszego znajomego niż zastępcę ojca.
                          Dwie "macochy" również poznałam. Jednak ojca związki z nimi jakoś nie przetrwały i poza kilkoma wspólnymi obiadami/kolacjami czy jakąś rodzinną imprezą nie miałam z nimi kontaktu. Nie przypominam sobie, żebym była zazdrosna o ojca czy sądziła, że coś mi się należy ze strony jego kobiety. Zresztą w czasach drugiej młodości moich rodziców mieszkałam już sama w innym mieście (każde z nas mieszkało w innym) i nie miałam nawet czasu na wnikanie. Ogólnie chciałam, żeby im było dobrze, choćby dlatego by nie zostali w konsekwencji sami i mieli własne życie. Ale widocznie mieliśmy bardzo dojrzałe układy.
                          • agnessam Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 12:53
                            edw-ina,
                            faktycznie duzo w tym zdrowego rozsadku. Ciesze sie, ze tak podeszlas do sprawy, gdzie mnie sie tylko moglo marzyc o normalnych relacjach z pasierbem. W ukladzie, w ktorym ja bylam, pasierb szukal tylko wyslugiwania sie mna, zebym latala i kupowala dla niego niewiadomo jaki drogi prezent i zgadzala sie z kazdym jago pomyslem. Bo jak nie to jestem be i odbijalo sie to na relacjach z jego ojcem.
                            Troche tak jak piszesz, jest wiele czynnikow i twoja wlasna (dorosla) postawa, ktora zbudowala poprawne relacje z ojczymem, macochami.
                            Co innego wychowywac na codzien dziecko partnera, a co innego od czasu do czasu widywac sie z nim (nimi). To tez racja.

                            Gratuluje postawy i zdrowego patrzenia na swiat.
                        • tully.makker Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 14:05
                          > Ja bym jeszcze dopisala : "Nie daj się wrobić w chlopa z dzieckiem (dziecmi)!"

                          Ja szukalam wlasnie takiego faceta, ktory juz bedzie mial dzieci. Chcialam miec duza rodzine, i takaz mam ( niestety zrezygnowalam z posuadanie kolejnego wlasnego dziecka, co wciaz mnie boli - ale warunki sa jakie sa sad )

                          IMHO problem nie tkwi ani w dziecku, ani nawet w facecie, tylko glownie w nas. Warto miec jasnosc co do swoich priorytetow i jasno je komunikowac - od poczatku. oczywiscie, ryzykujemy, ze ktos, kimu one ne odpowiadaja, da noge - ale chyba wlasnie o to chodzi, zeby nieodpowiednimi kandydataMI NIE ZAWRACAC SOBIE GLOWY?
                      • ajeje Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 13:51
                        Może rzeczywiście komuś kto jest z takiej połatanej rodziny jest łatwiej... Mój ojczym był tylko moim ojczymem (mimo że mówiłam do niego "tato"), nic nie musiał dla mnie robić (inna sprawa że często chciał), nie wychowywał mnie (jak mu się moje zachowanie nie podobało to mówił mamie i ona „robiła ze mną porządek”wink, oboje mieliśmy obowiązek być wobec siebie grzeczni i pomocni.
                        Teraz nie wiem, czy po prostu moje nastawienie zaważyło na oczekiwaniach M w stosunku do mnie, czy on sam z siebie był taki mądry ale ja też niczego nie muszę. Wprawdzie jest wiele rzeczy czy spraw dotyczących jego dzieci, w które się angażuję ale to jest moja dobra wola i nikt nie oczekuje tego jak mojego obowiązku - mogę wymyślić i kupić prezenty na Mikołaja dla jego dzieci ale też mogę powiedzieć (jak rok temu) „w tym roku nie mam ochoty o tym myśleć” i jedyne co usłyszałam to podziękowanie że go uprzedziłam wcześniej. Nie wiem czy to wynika z tego że gdyby mi powiedział że oczekiwał tego ode mnie, ma jakiś żal czy pretensje to pewnie wydrukowałabym „talony na prezent”, które ślicznie zapakowałabym w kolorowy papier, czy z tego że on sam wie że to jego dzieci i ja nie mam żadnego obowiązku się poczuwać. A przecież w tamtym domu on był zarabiającym na trzech etatach i nie obciążonym żadnymi obowiązkami ani domowymi ani rodzicielskimi, wydawać by się mogło że płynnie przejdzie w kolejny związek w którym dom i rodzina są "na głowie kobiety”.
                  • agnessam Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 11:28
                    U mnie funkcjonowal model (narzucony przez ojca dziecka):
                    Tata jest od placenia: przyjemnosci i zachcianek, wyjazdow np na narty ; wyjsc na imprezy oraz sprzatania za juz teraz 15latkiem;
                    Macocha - od zajmowania sie posilkami, opieraniem mlodego; zabawianiem i zapychaczem czasu, bo "w trojke weselej" itd. Jak sie nie godzilam na wyjscia z nimi na zabawy typu : pistolet -laser, bieganie i strzelanki -to byly zgrzyty. Mlody nic z tych rzeczy nie robil z matka, bo ona ciagle byla w ciazy, albo juz po porodzie wiec byla usprawiedliwiona. Ja, bezdzietna - niestety nie.

                    Zaznacze, ze ojciec chlopca nie chcial, zebym sie zabardzo zajmowala pasierbem*, ale z drugiej strony wymagal, zebym aktywnie uczestniczyla w jego pobytach u nas w domu (gry, zabawy , wyjscia, wyjazdy).

                    *zajmowanie sie pasierbem - czas spedzany inaczej niz na przyjemnosciach i zabawach
                    • tully.makker Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 13:57
                      U mnie funkcjonowal model (narzucony przez ojca dziecka):

                      A moze powinnas nappisac - model, ktory pozwolilam sobie narzucic. nie jestes bezwolna ofiara, masz prawo wyboru, za to brak prawa do pretensji, ze sobie cos dalas zrobic.
                      • agnessam Re: Nie daj się wrobić! 03.12.10, 14:28
                        tully.makker napisała:

                        > U mnie funkcjonowal model (narzucony przez ojca dziecka):
                        >
                        > A moze powinnas nappisac - model, ktory pozwolilam sobie narzucic. nie jestes b
                        > ezwolna ofiara, masz prawo wyboru, za to brak prawa do pretensji, ze sobie cos
                        > dalas zrobic.

                        tully.makker,
                        tak jak pisalam. Wchodzac w tamten zwiazek nie mialam zadnego doswiadczenia w postapowaniu z dzieckiem partnera. Wydawalo mi sie, ze nalezy postepowac tak jak to robili moi rodzice: kochac, akceptowac, szanowac druga osobe, poswiecic swoj czas ale i wymagac... Razem rozwiazywac problemy a nie walczyc ze soba. W nowej rodzinie, nie mozna bylo przyjac tego modelu. Faktycznie w wielu sprawach zdalam sie na ojca dziecka, bo tak jak mi sie wtedy wydawalo, mial wiecej doswiadczenia, no i chodzilo o jego syna, a nie o dziecko sasiadki. Tak jak pisalam, jestem bezdzietna i model w jakim sie wychowalam chcialam przekazac dalej. Kolo mnie nikt nie skakal, jak bylam dzieckiem, nastolatka, doroslym czlowiekiem. Teraz jak jade do rodzicow, to jest zawsze duzo radosci w rodzinie. Z moja matka przygotuje dobry obiad, zrobimy ciasto. Sama biegne po czysta posciel i reczniki. Jak cos potrzebuje, a nie potrafie znalezc, to po prostu pytam gdzie to jest. Mamy czas pospacerowac, porozmawiac. Jak trzeba cos zalatwic, to raczej ja sie dopytuje co zrobic, a nie jest tak, ze to ja traktuje rodzicow na zasadzie: podaj, przynies, pozamiataj..., a tak wogole, to jak jestem gosciem. Czuje sie tam najnormalniej na swiecie zwyklym domownikiem. Nawet jak robie sobie herbaty, to pytam innych czy maja ochote i bynajmniej nie uwazam tego jako wyslugiwanie sie mna. Z pasierbem i jego ojcem, to raczej bylo nie do pomyslenia.
                • macocholik Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 11:57
                  Do edw-iny
                  To sobie odpowiedzcie, drogie Panie, na podobne pytanie:
                  Czy oczekujecie od swoich nowych partnerów CAŁKOWITEJ akceptacji swojego potomstwa z poprzednich związków?
                  Przecieżjak najbardziej tak - zazwyczaj warunkując tym wręcz akcepację przez siebie nowego partnera. Mało tego - zazwyczaj też oczekujecie Panie, że nowy partner będzie ponosił PEŁNE koszty współutrzymywania Waszego potomstwa z poprzednich związków, w niczym nie róznicując traktowania rodzonych dzieci (spłodzonych z Wami) i Waszych dzieci ktoreście sobie poczęły z poprzednimi partnerami.smile
                  Czyż nie?
                  Dlatego cóż w tym dziwnego, że wasi partnerzy chcą byście w ten sam sposób - jak oni mają traktować dzieci Wasze (ale nie ich) - traktowały ICH dzieci z ich pierwszego związku? W końcu - jak równość, to równość.

                  A już ZUPEŁNIE odrębnym tematem jest - JAKIE oczekiwania mają męźczyźni od swoich parnerek. Bo to zależy po prostu od tego, czy w danym indywidualnym przypadku mamy do czynienia z męźczyzną świadomym swej roli, czy nie, dojrzałym, czy nie, samodzielnym życiowo, czy szukającym w kolejnych partnerkach "mamuśki".

                  Ja - gdybym miał nieletnie dzieci z poprzedniego związku - to bym oczekiwał, że będą traktowane przez moją nową partnerkę DOKŁADNIE TAK jak chce ona bym traktował JEJ dzieci z jej poprzedniego związku. I ani na jotę inaczej.
                  I po partnersku.

                  W swoim związku mam dziecko z parnerką, która ma dziecko (prawie męźczyznę jużsmile z poprzednim partnerem. I traktuję je dokładnie tak, jak to już gdzieś tu opisałem - materialnie nie róznicuję, biorąc jedynie poprawkę na to, że jeśli MNIE zabraknie - to moje rodzone dziecko będzie mieć już tylko JEDNEGO rodzica. A partnerki dziecko - NADAL DWOJE. Stąd zabezpieczam SWOJE dziecko dodatkowo - np. moimi polisami na życie, takim ustawieniem spraw majątkowych itd. - tak, by w NICZYM pozycja tego dziś malucha nie odbiegała od materialnej pozycji dorastającego dziecka partnerki z innym panem - jeżeli MNIE zabraknie.
                  A poza tym wobec dziecka partnerki przejawiam dokładnie tyle zaangażowania emocjonalnego, ile (dozwolonej mi przez partnerkę) wychowaczej samodzielności wobec owego młodziana. A że jej w istocie nie mam - sprawa jest jasna. O czym też pisałem.

                  W moim związku sprawy typu gotowanie itd nie mają znaczenia. Bo gotować potrafią wszyscy w miarę duzi członkowie rodzinysmile
                  • edw-ina Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 12:37
                    Bardzo rozsądnie przedstawiasz sytację, ale jedynie w odniesieniu do układu, w którym oboje partnerzy mają dzieci, ewentualnie tak jak w twoim przypadku - są również dzieci wspólne. Ja natomiast pisałam o układzie autorki wątku, ewentualnie o wielu takich, w których facet z dziećmi woli związać się z partnerką bezdzietną, by nie musieć samemu wchodzić w żadne dodatkowe role, natomiast sam wejścia w takowe oczekuje. I przerzuca na nią wszelkie mało przyjemne sprawy związane z jego dziećmi - typu wszelkie prace domowe, by sam mieć "czas" zająć się rozrywkami z dziećmi.
                    Nie mam dzieci ani z poprzednich związków, ani z obecnego, dlatego napiszę to czysto hipotetycznie: gdybym miała dzieci i wiązałabym się z facetem z dziećmi chciałabym, żeby nie było dzieci "gorszych" i "lepszych". Pewnie w jakiś sposób podzielilibyśmy się różnymi obowiązkami, typu: ja w soboty jeżdżę z dziećmi na basen, a ty w poniedziałki zabierasz wszystkie na lodowisko, czy ja prasuję wszystkie szmatki, ale ty robisz obiad. Ale oczekiwanie tego samego od osoby, z którą ze względu na nierówny status w posiadaniu potomstwa nie ma się szansy stworzenia układu partnerskiego, jest dla mnie przegięciem.
                    Z drugiej strony - kilka razy już to napisałam - denerwują mnie weekendowi tatusiowie, którzy uważają, że posiaanie dziecka to zapewnienie mu rozrywek, a całą resztę niech odwali za mnie ktoś inny. Choć są tacy, którym nawet tych cholernych rozywek nie chcą zorganizować uznająć, że każda kobita ma naturalne predyspozycje do zajmowania się dziećmi, więc wystarczy przywieźć i oddać je pani do rąk własnych.
                    Mam nadzieję, że cię tym nie uraziłam, szanuję takie podejście jak twoje, jest bardzo dojrzałe. Mam jednak pewne wrażenie, że nie jest ono wyjątkowo częste.
                    • edw-ina Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 13:09
                      Pominęłam jeden fragment, który Tully wyciągnęła z wrodzoną sobie przytomnością wink - bez sensu jest przekonanie, że KAŻDA kobieta oczekuje, że jej facet weźmie odpowiedzialność również finansową za jej dziecko. Sama jestem dzieckiem rozwodników z ojczymami i macochami i nie przypominam sobie, by ojczym do mnie dokładał. Czasami coś mi kupował - według własnego uznania, ale to były prezenty, nie utrzymywanie mnie. Od tego byli rodzice.
                  • tully.makker Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 12:37
                    Mało tego - zazwyczaj też oczekujecie Panie, że nowy part
                    > ner będzie ponosił PEŁNE koszty współutrzymywania Waszego potomstwa z poprzedni
                    > ch związków,

                    No wlasnie, bo wszak kobieta nie umie zarobic na swje dzieci ani wyegzekwowac alimentow od ich ojca, prawda?

                    Jestes zwyklym, bezczelnym sexista.
                    • macocholik Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 17:26
                      Tak, zgadza się, jestem zwykłym bezczelnym seksistą. Zadowolona?smile
                      I zdecydowanie uważam, że większość kobiet nie umie wyegzekwować odpowiednich alimentów od ojców swoich dzieci, oczekując od nowych partnerów akceptacji takiego układu i ich pełnej partycypacji w utrzymywaniu ich dzieci. Taka jest prawda i żadne wyjątki nie zmienią tej polskiej reguły. W moim przypadku łożę na dziecko obecnej partnerki, wliczając wszelkie wydatki - dwukrotnie więcej niż tatuś tego dziecka , który nie zarabia wcale wiele mniej ode mnie. Bo tatuś płaci 400 złotych miesięcznie alimentów. Zaś moja partnerka nie potrafi i nie chce wyegzekwować od niego więcej. Zreszta - w nowym związku on też już ma nowe dzieci...
                      A te inwektywy proszę zostawić na tatusia swoich dzieci (nie łożącego i zaniedbującego). Ja nim nie jestem. Nie życzę więc sobie, jasne?

                      • tully.makker Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 18:34
                        > A te inwektywy proszę zostawić na tatusia swoich dzieci (nie łożącego i zaniedb
                        > ującego).

                        Ojciec mojego syna lozy pokazne alimenty i inne extrasy. Oczywiscie dzieki temu, ze gdy pierwszy raz probowal fiknac 16 lat temu, dostal ode mnie od razu po dupie w sadzie. Zreszta nawet gdyby nie lozyl, to na szczescie ja zarabiam tyle, ze moge syna sama utrzymac na stosownym poziomie, i jeszcze robic prezenty corce mojego partnera. Schowaj wiec sobie w odwlok teksty o ojczymach utrzymujacych nie swoje dzieci, bo to, ze ty zwiazales sie z pierdola saska nie oznacza, ze wszystkie kobiety nimi sa. A pretensje do swojej partnerki omow z nia, a nie ze mna, bo mnie twoje rodzinne niedogadanie obchodzi tyle, co nic.
                        • macocholik Re: Nie daj się wrobić! 15.12.10, 12:24
                          Ty nie reprezentujesz feminizmu. Pochlebiasz sobie. Ty reprezentujesz zwykłe pospolite zaściankowe chamstwo. Chamstwo wulgarnej przekupy z Kiercelaka a nie żadnej feministki. Z marszu wyzywasz nie znanych sobie ludzi, zioniesz jadem. Prymitywna jesteś. Zwyczajnie.
                          Feministka - ha ha! Zwykła forumowa tchórzliwa żmijka, od jakich na niektórych forach się roi. Powtórzę, może dotrze - jesteś po prostu głupia. Głupia jak but.
                          A utrzymuj sobie syna na dowolnym poziomie, kupuj sobie uczucia swojego partnera i jego córki jak chcesz, kiedy chcesz i czym chcesz. Mam to jak pięknie powiedziałaś - w odwłoku.
                          Głupiaś.
                          Totalnie.
                          b/o

                          • tully.makker Re: Nie daj się wrobić! 15.12.10, 16:30
                            takie obelgi i z twoich ust sa dla komplentem. Gratuluje mimo to poziomu, bo jest zwalajacy z nog. Rozumiem, ze przeniesienie bywa bolesna, ale nadal ci sugeruje, bys pretensje do swojej partnerki zalatwial z nia, a nie z uczestniczkami tego forum.
                          • salanderr do Macocholika 16.12.10, 12:04
                            Macocholiku pozdrawiam Cię serdecznie i gratuluję zdrowego i racjonalnego podejścia do tematu . Charakterologicznie przypominasz mojego męża , który jest mądrym i dojrzałym facetem , on i ja zgadzamy się z tym co napisałeś i rozumiemy co masz na myśli !
                            Co do tully to zdążyłeś zauważyć śledząc wpisy na forum , że to typ kobiety "moja racja jest najmojsza i najświętsza jest to racja" . Często jest chamska , autorytatywna do absurdu przeczy sobie sama tym co wypisuje i uwielbia piętnować swoimi szkarłatnymi literkami smile
                            I wcale mi nie jest przykro ,że zgadzamy się całkowicie z Twoją opinią na jej temat . To forum jest po to by dzielić się opiniami i radami w dotyczącym nas temacie a nie " walić po ryju" mających inne zdanie (wynikające z indywidualnych doświadczeń !!! ) niż nasze własne .
                            Reasumując droga tully jeśli masz problem to....twój problem....
                            • macocholik Re: do Macocholika 16.12.10, 12:41
                              A Bóg Ci zapłać dobra Kobieto, bo ja ci nijak zapłacić nie mogęsmile)

                              Ja się wcale wpisem p. tully nie przejmuję, bo nauczyłem się rozmawiać z ludźmi wyłącznie językiem, jaki rozumieją. Mam nadzieję, że zrozumiała tę jedną lekcję, bo drugiej nie będzie - nie mam już o czym z nią gadać.
                              Bo tak jakoś jest na świecie, że mamy dwa rodzaje ludzi. Pierwszy rodzaj mówi o prawdziwym życiu, a drugi o swoich WYOBRAŻENIACH o tym życiu. Oraz o postulatach do tegoż (a zatem - i do innych ludzi) W tym pierwszym przypadku ludzie zdają sobie sprawę z rozmaitych ograniczeń i uwarunkowań, choć starają się je - jeśli mogą oczywiście - zmieniać i to życie, i siebie, żeby było lepiej. W tym drugim - jeśli coś lub ktoś nie pasuje do NASZEGO obrazka - tym gorzej... no właśnie. Nie dla obrazka, ale dla tego kogoś - czegośsmile. Likwidacja dysonansu poznawczego to się zdaje się - nazywasmile
                              Nadal jednak mam nadzieję, że tu ludzie rozmawiają głównie o prawdziwym życiusmile. I to językiem raczej innym od niewyparzonego języka bazarowych handlarek.
                              No cóż. Im, tym kobietom pracującym ciężko na mrozie przynajmniej nie wydaje się, że jak w pijanym widzie zdejmą bajowy biusthalter, opieprzą przypadkowych przechodniów i ich rodziny a na koniec dumnie nasikają na trotuar, to to już wystarczy, żeby się mogły nazywać feministkami.
                              Bo nie wystarczysmile
                              Pozdrawiam
                              macocholik


                  • agnessam Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 13:01
                    macocholik napisał:

                    "Ja - gdybym miał nieletnie dzieci z poprzedniego związku - to bym oczekiwał, że będą traktowane przez moją nową partnerkę DOKŁADNIE TAK jak chce ona bym traktował JEJ dzieci z jej poprzedniego związku. I ani na jotę inaczej.
                    I po partnersku."

                    Ja przyjelam taka wlasnie postawe i co....? Mlodsza od meza, bezdzietna i bez zadnych szans (w prawie siedmioletnim zwiazku) na wlasne dziecko, bo maz nie chce, bo cierpial rozwod, bo syn, bo to, bo tamto...
                    Tez mi sie tak wydawalo, ze dzieckiem trzeba sie zajmowac i dbac o nie i postawic sie w pozycji weekendowego ojca z dzieckiem.
                    Myslalam, ze dajac i inwestujac w ten zwiazek uczucia, zaangazowanie, dbajac takze o potrzeby materialne domownikow itd, bedziemy w stanie zbudowac cos trwalego, gdzie jest miejsce dla kazdego czlonka rodziny. Gdzie mnie to zaprowadzilo? - Do rozwodu.
                    I co ty na to?
                    • macocholik Re: Nie daj się wrobić! 14.12.10, 17:32
                      Nie do rozwodu, a do wolności od.
                      I wolności do.
                      Do NOWEGO związku z kimś bardziej odpowiednim - na zdrowych zasadach, bez układu - żywiciel-pasożyt.
                      Więc chyba dobrze się stało, że ten rozwód był teraz niż pózniej. Zakładam, że nadal masz szanse na własne dzieci. Więc ją wykorzystaj z kimś BEZ takiego podejścia, jakie miał twój były i jego egoistyczne potomstwo.
    • ajeje Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 03.12.10, 14:55
      Tak przyszło mi do głowy że bardzo często odczuwamy poczucie winy gdy nie chcemy by ktoś się nami wysługiwał. To nie mąż Damri źle się czuje z powodu traktowania żony jak kucharki, sprzątaczki i ochmistrzyni, to ona ma poczucie winy bo chciałaby po tygodniu pracy mieć trochę czasu dla siebie, móc się wyspać czy też obejrzeć program. To ona ma „moralniaka" bo nie jej dzieci jedzą przez trzy dni z rzędu pizze, nie ich ojciec. Agnessam w ogóle dała sobie wmówić że kontakt z dzieckiem to tylko obowiązki, żadnych praw ani przyjemności.
      Mam wrażenie że świat składa się z tych którzy robią dla innych więcej niż dla siebie i ciągle żyją w niedosycie że zrobili za mało i tych którzy uważają że wszystko im się należy i nie tylko więcej dostają ale i nie czują się z tym źle.
      • edw-ina Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 03.12.10, 15:37
        Mam wrażenie że świat składa się z tych którzy robią dla innych więcej niż dla
        > siebie i ciągle żyją w niedosycie że zrobili za mało i tych którzy uważają że w
        > szystko im się należy i nie tylko więcej dostają ale i nie czują się z tym źle.
        - bez przesady. Jest wiele normalnych i zdrowych układów. Problem moim zdaniem leży w zwykłym poczuciu partnerstwa i odpowiedzialności, jakie albo wynosi się z domu, albo tworzy się samemu.
        Jeżeli w domu kobicie pokazywano, że ma kapcie mężowi przynosić i czekać przy stole, żeby zabrać mu pusty talerz sprzed nosa, to kiedy sama nie będzie chciała tego robić we własnym domu to będzie miała poczucie winy. Nawet jeśli uzna, że takie zachowania poddańcze nie są nienormalne, może coś w jej środku buntować się - bo tak została "zaprogramowana".
        Ale po pierwsze warto z tym walczyć dla dobra rodziny/samego siebie i przyszłych pokoleń a po drugie - jest naprawdę sporo facetów, którzy nie sądzą, że kobieta to robot wielozadaniowy z wpisanym programem kochania na zabój wszystkich dzieci.
        • kocio113 filozoficznie 04.12.10, 00:21
          z prostego pytania z kategorii "co wy na to" zrobiła nam się dyskusja o roli kobiety,
          złym "wychowaniu" współczesnych mężczyzn itp. itd.
          Moim zdaniem nie ma jednej odpowiedzi, jednej uniwersalnej prawdy czy sposobu na życie.
          Wszyscy jesteśmy rożni i to jest piękne. Dla mnie istnieje wolność "od" (bycia robotem wielozadaniowym) ale również wolność "do" (przynoszenia mężowi kapci i czekania na pusty talerz) . Nie oceniam ani nie wartościuje żadnej postawy. Chylę czoła przed pewnością siebie w wygłaszaniu sądów przez edw-inę jak również przed postawą agnes czy luny.
          Jednak czytając wasze posty, a w szczególności odnosząc się do tego co napisała tully
          "nie jestes bezwolna ofiara, masz prawo wyboru, za to brak prawa do pretensji, ze sobie cos dalas zrobic. "
          pozwolę sobie zaprotestować - agnes MASZ PRAWO DO PRETENSJI tak jak do popełniania błędów !
          Bycie ofiarą to złożony proces i moje JA buntuje się gdy czytam o takim etykietowaniu kogokolwiek .
          Dla mnie najbardziej wartościowe są te wypowiedzi które nie pouczają (zrób tak czy owak) ale te które opisują własne przeżyte czy sprawdzone doświadczenia.

          Szczególne pozdrowienia dla naszych panów.
          Mój M uważna, że jesteście kryptokobietami smile
          • edw-ina Re: filozoficznie 04.12.10, 11:57
            Faktycznie pojechałaś filozoficznie smile smile
            Napiszę tylko kilka zdać odnośnie moich "sądów" - po pierwsze z natury nie wartościuję ludzi, po drugie prostolinijność w wyrażaniu opinii jest jedną z najsilniejszych cech mojego charakteru - z dwojga złego wolę dostać po tyłku mówiąc to, co myślę niż mieć nadzieję, że ktoś będzie jasnowidzem i sam wpadnie na to, co próbuję przekazać.
            Jeżeli podjudzam kogoś do zmian, to nie dlatego, że jestem przekonana iż znam odpowiedź na wszystkie pytania, tylko raczej dlatego, że ktoś widzi problem w swoim życiu, czuje się z czymś źle, ale nie wie, czy ma prawo tak czuć, nie wie, co zrobić, by pojawić się na innej pozycji.
            Poza tym jest ze mnie taki mały błędny rycerz, jak widzę niesprawiedliwość, to najchętniej wyciągnęłabym szabelkę i rzuciła się na najbliższy wiatrak wink
          • tully.makker Re: filozoficznie 04.12.10, 19:01
            Jednak czytając wasze posty, a w szczególności odnosząc się do tego co napisała
            > tully
            > "nie jestes bezwolna ofiara, masz prawo wyboru, za to brak prawa do pretensji,
            > ze sobie cos dalas zrobic. "
            > pozwolę sobie zaprotestować - agnes MASZ PRAWO DO PRETENSJI tak jak do popełni
            > ania błędów !

            Myslesz, ze to co pisze, to jakies teorie wydumane na sofie przed kominkiem? Niestety, ja na wlasnym przykladzie wiem, ze mozna sie zgodzic byc ofiara i mozna sie nie zgodzic. ze jest mozliwosc wyboru - nawet jesli trudna - ja zostalam ofiara w czasie, gdy mialam zaostrzenie depresji. Tylko wiesz co, nie poddalam sie, choc musialam czekac prawie rok zanim moglam zaczac brac leki - karmienie piersia - to jednak wrocilam do normy, a wraz ze mna do normy wrocil moj zwiazek.

            A teraz troche o zdrowym rozsadku - nikt z nas nie wsiada do samochodu nie majac prawa jazdy i nie lapie sie za robienie ciasta bez przepisu - chocby takiego zapisanego od 15 lat w glowie. Ale kazdy z nas zabiera sie do tworzenia zwiazku, nie majac pojecia, co konstytuuje dobry zwiazek i nie poswieciwszy tej kwestii ani odrobiny refleksji. Czy oprocz romantycznych wizji wiem, czego oczekuje od partnera? Co nam do zaoferowania? Jak role chce przyjac?
            Niektorzy z nas mieli to szczescie, ze dowiedzieli sie od rodzicow - teoretycznie, albo praktycznie - jak powinien wygladac zwiazek. Ja nie mialam - moja matka nigdy nie zaoferowala mi zadnej wiedzy, a co do doswiadczenia, to przez 40 lat obserwowania zwiazku moich rodzicow wiem jedno - ze istnieje milosc ktora wszystko zwycieza i ze moj ojciec jest swiety ;-P.
            Tym niemniej, nie jestesmy zdani na obserwacje i wiedze przekazywana ustnie. Istnieje caly szereg wartosciowych pozycji z roznych nurtow, pokazujacych jak tworzyc szczeesliwe zwiazki, kazdy znajdzie cos spojnego ze swoim swiatopogladem. Wystarczy chciec. Sa terapie, warsztaty i podobno rowniez nauki przedmalzenskie bywaja wartosciowe - ja nie wiem, bo nigdy nie uczestniczylam.

            Wiec nie dziw sie,z e trace cierpliwosc, gdy po raz kolejny czytam, ze on zwala na mnie cala robote, a ja ja robie. Bo mi tez zdaarza sie czasami robic cos wiecej niz polowa - ale to moj wybor, moj dar dla rodziny, z powodu ktorego nie czuje sie meczennica. Nie wypisuje na forum - juz nie - ze ja zrobilam to czy tamto dla nich, a oni mnie nie docenili. Robie to, co uwazam ze sluszne, a nagroda jest wlasnie poczucie, ze robie to co trzeba. gdy czuje, ze cos wykracza poza moje checi czy poczucie obowiazku - nie robie.

            Dzis chlop jest w pracy, ja w domu z dzieciakami, jak wroci, podgrzeje i podam mu obiad. Jutro wlasnie w porze szykowania obiadu wybede na gym i do sauny i oczekuje podania pod nos obiadu wszystkim przez chlopa. ot normalne zycie, gdzie nawzajem sie o siebie troszczymy. nawzajem.
            • alannda Re: filozoficznie 04.12.10, 22:29
              Otoz to! Podpisuje sie pod tym co napisala tully.makker obiema rekami. Gdy ja przez dwa lata nie pracowalam zawodowo tylko zajmowalam sie dzieckiem to i sprzatalam i gotowalam, podawalam, zmywalam i nie czulam sie przez to wykorzystywana. Ale jak mialam lenia albo wnerw, czy to z powodu zabkowania czy zwyklego marudzenia i dzwonilam do chlopa z wiadomoscia, ze dzis obiadu nie bedzie to tez problemu nie bylo, zrobil jak przyszedl, albo kupil po drodze cos gotowego. A teraz kiedy wrocilam do pracy, obiad gotuje ten, kto wraca do domu pierwszy. Jak sie uczylam do egzaminow, to w domu nie robilam praktycznie nic. A jak on ma pilna prace i wraca po nocy to znowu robie wszystko. Sa rzeczy, ktore zawsze robie tylko ja (jak prasowanie) i takie ktorych sie nie tkne, bo nie lubie (jak mycie samochoduwink. Jakos sobie nie wyobrazam rownego podzialu obowiazkow dokladnie po pol. Staramy sie uzupelniac i tyle. A, i na naukach przedmalzenskich tez nie bylamwink)
            • edw-ina Re: filozoficznie 04.12.10, 23:07
              Mnie nieodmiennie śmieszą pewne absurdy. Np. - każdy człowiek zdolny do reprodukcji może sobie strzelić dziecko i jest git. Nikt nie sprawdza, czy ma dochody, jest odpowiedzialny, ma warunki itp. Po prostu może. Ale człowiek, który chciałby adoptować musi spełnić setki wymogów i prześwietlą go na tysiąc sposób. Tak samo jest powiredzmy z prawem jazdy i małżeństwem. Jeśli chcę prowadzić samochód muszę mieć odpowiednią ilość lat, przejść kurs, badania lekarskie, zdać egzamin. Żeby zostać żoną wystarczy, że mam wiek i człek, z którym chcę się związać powie tak. Jesteśmy zobligowani do przygotowania się do wszystkiego, ale nie do najważniejszych decyzji w naszym życiu.
          • ojczymc Re: filozoficznie 05.12.10, 07:23

            > Szczególne pozdrowienia dla naszych panów.
            > Mój M uważna, że jesteście kryptokobietami smile
            Dziękuję za pozdrowienia,z kryptokobietą mam tylko związany znak zodiaku smile).Niektóre posty wołają o pomstę do nieba,inne opisują,że jak się chce to można dojść do porozumienia.Chciałbym tylko przypomnieć o czymś takim jak ASERTYWNOŚĆ,pozdROWER smile)
    • zonka77 Re: poczucie winy, bo nie chce "obgotowywac" syno 06.12.10, 12:50
      W życiu - ale to w życiu nie obsługiwałabym 3 dorosłych facetów. Po moim trupie. No niesamowite - dorosłe chłopaki rozwaleni na kanapie i przed kompem a ty zasuwasz w kuchni sama...Ale taka jest prawda że masz to na co się zgodziłaś. Nie chcesz tego mieć - nie rób tak! Nie i koniec. NAPRAWDĘ to nie powinno tak wyglądać!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka