"I na marginesie zastanawiam się, ile dziewczyn samodzielnych ma zamiar poinformować o nowym partnerze eksa, czy o wspólnym zamieszkaniu z nim. Przecież ojciec też może mieć do tego jakieś "si", nie? Tak jak matce nie musi się podobać kontakt dzieci z neksią..." - napisała lideczka, w którymś poście poniżej (w wątku Marleny).
I też się nad tym zastanawiam. Jak to jest?
Rozumiem jak najbardziej, że rodzic może mieć obawy przed tym, że partner/partnerka drugiego rodzica, u którego dziecko spędza czas - jest odpowiednim towarzystwem dla dziecka (pod różnymi względami).
Ale nie rozumiem, dlaczego NAJCZĘŚCIEJ prawo do "sprawdzenia" i "decydowania" o tym, czy dziecko może spędzać czas z "tą osobą" - jest rekwirowane niemal wyłącznie przez matki. I w rezultacie wychodzi w bardzo wielu przypadkach na to, że ojciec nie ma do powiedzenia nic, jeśli matka zamieszka z jakimś facetem - a ten facet nie podoba mu się. bo co zrobi? "rozkaże" swojej Ex, zeby nie mieszkała z tym facetem?

Żeby dziecko zamieszkało gdzie indziej?...
A matki (oczywiście nie wszystkie. tylko te, które tak robią...

- w sytuacji gdy uznają "partnerkę" (żonę) Exa za "nieodpowienie" towarzystwo dla dziecka - po prostu może "zakazać" odwiedzin dziecka u ojca, by nie miało kontaktu z Next.
Oczywiście nie zajmujemy się tutaj "słusznością" takiego zakazu (tzn. pomijamy to, czy powód zakazania kontaku dziecka z Next/Nextem jest słuszny, czy były do tego odpowiednie przesłanki itd.).
Chodzi mi o sam fakt - możliwości wpływu na te kontakty - które wg mnie (i tak jak napisała lideczka) są znacznie większe ze strony matki, niż ojca.
A przecież i jedno i drugie jest obok dziecka, w chwili kontaktów z Next/Nextem (oczywiscie czasem bywa tak, ze dziecko zostaje samo z Next albo Nextem - i w przypadku gdy jest u matki i gdy jest u ojca)- i jedno i drugie jest przecież rodzicem.
No i tak własnie... Zastanawiam się nad brakiem "równorzędności" w tym temacie.
Jak to jest?