Dodaj do ulubionych

Ex nie chce płacić podatku za ziemię

16.05.05, 18:41
pisałam wam już o problematycznej ex.
Teraz powstał nowy problem. Ex ma zasądzone na dwójkę dzieci 17 l i 10l
alimenty 2500 oczywiście będzie starać się o więcej. Systematycznie dostaje
kasę na inne potrzeby (ubrania, wycieczki itp - choć ostanio coraz mniej bo
ile można jak nie widzisz wogóle dzieci bo jesteś be ale pienądze dawaj - ale
to nie problem)
Problem polega na tym, że oni nie mają rozwodu . Ona stwierdziła, że nigdy mu
nie da. On zostawił jej bardzo luksusowy dom jednorodzinny i dużą działkę.
Dalej są współwłaścicielami ona nie zgadza się na podział majątku no i
oczywiście przyszło jej dużo zapłacić za podatek od nieruchomości. Przyniosła
mu wezwanie do zapłąty i kazała zapłacić - RĘCE OPADAJĄ. Co robić? Nie mamy
już pieniędzy, żeby za to płacić. Przecież ona tam mieszka. Nikt jej nic nie
zabiera. Dostaje naprawde dużo pieniędzy. Nam zostaje po tych jej alimentach
naprawde ledwo na co robić?? Pomocy!!
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 16.05.05, 19:34
      Problem polega na tym, że oni nie mają rozwodu . Ona stwierdziła, że nigdy mu
      > nie da. On zostawił jej bardzo luksusowy dom jednorodzinny i dużą działkę.
      > Dalej są współwłaścicielami ona nie zgadza się na podział majątku no i
      > oczywiście przyszło jej dużo zapłacić za podatek od nieruchomości.


      Ex mojego M. też tak mówiła, ze nie da mu rozwodu, potem mówiła, że po niej
      żadnej baby on miał nie będzie (zrobiła w tym kierunku dużo, ale nic nie
      osiągnęła). Jakaż była zaskoczona, gdy już na pierwszej rozprawie M. otrzymał
      rozwód (miał dowody na zupełny rozkład ich małżeństwa).
      Twój M. domu jej nie zostawił - cały czas jest jego współwłaścicielem.
      Czego się on boi? Kosztów sądowych? Rozprawy? Prania brudów? To nieuniknione w
      sytuacji, gdy ich małżeństwo de facto nie istnieje.
      Ona nie zgadza się na podział majatku? Tak jak z rozwodem: skoro nie chce się
      dzielić to po sprawie rozwodowej Twój M. musi założyć sprawę o podzial majatku
      przed sądem. Tak na marginesie: Twój M. być może będzie miał "zaliczony" owy
      dom w poczet zobowiązań alimentacyjnych względem dzieci. Tu trzeba szukać
      dobrego adwokata. A tak na marginesie: skoro przyszedł podatek od
      nieruchomości, to musza go zapłacić po połowie : pół jej domu, pół podatku
      płaci i cześć.
      A tak w ogóle, to dlaczego on się nie chce z nią rozwieść? Po czorta mu ta
      fikcja?
      • capa_negra Nic dodac, nic ując :-)) 16.05.05, 19:39

      • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 16.05.05, 20:12
        on bardzo chce się rozwieść, tylko nestety ta kobieta jest bardzo rozgoryczona
        tym, że jej fikcja się rozpadła i zrobi wszystko żeby tą fikcje utrzymać. Mój M
        jest winny rozpadu ich małżeństwa to on odszedł i to on ją zostawił. Niestety
        mieszkaliśmy w bardzo małej mejscowości, która jednak ma sąd okręgowy i sprawa
        będzie się tam odbywać. Nie ma tam dobrych adwokatów i boimy się, że gdy
        wystąpi o rozwód to napewno go nie dostanie a jeśli to z jego winy choć i to
        mało prawdopodobne zwłaszcza, że mój ex i ona się przyjaźnią i bardzo sobie
        pomagają. Nie pomagają moje dobre z nim układy bo on dla mnie zachowuje się tak
        i wykorzystuje moje nastawienie wobec dziecka a za momi plecami robi mi koło d.
        lekko mówiąc. Wiem, że będzie ciężko w dodatku minął dopiero 1 rok (nawet
        ponad) choć to przecież nie mało ale dla sądu może za mało. No i to pranie
        brudów. Ona leczyła siępsychiatryczne to też mu wyciągnie że to przez niego. No
        i najważniejsze to cierpiąca kobieta, naprawde cierpiąca zrobi wszystko żeby
        się zemścić, już robi nie pozwala spotkać się z dziećmi i ma w nosie nakazy
        sądu kary.
        • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 16.05.05, 20:48
          Słuchaj, z tego co wiem, adwokat nie jest przywiązany jak chłop do ziemi i na
          sprawę może dojechaćzinnego miasta. Inna sprawa, że to robi się kosztowne, ale
          innego wyjscia nie widzę.
          To, że on odszedł jest, jak sądzę, mało istotne, ważne jest to, żeby udowodnić,
          ze już przed odejściem to małżeństwo nie istniało, na to potrzebne są dowody i
          dobry adwokat.
          Nie ma okreslonej ramy czasowej na rozwód: ważny jest całkowity rozkład
          pożycia, a nie termin (rok, 2 mc-e, czy 20 lat).
          No, dobrze, jakie jest inne wyjście: mieć z nią fikcyjne małżeństwo?
          Pranie brudów dotyczy każdego rozwodu, ale jak jest alternatywa? On chce
          cokolwiek zmienić, czy nie ??? Bo jakoś mam wrażenie, że nie za bardzo.
          • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 16.05.05, 20:55
            ma bardzo ochotę. już nawet nie dla mnie ale dla siebie samego. Ne chę podlegać
            pod stereotypy kochanek ale wcale mu się nie dziwię nie dziwi mu się żaden z
            naszych znajomych ale i każdy mu współczuje takiego wroga.
            A z adwokatem to nie jest do końca takie proste. Bo widzisz w każdym sądzie są
            pewne układy. Mówię bo mam tam znajomych i czasami obcy adwokaci są jeszcze
            gorzej przyjmowani przez sędziego niż ci "rodzimi". To mała miejscowość i
            między adwokatami i sędziami są układy typu ty mi dasz to wygrać a ja ci dam
            to. Tyle że moje znajomości są żadne jeśli chodzi o sąd rodzinny, jego też. A
            wszyscy adwokaci na miejscu są nawprawdę do nczego. No i jego żona nikt ne chce
            mieć telefonów w domu że jak może niszczy jej życie i spotkań pod domem z
            wyrzutami jak może popierać taką krzywdę dla dzieci. Tak było po sprawie o
            widzenie z dziećmi.
            • leeya Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 09:28
              magdalens napisała:

              > To mała miejscowość i
              > między adwokatami i sędziami są układy typu ty mi dasz to wygrać a ja ci dam
              > to. Tyle że moje znajomości są żadne jeśli chodzi o sąd rodzinny, jego też.
              ------------------------------
              Jesooooo, Dziewczyno, co Ty piszesz!!! Uklady w sadzie?? To udowodnij to i zloz
              skarge na sad, albo poproscie o przeniesienie sprawy do innego sadu ze wzgledu
              na proby mataczenia, czy jak to sie nazywa. Ale Kobieto, zastanow sie 3 razy
              zanim cos napiszesz!!! Boze, skoro nie masz znajomosci w sadzie rodzinnym, to
              masz w innym, moze w karnym.. I co, adwokaci sie dogaduja z sedziami, ze jak
              nie posadzisz tego za pobicie, to ja tego za kradziez podloze??? Albo
              uniewinnij tego za gwalt, bo on przeciez z takij dobrej rodziny pochodzi...

              Pochodze z miasta, ktore ma 30 tys mieszkancow. Wszyscy o wszystkich wszystko
              wiedza. Taki maly kociolek. Ale NIGDY nie bylo zarzutu o cos takiego, jak
              piszesz!! Nie wierze, po prostu nie wierze. Moze i idealistka jestem, ale nie
              wierze, ze cos takiego ma miejsce!!!

              A co do adwokatow dreczonych potem przez ex. Jak wezmiecie spoza adwokata
              dobrego, to nawet jezeli Wysoki Sad "nie bedzie go lubil" to fachowiec
              pozostaje fachowcem i z nielubieniem sadu da sobie rade. Nawet jezeli w gre
              wchodziloby przeniesienie sprawy...

              Leeya
              • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 09:47
                Jak wezmiecie spoza adwokata
                dobrego, to nawet jezeli Wysoki Sad "nie bedzie go lubil" to fachowiec
                pozostaje fachowcem i z nielubieniem sadu da sobie rade. Nawet jezeli w gre
                wchodziloby przeniesienie sprawy...



                Popieram
                • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:00
                  wiem może to wyolbrzymiam poprostu się boję!!
                  Co się stanie gdy odrzucą wniosek. No i wogóle nie wiem czego ale przywiązałam
                  się do myśli, że po rozwodzie to wszystko się skończy - ale teraz uświadamiam
                  się, że może tak nie być.
              • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 09:59
                jesteś idealistką! Układy między adwokatami nie odnoszą się do spraw karnych ,
                ale jeśli nawet to zobacz ilu mamy morderców mafijnych, których spawy toczą się
                latami a oni chodzą sobie swobodnie na wolności i co to nie są układy??
                Słuchaj mieszkamy 300 km. od niej a ona potrafi dzwonić do mnie do pracy i
                wykrzykiwać, że jak oni mogązatrudniać taką kur. To samo jest z sąsiadami. Jej
                odległość specjalnie nie przeszkadza zwłaszcza, że zemsta stała się jej celem
                zycia. Wyobraź sobie, że są tacy ludzie.
                Tak było oczywiście na początku, musiałam zmienić pracę i ograniczyć dopływ
                informacji i trochę się uspokoiło. Ale zapewniam cię, że jak ktoś chce to może
                umilić życie.
                • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:10
                  zobacz ilu mamy morderców mafijnych, których spawy toczą się
                  >
                  > latami a oni chodzą sobie swobodnie na wolności i co to nie są układy??


                  Nie to nie są układy między sędziami, a adwokatami To dowód na to, że ci
                  adwokaci potrafią zręcznie to prawo interpretować, że są skutecznymi obrońcami,
                  bez wzgledu na to, kim jest ich klient. Inna sprawa jak to moralnie ocenić, czy
                  postępują prawidłowo, czy nie, ale faktem jest że są skuteczni i tyle.
                • leeya Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:23
                  magdalens napisała:

                  > jesteś idealistką!
                  ---------------------------
                  W takim razie chce nia pozostac. Niezawislosc sadow to dla mnie jedna z
                  niewielu pozytywnych zdobyczy obecnego ustroju.


                  Układy między adwokatami nie odnoszą się do spraw karnych ,
                  > ale jeśli nawet to zobacz ilu mamy morderców mafijnych, których spawy toczą
                  się
                  >
                  > latami a oni chodzą sobie swobodnie na wolności i co to nie są układy??
                  ---------------------------------
                  Nie, to sa grube pieniadze wydawane na adwokatow, ktorzy POTRAFIA robic uniki i
                  ratuja dupe gnojom.


                  > Słuchaj mieszkamy 300 km. od niej a ona potrafi dzwonić do mnie do pracy i
                  > wykrzykiwać, że jak oni mogązatrudniać taką kur. To samo jest z sąsiadami.
                  Jej
                  > odległość specjalnie nie przeszkadza zwłaszcza, że zemsta stała się jej celem
                  > zycia. Wyobraź sobie, że są tacy ludzie.
                  ------------------------------
                  Wiem, ze sa. Jedna z moich next potrafila zadzwonic do mnie do biura
                  i "oswiecac" mojego szefa w kwestii mojej moralnosci i prowadzenia sie. No
                  wiesz, panna z dzieckiem, te sprawy... Ale ja nie oburzylam sie na to, jak
                  Twoja ex reaguje i co robi. Ja sie oburzylam na komentarz dotyczacy ukladow w
                  sadzie.

                  Leeya
          • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 16.05.05, 21:14
            wiesz co tak mówiąc szczerze przemyślałąm to i do tej pory to chyba ja bardziej
            wstrzymywałam go od podjecia jakichś drastycznych kroków. Mówiłam, żebyśmy
            poczekali, żeby jej nie denerwować. Obchodziliśmy się z nią jak z jakiem. A on
            po kazdym jej nowym wybryku krzyczał, że ma już dosyć tego poniżania mnie i
            jego. Że jest człowiekiem i chce żyć jak człowiek. I może warto wkońcu
            spróbować. Ale wolę się najpierw dobrze przygotować. I trzeba będzie wziąść
            dobrego adwokata i wkońcu skończyć tą fars.
            • derena33 Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 16.05.05, 21:45
              No prosze jaki uparty katalizatoreksmile) a jaki dobrodusznysmile)

              "do tej pory to chyba ja bardziej
              >
              > wstrzymywałam go od podjecia jakichś drastycznych kroków....Obchodziliśmy się
              z nią jak z jakiem"

              Polecam ci jako metode oderwania go od starych zobowiazan, postraszeniem ze
              odejdziesz, wprawdzie istnieje pewne ryzyko,ze wroci do zony, ale czesto sie
              udaje.
              To stara, dobra katalizatorkowa metoda.

              Oj kochane doradczynie, zebyscie kiedys same nie znalazly sie w sytuacji tej
              zony po 17 latach malzenstwa.
            • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 07:39
              wiesz co tak mówiąc szczerze przemyślałąm to i do tej pory to chyba ja bardziej
              >
              > wstrzymywałam go od podjecia jakichś drastycznych kroków. Mówiłam, żebyśmy
              > poczekali, żeby jej nie denerwować. Obchodziliśmy się z nią jak z jakiem



              Ale to nic nie da, i tak ich związek dawno nie istnieje, bez wzgledu na to, czy
              byłabyś to Ty, czy inna X, to i tak ten związek by nie przetrwał. On zardzewiał
              dużo wcześniej. Wygodne jest stwierdzenie, że gdyby Ciebie nie było to oni
              żyliby w szcęśliwym stadle, to zdejmuje odpowiedzialność z ex i M. za ten
              układ. Jakaś baba z zewnątrz jest winna - to wygodne, a jednocześnie określenie
              zewnętrznego wroga oczyszcza samych zainteresowanych z odpowiedzialności za ten
              układ.

              Co do adwokata i układów w sądzie: to zależy jaki on jest i jak mu zapłacisz,
              to i z Honolulu przyjedzie na sprawę. Twój M. i tak musi mieć dowody na zupełny
              rozkład pożycia (i to przed zwiazkiem z Tobą), a wtedy żadna ex niestraszna.
              • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 08:22
                no właśnie co może być dowodem i jak udowodnić , że np. mieszkał obok w domu.
                Przecież nie będzie ciągał rodziny po sądach. Nie chodzi o wymyslanie powodów
                tylko o uświadomienie co dla sądu może byćpowodem. Bo już z własnego
                doświadczenia wiem, że to co dla mnie jest powodem całkowitego rozpadu dla sądu
                wcale nie musi być.
                • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 09:42
                  co może być dowodem i jak udowodnić , że np. mieszkał obok w domu


                  I to jest właśnie rola adwokta: przygotować dowody. Za to mu się płaci.


                  • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 09:52
                    no tak tylko my byliśmy już u kilku adwokatów. I na początku było tak, że to
                    jeszcze za wcześnie, trzeba poczekać, emocje muszą opaść. Później trzeba
                    świadków tylko my nie chcemy mieszać w takie brudy innych. A zresztą jak
                    adwokatowi nie powiesz na co ma zwrócić uwagę to sam tego nie zrobi. To z
                    mojego doświadczenia.
                    • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:03
                      Dziwi mnie to, tym adwokatom nie zależalo na kasie i tyle.
                      Niestety, bez świadków i prania brudów się nie obędzie. Ktoś musi potwierdzić,
                      że było tak, a nie inaczej. I na to rady nie ma.
                      • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:12
                        wiem i tego się tak boję. Do tej pory naprawdę staralismy się nie wyciągać
                        wszystkiego na zewnątrz. Ja to wszystko co tu piszę i jak się wynaturzam -
                        robię to pierwszy raz (możecie nie wierzyć ale czuję się anonimowa i dlatego
                        może jest to łatwiejsze) w każdym razie przez ten cały czas oboje nie
                        skarżyliśmy się nie opowiadaliśmy znajomym nic. Jak pojawiał się temat to go
                        przemilczelismy tylko słuchalismy, skulalismy głowy gdy ona mówiła i nie było
                        tłumaczenia bo nie było sensu. Ja i mój M jesteśmy raczej z natury osobami
                        które nie lubią konfliktu i pogłosu ale na własne życzenie znaleźliśmy się w
                        największym z nich. No i to właśnie jest straszne. Nie kłóciliśmy się z nią ani
                        nie wyzywali trochę teżdla własnej korzyści. Ja mam rodzię i on teżw tym samym
                        miescie- nie chcieliśmy im też robić kłopotów ale to już inna historia.
                        W każdym razie dlaczego ludzie w cywilizowanym świecie nie mogąsięnormalnie
                        rozstać. Dlaczego ciągłe wyzwiska, szkalowanie nie mogą się skończyć. Ta
                        kobieta tym żyje im więcej krzyczy tym bardziej się w to wgłębia i chce naszej
                        krzywdy jeszcze bardziej. Opiera całe swoje życie na zemście. Czy to ma sens po
                        tak długim czasie. Powiecie ( a co jej zostało?) - do cholery życie!!!
                        • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:24
                          Dlaczego ciągłe wyzwiska, szkalowanie nie mogą się skończyć. Ta
                          kobieta tym żyje im więcej krzyczy tym bardziej się w to wgłębia i chce naszej
                          krzywdy jeszcze bardziej. Opiera całe swoje życie na zemście


                          Bo cały czas nie pogodziła się z myślą o tym, że jej małżeństwo nie istnieje.
                          Ja poznałam mojego M. 4 lata po rozwodzie (rozwód orzeczony z winy ex), a
                          pomimo to ona długo "umilała " nam życie podobnym zachowaniem. W opinii
                          psychologicznej RODK (w trakcie odbierania jej władzy rodzicielskiej przez sąd)
                          było napisane, że ona się nie pogodziła z rozwodem i...nawet te 4 lata po tym
                          fakcie uważała, że z M. tworzy dalej rodzinę! Proste: musiałaby znaleźć sobie
                          inne zainteresowania, pogodzić się ze swoja porażką, wziąć
                          współodpowiedzialność za ten stan rzeczy, a to jest niewygodne, bo przestaje
                          być ofiarą, a staje się współautorką. To taki mechanizm zaprzeczenia.
                          • magdalens Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:35
                            dokładnie też tak to odbieram! Wczoraj przez chwilę obejrzałam program "na
                            każdy temat" czy coś takiego na tvn z Drzyzgą i tam psycholożka wypowiadała
                            się, że kobiecie po rozstaniu z takiego długoletniego związku wydaje się, że
                            jeszcze bardzo kocha swojego męża i chce jego powrotu ale zazwyczaj jest tak,
                            że ona poprostu tak przywiązała się do sytuacji jaka była przed, że nie jest w
                            stanie zaakceptować nowej. I nie chodzi tu wcale o przywiązanie do partnera
                            tylko przywiązanie do sytuacji. Nie wiem czy to prawda ale pewnie w niektórych
                            przypadkach tak. Po wielu latach związek i uczucia może się wypalają i właśnie
                            sukcesem jest je utrzymać. A nie zmuszać się do utrzymania małżeństwa. Może
                            jestem w błędzie??
                            • m-m-m Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 10:44
                              I nie chodzi tu wcale o przywiązanie do partnera
                              tylko przywiązanie do sytuacji.


                              Tak to wyglądało u "naszej" ex.
                              • ajmj Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 11:00
                                W sumie jesli mam byc sprawiedliwa i obiektywna uwazam i tu sie powtórze, że
                                najlepsze co moze być to związek dwóch osób do końca zycia. Ale jak wiemy nie
                                zawsze tak moze potoczyc sie nasz Los.
                                Myślę, ze nie chlubna jest rola tej Kochanki czy Katalizatorka jak to śmiesznie
                                piszecie ale tez nie ma czym się pochwalic taka eks, która w imię swojej
                                krzywdy postepuje równie źle! I dla mnie nie ma tłumaczenia, ze ona jest biedna
                                i pokrzywdzona. Jesli równie surowo sa oceniane Kochanki, niech będą surowo
                                oceniane te EKS, które, aby "dowalić" Byłemu utrudniaja kontakt z dziećmi,
                                buntują dzieci przeciwko ojcu, uczą braku szacunku dla ojca i myslą tylko, aby
                                takiego delikwenta puścic w skarpetkach. Bądźmy sprawiedliwe. Jeśli po imieniu
                                nazwiemy Kochankę, to nazwijmy też taką Była Żonę! A jeśli tłumaczymy zło w tej
                                byłej zonie wytłumaczmy też w identyczny sposób postepowanie Kochanki.
              • derena33 do obronczyn:) 17.05.05, 08:26
                Nie bede opisywac tu szczegolowo swojej historii z drugiej strony lustra.

                Lecz wiem, ze jezeli sa kryzysy w malzenstwie, a w 17 letnim trudno zeby ich
                nie bylo + pewne znuzenie zwiazkiem i znudzenie druga ciagle ta sama osoba,
                latwo w czasie takiego kryzysu taki zwiazek rozwalic osobie trzeciej.

                Jakby tatus byl taki swiety, to dzieci nie stalyby murem za matka. Nigdy nie
                uwierze ze 17 letnia dziewczyna jest taka bezwolna i bezkrytycznie poddaje sie
                mamie przeciwko tacie. Z reguly nastolatki sa bardzo krytyczne i przekorne i
                im wiekszy nacisk ze strony rodzica, tym bardziej dzecko jest przeciw.





                • magdalens Re: do obronczyn:) 17.05.05, 09:03
                  wiesz co chyba nie spotkałaś nigdy na swojej drodze tak zwanych "wampirów
                  energetycznych" , wpoją ci wszystko, będą mielić temat tak długo aż sam w to
                  uwierzysz. i nie dadzą ci się wypowiedzieć. Jej 17 letnia córka zwróciła swój
                  bunt przeciw ojcu to proste : będę przeciw ojcu, będę najlepszą przyjaciółką
                  matki to ona mi bedzie na wszystko pozwalać - no i tak się stało i teraz obie
                  dumnie prowadzą konkwistę przeciw ojcu. Przy okazji córeczka źle się uczy ,
                  ucieka z domu itp. Ale mama uważa, że nie ma problemu. On musi chodzić do
                  szkoły do niej żeby sięczegoś dowiedzieć. Acha z historii: kiedy córka kończyła
                  gimnazjum on próbował załatwićjej korepetycje i często rozmawiał, pytał co się
                  dzieje ( gdzie jest problem) ale ona nie chciała z nim rozmawiać tylko uciekała
                  do matki i mówiłą że ją męczy. Matka oczywiście od razu go krzyczała.
                  Zaproponował córce liceum w warszawie SGH, ale tylko jej to powiedział to matka
                  go wyśmiała, że napewno nie pozwoli jej tam pojechać ( mimo, że wcześniej
                  powiedział jej o tej propozycji i nic nie mówiła). No i cały czas przy
                  dzieciach wykrzykiwała, że ty nigdy nie chciałeś tych dzieci to czego sięich
                  czepiasz. Córka napisała mu dość krwisty list ze stwierdzeniem, że jest jej
                  tylko biologicznym ojcem i jak zechce to mu wyczyści konto bo jest taka cwana.
                  No i wogóle jest dla niej nikim. To wszystko było za nim jeszcze odszedł. Ile
                  upokorzeń można znosić!!!
                  • derena33 Re: do obronczyn:) 17.05.05, 09:08
                    Skoro jego corka tak sie zachowuje, to musial byc beznadziejnym ojcem.
                    Innego wytlumaczenia nie widze.
                    • magdalens Re: do obronczyn:) 17.05.05, 09:19
                      napewno jest w tym dużo jego winy i często siędo tego przyznaje
                      zgadza się do rodzicielstwa trzeba być przygotowanym, dlatego "wpadkowe"
                      rodziny często tak kończą, a w małych miasteczkach kończą właśnie po 17 latach
                      bo wcześniej to co ludzie powiedzą albo przecież jakoś się to ułoży. Nie
                      widzisz innych opcji no i przecież dla dobra dzieci wytrzymam!
                      • ajmj Re: do obronczyn:) 17.05.05, 10:37
                        Związanie się z żonatym mężczyzna dla wielu ludzi będzie złem i ta kobieta
                        (kochanka) będzie obwiniana za wszystkowink, ale tak naprawdę to nie można
                        jednoznacznie powiedzieć,że Ona winna jest i tyle. I on winien jest i już.
                        Ponieważ (a piszę tu o normalnym mężczyźnie nie żadnej patologii)możliwe jest,
                        że małżeństwo poprostu sie kończy i taka kobieta-kochanka tak naprawdę to jest
                        winna ropadowi takiego związku? Ano, ja bym tu odpowiedziała, że Ona jest
                        najmniej winna. A te małżeństwo? Załóżmy, ze do tej pory żyli sobie spokojnie,
                        byli zadowoleni obydwoje, tyle lat, wspomnień, dzieci itp, itd... I jedno z
                        nich przestaje kochać (wiadomo proses długotrwały)... To na siłę ma trwać?
                        Jeśli próbował coś zmienić, próbował przetrwać załóżmy kryzys w
                        związku, ale nie udaje się? To warto trwać w takim małżeństwie? Wiem, wiem,
                        powiecie pewnie, ze tak, kryzys i od razu fruuu... do panienki. Że przecież
                        przysięgaliście sobie...Ale po jakims czsie może sie przestać chcieć naprawiać
                        cokolwiek. I co? Kto tu jest winnien?On? Ona? Los? Uważam, ze każdy z nich po
                        trochu(choc nie chcę uogólniać bo niekiedy szala przeważa raz w jedna stronę
                        raz z w drugą) I tak naprawdę sama wiem, ze cholewcia to nie tak... Że to jest
                        smutne strasznie, że cos się konczy... Ale dla mnie nie tragiczny jest sam fakt
                        rozwodu, odejścia co fakt, iż MIŁOŚĆ jednak nie jest stała i do końca życia!A
                        przecież nie tak miało i ma wyglądać! Przecież powinniśmy byc ze sobą do konca
                        świata i jeszcze jeden dzień dłużej. I wiem, ze tak naprawdę żadna z nas nie
                        zna odpowiedzi na to pytanie: Dlaczego wygasa uczucie? I jedno jest dla mnie
                        pewne, ze jest to STRASZNA TRAGEDIA dla WSZYSTKICH, którzy mają sumienie. Więc
                        winna jest Miłość znaczy jej BRAK? Dlatego te byłe zony tak cierpia, jesli one
                        dalej kochają a męzowie NIE i dlatego Ci panowie maja tak ogromnie wyrzuty i
                        zostawiają wszystko dla dzieci i żon. I ta trzecia zyjąca ze świadomościa, że
                        tam płaczą dzieci za ojcem. Więc teraz nasuwa sie pytanie? No tak. Jesli
                        wszyscy cierpia i żona i mąz i ta "Kochanka " Dzieci w szczególności to moze
                        wrócic do punktu wyjścia i naprawić swój związek? Wielu tak robi...Wielu sie
                        uda... Ale i w tym momencie są też skrzywdzeni. On bo naprawdę nie będzie
                        potrafił wykrzesać żadnego uczucia do zony, i wrócił w poczuciu obowiązku
                        (lepszy scenariusz to taki, że na nowo się z zoną odkryją)Ta trzecia -będzie
                        cierpieć jak wcześniej zona, dziecko, które wspólnie może mają tez będzie się w
                        tym wypadku wychowywać bez ojca. A Zona? Jak będzie mogła żyć ze świadomością,
                        ze nie jest kochana?I te ciągłe wątpliwości towarzyszące zdradzie... Skaże się
                        na związek Masochistyczny? Więc dalej, jesli wiemy, ze przy rozwodzie,
                        rozstaniu wszyscy cierpią, to po co odchodzić? Moze trzeba za wszelką cenę
                        pokochac na nowo żonę?Przetrwać kryzys?Wszystko pięknie gdy sie uda. A jeśli
                        nie? Jeśli jest się nieszczęsliwym? Jesli uparte serce nie można zmusić do
                        miłości? To moze lepiej jednak odejść?
                        No właśnie...
                        I tu jest błędne koło...
                        W każdym wypadku zawsze ktoś będzie cierpiał...
                        Przepraszam magdalens, ze na Twoim wątku ... Ale On właśnie skłonił mnie do
                        napisania moich rozważań.
                • m-m-m Re: do obronczyn:) 17.05.05, 09:31
                  Jakby tatus byl taki swiety, to dzieci nie stalyby murem za matka. Nigdy nie
                  > uwierze ze 17 letnia dziewczyna jest taka bezwolna i bezkrytycznie poddaje sie
                  >
                  > mamie przeciwko tacie. Z reguly nastolatki sa bardzo krytyczne i przekorne i
                  > im wiekszy nacisk ze strony rodzica, tym bardziej dzecko jest przeciw.


                  Dzieci maja konflikt lojalności wobec matki. Gdyby córka przyznała rację
                  ojcu musiałaby przyznać też, że bezpowrotnie upadły jej marzenia o wspólnym
                  domu z matka i ojcem, a to jest podstawowe marzenie każdego dziecka ludzi
                  rozwiedzionych (lub rozwodzących się). Trzyma stronę matki nie dlatego, że jest
                  obiektywna, tylko dlatego, że musiałaby zaakceptować to, że rodzice nie bedą
                  już razem, a to jedna z trudniejszych rzeczy. Wiem, bo sama nie zaakceptowałam
                  rozwodu rodziców, dopiero po wielu latch wszystko przemyślałam i zmieniłam
                  zdanie.
                  • derena33 Re: do m-m-m 17.05.05, 09:46
                    Nie wszystkie dzieci tak sie zachowuja, wierz mi, bo doswiadczylam innego
                    zachowania ze strony swojego dziecka . Moj 15 letni syn jak zostalismy sami,
                    pierwsze oskarzenia dlaczego. skierowal ku mnie i gdzie tu solidarnosc z
                    matka, konflikt lojalnosci wobec matki itp.
                    Ale faktem jest ze ojciec byl przez wiele lat wzorcem osobowosciowym dla
                    niego. I niezwykle trudno jest zrzucic rodzica z piedestalu wybudowanego we
                    wlasnym sercu.
                    W kazdym badz razie staral sie zaakceptowac wybor swojego ojca nawet moim
                    kosztem. Chcial istniec w jego nowym zyciu. W moim istnial bez staran.
                    • m-m-m Re: do m-m-m 17.05.05, 09:59
                      To się nie kłóci: Twój syn też miał konflikt lojalności tyle, że wobec ojca.
                      Tutaj jest odwrotnie: dziewczyna ma ten konflikt wobec matki.
                      Twój syn uważał, że ten rozwód to Twoja wina i trzymał sronę ojca. Tu jest
                      akurat odwrotnie.
                      W moim przypadku było jeszcze inaczej - ja nie trzymałam niczyjej strony,
                      miałam żal do rodziców, że się nie mogli porozumieć i zniszczyli moje marzenie
                      o pełnej rodzinie.
                      • derena33 Re: do m-m-m 17.05.05, 10:08
                        Twój syn uważał, że ten rozwód to Twoja wina i trzymał sronę ojca. Tu jest
                        > akurat odwrotnie.


                        Wstrzymaj sie od pospiesznych osadow, ten rozwod to nie byla moja wina, tylko
                        ojciec odszedl a mlody walczyl jak umial o jego uczucia. Bo moje mial na 100%.
                        A ojciec ktory przestal kochac mame, moze za chwile przestac kochac i dziecko,
                        o to sie bal moj syn.
                        • m-m-m Re: do m-m-m 17.05.05, 10:14
                          Polecam Ci książkę "Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców" oraz "W zgodzie z
                          rodzicami" autorów nie pomnę niestety.

                          • derena33 Re: do m-m-m 17.05.05, 10:23
                            Nie bede ci tu tlumaczyc zawilosci uczuc mojego syna. To nie sprawa do
                            upublicznienia.

                            A ksiazek na ten temat tez kilka przeczytalam i bylam u psychologa tez. Do
                            zycia nie mozna przykladac jednej matrycy, jak ty starasz sie to robic.
                            • magdalens Re: do m-m-m 17.05.05, 10:28
                              a ty tego nie robisz???
                              • derena33 do magdalens 17.05.05, 10:32
                                W zasadzie z toba skonczylam rozmowe, szkoda mi czasu na przelewanie z pustego
                                w prozne. A zycie zweryfikuje twoja historie.
                            • m-m-m Re: do m-m-m 17.05.05, 10:32
                              Nie bede ci tu tlumaczyc zawilosci uczuc mojego syna. To nie sprawa do
                              > upublicznienia.
                              >


                              Mnie na tej wiedzy nie zależy.



                            • elf28 Re: do m-m-m 17.05.05, 10:52
                              Zgadzam się z m-m-m. Zamiast zapierać się rękami i nogami przed
                              prawdą, posłuchaj. |Uczucia Twojego syna nie są zawiłe. Emocje
                              rządzą się prostymi sprawami - są tylko złożone.

                              Też jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców. Przeżyłam i bunt w
                              stosunku do mamy i w stosunku do taty. Synowi ojciec jest bardzo
                              potrzebny, bo to od niego uczy się wzorca mężczyzny, męskości,
                              siebie. Stąd być może takie jego reakcje.

                              Poza tym dziecko traci poczucie bezpieczeństwa, kiedy rodzice się
                              rozwodzą. Wydaje mu się, że to ono jest winne, że może jeśli byłby
                              lepszy, grzeczniejszy, etc. to tata by nie odszedł (dzieje siętak
                              niezależnie od wieku). Więc jeśli syn czuł, że z Twojej strony ma
                              100% uczuć, to dlatego walczył o uczucia ojca.

                              Jest jeszcze jedna sprawa: tak długo dopóki dla dziecka nie jest
                              oczywiste, że rozwód stał się rzeczywistością i nie ma innej
                              możliwości, tak długo dziecko będzie walczyło o to, żeby rodzice
                              się pogodzili. Więc możliwe, że walka syna o uczucia ojca, była
                              jego próbą ocalenia waszego małżeństwa a co za tym idzie rodziny.

                              Swoją drogą, to ciekawa jestem co powiedzieli ci psychologowie, u
                              których byłaś.
                              • m-m-m Rozwód 17.05.05, 11:09
                                Jest jeszcze jedna sprawa: tak długo dopóki dla dziecka nie jest
                                oczywiste, że rozwód stał się rzeczywistością i nie ma innej
                                możliwości, tak długo dziecko będzie walczyło o to, żeby rodzice
                                się pogodzili.


                                Podpisuję się obiema rękoma i nogami.
                              • derena33 do elf28 17.05.05, 11:25
                                Alez moja droga to co ty mowisz i to co pisze m-m-m bardzo sie rozni. Ja po
                                prostu nie bede pisac nastepnych dlugasnych postow,nie w temacie, by rozjasnic
                                moj punkt widzenia. Nie mam na to czasu. W ogolnym zarysie, zgadzam sie z tym
                                co ty napisalas, ale nie zgadzam sie z tym co napisala m-m-m. Ona pisala
                                glownie o konflikcie lojalnosci, a ja wiem ze u mojego dziecka przewazyla chec
                                walki na swoj sposob o scalenie na nowo rodziny. He,he widocznie nie byla taka
                                zla. Bo nie zawsze rozpadaja sie zle rodziny, chociaz winni tak probuja sie
                                usprawiedliwic.


                                Zamiast zapierać się rękami i nogami przed
                                > prawdą, posłuchaj. |Uczucia Twojego syna nie są zawiłe. Emocje
                                > rządzą się prostymi sprawami - są tylko złożone.


                                Chyba mocno nadinterpretujesz moje stanowisko, zdenerwowalam cie czy co?
                                • elf28 Re: d 17.05.05, 11:39
                                  pierwsze primo: dziecko zawsze chce, żeby jego rodzice byli razem - nawet jeśli
                                  rodzina jest zła (przez "zła" każdy rozumie to uważa za złe). Dziecko kocha
                                  rodziców, mimo tego, że mogą go bić i poniżać. Miłość dziecka do rodziców jest
                                  bezwarunkowa a wartość rodziny i jej jedność (bez względu na relacje między
                                  rodziciami) jest dla dziecka niepodważalna. Uwaga! Nie oceniam, tu Waszej
                                  rodziny. Piszę o czystej psychologii.

                                  Do do konfliktu lojalnościowego m-m-m może mieć rację. Emocje Twojego syna są
                                  złożone, bo: zarówno może przeżywać konflikt lojalności jak i walczyć o
                                  scalenie rodziny. Więc pewnie jest tak, że odczuwa kilka emocji na raz i jest
                                  mu trudno się w tym odnaleźć. Dodatkową trudnością, może być fakt, że Twój syn
                                  nie zdaje sobe sprawy z tego co przeżywa, nie umie tego nazwać - stąd taki trud
                                  tego wszystkiego.
                                  • pwrzes Re: d 17.05.05, 11:51
                                    elf28 napisała:

                                    > pierwsze primo: dziecko zawsze chce, żeby jego rodzice byli razem - nawet
                                    jeśli
                                    >
                                    > rodzina jest zła (przez "zła" każdy rozumie to uważa za złe).

                                    Pierwsze primo obalone, nie zawsze chce - bylem wdzieczny, ze moi w koncu sie
                                    rozwiedli i zalowalem, ze tak pozno.

                                    M.
                                    • elf28 Re: d 17.05.05, 11:56
                                      Swiadomie tak, podświadomie nie. Odsyłam do literatury.
                                      • pwrzes Re: d 17.05.05, 12:37
                                        Sugerujesz, ze w wieku kilkunastu lat (prawie 20) bylem jako ta tabula rasa i
                                        sam siebie oszukiwalem co do moich emocji, nie potrafilem okreslic jakie one
                                        sa? Bez przesady, ale ufam sobie i wlasnym odczuciom niz autorom ksiazek,
                                        ktorzy mnie nie widzieli na oczy. Co wiecej, ja sie wciaz ciesze z tego rozwodu.

                                        To co jeszcze ta literatura mowi o mnie, czego to sie dowiem ciekawego o sobie?

                                        Nie czepilbym sie gdybys napisala "zazwyczaj" - teorie psychologiczne ze
                                        slowami "zawsze" latwo obalic.

                                        M.
                                        • elf28 Re: d 17.05.05, 12:49
                                          Piszę o pewnej prawdzie psychologicznej. Moi rodzice też są rozwiedzeni i
                                          dzisiaj uważam, że dobrze że tak się stało. Ale jeśli zostałabym zapytana, czy
                                          chciałabym mieć pełną rodzinę, czyli matkę i ojca razem, to odpowiem: TAK!


                                    • jayin Re: d 26.05.05, 16:36
                                      pwrzes napisał:

                                      > Pierwsze primo obalone, nie zawsze chce - bylem wdzieczny, ze moi w koncu sie
                                      > rozwiedli i zalowalem, ze tak pozno.

                                      Oczywiście, że chce. Każde - do pewnego wieku - w kwestii jakiejś dojrzałości psychicznej, to sprawa indywidualna. Tu granica jest płynna w przeliczeniu na "zimy i wiosny". Dziecko zawsze chce żeby rodzice byli razem, jeśli w jego psychice rodzina kojarzy mu się wyłącznie z ojcem i matką. Nawet jeśli ten ojciec albo matka są dla siebie źli - kłócą się, nie kochają, albo po prostu ignorują nawzajem itd. Nieco inaczej może być, gdy jest sytuacja patologiczna pod względem fizycznym - kiedy dziecko odczuwa fizycznie to "zło" rodzinne - gdy dochodzi do przemocy fizycznej względem dziecka, lub jednego z rodziców. Ale nawet wówczas większość dzieci z początku będzie wierzyło, że będzie DOBRZE. Bo tak każdy człowiek ma w psychce, zwłaszcza, jeśli kogoś się kocha. Dopiero w pewnym wieku - u niektorych dzieci wcześniej, u niektorych pozniej - zależnie jeszcze od typu tego "zła" w rodzinie - ŚWIADOMIE dziecko chce by rodzice się rozstali. To trochę jak w relacji mężczyzna - kobieta - gdy to facet jest "be", a kobieta MIMO WSZYSTKO chce być znim, bo go kocha, bo mu wiele wybacza, bo wierzy, ze się zmieni. Bardzo podobny schemat na linii "dziecko-rodzice" - w przypadku dziecka dochodzi jeszcze czasami irracjonalna chęć zachowania poczucia swojego bezpieczeństwa, jakie wg dziecka daje rodzina - co czasami neistety mija się z prawda.

                                      Ile miałeś lat, kiedy pomyślałeś, że najlepiej, gdyby twoi rodzice się rozwiedli?

                                      Jak miałam lat 10 - nadal chciałam, żeby mimo wszystko byli razem.
                                      Jak miałam kilkanaście - modliłam się, żeby poszli po rozum do głowy i w końcu wzięli rozwód dla swojego i naszego spokoju. Nadal się zastanawiam, po co oni nadal ze sobą mieszkają i ciągle tylko gadają o rozwodzie, a nic z tym nie robią...wink

                                      Syn znajomych ma lat 16 i NADAL chce, by rodzice byli razem (kilka lat po rozwodzie). Wpadł jakiś czas temu w histerię, gdy się okazało, że ojciec MOŻE mieć jakąś Next.

                                      Córka kolegi ma lat sześć - i "chce, żeby mama i tatuś nie mieszkali już razem" i chce zamieszkać z tatą, a jak mama przestanie się z tatą kłócić, to może zamieszkać z nimi znowususpicious Pojęcie rozwodu jest dla małej jeszcze bardzo "płynne".

                                      Różnie to bywa. Ale WSZYSTKIE dzieci chcą by ich rodzice byli razem. Ale nie tacy "źli", tylko "naprawieni". Dzieciaki mocno wierzą, że DLA NICH rodzice zrobią wiele, nawet wrócą do siebie i będą chcieli poprawić to co było między nimi złe.

                                      Chyba, że z jakichs względów (np. przemoc, alkoholizm, wszystko naraz, zdrady itd.) ojciec dla dziecka jest faktycznie sqrwysynem, albo matka - wredną suką - ale takie oceny dziecko podejmuje raczej w wieku starszym niż 10-latek.

                                      pozdr.

                                      J
                                  • derena33 Re: do elf 17.05.05, 12:04
                                    Moj syn kochana juz z tego wyrosl, bo ma w tej chwili 21 lat. Kontaktow z ojcem
                                    nie ma ochoty utrzymywac ( no coz przegral walke o pelna rodzine) macochy
                                    nienawidzi, uwaza ze ona jest wszystkiemu winna. A ojca , ktory kiedys byl dla
                                    niego idealem, w tej chwili lekcewazy. I to jest koniec tej smutnej historii
                                    pewnej rodziny.

                                    • ajmj Re: do derena33 17.05.05, 12:07
                                      CZy Twój mąz jest z natury złym człowiekiem?
                                      • elf28 Re: do derena33 17.05.05, 12:11
                                        Ja nie wiem, czy to ważne czy jej mąż jest dobry czy zły. Waże, co czuje Jej
                                        syn, i żeby derena umiała mu pomóc chowając przy okazji ocenę swojego Ex do
                                        kieszeni. Tak sobie myślę...
                                        • derena33 Re: do derena33 17.05.05, 12:28
                                          Jakie to wszystko sie wam wydaje proste, najbardziej moj syn mnie nie
                                          akceptowal wlasnie za to, ze nie mowilam zle o jego ojcu, uwazal ze klamie i
                                          jestem falszywa ( to jego slowa) i ze skoro go bronilam ,to ja musialam byc
                                          winna. Zarzucal mi ze nie ukladam sobie zycia, przenosil wlasny bol na mnie.
                                          Uspokoil sie emocjonalnie, jak mi sie w zyciu poukladalo. I wtedy ojciec
                                          przestal go obchodzic, nad czym boleje.





                                      • derena33 Re: do derena33 17.05.05, 12:20
                                        ajmj napisała:

                                        > CZy Twój mąz jest z natury złym człowiekiem?

                                        Nie wiem czy to do mniesmile
                                        Moj byly maz nie jest zlym czlowiekiem.
                                        • ajmj Re: do derena33 17.05.05, 12:37
                                          Tak do Ciebiesmile Jesli nie jest złym człowiekiem, to dziwię się Waszemu synowi,
                                          iż jak piszesz - lekceważy ojca. Ja swojego syna uczę: Że ma jedna matkę i
                                          jednego ojca. Ma szanować ojca, ponieważ On na to zasługuje. To co było miedzy
                                          nami nie powinno kolidować z uczuciami syna do mojego Byłego. Chyba, ze:
                                          - Ojciec jest poprostu niedobrym człowiekiem i wypiął sie na dziecko, wtedy
                                          same dziecko zweryfikuje sobie swoje uczucia i nie dziwne wówczas, iz ojca nie
                                          darzy (ż)? żadnym uczuciem.
                                          - Bądź matka po rozstaniu, uważając się (słusznie, nie słusznie skrzywdzoną)
                                          tak negatywnie rozprawia o ojcu, że ten zaczyna traktować DOBREGO ojca bez
                                          szacunku i lekceważąco.
                                          - Bądź nawet jeśli matka nie mówi negatywnie o swoim byłym męzu, to dziecko
                                          jako przecież samodzielnie mysląca jednostka ma swoje zdanie i jest ono
                                          sprzeczne z poglądami matki na temat Ojca.
                                          • m-m-m Re: do derena33 17.05.05, 12:51
                                            Jesli nie jest złym człowiekiem, to dziwię się Waszemu synowi,
                                            iż jak piszesz - lekceważy ojca. Ja swojego syna uczę: Że ma jedna matkę i
                                            jednego ojca. Ma szanować ojca, ponieważ On na to zasługuje. To co było miedzy
                                            nami nie powinno kolidować z uczuciami syna do mojego Byłego.

                                            Jak najbardziej popieram, tak postepowała moja matka po rozwodzie i dziś ją za
                                            to szanuję i podziwiam.
                                          • derena33 Re: do derena33 17.05.05, 13:31
                                            ajmj napisała:

                                            > Tak do Ciebiesmile Jesli nie jest złym człowiekiem, to dziwię się Waszemu
                                            synowi,
                                            > iż jak piszesz - lekceważy ojca. Ja swojego syna uczę: Że ma jedna matkę i
                                            > jednego ojca. Ma szanować ojca, ponieważ On na to zasługuje. To co było
                                            miedzy

                                            Ale on go zawiodl jako czlowiek, nieraz jak staram mu sie te oczywiste prawdy o
                                            szacunku powiedziec, to on mi odpowiada, ze ojciec go zawiodl, ze tamta kobieta
                                            jest dla niego wazniejsza, ze on sie nie liczy, ze ojciec jest slaby i slucha
                                            jej bezkrytycznie. Ze ona go napuszcza na mlodego i on za to nie moze swojego
                                            ojca szanowac.

                                            Nie zapominaj ze moj syn byl swiadkiem rozstania rodzicow jak mial 15 lat. Nie
                                            byl malym bezrozumnym dzieckiem, ktoremu wszystko wmowisz, bardzo krytycznie
                                            wszystko ocenial, mnie, tate, nowa kobiete taty, wszystko dokladnie widzial i
                                            notowal w pamieci, i nigdy nie dal sie w zadne rozgrywki miedzy mna a ojcem
                                            wmanipulowac. Wnioski jakie wyciagnal sa to jego wnioski i trudno z nimi
                                            dyskutowac, moze kiedys jak bedzie starszy i bardziej doswiadczony, zrozumie
                                            swojego ojca i mu wybaczy. tylko moze to byc juz bardzo pozno i prawdziwej
                                            wiezi nie da sie juz odbudowac nigdy.
                                            Chcialam jeszcze powiedziec, ze jego ojciec tez sie staral. W oczach mojego
                                            syna za malo.
                                            • ajmj Re: do derena33 17.05.05, 13:52
                                              Rozumiem. Eh, może byc jak mówisz. Może gdy Was syn będzie sam miał zonę ,
                                              dzieci, moze zrozumie. Tak naprawdę gdy sama dorosłam zrozumiałam wiele spraw,
                                              na które patrzyłam kiedys inaczej, bardziej krytycznie. I tak będzie może z
                                              naszymi dziećmi. Mój syn tez ma swoje zdanie na pewne tematy. Gdy jednak widzę,
                                              ze to co on mówi odbiega od tego co DOBREGO chcę mu przekazać,nauczyć. Zaczyna
                                              się dyskusja, która kończy się moim NARAZIE zwycięństwem. Syn mój ma jednak 12
                                              lat. Dopiero wchodzi w wiek "buntu". Co będzie dalej? Może kiedys nawet ja od
                                              niego usłyszę: Mamo, to przez ciebie nie jestm z tatą. I nie będzie chciał
                                              słuchać moich racji, tylko uparcie będzie widział tylko i wyłącznie moja winę.
                                              • m-m-m Re: do derena33 17.05.05, 14:44
                                                Dziewczyny, to nie o tochodzi, że w pewnym wieku rodzicom wiele się wybacza.
                                                Do tego niejednokrotnie potrzebna jest pomoc psychoterapeutyczna. Po takiej
                                                sesji najczęściej człowiek ustawia sobie hierachię wartości i naprawdę docenia
                                                to, że ten rodzic (w moim wypadku matka) naprawdę postępował prawidłowo.
                                                Sam rodzic nawet przy najlepszych chęciach nie bardzo ma wpływ na odczucia
                                                dziecka. Nie wiem jak to Wam wytłumaczyć: człowiek docenia rodziców, gdy sam
                                                upora się z żalem wobec nich. Często nie ma możliwości tego sam zobaczyć, sypie
                                                się jego życie, wpada w depresję, tworzy nierealistyczne związki i dopiero ta
                                                pomoc stawia go na nogi.
                                                To jest moim zdaniem największy koszt rozwodu rodziców dla dziecka: ten żal
                                                wobec nich, gniew lub nienawiść wobec najbliższych mu osób. Nawet po ich
                                                śmierci te "demony" siedzą w jego głowie i to jest problem.
                                                • derena33 Re: m-m-m 17.05.05, 14:57
                                                  ".....To jest moim zdaniem największy koszt rozwodu rodziców dla dziecka: ten
                                                  żal
                                                  > wobec nich, gniew lub nienawiść wobec najbliższych mu osób. Nawet po ich
                                                  > śmierci te "demony" siedzą w jego głowie i to jest problem...."

                                                  Podpisuje sie obiema rekami pod tym co powiedzialas, niestety nie zawsze
                                                  czlowiek chce sobie pomoc psychoterapia. A sila sie nie da.

                                                  I juz znikam, by Magdalens znowu mnie nie zobaczyla w swoim watkusmile
                                    • elf28 Re: do derena33 17.05.05, 12:08
                                      To całkiem szczerze: przykro mi. Wiem, jak Twojego syna to boli.
                                      Jedyne co mogłabym w takiej sytuacji doradzić, to profesjonalną pomoc. Niestety
                                      takie traumatyczne przeżycia będą miały wpływ na jego dalsze życie. Dobrze więc
                                      może, żeby ktoś pomógł mu wyrzucić jego złość i przeżyć żal...

                                      Piszę o tym, bo ja po taką pomoc sięgnęłam i dziś wiem, że było to zbawienne.
                                      Życzę "ciepło" dla Ciebie i Twojego syna.
                                      • m-m-m Re: do derena33 17.05.05, 12:29
                                        Tak, utrwalenie nienawiści do któregokolwiek z rodziców (lub do obojga) jest
                                        dowodem na to, że rodzice nie umieli schować przed dzieckiem własnych pretensji
                                        do partnera.
                                        Po pomoc jednak zwrócić się musi sam zainteresowany, mówiąc szczerze nie
                                        spotkałam się z przypadkiem by rodzic rozwiedziony przyznał się sam do swoich
                                        błędów wuchowawczych względem dziecka, natomiast spotkałam się ze stwierdzeniem
                                        pewnej kobiety, że ona nie chciała wiedzieć jakie popełniła na swoim dziecku
                                        błędy - co powiedziała wprost, bo "poza dzieckiem i tak nic jej się w życiu nie
                                        udało".
                                        • elf28 Re: do derena33 17.05.05, 12:35
                                          Zgadza się, że po pomoc zwrócić może się tylko sam zainteresowany.
                                          Co do nieprzyznawania się rozwiedzonych rodziców do błędów wychowawczych: moja
                                          mama się przyznaje; mówi wprost, że popełniła wiele błędów w stosunku do mnie i
                                          mojego brata ale wtedy inaczej nie umiała. I ja to rozumiem. Pewnie w stosunku
                                          do swoich dzieci też będe popełnała.
                                          • m-m-m Re: do derena33 17.05.05, 12:39
                                            Tak, nie ma rodziców idealnych. Niestety ja nie zdążyłam z moimi rodzicami na
                                            ten temat rozmwiać, bo kiedy do rozmowy dojrzałam ,ich już nie było na świecie.
                                        • derena33 Re: do derena33 17.05.05, 12:37
                                          m-m-m napisała:

                                          > Tak, utrwalenie nienawiści do któregokolwiek z rodziców (lub do obojga) jest
                                          > dowodem na to, że rodzice nie umieli schować przed dzieckiem własnych
                                          pretensji
                                          >
                                          > do partnera.
                                          > Po pomoc jednak zwrócić się musi sam zainteresowany, mówiąc szczerze nie
                                          > spotkałam się z przypadkiem by rodzic rozwiedziony przyznał się sam do swoich
                                          > błędów wuchowawczych względem dziecka, natomiast spotkałam się ze
                                          stwierdzeniem
                                          >
                                          > pewnej kobiety, że ona nie chciała wiedzieć jakie popełniła na swoim dziecku
                                          > błędy - co powiedziała wprost, bo "poza dzieckiem i tak nic jej się w życiu
                                          nie
                                          >
                                          > udało".


                                          Alez moja droga mi sie wiele w zyciu udalosmile

                                          Oprocz syna, udalo mi sie wiele lat malzenstwa ( tego co sie skonczylo) i wiele
                                          innych rzeczy. Ogolnie jestem szczesliwym czlowiekiemsmile moj syn tez.

                                          Droga m-m-m bardzo kostycznie podchodzisz do ludzkich emmocji. Nic nie jest ani
                                          biale ani czarne.
                                          • m-m-m Tym razem do Derena 17.05.05, 12:45
                                            Alez moja droga mi sie wiele w zyciu udalosmile

                                            Oprocz syna, udalo mi sie wiele lat malzenstwa ( tego co sie skonczylo) i wiele
                                            innych rzeczy. Ogolnie jestem szczesliwym czlowiekiemsmile moj syn tez.

                                            Droga m-m-m bardzo kostycznie podchodzisz do ludzkich emmocji. Nic nie jest ani
                                            biale ani czarne.



                                            Napisałam ogólnie nie konkretnie do Ciebie.
                                    • magdalens Re: do elf 17.05.05, 12:10
                                      no gratulacje, widocznie masz swoje powody, żeby być ztego stanu rzeczy
                                      zadowolona i albo twój były był rzeczywiście takim potworem ( nie odrzucam
                                      takiej mozliwości bo przecież są tacy ludzie) albo ty popełniłaś wielki bład
                                      doprowadzając do tego że nienawidzi ojca. Nie chcę krytykować ale sama nigdy na
                                      to nie pozwolę własnemu synowi chyba że jego ojciec naprawdę zrobi coś co mnie
                                      do tego zmusi albo jego.
    • natasza39 Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 00:53
      Przeczytałam ten watek dokładnie. Być może i jesteś "katalizatorem"
      rozpadu "owego" zwiazku. Nie oceniam i nic mi do tego. Wam drogie
      przedmówczynie chyba też nic do tego, bo nie wiemy jak jest.
      Dziwna jest jednak sila owego "katalizatora", który sprawia że M zostawia
      wszystko dla "świetej" ex i płaci jej chorendalne (mam nadzieję, że przez "ch"
      sie to pisze) oraz inne dobra i woli życie "szare" z owym "katalizatorem".
      Obawiam się, że to nie jest juz "katalizator" jeno inny pierwiastek z którym
      rzeczony w "związek" się "zareagował.
      Nie zawsze, co podkreslam w swych wypowiedziach, jest "katalizator" rozpadu
      zwiaku jedyna przyczyną.
      Czasem ten rozpad przyspiesza, ale nie zawsze jest jego przyczyna jedyną. I nie
      zawsze brak owego "katalizatora" zapobiega przyczynie analizy vel rozpadu
      (niech mnie poprawia chemiczki).
      Rdza jest typowym tego procesem. Woda przyspiesza proces rdzewienia lecz brak
      jej nie zapobiega procesowi "korozji".


      A w kwestii samego tematu watku, czyli niepłacenia za rzeczona nieruchomość
      podatku...
      No cóż... Jesli to Twojemu M nie przeszkadza, nie zaprzataj sobie tym głowy.
      Pewnie prócz ex mieszkaja tam jego dzieci, stad ta tolerancja.
      Pewnie gdyby sama ex tam pomieszkiwała to nie byłby tak wyrozumiały.
      I tu jeszcze dygresja dla obrończyń wszystkich ex niezaleznie od okoliczności...
      Czasem niektóre zachowania ex sa tolerowane przez facetów, bo pomimo
      wszystkiego ta ex jest matka jego dzieci. Niestety niektóre kobiety to
      wykorzystuja niemiłosiernie.
      • derena33 Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 08:47
        natasza39 napisała:
        > .
        > Czasem niektóre zachowania ex sa tolerowane przez facetów, bo pomimo
        > wszystkiego ta ex jest matka jego dzieci. Niestety niektóre kobiety to
        > wykorzystuja niemiłosiernie.
        >

        Mowa o 17letnim malzenstwie. Trudno zeby facet nie czul zobowazania i wyrzutow
        sumienia. Nie wierze, ze skoro ten zwiazek taki byl beznadziejny wiele lat, to
        dopiero po 17 nagle go oswiecilo przy pomocy magdalens.

        Zreszta mysle, ze ktos kto nie ma takich doswiadczen malzenskich, nie zrozumie/
        nie chce zrozumiec o co mi chodzi.
      • edzieckokarenina Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 09:23
        szkoda ze moja wczorajsza wypowiedź w tym wątku została wykasowana-pewnie
        wspaniały katalizator nie zdążył nawet przeczytać.
        napiszę teraz tylko jedno- nie miałabym wstydu wiązać się z żonatym facetem-
        choć jak wiadomo okazji tego typu nie brakuje, bo panowie często żalą się na
        swoje nieudane małżeństwa.Sypiasz z żonatym facetem a jego żonę nazywasz EX-nie
        pomieszało ci się coś przypadkiem? to jak ciebie w takim ukladzie nazwać?
        na dodatek jeszcze wtracasz się w ich finansowe sprawy..nóż sie w kieszeni
        otwiera
        • magdalens Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 09:32
          no dobra nikt nikomu tu nic nie dowiedzie.
          Nie chcę cię przekonywać. I cały czas podkreślałam, że on wcale nie musiał mi
          się na nią wyżalać bo ją znam osobiście. A poresztą nie odchodziłby od niej
          gdyby było super. No i jeszcze jedno staram się być obiektywna na ile mogęi
          doceniam wiele jej cech ale gdy tylko to robię to jestem uznawana za
          wielce "łaskawą". Do cholery nie można być ani za ani przeciw to po co się
          wypowiadać??? To przecież nie o to chodzi. Kierujesz rozmowę w taką stronę, że
          ja broniąc się mogę przedstawić tylko jej złe cechy. No i kurcze mam sięu
          śmiechać gdy ktoś ciągle mnie obraża. No i to oczywiście skończy się
          _ "przecież wiedziałaś co robisz, zasłużyłaś sobie" Acha co do słowa ex chodzi
          tylko o ułatwienie wypowiedzi ale jak chcesz mogę mówić wielce szanowna obecna
          żona mojego konkubina. Zadowolona.
          Pozdrawiam.
          Ochydna kochanka fujsmile
          • edzieckokarenina Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 10:08
            "No i kurcze mam sięu
            śmiechać gdy ktoś ciągle mnie obraża. No i to oczywiście skończy się
            _ "przecież wiedziałaś co robisz, zasłużyłaś sobie" Acha co do słowa ex chodzi
            tylko o ułatwienie wypowiedzi ale jak chcesz mogę mówić wielce szanowna obecna
            żona mojego konkubina. Zadowolona.
            Pozdrawiam.
            Ochydna kochanka fujsmile"
            ***
            nikt by cię nie "obrażał" gdybyś w życiu kierowała się chociaż podstawowymi
            zasadami moralnymi.To jak nazywasz żonę faceta z którym obecnie sypiasz to
            twoja sprawa i nie mogę byc ani zadowolona, ani nie zadowolonawink po prostu
            rzuca sie na oczy to co piszesz:EX ,kiedy faktycznie kobieta jest żoną gościa.
            I na koniec ci napiszę: nie byłoby większych problemów gdybyś łaskawie
            ograniczyła się do swojej obecnej roli-czyli kochanki żonatego faceta.Wtedy
            wszystko choć szemrane jest jasne, ty natomiast interesujesz się jej stanem
            majątkowym ,jej zdrowiem psychicznym(leczenie psychiatryczne) itp.
            Powinnaś się od niej odczepić-bo od męża na pewno nie odpadniesz tak szybko
            (długo musiałaś być chyba sama)
            • magdalens Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 10:16
              nie nie byłam wogóle sama to raz a dwa to tak jak zawsze ja jestem be i się
              czepiam, a biedna i cudowna żona może po mnie jeździć czołgiem. Ty natomiast
              będziesz stała i klaskała.
              No nie budzisz we mnie instynkty przetrwania. Jeszcze trochę i do niej
              zadzwonie żeby się wkońcu ode mnie odwaliła.
              Dzięki tak dalej.
              • edzieckokarenina Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 10:29
                magdalens napisała:

                > nie nie byłam wogóle sama to raz a dwa to tak jak zawsze ja jestem be i się
                > czepiam, a biedna i cudowna żona może po mnie jeździć czołgiem. Ty natomiast
                > będziesz stała i klaskała.
                > No nie budzisz we mnie instynkty przetrwania. Jeszcze trochę i do niej
                > zadzwonie żeby się wkońcu ode mnie odwaliła.
                > Dzięki tak dalej.
                ***
                a czego ty się spodziewałaś-że wszyscy ktorzy czytają twoje wypowiedzi będą się
                z tobą zgadzać? albo popierać to co robisz???
                pewnie znajdzie się tutaj kilka "macoch" z podobnym rodowodem.
                Cieszę sie że nie budzę w tobie instynktu przetrwania-ale ty i tak
                przetrwasz,masz silne poczucie że to ty jesteś skrzywdzona i to cię buduje.
                i tak na marginesie-co cię obchodzi życie żony faceta z którym śpisz?
                baw się z nim dalej skoro nie masz żadnych oporów,ale ją zostaw laskawie w
                spokoju
                • magdalens Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 10:49
                  bardzo chętnie bym ją zostawiła, gdyby ona też mnie zostawiła
                  Cały czas nie rozumiesz. Nigdy jej nie wyzywałam. Tak mam poczucie krzywdy
                  którą jej zrobiłam ale tego nie magę naprawić bo co nie zrobię to będzie źle. A
                  naprawiłabym to tylko wtedy gdybym umarła a mojego "M" zaczę ła trawić jakaś
                  śmiertelna choroba. Opowiadam o niej teraz bo chcę żebyś zrozumiała jaka jest
                  tu jestem anonimowa i wiem, że nie robię jej tym bezpośredniej krzywdy szukam
                  rady.
                  Nie jestem obiektywna co do niej napewno, ale poznałam ją i doświadczyłam
                  upokorzeń od niej długo przed tym jak związałam się z jej mężem. I ten związek
                  to nie było pociesznie się!!!
                  A zresztą i tak dzięki za twoje opinię bo one też wpływają na moje myślenie na
                  ten temat i rozumiem że nie można mnie pogłaskać i powiedzieć, dobrze robisz
                  rób tak dalej, bo nic szczycącego nie robię. Wiem.
                  Ale wiesz co kocham go bardzo i mimo tego wszystkiego jestem szcześliwa. Wogóle
                  się nie boję rozpadu naszego związku. Nie dlatego, że jestem tak go pewna ( bo
                  wcale nie jestem) ale dlatego, że jestem pewna własnych uczuć.
                  • edzieckokarenina Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 11:13
                    "Ale wiesz co kocham go bardzo i mimo tego wszystkiego jestem szcześliwa.
                    Wogóle
                    się nie boję rozpadu naszego związku. Nie dlatego, że jestem tak go pewna ( bo
                    wcale nie jestem) ale dlatego, że jestem pewna własnych uczuć.
                    "
                    **
                    jego żona też była pewna swoich i jego uczuć dlatego pewnie jest teraz
                    rozżalona-i wcale się nie dziwię, nie po to budowała coś przez połowę swojego
                    życia żeby teraz spokojnie patrzeć jak to się rozlatuje na kawałki.
                    Nigdy nie byłam w takiej sytuacji jak ona,ale mam na tyle empatii że potrafię
                    sobie wyobrazić co czuje.
                    Wy z gościem kierujecie się emocjami , nagłym przypływem czegoś tam i nie
                    obchodzi was co pomyślą inni- żona jawi się jako histeryczka, która robi ci na
                    złość itp, itd
                    niech on się w końcu rozwiedzie-wtedy tamta kobieta uwolni się wreszcie od
                    nelojalnego faceta i na nowo ułoży życie, a tak nadal są małżeństwem.
                    Namów swojego kochanka na szybki rozwód, tylko nie zapominajcie o alimentach i
                    opiece nad dziećmi,zeby wtedy już ex też miała czas na amory
                    • magdalens Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 11:28
                      no właśnie tu jest problem, że on bardzo chce się rozwieść a ona mówi nigdy.
                      Ona nie chce nowego życia, ona nie chce jego powrotu - sama to ztwierdziła, ona
                      go nienawidzi. Ona chce zemsty.
                      A co alimentów płacił jej za wszystko przez pierwsze miesiące jak odszedł
                      później starał się rozmawiać i tłumaczyć co robić gdzie płacić jak załatwiać
                      sprawy ale ona nie chciała bo jest taka samodzielna. Cały czas płacił jej
                      pieniadze a ona podała go o alimenty - dostała dużo mniej niż jej płacił. On
                      dalej dawał jej wiecej ale nie zapisywał na kwitkach że to alimenty tylko
                      wpłata to ona go dała do komornika i musiał wszystko znowu płacić no i jeszcze
                      alimenty regularnie. Nigdy się nie spóźnia z wpłatami, daje więcej.
                      Myślisz że my nie chcemy zacząć normalnie żyć. Myślisz, że jesteśmy
                      nastolatkami którzy nie zdają sobie sprawy z tego co robią bo są zakochani?
                      My staramy się ułagodzić jakoś to wszystko staramy się rozmawiać ale nie można
                      rozmawiać z kimś kto nie chce tego a jedynym jego celem jest zemsta. Zrozum!
                      Acha ona przez ostatnie lata ich związku przed wszystkimi się wypłakiwała jak
                      jej źle i jak to żałuje że zaszła z nim w ciąże. Tylko po to żeby zwrócić na
                      siebie uwagę. Co powiesz o kobiecie która o drugiej w nocy w lutym ucieka w
                      kapciach z domu. Jest zadowolona ze swojego małżeństwa !!!
                      • edzieckokarenina Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 11:41
                        no właśnie tu jest problem, że on bardzo chce się rozwieść a ona mówi nigdy.
                        Ona nie chce nowego życia, ona nie chce jego powrotu - sama to ztwierdziła, ona
                        go nienawidzi.
                        ******
                        dziecinne tłumaczenie-wydaje mi się że on chyba nie chce tego rozwodu tylko ci
                        oczy mydli.
                        Z reguły przy rozwodzie tylko jedna strona chce rozwodu, albo jedna bardziej
                        niż druga-co nie stoi na przeszkodzie żby złożyć pismo do sądu i się rozwieść.
                        Chce rozwodu to niech przestanie tylko mówić że chce tylko niech złoży stosowny
                        pozew.
                        Wtedy też wszelkie twoje bolączki(że ona nie płaci rachunków) znikną-po
                        rozwodzie każdy odpowiada za swoje płatności
                        • magdalens Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 11:48
                          gdyby to było takie proste:
                          złoż pozew nie przygotuj się , odrzuci go sąd i kiś się ze wszystkim nastepne
                          kilka lat. I później powiesz mi że to jego wina bo się nie starał
                          • ajmj Re: Ja w kwestii "katalitycznej"... 17.05.05, 12:05
                            Wątpie magdalens, aby sąd odrzucił pozew. Może tak się zdarzyć, ale nie musi.
                            Jesli prawda jest to co piszesz, to rozpad związku jest juz na wszystkich
                            płaszczyznach. a To, ze Ona nie chce się zgodzic na rozwód, nie oznacza, że
                            takiego nie będzie ! Może i w sumie napewnoo będzie to dłużej trwało ale są
                            szanse na orzeczenie rozwodu.
    • ashan Re: Ex nie chce płacić podatku za ziemię 17.05.05, 11:55
      istnieje jedno wyjście - rozwód, z ustaleniem alimentów i podziałem majątku.
      Jej zdanie nie ma wiele do rzeczy, pod warunkiem, że jej mąż faktycznie chce
      tego rozwodu. Kwestia prawnika, tak jak już pisały dziewczyny. Alimenty mogą
      być ustalone sądownie poza sprawą rozwodową. Ich wysokość zależy od zarobków
      ojca oraz uzasadnionych potrzeb dzieci. Wg mnie w tej chwili Twoja sytuacja
      materialna nie będzie miała wpływu na ich wysokość, czyli po opłaceniu
      alimentów ojcu powinna pozostawać pewna kwota na jego własne utrzymanie. Poza
      wpłatami alimentów (każdorazowo z adnotacją, że to wpłata alimentów) wstrzymać
      się z dodatkowymi ekstrasami (uj, dostanę zaraz po głowie wink), natomiast
      zapłacić zaległe podatki - za takie zobowiązania małżonkowie odpowiadają
      solidarnie, więc mimo tego, że ona tam mieszka jego też będą ściagać za brak
      płatności.
      a.
      ps i jeszcze dobra rada na koniec: trzymaj się od tego wszystkiego z daleka
    • madalenka25 Magdalenas 17.05.05, 12:00
      imienniczko - jestem w bardzo podobnej sytuacji i dzis mija rok od kiedy
      zamieszkałam z moim M - tylko że u mnie sytuacja jest dośc przejrzysta - w tej
      chwili nie moge pisac bo mam kontrolerów ale kiedy tylko skończa to powiem ci
      jak my rozwiązalismy te wszystkie problemy

      trzymaj sie i nie tłumacz bo to nie ma sensu
      powodzenia
      magda
      • magdalens już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 12:15
        tak jak radziłyście nic nie mówiłam mu i nie wtrącałam się a jak pytał
        powiedziałam, że musi postapić tak jak uważa ( bolało mnie bo zawsze się siebie
        o wszystko radzimy) dzwonił właśnie do mnie i postanowił, że to już koniec
        zapłacił ale ma dość to ostatni raz zlecił pisanie pozwu. Teraz wszyscy
        świadkowie i to wszystko jestem przerażona. Aż mam nudności. Co teraz.
        • madalenka25 Re: już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 12:18
          teraz wyluzuj i idź na spacer - mi zawsze pomaga
        • m-m-m Re: już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 12:57
          A teraz weź sobie kąpiel i odpocznij. Może masz jakąś muzykę relaksacyjną?

          On musi postępować tak jak sam uważa, aby była to JEGO ŚWIADOMA DECYZJA i aby
          nikt nie mół powiedzieć, że to Twoja wina, bo Ty masz na niego taki, a nie inny
          wpływ.
          • magdalens Re: już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 13:03
            dzięki za pocieszenie
            i tak zawsze to ja będę winna zresztą widzisz to sama na forum
            i nic tego nie zmieni teraz wszystko w jego rękach jak on to załatwi ( choć
            czasami mam wrażenie, że jeśli chodzi o dzieci to on już nic nie może zrobić)
            Był dziś u syna w szkole- uczy się bardzo dobrze, wychowawczyni go chwali
            będzie wyróżniony) ale nie chciał z nim rozmawiać uciekał jego koledzy
            przychodzili do M i więcej z nim rozmawiali niż sam syn. Był załamany.
            • m-m-m Re: już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 13:13
              i tak zawsze to ja będę winna zresztą widzisz to sama na forum

              Z tego co widzę na forum jesteś winna dla niektórych. Moim zdaniem wina jest
              ex i Twojego M.(to oni byli odpowiedzialni za erozję swojego zwiazku), a nie
              Twoja. I takie też pewnie opinie są w realu: jedni Cię popierają, a inni
              potępiają.
              No, nalałaś już sobie tę wodę i nastawiłaś muzykę?
              • magdalens Re: już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 13:19
                niestety nie jestem w pracy i właśnie zaniedbuje przez to wszystko obowiązki
                ale nie mogę się skupić
                • lilith76 Re: już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 13:26
                  do skocz do sklepu po melisę do zaparzenia - czasami pomaga smile))
                  nie zakładaj z góry najtrudniejszych scenariuszy - to często pomaga od razu
                  zareagować na nieprzewidziane zwroty sytuacji, ale niekiedy paraliżuje i
                  zniechęca na starcie.
                • elf28 Re: już po wszystkim on zapłacił 17.05.05, 13:38
                  Mała!
                  Będzie dobrze! Dasz sobie radę! TEż miałam chwile zwątpienia. Czasem warto
                  przeczekać. Jak to z życiem, raz jest przypływ raz odpływ. Pomyśl za to, że jak
                  już przejdziecie przez te wszystkie trudne sytuacje i dalej będziecie razem, to
                  Wasz związek będzie miał bardzo mocne podwaliny.

                  Nosek do góry!
                  • magdalens dzięki bardzo 17.05.05, 13:42
                    jak tak bedziecie mnie pocieszać to się zaraz poryczę smile
                    • elf28 Re: dzięki bardzo 17.05.05, 13:44
                      Dawaj smile
                      • magdalens Re: dzięki bardzo 17.05.05, 13:49
                        tak poszedł mi już tuż do rzęs teraz będzie tysiąc pytań do pod tytułem co się
                        stało. Muszęukradkiem uciec do wc i się umyć smile
                        • m-m-m Re: dzięki bardzo 17.05.05, 14:03
                          poszedł mi już tuż do rzęs


                          A mnie się przypomniało jak to kiedyś niopacznie wybrałam się na basen z tuszem
                          na rzęsach (teoretcznie wodoodpornym) i cała zadowolona sobie pływałam i tylko
                          dziwiłam się czemu wszyscy się patrzą...niezrażona jednak płwałam dalej, by po
                          wyjściu w lustrze zobaczyć klauna bez charakteryzacji wink))
                          • magdalens Re: dzięki bardzo 17.05.05, 14:07
                            mi zdarza się to bardzo często i dlatego nie lubię tuszów wodoodpornych bo one
                            na wodę wcale nie są odporne ale bardziej odporne są na mleczka i inne
                            tuszozmywacze smile
                        • ajmj Re: dzięki bardzo 17.05.05, 15:28
                          a Ty magdalens trzymaj się. smile Ja nieraz ma tez złe dni. Mam problemy(mamy)
                          przez które chce mi sie wyć!
                          • ajmj Re: dzięki bardzo 17.05.05, 15:31
                            aha i zwycięstwa. Nie cierpię popełniać błędów ortograficznychwink
                            • milcha1 Re: dzięki bardzo 25.05.05, 20:40
                              nikt by cię nie "obrażał" gdybyś w życiu kierowała się chociaż podstawowymi
                              zasadami moralnymi.To jak nazywasz żonę faceta z którym obecnie sypiasz to
                              twoja sprawa i nie mogę byc ani zadowolona, ani nie zadowolonawink po prostu
                              rzuca sie na oczy to co piszesz:EX ,kiedy faktycznie kobieta jest żoną gościa.
                              "I na koniec ci napiszę: nie byłoby większych problemów gdybyś łaskawie
                              ograniczyła się do swojej obecnej roli-czyli kochanki żonatego faceta.Wtedy
                              wszystko choć szemrane jest jasne, ty natomiast interesujesz się jej stanem
                              majątkowym ,jej zdrowiem psychicznym(leczenie psychiatryczne) itp.
                              Powinnaś się od niej odczepić-bo od męża na pewno nie odpadniesz tak szybko
                              (długo musiałaś być chyba sama)"

                              W dodatku jesteś bardzo naiwna. On chce się rozwieść. Gdyby tak b. chciał
                              jak ci mówi to już dawno złożyłby wniosek. Widocznie nie chce tak b. jak ci o
                              tym opowiada. W Polsce nie tak trudno otzrymać rozwód. Widocznie chłopu nie
                              pali się do tego.
                              Na razie jesteś tylko jego kochanką więc sprawy dot. dzieci, majątkowe są
                              sprawami między nim i jego żoną. Komiczne, że razem chodzicie po adwokatach: ty
                              chcesz go rozwieść czy on ma się rozwieść? Zdaje się, że masz syna i problem z
                              jego ojcem. Może na tym byś się na razie skupiła?
        • kwiatek1974 Re: już po wszystkim on zapłacił 26.05.05, 09:23
          gdzie ty znajdujesz takich adwokatów, co mówią takie rzeczy, i każą czekac ze
          sprawą pierwsze słyszę, szkoda że nie mieszkasz blisko szczecina dałabym ci
          namiar na adwokatkę która prowadziła sprawę rozwodową mojego meża, adwokatka
          była warta zapłacenia 2000 tysiecy załatwiła ex bez mydła i na drugiej sprawie
          dostał rozwód bez orzekania o winie, a ex krzyczała z orzekaniem o winie
          mojego, jest dobra w tym co robi tym bardziej że to była sedzina która
          prowadziła sprawy takie jak rozwód,podziały majątku itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka