19.10.04, 11:40
Pamiatam jak kometowalam gdzies pewne zapisy .. i uslyszalam, ze powinnam to
robic na froum gdzie sie poajwaiaja...
I powiedziano mi , ze moge to tam robic.
Potem jesli pobuje to tam robic - coz jestem obrazana- a rozmowa schodzi do
poziomu ... materaca....

Rozumiem - przydz komentuj- bo tu jestesmy w kupie mozemy bardziej zgnoic,
obrazic, ponizyc.
Niczym gdzies napiszecie, kiedys , ze przeciezmozna na waszym- zastanowice
sie....
Obserwuj wątek
    • naturella Re: A wiec... 19.10.04, 11:45
      Mag, można komentować, ale nie za wszelką cenę! To tak, jakby któraś z macoch
      komentowała każdy niemal wątek na Samodzielnych i to w sposób dyskredytujący
      Samodzielne.
      Przecież nie na tym polega sens obu forów, żeby sobie nawzajem dowalać. Chyba,
      że coś przeoczyłam.
      • new_live Re: A wiec... 19.10.04, 11:51
        w jki komentuje wiedzalyscie - to nie byla nowosc.
        zauwaz ze nie desredytuj macoch - as postepowanie...nie wazne czy macochy czy
        samodzielne
        • madalenka25 Re: A wiec... 19.10.04, 11:55
          zachowujesz się czasem jak moja córka - jak tylko cos jej nie pasi to tupie
          nózkami i sie wyprowadza do ojca

          cos mi się zdaje, że krytykowac lubimy ale słów krytyki to juz słuchac nie
          będziemy - zakryjemy uszka i zabierzemy zabawki i zmieniamy podwórko






        • jayin Re: A wiec... 19.10.04, 11:58
          new_live napisała:

          > w jki komentuje wiedzalyscie - to nie byla nowosc.

          Racja, ale co to ma do tego, czy ktoś to lubi, czy nie?smile
          Mi na przykład nie przeszkadza to, ile i gdzie piszesz. Chociaż czasem mam wrażenie przytłoczenia postami smile Tyle, że wtedy po prostu niektóre omijam. Wrednie. Ale to mój subiektywny punkt widzenia.
          Ludzie różnie mogą odbierać i treść i ilość i sposób pisania - więc się nie dziwię, że komuś (w tym przypadku Nat i pewnie niektórym innym forumowiczkom również) może to nie odpowiadać. I od tego jest forum, żeby każdy mógł napisać co sądzi na jakiś temat. Dopóki nie wywiązuje się z tego swoista "pyskówka" - to OK.

          A jak ktoś się czuje obrażany, może się bronić werbalnie na forum (tyle, ze jak wyjdzie "pyskówka" to będzie ciętesmile - albo sobie na priv z oponentem/oponentką wyjaśniać.

          Proste...

          J.



          > zauwaz ze nie desredytuj macoch - as postepowanie...nie wazne czy macochy czy
          > samodzielne
        • jayin Re: A wiec... 19.10.04, 12:00
          new_live napisała:

          > zauwaz ze nie desredytuj macoch - as postepowanie...nie wazne czy macochy czy
          > samodzielne

          A tu ze szczerym zadowoleniem zauważam, że twój sposób pisania o "macochach kontra ex" znacznie się zmienił od pewnego czasu... Na lepsze, w stosunku do "niegdysiejszego".

          J.
          • lideczka_27 Re: A wiec... 19.10.04, 12:07
            jayin napisała:

            > new_live napisała:
            >
            > > zauwaz ze nie desredytuj macoch - as postepowanie...nie wazne czy macochy
            > czy
            > > samodzielne
            >
            > A tu ze szczerym zadowoleniem zauważam, że twój sposób pisania o "macochach
            kon
            > tra ex" znacznie się zmienił od pewnego czasu... Na lepsze, w stosunku
            do "nieg
            > dysiejszego".
            >
            > J.
            >
            Mam podobne odczucie. Poza tym różniaste punkty widzenia wzbogacają nasze
            doświadczenie i uczą obiektywizmu. Jasne, że ani zgadzać się ze wszystkimi nie
            będziemy, ani lubić ich nie musimy, ani nawet czytać. Ale różnorodność jest
            wskazana.

            pokojowo pozdrawiam wszystkie użytkowniczki plus nowego użytkownika forum smile
            lidka

          • new_live Re: A wiec... 19.10.04, 13:40
            Dziekuje za komplement. Ludzie przezywaja , dorastaja i zmieniaja sie. Moze to
            tez dzieki niektorym z Was...
            Pozdrawaim
        • smallm Re: Hehehe jak ja mam dobrze :) 19.10.04, 12:09
          poniekąd oczywiście... bo tak naprawdę to przerąbane smile
          Z jednej strony jestem wciąż samodzielna, bo z moim obecnym partnerem jeszcze
          nie tworzymy rodziny, mieszkamy osobno itd, a z drugiej - ma on dziecko z
          poprzedniego związku, więc poniekąd jestem macoszką, a przynajmniej tak się
          czułam zanim matka wywiozła ją za granicę, bo spędzałyśmy troszkę czasu razem i
          miałyśmy całkiem niezły kontakt. Tak więc i tu i tu czuję się jak u siebie
          hehehe smile

          Pozdrawiam
    • new_live Re: A wiec... 19.10.04, 11:59
      nie tupie i nie odchodze , ale jedynie zwracam uwage i moiwe co mi sie
      niepodoba i co wg. mnie jest nie w porzadku..
      oczywiscie - mozna wieszac psy i obrazac- bo tu jest prosciej
      • madalenka25 Re: A wiec... 19.10.04, 12:04
        oczywiście że mozna - jak ktoś lubi
        ja tylko wyraziłam swoje zdanie - to mi wolno - prawda?


    • derena33 To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 13:58
      To co napisze ponizej to nie dotyczy wszystkich macoch co chcialabym bardzo
      podkreslic....

      Czytam wasze forum od marca tego roku pozwolenie na wstep dostalam w
      kwietniu... bardzo dziekujesmile
      Zaczelam czytac to forum bo nie umiem uporac sie z niechecia do mojej
      next... ... co niestety przedkladalo sie na moje ogolne zdanie o kobietach
      bedacych w drugich zwiazkach, szczegolnie gdy sa dzieci ze zwiazkow
      wczesniejszych mezczyzny. Weszlam na to forum z nadzieja, bo chcialam zobaczyc
      i przekonac sama siebie, ze przeciez generalizowanie to nie jest sprawiediwe
      podejscie do ludzi i sa kobiety, ktorym rola macochy niedzielnej czy tez
      codziennej nie kojarzy sie z poswieceniem, z łaska , ktora partnerowi robi, ze
      milosc kobiety do mezczyzny przedklada sie tez na akceptacje jego dzieci, a co
      za tym idzie akceptacje milosci ojcowskiej i ojcowskich zobowiazan wobec
      tychze.
      Niestety srodze sie zawiodlam (podkreslam nie dotyczy to wszystkich was)
      Ale co mi sie rzucilo w oczy to...( nie wspomne tu nawet o takich kwiatkach jak
      kwiatek i jego postawasmile
      - czesta akceptacja i usprawiedliwianie niecheci czy tez wrecz wrogosci
      niektorych z was do dzieci partnera, zazdrosc o nie, usprawiedliwianie ojcow
      gdy nie wypelniaja swoich rodzicielskich obowiazkow ( alimentacyjnych tez),
      proby przerzucania winy za rozpad poprzednich zwiazkow waszych partnerow tylko
      i wylacznie na oslawione ex.
      Zreszta temat ex na tym forum to temat rzeka, nie oszczedzono tym ex zadnego
      zlego slowa, ktore slina na jezyk przyniesie, odsadza sie je od czci, wiary,
      posiadania moralnosci, inteligencji a nawet urody sic'i chociaz jednej
      pozytywnej cechy, a przeciez wasi partnerzy kiedys z tymi kobietami byli
      zwiazani, cos w nich widzieli i moze to tak boli niektore obecne.
      Nie wspomne o takich przypadkach jak np.
      - naloty na forum samodzielnych gdy cos sie nie spodoba a szczegolnie wysokosc
      alimentow, czy kosztow utrzymania dziecka.

      - naloty na konkretne osoby, ktore smia wyrazac swoje, rozne od waszego zdanie
      Ale przeciez to nie sa Wasze ex... kazdy komentuje majac subiektywne odczucia i
      wlasne czasem bolesne doswiadczenia.

      To tyle... niestety, to co napisalam powyzej to ogolne wrazenie, w ktorym gina
      zachowania dobre i szlachetne niektorych z was.

      Reasumujac , wiem jak niskie pobudki kieruja moja next, i chociaz dalej czuje
      do niej niechec, to z drugiej strony wspolczuje jej tych wszystkich targajacych
      nia negatywnych emocji, bo o tym chyba myslal autor powiedzenia " budujac
      szczescie na cudzym nieszczesciu nigdy szczescia nie zaznasz"

      • smallm Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 14:05
        > " budujac szczescie na cudzym nieszczesciu nigdy szczescia nie zaznasz"

        Hej derena smile
        Wiesz... mam jedną uwagę... jeśli mogę... może ja inaczej czytam to forum niż
        Ty, ale jakoś wydaje mi się, że niewiele z tutejszych macoszek budowało swoje
        szczęście na cudzym nieszczęściu. W większości przypadków, jak przynajmniej ja
        zrozumiałam, małżeństwo partnera już jakiś czas nie istniało...

        Pozdrawiam.
        • new_live Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 14:12
          Bardzo maly odsetek....
          Pomysl sama napisalas zebyli malznestwem - czy na papaierze czy nie...nie nam
          wyrokowac...
          • smallm Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 15:09
            Pewnie, że nie nam, ale ja się akurat nie czuję winna rozpadu małżeństwa mojego
            M. choćby z tego względu, że:

            1. To, że jest to tylko papierkowe małżeństwo wiedziałam zanim go poznałam i to
            nie od niego, ale od jego rodziny i przyjaciół
            2. Exsia sama KRÓTKO po tym jak poznałam M., nie wiedząc zupełnie o moim
            istnieniu napisała w pozwie sądowym, że ich małżeństwo od DAWNA nie istnieje
            3. To eksia podjęła decyzję odnośnie losów ich małżeństwa

            Czy według Ciebie w takiej sytuacji można aż tak przejmować się papierkiem,
            żeby bić się w piersi do końca życia?? Nie powiem, żeby brak tego papierka
            wpływał komfortowo na moją kondycję psychiczną, ale... nie zamierzam też z tego
            powodu uważać się za kogoś z założenia złego...

            Pozdrawiam
            • new_live Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 15:50
              Tak naprawde nie wiem kiedy nastepuje konie. Mysle, ze koniec nastepuje wetdy
              gdy nasteouje rozwod- wczesniej - zycie pokazuje, ze jest roznie. Odchodza ,
              wracaja. Ja jetm zwolennikiem zaczynania czegos -drugiego jak jedno skonczone.
              A ze ktos opowiada , ze to tylko paprierow- tego nie wiesz do- konca- do puki
              istnieje- chocby takie
              • smallm Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 16:32
                Nie zawsze zaraz jak się skończy małżeństwo od razu leci się do sądu - powody
                mogą być różne. A Twoje zdanie czy przyczyniłam się do rozpadu małżeństwa M.
                czy nie, to akurat mnie jakby mało interesuje. Dla mnie najważniejsze, że żadna
                z zainteresowanych stron czyli ani M. ani exsia tak nie uważają, a to chyba oni
                wiedzą najlepiej...

                Pozdrawiam
                • new_live Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 16:37
                  Wiesz czytam tu wiele wypowiedzi, ze za obopulna zgoda, oboje tego chcieli ,
                  ona tego chciala, tak jest dla nich lepiej..
                  Zastanawia mnie pytanie Skad wiesz czego Ona chciala, Skad wiesz co ona
                  myslala.. Czasem niektore unosza sie duma i tweirdza , ze sam tego chca- roznie
                  to bywa. A moje zdanie cie nie interesuje- , no oczywiscie. Ale za nia tez sie
                  nie wypowiadaj....
                  • smallm Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 18:20
                    Akurat nie znasz mojej sytuacji tak dokładnie, żeby wiedzieć, że za nia
                    dokładnie moge się wypowiedzieć smile I nie chce mi się teraz wdrażać w szczegóły,
                    bo akurat aż tak szczegółowow historii mojego życia nie planuje przedstawiać.
                    • smallm Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 18:22
                      Tobie dla świętego spokoju moge powiedzieć tylko tyle, że zanim ja poznałam M.
                      to jej już rok nie było w kraju i mieszkała sobie ze swoim nowym znajomym. Jest
                      jeszcze wiele innych rzeczy, ale to juz pozostawię sobie.
                      • new_live Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 20.10.04, 07:01
                        Dla swietego spokoju - mi nic nie musisz mowic- udowadniac.`
                        A zania i tak sie nie mozesz wypoiwiadac. Nie znasz jae az tak dobrze i nie
                        wierze zeby z Toba byla akutrat do konca szczera. Czlowiek za czlowika nie moze
                        isewypowiadac. Pozwol kazd3meu mowic za siebie i nie isze , ze wiesz lepiej ,
                        bo... Poimysl ilu kobietom wydawlo sie ze zna swoich mezczycn.. i co....
                        • smallm Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 20.10.04, 08:13
                          Może i aż tak dobrze jej nie znam, ale są pewne fakty, a one mówią same za
                          siebie. To Ty oceniasz wszystkie sytuacje przez pryzmat swoich doświadczeń i
                          patrzysz bardzo stereotypowo, że zawsze to facetowi odechciewa się małżeństwa i
                          zostawia kobietę dla innej. Taki wniosek wypływa z tego, że na siłe będziesz
                          twierdziła, że nawet jak poznałam M. kilka miesięcy po tym jak jego żona
                          mieszkała już z innym, ponad 2,5 tys. km dalej niż jej mąż, to ja będę winna
                          rozpadowi ich małżeństwa. Ja nie bronię M. twierdząc, że całkiem jej wina, bo
                          on też nie jest bez winy. Oboje są winni. Ale na pewno nie ja, co próbujesz mi
                          to wmówić.
                          • new_live Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 20.10.04, 08:21
                            Nic Ci nie probuje wmowic..

                            Ustalam fakty
                            1. byli malzenstwem
                            2. Czy paierowym jakie byly ich emocje i jak ona - on to odbierali - moga
                            powiedziec TYLKO oni.
                            Czyli On i ONA. Jesli jedno znich uwazaloby , ze to malzenstwo istnialo dla
                            niego - to istnialo...
                            I tylko To mowie. A i jeszcze , ze dla mnie to jest malzenstwo- dla Ciebie
                            nie...
                            Ok.
              • jayin Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 20.10.04, 10:44
                Tak naprawde nie wiem kiedy nastepuje konie. Mysle, ze koniec nastepuje wetdy
                > gdy nasteouje rozwod- wczesniej - zycie pokazuje, ze jest roznie.

                Mi się wydaje, że też nie da się jednoznacznie określić, kiedy następuje KONIEC. Bo o jaki koniec nam chodzi? Faktyczny? Formalny? Psychiczny? Jeszcze jakiś inny? Ciężko określić, kiedy jest taki "definitywny". Bywa tak, że jedna strona odbiera coś jako koniec, a druga "jeszcze nie koniec". Galimatias.
                Tym bardziej postronna osoba nie jest w stanie stwierdzić tego "końca". I można jedynie "na własny użytek", wg własnej opinii i intuicji to stwierdzić - jeśli to nie jest koniec formalny.

                A czasem nawet jak i formalnie na papierze ma się rozwód - bywa, że to i tak nie jest koniec. Nie tyle małżeństwa, co np. związku. Różne sytuacje się zdarzają smile

                Ale ogólnie ja chyba formalistką jestem smile i za koniec gotowa byłabym uznać dopiero "papier rozwodowy". Czarno na białym. Wymierny znak zakończenia małżeństwa, wg prawa (cywilnego).

                > Ja jetm zwolennikiem zaczynania czegos -drugiego jak jedno skonczone.

                Ja też.
                W życiu nie związałabym się z kimś, kto miałby nie do końca uregulowane sprawy "małzeńskie". Chyba po prostu nie lubię niejasnych sytuacji i strasznie się męczę psychicznie, jeśli nie wiem że coś jest na "tak" albo na "nie". Nie lubię "półstanów" i "półśrodków". Może to wygoda, może coś innego... Nie wiem.

                > A ze ktos opowiada , ze to tylko paprierow- tego nie wiesz do- konca- do puki
                > istnieje- chocby takie.

                Właśnie...
                (chodziło pewnie o "że to tylko brak papierów"?smile

                J.
                • smallm Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 20.10.04, 12:19
                  > Ja też.
                  > W życiu nie związałabym się z kimś, kto miałby nie do końca uregulowane
                  sprawy
                  > "małzeńskie". Chyba po prostu nie lubię niejasnych sytuacji i strasznie się
                  męczę psychicznie, jeśli nie wiem że coś jest na "tak" albo na "nie". Nie
                  lubię "półstanów" i "półśrodków". Może to wygoda, może coś innego... Nie wiem.

                  smile Hehehehe smile Ja też jakis czas temu w ogóle bym nie pomyślała, że tak
                  przewrotnie mi się życie ułoży. Dawałabym głowę za wiele spraw, że w życiu tak
                  bym nie zrobiła, że mnie to nigdy nie spotka. I to nie z jakiejś przekory,
                  tylko pewności 100%... Bo wydawało mi się, że na tyle już siebie znam... Życie
                  jednak potrafi płatać figle. Zawsze wtedy przypomina mi się myśl przewodnia
                  jednej z lektur szkolnych: "Znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono".

                  Wcale nie twierdzę, że czuję się komfortowo, że tego papierka nie ma...
                  Nie raz mówiłam, że wolałabym spotkać M. jednak za jakiś czas... Jak już byłoby
                  po wszystkim... Tak się jednak nie stało. W całej tej sytuacji tylko jednego
                  czuję się pewna: że nie przyczyniłam się do jakiegokolwiek rozpadu ich
                  małżeństwa. I tego nikt mi nie wmówi: chyba, że którekolwiek z nich wyszłoby z
                  takim wnioskiem, dopiero wówczas biłabym się w piersi.


                  Pozdrawiam.
                  • jayin Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 20.10.04, 13:12
                    > Ja też jakis czas temu w ogóle bym nie pomyślała, że tak
                    > przewrotnie mi się życie ułoży. Dawałabym głowę za wiele spraw, że w życiu tak bym nie zrobiła, że mnie to nigdy nie spotka. I to nie z jakiejś przekory,
                    > tylko pewności 100%... Bo wydawało mi się, że na tyle już siebie znam...

                    smile Bywa i tak.
                    Ja natomiast o tyle mogę mówic o tym z pewnością w 100%, bo z wielu powodów jestem tego pewna. I z autopsji i chociażby dlatego, że - biorąc już pod uwagę Osobistego de stricto - byłam gotowa definitywnie zakończyc to co jest między nami, pomimo całego uczucia, planów, tego, że sobie INACZEJ nie wyobrazałam życia niż "tylko z nim". I - co więcej - jakiś czas temu zrobiłam to. Oświadczyłam, że szlus, że dość i odchodzę. Kryzyssssss (brat Ramzesasmile. Teraz właśnie trwa "uroczy" okres "naprawiania szkód"

                    A powodem nie było to, że ma żonę "na papierze", tylko - jakżesz trywialnie - jego praca....smile co jest znacznie mniejszym obciążeniem psychicznym dla mnie, niż gdyby był żonaty. Więc zupełnie jasne jest dla mnie, co bym zrobiła, gdyby jednak był. Po prostu - nie byłoby mnie z nim. Nawet gdyby mówił i obiecywał, że już niedługo, że sprawa w toku, że za jakiś czas już będzie po rozwodzie. Nawet gdyby ze mną mieszkał wtedy itd. Nie... Jakoś nie. Może dlatego, że w głowie mam swoje plany co do przyszłości i jeśli już ma być jakaś żona, to będę to jasmile

                    Ja po prostu chyba nie wierzę w coś, dopóki nie widzę tego czarno na białym:] I w kwestiach prawnych, i w życiu.

                    > "Znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono".

                    Dokładnie...

                    > Wcale nie twierdzę, że czuję się komfortowo, że tego papierka nie ma...
                    > Nie raz mówiłam, że wolałabym spotkać M. jednak za jakiś czas... Jak już byłoby po wszystkim...

                    Wiesz, ja nie mówię, że moje zdanie jest słuszne i musi być przyjmowane przez innych smile Moje zdanie jest takie, bo tak mi jest wygodnie i odpowiednio. I jak najbardziej rozumiem, że nawet jeśli nie jest to super komfortowa sytuacja (dla mnie np. byłaby w ogóle nie do pojęcia i zniesienia...) - to, jeśli ty sobei z ni ą radzisz i nie masz z tego powodu stresów zbyt wielu -to luz. W końcu tak trzeba żyć, by nie mieć zbyt wielu stresów i jakoś wygodnie i łądnie sobie spędzać dni i noce. Jedni robią to tak, inni inaczej - bo każdy ma inny próg odczuwania stresu czy problematyczności w jakichs sytuacjach.


                    > Tak się jednak nie stało. W całej tej sytuacji tylko jednego czuję się pewna: > że nie przyczyniłam się do jakiegokolwiek rozpadu ich
                    > małżeństwa. I tego nikt mi nie wmówi: chyba, że którekolwiek z nich wyszłoby z takim wnioskiem, dopiero wówczas biłabym się w piersi.

                    Właśnie. Dopóki żadne z "zainteresowanych" nie wysuwa takiego wniosku, to zupełnie nie ma problemu. I nie rozumiem w takiej sytuacji, jeśli ktoś "obcy" stwierdziłby, że to TY jestes powodem rozpadu ich małżeństwa. W końcu twój M i jego Ex najlepiej wiedza co i jak było i jest -a opinia społeczeństwa to tylko domniemania i ich własne "teorie"smile

                    J.
      • lilith76 Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 14:11
        wydawało mi się zawsze, że staramy się być obiektywne. okazuje się, że z boku
        może to inaczej wyglądać.
        to forum niekoniecznie musi być reprezentatywne dla całego "świata macoch", bo
        wątki pojawiają się tu głównie w przypadku problemu lub kłótni. rzadko
        opisujemy sielankę, czy spokojna prozę dnia - jedynie chyba bei (zawsze) i
        capa_negra w niedawnym wątku w szczególności zaznaczyły dobre kontakty z eks.
        przykro mi, że widzisz tylko minusy i nie starałaś się chociaż krótko
        wypunktować rzeczy, które cię w forumowiczkach ujęły. piszesz, że zarzuty nie
        dotycza wszystkich z nas. napisz więc kiedyś, to co się spodobało w macochach.
        • new_live Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 14:16
          Dobrze z, zaczne od Ciebie. Starasz sie byc obiektywna i w ocenie swoich i
          cudzych zachowan.
          Janiy - za poczucie humoru i poglady na wychowanie ( jeszcze teoria- jatez
          kiedys taka mialam) i za dystans
          Lidzia- za dobroc
          Makatarynak - za spokoj
          Konkubiknka- za to ze radzi sobie i stara sie

          Pozdrawaim
      • lideczka_27 Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 20:01
        derena33 napisała:


        > Zreszta temat ex na tym forum to temat rzeka, nie oszczedzono tym ex zadnego
        > zlego slowa, ktore slina na jezyk przyniesie, odsadza sie je od czci, wiary,
        > posiadania moralnosci, inteligencji a nawet urody sic'i chociaz jednej
        > pozytywnej cechy, a przeciez wasi partnerzy kiedys z tymi kobietami byli
        > zwiazani, cos w nich widzieli i moze to tak boli niektore obecne.

        Szkoda, że forum robi na Tobie takie wrażenie sad Ale widocznie coś w tym jest,
        skoro tak to odbierasz. Wspomniałaś, że tu się akceptuje zły stosunek do dzieci
        mężów. Mój pogląd jest taki, że to raczej próba zrozumienia osoby, która ma z
        tym problem - bo nie sztuką jest potępić w czambuł, ale najpierw wysłuchać,
        dlaczego dana osoba sobie z tym nie radzi. Nie akceptuję wielu rzeczy na tym
        forum, niektórych zwyczajnie nie rozumiem, ale zdecydowaną większość staram się
        pojąć. I zazdroszczę neksiom dziewczyn samodzielnych, które tu poznałam -
        większości szczerze zazdroszczę.

        Wklejam link do wątku, uważam, że sympatycznego, może kilka "nowych" macoszek
        zechce się dopisać. Mam nadzieję, że poprawię nie tylko Tobie nastrój smile

        Tylko proszę pominąć te kłótnie i skupić się na przyjemnościach! wink


        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=11858610&a=11858610
        • derena33 Re: To nie dotyczy wszystkich macoch 19.10.04, 22:37
          Lideczkosmile ty wlasnie jestes jedna z tych, ktorych moje gorzkie slowa nie
          dotyczylysmile
          .... a watek doskonale znam, bo na nim napisalam jeden ze swoich pierwszych
          postow tutaj.
          Pamietam ze uderzylo mnie wtedy ( a niedlugo czytalam wasze forum) jak jedna z
          forumowiczek napisala o swojej ex,ze ma nature szczura ( bo taka
          zapobiegliwa,czy jakos tak) i byl to wg niej komplement... dlatego sie do tego
          watku dopisalamsmile tak mi sie przypomnialosmile)

          Ale spuscmy na to zaslone milczenia....smile
          Nie bede juz kontynuowac dalej tego, co juz zostalo przeze mnie powiedziane
          wczesniej.

          Ogolnie powiedziawszy, mozna dyskutowac, mozna sie nie zgadzac, czasem mozna
          sie poklocic. Ale nalezy sie szanowac i nalezy szanowac przeciwnika.

          I nie nalezy uogolniac... nigdy (sobie tez to powtarzam jak mantre, chociaz
          rzeczywistosc skrzeczy)....jest takie powiedzenie indianskie " wloz na jakis
          czas moje mokasyny i pochodz w nich " czy jakos tak (zawsze przekrecam rozne
          powiedzeniasmile) ale mysle ze wiadomo o co chodzi....w obie strony.

          Oczywiscie moje zdanie opieram na moich osobistych przezyciach...
          Dobranocsmile


    • capa_negra Re: A wiec... 19.10.04, 15:14


      Napisałam i wyciełam długi post nt. burzy w szklance wody, tolerancji etc. ,
      ale jak go przeczytałam to pomyślałam sobie, że nie daj boże zostanie
      negatywnie odebrany i rozkręci sie lokalne piekiełko.
      A po co ???

      Przepychanki między osobami które pomimo czasami duzych róznic w punktach
      widzenia w sumie sie lubią sa totalnie bez sensu.
      • nooleczka Re: A wiec... 19.10.04, 15:48
        capa_negra napisała:

        >
        > Przepychanki między osobami które pomimo czasami duzych róznic w punktach
        > widzenia w sumie sie lubią sa totalnie bez sensu.
        >
        To fakt że są bez sensu, ale odkąd istnieją te 2 fora, sa na porządku dziennym.
        I jakoś od dawna przestało mnie to dziwić.
        Jak przyjmiesz, capa, założenie, że macochy są z gruntu złe z pewnymi wyjątkami
        (bo to oczywście nie dotyczy wszystkich macoch), to też przestaniesz się dziwić.

        Choc przy takim założeniu może dziwić dla odmiany fakt, że wchodzą tu osoby nie
        będące ani ex ani next i mówią: "fajnie tu u Was, takie ciepiełko" smile

        Pozdrawia ex i next (2 w 1)
        • new_live Re: A wiec... 19.10.04, 15:56
          Moge prosic o link....
          • nooleczka Re: A wiec... 19.10.04, 16:00
            Ależ oczywiście, proszę bardzo

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=16546858&a=16573496
            • new_live Re: A wiec... 19.10.04, 16:04
              Nic nie znalazlam o ciepleku. Owszem o tym ze niektore teksty fajne i ze ma
              starsze dziecko i nie lubi czytac o mlodszych - nudzi ja...
              • nooleczka Re: A wiec... 19.10.04, 16:22
                Napisała że lubi nas czytać, widocznie bardzo lubi, skoro czyta od tak dawna że
                zna nasze sytuacje i wie co u której w domu słychać
                Widocznie dobrze jej tu, co mnie zresztą wcale nie dziwi
                Ja też lubię to miejsce w sieci, ma fajny mikroklimat smile

                A Ty new-live nie przejmuj się tak każdą krytyką swego ego, wiesz, tak to jest,
                nadeptujesz innym na odciski, więc ktoś też Tobie nadeptuje
                Mimo wszystko Nat trochę za ostro pojechała IMHO
                • new_live Re: A wiec... 19.10.04, 16:26
                  To jest interpretacja- jesli chodzi o ciepelko....



                  Pozdrawaim
                  Ps. nat nie nadepnela mi na odcisk - przypomniala jedynie, ze niektore panie
                  uwazaja ze esk - to juz do konca bez faceta. A tu sie okazuje ze mozna byc eks
                  i miec faceta , ale nie byc macocha....
                  • lideczka_27 Re: A wiec... 19.10.04, 18:52
                    new_live napisała:


                    > Ps. nat nie nadepnela mi na odcisk - przypomniala jedynie, ze niektore panie
                    > uwazaja ze esk - to juz do konca bez faceta. A tu sie okazuje ze mozna byc
                    eks
                    > i miec faceta , ale nie byc macocha....

                    Fajnie smile Bardzo się cieszę smile


                    pozdrówki
                    lidka


                    PS. A o cytowanym ciepełku tu było - naprawdę! Tylko nie pamiętam kto napisał sad
                    • new_live Re: A wiec... 20.10.04, 07:26
                      Lidezko to nie ja. Ale w moim otoczeniu i jest to mozliwe.
                      Ja tak dostalam w kosc w zwiazku z eks. Za przez pierwsze dwa lata lizalam
                      rany , teraz ciesze sie zyciem w pojedynkei jesli jakic Pan wyrazachec na
                      zwiazek- ja mowie NIE.
                      Bo chce bpobyc sama, chce czerpac radosc z tego stanu i sama mysl wchodzenia w
                      zwiazek jak na razie mierzi mnie. Ale ciesze sie szczesciem innych - jesli to
                      dla nich jest szczescie. Okazuje sie , ze szczecsie i spokoj ma rozne oblicza
                      dla kazdego moze miec inne...

                      Nie mowie nigdy .Ale na razie mowie NIE- i to jest chyba jedyni Nie ktore
                      wypowiadam stanowczo i pewnie....

                      Moze kiedys..... smile)))


                      Pozdrawiam smile))
                      Szczesliwa bez zwiazku ale nie samotna - bo z przyjaciolmi , ktorzy sa skarbem
                    • new_live Re: A wiec... 20.10.04, 07:27
                      Wiesz Lideczko- takiej samotnosci i takiej zdrady jak w malzenstwie nie
                      przezylam noigdy ..
                      Moze dla tego nie lubie zwiazkow...i wole byc samodzielna- raczej z przyjacolmi
                      niz z Jakis Panem nawet w nieformalnym zwiazkusmile))
                  • natasza39 Re: A wiec... 19.10.04, 19:07
                    a ja tam chcialabym i mój M tez zeby ona wreszcie znalazla sobie faceta na
                    stale.
                    Niestety wszycy od niej zwiewaja.
                    Moj M mowi ze widocznie nie sa tacy debilni jak on, ale to jego zdanie.
                    Mag, kazda jest inna.
                    Moze po prostu te "ex" nie trafiaja na wlasciwych. Spotkały naszych M i byly z
                    nimi nieszczesliwe.
                    Ja np. uwazam, że mój śp. ex z ex mojego M byliby świetna para.
                    Pewnie zyliby ze soba dluuuuugo i szczesliwie.
                    • lideczka_27 Re: A wiec... 19.10.04, 19:28
                      natasza, ja jestem z tych, co to nie wierzą, że ludzie bardzo się zmieniają. To
                      po prostu kwestia dobrania się. Mojemu M nie układało się z eks, winę ponosi
                      różnica charakterów - zbyt duża, by mogli wypracować jakieś kompromisy. M nie
                      jest święty, nigdy taki nie był. Te wady, które miał za małżeństwa pierwszego
                      ma i teraz. Tyle, że ja je inaczej znoszę, nie drę się, tylko namawiam do
                      rozmów - skutkuje. Nie ma u nas kłótni na tym punkcie, jakie oni mieli, bo
                      jestem inną gospodynią, zostałam inaczej niż eks wychowana, mamy podobne
                      priorytety z M i podobne spojrzenie na dom, na obowiązki, na kuchnię, porządek,
                      wychowywanie dzieci itd. Mojej eksi też się nie udawało, po odejściu od męża
                      dwa razy próbowała się wiązać. Mieliśmy nadzieję, że wszystko sie poukłada, bo
                      gdy ktoś jest zakochany, to łagodnieje, ma poczucie bezpieczeństwa, staje się
                      bardziej życzliwy, szczęśliwy po prostu. Myślę, że jej się nie udawało głównie
                      dlatego, że to byli żonaci mężczyźni, z malutkimi dziecmi, a jak tu ktoś
                      zauważył - trudno budować szczęście na cudzym nieszczęściu. Człowiek, jakich by
                      wad nie posiadał - ma szanse na swoją połówkę. Wszystko to kwestia "grania w
                      tej samej drużynie". Sądzę, że mój były mąż jest w stanie uszczęśliwić jakąś
                      kobietę i stworzyć jej oraz ich dzieciom bezpieczną przystań. To, że mi nie
                      potrafił tego dać to wina ceny - ja nie byłam w stanie tyle zapłacić, ale
                      zapewne są kobiety, którym układ, w jakim my tkwiliśmy, pasowałby zupełnie. Z
                      całego serca życzę mu wszystkiego dobrego.


                      pozdrówka
                      lidka
                      • natasza39 Ach Lideczka 19.10.04, 23:10
                        Ty jak zwykle nic dodac... nic ujac. Ujelas kwintesensje tego co chcialam
                        napisac.

                        Tyle tylko ze ja umysl ścisly i zawsze mi węzłowato wychodzi!
                        Ale wlasnie o tym chcialam.
                        Ja po prostu nie rozumiem o co ona sie z nim awanturowala, a mój M nie rozumie
                        o co mój ma pretensje.
                        ale ja jej ani nie nienawidze, ani nie lubie, ani lubie.
                        Ja jej nie znam i zasadniczo to co o niej wiem i co z nia do tej pory mialam
                        doczynienia nie zacheca mnie do dalszej znajomosci.
                        Tym niemniej moje zdanie na jej temat jest tylko i wylacznie moje, bo
                        subiektywne.
                        Moze to i wspaniala kobieta ale z moim M delikatnie mówiac nie wyszlo.
                        Kompletna pomyslak i oboje to wiedza...
                        • natasza39 Re: Ach Lideczka 19.10.04, 23:12
                          Sorry znow o moim śp mówilam w czasie teraźniejszym...
                          To chyba kwestia przyzwyczajenia...
                  • naturella Re: A wiec... 20.10.04, 11:23
                    A widzisz Mag, doskonały przykład tego, jak jedno zdanie zupełnie co innego
                    znaczy dla dwóch stron. Dla mnie to co napisałam o ogórkusmile to było wyrażenie
                    podejścia, które zauważam w postach Twoich i innych Samodzielnych i kpina z
                    tego - że wszystkie next to te wredne, co zabrały faceta prawowitej żonie,
                    zrobiły to przez łóżko, budowały szczęście na cudzym nieszczęściu itp. Ty
                    odczytałaś to tak, jakobym miała na myśli fakt, że ex nie znajdzie już faceta.
                    O tym akurat w ogóle nie pomyślałam, zwłaszcza, że nasza ex znalazła już kilkusmile
                    Ale zobacz, jakie to znaczące - że dla Ciebie to zdanie znaczyło właśnie to. To
                    przykład, jak inaczej odczytujemy intencje - i jak inaczej rozumiemy prostą
                    kwestię. I dlatego chyba nigdy sie nie porozumiemy. I nie dążę do tego -
                    chciałabym tylko móc wyrażać na forum, które zostało stworzone dla mnie, swoją
                    radość, swoje żale itp bez obawy, że ktoś wejdzie i w bardzo sarkastyczny
                    sposób skomentuje lub wręcz oceni mnie na podstawie tego, co piszę. Dyskusja -
                    proszę bardzo. Ale nie bezwzględne sprowadzanie na ziemię.
                    • new_live Re: A wiec... 20.10.04, 11:27
                      Przeczy to zapraszniu do udzialu forum
                      A jeslii chcesz takiego forum- to albo wszytskich ktorzy mysla inaczej -
                      wyrzucic..

                      Istnieje tez mozliwosc stworzenia forum utajninego ....
                      Natomiats nie mozna byc bardzo niegrzecznym dla kogos bo ten ktos....Co pomysla
                      inaczej????
                      Nie podziela mojej radosci???
                      Sprowadzil mnie na ziemie???

                      Co do naszego pod3ejscia.. Wiesz mysle , ze wynika z naszych doswiadczen, a
                      skoro az tyle samodzielnych ma pododbne- cos w tym musi byc...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka