Dodaj do ulubionych

czy Wam było łatwo?

12.01.05, 22:10
To pytanie do tych z Was , na które, tak jak na mnie znienacka spadła
wiedomość, że nagle życie sie zmieni. Bo ja jakoś nie umiem się pozbierać.
Niedawno przeżyłam jedną rewolucję - jedenaście miesiecy temu urodziłam
synka. Bardzo go kocham i bardzo na niego czekałam, ale jednak była to
rewolucja. Na początku nie było łatwo, wszystko wywrócone do góry nogami
trzeba było ułóżyć po nowemu. Jakoś w trójkę daliśmy radę i było super. Życie
wreszcie weszło w swoje tory. I wtedy nastąpiła druga rewolucja - córka
mojego M z poprzedniego małżeństwa postanowiła z nami zamieszkać, bo nie
dogaduje się z facetem swojej matki. Znamy się już dawno i zawsze się
lubiłyśmy, ale dziewczyna weszła w taki wiek (ma 14 lat), że najczęściej
powtarzanym słówem jest "nie" w różnej, nie zawsze kulturalnej postaci. W
stosunku do mnie jest grzeczna, ale ze swoim ojcem kłóci się o wszystko - o
lekcje, o to ile ma oglądać telewizji a ile siedzieć przed komputerem... nasz
spokojny i cichy dom zmienił się nie do poznania... w dodatku mieszkamy
wszyscy w jednopokojowej kawalerce - nas czworo no i pies...
nie umiem sie jakoś odnaleźć w tej sytuacji. Czasem tęsknię za tym, żeby było
jak dawniej... pewnie jestem złym człowiekiem, przecież powinnam się cieszyć.
A czasem patrzę na to wszystko jakby to nie było moje życie, jakbym patrzyła
na kogoś obcego... czy przeżywałyście coś takiego? czy jestem zła? czy to
minie?

pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • warchlaczek Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 08:49
      Na pewno nie jestes zla, po prostu do takich sytuacji jest bardzo ciezko
      przywyknac, zwlaszcza gdy ma sie do dyspozycji jeden pokoj...
      Ja z moim partnerem i naszym kilkumiesiecznym synem rowniez mieszkamy w jednym
      pokoju, a dwojka jego dzieci jest u nas praktycznie w kazdy weekend.Czasami mam
      chec uciec, ale wiem ze nie moge. Powinnas miec jakis azyl, gdzie moglabys sie
      wyciszyc (moze u mamy lub jakiejs przyjaciolki). Kazdy czlowiek raz na jakis
      czas musi pobyc sam, bo inaczej zwariuje...

      pozdrawiam,
      aga
      • konkubinka Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 09:28
        Witaj
        Rozumiem co czujesz , bo przezywam to samo.Co prawda corka M ma lat 11 i
        jeszcze nie zdecydowala ale juz jest spedza u nas bardzo wiele czasu.
        U mnie bylo tak , ze zamieszkalam z M w sumie po to aby poprawic warunki moje i
        przede wszystkim mojego syna.A wlasciwie w ciagu roku pokoj syna zrobil sie
        pokojem kolejnych dwojga dzieci.
        Sama dazylam do tej sytuacji gdyz wiem ze zle czulabym sie gdyby dziecko mojego
        faceta nie lubilo mnie lub winilo za cokolwiek.No i w zwiazku z tym podobnie
        jak u Ciebie ja mam z nia swietny kontakt - ale sa to relacje przyjacielsko -
        kolezenskie.
        U mnie pojawia sie konflikt wlasnie gdy Gosia jest dluzej u nas - bo tak jak
        piszesz kloci sie z ojcem, stawia , jest na nie.Kazda proba odrobienia lekcji
        poprzedzona jest histeria, fochami , zuzyciem calej paczki chusteczek.Potem
        lekcje to kolejny dramat.Jest niedouczona, ma cholerne zaleglosci, czyta
        wlasciwie tak jak moj 7 letni syn.M ma do mnie zal ze jej nie wychowuje i
        czynnie nie biore udzialu np. w robieniu jej kar- typu , ze gdy go nie ma nie
        zabraniam jej grac na kompie albo nie kaze sie uczyc.
        Ale ja poprostu nie moge.Wydaje mi sie , ze po pierwsze dziecko , ktore ma
        oboje rodzicow przez nich powinno byc wychowywane.Zawsze przyjdzie czas , ze
        uslysze od niej ze nie jestem matka i nie mam prawa.
        Do tego kazde zwrocenie jej uwagi to dla mnie przezycie.

        Wiesz czasami chcialabym , zeby on i jego corka znikneli.Zebym zostala tylko ja
        i moje dzieci.A niestety malo jest takich chwil.
        Kiedys nie wyobrazalam sobie chwili bez niego.A w te wakacje wyjechalam sama z
        moimi dziecmi w gory i naprawde bylam szczesliwa.
        Zblizaja sie ferie - wspolne z jego corka i wiesz co wymyslilam?
        Wzielam dwa pokoje- jeden dla niego i corki drugi dla mnie i moich dzieci.

        Rozumiem co czujesz.Napewno nie jest to latwe, nikomu nie jest z taka sytuacja
        latwo.
        Z jednej strony chce aby Gosia byla z nami ale z drugiej mam czasem poczucie ,
        ze zbyt wiele ja musze ofiarowac a ON w zasadzie NIC.
        Trzymaj sie!
    • poxywka Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 09:54
      ja sobie w ogole nie wyobrazam przezywania takiej sytuacji w kawalerce; sa
      wieksze szanse, ze to poglebi frustracje dziewczynki niz ja z niej wyleczy a
      pewnie wszyscy stana sie nerwowi; wiadomo, ze dziecko nie ogarnia tego
      wszystkiego i wystarczajacym powodem do przeprowadzki bylo niedogadywanie sie z
      partnerem matki; no i trudno przeciez bylo jej tak po prostu odmowic; moj
      partner przechodzil (i w sumie nadal przechodzi chociaz juz minimalnie) dluzszy
      okres przygotowawczy do zycia z moim synkiem; tzn ma on swoja kawalerke do
      ktorej zawsze moze pojsc i sie wyciszyc, choc teraz bardzo rzadko z tego
      korzysta; ale kiedys owszem; to bylo konieczne do zdrowia psychicznego nas
      wszystkich; mam zerowe doswiadczenie w dogadywaniu sie z nastolatkami ale
      mysle, ze warto jej pare rzeczy uswiadomic; ona pewnie mysli, ze jak zniknela
      osoba partnera matki, to wszystko bedzie juz ok; a przeciez czesc problemow
      lezala zapewne po jej stronie (nie tylko partnera matki) i one nie zniknely;
      chyba wiekszosc nastolatkow ma w pewnym okresie ochote wyprowadzic sie z domu
      bo sie przestaje dogadywac z rodzicami, tylko w standardowej rodzinie nie ma
      takiej mozliwosci; a tu jest; ale to niestety nie lekarstwo na nastolatkowy
      okres buntu

      zycze Wam worka cierpliwosci
      pozdrawiam
      poxywka
    • m-m-m Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 14:24
      Dziwią mnie słowa "nie dogadywała się z partnerem matki". Byłam pasierbicą,
      miałam ojczyma i wiem, że to przede wszystkim matka jest odpowiedzialna za
      kontakty pasierbica-ojczym/partner matki. Pasierbica i ojczym nie muszą się
      lubić, ale nie powinni toczyć bojów. Ani ojczym nie powinien się zbytnio wcinać
      w rozwój nastolatki, ani nastolatka nie powinna mieć z nim utarczek.
      Szczególnie, gdy dziecko ma oboje rodziców i to Ci rodzice maja obowiązki
      wychowawcze.
      Może ten pan (ojczym) próbował nadmiernie sie wtrącać w wychowanie jej?? Mój
      pasierb ma lat 15 i widzę, jaki to drażliwy wiek.
      Pisałam już tu o tym, że branie pod jeden wspólny dach dziecka, bo ono nie
      mogło się dogadać z rodzicem oznacza po pierwsze klęskę wychowawczą rodzica,
      nieumiejetnośc kontroli nad dzieckiem, wygodnictwo własne o raz nie uczenie
      dziecka, iż konflikty się rozwiązuje, a nie przed nimi ucieka. Kawalerka + małe
      dziecko + 14-letnia psierbica - nigdy bym się na to nie zgodziła. Zrobiłabym
      wszystko, aby M. prowadził rozmowy z matką dziecka i starał się, by wykazała
      ona większe zaineteresowanie dzieckiem.
      • derena33 Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 15:07
        m-m-m napisała:

        > Dziwią mnie słowa "nie dogadywała się z partnerem matki". Byłam pasierbicą,
        > miałam ojczyma i wiem, że to przede wszystkim matka jest odpowiedzialna za
        > kontakty pasierbica-ojczym/partner matki. Pasierbica i ojczym nie muszą się
        > lubić, ale nie powinni toczyć bojów. Ani ojczym nie powinien się zbytnio
        wcinać
        -----------------------

        Widocznie on z innych ojczymow,takich co sie wcinaja. A jak sie nie lubia, to
        powodow do konfliktu znajdzie sie jeszcze wiecej, i jeszcze czasem temu
        towarzyszy ta lodowata atmosfera nie do zniesienia.
        A przeciez ojczym jak i macocha rozny bywa. Niektorzy jak i niektore uwielbiaja
        sie wcinac, komentowac, uczestniczyc w wychowaniu.
        ------------------------


        > Może ten pan (ojczym) próbował nadmiernie sie wtrącać w wychowanie jej?? Mój
        > pasierb ma lat 15 i widzę, jaki to drażliwy wiek.
        > Pisałam już tu o tym, że branie pod jeden wspólny dach dziecka, bo ono nie
        > mogło się dogadać z rodzicem oznacza po pierwsze klęskę wychowawczą rodzica,
        > nieumiejetnośc kontroli nad dzieckiem, wygodnictwo własne o raz nie uczenie
        > dziecka, iż konflikty się rozwiązuje, a nie przed nimi ucieka.

        -----------
        To chyba tym bardziej druga strona winna zajac sie codziennym wychowaniem,
        skoro rodzic do tej pory bedacy na codzien z dzieckiem, nie umie sobie poradzic?

        --------------------



        >
        > dziecko + 14-letnia psierbica - nigdy bym się na to nie zgodziła. Zrobiłabym
        > wszystko, aby M. prowadził rozmowy z matką dziecka i starał się, by wykazała
        > ona większe zaineteresowanie dzieckiem.
        -----------------------------
        • m-m-m Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 15:46
          Widocznie on z innych ojczymow,takich co sie wcinaja. A jak sie nie lubia, to
          > powodow do konfliktu znajdzie sie jeszcze wiecej, i jeszcze czasem temu
          > towarzyszy ta lodowata atmosfera nie do zniesienia.
          > A przeciez ojczym jak i macocha rozny bywa. Niektorzy jak i niektore
          uwielbiaja
          >
          > sie wcinac, komentowac, uczestniczyc w wychowaniu.


          O ile matka/ojciec na to pozwalają. Moja matka nigdy nie pozwalała ojczymowi na
          wcinaie się i wtrącanie się w moje wychowanie i chwała jej za to. to była jej
          sprawa i mojego ojca.O ile sobie przypominam to ja na pewno bym nie przyjęła
          łatwo prób ustawienia mnie przez ojczyma, bo co wolno rodzicom, to na pewno nie
          macosze i ojczymowi. rodzicom się dużo wybacza, macosze/ojczymowi nie.


          To chyba tym bardziej druga strona winna zajac sie codziennym wychowaniem,
          > skoro rodzic do tej pory bedacy na codzien z dzieckiem, nie umie sobie
          poradzic


          Oczywiście, tyle, że ja uważam, że dojrzewajaca dziewczynka powinna być pod
          czujnym okiem matki, a nie macochy. Z tego co zrozumiałam, ojciec tej panny nie
          ma u niej wielkiegoautorytetu i ona to wykorzystuje.


          Czegos tu nie rozumiem? czyzby wychowanie i codziennosc to obowiazek matki? a
          > krytyka jej poczynan i pouczanie to przywilej ojca?
          >


          Nie takie miałam intencje: jeśli dziecko jest z jednym z rodziców: u matki,
          bądź ojca, to ono powinno mieć stabilizację: jeden dom, gdzie na stałe mieszka,
          gdzie w pobliżu są jego rówieśnicy, gdzie ma blisko do szkoły. Konflikty są w
          każdej rodzinie i trzeba nauczyć dziecko jak je rozwiązywać, a nie, że można
          zabrać manatki i uciec przed nimi. Rozumiem, że dziewczynka jest przyznana
          opiece matki, a ojciec jest na dochodne. w takim razie trzeba to zmienić
          wsądzie: ojciec jakoopiekun stały, a matka na dochodne (i niech płaci na nią
          ojcu alimenty, tak jak ex mojego M. płaci na mojego pasierba).



          • derena33 Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 15:58
            m-m-m napisała:
            >
            >
            > Nie takie miałam intencje: jeśli dziecko jest z jednym z rodziców: u matki,
            > bądź ojca, to ono powinno mieć stabilizację: jeden dom, gdzie na stałe
            mieszka,
            >
            > gdzie w pobliżu są jego rówieśnicy, gdzie ma blisko do szkoły. Konflikty są w
            > każdej rodzinie i trzeba nauczyć dziecko jak je rozwiązywać, a nie, że można
            > zabrać manatki i uciec przed nimi. Rozumiem, że dziewczynka jest przyznana
            > opiece matki, a ojciec jest na dochodne. w takim razie trzeba to zmienić
            > wsądzie: ojciec jakoopiekun stały, a matka na dochodne (i niech płaci na nią
            > ojcu alimenty, tak jak ex mojego M. płaci na mojego pasierba).


            A mnie z doswiadczenia wydaje sie, ze dziewczyna szuka wiekszej swobody i
            widocznie kontakty z ojcem daja jej taka nadzieje) bo pewnie tez jest wspierana
            przez tate w konflikcie miedzy nia a ojczymem. Bo najlatwiej poglaskac po
            glowce i ulitowac sie nad biednym niewiniatkiem. Natomiast codziennosc z
            nastolatka nie bywa rozowa.

            Wierze autorce watku, ze jest przerazona.

            >
            • m-m-m Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 16:17
              A mnie z doswiadczenia wydaje sie, ze dziewczyna szuka wiekszej swobody i
              > widocznie kontakty z ojcem daja jej taka nadzieje) bo pewnie tez jest
              wspierana
              >
              > przez tate w konflikcie miedzy nia a ojczymem. Bo najlatwiej poglaskac po
              > glowce i ulitowac sie nad biednym niewiniatkiem.

              Mozliwe, ale cały czas dziwi mnie postawa matki, która nie umie odsunąc od
              spraw wychowawczych partnera i też pozwoliła dziewczynce się przeprowadzić.
              Ja wiem, że dziecko może się po 13-ym roku życia wypowiedzieć, z którym z
              rodziców chce mieszkać, ale dotyczy to spraw sądowych o przyznanie opieki nad
              małoletnim. Poza "chceniem" dziecka sąd jednak bierze pod uwagę także warunki
              mieszkaniowe rodziców i ich możliwości sprawowania skutecznej opieki. Po prostu
              dla mnie niepojęte jest, jak matka może nie umieć( o ile jest osobą
              odpowieidzilną i w pełni władz umysłowych) sobie nie poradzić z wychowaniem
              córki, ale może ja jako ja jestem złym przykladem , bo matkę miałam o mocnym
              charakterze.
              • ashan Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 19:03
                m-m-m napisała:

                > Mozliwe, ale cały czas dziwi mnie postawa matki, która nie umie odsunąc od
                > spraw wychowawczych partnera i też pozwoliła dziewczynce się przeprowadzić.


                > Po prostu dla mnie niepojęte jest, jak matka może nie umieć( o ile jest osobą
                > odpowieidzilną i w pełni władz umysłowych) sobie nie poradzić z wychowaniem
                > córki, ale może ja jako ja jestem złym przykladem , bo matkę miałam o mocnym
                > charakterze.

                A może patrzysz na to pod złym kątem? Może właśnie to, że POTRAFIŁA POZWOLIĆ
                wyprowadzić się swojemu dziecku świadczy dobrze o sile jej charakteru? Dziecko
                ma takie samo prawo do zamieszkania z matką, jak i z ojcem. Jeśli osiągnie
                odpowiedni stopień dojrzałości i tego chce, jeśli jest świadome konsekwencji z
                tego płynących to właściwie w czym tkwi przeszkoda do zamieszkania z ojcem.
                Może jedyną blokadą jest blokada w głowie? "Dziecko zostaje przy matce", tak
                się utarło, ale właściwie dlaczego uważamy to za normalne? Czy dlatego, że nam,
                drugim żonom/partnerkom, wygodniej jest być macochą z przymrużeniem oka?
                Dlaczego uważamy za koszmar sytuację męża Wioli i jego dziecka, sytuację synów
                męża Milchy, a gdy przychodzi do normalnej! sytuacji zamieszkania dziecka z
                ojcem odzywa się tyle głosów współczucia?
                "Lepiej, żeby dziewczynka w tym wieku była z matką" a cóż jej broni być w
                świetnych kontaktach z matką, może nawet się okazać, że jej kontakt z matką się
                poprawi (analogicznie do sytuacji, gdy to tata jest najlepsiejszy na świecie,
                bo... tylko przez kilka godzin tygodniowo), a macocha wtrącać się nie będzie,
                to szkód też nie narobi wink))

                POza tym, cała sytuacja chyba nie została uregulowana sądownie... Bardzo
                możliwe, że po krótkim czasie skruszona panna wróci do mamy i będzie po
                kłopocie. wink

                A tak już zupełnie poważnie: współczuję jednego - mieszkania czterech osób w
                jednym pokoju. To chora sytuacja i niejednej rodzinie zaszkodziła.

                pozdrawiam
                a.
                • m-m-m Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 19:28
                  Ok, dziecko ma prawo do zamieszkania zojcem lub matką, ale muszą ku temu być
                  warunki mieszkaniowe u tych rodziców.


                  Jeśli osiągnie
                  > odpowiedni stopień dojrzałości i tego chce, jeśli jest świadome konsekwencji
                  z
                  > tego płynących to właściwie w czym tkwi przeszkoda do zamieszkania z ojcem


                  Z postu wynika, ze dziewczyna nie jest dojrzała i świadoma konsekwencji. Jest
                  jak typowa nastolatka: trochę hałaśliwa, ma zmienne nastroje, z ojcem się nie
                  liczy zbytnio.



                  jej kontakt z matką się
                  >
                  > poprawi (analogicznie do sytuacji, gdy to tata jest najlepsiejszy na świecie,
                  > bo... tylko przez kilka godzin tygodniowo), a macocha wtrącać się nie będzie,
                  > to szkód też nie narobi wink))


                  Kontakt z matką się poprawi, ale jak macocha ma się nie wtrącać mieszkając z
                  nią w jednym dosłownie pokoju? W pełnej rodzinie, przy takim zagęszczeniu
                  niezwykle łatwo o konflikty, a co dopiero w rodzinie "posklejanej".
                  Jakośnie wyczuwam z postu woli ustalenia ról i poprawnego bycia razem przez
                  ojca dziewczyny.

                  • ashan Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 19:38
                    m-m-m napisała:

                    > Ok, dziecko ma prawo do zamieszkania zojcem lub matką, ale muszą ku temu być
                    > warunki mieszkaniowe u tych rodziców.
                    >
                    >
                    zgadzam się i w związku z tym + brak orzeczenia sądowego myślę, że to
                    rozwiązanie jest tymczasowe, chociaż na pewno bardzo trudne dla Nikity.


                    Z postu wynika, ze dziewczyna nie jest dojrzała i świadoma konsekwencji. Jest
                    > jak typowa nastolatka: trochę hałaśliwa, ma zmienne nastroje, z ojcem się nie
                    > liczy zbytnio.

                    Z postu wynika jedynie, że jest zwykłą czternastolatką, o jej ojcu nie wiadomo
                    zupełnie nic.

                    > Kontakt z matką się poprawi, ale jak macocha ma się nie wtrącać mieszkając z
                    > nią w jednym dosłownie pokoju?

                    Ale to przecież Ty jesteś zwolenniczką niewtrącania się ojczymów/macoch w
                    wychowanie dzieci partnerów. Chyba bez względu na to czy to jednopokojowa
                    kawalerka, czy M5? smile))


                    W pełnej rodzinie, przy takim zagęszczeniu
                    > niezwykle łatwo o konflikty, a co dopiero w rodzinie "posklejanej".

                    Mhm, nawet bez młodej już niedługo będzie im trudno o odrobinę prywatności.
                    Dlatego współczuję, ale cóż mogę poradzić, żeby przenieśli się do większego?

                    > Jakośnie wyczuwam z postu woli ustalenia ról i poprawnego bycia razem przez
                    > ojca dziewczyny.

                    jw. ojciec jest tu nieobecny

                    pozdrawiam
                    a.
                    • m-m-m Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 09:22
                      Tak, jestem zwolenniczką nie wtrącania się macochy do wychowania pasierba, ale
                      każdy człowiek potrzebuje więcej miejsca dla siebie i w tm kontekście widzę
                      owo "wtrącnie się": trudno pozwolić komukolwiek na stałe ingerowanie w życie
                      prywatne, a w takim ścisku to nieuniknione.
            • nikita333 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 21:28
              Dodam jeszcze, że mała nie jest głaskana przez ojca i dopiero tu, u nas, ma
              więcej obowiązków, bo musi się uczyć a nie włóczyć z koleżankami i ojciec daje
              jej tyle swobody, ile uważa za stosowne dla dziewczyny w jej wieku. Konflikty
              są wszędzie i mi nie chodziło o tło konfliktów, bo wiem z czego one wynikają.
              Chodzi mi ogólnie o atmosferę w domu. Nie mam tego luksusu, że mogę się wynieść
              do swojej kawalerki, rodziców mam w innym mieście więc... mam małe pole
              manewru...
              • coco_19 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 21:34
                zdaje sobie sprawe jak musi Ci byc ciezko
                na mnie najlepiej dziala spacer, psem lub bez; kontakt z natura najbardziej
                mnie wycisza, mam wtedy sposobnosc spokojnie pomyslec o tych wszystkich
                emocjach, ktore sie we mnie kotluja. Wtedy latwiej i wrocic do rodzinnego
                zycia, z wiekszym dystansem i poczuciem, ze przeciez oni wszyscy staja sie moja
                rodzina.
                zycze duzo duzo sily
              • lideczka_27 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 21:57
                nikita, bardzo Ci współczuję i wiem, że nie pomogę Ci wnioskami, ale sądzę, że
                nie masz wyjścia z tej sytuacji. Tzn. uważam, że jedynym, co w tej sytuacji
                może się stać dobrego dla Was wszystkich (biedna ta Twoja młoda sad ), to
                uregulowanie prawne sprawy i zamiana mieszkania na większe. Wiem, że to bardzo
                trudne kroki, zwłaszcza w obliczu problemów finansowych i nie wiem jak duże
                macie na to szanse, by dostać lokum większe choć o jeden ciasny pokoik, ale
                długo tak nie pociągniesz, a powrót dziecka pod skrzydła takiej matki to... Nie
                wiem komu bardziej współczuć sad Pracujesz? (przepraszam, ale nie pamiętam, a
                nie mam czasu już czytać wszystkiego od nowa), może możesz wyjechać na jakiś
                czas np. do rodziców i tam naładować akumulatory?

                pozdrawiam
                lidka
                • nikita333 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 22:34
                  Lideczko! narazie nie pracuję, bo jestem na wychowawczym. Zamiana mieszkania
                  narazie nie wchodzi wogóle w grę, nie mamy takiej możliwości...w ogóle sprawa
                  mieszkaniowa jest bardzo skomplikowana, cieszę się, że wogóle mamy mieszkanie,
                  zresztą moje służbowe...
                  Tak, jedyne miejsce, gdzie mogę trochę podładować akumulator, to dom rodziców,
                  ale nie bywam tam często, bo to w innym mieście...
                  Wiem, że długo tak nie pociągnę, ale co mam robić, odejść???? Kocham mojego
                  M.Czuję, że powinnam go wspierać, jemu też nie jest łatwo...
                  pozdrowionka
                  • lideczka_27 Re: czy Wam było łatwo? 15.01.05, 11:19
                    nikita, już tam od razu zostawić! Znasz przecież to przysłowie
                    niedźwiedzie wink)) Jesteście rodziną, macie dziecko, kochacie się, a póki jest
                    miłość, to wiele można razem znieść, już ja to wiem (nigdy więcej nie spojrzę
                    na paprykarz, a mój M na pasztet drobiowy wink))) Doświadczenie nauczyło mnie, że
                    wszystko mija, gorsze czasy również, teraz macie egzamin z przetrwania i na
                    pewno go zdacie. Wiesz, mnie się czasem wydawało, że jestem bez wyjścia,
                    zastanawiałam się dlaczego mnie się trafił taki honorowy typ, który wziął na
                    siebie wszystkie długi byłej (w nagrodę miał sprawy o zwiększenie alimentów
                    mimo także niezależnego comiesięcznego łożenia na dziecko), w imię czego
                    mieliśmy klepać biedę, a potem dlaczego spadł na mnie ciężar opieki nad
                    dzieckiem, dla którego nie otrzymałam od natury wrodzonej miłości. Nie
                    żałowałam, ale czasem czułam, jak się kulę w sobie i miałam wrażenie, że
                    sytuacja mnie przerasta. Niecałe dwa lata temu M stracił dodatkowy etat, z
                    pensji brakowało nam 200 zł do opłacenia wszystkich comiesięcznych rachunków,
                    urodził się mały i choć były, powiedzmy to "przesłanki", nie przyszło nam do
                    głowy pędzić do sądu po obniżkę (pomijając atak wściekłości M, gdy trzymał
                    wniosek o zwiększenie alimentów i wygrażał wszystkim świętym, że miarka się
                    przebrała; uszy mi puchły od przemowy M do Wysokiego Sądu, którą trenował na
                    mnie, a na drugi dzień ten zapaleniec ochłonął i sprawy zostały po staremu -
                    muszę od razu powiedzieć, że podwyżki nie było, mało tego - eksia nie została
                    potraktowana w sądzie zbyt życzliwie). Teraz bardzo zaciskamy pasa, ale z
                    każdym miesiącem pozbywamy się różnych obciążeń - już tylko naszych (głównie
                    raty, bo wymieniliśmy sypiący się sprzęt AGD, kupiliśmy dzieciom meble), by za
                    jakiś czas "na czysto" zaciągnąć kredyt na dopłatę do większego mieszkania
                    (mamy dwa malutkie pokoje, trzecie dziecko w drodze). Gdy M stracił dodatkowe
                    źródło utrzymania, ja straciłam nadzieję, że kiedykolwiek wyjdziemy na prostą,
                    choć przez chwilę wydawało się, że jest coraz lepiej, bo dostaliśmy grubszą
                    kasę na ślubie od mojej babci, wpakowałam ją w jedno zadłużenie eksi, przestały
                    nas nękać odsetki i duża comiesięczna rata, miało już być dobrze. W
                    międzyczasie zaczął nas też odwiedzać komornik, bo eks nadal zadłużała się tu i
                    tam, ale M udało się udowodnić, że zadłużenie powstało po rozwodzie (eks miała
                    do końca stary dowód z adnotacją, że jest mężatką, z naszym adresem
                    zameldowania itd. i niech mi nikt nie mówi, że w sklepach czy bankach chcą
                    podpisu współmałżonka, bo to bzdura). Większość garbów M wynikała ze wspólnoty
                    majątkowej - co prawda sądownie mógłby powiedzmy jakoś to załatwić, ale jeszcze
                    nim mnie poznał, zadecydował, że skoro odeszła z dzieckiem, to on wszystko
                    spłaci sam, bo gdyby eks płaciła, to by "odbierała" dziecku - w końcu jej
                    budżet by się uszczuplał. Powiedział mi o tym na początku, bym wiedziała, w co
                    się pakuję wink i gdy otrzymał wniosek o większe alimenty, zapytał, czy nie jest
                    idiotą i czy nie warto, by zmienił wcześniejsze postanowienie. Doradziłam, by
                    zostało tak, jak jest, poradzimy sobie, takie z nas beznadziejne honorowe
                    dusze, które moja mama nazywa "kretyńskimi" (swego czasu pochwaliła naszą eksię
                    za spryt, a mojego M wyzwała od głupków i dających się "ruchać w d..."), więc
                    ja już przywykszy. Mimo iż mama wyrokowała, że z takim podejściem niczego w
                    życiu nie osiągniemy, a w konsekwencji zdechniemy z głodu, my powoli acz
                    zdecydowanie wychodzimy na prostą i nie ukrywam, że mam z tego powodu POTĘŻNĄ
                    satysfakcję, bo warto żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami.
                    Nie chciałam Cię zanudzać a jedynie dodać otuchy i wiary, że każdy trudny etap
                    kiedyś się kończy i choć dziś jest Ci trudno i miewasz czarne myśli - nadejdzie
                    czas, że to pozostanie jedynie wspomnieniem. Pisz na forum, nie dostaniesz
                    złotej recepty na poprawę sytuacji (a może jednak?), bo jest wyjątkowo ciężka i
                    chyba na dziś "bez wyjścia", ale spotkasz się przynajmniej u większości forumek
                    ze zrozumieniem smile

                    pozdrówka, głowa do góry
                    lidka

                    PS. Skoro dziewczyna zdecydowanie opiera się przed powrotem do matki, naprawdę
                    warto ustalić to sądownie i załatwić sprawę alimentów. Nie wiem, czy Twój M
                    nadal płaci byłej (bo chyba z punktu widzenia prawa powinien? Chyba, że ma
                    kilku świadków, że dziecko mieszka z nim, a i córki głos się liczy - daj Boże,
                    bo z tym prawem to różnie jest...). Skoro dziecko mieszka z ojcem, matka
                    powinna partycypować w kosztach utrzymania dziecka i Twój M jak najszybciej,
                    zwłaszcza w Waszej sytuacji, powinien to uregulować.
                    • nikita333 Re: czy Wam było łatwo? 15.01.05, 14:51
                      Lideczko, dzięki! A tak na marginesie, to nasze historie są dość podobne. Mój
                      też był (jest) taki honorowy typ... o tych ciągłych podwyżkach alimentów też
                      wiemy niejedno, o płaceniach rachunków eksi też i tak dalej... cóż...

                      A jeśli chodzi o mamusie dziewczyny, to o dziwo odkąd mała u nas jest, oddaje
                      ojcu alimenty, chyba trochę się czuje winna...

                      gratuluję dzidziusia w drodze

                      pozdrowionka
      • nikita333 Re: do m-m-m 14.01.05, 21:23
        Wszystko co piszesz to oczywiście prawda, ale sytuacja jest patowa, ponieważ
        konkubent matki terroryzuje i ją i dzieci... oczywiście dziewczyna też napewno
        nie jest bez winy, bo ma swoje pazurki, ale jeśli facet mówi matce, że albo on,
        albo jej córka, że on to dziecko kiedyś zabije i pójdzie siedzieć, ale będzie
        miał satysfakcję, a matka wybiera jego, mimo że traktuje ją jak szmatę... mój
        M już wiele razy prosił swoją ex, żeby to ona, a najlepiej oni oboje decydowali
        o dzieciach, a nie obcy dla nich facet, ale ta kobieta wszystko wie najlepiej,
        tylko że wychodzi na tym nienajlepiej, jak dotąd...
        Więc raczej nie było wyboru, co miałam powiedzieć, że się nie zgadzam? A co by
        poczuło to dziecko, że nikt go nie chce? To nie takie proste...
        • coco_19 Re: do m-m-m 14.01.05, 21:28
          nikita333 napisała:
          > To nie takie proste...

          to prawda, to nie takie proste...
          wiele spraw wymaga duzo dobrej woli, zdrowego rozsadku, wyzbycia sie wszelakich
          pobudek egoistycznych; i to nie tylko ze strony macochy, ale wszystkich trzech
          doroslych storn, a to wcale nie jest proste.
    • pom Jaki aktualny wątek... 13.01.05, 14:45
      Jesteś zupełnie normalna - życia we czworo w jednym pokoju może doprowadzić do
      szału ostatecznego.
      Niedługo minie tydzień jak mieszka z nami młodszy syn M. Mamy wprawdzie dwa
      pokoje, młody spi w naszej sypialni a ja się pytam siebie: gdzie jest moje
      miejsce? Zrobłam się rozdrażniona, siedzę jak na minie we własnym domu i czuję,
      że najchętniej bym uciekła. Nie musze dodawać, że to przenosi się na innych.
      Ustaliliśmy (właściwie wyprosiłam to od M), że kiedy będą dzieci, to sa w
      jednym pokoju a sypialnia jest naszym rewirem, gdzie śpimy bez wzglęu na to,
      czy sa goście czy nie. Nie może być tak, że gospodarz zachowuje sę jak gość we
      własnym domu.
      A Ty jesteś w jednym pokoju i to z dwojgiem dzieci... obawiam się, że jeśli nie
      zamienicie miaszkania na większe to konflikt będzie tylko narastał. Bo nkt o
      zdrowych zmysłach na dłuższą metę tego nie wytrzyma.
    • lideczka_27 Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 16:52
      nikita, to co przeżywasz jest normalne, bo to są lęki, brak komfortu i pewien
      żal, że życie decyduje za nas, że nikt się nie pyta, czy na pewne zmiany
      jesteśmy gotowi. Kobieta, która wybiera na starcie życie z facetem, który
      dziecko ma przy sobie (sąd, śmierć żony) jest w zupełnie innej sytuacji niż
      taka, która wychodzi za rozwodnika czy samotnego strzelca mającego kontakty z
      dzieckiem, a potem nagle to dziecko zamieszkuje z nim i jego nową rodziną. Ktoś
      powie tekst o gałach i że pewne ryzyko jest wpisane w ten związek. Zgoda, ale
      ja należę do tych naiwnych, które sądziły, że młodość to prawie
      nieśmiertelność, a związek dziecka z MATKĄ jest niemal niepodważalny i chyba do
      patologii dojść musi, by mu się odechciało mieszkać z nią. Gdy nasza córka z
      nami zamieszkała, był to najgorszy do tego moment - świeżo po strasznych
      przekrętach jej matki, które szkodziły naszej rodzinie a w których mała miała
      czynny udział (poprzez zwyczajną manipulację, ale muszę się przyznać, że
      potrzebowałam czasu, by sobie powiedzieć, że to TYLKO dziecko). Byłam małą
      zawiedziona, rozczarowana, miałam żal i tak obciążona przyszła pod moje
      skrzydła. Mój Boże, nawet tego wspominać nie chcę... Płakałam. Nocami, gdy M
      nie widział. Bałam się, że sobie nie poradzę z nową rolą, że nie zastąpię
      dziecku zmarłej matki, a przecież to małe dziecko (5 lat) i osierocenie to
      wielka krzywda od losu; czułam, że nie dam rady, bo straciła moje zaufanie i
      nie miałam dla niej serca. To był taki wewnętrzny bój tego lęku z buntem, że ja
      tego nie chciałam, nie pisałam się na matkowanie, nie chcę, dlaczego ja itp.
      Wyrosłam w poczuciu obowiązku za wszystko i wszystkich, aż do przesady, dlatego
      tak mi w życiu czasem ciężko. Aż kiedyś pękłam, porozmawiałam z M, a on mi
      powiedział: „proszę, tylko jej nie zastępuj matki, nie masz kogo zastępować, po
      prostu dla nas bądź tak jak czujesz”. I uszło ze mnie powietrze jak z balonika.
      Przeszła zazdrość o własny czas dla syna - ubzdurałam sobie bowiem, że mój syn
      bardzo straci, bo zamiast się zająć bez reszty niemowlakiem ja muszę się
      podzielić, a przecież miał prawo do jedynactwa tak jak niegdyś miała jego
      siostra i dlaczego teraz z mojej strony nie może być tym jedynym. Więc jak
      widzisz, takie wątpliwości, jakieś obiektywnie patrząc „złe” myśli to naturalny
      odruch, no chyba, że ktoś się świętym narodził... Wy borykacie się z ciasnotą,
      my wtedy ze straszną biedą. Ale to za nami, jednak czas wszystko wygładził i
      pięknie poukładał - teraz to ja sobie nie wyobrażam, by mała miała nie mieszkać
      z nami - z ręką na sercu to mogę powiedzieć (nawet ostatnio gadałam sobie z
      kumpelą o związkach, rozwodach itd. i pierwsze co mi przyszło do głowy to
      właśnie to, że gdyby nie daj Bóg, to musiałabym się rozstać z młodą, no a
      dzieciaki z ojcem - koszmar). Ponieważ Twoja młoda to już spora dziewczyna, na
      Twoim miejscu nie ingerowałabym zbytnio w to wszystko – w końcu ma oboje
      rodziców. Mam przeczucie, że może ojczym wymagający jest, może się czepia o
      strój, szkołę itd., a u Was tego nie ma (jeszcze) i dlatego młoda woli mieszkać
      tam, gdzie są większe luzy. Ale to tymczasowy układ, może się rozczarować, bo
      chodzić do drugiego rodzica to jedno, a mieszkać z nim, gdy w konsekwencji on
      przejmie wszystkie obowiązki wynikające ze sprawowania bezpośredniej opieki, to
      już inna sytuacja i chyba w większości wypadków "zamienił stryjek siekierkę na
      kijek".

      pozdrówki
      lidka
    • balladynka Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 17:56
      Przeraziloby mnie to strasznie. U nas byla taka sytuacja, ze dziecko nie
      chcialo wrozic do domu po wizycie i w rezultacie mieszkalo u nas okolo dwa
      tygodnie, bo zaden dorosly nie wiedzial jak sobie z tym fantem poradzic.
      Pamietam doskonale jak sie wtedy czulam. Z dnia na dzien stracilam swoja
      pozycje w domu i do tej pory jej nie odzyskalam (w mojej glowie). Nie moglam
      sobie znalezc miejsca, czulam sie odsunieta na drugi plan, moj M spal z
      dzieckiem w drugim pokoju a nie ze mna w sypialni. Nienawidzilam tej sytuacji.
      Nagle okazalo sie, ze do domu ktory byl moja ostoja po calym dniu pracy, moze
      nagle wkroczyc ktos wcale nieproszony i zadecydowac, ze on juz tu pozostanie.
      Najgorsze bylo to, ze nikt mojego zdania nie zdawal sie brac pod uwage,
      oczywiscie dla dobra dziecka. Nagle sie okazalo, ze to nie ode mnie zalezy z
      kim bede mieszkac w swoim zyciu, ze nie mam na ten temat nic do powiedzenia.
      Chowalam sie w lazience i plakalam jak bobr, bo to bylo ostatnie miejsce gdzie
      nie dawalo sie tak odczuc obecnosci dziecka. Klocilismy sie wtedy strasznie z
      M, ktory powiedzial mi wtedy, ze niestety, jak jego dziecko bedzie chcialo z
      nim mieszkac to niech sie tak stanie, ja sie moge co najwyzej wyprowadzic jak
      mi sie ta sytuacja nie podoba. Bylo mi wtedy niesamowice przykrosad
      Do tej pory nie moge sobie z tym poradzic. Jakos sie sytuacja unormowala,
      dziecko wrocilo do matki. Kazdego dnia jednak kiedy wracam do domu modle sie
      zeby nie bylo takiej niespodzianki jak wtedy... Za kazda wizyta modle sie zeby
      sie skonczyla, zeby nie mial ze soba torby z rzeczami...Do tej pory nie czuje
      gruntu pod nogami i oblewa mnie zimny pot na sam mysl o tym, ze taka sytuacja
      moze sie przeciez zdarzyc, z roznych powodow. Jednak nie chcialabym aby takim
      powodem byl kaprys nastolatki czy poczucie winy tatusia. Mysle, ze problem
      polega wlasnie na tym przygotowaniu do zmiany. Ja go nie mialam i w jakis
      sposob wazy to teraz na moich stosunkach z M oraz z jego dzieckiem. Oboje nie
      zdalismy egzaminusad( Nie wiem czy to mialo wplyw na to co teraz powiem ale
      nigdy, przenigdy nie zgodzilabym sie wziac dzieci do siebie zeby z nami
      mieszkaly, chyba ze matka by zmarla albo byla ciezko chora. Wtedy oczywiscie
      nalezaloby pomoc. Ale w innym przypadku nie i juz. Wolalabym sie faktycznie
      wyprowadzic.
      • pom Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 18:15
        Balladynko, podziwiam Cię, że jednak sobie z sytuacja poradziłaś i choć Ci
        ciezko nadal trwasz. Gdyby mój partner mi powiedział, że "jak się nie podoba to
        papa" pewnie już by mnie nie było... Bardzo Ci współczuję.
        Obecnie mamy sytuację zbliżoną, która nas również zaskoczyła. Boję się
        dokładnie tego co Ty. Wywalczyłam, że jeden pokój mam, a raczej będę mieć, dla
        siebie.
        Ale blisko mi do Twoich wniosków i choć jestem summa summarum dobrą macocha, to
        mieszkanie z dzieckiem, kiedy ono zdecyduje, że mieszka z Tatą, po wielu
        kłótniach, spięciach i panice w oczach, skończyłoby się prawdopodobnie moja
        ucieczką.
        • chalsia Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 19:12
          Pom, Balladynko, ale czemu się dziwicie???
          Przecież dla NORMALNEGO człowieka własne dziecko jest bliższe i ważniejsze niż
          partner/partnerka.

          Chalsia
          • pom Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 19:21
            Gdzie wyczytałaś o zdziwieniu?
          • kitulek Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 10:36
            NORMALNY mężczyzna śpi w sypialni z własną żona/partnerką a nie z dzieckiem.
            • m-m-m Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 15:22
              Oczywiscie, ale dopóki czuje wobec dziecka "przymus" wynagrodzenia dziecku
              krzywdy jaką jest niepełna rodzina, to może chceć dziecku towarzyszyć, albo
              uważa, że dziecko będzie czuło się odsunięte nawet jak u niego w domu jest.
              Z takim zajętym przez pasierba łóżkiem ojca spotkałam się na poczatku także.
              Pasierb bardzo był niezadowolony z tego, że nagle musi spać w swoim łóżku, a
              drzwi od naszej sypialni bywają zamykane na klucz. Pasierb miał bowiem taki
              zwyczaj, że wchodził do naszej sypialni kiedy chciał, a co mnie bardzo nie
              odpowiadało. Do dzisiaj ma takie ciągoty, że czasem wieczorem potrafi się
              wemknąć do naszego łóżka, skąd jest wyganiany jak tylko my idziemy się położyć.
              • kitulek Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 15:38
                Rozumiem, że dziecko może się czuć nieswojo w nowym miejscu i w towarzystwie
                nieznanej osoby (next) ale wyjściem byłoby posiedzenie przy dziecku, poczytanie
                książeczki aż zaśnie czy położenie się we trójkę i przeniesienie dziecka do
                jego łózka po zaśnięciu. Ale spanie z dzieckiem w jednym pokoju/łóżku a żona w
                drugim hyyym.....podziwiam cierpliwość Balladynki.
                A jeśli chodzi o wynagrodzenie dziecku krzywdy jaką jest niepełna rodzina to
                już zupełnie inna historiasmile
            • chalsia Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 15:37
              > NORMALNY mężczyzna śpi w sypialni z własną żona/partnerką a nie z dzieckiem.

              Niekoniecznie. Normalny OJCIEC (a więc mężczyzna) utuli dziecko i będzie z nim
              spał jesli trzeba, gdy dziecko tego potrzebuje. Zupełnie tak samo jak matka.

              Chalsia
              • kitulek Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 15:40
                Konieczniesmile
                właśnie o tym napisałamsmile
                • chalsia Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 15:51
                  Wiesz, nie zawsze się tak udaje. Czasami jest tak, że dziecko po prostu
                  potrzebuje czuć, ze ktoś przy nim jest cały czas. Tak samo jest i w pełnych
                  rodzinach. Tylko wtedy z reguły dziecko śpi z obydwojgiem rodziców. No a jak
                  jest u ojca i "macochy" to wydaje mi się raczej naturalne, ze niekoniecznie
                  śpią w trójkę (choć i pewnie i tak się zdarza).

                  Chalsia
                  • balladynka Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 16:18
                    Rzeczywiscie, przez kilka dni spalo z nami. Dopiero kiedy zaczelam napomykac,
                    ze tak nie moze byc, wyprowadzili sie do drugiego pokoju. Na moje prosby,
                    blagania i grozby ze moze jednak pora aby dziecko wrocilo do mamy a M. do
                    sypialni, rozpetala sie wojna. A ja nic na to nie poradze, ze dla mnie to nie
                    bylo wielkie swieto i najlepsze co mi sie w zyciu przytrafilo, w
                    przeciwienstwie do mojego M, ze osoba trzecia, w przeciwienstwie do rodzica
                    widzi pewne rzeczy bardziej obiektywnie np. tak, ze to nie bylo juz rozzalenie
                    malego dziecka, na ktore trzeba jakos pozytywnie odpowiedziec, tylko po prostu
                    extra sytuacja, gdzie tatus jest fajny i na wszystko pozwala, nie trzeba
                    chodzic wczesnie spac jak u mamy, nikt nie krzyczy, jesc mozna to co sie zamowi
                    a nie to co podano itd. Przykro mi, ale tak to odczuwam i mam wielki zal do
                    mojego M, ze tak wtedy postawil sprawe. Zachowal sie jakby sam Pan Bog chcial u
                    niego mieszkac.
                    • pom Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 16:52
                      To jest tak, że dla niego to rzeczywiście "sam Pan Bóg" ale jest rodzicem i
                      chce jak najlepiej. Niestety, to najlepiej dla dziecka bez uwagi dla Ciebie to
                      przykrość i ból nie do zniesienia na dłuższą metę.
                      Poczucie winy przysłania Mu cały świat. Mam ten sam problem.
                      Tu pomoze tylko terapeuta, bo widać sam meżczyzna nie umie uporać się ze swoimi
                      emocjami, którymi krzywdzi kogoś kochanego do tego stopnia, że może tę miłośc
                      zabić.
                      • chalsia Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 17:50
                        Ale wiesz, Pom, to ciekawe. W pełnej rodzinie w takiej sytuacji oczywiście też
                        radzi się kobiecie (bo to z reguły ona w takich sytuacjach spi z dzieckiem, a
                        partner na kanapie), by zadbała o potrzeby i uczucia partnera, ale
                        niekoniecznie poprzez zaprzestanie spania z dzieckiem, ponieważ więź i związek
                        między ludźmi można podtrzymywac na wiele sposobów, a nie jest w tym warunkiem
                        koniecznnie niezbędnym wspólne spanie w jednym lóżku codziennie i od wieczora
                        do rana.
                        A sytuacja Balladynki jest identyczna, z tą róznicą, że to ojciec śpi z synem,
                        a ona nie jest matką a "macochą".

                        Chalsia
                        • pom Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 21:02
                          Trafne spostrzeżenie. Też mi przyszło na myśl, że podobnie matka w pełnej
                          rodzinie inaczej zabezpiecza bliskośc z partnerem, jesli śpi z dzieckiem.
                          Myśle jednak, że to nie chodzi wyłącznie o to spanie. Moge się domyslać (w moim
                          przypadku jest podobnie), że partnera tak absorbują psychicznie sprawy z
                          dzieckiem, że nie ma już miejsca na podtrzymywanie wiezi uczuciowej na inny
                          sposób, o ktorym piszesz. To budzi odrzucenie i żal. Zresztą, tak też sie czuje
                          wielu mezczyzn, kiedy kobieta zaniedba potrzeby partnera zaabsorbowana
                          dzieckiem.
        • balladynka Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 09:56
          Pom, zycze powodzenia. Mam nadzieje, ze jakos sobie poukladasz wszystko i nie
          bedziesz musiala uciekac.Trzymaj sie.
        • aniaa31 Re: czy Wam było łatwo? 15.01.05, 15:52
          > mieszkanie z dzieckiem, kiedy ono zdecyduje, że mieszka z Tatą, po wielu
          > kłótniach, spięciach i panice w oczach, skończyłoby się prawdopodobnie moja
          > ucieczką.
          >

          a przeciez dziecko ma prawo mieszkac zarowno z ojcem jak i z matka. niezaleznie
          od warunkow mieszkaniowych. przeciez w pelnych rodzinach, jesli rodzina
          dysponuje tylko kawalerka, nikt dzieci z domu nie wyrzuca, bo "nie ma warunkow".
          trudno, zeby ojciec nie przyjal wlasnego dziecka pod swoj dach.

          niestety, to co piszecie troche potwieradza negatywne stereotypy.
          nie jest trudno byc dobra macocha na odleglosc. niby dzieko lubic, ale nie
          chciec, zeby dziecko zamieszkalo z ojcem. z jednej strony fajnie jest sobie
          ponarzekac na eks, ze utrudnia mezowi kontakty z dzieckiem a z drugiej strony,
          gdy maz ma okazje zaopiekowac sie dzieckiem na codzien, jednak tego nie chciec.

          do autorki watku: jedna kawalerka i cztery osoby - wpolczuje. czy rodzina
          pelna, czy macocha, czy pasierbica, kazdy potrzebuje przestrzeni dla siebie i
          mozliwosci odizolowania sie. mala mieszkanie + duzo osob= konflikty. nie dziwie
          sie twoim uczuciom.
      • coco_19 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 17:38
        balladynko,
        i ja znam ten brak poczucia bezpieczenstwa, gdy w domu niespodziewanie pojawia
        sie dziecko mojego M. Twoja slowa bardzo mnie podniosly na duchu, bo czuje sie
        z tym wszystkim tak bardzo samotna.
        U nas sytuacja wyglada tak, iz moj M. rozwiodl sie dwa lata temu. Z
        poprzedniego zwiazku ma dwoch synkow, lat 6 i 8. Razem mieszkamy od pol roku, w
        domu jego rodzicow. Nasza ex holubi mlodszego synka, tuli go, piesci, a starszy
        jest w odstawce, bo przypomina ojca. Dziecko lgnie do nas i nie chce spedzac
        czasu z matka. Nie mam nic przeciwko temu, ale potrzebuje wiedziec kiedy
        chlopiec z nami bedzie, jak dlugo, itd. Rozmawialam przedwczoraj o tym z moim
        M., ktory wyrazil wiele zrozumienia, co mnie szalenie ucieszylo, bo ten problem
        bardzo mnie przytlaczal. Po czym wieczorem wrocil do domu z chlopcem (bez
        uprzedzenia), i wczoraj maly byl z nami, a dzis zaczyna sie nasz weekend. Jest
        mi szalenie ciezko, bo nie mam tu nic swojego; dom - tesciow, kraj - obcy (moj
        M. jest obcokrajowcem), jezyk - obcy, mam tylko ten zwiazek, i potrzebuje
        czasu, zeby sobie wszystko poukladac. Wierze, ze wiele sie zmieni, gdy
        wyprowadzimy sie na wlasne (choc kontakt z tesciami jest swietny), gdy znajde
        prace i stane na wlasnych nogach. Moze gdy bede sie czula u siebie, bedzie mi
        latwiej okazac malemu jeszcze wiecej serca.
        P.S.
        A przy okazji chcialabym sie ze wszystkimi przywitac. Pare dni temu dostalam od
        mkatarynki wiadomosc, ze moge dolaczyc do forum, co mnie szalenie ucieszylo :o)
        Nie wiedzialam od czego zaczac, az okazja pojawila sie sama.
        • pom Witaj w gronie :) n/tx 14.01.05, 22:23

          • coco_19 Re: Witaj w gronie :) n/tx 14.01.05, 22:26
            witam :o)

    • m-m-m Re: czy Wam było łatwo? 13.01.05, 18:29
      Czy jednak nie ma żadnych możliwosci negocjacji z matką dziewczyny, aby ona
      wróciła do niej?
    • lilith76 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 09:19
      z innej strony - czy 14-to latka sama nie widziała, że cztery osoby w kawalerce
      to przesada, kiedy decydowała się na przeprowadzkę??? to jednak dość spory
      wiek. może sytuacja w domu matki była tak zaogniona, że dziewczyna wolała ten
      ścisk niż stan poprzedni.
      nie wykluczone, że te warunki same zaczną ją męczyć.
      • nikita333 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 21:56
        Dziewczyny, jak już pisałam wyżej, sytuacja w domu matki jest beznadziejna i
        mała za nic nie chce tam wracać, kiedyś powiedziała, że już wolałaby iść do
        domu dziecka, niż mieszkać dalej z facetem matki! (na miejscu matki nie
        zastanawiałabym się, czy dać facetowi kopa w d...) Tłumaczyliśmy małej wiele
        razy, ile jest miejsca u nas w domu, że nie będzie miała swojego kąta (co
        prawda "mieszka" na antresoli, więc jakiś maleńki azylek ma, ale to tylko
        namiastka), że nie będzie mogła robić, co chce , tylko będzie musiała się
        dostosować do zasad panujących w tym domu, a główne sa dwie: pomagamy sobie i
        nie obrażamy się na siebie ale rozmawiamy.Poza tym najważniejsza jest nauka, a
        nie gierki komputerowe i telewizja - to chyba zdrowe zasady, prawda? Kiedy
        dziecko wbije sobie coś do głowy, zawsze zgodzi się na wszystkie warunki i
        będzie nas przekonywać, że wszystko rozumie, choć wiadomo, że rozumie
        niewiele... nie mam innego sposobu,żeby się naprawdę przekonała, jak jest, niż
        doświadczyć tego na własnej skórze. Mała jest u nas już jakieś dwa miesiące i
        twardo twierdzi, że do matki nie wróci. M czekał jeszcze ze sprawą sądową, bo
        nie był pewien, czy dzieciak nie zmieni zdanie, bo wiele razy daje nam odczuć,
        jak wiele rzeczy jej sie nie podoba.Z drugiej strony to nie ona ma rządzić w
        domu i musi się stosować do pewnych zasad, które wyznacza jej ojciec. Ja się
        nie wtrącam, czasem tylko wtrącę słowo poparcia dla M, kiedy się kłócą, żeby
        nie myślała, że jest taka biedna i terroryzowana, bo jej ojciec naprawdę ma w
        tym wszystkim rację...
        a jak " dobrze" pójdzie, to sądownie też się to niedługo ureguluje, M chciał
        tylko odczekać trochę i dać małej jednak czas na poważne zastanowienie się...

        tylko nie piszcie kochane dziewczyny, że musimy zmienić mieszkanie, tyle to
        sami wiemy, ale nie mamy takiej możliwości, a i finansowo zrobił się totalny
        dół...
        w każdym razie dzięki za wszystkie odpowiedzi, podniosłyście mnie mimo wszystko
        trochę na duchu, że nie jestem jedyna z takimi rozterkami..
        • coco_19 Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 22:11
          nikita333 napisała:

          > podniosłyście mnie mimo wszystko
          >
          > trochę na duchu, że nie jestem jedyna z takimi rozterkami..

          to wlasnie jest nam wszystkim potrzebne, ta odrobina zrozumienia, i poczucia,
          ze ktos rozumie nasze uczucia, wszak wiele macoch stara sie z calych sil objac
          ten caly galimatias uczu wlasnych, dziecka, (nie)meza. I sprawic, by zycie
          nabralo odcienia prawdziwego rodzinnego spokoju i milosci.
          • pom Re: czy Wam było łatwo? 14.01.05, 22:21
            Tylko czasem to jest takie trudne.sad Szczególnie jak trafia sie na emocjonalną
            ścianę....sad
            • gosza26 Re: lideczka_27 15.01.05, 15:01
              Zatkało mnie jak przeczytałam o Twoim zyciu. Z małymi różnicami to tak jakbym
              czytała o sobie, wspólnych, cięzkich początkach.

              pozdrawiam bo wiem przez co przeszłaś i gratuluje, że sie nie poddałaśsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka