Dodaj do ulubionych

Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzice.

21.10.04, 10:57
"I na marginesie zastanawiam się, ile dziewczyn samodzielnych ma zamiar poinformować o nowym partnerze eksa, czy o wspólnym zamieszkaniu z nim. Przecież ojciec też może mieć do tego jakieś "si", nie? Tak jak matce nie musi się podobać kontakt dzieci z neksią..." - napisała lideczka, w którymś poście poniżej (w wątku Marleny).

I też się nad tym zastanawiam. Jak to jest?

Rozumiem jak najbardziej, że rodzic może mieć obawy przed tym, że partner/partnerka drugiego rodzica, u którego dziecko spędza czas - jest odpowiednim towarzystwem dla dziecka (pod różnymi względami).
Ale nie rozumiem, dlaczego NAJCZĘŚCIEJ prawo do "sprawdzenia" i "decydowania" o tym, czy dziecko może spędzać czas z "tą osobą" - jest rekwirowane niemal wyłącznie przez matki. I w rezultacie wychodzi w bardzo wielu przypadkach na to, że ojciec nie ma do powiedzenia nic, jeśli matka zamieszka z jakimś facetem - a ten facet nie podoba mu się. bo co zrobi? "rozkaże" swojej Ex, zeby nie mieszkała z tym facetem? smile Żeby dziecko zamieszkało gdzie indziej?...smile

A matki (oczywiście nie wszystkie. tylko te, które tak robią...smile - w sytuacji gdy uznają "partnerkę" (żonę) Exa za "nieodpowienie" towarzystwo dla dziecka - po prostu może "zakazać" odwiedzin dziecka u ojca, by nie miało kontaktu z Next.

Oczywiście nie zajmujemy się tutaj "słusznością" takiego zakazu (tzn. pomijamy to, czy powód zakazania kontaku dziecka z Next/Nextem jest słuszny, czy były do tego odpowiednie przesłanki itd.).

Chodzi mi o sam fakt - możliwości wpływu na te kontakty - które wg mnie (i tak jak napisała lideczka) są znacznie większe ze strony matki, niż ojca.

A przecież i jedno i drugie jest obok dziecka, w chwili kontaktów z Next/Nextem (oczywiscie czasem bywa tak, ze dziecko zostaje samo z Next albo Nextem - i w przypadku gdy jest u matki i gdy jest u ojca)- i jedno i drugie jest przecież rodzicem.

No i tak własnie... Zastanawiam się nad brakiem "równorzędności" w tym temacie.

Jak to jest?
Obserwuj wątek
    • domali Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:01
      Dokładnie nad tym samym się zastanawiam.
      Usprawiedliwa się chęć wielu eks do poznania next - bo przecież muszą widzieć,
      z kim ich dziecko spędza czas. Ciekawe, czy te same eks będą jednak chętne, aby
      ich były mąż poznał ich nowego partnera - w końcu to samo dziecko będzie
      spędzało czas z OBCYM facetem, niejednokrotnie razem zamieszkają. I co, jeśli
      ten 'pan' ojcu się nie spodoba?
      • mikawi Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:04
        zupełnie nic, bo matka ma prawo własnosci do dziecka i nie musi sie liczyc ze
        zdaniem ojca, za to ojciec i jego next... to całkiem inna bajka - ci to powinni
        żyć w zastraszeniu wink
        • derena33 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:16
          a ojciec sie liczy ze zdaniem matki? Bo na razie to najczesciej sa tylko
          pobozne zyczenia i wyrazane glosno obawy ze strony matek... a jak jest w zyciu??
          • domali Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:17
            Dereno, tu nie chodzi o liczenie/nieliczenie.
            To jest raczej takie toeretyczne pytanie - co eks, które tak chcą poznawać next
            zrobią, gdy w ich życiu pojawi się nowy partner i ich eks zechce go poznać!
            • mikawi Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:24
              i powie na dodatek że ten facet mu sie nie podoba i nie życzy sobie aby
              kontaktował się z jego dzieckiem wink
            • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:24
              domali napisała:

              > Dereno, tu nie chodzi o liczenie/nieliczenie.
              > To jest raczej takie toeretyczne pytanie - co eks, które tak chcą poznawać next zrobią, gdy w ich życiu pojawi się nowy partner i ich eks zechce go poznać!

              Dokładnie.
              I juz nie tyle chodzi o samo poznanie nowego partnera/męża/żony (bo zwykle i tak prędzej czy pozniej gdzies sie ludzie spotkają i poznają - chociaz nie zawsze).
              Chodzi głównie o zdolnosc decydowania o tym, z kim dziecko spedza czas - jesli chodzi o partnera/małżonka danego rodzica.

              Bo o ile często czytam o sytuacjach i widzę ich kilka wokół siebie, kiedy matka ma nowego faceta, a ojciec ma nową kobietę - i matka mowi: "dziecko nie bedzie spedzac czasu u ciebie w domu, bo tam jest ta kobieta, a ja jej nie toleruję. nie pojdziesz z dzieckiem na spacer, jesli ona tez pojdzie. itd..."

              I co robi ojciec?
              Zgadza się zwykle na wszystkie te ograniczenia, jesli chce widziec dziecko. Nie ma wyjscia.

              Natomiast nie spotkalam sie z sytuacja, kiedy ojciec mowi: "nie podoba mi sie ten twoj nowy facet, nie chce by moje dziecko mialo z nim jakis kontakt."
              I co?
              Czy matka wyprowadzi tego faceta nowego, bo ojcu sie nie podoba? czy jak?
              bo inaczej dziecko bedzie mialo kontakt z nim w domu. a ojciec sobie tego nie zyczy. przestanie chodzic z tym nowym facetem i dzieckiem na wspolne spacery, bo ojciec nie chce by jego dziecko mialo kontakt z tym "nowym"?

              O to mi chodzi.

              Bo wychodzi na to, że oboje rodzice mają prawo do decyzji na temat swojego dziecka (zakładając, że nie maja ograniczonych praw itd) - ale jedni BARDZIEJ.

              Źle mi się wydaje?

              (prosze tego nie traktowac jako atak na samotne matki mające kolejnych facetow/mężówsmile) - interesuje mnie ZJAWISKO, nie osobytongue_out)
              • kamila77 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 12:11
                W sprawie ZJAWISKA smile dodam tylko, ze aby uzurpowac sobie prawo do oceny kogos
                nowego u boku matki dziecka, najpierw trzeba byc Ojcem. Prawdziwym. I,
                oczywiscie, samemu byc w porzadku w kwestii swojego kolejnego zwiazku.
                • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 12:39
                  > W sprawie ZJAWISKA smile dodam tylko, ze aby uzurpowac sobie prawo do oceny kogos nowego u boku matki dziecka, najpierw trzeba byc Ojcem. Prawdziwym. I,
                  > oczywiscie, samemu byc w porzadku w kwestii swojego kolejnego zwiazku.

                  Oczywiście. I odwrotnie.
                  Jak najbardziej.
            • leeya Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:44
              Juz mowie Domali.
              Co prawda w moim zyciu nie pojawil sie zaden nowy facet/partner, ale stalo sie
              tak, ze moj przyjaciel, jeszcze z piaskownicy przeprowadzil sie do Gdanska i
              bardzo duzo czasu spedza u mnie w domu i sila rzeczy z Kulka. Jest to jakies 6-
              8 godzin tygodniowo. Kiedy jeszcze Pan Tatus, jak to Mikawi powiedziala,
              wyrazal chec kontaktow z corka, po prostu poznalam ich ze soba. Nie mialam
              zamiaru ukryac, ze ktos bywa u mnie... Moze w tym przypadku bylo inaczej, bo to
              tylko moj przyjaciel, a w dodatku Tatusiek zna Go z moich opowiesci, bo
              wczesniej jakos nie mieli okazji sie poznac.

              Nie widze sensu ukrywania i krecenia. Byly zna wszystkich ludzi, ktorzy maja
              kontakt z Kulka. I wyrazil niechec co do jednej z moich kolezanek, bo "ma zle
              oko". Ja natomiast znasze wizyty jego rodzicow, ktorzy niejednokrotnie
              przychodzili do Malej po drineczku.

              A co do jego next. Nie widze mozliwosci jej kontaktow z Mala, wiec temat
              odpada. No chyba, ze mi powiecie, ze powinnam pakowac Kulke w wozek i pomachac
              szczesliwej rodzince ex+next+moja Kulka zyczac im milego spaceru?

              Leeya
              • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 12:09
                leeya napisała:

                > Nie mialam zamiaru ukryac, ze ktos bywa u mnie...

                Leeya - ale mi nie chodzi w tym wątku o ukrywanie, że ktoś bywa u mamy dziecka, czy u ojca. Tylko o to, czy np. jeśli ojcu nie podobają się "bywalcy" domu mamy dziecka, bo uznaje ich za "szkodzących" dziecku, jego "protest" byłby brany na równi, jak protest mamy, kiedy nie podoba jej się ktos kto spedza czas w domu ojca, kiedy jest tam dziecko itp.

                > I wyrazil niechec co do jednej z moich kolezanek, bo "ma zle
                > oko".

                smile
                Rozróznijmy powody "błahe" od "mających podstawy". Wydaje mi się, że tu twoj Ex przesadza.
                Chociaż oczywiście "złe oko" może być dla jednego bardzo przesądnego rodzica powodem do zaprzestania kontaktów z tą osobą, a dla innego - wymysłem.

                Mówiąc o powodach do decyzji pt. "nie moze miec kontaktu zmoim dzieckiem" nie mówię tu o PRYWATNYCH niechęciach do kogoś. Dopiero, gdy ktos faktycznie ma zły wpływ NA DZIECKO (a nie na rodzicatongue_out) - można mówić o własciwych powodach do takich decyzji. I o takie powody chodzi mi w moim wątku. A nie o pierdoły typu: "Ja jej nie lubię. Nie chcę by twoja koleżanka miała kontakt z naszym dzieckiem!", albo "Nie podoba mi się jego ubranie.". smile

                > Ja natomiast znasze wizyty jego rodzicow, ktorzy niejednokrotnie
                > przychodzili do Malej po drineczku.

                Brrr... Ja mam ogólny uraz do alkoholu i ludzi "po drineczku" - przebywających w towarzystwie dzieci.
                Wizyty dziadków - owszem. Ale na trzeźwo.
                Nie wiem, czy bym znosiła to tak jak tyuncertain
                Współczuję tego "znoszenia"...

                > A co do jego next. Nie widze mozliwosci jej kontaktow z Mala, wiec temat
                > odpada. No chyba, ze mi powiecie, ze powinnam pakowac Kulke w wozek i pomachac szczesliwej rodzince ex+next+moja Kulka zyczac im milego spaceru?

                Ja bym nie machała smile
                A temat "szczęśliwej rodzinki" w konfiguracji "Ex-Next-Dziecko" (z obu stron te Nexty i Exy) był już poruszany na forum szczegółowo i dogłębnie.

                Nikt nie mówi, żebyś pakowała Małą do wózka i wyprawiała ją z uśmiechem na spacerek z Next. Ale chyba z ojciem może się wyspacerować (choćby w wózkusmile - o ile ufasz mu na tyle, zeby powierzyc mu opiekę nad dzieckiem i wiesz, ze sobie poradzi.
                W tej sytuacji o ktorej piszesz - niechęć do ich "wspolnych" kontaktow z Małą jest zrozumiała jak dla mnie.

                Ale temat dotyczy raczej tego (wzorując się na twojej sytuacji), czy gdyby twoj Ex zaprotestował przeciwko wspolnym spacerom twoim, Małej i np. twojego znajomego (podając jakieś KONKRETNE powody protestu) - czy byś zgodziła się z jego niechęcią, czy stwierdziła, że nie ma nic do gadania i poszła na spacer - pamietając z drugiej strony, ze sama nie zgodziłabyś sie na spacer, gdyby szła z nimi Next.
                • leeya Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 18:00
                  jayin napisała:

                  > Leeya - ale mi nie chodzi w tym wątku o ukrywanie, że ktoś bywa u mamy
                  dziecka,
                  > czy u ojca. Tylko o to, czy np. jeśli ojcu nie podobają się "bywalcy" domu
                  mam
                  > y dziecka, bo uznaje ich za "szkodzących" dziecku, jego "protest" byłby brany
                  n
                  > a równi, jak protest mamy, kiedy nie podoba jej się ktos kto spedza czas w
                  domu
                  > ojca, kiedy jest tam dziecko itp.
                  -----------------------------------
                  No przeciez mowie, ze pokazywalam Tatuskowi osoby najczesciej stykajace sie z
                  dzieckim wlasnie po to, zeby nie ukrywac przed nim, kto z dzieciatkiem ma
                  kontakt. Dlatego zeby mogl wyrazic swoj protest. Co do osob mu znanych mowilam
                  tylko, kto bywa, co do osob osobiscie mu nieznanych - przedstawialam. Naiwna
                  myslalam, ze bedziemy mimo wszystko razem wychowywac Kulke i jego zdanie tez
                  jest brane pod uwage. Oczywiscie po wstepnej dyskusjismile

                  > smile
                  > Rozróznijmy powody "błahe" od "mających podstawy". Wydaje mi się, że tu twoj
                  Ex
                  > przesadza.
                  ---------------------------
                  Nie przesadzal. Ma zle oko to dziewcze. Juz tak czesto nie przychodzismile


                  > Brrr... Ja mam ogólny uraz do alkoholu i ludzi "po drineczku" -
                  przebywających
                  > w towarzystwie dzieci.
                  > Wizyty dziadków - owszem. Ale na trzeźwo.
                  > Nie wiem, czy bym znosiła to tak jak tyuncertain
                  > Współczuję tego "znoszenia"...
                  -------------------------------
                  Coz, ja tez mam delikatnie mowiac uraz do drineczkowych ludzi przy dzieciach...
                  Moje napomykania na temat "porozmawiaj z rodzicami o tym" skonczyly sie ostra
                  wymiana zdan (czemu sie ich czepiasz, oni Ci tak dobrze zycza). W koncu sama z
                  nimi pogadalam i ostatnie 2 wizyty byly trzezwesmile

                  > Nikt nie mówi, żebyś pakowała Małą do wózka i wyprawiała ją z uśmiechem na
                  spac
                  > erek z Next. Ale chyba z ojciem może się wyspacerować (choćby w wózkusmile - o
                  ile
                  > ufasz mu na tyle, zeby powierzyc mu opiekę nad dzieckiem i wiesz, ze sobie
                  por
                  > adzi.
                  > W tej sytuacji o ktorej piszesz - niechęć do ich "wspolnych" kontaktow z Małą
                  j
                  > est zrozumiała jak dla mnie.
                  -------------------------------
                  Nie tylko z powodow tu podanych moja niechec do kontaktow Kulka - next jest
                  oooogromna. Na szczescie lub nieszczescie tematu juz nie ma, bo Tatusiek nie
                  wykazuje chceci kontaktowych z corka. Przeszlo mu juz.

                  >
                  > Ale temat dotyczy raczej tego (wzorując się na twojej sytuacji), czy gdyby
                  twoj
                  > Ex zaprotestował przeciwko wspolnym spacerom twoim, Małej i np. twojego
                  znajom
                  > ego (podając jakieś KONKRETNE powody protestu) - czy byś zgodziła się z jego
                  ni
                  > echęcią, czy stwierdziła, że nie ma nic do gadania i poszła na spacer -
                  pamieta
                  > jąc z drugiej strony, ze sama nie zgodziłabyś sie na spacer, gdyby szła z
                  nimi
                  > Next.
                  ----------------------
                  Jezeli by przedstawil KONKRETNE zarzuty wobec mojego towarzysza spacerku,
                  obojetnie, czy bylby to znajomy, znajoma czy ktos z mojej rodziny, to
                  przedyskutowalabym z nim te sprawe. Byc moze zwrocilby moja uwage na cos, czego
                  dotychczas nie zauwazalam. Ale, jest tez taka mozliwosc, ze uznalabym te jego
                  KONKRETNE zarzuty za malo wazne i mimo wszystko poszlabym z ta osoba na
                  spacerek. W druga strone dzialaloby to tak samo, z tym, ze ja moglabym wpasc w
                  furie, gdyby moje zarzuty okazalyby sie wg. Tatuska blahesmile Przyznaje sie bez
                  biciasmile Bo jezeli blahe jest dla niego to, ze jego Mamusia chce brac Kulke na
                  rece mimo, ze gorzelniany oddech ma....

                  Ale jak pisalam wczesnie, tak bylo do czasu az Tatusiek stracil zainteresowanie
                  odwiedzinami u Kulki.

                  Pozdr,
                  Leeya
              • mikawi Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 12:12
                > Kiedy jeszcze Pan Tatus, jak to Mikawi powiedziala,
                > wyrazal chec kontaktow z corka

                hę? że co ja powiedziałam?
          • new_live Derena - zajrzyj do kucni.. Prosze. 21.10.04, 11:24
    • kkokos Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:28
      to prawda, jayin, nie ma równorzędności w tym temacie - dokładnie tak samo, jak
      nie ma równorzędności w codziennej opiece nad dzieckiem. choćby się ten ojciec
      starał jak nie wiem, na matce spoczywa większa odpowiedzialnośc i już. matka ma
      więc w tej sytuacji większą władzę i już. i wydaje mi się to owszem, całkiem
      słuszne.
      wyobrażasz sobie, że ojciec, który odchodzi do innej kobiety, potem kontroluje,
      z kim porzucona żona ułożyła sobie życie?????
      i proszę nie wytaczać dział, że są kobiety, które odchodzą i potem zmieniają
      facetów jak rękawiczki, a ojciec nie ma na to wpływu (tak, to też chore,
      podobnie jak tatusiowie spędzający każde wakacje z dzieckiem i nową narzeczoną)
      bo jednak takie sytuacje są nieporównanie - nieporównanie - rzadsze smile)
      • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:46
        kkokos napisała:

        > to prawda, jayin, nie ma równorzędności w tym temacie

        Wiem. Dlatego się zastanawiam, dlaczego smile

        > dokładnie tak samo, jak nie ma równorzędności w codziennej opiece nad dzieckiem. choćby się ten ojciec starał jak nie wiem, na matce spoczywa większa odpowiedzialnośc i już. matka ma więc w tej sytuacji większą władzę i już. i wydaje mi się to owszem, całkiem słuszne.

        Ale to nie jest to samo.
        To o czym piszesz - jest logiczne. Ten z rodziców, który więcej czasu wkłada w wychowanie dziecka - siłą rzeczy ponosi większą odpowiedzialnośc za niego - może nie tyle większą w sensie "siły", ile w sensie "więcej czasu dziecko spędza pod jego opieką" i odpowiedzialność jest "dłuższa" niż u rodzica dochodzącego.

        Ale.. Co jedno ma wspólnego z drugim?

        Mi chodzi o to, kiedy dziecko jest POD OPIEKĄ rodzica (zakładając, że skoro dziecko może odwiedzać rodzica i spędzać z nim czas, czy z nim mieszkać - uznano, że rodzic jest w stanie zapewnić dziecku właściwą opiekę) - wtedy prawo drugiego rodzica o decydowaniu, czy dziecko może spędzać też czas z partnerką/partnerem tegoż "opiekującego" się dzieckiem rodzica - powinno być takie samo.
        Skoro dziecko jest pod opieką "rodzica", a drugi ma jakieś wątpliwości co do reszty towarzystwa.
        I nie ma tu wg mnie znaczenia, u kogo dziecko mieszka. Drugi rodzic ma prawo wypowiedzieć się na temat tego, jakie otoczenie/towarzystwo ma dziecko w domu drugiego rodzica. Nieważne, czy przez godzinę, czy przez 24 h na dobę
        (ba, jesli chodzi, ze 24h na dobę, powinno tym bardziej się to zdanie liczyc, bo i wpływ niby większy tegoż partnera/partnerki na dziecko).

        > wyobrażasz sobie, że ojciec, który odchodzi do innej kobiety, potem kontroluje, z kim porzucona żona ułożyła sobie życie?????

        Jak odchodzi do innej to zwykle go nie interesuje z kim sobie żona układa życie. Jesli interesuje go dziecko - to oczywiscie, że POWINNO wręcz interesowac go, z kim dziecko mieszka. Bo, ze z mamą - to oczywiste, wie o tym, taki był skutek jego odejścia. Ale że z jakąs obcą dziecku osobą?
        Te same przesłanki, które wysuwają niektore matki dzieci w stosunku do byłych meżów (ojców).

        Tylko jeszcze coś... Dlaczego zakładasz, że ojciec MUSIAŁ porzucic matkę dla innej kobiety?smile Powody rozwodów są przeróżne.
        Tak jak i przeróżne są sytuacje po rozwodach, w których udział biorą dzieci.

        Nie roztrząsamy tu WSZYSTKICH sytuacji, WSZYSTKICH powodów - tylko stan PO rozwodzie. I kwestię tego, czy OBOJE rodzice mogą decydować o tym, czy dziecko powinno/może mieć kontakt z Next/Nextem - czy też to przysługuje wyłącznie jednej stronie, bo... (powód: Bo ojciec porzucił matkę.. nie jest jak dla mnie powodem "właściwym".Bo jak to? teraz ta nasza "teoretyczna" ona może mieszkać z kim chce, a jemu nic do tego, ale jak on ma jakąś kobitę nową - to już "teoretyczna" ona moze zakazać dziecku odwiedzac ojca, bo tam jest "ta osoba"?... )
        A jak to kobieta porzuca faceta - i zamieszkuje z innym. Czy ojciec dziecka może jej powiedziec, ze sobie tego nie zyczy, by dziecko mieszkalo z tym facetem? Nie może. Bo co to da?...

        > i proszę nie wytaczać dział, że są kobiety, które odchodzą i potem zmieniają
        > facetów jak rękawiczki, a ojciec nie ma na to wpływu (tak, to też chore,
        > podobnie jak tatusiowie spędzający każde wakacje z dzieckiem i nową narzeczoną)

        Nikt nie będzie ich wytaczał, bo to chyba nie ma związku z tematem, o który mi chodzi smile
        Nie chodzi o wątpliwą moralność i dostoswanie społeczne do związków "trwałych" pewnych osób, tylko o różnicę w prawie do decyzji o tym, czy dziecko moze miec kontakt z Next/Nextem, czy nie.
        • derena33 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 12:01
          > > wyobrażasz sobie, że ojciec, który odchodzi do innej kobiety, potem kontr
          > oluje, z kim porzucona żona ułożyła sobie życie?????
          >
          > Jak odchodzi do innej to zwykle go nie interesuje z kim sobie żona układa
          życie
          ------------
          Tu bardzo sie mylisz, czesto jest tak ze odchodzi ale ciagle stara sie
          kontrolowac ( MYSLE ZE CHODZI O TE OSLAWIONE ALIMENTY) zeby przypadkiem bron
          boze nie wydawala ich na nowego gacha ( jak to ladnie panowie okreslaja )

          Bo czesto gesto jest tak .... on odchodzi bo sie zakochal, a ona jak kogos
          znajdzie, to ma gachasmile ale lepiej chyba tak niz zeby uzywala ogorka prawda?smile



          > Te same przesłanki, które wysuwają niektore matki dzieci w stosunku do byłych
          m
          > eżów (ojców).
          >
          > Tylko jeszcze coś... Dlaczego zakładasz, że ojciec MUSIAŁ porzucic matkę dla
          in
          > nej kobiety?smile Powody rozwodów są przeróżne.
          ---------
          Jasne ze sa rozne, ale my z tej drugiej strony barykady, ktore tu pisza, jakos
          tak czesciej spotkaly sie z wyzej cytowana sytuacja.. echhhhsad



          Jayin smile moglabys byc politykiem w naszym sejmie ... to taka dygresja

          Pozdrawiam


          • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 12:58
            derena33 napisała:

            > Jak odchodzi do innej to zwykle go nie interesuje z kim sobie żona układa
            > życie

            > Tu bardzo sie mylisz,

            Nie sądzę. Nie napisałam NIGDY go nie interesuje - to po pierwsze.
            Po drugie - nie interesuje go GACH jako facet, ktory z tą byłą żoną będzie spał, jadał kolacje, obiady, jezdził na urlop itd. To o czym piszesz, to tylko NIEKTÓRE przypadki faceta, ktory odchodząc do innej nadal interesuje się tym, co robi jego była żona ze swoim prywatnym zyciem - w kontekscie takiej kontroli "alimentow" (ale nie jej prywatnego zycia jako takiego, bo skoro DOBROWOLNIE od niej odszedl do jakiejs: pani/panienki/siksy/lalki/kobiety - to widac nie intteresuje go to, co jego Ex zrobi ze swoim zyciem itp, jesli nie ma to na niego wplywu. a jesli ma - to BYWA, ze mocno kontroluje.

            Tak jak BYWA, ze byle zony kontrolują zycie swoich Exow - jesli chodzi o alimenty, dziecko itd - czyli sfery zycia, ktore mają na nie wpływ ze strony Exa.

            A czasem BYWA i tak, ze obie strony kontroluja siebie z czystej zlosliwosci i upierdliwosci wrodzonej. Zeby uprzykrzyc zycie drugiej osobie.

            BYWA różnie.

            ALE TO NIE MA NIC DO TEGO O CZYM JEST TEN WĄTEKtongue_out
            Jak to ludzie lubią się rozłazić tematycznie...smile (ja tez czasem to robię, zeby nie byłotongue_out)

            > czesto jest tak ze odchodzi ale ciagle stara sie
            > kontrolowac ( MYSLE ZE CHODZI O TE OSLAWIONE ALIMENTY) zeby przypadkiem bron
            > boze nie wydawala ich na nowego gacha ( jak to ladnie panowie okreslaja )

            Bądźmy sprawiedliwi. Wszystko można obrócić w drugą stronę.
            Często jest też tak, że i matki dzieci kontrolują Exów, żeby nie wydawali kasy, która MOGŁABY iśc na alimenty, na swoje Nexie.
            Amen.

            Jeśli ma podstawy uwazac, że matka zaniedbuje dziecko, a dogadza "gachowi" (takie fajne, średniowieczne okreslenie...wink) - to może ma rację, ze kontroluje?
            Jeśli nie ma podstaw - to jest to zwykłe upierdliwe działanie faceta.
            Ludzie są różni.

            A ja cały czas piszę o tym, kiedy SĄ podstawy do tego, żeby stwierdzać, że coś jest nie tak. REALNE. A nie, że komus cos sie wydaje, bo nie lubi, bo ma uraz, bo cos tam...
            Madre!...

            > Bo czesto gesto jest tak .... on odchodzi bo sie zakochal, a ona jak kogos
            > znajdzie, to ma gachasmile

            Albo i tak, że jak on odchodzi, to ma kochankę - a ona - bo się zakochała.
            Albo i tak, że jak ona odchodzi, to ona się zakochała, a jak on sobie znajdzie po paru latach kogos, to "przygruchał sobie jakąś d...".
            Różnie BYWA.

            Nie licytujmy się "odmianami" sytuacyjnymi. bo ZAWSZE można je odwrócić, a nic to do tematy nie wnosi... (scratch).

            > ale lepiej chyba tak niz zeby uzywala ogorka prawda?smile

            Nie bądźmy tacy zdewociali smile
            Każdy używa tego, co lubi.
            Jedni kobiet, inni mężczyzn, pozostali ogórków, dmuchanych lal albo różowych wibratorów .

            > Jasne ze sa rozne, ale my z tej drugiej strony barykady, ktore tu pisza, jakos tak czesciej spotkaly sie z wyzej cytowana sytuacja.. echhhhsad

            Wiesz, tak samo można powiedzieć o większości macoch. Jeśli ktoś pisze na forum, to nie dlatego, że jest pięknie i różowo. Tylko ma problem i chce się wygadać (pomijając np. mnie, jak sobie piszę, bo akurat mam przerwę w pracy i mi się nudzi....smile
            A jak jest problem, to oczywiscie skądś się bierze w IRL.

            Więc dla mnie jasne, że na barykadach forumowych spotykają się raczej niemal same Ex, które mają problemy z Exami i/lub macochami i macochy, które mają problemy ze swoimi M i/lub Ex.

            Ale czasem chyba nie zaszkodzi spojrzeć na to z innej strony... A nie tylko przez pryzmat wyłącznie swoich, negatywnych doświadczeń w danym temacie.


            > Jayin smile moglabys byc politykiem w naszym sejmie ... to taka dygresja

            Rozczaruję cię, ale nie mam żadnych ambicji politycznych.
            Chociaż tyle kasy co oni, to bym chciała zarabiać smile)
            • derena33 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:21
              jayin napisała:

              >
              > Ale czasem chyba nie zaszkodzi spojrzeć na to z innej strony... A nie tylko
              prz
              > ez pryzmat wyłącznie swoich, negatywnych doświadczeń w danym temacie.
              -----------------

              I vice versa, z pozdrowieniami

              Derena

              P.S. o chodzeniu w cudzych mokasynach juz pisalamsmile

              A jezeli chodzi o glowny temat watku to ashan powiedziala to co i ja mysle...
              wiec nie bede sie powtarzacsmile
              • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:29
                derena33 napisała:

                > pryzmat wyłącznie swoich, negatywnych doświadczeń w danym temacie.
                > I vice versa, z pozdrowieniami

                dziękuję za pozdrowienia, ale ja swoich negatywnych doświadczeńw tym wględzie nie mam smile
                Jak już pisałam, po prostu zastanawia mnie ten FAKT, który obserwuję czasami.

                > P.S. o chodzeniu w cudzych mokasynach juz pisalamsmile

                Nie chadzam, ale wyobrażam sobie, że musi być cicho i wygodnie...wink)))

                > A jezeli chodzi o glowny temat watku to ashan powiedziala to co i ja mysle...
                > wiec nie bede sie powtarzacsmile

                Odpisałąm już ashan.
                Z jej wypowiedzią też się zgodziłam.
                Ale nie o to, o czym napisała ashan (odpowiedzialny partner, co to zamieszkał, swiadomy wszystkiego i z dobrymi chęciami) chodzi w MOIM watku (mi chodzi o takiego partnera/partnerkę, ktory dobrych chęci NIE MA).

                J.
                • derena33 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 14:00
                  jayin napisała:

                  > derena33 napisała:
                  >
                  > > pryzmat wyłącznie swoich, negatywnych doświadczeń w danym temacie.
                  > > I vice versa, z pozdrowieniami
                  >
                  > dziękuję za pozdrowienia, ale ja swoich negatywnych doświadczeńw tym
                  wględzie
                  > nie mam smile
                  ----------

                  Braku doswiadczen zaprzecza ton twoich wypowiedzi....smileno chyba ze to wiedza
                  ksiazkowasmile)

                  Bo ja mam realne doswiadczenia i zapewne ashan ma i z pewnoscia new_live ma i
                  kkokos i wiele innych
                  • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 14:17
                    > Braku doswiadczen zaprzecza ton twoich wypowiedzi....smileno chyba ze to wiedza
                    > ksiazkowasmile)
                    >
                    > Bo ja mam realne doswiadczenia i zapewne ashan ma i z pewnoscia new_live ma i
                    > kkokos i wiele innych

                    Dereno - a wiesz.. jest coś takiego jak obserwacje innych ludzi, tych bliższych i dalszych - i wyciąganie WŁASNYCH wniosków na ten temat.
                    Są też teorie. I inne takie

                    Skoro macie doświadczenia - to wiecie jak to wygląda U WAS. I OK.
                    Co nie znaczy, ze u wszystkich. Np. u moich znajomych, czy "obserwowanych".

                    Za KONKRETNE wypowiedzi oparte na własnym doświadczeniu w tym temacie - bardzo dziękuję.

                    Jeśli natomiast odebrałaś ton mojego wątku za "doświadczony" i "wszechwiedzący" to dośc błędnie to wyszło.
                    Może.. kiedyś... za jakieś 30 lat...
                    smile
    • ashan Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 11:57
      Większe prawo ma osoba, która sprawuje bezpośrednią opiekę nad dzieckiem. Czy
      będzie to tata czy mama. Z jednego, bardzo prostego powodu - jej partner
      podejmuje decyzję o wspólnym mieszkaniu z dzieckiem, przejęciem części
      obowiązków, czasami współfinansowaniu. A taka decyzja zapada po nieco dłuższym
      zastanowieniu, niż w przypadku osób wiążących się z dzieciatym partnerem, ale
      wolącymi, żeby te dzieci za bardzo im w życiu nie przeszkadzały...
      a.
      • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:10
        ashan napisała:

        > A taka decyzja zapada po nieco dłuższym
        > zastanowieniu, niż w przypadku osób wiążących się z dzieciatym partnerem, ale
        > wolącymi, żeby te dzieci za bardzo im w życiu nie przeszkadzały...

        ashan - oczywiście. Masz rację.

        TYLKO znowu zaznaczam, że nie piszę o sytuacji, kiedy partner rodzica mieszkającego z dzieckiem jest OK i nie wpływa źle na dziecko. Bo wtedy w ogóle tego tematu nie ma (i w drugą stronę też nie). Bo drugi rodzic (nie mieszkajacy z dzieckiem) nie ma PODSTAW do twierdzenia, że tamta osoba ma zły wpływ i nie chce, by dziecko miało z nią kontakt.

        Mówię o sytuacjach, w których partner rodzica ma widoczny zły wplyw, czy dziecko nie lubi spędzać z nim czasu, czy boi się go, czy inne jeszcze sprawy, które wg drugiego rodzica (logicznie i nie "bo go nie lubię") - mają zły wpływ na dziecko.

        ZŁY, a nie dobry wpływ.

        Czyli taki, jaki również można przypisać "źle wpływającemu" partnerowi rodzica nie mieszkającego z dzieckiem.

        Bo czasem jest tak, że rodzic inaczej odbiera swojego partnera, niż dziecko. Czasem bywa zauroczony nim tak, że nie widzi tego "złego wpływu", albo nie chce widzieć. Różnie bywa.

        I w takiej sytuacji np. rodzic mieszkajacy (żeby nie używać już jednoznacznie brzmiących tutaj słów MATKA/OJCIEC) - mówi, że nie pusci dziecka do drugiego rodzica, bo tam ktos sprawia, ze dziecku jest zle.
        A rodzic nie mieszkajacy z dzieckiem - kiedy widzi ze dziecku jest zle, i mowi to samo, co powyzej - tzn. zeby ograniczyc kontakt dziecka z tym "źle wpływającym" - jest zazwyczaj ignorowany. Jakby nie miał prawa zadbać w ten sposób o dziecko.

        Tak jakby tylko rodzic, mieszkający z dzieckiem miał prawo do takich wnioskow, dbałości i decyzji.

        A wg mnie nie ma.

        Wezmy BARDZO drastyczną, ale odwzorowującą to o co mi chodzi sytuację, kiedy nowy partner rodzica okazuje się być np. nałogowym alkoholikiem. A wtedy i tak najcześciej dziecko pozostaje przy tym rodzicu, z ktorym mieszka, mimo ze "ojczym"/"macocha" pije i robi awantury, a drugi rodzic protestuje i chce, by rodzic zktorym mieszka dziecko zajął się tym i polepszył dziecku warunki "życia" w domu (czyli np. bez pijackich awantur). I co? I nic. W takich wypadkach najczęściej pozostaje droga sądowa, jesli rodzic chce miec w domu partnera i dziecko, a drugi rodzic, chce dziecku "oszczędzic" zachowan i osoby tego "partnera"/"partnerki".

        A jesli robiłby tak samo (tzn. zle sie zachowywał, w jakis sposob dziecko czułoby się bardzo zle przy nim) partner rodzica, z ktorym dziecko nie mieszka - wystarczy powiedziec: "nie puszczę dziecka do ciebie, bo twoj/twoja Next pije, bije, krzyczy itd...".

        Bez zadnej drogi sądowej.
        Bo droga sądowa jako taka pozostaje prawie zawsze do "dyspozycji" rodzica, ktory NIE MIESZKA z dzieckiem., jesli nie da się "osobiscie" ustalic czegos między rodzicami.
        A rodzic ktory mieszka z dzieckiem? Wystarczy, ze zamknie drzwi i nie wpusci tego drugiego rodzica i będzie nadal tak wychowywał dziecko/urządzał mu zycie ze swoim nowym partnerem/partnerką - jak chce. Dopoki ten drugi rodzic po jakichs tam bojach sądowych nie wyegzekwuje czegos innego.
        • new_live Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:18
          To wtedy idzie sie do sadu - wykazuje, ze dziecko miueszka z alkoholikeim i ma
          on zly wplyw i wystpuje sie o zmiane zamieszkania dziecka- na zamieszkanie z
          ojcem.. I oczym tu gadac...
          • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:31
            new_live napisała:

            > To wtedy idzie sie do sadu - wykazuje, ze dziecko miueszka z alkoholikeim i ma
            > on zly wplyw i wystpuje sie o zmiane zamieszkania dziecka- na zamieszkanie z
            > ojcem.. I oczym tu gadac...

            New_live
            O tym, że NIE MOŻNA tego załatwić bez sądu.
            O to mi chodzi.
            Że jedna strona może niemal wszystko w tym temacie BEZ SĄDU, tylko wg swoich własnych decyzji, a druga strona MUSI się posiłkować sądem.
            I o tą "nierównowagę" w możliwosciach decyzyjnych mi chodzi.

            J.
            • new_live Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:34
              Druga strona to samo..
              Ja nie wiedze pwowdow czemu druga strona nie tak samo??
              Czemu ???
              Bo co???

              Tak samo...
              I jeszcze to Pani i Ty tez pisalas , ze faceta nie mozan do niczego zmucc -
              chyba, ze SAM tak chce....
              Wiedz moze - oni wan nie mowi prawdy i im tez tak wygodniej..

              Uprzedzam pytanie- Jesli eks nie daje dziecki - druga strona tez moze ich nie
              dac...
              Oie strony rowno prawne....
              Pozdrawaim
              • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:42
                new_live napisała:

                > Druga strona to samo..
                > Ja nie wiedze pwowdow czemu druga strona nie tak samo??
                > Czemu ???
                > Bo co???

                Właśnie jak dla mnie też tak samo.
                Ale ZNAM osobiście parę przypadków, kiedy w praktyce NIE JEST tak samo. I czasem czytam "NIE TAK SAMO" na kilku forach.
                No i DLATEGO się zastanawiam, czemu, skoro wg mnie, jest równo i TAK SAMO - jednak inni

                Ale jak już napisała ashan - sztuka dla sztuki jest okrutnie gnębiąca dla reszty świata, więc nie pokomentuję tu już niczego w wątku. Bo sadystką nie jestem smile

                > I jeszcze to Pani i Ty tez pisalas , ze faceta nie mozan do niczego zmucc -
                > chyba, ze SAM tak chce....
                > Wiedz moze - oni wan nie mowi prawdy i im tez tak wygodniej..

                komu co jak i po co?
                nie rozumiem zupełnie o co tu chodzi?
                ale pozostawmy to bez comentarres.
                • new_live Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:46
                  To jest sztuka dla sztuki.. Wyszukiwanepojedynczych przykladow..
                  I udowadnianie.. czego....???

                  Wszystcy znamy przyklad, ze ojciec i macoha zle wplywaja na dziecko a matak nic
                  nie moze zrobic..
                  ..
                  Wiec po co ta gadak..
                  • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:53
                    new_live napisała:

                    > To jest sztuka dla sztuki.. Wyszukiwanepojedynczych przykladow..
                    > I udowadnianie.. czego....???

                    Ale teraz to już chyba przesadzasz. Co i komu ja udowadniam???
                    Spytać się nie wolno co o tym inni sądzą? I zastanawiać się, dlaczego TAK JEST?
                    Skoro sztuka dla sztuki, to po co w ogole odpowiedzi, hę?

                    Widocznie mam niespełnioną potrzebę stawania na podium i gadania do pustych krzeseł na widowni....smile Nikt nie musi odpowiadac na takie "teorie sztuki własnej". Chyba, ze sam tez chce trochę pouprawiać co nieco. Tylko po co wtedy?

                    > Wiec po co ta gadak..

                    Właśnie się poważnie zastanowiłam. Mocno... I Głęboko... I W Ogóle... I.. Och. Stwierdzam: w tym WYPADKU po nic, jak widać.

                    Możesz nie odpisywać smile
    • alka23 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 12:11
      Ja zastanawiałam się jak moze czuc sie facet, w tym przypadku moj, wiedzac ze
      zona mieszka z gachem dla ktorego od niego odeszla.. a jak my sie zeszlismy to
      eksia zrobila dzika awanture ze ma prawo poznac osobe z ktora jej dziecko
      spedza "tyle" czasu.. smiech. Ale oczywscie to jest inna sytuacja.. (najlepszy
      argument eksi)
      • jayin Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 13:13
        alka23 napisała:

        > Ale oczywscie to jest inna sytuacja.. (najlepszy
        > argument eksi)

        Każda sytuacja jest "inna". Zależy z której strony się na nią patrzy. Wiadomo - inna perspektywa - zniekształćenie obrazu, inny zbieg perspektywiczny itd itp...smile
        Ale wystarczy pod imiona/osoby podstawić zwykłe X/Y - i wtedy wychodzi na to, że niektóre sytuacje są identyczne.
    • nooleczka z drugiej strony, 21.10.04, 13:24
      czy matka dziecka kiedykolwiek zamieszka z facetem, który będzie ewidentnie
      krzywdził i szkalował jej dziecko???
      • jayin Re: z drugiej strony, 21.10.04, 13:47
        nooleczka napisała:

        > czy matka dziecka kiedykolwiek zamieszka z facetem, który będzie ewidentnie
        > krzywdził i szkalował jej dziecko???

        nooleczko - ŚWIADOMIE nie. Przynajmniej tak mi się wydaje.

        Czasem "miłość" jest ślepa od początku.
        A czasem jest tak - jak u moich przyjaciół.
        Że Facet Nowy okazuje się niezłym ziółkiem już PO fakcie zamieszkania razem.
        Ale ona dzielnie znosi jego humory i krzyki na dziecko, bo... GO KOCHA. Dziecko utuli (mały ma 6 lat), siebie uspokaja, nam się wygada, faceta ułagodzi i na jakiś czas spokój znowu. A potem wystarczy, ze dziecko np. chore i facet sie wscieka, ze problem w domu i wielkie halo itd. I myslisz, ze ona go zostawi? Moze kiedys. Kiedy faktycznie będzie miała dośc takiego "terroru".
        Ale na razie mówi, że "jakoś to będzie. przecież ja go kocham".
        Klasyka. Jak w niektórych małżeństwach "pierwszych". Z których nie każde kończy się rozwodem.

        A nam wszystkim dziecka szkoda, bo ojcu opieki nie przyznają, bo nowy facet ani alkoholik, ani źle się nie prowadzi. Poza domem. Dobrze zarabiają itd.
        A dziecko w stresie, nerwowe, boi się zostawac samo w domu bez mamy, woli do babci, ojca - jak mama musi gdzies wyjsc/wyjechac.

        Można by powiedzieć - patowa sytuacja.
        • nooleczka Re: z drugiej strony, 21.10.04, 14:02
          jayin napisała:

          > A dziecko w stresie, nerwowe, boi się zostawac samo w domu bez mamy, woli do
          ba
          > bci, ojca - jak mama musi gdzies wyjsc/wyjechac.
          >

          No fakt, rzeczywiście bywają w zyciu takie sytuacje.

          ale mogę się założyć - że w takich przypadkach - biologiczni ojcowie NIE ROBIĄ
          KOMPLETNIE NIC.
      • lilith76 Re: z drugiej strony, 21.10.04, 13:47
        raz na jakiś czas pojawia się notka w gazecie, czy "setka" w wiadomościach
        telewizyjnych o zakatowanym dziecku - przez ojczyma, biologicznego ojca.
        pamiętam taką historię - matka pracowała, konkubin opiekował się dziećmi. nikt
        mi nie wmówi, że nie widziała notorycznych siniaków na ciele malutkiego
        dziecka. nie wiadomo, czy przeżyło - wylądowało w szpitalu w stanie krytycznym.
        nigdy nie zrozumiem kobiet widzących cierpienie własnego dziecka i nie
        robiących nic.

        na szczęście - i takich kobiet, i tak ewidentneie chorych facetów jest niewielu.
      • alka23 Re: z drugiej strony, 21.10.04, 14:03
        no ja sie wlasnie zastanawiam.. i az sie boje glosno powiedziec swoje obawy sad
    • lideczka_27 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 21.10.04, 20:16
      Jakoś się znowu dziś źle czuję, boli mnie brzuch sad Odpowiem szybko i się
      położę. Wiadomo, że w tym temacie bywa różnie, bo przypadki są różne. Ja wiem
      jedno - gdyby mnie M zostawił dla jakiejś kobiety, a potem dyskutował z tym, że
      się związałam i z kimś zamieszkałam, to „sorry gregory”, ale nie jego sprawa.
      Jeśli się nie przejmował jak nasze rozstanie wpłynie na dzieci i zostawił mnie
      z problemem oswojenia dziecka z nową rzeczywistością, to niech teraz sobie
      głowy nie zawraca i się nie martwi, bo ja - matka, wiem co robię i nie
      zamieszkałabym z chłopem, który by dla mojego dziecka był zły. A jeśli by się
      coś okazało "w praniu", no to by się wyprowadzić musiał albo ja z dziećmi,
      jeśli to jego chałupa. Koniec. Dobro dzieci jest dla mnie ważniejsze niż
      potrzeby mojej pochwy (bo jak to inaczej nazwać, gdy matka pozostaje nadal z
      konkubentem, gdy ten bije i jest przykry dla dzieci?).
      Problem jest, gdy w grę wchodzi po prostu zwykła złośliwość. Dziecko się nie
      skarży, nowego partnera matki/ojca lubi, a rodzic fochy strzela, zabrania, mąci
      itd. Mój mąż się nie wtrącał, kompletnie. Owszem, miał eksi za złe, że nie
      wytłumaczyła dziecku, że to jej partner, tylko wmawiała, że uczeń, który
      przychodzi na korepetycje, a potem dziecko przyłapało ich na seksie i wspólnym
      spaniu. Ale i to odpuścił - zwrócił uwagę by sobie zamek wstawili, bo dziecko
      sensację w przedszkolu robi i koniec. Ale gdy obaj panowie się przy niej
      pobili, dostało się przy okazji matce, to M się wściekł. Bo dzieciak sikał w
      łóżko i miał zapowiedziane, że gdy poskarży ojcu co widziało, to jeszcze od
      niego po dupie dostanie. No, nie powiem, wtedy to wpadł w szał. Powiedział
      eksi, że mogą się we trójkę pozabijać, ale od dzieciaka z takimi aferami jak
      najdalej. I jeśli jeszcze raz dowie się, że ona nim dziecko straszy, to skończą
      dyskusję w sądzie. Poskutkowało, była poprawa. Nasza mała to typ przylepki,
      akceptowała nas (mnie i partnerów eksi) bez żadnego "ale". Często nam mówiła,
      że kocha X, potem Y – po prostu się przywiązywała. Zresztą, pierwszego do tej
      pory wspomina z sympatią i przechowuje zabawki od niego. Drugi ją krzywdził. Ma
      do niego żal. I do matki, którą uznaje za wspólnika w tym traktowaniu - to jest
      obecny temat dyskusji z naszą psycholożką - gdy będę miała czas, to założę
      wątek w związku z problemem ze złymi wspomnieniami, o których Wam kiedyś
      pisałam.
      Dziewczyny z samodzielnych nie będą w tym temacie zbyt wspaniałomyślne, bo
      większość ma doświadczenia, o których napisałam na wstępie i ja je doskonale
      rozumiem. A że niesprawiedliwość bywa, to nie ma o czym gadać. Bywa. I po
      jednej i po drugiej stronie.
      Matka ma może lepiej, ojczym jest uprzywilejowany. Ale zastanawiam się teraz,
      czy do końca sprawa jest przegrana. Załóżmy, że matka ma nowego męża, dziecko z
      nimi mieszka, a ojcu nie pozwala na kontakty dziecka z jego drugą żoną. I
      załóżmy, że brak jej argumentów poza tymi, że „nie, bo nie”. Chyba ostatecznie
      sąd mógłby w takim przypadku pomóc ojcu. Jak myślicie?

      A tak obok tematu powiem (do ashan) smile Dorzucam to do galerii ludzkich
      przypadków, jako ciekawostkę jeno smile Czasami ojciec wraz z partnerką/żoną
      partycypują w kosztach utrzymania dziecka, biorą na siebie więcej obowiązków
      niż matka i jej partner, który uważa się tylko za partnera matki, ale
      obowiązków w temacie „dziecko” nie przyjmuje smile (jak uspokoił mojego męża drugi
      partner, który powiedział, że kazał małej na siebie mówić „tato” „ot tak – dla
      żartu”wink.

      Pozdrawiam szanowne dyskutantki i idę leżeć, ech…
      lidka
      • ashan Lideczko... 22.10.04, 08:28
        lideczka_27 napisała:

        > A tak obok tematu powiem (do ashan) smile Dorzucam to do galerii ludzkich
        > przypadków, jako ciekawostkę jeno smile Czasami ojciec wraz z partnerką/żoną
        > partycypują w kosztach utrzymania dziecka, biorą na siebie więcej obowiązków
        > niż matka i jej partner, który uważa się tylko za partnera matki, ale
        > obowiązków w temacie „dziecko” nie przyjmuje smile (jak uspokoił mojeg
        > o męża drugi
        > partner, który powiedział, że kazał małej na siebie mówić „tato” &#
        > 8222;ot tak – dla
        > żartu”wink.
        >

        Obawiam się, że galeria takich typków miałaby całkiem dużo eksponatów sad, a
        niektórych trudno byłoby nawet sobie wyobrazić, nie spotykając w realu.

        odpoczywaj, odpoczywaj i jeszcze raz odpoczywaj
        pozdrawiam
        a.
        • lideczka_27 Re: Lideczko... 23.10.04, 10:36
          ashan napisała:


          >
          > odpoczywaj, odpoczywaj i jeszcze raz odpoczywaj
          > pozdrawiam
          > a.
          >

          staram się, staram, ale różnie z tym bywa wink

          pozdrówki i uściski
          lidka
      • nooleczka Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 22.10.04, 10:39
        lideczka_27 napisała:

        > że kocha X, potem Y – po prostu się przywiązywała. Zresztą, pierwszego do
        > tej
        > pory wspomina z sympatią i przechowuje zabawki od niego. Drugi ją krzywdził.
        >
        jak to ją krzywdził? Bił ją? Mówił do niej brzydkie rzeczy? I co, matka
        pozwalała na to???
        • lideczka_27 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 23.10.04, 10:49
          nooleczka napisała:

          > lideczka_27 napisała:
          >
          > > że kocha X, potem Y – po prostu się przywiązywała. Zresztą, pierwsz
          > ego do
          > > tej
          > > pory wspomina z sympatią i przechowuje zabawki od niego. Drugi ją krzywdz
          > ił.
          > >
          > jak to ją krzywdził? Bił ją? Mówił do niej brzydkie rzeczy? I co, matka
          > pozwalała na to???

          Nie bił, dostała kilka razy od niego klapsy - gdy poskarżyła ojcu, ten pogadał
          (powiedzmy...) z eks i problem się skończył. Natomiast po początkowej
          deklaracji uczuć, sympatii, wzajemnej akceptacji, stał się dla niej przykry.
          Podczas kłótni z eks, gdzie ją lżył i wyzywał, mówił w liczbie mnogiej
          (jesteście idiotkami, jesteście głupie itd.). Gdy wyzwał eks w bardzo wulgarny
          sposób, a mała się rozpłakała i nakrzyczała do niego, żeby tak na mamę nie
          mówił, to kazał jej się wynosić do pokoju i zamknął ją w nim. U schyłku
          związku, tuż przed śmiercią eks oboje - zarówno ten facet jak i eks, dokuczali
          dziecku, karali za stosunek do ojca. Niestety M się dowiedział niedawno,
          podczas rozmów w psycholożką, do której chodzimy co tydzień. Mała się
          odblokowała i raczy nas takimi historiami, że skóra cierpnie. A, żeby trochę
          rozjaśnić - dziecko nie robiło różnic między rodzicami: kochało równo i chciało
          z każdym żyć dobrze. Matka nie miała więc powodów, by czuć się zagrożona. Ale
          wyganiała małą do ojca i do "tej baby", skoro ich tak kocha. To dużo historii,
          trudnych, tragicznych. Eks nie ma już możliwości naprawienia tych krzywd, a
          ponieważ wyrządziła je tuż przed odejściem - dziecko tym żyje i pragnie matkę
          unicestwić, wymazać z pamięci (ogólnie streściłam to, co nam wyjaśniła
          psycholog, później założę o tym osobny wątek).
          Do matki ma żal, że nie była przez nią broniona, gdy nekst jej dokuczał;
          zarzuca jej, że "mama go popierała". I pyta: dlaczego?

          pozdrawiam
          lidka
    • hop_angel Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 23.10.04, 11:24
      Przeczytałam z zainteresowaniem cały wątek i doskonale rozumiem rozważania
      Jayin ponieważ znam je z własnego życia. Przykłady proszę bardzo:
      1. Po pierwsze w kontekście rzucania i odchodzenia, ex odeszła od mojego M.,
      mając przed obecnym mężem wielu narzeczonych, jeszcze w trakcie trwania jej
      małżeństwa z moim M. Kiedy go poznałam już jakiś czas była z obecnym i mój M.
      nie miał nic do gadania, nawet mieszkała z nim.
      2. Pojawiam się ja i odrazu zaczyna się zachowanie psa ogrodnika, pretensje, że
      ja widuję się z młodą itp, itd. argumentacja, że mnie nie zna, nie wie czy
      jestem odpowiednią osobą etc., proponujemy więc spotkanie, aby mogła mnie
      poznać i co - ona na to, że nie ma takiej potrzeby, koło zamknięte i czysta
      złośliwość, włącznie z wydzwanianiem do moich rodziców, byłej teściowej,
      robieniem awaqntur itp. , zabranianiem kontaktu z dzieckiem etc. my oczywiście
      robimy swoje ponawiając od czsu do czasu propozycję spotkania obu stron - do
      spotkania DOSZŁO ale złośliwość ex nie minęła mimo wielu przykładów na moja
      dbałość o jej dziecko i kontakty młodej z ojcem.
      3. Przykłady uprzywilejowania ojczyma: nakaz mówienia tato, wpisanie go do
      dzienniczka ucznia, uczestnictwo w imprezach szkolnych gdy ex nie mogła zamiast
      ojca mimo, iż dziecko i sam zainteresowany czyli ojciec wykazywali chęć
      uczestnictwa w tychże, dbanie o to by ojczym dostawał prezenty, zakaz mówienia
      dziecku o ojcu w miejscach, gdzie nie wiedziano o sytuacji ex itp, itd,
      4. Podsumowanie - dla mnie zalezność jest jasna a rozważania Jayin nie tylko
      teoretyczne, na marginesie mój M. nigdy nie skomentował ostro powyższych a
      dziecko i tak wybrało własciwie bo jest juz na tyle duze ze samo decyduje o
      pewnych rzeczach. Tylko ile bylo nerwow po drodze.
    • chalsia Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 23.10.04, 16:13
      No więc tak:
      - jesli ojciec i matka mają oboje pełne prawa rodzicielskie, to zakaz matki co
      do spotykania przez dzieci next to nic nie znaczące słowa. Po prostu matce nic
      do tego. I tak naprawdę nic z tym zrobić nie może. Jesli by z tego powodu
      robiła problemy, to ojciec ma środki prawne by się temu przeciwstawić.
      Wyjątkiem jest sytuacja, gdy jest świeżo po rozstaniu i chodzi o to, by dzieci
      się najpierw przystosowały do zmiany w postaci rozstania rodziców - czas na
      wprowadzanie do nowego "układu życiowego dzieci" nowej osoby w postaci next
      powinien nadejść później. I mądry facet na to przystanie (zwłaszcza jeśli
      dzieci są starsze) - bo inaczej naraża się na sytuację, że dzieci nie
      zaakceptują (a nawet znienawidzą) next.
      - inaczej jest jeśli ojciec ma ograniczone prawa rodzicielskie (bo w większości
      przypadków znaczy to, że ma prawo do współdecydowania tylko w tzw. kwestiach
      istotnych dla dziecka jak szkoła, leczenie, paszport). Wtedy rzeczywiście matka
      może zakazać kontaktów z next (i nie wnikam w to, czy robi to złośliwie czy tez
      bo ma jakieś rzeczywiste powody) i ma do tego prawo.

      I na prośbę Ann_mart (nie mającej "wejścia" tutaj) zamieszczam jej (w moim
      mniemaniu mądrą) opinię.
      "Sprzeciw matki, co do widywania next przez dziecko nie przeszkadza ojcu ułożyć
      życia z inna kobietą, komplikuje jedynie spędzanie czasu z dzieckiem, no i z
      next oczywiście, ale po "widzeniu" ojciec wraca do ciepłego gniazdka.
      Zaś sprzeciw ojca przeciwko facetowi matki powoduje, że ona sobie w ogóle życia
      nie moze ułozyć, no bo co - powinna się z nim rozstać ? (tym bardziej, ze
      powody sprzeciwów z obu stron mogą być zupełnie irracjonalne)."

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • lideczka_27 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 24.10.04, 10:37
        chalsia napisała:

        >
        > I na prośbę Ann_mart (nie mającej "wejścia" tutaj) zamieszczam jej (w moim
        > mniemaniu mądrą) opinię.
        > "Sprzeciw matki, co do widywania next przez dziecko nie przeszkadza ojcu
        ułożyć
        >
        > życia z inna kobietą, komplikuje jedynie spędzanie czasu z dzieckiem, no i z
        > next oczywiście, ale po "widzeniu" ojciec wraca do ciepłego gniazdka.
        > Zaś sprzeciw ojca przeciwko facetowi matki powoduje, że ona sobie w ogóle
        życia
        >
        > nie moze ułozyć, no bo co - powinna się z nim rozstać ? (tym bardziej, ze
        > powody sprzeciwów z obu stron mogą być zupełnie irracjonalne)."

        Bardzo mądra i trafna uwaga.
        A Tobie chalsia dziękuję bardzo za to, co w temacie napisałaś. Zgadzam się ze
        wszystkim.

        Jeszcze taka myśl, która mi się nasunęła. An_mart. Kiedyś pisałam do Gosi w
        liście, że choć rozstanie/porzucenie jest bolesne, to dla mamy dziecka nie ma
        dramatu w postaci przymusowej rozłąki z dzieckiem. Traci męża, traci pełną
        rodzinę, ale dziecko jest przy niej. Mój mąż natomiast siedział w skórze
        większości samodzielnych tutaj. Co przeżywał będąc silnie związanym z córką -
        pisać Wam nie muszę. Z dnia na dzień został sam (żonę nadal kochał jeszcze),
        dziecko widywał często, ale to dla niego było mało. I choć ja się starałam,
        dbałam o niego, chciałam łagodzić tę sytuację, to tęsknota za dzieckiem toczyła
        go jak robak. Brew moim zabiegom, okazywaniu miłości, dbałości, nie było mowy
        o "ciepłym gniazdku", naprawdę. Nawet fakt przyjścia na świat naszego syna,
        choć go bez wątpienia uszczęśliwił - nie złagodził straty córki, a może nawet
        spotęgował - przez wspomnienia, porównania do narodzin i opieki nad małą itd.
        To nie jedynie komplikowanie spędzania czasu, bo ostatecznie mogłabym wyjść do
        kogoś w odwiedziny, czy oni poszliby gdzieś się rozerwać - to nie jest problem,
        tylko kwestia organizacji. Jego natomiast marzeniem było, by mała była częścią
        naszej rodziny. Tzn. broń Boże, że ja miałabym się montować w kompetencje
        matki, nie - sam tłumaczył małej (która miała krótką fazę mówienia mi "mamo",
        gdy urodziłam naszego syna), że mamę ma się jedną i nie wolno tak mówić, bo
        sprawi jej przykrość. Ale chciał, by uczestniczyła jako pełnoprawny członek
        naszej rodziny we wszystkich naszych uroczystościach, radościach itd. I nigdy
        nie była "butami okolicznościowymi", które zakłada się tylko przy szczególnych
        okazjach. Dlatego próby separacji mamy dziecka ode mnie bolały go, bo stawiały
        dziecko na marginesie życia, prawdziwego życia jakie wiódł już ze mną, ale
        jednak przez tę sytuację specyficzną - okaleczonego.
        Dodam, że mama dziecka argumentów nie miała przeciw mnie, mała mnie
        zaakceptowała i szczerze polubiła, dlatego też, by rozwiązać tę sytuację, M
        zaproponował badania psychologiczne dziecka, by ustalić relacje małej ze mną,
        jej stosunek itd. Sądził, że opinia z RODK matkę ostatecznie przekona. Już się
        do tego pomysłu nie ustosunkowała, gdyż ujawniła związek i mieszkanie z
        mężczyzną, więc może z obawy przed "odpłaceniem pięknym za nadobne" po prostu
        odpuściła. A powodów do lęków nie miała żadnych, bo M przeszkód nie widział, to
        jej życie, miała do tego prawo, nie było żadnych problemów nim dziecko nie
        zaczęło w tym układzie cierpieć.

        pozdrawiam, zachęcam do uzyskania wejściówki smile
        lidka
        • chalsia Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 24.10.04, 22:18
          > liście, że choć rozstanie/porzucenie jest bolesne, to dla mamy dziecka nie ma
          > dramatu w postaci przymusowej rozłąki z dzieckiem. Traci męża, traci pełną
          > rodzinę, ale dziecko jest przy niej.

          Ależ dla matki jest !!! to przymusowe rozstawanie się z dzieckiem - ten np.
          standardowy co drugi weekend czy miesiąc wakacji !!! I to jest przymusowe. Bo
          wynikłe z sytuacji zyciowej (wspartej w dużej części wyrokiem sądu).
          I uprzedzam - proszę tu nie porównywać z sytuacją "normalną" gdy np. w pełnej
          rodzinie rodzice decydują się na spędzanie wakcji z dzieckiem na zmianę.

          > Jego natomiast marzeniem było, by mała była częścią
          > naszej rodziny. Tzn. broń Boże, że ja miałabym się montować w kompetencje
          > matki, nie - sam tłumaczył małej (która miała krótką fazę mówienia mi "mamo",
          > gdy urodziłam naszego syna), że mamę ma się jedną i nie wolno tak mówić, bo
          > sprawi jej przykrość. Ale chciał, by uczestniczyła jako pełnoprawny członek
          > naszej rodziny we wszystkich naszych uroczystościach, radościach itd.

          Cóż, faceci to fantaści (Twój akurat miał szczęście, ze trafił na Ciebie) bo
          oczekują (tak wnoszę po lekturze tego forum od początku), ze next pokochają ich
          dzieci. (Bo rodzina to taki twór gdzie wszyscy nawzajem się darzą miłością.)

          a co do ostatniego zdania - niestety, nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko.
          Przykre, bolesne, ale prawdziwe.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • lideczka_27 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 25.10.04, 16:59
            chalsia napisała:
            Ależ dla matki jest !!! to przymusowe rozstawanie się z dzieckiem - ten np.
            > standardowy co drugi weekend czy miesiąc wakacji !!! I to jest przymusowe. Bo
            > wynikłe z sytuacji zyciowej (wspartej w dużej części wyrokiem sądu).
            > I uprzedzam - proszę tu nie porównywać z sytuacją "normalną" gdy np. w pełnej
            > rodzinie rodzice decydują się na spędzanie wakcji z dzieckiem na zmianę.

            Chalsiu droga, ja to rozumiem. Ale nie o to mi chodziło - może się źle
            wyraziłam, lub niedokładnie. Proszę odwróć sytuację i wyobraź sobie, że co
            drugi weekend jest Twój, jeden miesiąc wakacji i święta w jakiś tam sposób
            dzielone. Koniec. TYLKO TYLE. Bo sąd przyznał byłemu dziecko (już nie wnikajmy
            dlaczego, po prostu), a Ty masz szanse marne na to, by przejąć opiekę, lub
            choćby dogadać się z eksem, żeby pozwolił Ci brać synka częściej, bo jesteś w
            stanie sobie czas zagospodarować (i nie mówię o czasie, gdy on chciałby z synem
            pobyć i musiałby Ci małego "odstąpić", tylko o takim, że Ty dziecka nie
            dostajesz, a ono siedzi z nianią, wujkiem, babcią itd.). Czy uważasz, że
            sytuacje są porównywalne? Z całym szacunkiem dla tęsknoty matki za dzieckiem
            podczas wizyt u ojca, uważam, że nie. I to jest to, o czym pisałam kiedyś Gosi.
            W chwilach ciężkich, smutnych, bolesnych, gdy trzeba sobie "przetrawić" pewne
            sprawy, pogodzić się, dać sobie radę; słowem gdy bywa ciężko, czujesz się
            zmęczona, czasem wypalona - idziesz do pokoju małego, tulisz go, okrywasz,
            patrzysz jak śpi. Twój lęk o niego, o to co się z nim dzieje - choć jest,
            najbardziej męczy, gdy chłopiec jest poza domem, u ojca. A gdyby tak było dzień
            po dniu z małymi przerwami, gdy maluch trafiałby do Ciebie??? I o to mi
            chodziło. Sama wiesz co się czuje, gdy w pewnych kwestiach nie można ufać
            byłemu partnerowi - bo macie różny system wartości, inne podejście do tematu
            wychowania, gdy uważasz partnera za lekkomyślnego lub zbyt porywczego itd. To
            właśnie potęguje stres. Po jakimś czasie ja już nie musiałam pytać o czym on
            myśli, dlaczego jest poddenerwowany, dlaczego smutny itd. I zrozumiałam go
            lepiej, gdy sama zostałam matką. Bo tak, jak są ojcowie, którym wystarczy czas
            wyznaczony sądownie, którym jest na rękę rozwód z całą rodziną, tak są też
            tacy, którym łatwiej pogodzić się z odejściem współmałżonka, ale nie są w
            stanie zaakceptować, poradzić sobie ze stratą dziecka. Chalsiu, ja naprawdę nie
            wyolbrzymiam, wiem co mówię, bo miałam takiego rodzica pod bokiem, w osobie
            mojego męża. I widzę, że jest innym człowiekiem odkąd mała znów mieszka z nim.
            Zmiana niewyobrażalna, naprawdę.
            >
            > > Jego natomiast marzeniem było, by mała była częścią
            > > naszej rodziny. Tzn. broń Boże, że ja miałabym się montować w kompetencje
            >
            > > matki, nie - sam tłumaczył małej (która miała krótką fazę mówienia mi "ma
            > mo",
            > > gdy urodziłam naszego syna), że mamę ma się jedną i nie wolno tak mówić,
            > bo
            > > sprawi jej przykrość. Ale chciał, by uczestniczyła jako pełnoprawny człon
            > ek
            > > naszej rodziny we wszystkich naszych uroczystościach, radościach itd.
            >
            > Cóż, faceci to fantaści (Twój akurat miał szczęście, ze trafił na Ciebie) bo
            > oczekują (tak wnoszę po lekturze tego forum od początku), ze next pokochają
            ich
            >
            > dzieci. (Bo rodzina to taki twór gdzie wszyscy nawzajem się darzą miłością.)

            chalsiu, to nie jest marzenie facetów, lecz większości osób z dziećmi. Nie od
            dziś czytam samodzielne, czytałam kiedyś podobne forum, tyle że o innej nazwie -
            mnóstwo dziewczyn pisało, że albo marzy o takim mężczyźnie, który "pokocha
            moje dziecko JAK WŁASNE", albo określają jasno swoje wymagania, że inny partner
            nie wchodzi w grę (akceptacja dziecka i tolerancja nie wystarczą). Co ja mogę
            dodać... Kiedyś mieliśmy rozmowę, gdzie powiedziałam, że nie wiem czy pokocham
            małą jak własne dziecko, zwłaszcza gdy zostałam matką i wiem, czym jest miłość
            macierzyńska. On odpowiedział, że dla niego nie ma różnicy, kto mu te dzieci
            urodził - kocha oboje, różnic nie robi. Wyszło więc na to, że ja uprzedziłam by
            nie wychodził z marzeniami zbyt daleko a on mnie uprzedził, by mi do głowy
            jakieś wymagania nt. "pierwszeństwa" naszego syna nie przyszły wink Ale
            powiedział też, że mnie rozumie, bo sam chyba by dziecka obcego pokochać nie
            umiał, co nie znaczy, że byłby dla niego niedobry - wiadomo. I tak zostawił mi
            czas, wolną wolę i chyba prawo do tego, bym nie musiała się wstydzić tego, że
            jestem niesprawiedliwa, bo nie umiem tej równości odczuwać. A nie umiem, do tej
            pory. Ja myślę, że to przyjdzie z czasem. Lata opieki, wspólnych radości,
            smutków połączą mnie z młodą na dobre. A jeśli nie... Trudno, nie mam pewności,
            że kiedykolwiek to się stanie. Mała jest mi bardzo bliska. Budzi ciepłe
            uczucia, martwię się o nią, troszczę, ogarnia mnie wściekłość, gdy ktoś próbuje
            zrobić jej krzywdę. Ale czy to już to??? Ona jest doskonała. Daje mi miłość i
            to chyba także sprawi, że ostatecznie pokonam stratę zaufania, przykrości, złe
            wspomnienia i zaczniemy od nowa (chyba już zaczęłyśmy). Tak sobie dumam. A czas
            pokaże smile
            Gdy pisałam o tej "pełnoprawności" nie chodziło mi o to, byśmy udawali model
            pełnej rodziny, bo przecież mała jest częścią swojej matki a wtedy była także
            częścią jej życia, któremu należał się szacunek - dla ich miłości, relacji,
            wspólnego czasu itd. On marzył, by mała czuła się u nas dobrze, by wiedziała,
            że ten dom, w którym się urodziła i wychowała - choć na chwilę z niego wyszła -
            na zawsze zostanie jej domem, a on, nasz syn, to małej rodzina, ja - nie przez
            krew, ale emocje, którymi sie wzajemnie darzyłyśmy - także. Myślę, że M. po
            prostu nie chciał się pogodzić z tym, że ma być rodzicem drugiej kategorii, że
            od wyprowadzki dla małej to już nie jest dom, dlatego, że tak zadecydowała eks
            i sąd. Bo czyjeś wybory i prawo to jedno, a uczucia rodzicielskie to drugie - i
            zwyczajnie - nie do przeskoczenia wink Dom, to przecież ludzie smile

            >
            > Pozdrawiam,
            > Chalsia

            ja również smile
            lidka
    • ania_rosa Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 25.10.04, 13:58
      Ogranicze się tylko do ad remuwink

      Mój Ex poznał Niemęża wtedy, kiedy jeszcze Niemąz z nami nie mieszkał, a po ok.
      2 miesiącach naszego bycia razem. Uznałam, że Ex ma prawo wiedzieć, z kim
      spędza czas Jego dziecko.
      Co to dało? Dało komfort Kubie: może spokojnie opowiadać ojcu o Niemęzu, a
      Niemężowi o ojcu; ustalił sobie "rodzinę" jako: mamę, tatę, Niemęża. Obserwacja
      psychologa wykazała, że Kuba poukładał sobie świat: widzi, że trojgu dorosłym
      zalezy przede wszystkim na Nim, a nie na osobistych animozjach. Moja decyzja o
      spotkaniu obu panów miała bardzo dalekosięzne skutki: mozliwe stały się
      kulturalne i przyjazne stosunki, możliwy stał się chrzest Kuby, na którym obaj
      Panowie dumnie stali przy boku Kuby. Możliwe stało się ułożenie sytuacji trzech
      rodzin, nikt nikogo na nikogo nie szczuje i nie napuszcza.
      Uważam, że zasada powinna działać w obie strony: Ex poznaje Nexta, Eksia
      poznaje Neksię. Oczywiście tylko wtedy, gdy obu stronom zależy na dziecku, a
      nie na udowodnieniu, kto tu rządzi. Jak widać: ustalenie priorytetów jest
      możliwe, choć trudne, bo należy zwalczyć swoje osobiste żale i chęci odegrania
      się. Ale to juz zalezy od klasy wszystkich zainteresowanych.
      Co do Neksi- nie znam Jej. Oczekiwałam wprawdzie rewanżu ze strony Exa, czyli
      dania mi możliwości poznania kobiety, z którą mój syn będzie spędzać czas. Po
      co? Nie, nie po to, aby oceniać jej figurę i kontur twarzy, czy licytowac się
      na IQ i zarobki. Neksia jako partnerka Exa jest poza moim zainteresowaniem.
      Oczekiwałam tego z prozaicznych przyczyn: uzgodnień, jak Kuba spędza czas, co
      je, o której chodzi spać i tego typu rzeczy. Nie naciskam w kwestii naszego
      poznania. Uważam zresztą, że mój obraz, jaki Ex przedstawił Neksi jest
      przerażający i może dlatego nie ma ochoty na konfrontacjęwink ( a ja naprawdę nie
      gryzę). Myslę, że sprawa się rozwiąże, kiedy tylko podejmą decyzję o
      zamieszkaniu, czyli zapewne wkrótce. Jestem w dziwny sposób optymistką;
      z :"poczty pantoflowej" dowiedzałam się, że Neksia jest sympatyczną kobietą,
      która na razie nie ingeruje w relacje "ojciec- syn", bo jej własne relacje z
      Exem nie są ustalone (nie mieszkają razem i na razie przymierzają się do
      trwałego związku). Utrzymywanie przez Nią dystansu zaliczam Jej w rubrykę zalet
      i rozsądku. Widac, ze kobieta nie chce niczego zaburzać, póki się nie przekona,
      na ile będzie się angażować w sytuację.
      Ogólnie mam wrażenie, że jestem dziwna ( w kontekście tego forum) bo
      sprawa "macochy" ani mnie ziębi, ani grzeje.
      Poza tym, jako partnerka Niemęza zaczęłam dostrzegać wiele rzeczy: choć Niemąz
      jest ojczymem wymarzonym, to Kuba ma jednego ojca. I tak powinno być. Ma tez
      tylko jedną matkę, choćby jego macocha była rewelacyjną kobietą. Nie czuję w
      sobie potrzeby stawania do konkursu na "najlepszego rodzica" czy "matka jest
      lepsza od macochy". Im więcej ludzi, którym zalezy na dobru mojego syna- tym
      lepiej. Uważam, że stworzylismy Kubie naprawdę solidne podstawy bezpieczeństwa
      i nawet szereg najserdeczniejszych macoch tej podstawy nie zaburzy. W jego
      interesie jest, aby związek jego ojca był poprawny i szczęśliwy, zwłaszcza że
      związek matki i Niemęża jest włąsnie taki.
      Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że ze swoją pozytywną wizją układania
      stosunków w rozbitych rodzinach nie przebiję się na tym forum, gdzie bardziej
      spektakularne sa rozgrywki między macochami a Eksiami, a interes dziecka lezy
      odłogiem. Normalnośc nigdy nie była w cenie.

      Rosa
      • lideczka_27 Re: Kto może więcej-kontakty dzieci/Next a rodzic 25.10.04, 17:15
        ania, czy ja już kiedyś Tobie pisałam, że przywracasz mi wiarę w człowieka? wink

        Sądzę, że rewanżu nie było z prostej przyczyny - skoro jeszcze ze sobą nie
        mieszkają, być może uzgodnili, że spotkacie się, gdy u nich nastaną poważne
        decyzje - mieszkanie czy ślub itd. Związek jak związek - wzloty, upadki...
        Jeśli mają jeszcze wątpliwości, to może nie chcą zacieśniać kontaktów, by
        chłopcu nie mącić w głowie (przypuśćmy, że Kuba by ją polubił, w jakiś sposób
        się przywiązał, a oni by się rozeszli - nie wiadomo, jak by to zniósł, mogło by
        mu być smutno i przykro jeśli należy do wrażliwych, szybko przywiązujących się
        dzieci).

        pozdrówka
        lidka
    • konkubinka kto moze wiecej..... 26.10.04, 12:19
      No to pozwole sobie zaczac inaczej niz poprzednio i przepraszam , ze tym razem
      to ja bylam wspolautorka smietnika w watku.
      U mnie to jest tak-kiedy postanowilam zamieszkac z M, nic nie wskazywalo na
      klopoty jakiekolwiek.Poprostu sielanka- rowniez przez pierwszy rok mieszkania
      razem M nie wskazywal , ze cos bedzie zle sie ukladac.Ponad to jesli byl jakos
      obojetny dla mego dziecka - bo nie bywal zlym ojczymem , wydawalo mi sie , ze
      jest to spowodowane trudnosciami w widywaniu wlasnej corki.Chyba logizne- nie
      wychodzili z eksia z sadu , ciagle problemy, oskarzenia, walka , zeby chociaz z
      małą pogadac telefonicznie.
      Kiedy wybralismy mieszkanie do kupienia, postanowilam poinformowac eksa o
      swojej decyzji.Mimo , ze cierpial o czym mi powiedzial , bo wiedzial , ze to
      koniec nadziei jakie mial w stosunku do nas, powiedzial , ze zyczy nam
      szczescia i cieszy sie , ze nie musze ladowac kasy w wynajecie i jest ktos kto
      otoczy nas opieka.
      Kiedy poznal next , a potem dostali mieszkanie spokojnie poinformowal mnie o
      tym , ze zamieszkaja w nim razem.
      Wszystko jesli chodzi o to , bylo normalnie.I nie sadze aby ktores z nas
      wysluchalo ewentualnych pretensji drugiej strony- gdyby on powiedzial mi "nie
      podoba mi sie Twoj partner bo jest taki czy taki"a ja powiedzialabym "mnie sie
      ona nie podoba".
      Milosc jest slepa to raz.A poza tym nie jestesmy ze soba z roznych powodow ,
      rozstalismy sie a to znaczy , ze wiele decyzji podejmujemy samodzielnie.Rozwod
      jest czyms co powinno dac nam do zrozumienia , ze na wiele decyzji juz nie mamy
      prawa wplywac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka