Dodaj do ulubionych

Witam się i od razu z pytaniem...

20.07.14, 22:29

Obserwuj wątek
    • kinga2110 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 20.07.14, 22:59
      Witam. Jestem mama samodzielną dwójki dzieciaków i od jakiegoś czasu powiedzmy związana z facetem, który ma dziecko. Nasze dzieci jeszcze nie wiedzą , że nasza przyjaźń, koleżeństwo to coś więcej....ja do końca nie jestem przekonana, że może uda nam się być razem tak normalnie, w sumie to jestem bardziej na nie, ale może to ja troche wyolbrzymiam problemy. Już dawno chciałam napisać tu na forum, żeby poznać zdanie postronnych osób, bo mileiśmy już pare spięć związane z dziećmi . Ale w tej chwili nie pamiętam tych poprzednich spraw, natomiast dręczy mnie dzisiejszy dzień.
      Rok czy póltora roku temu jak jeszcze nic między nami nie było, ja byłam jeszcze w małżeństwie kolegowalismy się i zdarzało nam się czasem wybrać gdzieś razem z dziećmi np do parku, na festyn w szkole, mecz chłopaków (młodszy chodzi z synem NM do klasy i treningi piłki nożnej). Natomiast od czasu jak zaczęliśmy być bliżej ze sobą (ponad pół roku) to dzisiaj pierwszy raz wybraliśmy się razem.
      I sedno: wkurzyło mnie, że jadąc jego autem , jego syn siedział z przodu, natomiast ja z tyłu z moimi dzieciakami. Nie wiem czy robie z dupy problem, ale wydaje mi się, ze jako osoba dorosła ja powinnam siedzieć z przodu, a dzieci razem z tyłu. Może to głupota, ale poczułam się potraktowana jak osoba gorsza i że mi ktos łache robi, że mnie z dziećmi na tą wycieczke zabrał. Dobrze, że nas w bagażniku nie zamknął big_grin Tym bardziej jest to dla mnie dziwne, że jadąc gdzieś bliżej nigdy nie było zastanawiania się i siedziałam normalnie z przodu. Dla mnie to było takie pokazanie gdzie stoje w szeregu,,,, kurde nie wiem sama, bo niby nic takiego, a jednak.
      Druga sprawa jego syn zaczepiał mojego na karuzeli (kopał go) on wogóle nie zareagował dopóki nie zwróciłam mu uwagi. Już było wcześniej wiele takich sytuacji, że oni się kłocą strasznie , w szkole, na treningach. Oni oboje to takie ziółka, jeden i drugi lubi zaczepić, podogryzać, tylko najczęściej kończy się , ze mój obrywa, bo tamten większy i silniejszy. A jego rodzice czyli NM i jego była jeszcze utwierdzają go w przekonaniu , ze jest najwspanialszy i wogóle pępek świata. Wystarczy, że młody powie , ze to jego ktoś zaczepił , a on sie tylko bronił i oni mu wierzą zawsze, a on na tym bazuje. Nie powiem, że by to było złe dziecko, bo jak ze mną sam i moimi dziećmi to jest bardzo grzeczny i ja go lubie. Mój zresztą też świety nie jest, ale ja nie jestem zapatrzona w niego jak w obrazek. Nie chce się za bardzo rozpisywać , bo mogłabym zanudzić smile chcociaż pewnie jak mam już dostęp do tego forum to napewno coś naskrobie smile.
      Pytanie: czy przesadzam z tym rozmieszczeniem miejsc w samochodzie ? Olać, bo to głupstwo czy jednak mam prawo mieć jakiś żal?
      Pozdrawiam wszytskie macoszki
      • karolana Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 08:07
        > Pytanie: czy przesadzam z tym rozmieszczeniem miejsc w samochodzie ? Olać, bo to głupstwo czy jednak mam prawo mieć jakiś żal?

        Nie rozumiem, naprawdę.
        Siedziałaś z tyłu ze SWOIMI dziećmi "poczułam się potraktowana jak osoba gorsza i że mi ktos łache robi, że mnie z dziećmi na tą wycieczke zabrał. Dobrze, że nas w bagażniku nie zamknął big_grin "
        Halooo! W jakim bagażniku? Samochód ma standardowo miejsca z przodu i z tyłu, żadne nie jest "lepsze" ani "gorsze", po prostu taka budowa auta.
        Może syn go prosił o możliwość jazdy z przodu? Dla dzieciaków to frajda.
        Dzieci mojego chłopa też często chcą jechać z przodu i czasem ląduję z tyłu, zwłaszcza jak mnie z pracy odbierają. Też mam focha strzelić, że dobrze, że mnie w bagażniku nie zamknął?
        Co do bójek między chłopcami, może on wyznaje zasadę, że dopóki krew się nie leje, niech załatwią między sobą? Czasami wtrącanie się dorosłych przynosi odwrotny skutek.

        > Wystarczy, że młody powie , ze to jego ktoś zaczepił , a on sie tylko bronił i oni mu wierzą zawsze, a on na tym bazuje.

        A jak Twoje dziecko tak mówi, to mu nie wierzysz?

        > Mój zresztą też świety nie jest, ale ja nie jestem zapatrzona w niego jak w obrazek

        Z całym szacunkiem, ale to inni mogą to ocenić, nie Ty.

        Generalnie wszystko do obgadania z facetem, bez robienia problemu.
        Wystarczyło powiedzieć, że dzieci jadą z tyłu, a z przodu jest miejsce dla dorosłych, wystarczyło porozmawiać na temat bójek chłopaków, zapytać jak możecie wspólnie, jako rodzice, rozwiązać ten problem żeby nie eskalował.
        Dowiedzieć się jaki jest jego punkt widzenia, przedstawić na spokojnie swój.
        Na ten moment, z tego, co piszesz, niewiele Was łączy. Więc nie ma ciśnienia, prawda?
        • niezlamacocha Re: Witam siê i od razu z pytaniem... 21.07.14, 09:33
          Wydaje mi się, że wiem o czym piszesz i co masz na myśli. Poprzez siedzenie w samochodzie próbujesz trochę określić hierarchię ważności, czyż nie?
          Nawet jeśli w Twoim świecie jest tak, że te "ważniejsze osoby" siedzą z przodu, to wydaje mi się, że syn był akurat w tej sytuacji właściwą osobą na właściwym miejscu.
          Nie ma przecież takiej zasady, że to dorośli powinni siedzieć z przodu a dzieci z tyłu.
          Tak jak pisze karolana - sama znam przypadki dzieci, zwłaszcza chłopców, którzy korzystają z każdej okazji, aby pojechać z przodu (sympatia do aut, aspirowanie do dorosłości, albo both smile ).
          Moim zdaniem sprawa jest błaha.
          Jeśli Wasza znajomość będzie się toczyła dalej i w końcu zostaniecie parą - codzienne wyzwania życiowe w patchworkowej rodzinie z trójką dzieci będą zdecydowanie bardziej istotne i jeśli nie będziesz w stanie przejść do porządku dziennego z "takimi" rzeczami, inne mogą okazać się nie do przejścia.
          • karolana Re: Witam siê i od razu z pytaniem... 21.07.14, 09:50
            niezlamacocha napisała:
            > Nawet jeśli w Twoim świecie jest tak, że te "ważniejsze osoby" siedzą z przodu,
            > to wydaje mi się, że syn był akurat w tej sytuacji właściwą osobą na właściwym
            > miejscu.

            A ja przewrotnie napiszę, że siedzenie z tyłu jest przejawem bycia "ważniejszym" smile
            Siedzenie z tyłu jest bezpieczniejsze, dlatego są przepisy mówiące od jakiego momentu można siedzieć z przodu, gdyż życie dzieci chronione jest bardziej.
            Zatem jeśli facet celowo posadził autorkę z tyłu, to może chciał ją chronić jako osobę "ważniejszą"?
            To oczywiście abstrakcyjne dywagacje, ale... wink
            • niezlamacocha Re: Witam siê i od razu z pytaniem... 21.07.14, 10:18
              Otóż to smile
              Staram się nie dywagować od jakiegoś czasu, a kiedy zaczynam to robić - staram się kontrolować. Głównie dlatego, że nigdy tak naprawdę nie wiem jakie motywy działania kierują drugim człowiekiem. Kiedy ja wymyślę 4 scenariusze, okazuje się, że prawdą jest wersja numer 5, o której nigdy bym nie pomyślała (np taka z bezpieczeństwem siedzenia z tyłu).
              Dlatego pytać warto oraz rozmawiać oraz rozwiewać ewentualne wątpliwości u źródła.
      • edw-ina Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 11:19
        Kobito, przesadzasz i to ostro. Z takim nastawieniem żadnego związku nie stworzysz i to z nikim. Naprawdę. Po kolei:

        I sedno: wkurzyło mnie, że jadąc jego autem , jego syn siedział z przodu, natom
        > iast ja z tyłu z moimi dzieciakami. Nie wiem czy robie z dupy problem, ale wyda
        > je mi się, ze jako osoba dorosła ja powinnam siedzieć z przodu, a dzieci razem
        > z tyłu. Może to głupota, ale poczułam się potraktowana jak osoba gorsza i że m
        > i ktos łache robi, że mnie z dziećmi na tą wycieczke zabrał. Dobrze, że nas w b
        > agażniku nie zamknął big_grin Tym bardziej jest to dla mnie dziwne, że jadąc gdzieś b
        > liżej nigdy nie było zastanawiania się i siedziałam normalnie z przodu. Dla mni
        > e to było takie pokazanie gdzie stoje w szeregu,,,, kurde nie wiem sama, bo nib
        > y nic takiego, a jednak.

        - nosz babo...., chcesz siedzieć z przodu to zwyczajnie o tym powiedz: może dzieci usiądą razem z tyłu? A jeśli jest tak, że przyjeżdżają po ciebie i np. chłopak już siedzi z przodu, to co, należy zmusić go by się przesiadł? Dorosła jesteś i chcesz z dzieckiem rywalizować o jego potrzebę "dorosłości" i bycia ważnym? I jeszcze przeżywasz przez to tak wielkie emocje?

        - A jego rodzice czyli NM i jego była
        > jeszcze utwierdzają go w przekonaniu , ze jest najwspanialszy i wogóle pępek ś
        > wiata.
        - nie przekonujesz swoich dzieci, że są najwspanialsze i najlepsze na świecie? Bo ja średnio 100 razy dziennie. I pewnie większość rodziców również. To naturalny odruch. Dla każdego rodzica jego dziecko jest pępkiem świata.


        Oni oboje to takie ziół
        > ka, jeden i drugi lubi zaczepić, podogryzać, tylko najczęściej kończy się , ze
        > mój obrywa, bo tamten większy i silniejszy.

        - a nie sądzisz, że oni mogą się kłócić m.in. dlatego, że nie kumają sytuacji? I w ich odczuciu rodzic tego drugiego zabiera mu jego rodzica? Skoro spotykaliście się przed rozwodem, to w ich mniemaniu do rozwodu mogło dojść przez wasze spotkania. Całkiem poważnie to napisałam. Dzieci są bardzo spostrzegawcze i potrafią analizować. Mnie kiedyś wcięło całkowicie, jak starszy M odpowiedział na pytanie młodszego, dlaczego rodzice się rozstali: do mamy przychodził inny facet, nie pamiętasz, bo byłeś za mały. A on sam miał wówczas 5 lat, więc pojmował znacznie mniej niż wasze dzieci.

        Usiądźcie z dziećmi i porozmawiajcie z nimi otwarcie. Co się wydarzyło, skąd rozwód, jak wygląda wasza znajomość. To może rozluźnić sytuację i złagodzić napięcie pomiędzy chłopcami. A ty sama popracuj nad poczuciem własnej wartości bo doprawdy takie emocje w związku z tym kto i gdzie siedzi w samochodzie to już problem twój i twojego poczucia wartości.


        • kinga2110 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 17:02
          nosz babo...., chcesz siedzieć z przodu to zwyczajnie o tym powiedz: może dzi
          > eci usiądą razem z tyłu? A jeśli jest tak, że przyjeżdżają po ciebie i np. chło
          > pak już siedzi z przodu, to co, należy zmusić go by się przesiadł? Dorosła jest
          > eś i chcesz z dzieckiem rywalizować o jego potrzebę "dorosłości" i bycia ważnym
          > ? I jeszcze przeżywasz przez to tak wielkie emocje?
          >
          On już dzień wczesniej powiedział mi, że jego syn będzie siedział z przodu. Powiedziałam, że mi się to nie podoba i , że uważam, że dzieci powinny z tyłu siedzieć razem. A tu przychodze, młody juz siedzi z przodu no to się nie odezwałam, ale odczułam to tak, że on chciał jakby pokazać mi, że nie mam nic do gadania. Szczególnie, że w tamtym roku jak spotykał się z inną dziewczyną i jechali z młodym na basen, to wtedy jakoś nie musiał siedzieć z przodu. Może zadziała u mnie tez jakaś zazdrość.
          Dzisiaj wiem, że trochę przesadziłam, bo sama siebie nakręcam, ale takie niby głupotki dają do myślenia czy warto się angażować. Może nie jestem gotowa na związek jeszcze, może faktycznie po przejściach w małżeństwie nie będę umiała stworzyć go z nikim, boje się tego, bo nie umiem żyć sama. Dlatego pisałam, że jestem bardziej na nie, bo mam właśnie za dużo wątpliwości . Dlatego nie mówie jeszcze dzieciom, bo póki nie będę pewna to po co mam im mieszać w głowach.
          • litera29 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 23.07.14, 13:27

            > On już dzień wczesniej powiedział mi, że jego syn będzie siedział z przodu. Pow
            > iedziałam, że mi się to nie podoba i , że uważam, że dzieci powinny z tyłu sied
            > zieć razem. A tu przychodze, młody juz siedzi z przodu no to się nie odezwałam,
            > ale odczułam to tak, że on chciał jakby pokazać mi, że nie mam nic do gadania.

            ............................................
            Pewnie młody zawsze jeździł z tatusiem z przodu, dlatego chciał mu pokazać,że między nim a synem niewiele się zmieniło, odkąd związał się z Tobą. Jednak rozumiem Cię i Twoje obawy, tym bardziej,że rozmawiałaś z nim o tym dzień wcześniej. Osobiście też uważam,że dzieciaki siedzą z tyłu, dorośli z przudu, u mnie nie ma innej opcji, chyba,że mój M jedzie sam z synem. Dlaczego?Bo zaraz wszystkie dzieciaki będą chciały jechać z przodu i które dostanie pozwolenie, a które go nie dostanie?
            Możesz tez zabrać swojego M na wycieczkę - Ty jako kierowca, jedna z Twoich pociech z przodu, a Twój M ze swoim synem i jednym Twoim niech się gniotą z tyły...i wybierz dłuuugą trasęwinksmile
          • chalsia Re: Witam się i od razu z pytaniem... 28.07.14, 00:24
            > Może nie jestem gotowa na zwi
            > ązek jeszcze, może faktycznie po przejściach w małżeństwie nie będę umiała stwo
            > rzyć go z nikim, boje się tego, bo nie umiem żyć sama.

            nie zbudujesz trwałego satysfakcjonującego związku, dopóki nie nauczysz się żyć sama
        • liz-beauty Re: Witam się i od razu z pytaniem... 22.07.14, 08:22

          >
          > - nosz babo...., chcesz siedzieć z przodu to zwyczajnie o tym powiedz: może dzi
          > eci usiądą razem z tyłu? A jeśli jest tak, że przyjeżdżają po ciebie i np. chło
          > pak już siedzi z przodu, to co, należy zmusić go by się przesiadł? Dorosła jest
          > eś i chcesz z dzieckiem rywalizować o jego potrzebę "dorosłości" i bycia ważnym
          > ? I jeszcze przeżywasz przez to tak wielkie emocje?

          Alez Edwino, Ty sama tez przezywalas wielkie emocje z powodow, ktore dla kogos postronnego moga wydawac sie blahe: a to ktorys chlopak M nie zauwazyl, ze nie masz gdzie polozyc niemowlecia, a to nastolatek nieladnie sie odezwal... Dla kogos, kto spedza duzo czasu z nastolatkami, takie ich zachowania, choc oczywiscie nieprzyjemne dla nas, sa normalne.
          Nie wiem ile lat ma chlopak posadzony z przodu. Ale wiem na pewno, ze poczulabym sie zle, gdyby facet nie zapytal mnie, gdzie chce usiasc w samochodzie. W koncu w tej sytuacji autorka watku byla gosciem i zdaje sie, jedyna kobieta uczestniczaca w wycieczce.
          Co do bojek dzieciecych nie wypowiadam sie. Nie wiem ile lat maja chlopcy i trudno stwierdzic, kto z rodzicow "przesadza". wink Ja mojemu synowi nie pozwalam na agresywne zachowania wobec innych dzieci, ale on ma dwa i pol roku, wiec to na razie nie takie trudne: lapie jego reke, przytulam "skrzywdzone" dziecko, kaze przeprosic, jakby co. Ale co bedzie w przedszkolu, szkole? Nie wiem, czas pokaze.
          • kinga2110 Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 22.07.14, 09:13

            Maja po 9 lat. MĂłj drugi 12. Z tym starszym mlody nie ma problemu , nie zaczepia go i nie dokucza. Ale on ogolnie z nikim sie nie kĹ?Ăłci, oprocz swojego osobistego brata smile Kinga
            • kinga2110 Re: Witam siĂ?? i od razu z pytaniem... 22.07.14, 09:14

      • mozambique Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 13:31
        co do miejsc = akurat miejsca w samochodzie z tylu statystycznie są najbezpieczniejsze
      • wrednabeksa Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 13:55
        Wygląda na to że jako jedna Cię rozumiem, i to w obu kwestiach.
        Jeśli chodzi o jazdę samochodem to (w moim odczuciu) zostaliście zaproszeni do samochodu jako goście a usadzeni z tyłu jak dodatek do wycieczki (ja wiem ze miejsce z tyku, a zwłaszcza po prawej stronie z tyłu jest ważniejsze ale to z przodu jest zwyczajnie ciekawsze). Pan ani nie zapytał kobiety którą zaprosił do swojego samochodu jakie miejsce wybiera, ani nie wziął pod uwagę żadnego z zaproszonych dzieci jako towarzysza na przednim siedzeniu – tylko jego syn miał prawo wyboru. Poza tym jak rozumiem jesteście jeszcze w „okresie godowym” (przepraszam za określenie jeśli kogoś uraziło) i ten mężczyzna starający się o Twoje względy kompletnie nie zainteresował się Twoimi oczekiwaniami – to może być ostrzeżeniem że jak zacznie się normalne codzienne wspólne życie to bardzo mało uwagi będzie poświęcać Twojemu samopoczuciu.
        W kwestii zwracania uwagi synowi na jego zachowanie, to pomijając kwestię wmawiania młodemu że jest ideałem i wybaczania mu wszystkiego (bo to są Twoje subiektywne odczucia – choć mogą być trafne), to jednak fakt że ojciec nie zwraca uwagi na złe zachowanie swojego syna jest alarmująca (no bo kto ma powstrzymywać dziecko przed złym zachowaniem – ktoś obcy?).
        Moim zdaniem powinnaś z tym mężczyzną porozmawiać. Spróbować spokojnie przekazać mu swój punkt widzenia. Powiedzieć że oczekujesz że oczekiwania wszystkich będą brane pod uwagę, także przecież i Twoje dzieci mogą chcieć czasem usiąść na przednim siedzeniu (myślę że można dać jako dobry przykład że pewnie nie chce żebyś na wspólne posiłki przygotowywała tylko to co lubią Twoje dzieci, nie pytając nawet o potrzeby jego czy jego syna). Powiedzieć że każde z rodziców powinno wychowywać swoje dziecko i za zachowanie swoich dzieci wobec innych reagować. Spróbuj, może on tego nie widzi (a mężczyźni wielu rzeczy nie widzą i póki im się nie pokaże to sami nie zauważą). Natomiast jeśli nie zrozumie to się nad tym związkiem dobrze zastanów, bo czy to on będzie nieprzemakalny, czy Ty nie masz umiejętności przekazywania, to przyszłość może nie być różowa.
        • karolana Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 15:16
          wrednabeksa napisała:
          > to jednak fakt że ojciec nie zwraca uwagi na złe zachowanie swojego syna jest alarmująca (no bo kto ma powstrzymywać dziecko przed złym zachowaniem – ktoś obcy?).

          A skąd wniosek, że on nie zwraca uwagi? Może zwraca, tylko w przeciwieństwie do matki, która jest bardzo często przewrażliwiona, ma inną granicę ingerencji?
          Kobiety mają skłonność do zbytniego wyręczania i niańczenia dzieci.
          Ja mam podobnie. Jak słyszę, że ktoś "moje dziecko męczy", mam ochotę rozszarpać tchawicę. I to wcale nie oznacza, że dziecko jest faktycznie krzywdzone. Po prostu syndrom kwoki wink Mój facet ma o wiele zdrowsze podejście, którego ja ciut nabyłam, choć daleko mi do jego opanowania. I wcale nie oznacza to, że on nie widzi, nie obserwuje. Widzi i obserwuje, jedynie ingeruje wtedy, kiedy on uzna, że należy.
          Tutaj mamy też element konkurencji (moje dzieci vs twoje dziecko) co już w jednym poście wychodzi.
          Poza tym autorka sama pisze "ja do końca nie jestem przekonana, że może uda nam się być razem tak normalnie, w sumie to jestem bardziej na nie"
          No to facet ma stawiać kobietę, z-którą-być-może-ewentualnie-się-zwiąże-choć-niekoniecznie-bo-ona-jednak-bardziej-na-nie ponad swojego syna? A czy autorka stawia tego faceta ponad własne dzieci? Jakoś nie sądzę...
        • kinga2110 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 17:21
          Pan ani nie zapytał kobiety którą zaprosił do s
          > wojego samochodu jakie miejsce wybiera, ani nie wziął pod uwagę żadnego z zapro
          > szonych dzieci jako towarzysza na przednim siedzeniu – tylko jego syn mia
          > ł prawo wyboru. Poza tym jak rozumiem jesteście jeszcze w „okresie godowy
          > m” (przepraszam za określenie jeśli kogoś uraziło) i ten mężczyzna staraj
          > ący się o Twoje względy kompletnie nie zainteresował się Twoimi oczekiwaniami &
          > #8211; to może być ostrzeżeniem że jak zacznie się normalne codzienne wspólne ż
          > ycie to bardzo mało uwagi będzie poświęcać Twojemu samopoczuciu.

          O to mi właśnie chodziło. Bo tak naprawde nie chodzi o głupie miejsce, ale co on tym chciał przekazać: moje dziecko jest najwazniejsze, a wy siedźcie cicho z tyłu i się cieszcie , że was zabrałem. No kurde tak to odebrałam. Oczywiscie wiadomo, że dla niego jego syn jest najważniejszy, tak jak dla mnie moje dzieci. Ale ja jak oni są w trójke staram się być sprawiedliwa i nie faworyzuje żadnego z dzieci.
          > W kwestii zwracania uwagi synowi na jego zachowanie, to pomijając kwestię wmawi
          > ania młodemu że jest ideałem i wybaczania mu wszystkiego (bo to są Twoje subiek
          > tywne odczucia – choć mogą być trafne), to jednak fakt że ojciec nie zwra
          > ca uwagi na złe zachowanie swojego syna jest alarmująca (no bo kto ma powstrzym
          > ywać dziecko przed złym zachowaniem – ktoś obcy?).
          Parę miesięcy temu spotkałam się z mamą młodego i opowiadała mi, że ma problem z jednym chłopcem w szkole i jego matka dzwoniła do niej z pretensjami. Ona nie zareagowała, powiedziała dokładnie to co napisała Karolana: póki się krew nie leje, to ja się nie wtrącam. Bo młodego wszyscy zaczepiają , a on się tylko broni.
          Miesiąc później młody dusił mojego syna w klasie. Zostali wezwani do szkoły, do pedagoga, od pedagoga do psychologa. Wychowawczyni była przerażona, bo mój syn nie mógł złapać oddechu. Wtedy dopiero była reakcja z ich strony. Ale nadal była gadka, że wszyscy go zaczepiają, a on tylko się broni.
          Wczoraj sami na własne oczy widzieliśmy jak to on kopał mojego na karuzeli. Zeszli z niej i mój podleciał do niego i też go kopnął. tamten wstał i do niego znowu więc go przytrzymałam. NM go opieprzył, za kare nie kupił lodów, ale do mojego powiedział: po co go kopiesz, jak on ci odda mocniej. Ale soooryy to tamtem ewidentnie zaczął, mój chciał mu oddać, bo też sobie nie pozwoli.
          Było mnóstwo takich sytuacji, w szkole, na polu. A i on jak i jego była dają jakby przyzwolenie. Niby ma kare, ale tak naprawde cały czas wzbudzają w nim takie poczucie, że on jest najsilniejszy i wszyscy powinni się go bać.
        • litera29 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 23.07.14, 13:34
          wrednabeksa napisała:

          Pan ani nie zapytał kobiety którą zaprosił do swojego samochodu jakie miejsce wybiera, ani nie wziął pod uwagę żadnego z zaproszonych dzieci jako towarzysza na przednim siedzeniu – tylko jego syn miał prawo wyboru. Poza tym jak rozumiem jesteście jeszcze w „okresie godowy i ten mężczyzna starający się o Twoje względy kompletnie nie zainteresował się Twoimi oczekiwaniami; to może być ostrzeżeniem że jak zacznie się normalne codzienne wspólne życie to bardzo mało uwagi będzie poświęcać Twojemu samopoczuciu.
          ....................................................................
          Zgadzam się!

          > fakt że ojciec nie zwraca uwagi na złe zachowanie swojego syna jest alarmująca (no bo kto ma powstrzymywać dziecko przed złym zachowaniem – ktoś obcy?).
          ..................................................................
          Zgadzam się!

      • gzubk Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 19:56
        "Druga sprawa jego syn zaczepiał mojego na karuzeli (kopał go) on wogóle nie zareagował dopóki nie zwróciłam mu uwagi. Już było wcześniej wiele takich sytuacji, że oni się kłocą strasznie , w szkole, na treningach. Oni oboje to takie ziółka, jeden i drugi lubi zaczepić, podogryzać, tylko najczęściej kończy się , ze mój obrywa, bo tamten większy i silniejszy."

        ja bym się najbardziej tego bała
        w przyszłości tego nie ogarniecie, każdy będzie bronił swojego
        jak oni się tak teraz kłócą to w przyjaźń się to nie obróci

        moja córka i pasierbica mają swoje gorsze momenty, dużo nam zajęło (książki, konsultacje z ekspertami) żeby się przestać wtrącać ale i tak często ktoś pęknie i zajmie stronę swojego dziecka
        i to jest mega męczące - i właściwie jest to jedyny powód naszych sprzeczek obecnie
      • altz Re: Witam się i od razu z pytaniem... 21.07.14, 21:41
        Daj spokój facetowi, kup sobie chomika! smile
        Kierowca ustala zasady bezpiecznej jazdy i do niego należy ostatnie słowo. Jeśli dzieci ze sobą rozrabiają, to rozdzielenie ich jest dobrym posunięciem.
        • wrednabeksa Re: Witam się i od razu z pytaniem... 22.07.14, 09:44
          Kierowca liczący się z zasadami bezpiecznej jazdy, raczej wziąłby na przednie siedzenie 12-latka (starszy syn Kingi). Natomiast kierowca liczący się z zasadami dobrego wychowania powiedziałby o swoich „bezpiecznych” przemyśleniach zaproszonej do swojego pojazdu kobiecie. Co do jednego masz rację – z chomika to ona będzie miała chyba większy pożytek niż z tego „dżentelmena”.
          • karolana Re: Witam się i od razu z pytaniem... 22.07.14, 10:07
            Wrednabeksa, skoro biją się młodsi to rozdzielenie ich nie jest głupim pomysłem.
            Ale sądzę, że problem jest sztucznie rozdmuchany, a autorka powinna pogadać z facetem szczerze i otwarcie.
            • edw-ina Re: Witam się i od razu z pytaniem... 22.07.14, 11:37
              Oczywiście, że problem jest sztucznie rozdmuchiwany. Jest wręcz na granicy paranoi.
          • litera29 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 23.07.14, 13:36
            wrednabeksa napisała:

            > Kierowca liczący się z zasadami bezpiecznej jazdy, raczej wziąłby na przednie s
            > iedzenie 12-latka (starszy syn Kingi). Natomiast kierowca liczący się z zasadam
            > i dobrego wychowania powiedziałby o swoich „bezpiecznych” przemyśle
            > niach zaproszonej do swojego pojazdu kobiecie. Co do jednego masz rację –
            > z chomika to ona będzie miała chyba większy pożytek niż z tego „dżentelm
            > ena”.
            ..........................................................
            hyhyhy...dosadna odpowiedź z którą muszę się zgodzić!

    • sofija_biala Re: Witam się i od razu z pytaniem... 22.07.14, 10:48
      Tobie się nie chce, jemu się nie chce.
      Dajcie sobie spokój ze związkiem.
    • proszepani13 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 23.07.14, 11:05
      Częściowo Cię rozumiem, ale też trochę przesadzasz.
      Temat miejsca w samochodzie zawsze wywołuje u mnie uśmiech na twarzy, bo sama przerabiałam ten temat, ale trochę z innej perspektywy. Kwestia siedzienia w samochodzie jest bezdyskusyjna bo mam chorobę lokomocyjną i jazda z tyłu jest koszmarem, czasem dobrze czuję się tylko za kierownicą. Młoda natomiast miała okres wyrzucania mnie poza nawias podsiadaniem mnie w każdym możliwym miejscu - na krześle, kanapie, samochodzie, nawet spacerze przy którymś z boków PO. Ale dla niej miejsce w samochodzie z przodu było tym najważniejszym koło tatusia, na którym wcześniej mogła jeździć tylko mamusia, więc młoda wychodziła z domu pół godziny wcześniej żeby zająć miejsce. Rozwiązanie było takie, że bez słowa PO siadał z tyłu a ja za kierownicą. Mina młodej nie do podrobienia smile. Po kilku próbach siadała z tyłu bez dyskusji.
      Ale rozumiem o czym mówisz, to miały być wspólne wakacje, dwoje kochających się ludzi i dzieci. Dorośli z przodu a gromadka słodkich urwisów z tyłu niemal jak w reklamie samochodu. Ale sama napisałaś, że dzieci nie są wprowadzone w wasze tematy, nie wiedzą na czym stoją, wię dla nich oczywiste było raczej to, że jadą dwie rodziny. Jedna z przodu, druga z tyłu. Bo chyba Twoje dzieci były zadowolone, że siedzisz razem z nimi.
      A co do bijatyk to póki nie ma realnego zagrożenia życia, to nie wtrącamy się w ich porachunki. Twój młodszy, jak będzie miał dosyć, to chyba sam pójdzie do starszego i znim będzie się bawił.
      • 14anastazja Re: Witam się i od razu z pytaniem... 23.07.14, 15:42
        Ja po czesci rozumiem autorke watku. Tez przerobilam sytuacje miejsca a aucie i wcale nie jest to taka nadmuchana sprawa sad to jest mini sygnal ze nie bedzie tak prosto. U mnie tez sie od tego zaczelo. Miejsca z przodu sa dla rodzicow - jest to spolecznie przyjeta norma. Mi Mloda dawala tym sygnal ze to ona jest wazniejsza bo siedzi z przodu obok taty. Mi to na poczatku nie przeszkadzalo bo nie sadzilam ze to pierwszy znak... Siedziala to siedziala. W sumie mialam to gdzies ale potem takich sytuacji bylo coraz wiecej sad oszalamiajaca kiedy to w Walentynki Mloda wyladowala z nami przy stole - to tez jeszcze bylo dla mnie norma wtedy, zero problemu z tego powodu. I nagle uslyszalam ze to juz rok jak ONI mnie przygarneli O!? I wtedy dotarl do mnie problem...
        Myslez ze jest tak iz jedne z nas nadaja sie do takich zwiazkow a inne zwyczajnie nie sad
        Grunt by wiedziec to nim bedzie za pozno...
        • niezlamacocha Re: Witam siê i od razu z pytaniem... 23.07.14, 15:50
          14anastazja napisa³cryinga):

          I nagle uslyszalam ze to juz rok jak ONI
          > mnie przygarneli O!? I wtedy dotarl do mnie problem...

          Facet Ci powiedział, że razem z córką Cię przygarnęli, czy to jakaś przenośnia a ja nie rozumiem czegoś??
          • 14anastazja Re: Witam siê i od razu z pytaniem... 23.07.14, 15:54
            To byl wrecz cytat smile wtedy jeszcze probowalam tlumaczyc sobie ze zawsze byli tylko razem mloda i on...ale... Nic to nie dalo sad
            • niezlamacocha Re: Witam siê i od razu z pytaniem... 23.07.14, 15:59
              14anastazja napisa³cryinga):

              > To byl wrecz cytat smile wtedy jeszcze probowalam tlumaczyc sobie ze zawsze byli t
              > ylko razem mloda i on...ale... Nic to nie dalo sad

              I Ty się na dziecko z mężczyzną, który mówi do Ciebie w ten sposób? Kurde ...
              Nie wiem, może to żart był jakiś, czy coś w kontekście rozmowy - ale nawet jeśli, to tekst wyjątkowo niesmaczny ...
        • 13monique_n Re: Witam się i od razu z pytaniem... 23.07.14, 16:28
          14anastazja napisał(a):
          > Myslez ze jest tak iz jedne z nas nadaja sie do takich zwiazkow a inne zwyczajn
          > ie nie sad
          > Grunt by wiedziec to nim bedzie za pozno...
          Dodam, że nie z każdym facetem (z dziećmi z poprzedniego związku) da się stworzyć nowy związek.
          Aaa - NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, by zmienić sytuację, w której się znalazłyśmy. Związek "by dziecko miało tatusia" jest pomyłką, której rozmiar może dotrzeć do człowieka, kiedy już naprawdę będzie za późno, bo będzie zgorzkniały kończyć życie... Trzymam kciuki za dobre decyzje!
          • kinga2110 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 02.08.14, 00:28
            Fajnie, że chociaż pare forumek mnie zrozumiało smile W tej chwili problem zapomniany , no taka głupotka, ale mam nadzieje, że nie jest to znak , że zawsze będę na straconej pozycji. Rozmawialiśmy sporo na ten temat,,, czas pokaże jak będzie dalej.
            13monique-n nie szukam zastępczego tatusia, bo moje dzieci mają ojca, może nie zbyt zaangażowanego, ale jest i zawsze będzie mam nadzieje. Ja chce partnera dla siebie, bo dzieci niedługo dorosną, wyfruną z domu.... ale póki co są i wystarczy mi , żeby sie lubili i szanowali.
            Chalsia ja wiem co znaczy być sama. Byłam całkowicie sama jakieś pół roku , właściwie nadal jestem jakby sama, bo na razie nasz związek nie jest oficjalny i np weekendy kiedy nie pracuje spędzam z dziećmi tylko. I wiem, że mi to nie odpowiada, chce mieć kogoś z kim mogę dzielić ten czas. Potrzebuje dorosłej osoby obok siebie.
            Chciałabym ,żeby to była właśnie ta osoba, która jest teraz koło mnie, która daje mi dużo wsparcia i miłości. Ale czy ogarniemy patchworek ...... nie wiem.
            • chalsia Re: Witam się i od razu z pytaniem... 03.08.14, 12:35
              > Chalsia ja wiem co znaczy być sama. Byłam całkowicie sama jakieś pół roku , wła
              > ściwie nadal jestem jakby sama, bo na razie nasz związek nie jest oficjalny i n
              > p weekendy kiedy nie pracuje spędzam z dziećmi tylko. I wiem, że mi to nie odpo
              > wiada, chce mieć kogoś z kim mogę dzielić ten czas. Potrzebuje dorosłej osoby
              > obok siebie.

              to normalne, że ludzie chcą z innymi ludźmi spędzać razem czas, dzielić się przezyciami, uczuciami - zwłaszcza z dorosłymi - bo ludzie to zwierzęta stadne i społeczne

              ale

              nie, nie masz pojęcia co to znaczy być samą, nie nauczyłaś się tego jeszcze
              baaa, Ty nawet załoby po rozpadzie małżeństwa nie przeżyłaś, skoro byłas sama JEDYNIE pół roku - wyszłas ze związku i natychmiast (bo pół roku w takiej sytuacji oznacza natychmiast - tym bardziej, że znałaś już aktualnego faceta wcześniej) weszłaś w nowy związek

              to, co napisalaś potwierdza (zwłaszcza w kwestii "oficjalności" związku - przecież to śmieszne i dziecinne jest), że nie zbudujesz trwałego satysfakcjonującego związku, dopóki nie nauczysz się żyć sama - a tego jeszcze nie umiesz ani nie nauczyłaś się czerpać z tego satysfakcji
              • 14anastazja Re: Witam się i od razu z pytaniem... 03.08.14, 13:33
                Chalsia brzmisz jak jakis poradnik. Napisz jasniej o co chodzi z ta nauka bycia sama... Albo daj namiar na ow poradnik wink
                • chalsia Re: Witam się i od razu z pytaniem... 03.08.14, 13:40

                  > Chalsia brzmisz jak jakis poradnik. Napisz jasniej o co chodzi z ta nauka bycia
                  > sama... Albo daj namiar na ow poradnik wink

                  autorka watku napisała "nie umiem żyć sama"
                  jedyna możliwośc by zmienić ten stan, to się nauczyć smile
                  czyli w pierwszym rzędzie DOŚWIADCZYĆ tego, a autorce całkowicie brak doświadczenia w byciu samą
                  • 14anastazja Re: Witam się i od razu z pytaniem... 03.08.14, 14:20
                    Chalsia ale my nigdy nie jestesmy sami. Od noworodka z rodzicami , dziadkami, siostrami , bracmi... Wiec po co nagle ta samotnosc?
                    • belzebubel Re: Witam się i od razu z pytaniem... 03.08.14, 14:36
                      uważam, że takie kategoryczne twierdzenia jak chalsi mogą byc po pierwsze nie sprawiedliwe, po drugie krzywdzące.
                      ps. ja też poczułabym się urażona siedzeniem z tyłu, tym bardziej jeśli wcześniej sygalizowałabym co i jak. Natomiast to, ze facet bardziej dba o odczucia syna niż partnerki, pokazuje, ze i on sobie nie radzi z byciem w związku w obliczu posiadanego potomstwa.
                      • edw-ina Re: Witam się i od razu z pytaniem... 03.08.14, 16:19
                        Ich dzieci nie wiedzą, że rodzice są parą, więc jakim cudem mają się podporządkować zasadom panującym w parach?
                      • karolana Re: Witam się i od razu z pytaniem... 03.08.14, 16:28
                        belzebubel napisała:

                        > uważam, że takie kategoryczne twierdzenia jak chalsi mogą byc po pierwsze nie
                        > sprawiedliwe, po drugie krzywdzące.
                        > ps. ja też poczułabym się urażona siedzeniem z tyłu, tym bardziej jeśli wcześni
                        > ej sygalizowałabym co i jak. Natomiast to, ze facet bardziej dba o odczucia syn
                        > a niż partnerki, pokazuje, ze i on sobie nie radzi z byciem w związku w obliczu
                        > posiadanego potomstwa.

                        Belzebubel tylko tam nie ma żadnego związku. Jest luźna relacja. Luźna głównie ze strony autorki.
                        Ona z jednej strony nie chce się angażować a z drugiej żąda bycia traktowaną jak partnerka życiowa.
                        To albo namy luźny układ bez zobowiązań, ale wtedy godzimy się być na którymś tam miejscu z kolei, albo chcemy być na pierwszym miejscu, ale to już trzeba zaakceptować zobowiązania wzajemne.
                        Tak przynajmniej uważam.
                        Poza tym Chalsia moim zdaniem ma rację, że autorka nie odbyła nawet żałoby po
                        małżeństwie. Pół roku z panem w tle to nie są warunki do uporządkowania siebie i swojego życia.
              • kinga2110 Re: Witam się i od razu z pytaniem... 04.08.14, 01:07
                A może najpierw określmy definicję samotności....bo dla każdego może to znaczyć coś innego. Ja byłam sama, tzn bez osoby najbliższej przez te pół roku. Jednocześnie było wokół mnie mnóstwo innych osób, koleżanek, kolegów, którzy byli zawsze na telefonie, z którymi mogłam się spotkać. Z rodziną to różnie, bo jakoś chęci żeby moimi dziećmi się zająć jak ja pracuje nie było za bardzo, ale w jakiejś kryzyzowej bardzo sytuacji mysle, że byłoby się do kogo zwrócić . Więc byłam samotna, czy nie w takiej sytuacji????
                Czy samotność oznacza, że mam się zamknąć w czterech ścianach , nie mieć kontaktu z innymi ludźmi???? Czy wtedy te pół roku to byłby dobry czas na zaczęcie czegoś innego??? Czy musi minąć rok, pięć lat... ile???? Czy wtedy będe gotowa stworzyć trwały, satysfakcjonujący związek???
                Żałoba po małżeństwie??? A cóż to takiego??? Rok w czarnych ciuchach i zero imprez??? No soory,,, ja się uwolniłam z małżeństwa,,,, cieszę się każdą chwilą kiedy tego człowieka nie ma obok mnie. Powinnam skakać z radości , a nie opłakiwać, bo nie mam czego. No może jedynie straconych lat i bałaganu w życiu dzieci.
                A teraz.... tak, boję się nowego związku, mam wiele wątpliwości, boję się zaangażować, wyolbrzymiam błache rzeczy. Bo kiedyś nie zwróciłam na to uwagi, na te błachostki z których z czasem powstały poważne problemy.
                Czy jeśli napisłabym tu na forum. Mam super faceta, ja mam dzieci, on ma dzieci, stworzymy razem super szczęśliwą rodzinkę, tak strasznie się kochamy, czy to byłoby mądre??? Nie patrze już teraz przez pryzmat miłości, staram się patrzeć rozsądnie, bo za dużo już w życiu błędów popełniłam, żeby je powtarzać.
                Przeczytałam chyba wszystkie wątki na macochach i każda z was wie, że to nie jest łatwe i przyjemne , każda z was miała taki czy inny problem i to czy któraś była sama przez pół roku czy przez 5 lat zanim poznała M nie gwarantuje spokoju w życiu.
                • kinga2110 Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 01:12

                  I tak nawiasem mĂłwiÄ?c mĂłj byĹ?y miaĹ? swojÄ? next dwa tygodnie po naszym rozstaniu. SÄ? razem do dzisiaj wink
                  • karolana Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 06:38
                    Kompletnie nie rozumiesz o czym jest mowa.
                    Żałoba po małżeństwie jest koniecznym etapem porządkowania swojej psychiki. Rozwód, czy Ci się to podoba czy nie, jest porazką. Fakt, że czujesz się zadowolona z jego przeprowadzenia nie zmienia tego, że jak sama napisałaś nasz za sobą stracone lata a dzieci mają bałagan w życiu.
                    Zostały popełnione błędy. Zarówno przez ex jak i przez Ciebie.
                    To że Twój ex związał się z kimś od razu po rozwodzie i jest z tą osobą do dziś nie oznacza że tworzą dobry i dojrzały związek.
                    Skoro przeczytałaś forum na pewno zauważyłaś wypowiedzi o tym że pakowanie się w związek z facetem świeżo po rozwodzie jest głupim pomysłem.
                    Po rozwodzie w psychice człowieka zostaje bałagan.
                    Trzeba najpierw posprzątać zanim zaprosi się kogoś do swojego życia.
                    Bo jeśli nie, ma się takie dylematy pt. nie jesteśmy w związku, nasze dzieci o niczym nie wiedzą ale ja się źle czuję z tym, że nie jestem traktowana jak jego partnerka.
                    Sama piszesz że nie potrafisz zaufać. To pokłosie rozwodu. A dokładniej tego co przed nim.
                    Dowiedz się najpierw czego chcesz, uporządkuj swoją psychikę, a potem bierz się za nowy związek. Tym bardziej że oboje macie dzieci.
                    • chalsia Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 09:43
                      > Żałoba po małżeństwie??? A cóż to takiego??? Rok w czarnych ciuchach i zero imprez??? No soory,,

                      po raz kolejny potwierdzasz, że nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz

                      > Kompletnie nie rozumiesz o czym jest mowa.
                      > Żałoba po małżeństwie jest koniecznym etapem porządkowania swojej psychiki.
                      ..........
                      ..........
                      > Dowiedz się najpierw czego chcesz, uporządkuj swoją psychikę, a potem bierz się
                      > za nowy związek.

                      dobrze Ci Karolana napisała
                      Ty właśnie tak się czujesz, jak sie czujesz bo CIĄGLE JESZCZE przechodzisz ząłobę po związku

                      polecam Ci KONIECZNIE przeczytać zalinkowane materiały, osobiście kiedyś korzystałam z pomocy autorki - psycholog Joanny Stelmach - jest dobra
                      jak przeczytasz to może zrozumiesz o co biega też z tą samotnościa - chodzi o nie wchodzenie w relacje męsko -damskie (rodzina i znajomi w tym okresie są akurat bardzo pomocni i potrzebni) i rozpoznanie własnych potrzeb

                      www.pieknamilosc.pl/zaloba-po-rozstaniu-i-rozwodzie/
                      www.pieknamilosc.pl/rozwoj-po-rozstaniu-i-rozwodzie/
                      • anula36 Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 09:59
                        wedlug Joanny Stelmach pol roku zaloby wystarczy, wiec Kinga nic nie przyspieszyla na sile.
                        • chalsia Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 10:06
                          wiec Kinga nic nie przyspiesz
                          > yla na sile.

                          nikt nie pisze, że przyspieszyła, tylko, że jeszcze jej nie przeszła - co widać w tym co pisze

                          ponad to, jednym potzreba pół roku, innym dłużej - ja najczęściej spotykałam się ze stwierdzeniem, ze żałoba (jakakolwiek - po związku też) trwa do 2 lat
                          • anula36 Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 10:44

                            Litosci, nawet KK ogranicza do roku i 6 tygodnismile to zalezy od wieku zalobnika mysle rowniez, mnie by 2 lat na zalobe bylo szkoda. Byc moze to 1/10 tego co przed mnasmile
                            • chalsia Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 10:54
                              > mnie by 2 lat na zalobe bylo szkoda.

                              takie podejście tylko może żałobę wydłużyć
                              to nie jest coś, co możesz zaplanować
                              to się po prostu dzieje, przez to się przechodzi, każdy w swoim tempie
                              • anula36 Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 10:56
                                bogu dizeki mam na szczescie szybkie temposmile Od 40 tych urodzin coraz szybszewink
                              • altz Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 17:26
                                > > mnie by 2 lat na zalobe bylo szkoda.

                                chalsia napisała:
                                > takie podejście tylko może żałobę wydłużyć
                                > to nie jest coś, co możesz zaplanować
                                > to się po prostu dzieje, przez to się przechodzi, każdy w swoim tempie

                                Słuszna uwaga, każdy przechodzi w swoim tempie, a niektórzy nawet nie przechodzą żałoby, bo szkoda im na to czasu. wink Jaka żałoba? Po związku, gdzie się oboje męczyli i nie dogadywali? To jakiś żart chyba.
                                Dajmy innym żyć po swojemu. smile
                                • chalsia Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 17:46
                                  Jaka żałoba? Po związku, gdzie się oboj
                                  > e męczyli i nie dogadywali? To jakiś żart chyba.

                                  nie, wtedy jest żałoba po niespełnionych marzeniach i porażce życiowej jaką okazał się związek (a przecież miało być tak idealnie)
                        • karolana Re: Witam siÄ? i od razu z pytaniem... 04.08.14, 18:51
                          anula36 napisała: 
                          > wedlug Joanny Stelmach pol roku zaloby wystarczy, wiec Kinga nic nie przyspieszyla na sile.

                          Po pierwsze Kinga nie dała sobie nawet tych 6 miesięcy, bo już był w tle aktualny pan
                          Po drugie z rodzaju problemów jakie ma widać, że jest niepoukładana wewnętrznie.
                          Po trzecie skoro nie jest w stanie zaufać i zaangażować się w nowy związek to znaczy, że jednak żałoby mie przeszła tylko nadal emocjonalnie tkwi w związku z ex mężem i z tej perspektywy ocenia nowego potencjalnego partnera.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka