Dodaj do ulubionych

szkoda mi eksi

01.09.04, 11:20
Historia podobna do wielu: Oni (M i jego obecna Ex) młodzi, wpadka czyli
Młoda, ślub, kłótnie, mieszkanie kątem u teściów M - po trzech latach razem
łączy ich tylko? dziecko. Na tą sytuację ja trafiłam. Nagle okazuje się że
znalazłam tę drugą "połowę jabłka". Zdecydowaliśmy się być razem. Rodzice
(moi i jego) walczą z naszym związkiem, eksia trochę też, ale w miarę szybko
się z tym pogodziła. Rozwód. My razem jako małżeństwo. Ona po pewnym czasie
też nie jest sama - ma neksia (nieciekawy typ - widziałam osobiście)i
następną wpadkę. Tu zaczynają się schody. Ona z dwójką dzieci już nie bardzo
ma czego szukać u swoich rodziców - małe mieszkanie, siostra zatruwająca
życie. Wyprowadza się do swego faceta na stancję, a potem z nim do jego
rodziców na wieś. Ja rodzę córeczkę, ona też.
Wiecie, czasem mam naprawdę spore wyrzuty sumienia że spaprałam jej życie.
Może jeśli nie poznałabym M w tamtym okresie, to byliby teraz razem (bo tak
wygodniej dla dobra dziecka). Tamta kobieta nie musiałaby wyprowadzać się z
bloku na wieś z wychodkiem za stodołą, myciem w misce i klepać biedy z
facetem dwa razy od niej starszym. Często, jak mówi Młoda cała rodzina ma
miesięcznie do dyspozycji tylko pieniądze z alimentów płaconych na nią przez
M. A może to głupie co napisałam i nie powinnam się przejmować "obcą babą",
ona mną się chyba nie przejmuje. Już sama nie wiem.
Obserwuj wątek
    • jayin Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 11:29
      Wiesz, to chyba naturalne (zazwyczaj), że odczuwa się tego typu wrażenia
      współczucia/przejmowania się kimś - kto znalazł się w naszym życiu - pośrednio
      lub bezpośrednio. Tak jak Ex w twoim.
      Do tego niejasne poczucie winy: "Może byłoby lepiej gdybym ja sie nie
      zjawiła...".

      Ale wiesz...?
      NIGDY nie można przewidzieć, co by było "GDYBY".
      Oczywiście - mogłoby być im spokojniej, jej finansowo lepiej. Może. Nikt tego
      nie wie.

      Ale z drugiej strony - może własnie jest teraz lepiej, niż byłoby, gdybyś nie
      znalazła się w życiu swojego M?
      Może oni w tej chwili byliby wykończeni na amen swoim wspólnym życiem, Młoda
      zestresowana bardziej, może też nie mieliby pieniędzy? Życie jest
      nieprzewidywalne w końcu.

      A tak - śmiem twierdzić - że Ex jest z kimś, kogo sobie wybrała na dalsze
      życie - i nawet jeśli tobie wydał się nieciekawy - może jej jest z nim dobrze,
      tak "związkowo"?

      A problemy finansowe... Chyba tylko niewielka grupa ludzi może "poszczycić
      się" ich całkowitym brakiem...

      Jasne, że kiepska sytuacja finansowa Ex nie jest powodem do zadowolenia dla
      nikogo. Ale co wam teraz pozostaje? Starać się by dziecko przynajmniej miało co
      jeść i w co się ubrać.

      pozdr. i więcej wiary w swoje decyzjesmile

      J.
    • lilith76 Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 12:15
      może jesteś odpowiedzialna za definitywny rozpad pierwszego związku eks, ale
      nie jesteś odpowiedzialna za jej kolejny wybór.
      może gdyby ciebie nie było, to zostali by razem w stanie wegetacji małżeńskiej,
      ale nie wiesz czy i tak ktoś by się nowy nie pojawił - chociażby najpierw w
      życiu eks.
      dla ciebie to nieciekawy typ, może dla niej to właśnie ta "druga połówka" -
      chyba nie związała się z nim ze strachu przed samotnością, ani on z nią z
      litości?
      może mają ciężkie życie - patrząc z boku, ale szczęśliwe. nie wiem - nie
      widziałam tej rodziny.
      nie wiadomo.

      ciężka jest tylko ta świadomość, że swoimi decyzjami człowiek zmienia nie tylko
      swoje życie, ale i życie wielu innych osób. niektórzy tej świadomości nie mają.
    • chalsia Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 15:34
      > Wiecie, czasem mam naprawdę spore wyrzuty sumienia

      I słusznie (ale tylko w zakresie swojego wejścia w czyjś związek, a nie tego z
      kim i jak eks teraz żyje).
      I dobrze, że je masz, bo to dobrze o Tobie świadczy.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • wertig Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 16:35
        chalsia napisała:


        > I dobrze, że je masz, bo to dobrze o Tobie świadczy.

        A jeśli ja, mimo, że BYĆ MOŻE byłam katalizatorem rozpadu, nie mam wyrzutów
        sumienia, bo i eks, i mój mąż są bardzo szczęśliwi z powodu rozstania, nie jest
        im gorzej (finansowo) i w ogóle jest pod tym względem (słuszności rozwodu)
        pełna zgoda, to znaczy, że jestem człowiekiem złym?
        • lilith76 Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 16:45
          dobrymi uczynkami jest piekło wybrukowane wink
          teraz, z perspektywy czasu, rozstanie okazało się dla nich korzystne, ale czy
          tak idyllicznie było w momencie ich rozstania? nigdy nie możesz być na 100%
          pewna, czy ich związek nie doznałby cudownej odmiany i uzdrowienia. jeżeli twój
          M i eks w momencie twojego pojawienia poczuli ulgę, że teraz mają pretekst do
          rozstania, to co innego.

          chalsi chodzi chyba o to, że zawsze wchodzenie pomiędzy dwoje ludzi w związku -
          jaki by on nie był - jest dwuznaczne moralnie.
          • wertig Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 16:49
            Mój mąż nie odszedł od żony dla mnie. Rozstali się, bo nie było im ze sobą
            dobrze, oboje podjęli tę decyzję.
            Mój (teraz) mąż znał wtedy mnie, ale nic między nami nie było. Wiedział jedynie
            tyle, że jest ktoś, z kim BYĆ MOŻE, KIEDYŚ będzie mógł się związać. Może mu to
            ułatwiło decyzję. Dlatego napisałam, że BYĆ MOŻE byłam katalizatorem.
            • lilith76 Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 16:52
              to kompletnie inna sytuacja niż moja i moniki_oli. i do tej nawiązywała chalsia.
              nie miałaś bezpośredniego wpływu na rozpad związku - to była ich dorosła,
              samodzielna decyzja. gdzie tu wyrzuty sumienia? że byłaś wtedy w pobliżu smile
              • wertig Re: szkoda mi eksi 01.09.04, 16:56
                W końcu związał sie ze mną, w sumie niedługo po rozstaniu. Dla niektórych
                wyglądało to jednoznacznie...
        • ak81 Re: szkoda mi eksi 15.01.05, 12:29
          Hmmm dalabym sobie glowe uciac, ze na samodzielnej twierdzilas, ze nia masz nic
          wspolnego z rozpadem rodziny.. To jak to w koncu bylo? Jaka jest obowiazujaca
          wersja?


          wertig napisała:

          > chalsia napisała:
          >
          >
          > > I dobrze, że je masz, bo to dobrze o Tobie świadczy.
          >
          > A jeśli ja, mimo, że BYĆ MOŻE byłam katalizatorem rozpadu, nie mam wyrzutów
          > sumienia, bo i eks, i mój mąż są bardzo szczęśliwi z powodu rozstania, nie
          jest
          >
          > im gorzej (finansowo) i w ogóle jest pod tym względem (słuszności rozwodu)
          > pełna zgoda, to znaczy, że jestem człowiekiem złym?
    • leeya Re: szkoda mi eksi 02.09.04, 19:31
      Takie jest zycie. Nie Ty za eksie wybieralas. To byla jej decyzja. A moze jest
      w tej sytuacji szczesliwa mimo wszystko? A ze masz wyrzuty sumienia... Znaczy,
      ze skamielina ominela Twoje serce i sumienie. A to przeciez bardzo dobrze.
    • wipsania Re: szkoda mi eksi 03.09.04, 01:14
      Powiem, żeby było jasno - mój M. odszedł od ex dla mnie. Może uznacie to za
      przewrotność, ale uważam, że nie byłam przyczyną rozpadu ich związku - on umarł
      już wcześniej. Gdyby M. miał przedtem okazję uwolnić się od ex i zakotwiczyć w
      ciepłym gniazdku, to może by to zrobił - nie wiem, on twierdzi, ze dopiero jak
      mnie poznał to zrozumiał, że bycie ze sobą polega na czymś innym niż nieustanne
      opier... męża i wtłukiwanie mu do głowy, że jest nieudacznikiem itp itd
      Gwoli wyjaśnienia - M. przez cały czas pracował, pisał doktorat, ale ex
      uważała, że to wszystko nie tak. Kiedy M. próbował zarobić większe pieniądze,
      okazywało się, że tylko praca naukowa się liczy. Kiedy pracował na uczelni
      dowiadywał się, że robi jakieś nic nie znaczące eksperymenciki i nie zapewnia
      bytu rodzinie. Innymi słowy - jak nie kijem go to pałką.
      Generalnie nie szkoda mi ex. Próbowała zrobić szmatę, kłebek nerwów ze swojego
      męża i prawie jej się to udało. Natomiast bywały chwile, że jej załowałam -
      czasami kończyło się to dość komicznie.
      Zamieszkaliśmy razem z M. i nie przelewało się nam zanadto - obie
      pensje "nauczycielskie" i alimenty na Młodego. Ex podawała, że zarabia mniej
      więcej podobnie, co każde z nas.
      W pewnym momencie dowiedzielismy się, że ex popsuła się lodówka i to
      nieodwracalnie. Był początek wiosny, lada chwila będzie dość ciepło - tę
      lodówkę zaraz trzeba będzie nabyć. Postanowiłam namówić M., żeby dał jej górką
      alimenty za kilka miesięcy - pożyczymy od rodziców itp, ale ex przecież nie
      może zostać bez lodówki!
      Nagle wypłynęła sprawa wycieczki szkolnej Młodego - oboje rodzice mieli stawić
      się w szkole i podać wysokość zarobków, bo od tego zależały jakieś dopłaty.
      Ex była cykor i nie mogła kłamać w żywe oczy. Zreszta przypominam sobie teraz,
      że podobna sytuacja była na sprawie rozwodowej - ez przyciśnięta do muru
      wyznała prawdę. Zarabiała dwa razy więcej niż my oboje razem!
      Broń Boże nikt nie chciał exsi zabierać tych pieniędzy ani występować o
      zmniejszenie alimentów. Po prostu poczułam się nabita w butelkę, kiedy
      żałowałam jej i myślałam, jak pomóc z tą nieszczęsną lodówką.

      Exsia nie ma żadnego faceta. Tak naprawdę to żal mi jej, kiedy mam tę
      świadomość, że M. (jaki by nie był) ma to twarde męskie ramię, do którego
      przytulam się w nocy.
      Jak sobie pościelesz?.... Chyba tak, chociaż "pomogliśmy" jej tutaj trochę.
      Najważniejsza wg mnie sprawa to poszanowanie dla drugiej osoby - trzeba choć
      trochę doceniać, co się ma, bo takiego "ciosania kołków na głowie" nawet święty
      by nie zniósł.
      Pozdrawiam
      W
      • chalsia Re: szkoda mi eksi 03.09.04, 13:09
        W moim mniemaniu w 100% byłaś katalizatorem rozpadu związku.
        I rzadne tłumaczenia na nic się nie zdadzą. Zwłaszcza, że sama napisałaś, że on
        stwierdził, że dopiero jak Cię poznał, to mu się "zmieniło".

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • wipsania Re: szkoda mi eksi 03.09.04, 15:41
          chalsia napisała:

          > W moim mniemaniu w 100% byłaś katalizatorem rozpadu związku.

          Oczywiście! Katalizatorem jak najbardziej, ale nie przyczyną. Tak jak w chemii -
          jeśli nie ma warunków do zaistnienia jakiejś reakcji, to nawet najsilniejszy
          katalizator nic nie pomoże.
          Nie miałam na myśli tego, że kiedy M. mnie poznał, to stwierdził, że jego
          małżeństwo jest do d..... Wiedział o tym od lat, tyle że pozostawał w tym
          związku, gdyż nie widział dla siebie innej perspektywy. Wiele razy rozmawiali z
          ex o naprawie, próbowali zawieszenia broni, ale nie działało to długo. To
          naprawdę nie były tylko drobne "różnice zdań" - świadczy o tym fakt, że Młody
          wolał mieć rodziców osobno. Pamiętam jego reakcję, kiedy pokłóciliśmy się o coś
          z M. akurat podczas jego obecności. Chłopak nie mógł zasnąć wieczorem i kiedy
          zajrzałam do niego, prosił niemal z płaczem, żebyśmy się już nie kłócili.
          Wyglądało to tak, jakby bał się, że trafia z deszczu pod rynnę.
          Z drugiej strony swoją matkę bardzo kocha, jest jej oddany i zawsze w rozmowach
          z M. bronił jej decyzji czy postępków.
          To nie było tak, że żyła sobie kochająca i szczęśliwa rodzina, a ja - ta
          wiedźma - weszłam tam z buciorami i wszystko rozwaliłam. Rozwalali sobie oni
          sami - M. i jego ówczesna żona, z roku na rok coraz skuteczniej. Kto w jakim
          stopniu? Nie wiem. Pewnie każde z nich widzi to inaczej.
          Czy ja mam bądź miałam wyrzuty sumienia? Pewnie że tak. Mam je również wobec
          mojego ex, z którym też nam się nie układało ale pech chiał, że moment mojego
          odejścia przypadł na trudny okres u niego - parę miesięcy po stracie matki.
          Za te wyrzuty sumienia obarczaliśmy się nawzajem winą (z M.) i jedno drugiemu
          dało wówczas trochę popalić.
          Ale nikt nie obiecywał, że będzie lekko....
          Pozdrawiam
          W
        • delfina6 Re: szkoda mi eksi 04.09.04, 15:24
          chalsia napisała:

          > W moim mniemaniu w 100% byłaś katalizatorem rozpadu związku.
          > I rzadne tłumaczenia na nic się nie zdadzą. Zwłaszcza, że sama napisałaś, że
          on
          >
          > stwierdził, że dopiero jak Cię poznał, to mu się "zmieniło".

          wniosek: czyli ukradlas meza (punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia droga
          chalsiu)
          • chalsia Delfino, 04.09.04, 23:44
            a jaki jest Twój aktualny "punkt siedzenia" ???
            Bo pamiętam, że był inny niż mój jakiś czas temu, ale potem się chyba znalazłaś
            na tej samej ławce co ja?

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • delfina6 Re: Chalsiu 05.09.04, 19:59
              chyba nadal jednak nadal jestesmy po przeciwnych stronach

              pozdrawiam
    • delfina6 Re: szkoda mi eksi 04.09.04, 15:22
      Twoja wina - bo sie w Tobie zkochal
      exsi wina - bo sie w niej odkocha
      a na wine samego zainteresowanego nie ma miejsca
      • marcepanna delfina usmialam sie ))))))) 04.09.04, 17:34
        • delfina6 Re: marcepanno 05.09.04, 20:00
          milo mi ze cie rozsmieszylam
      • lilith76 Re: szkoda mi eksi 06.09.04, 14:58
        > a na wine samego zainteresowanego nie ma miejsca

        biedni ci bezwolni mężczyźni - przerzucani z rąk jednej kobiety do rąk
        drugiej wink
        • sokka Re: szkoda mi eksi 07.09.04, 14:27
          a ja chciałam się zapytać, czy to winne są tylko kobiety rozbijające
          małżeństwa, czy także te co rozbijają nieformalne, acz poważne związki? i kiedy
          zaczyna się liczyć poważny związek? co rozumieć jako rozbicie?
          kiedy wkraczamy w tak delikatne rejony jak aspekty moralne pewnych poczynań,
          każda generalizacja wydaję się nie na miejscu... no chyba że się uważamy za
          moralnych purystów i wtedy zakładamy, że związać się można tylko z osobą, która
          nie ma za sobą żadnych związków (wszak nigdy nie możemy być pewne, czy szanse
          na reaktywację są definitywnie pogrzebane wink itd...
          każdy ma prawo walczyć o swoje szczęście, czasami muszą być przegrani...
          życzę miłego popołudnia

          • lilith76 Re: szkoda mi eksi 07.09.04, 15:01
            na forum są kobiety, których partnerzy są już po jednym związku, z którego
            pozostały dzieci. dlatego jakoś nikt nie roztrząsał moralnej oceny rozbijania
            różnego typu związków smile
            jeżeli związek udało się rozbić to znaczy, że przynajmniej z jednej strony coś
            szwankowało. nie ma tak, że jest idyllicznie, ogromna miłość, partnerstwo i
            nagle jedno odchodzi - coś wcześniej zaczyna pękać, rysować się. tylko Królowej
            Lodu udało się rozerwać silne bratertswo Grety i Kaja i to też nie na długo smile
            • sokka ażeby być precyzyjną... 07.09.04, 15:56
              ...dodam, że:
              1/ nie jestem fanką 'rozbijania' małżeństw, ale uważam, że jeśliby mój mąż
              postanowił kiedyś odejść z inną kobietą, to on byłby wiarołomny, a nie jego
              wybranka.
              2/ kobiety we własnym dobrze rozumianym interesie powinny unikać żonatych i
              dzieciatych chłopów, dlatego że, związek z nimi jest sprawą niepewną (dość duże
              prawdopodobieństwo, że jednak zostanie z żoną) jeśli zaś się rozwiedzie i
              będzie chciał związać ponownie, to i tak pozostaje masa kłopotów związana z
              jego przeszłością, o czym najłatwiej się przekonac czytając forum macochy wink
              jeżeli mimo wszystko nowa żona uważa, że warto było, jeżeli jej mąż uważa, że
              było warto, baa, nawet była żona często uważa, że dobrze się stało, to może
              faktycznie dobrze się stało.

              nie mieszałabym jednak do tego zbytnio moralności. chyba, że vide pkt 1/.

              dla niechętnych nomenklaturze małżeńskiej - proszę dowolnie zamieniać mąż-
              partner, żona-partnerka wink

              • nareene Re: ażeby być precyzyjną... 16.01.05, 11:22
                > 2/ kobiety we własnym dobrze rozumianym interesie powinny unikać żonatych i
                > dzieciatych chłopów

                Unikać? Czy każdy napotkany facet ma na czole wypisaną historią swojego życia?
                Czasem miłość przychodzi nagle, nie pytając o nic. Spotkałam się kiedyś z
                opinią, że kobiety wiążące się z żonatymi to zakompleksione stare panny albo
                wściekłe rozwódki, które nie umieją "upolować" sobie faceta. A co mają
                powiedzieć te wszystkie piękne i mądre kobiety (takie jak my wink)do których płeć
                brzydka stoi w kolejce a one wybrały kierując się sercem? Przecież mogły
                zrezygnować z tych wszystkich problemów, z codziennej walki o okruchy
                szczęścia, z przepłakanych nocy i ciągnących się w nieskonczoność szarych dni.
                A one nad wygodne i dostanie życie przedłożyły uczucie do faceta z
                przeszłością. Fakt - to nie zawsze musi się udać, ale jeżeli los daje nam
                szansę na szczęście należy tą szansę wykorzystać... Czasem "mniejsze zło"
                wyrządza większą krzywdę niż zdecydowany krok naprzód.
                • ak81 Re: ażeby być precyzyjną... 16.01.05, 12:20
                  > Unikać? Czy każdy napotkany facet ma na czole wypisaną historią swojego
                  życia?
                  > Czasem miłość przychodzi nagle, nie pytając o nic.

                  Czy miloscia mozna usprawiedliwiac robienie swinstw, egoizm i nieliczenie sie z
                  innymi?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka