Dzisiaj P wsiada do auta- i zauważam lekko- ale jednak przybrudzoną kurtkę-
bylo chłodniej nosil inną- dzisiaj założyl lżejszą- którą mial u swojej
Mamy...proszę, by pobiegł i przebrał...anioł wyrokuje z uśmiechem- że bez
przesady- niech nie przebiera- bo następna jest jaśniutka- i zaraz będzie
bardziej upaprany niż jest....
Pojechal do szkoły....a później odwiedzi Mamę....
a ja teraz pomyślałam, że dziecko ma dwie dbające kobiety- a kurtka
przybrudzona...jestem zła na sibie, że nie przyniosłam do auta drugiej...na
aniola, że zbagatelizowal "problem"- a przeciez Anioł jest takim pedantem

Gdyby nie ta kurtka- to mogłabym sie pochwalić zepsutym MATRIXEM

- wsch
słońca równie p"j"enkny- jak wczorajszy zachod- jak na kiczowatej pocztówce-
rożowo- blękitno- szary

Po takim widiku towarzyszcacym podczas jazdy do przychodni- nawet niedobory
snu...lęki trudnej ciąży zostaja gdzies w niebycie....
Pozdrawiam