Dodaj do ulubionych

wizytacja - NIK

04.08.05, 12:45
No a teraz spotkanie z eksia juz mnie nie minie, zostala oficjalnie zaproszona
na "wizytacje" na nowym mieszkaniu. Troche sie poprawilo, przestala juz
wkladac
dzieciom do glowy rzeczy typu "zobaczycie, tatus sie wyprowadzi i was oleje"
itd.


kai ja bardzo przepraszam że tak to wyciągneła ale nie chciałam juz mieszac w
wątku Chalsi - co to znaczy wizytacja eks???? sprawdzi czy masz sedes w domu
czy kolor zasłonek w kuchni???

Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 12:53
      Przeczytałam na watku chalsi to o tej wizytacji....
      Jezu! kai! Bardzo przepraszam, ale mi sie to w pale nie mieści!
      Jaka wizytacja?
      Niby po co?

      Sorry, ale może do ginekologa z Toba ta exia tez zamierzaiść i popatrzec czy
      sie nadajesz dla swojego M, do którego ona - MATKA DZIECI ma prawa wszelakie!
      Ty musisz mieć strasznie pokojowy charakter, bo we mnie to sie od czytania
      zagotowało!
    • wipsania Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 12:58
      Sedes w końcu ważna rzecz - a nuż muszą chodzić za stodółkę?
      Na początku nasze z M. mieszkanie wymagało porządnego remontu - malowanie,
      cyklinowanie itp, ale musieliśmy w nim mieszkać i stopniowo starać się robić to
      wszystko. Ex raz chyba weszła do nas, kiedy odbierała Młodego i tylko do
      przedpokoju.
      Potem przy jakiejs okazji spytała M.: "A czy wy tam chociaż jakąś balię macie?"
    • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 13:31
      Hyhy big_grin

      No wiesz, sadzac z dotychczasowych komentarzy eksi ("No wiesz, tez masz sie czym
      chwalic, NA WIES sie wyprowadzasz" albo "No wiesz, trzypokojowe, troche malo, no
      ale jesli nie masz wiekszych wymagan") to moze to tak wlasnie wygladac smile

      Tak naprawde, to sama nie wiem, jak do tego podejsc, i nie ukrywam, stresuje sie
      troche i czuje na cenzurowanym". To pierwsza "eksia" w moim zyciu, a z kolei ja
      jestem pierwsza "neksia" dla niej. Do tej pory widzialam ja tylko przez
      ogrodzenie - czekam w samochodzie, jak M jedzie ze mna po dzieci.

      Chyba traktuje to podswiadomie jak "wizytacje tesciowej" z dowcipow smile Jakos sie
      trzeba podtrzymywac na duchu, nie? wink

      A tak na powaznie, to staram sie odwrocic sytuacje i spojrzec na to z jej strony
      - w koncu jej dzieci spedzaja w naszym domu mnostwo czasu, na nowym mieszkaniu
      to pewnie i zostawac na noc beda... Boje sie troche jakichs zlosliwosci i
      "wtykania szpilek".

      Ale mam nadzieje, ze przesadzam...
      • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 13:32
        A, i zeby bylo wszystko jasne - propozycja odwiedzin wyszla ze strony mojego
        Niemeza. To nie tak, ze ona sie do nas wciska na sile, czy cos. Po prostu -
        zostala zaproszona na "kawe parapetowkowa" razem z dziecmi.
      • madalenka25 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 13:51
        nie przesadzasz - ja by się spytała czy wizyta twojego eks tez jest
        przewidziana no bo w końcu ojcie ma prawo wiedziec jak mieszkaja jego dzieci

        • jayin Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:04
          madalenka25 napisała:

          > nie przesadzasz - ja by się spytała czy wizyta twojego eks tez jest
          > przewidziana no bo w końcu ojcie ma prawo wiedziec jak mieszkaja jego dzieci
          >

          smile właśnie.

          swoją drogą - mieszkając z kimś - to chyba raczej się nie zaprasza na kawę kogoś, kogo jedna z osob mieszkajacych niespecjalnie chcialaby w tym mieszkaniu widziec... szczegolnie jesli emocjonalnie jest to "blizszy" zwiazek, niz jakis obcy gosc, czy kolezanka męża z pracy.

          kai - a ty w ogóle masz ochotę pić z nią kawę?
          • natasza39 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:09
            A tak wogóle... jesli to nie tajemnica...
            Jak Twój M Ci powiedział o tym, że ja na kawę zaprasza?
            Bo tu jeszcze forma jest wazna.
            To jak i w jakim celu sie to robi, ma moim zdaniem znaczenie zasadnicze.

            Teoretycznie jest to wizyta parapetówkowa, ale czy Ty, kai, nie odbierasz tego
            właśnie jak... wizytacji?
        • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:09
          To po kolei:

          madalenka25 napisała:

          > nie przesadzasz - ja by się spytała czy wizyta twojego eks tez jest
          > przewidziana no bo w końcu ojcie ma prawo wiedziec jak mieszkaja jego dzieci

          rotfl

          Wisz, tak sie sklada, ze moj eks NIE WIE, jak mieszkaja jego dzieci, bo go to
          nie interesuje. W ciagu trzech lat widzial sie z nimi dwa razy. Wiec jak
          przyjedzie (zgodnie z wlasnym harmonogramem) za rok, to moze zobaczy, w kazdym
          razie - na kawe zaproszony zostanie, aczkolwiek pewnie nie skorzysta, jak i w
          tym roku.

          Dziewczyny, ja teges... no az sama nie wiem, jak to napisac. Czy to jest az
          takie nienormalne, ze moj Niemaz ma w miare dobre stosunki z byla, pomijajac jej
          zlosliwosci? Ze zaprosil ja do siebie na kawe (jayin - o zaproszeniu
          rozmawialismy wczesniej, wyrazilam zgode)? Nie po to, zeby zobaczyla, jak beda
          mieszkac jego dzieci, bo one z nami nie mieszkaja, ale ot tak -
          zapoznawczo-grzecznosciowo. Ta "wizytacja" to juz moje dopowiedzenie, bo tak sie
          z tym czuje. Ale staram sie nie!

          Chyba faktycznie mam jakis dziwny charakter wink Ale poki co - eksia w stosunku do
          mnie zadnych zlosliwych tekstow nie wyglasza (pewnie wie, ze tego by juz M nie
          przelknal), a jesli zacznie i to nie daj bosz face to face - no to ja tez
          potrafie byc zlosliwa. Jak na razie - staram sie podchodzic do tego normalnie.

          Dziewczynki, ja im nie rozbilam malzenstwa, ani nic takiego. To jest po prostu
          matka dzieci mojego ukochanego. I zawsze tak bedzie! Dla mnie jest osoba obca,
          nie musze sie z nia przyjaznic, ani nic w tym guscie, ale tez nie czuje do niej
          nienawisci, bo nie mam powodu. Nie ma chyba zakazu poznania jej na
          "bezpiecznym", czyli wlasnym gruncie? A oboje z M myslelismy juz od dawna, ze
          takie spotkanie powinno nastapic, chocby po to, zebym nie musiala sie jej
          przedstawiac dopiero, jak przyjade zamiast M po jego dzieci wink A ze sie
          stresuje, no qrka, no, stresuje sie, bo ona potrafi byc wredna. Skojarzenia z
          "tesciowa" nasunely mi sie, bo identycznie sie czulam przed poznaniem Mamy
          Niemeza (ona ma nas tez zreszta odwiedzic, a to pedantka jest straszna, makabra
          wink Ale bardzo mila i kochana).

          T nie tak, ze ja sie boje "jak wypadne", bo mi to zwisa i powiewa. Boje sie
          jakiejs nieprzyjemnej sytuacji, chociaz moj M mnie uspokaja, ze nieslusznie, bo
          eksia tylko prosto w oczy mu takie kwiatki wciska wink

          Znaczy Waszym zdaniem co? Mam wywiesic tabliczke pt "Tych klientow nie
          obslugujemy"? Tak by bylo normalniej?
          • natasza39 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:13
            kai_30 napisała:
            Znaczy Waszym zdaniem co? Mam wywiesic tabliczke pt "Tych klientow nie
            > obslugujemy"? Tak by bylo normalniej?

            No nie, bez przesady!
            Teraz to wyłuszczyłaś dokładnie.
            Jesli jest tak jak opisałaś to wszystko ok.
            Myslałam, że zostałaś postawiona przd faktem dokonanym po prostu!
            Ale teraz to wyglada zupełnie inaczej.
            • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:14
              Uff, bo juz zwatpilam smile))
          • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:13
            Wiecie, co jeszcz mi sie nasunelo? Ze ja chyba faktycznie nienormalna jestem smile

            Bo usiluje sama siebie przekonac, ze niepotrzebnie sie przejmuje, ze normalna
            rzecz, ze trzeba kobiete w koncu poznac, bo dla mojego M to jest jakas tam baba
            z ulicy, a Wy mi tlumaczycie, ze wlasnie powinnam wrecz przeciwnie smile Nie
            poznawac, nie wpuszczac za prog, zero przyjaznych gestow wink No przeciez mi nie
            ubedzie, nikt nie zaklada, ze "kawa" wejdzie w nawyk smile
            • natasza39 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:16
              kai_30 napisała:

              > Wiecie, co jeszcz mi sie nasunelo? Ze ja chyba faktycznie nienormalna
              jestem smile
              >
              > Bo usiluje sama siebie przekonac, ze niepotrzebnie sie przejmuje, ze normalna
              > rzecz, ze trzeba kobiete w koncu poznac, bo dla mojego M to jest jakas tam
              baba
              > z ulicy, a Wy mi tlumaczycie, ze wlasnie powinnam wrecz przeciwnie smile Nie
              > poznawac, nie wpuszczac za prog, zero przyjaznych gestow wink No przeciez mi nie
              > ubedzie, nikt nie zaklada, ze "kawa" wejdzie w nawyk smile

              E tam, masz po prostu pokojowy charakter.
              Ona Ci za skóre nie zalazła, więc nie ma powodów abyś okazywała niechęć.
              Kazda z nas raczej patrzy przez pryzmat własnych relacji z ex M.
              Ja bym kawy raczej nie pijała z naszą. Ani mój M był nie zapraszał jej do nas.
              Ale to są moje odczucia, subiektywne i dotycza tylko i wyłącznie mojej sytuacji.
              • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:25
                No moze i mam pokojowy charakter, jesli pokojowosc polega na tym, zeby sie nie
                nastawiac z gory negatywnie do kogos, kogo znam tylko z opowiadan (niekonieczine
                w pelni obiektywnych wink )

                W kazdym razie - mieszkamy w tym samym miescie, niewielkim, dodam, wiec tak czy
                owak wczesniej czy pozniej pewnie bysmy gdzies na siebie "wpadly". A ja nawet
                nie wiem dokladnie, jak ona wyglada. Chyba lepiej poznac sie w jakims sensie
                oficjalnie, niz gdzies obok stoiska z mrozonkami wink

                Co absolutnie nie oznacza, ze czuje sie zobligowana do czegos wiecej, niz samo
                poznanie. Kawe moge z nia wypic, bo kawe lubie wink Zagladania do szaf nie
                przewiduje, a komentarzy, jesli beda, to juz pewnie tlyko moj biedny Niemaz
                wyslucha wink

                Tak a propos, hihihi, ostatnio, jak wiecie, wrocila kwestia slubu. No i moj
                Niemaz ze smiertelnie powazna mina pyta mnie "Sluchaj, jak myslisz, jakbysmy
                brali slub, powinienem zaprosic A? Bo moze to wypada?" Malo z krzesla nie spadlam big_grin

                (wyjasniam od razu - jaja sobie robil wink chociaz )
                • yokono Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:30
                  dobre z tym slubem smile))))))
                  chociaz ja znam przypadek ze ex exia next i nexia bawia sie razem na sylwestra
                  a exia wyjezdza po nexie na lotnisko
                  • natasza39 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:34
                    yokono napisała:

                    > dobre z tym slubem smile))))))
                    > chociaz ja znam przypadek ze ex exia next i nexia bawia sie razem na
                    sylwestra
                    > a exia wyjezdza po nexie na lotnisko

                    Nie żartuj! W Polsce cos takiego jest mozliwe?
                    • madalenka25 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:36
                      Natasza moja Mama z moja macocha sie razem opalały i pijały czasem kawe a
                      dzieci spały w wózkach smile)
                      • natasza39 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:43
                        > Ale generalnie to jestem za normalnymi kontaktami. Czyli -
                        bez "zaprzyjazniania
                        > sie" na sile, bo i po co, ale tez bez ostentacyjnego unikania. Ze wzgledu na
                        > dzieci wlasnie wydaje mi sie, ze im wiecej normalnosci, tym lepiej.


                        hehehe, u mnie odpada.
                        Ja sie nie opalam, bo nie znoszę, a exia chadza do solariów.
                        Zreszta u mnie to problem hipotetyczny, bo mieszkamy od siebie 200 km
                    • yokono Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:43
                      mozliwe, to jest gra pod dziecko.ex i exia maja nowych partnerow nic do siebie
                      nie czuja ale nie wiedza jak po latach powiedziec dziecu ze chca sie rozstac
                      i uadaja ze jest sielanka i wszyscy uwialbiaja sie nawzajem
                      • natasza39 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:44
                        yokono napisała:

                        > mozliwe, to jest gra pod dziecko.ex i exia maja nowych partnerow nic do
                        siebie
                        > nie czuja ale nie wiedza jak po latach powiedziec dziecu ze chca sie rozstac
                        > i uadaja ze jest sielanka i wszyscy uwialbiaja sie nawzajem

                        No tak... a ja myślałam, że to sielanka. A to zwykły teatrzyk dla dziecka.
                        Jak dla mnie hipokryzja w czystej formie!
                        • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:52
                          Hy, ja tez myslalam, ze sielanka...

                          Znaczy co? Tatus i mamusia maja nowych partnerow, a dzieci nic o tym nie wiedza?
                          • yokono Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 15:38
                            niezupelnie sielanka, ale nienawiscia do siebie nie palaja
                            dziecko juz wie , ale jakis czas nie wiedzialo, bo rodzice mieszkali razem
            • madalenka25 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:22
              sorry ale ja wywnioskowałam, że zostałas postawiona pod ścianą i "zmuszona" do
              zaakceptowania tego faktu

              kai jesli pozwolisz to ja wieczorkiem przesle Ci cusik na priva w związku z
              mieszkaniem - teraz nie mam do tego dostępu

              mój eks był w naszym domu, nawet cholera ciuchy porozwalał jak za starytch
              dobrych czasów, ba nawet z rodzicami przyjechał - ale juz jego pani
              zapowiedziała że sobie nie życzy bym ja była u nich - co jest troszke śmieszne
              bo jestem wspólwłaścicielka tmatego mieszkania - ale szanuje to teraz ona tam
              jest gospodynią
              • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 14:29
                madalenka25 napisała:

                > sorry ale ja wywnioskowałam, że zostałas postawiona pod ścianą i "zmuszona" do
                > zaakceptowania tego faktu

                No nie, az tak pokojowego charakteru nie mam wink A eksa rozwalajacego ciuchy bym
                nie zniosla z pewnoscia. Na szczescie zdjal mi ten problem z glowy wink

                Ale za to, w charakterze kolejnej anegdoty - jak przyjechal po dzieci po raz
                pierwszy (po roku od rozstania) to wzial ze soba swoja aktualna ("dochodzaca",
                nie mieszkaja razem) i dokonal oficjalnej prezentacji na wycieraczce. Jak dla
                mnie - to bylo idiotyczne, bo nie wchodzil, wreczylam mu tylko walizki w
                drzwiach i przekazalam dzieci. smile A dla odmiany w tym roku przyjechal ze swoja
                mama, ktora czekala w samochodzie na parkingu.
              • natasza39 A co na to ex? 04.08.05, 14:30
                madalenka25 napisała:

                sorry ale ja wywnioskowałam, że zostałas postawiona pod ścianą i "zmuszona" do
                > zaakceptowania tego faktu
                >
                > kai jesli pozwolisz to ja wieczorkiem przesle Ci cusik na priva w związku z
                > mieszkaniem - teraz nie mam do tego dostępu
                >
                > mój eks był w naszym domu, nawet cholera ciuchy porozwalał jak za starytch
                > dobrych czasów, ba nawet z rodzicami przyjechał - ale juz jego pani
                > zapowiedziała że sobie nie życzy bym ja była u nich - co jest troszke
                śmieszne
                > bo jestem wspólwłaścicielka tmatego mieszkania - ale szanuje to teraz ona tam
                > jest gospodynią


                No właśnie.... tak sie zastanawiam co ja bym zrobiła, będąc ex?
                Nie poszłabym do exa na kawę za żadne skarby.
                W sytuacji kiedy wiedziałabym, że moje dzieci nocując u niego nie będą przecież
                spały pod mostem, tylko w mieszkaniu, nawet na dmucanym materacu, ale w czytych
                warunkach, po jaka cholerę mi by to było?
                A jak miałabym potrzebę coś dotyczącego dzieciaków omówić po prostu umówiłabym
                się w jakimś neutralnym miejscu.
                No ciekawe co nasze samodzielne na to...
                Poszłybyście na tą kawę do nowego mieszkania exa i spotkały się z next?
                • yokono Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:37
                  jesem next ale picia kawki z ex sobie nie wyobrazam . ona raczej tez nie
                  poznalam M po rozwodzie, w dodatku to ex sie wyprowadzila.negatywnych uczuc nie
                  ma , tylko obojetnosc.
                  zastanawialam sie czy jako exia nie chcialabym poznac warunkow w jakich
                  przebywa moje dziecko, ale odpowiedz brzmi nie koniecznie.przeciez wysylajac
                  dziecko na kolonie w 2 koniec polski tez nie jade tam najpierw by sprawdzac
                  warunki.
                  pozdr
                  yoko
                • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:38
                  natasza39 napisała:

                  > No ciekawe co nasze samodzielne na to...
                  > Poszłybyście na tą kawę do nowego mieszkania exa i spotkały się z next?

                  No to ja Ci odpowiem - nie poszlabym smile W ogole ciezko mi sobie wyobrazic taka
                  sytuacje, bo moj eks mieszka 250 km stad, a w kolei jego eksia calkiem na drugim
                  koncu Polski (ja nad morzem, ona w gorach - chyba na zasadzie kontrastu ja sobie
                  wybralwink )

                  Ale generalnie to jestem za normalnymi kontaktami. Czyli - bez "zaprzyjazniania
                  sie" na sile, bo i po co, ale tez bez ostentacyjnego unikania. Ze wzgledu na
                  dzieci wlasnie wydaje mi sie, ze im wiecej normalnosci, tym lepiej.
                  • natasza39 Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:41
                    kai_30 napisała:
                    > Ale generalnie to jestem za normalnymi kontaktami. Czyli -
                    bez "zaprzyjazniania
                    > sie" na sile, bo i po co, ale tez bez ostentacyjnego unikania. Ze wzgledu na
                    > dzieci wlasnie wydaje mi sie, ze im wiecej normalnosci, tym lepiej.

                    Ja też jestem za normalnością, ale niestety nie zawsze sie tak da....
                    • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:45
                      natasza39 napisała:

                      > Ja też jestem za normalnością, ale niestety nie zawsze sie tak da....

                      No pewnie, jak sie nie da, to sie nie da. Wcale nie wykluczam, ze po tej
                      zapoznawczej kawie jak sie spotkamy nad tymi hipotetycznymi mrozonkami w
                      markecie to nie bedziemy na siebie pluly jadem :0 Roznie moze byc, ale poki co -
                      jeszcze mozna sie o te normalnosc postarac.

                      A co do spotykania sie na "neutralnym" gruncie - no tego sobie za bardzo nie
                      wyobrazam. Znaczy co, umawiamy sie w trojke w kawiarni, zeby prezentacje
                      przeprowadzic? wink
                      • natasza39 Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:54
                        kai_30 napisała:


                        > A co do spotykania sie na "neutralnym" gruncie - no tego sobie za bardzo nie
                        > wyobrazam. Znaczy co, umawiamy sie w trojke w kawiarni, zeby prezentacje
                        > przeprowadzic? wink

                        Oj nie! Ja miałam na mysli spotkanie z ex, w sprawach dot. dzieci.

                        A przedstawienie next!
                        No niby można...
                        Pozwól kochanie, że Ci przedstawię, to moja była żona, a to przyszła zona.
                        Jak dla mnie to jakieś s-fiction
                        • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:05
                          natasza39 napisała:

                          >
                          > A przedstawienie next!
                          > No niby można...
                          > Pozwól kochanie, że Ci przedstawię, to moja była żona, a to przyszła zona.
                          > Jak dla mnie to jakieś s-fiction

                          Hihihihihi... no fakt, dla mnie takim sf bylo przedstawienie mi neksi na
                          wycieraczce mojego mieszkania big_grin Do eksi podchodze jakos inaczej. Tzn, nie tak -
                          nasze spotkanie wczesniej czy pozniej jest nieuniknione, to male miasto jest, i
                          wlasnie takim sf dla mnie bylaby wspominana wczesniej scena w alejce z mrozonkami.

                          Chociaz nie - wiekszym sf byloby poznanie eksi na naszym slubie, na ktorym
                          pelnilaby zaszczytna role swiadka smile))))) Albo na chrzcinach smile)))))))))
                          • natasza39 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:08
                            kai_30 napisała:
                            > Chociaz nie - wiekszym sf byloby poznanie eksi na naszym slubie, na ktorym
                            > pelnilaby zaszczytna role swiadka smile))))) Albo na chrzcinach smile)))))))))

                            A to już tylko na amerykańskich filmach jest mozliwewink
                            • mamaadama4 Re: Nie tylko na amerykańskich.. 04.08.05, 15:14
                              Eksia wychodząc zaraz po rozwodzie za mąż wysłała zaproszenie na slub i
                              przyjęcie mojemu P.
                            • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:14
                              natasza39 napisała:

                              > kai_30 napisała:
                              > > Chociaz nie - wiekszym sf byloby poznanie eksi na naszym slubie, na ktory
                              > m
                              > > pelnilaby zaszczytna role swiadka smile))))) Albo na chrzcinach smile)))))))))
                              >
                              > A to już tylko na amerykańskich filmach jest mozliwewink

                              Aha, za to w serialu brazylijskim wyszloby na jaw, ze eksia to moja rozdzielona
                              tragicznym wyrokiem losu siostra-blizniaczka, padlybysmy sobie w objecia i
                              zamieszkaly szczesliwe pod jednym dachem z naszymi dziecmi smile A Niemaz odkrylby
                              w sobie sklonnosci homoseksualne i zwiazalby sie, rownie szczesliwie, z eksiowym
                              romanem smile))
                              • natasza39 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:22
                                szukałam dla Ciebie kai tego linka o "gaciach exi", ale jakos nie znalazłam...
                                Może inne dziewczyny pomoga.
                                Ale tez mam coś o podobnym watku..

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=18708119&a=18708119
                                • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:28
                                  natasza39 napisała:

                                  > szukałam dla Ciebie kai tego linka o "gaciach exi", ale jakos nie znalazłam...
                                  > Może inne dziewczyny pomoga.
                                  > Ale tez mam coś o podobnym watku..
                                  >
                                  > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=18708119&a=18708119


                                  Czytam. Poki co, zgadzam sie w pelni ze zdaniem Chalsi:
                                  Chalsia

                                  PS. sądzę, ze nie chodzi o przyjaźń, a o poprawne, nacechowane pozytywna nutą,
                                  kontakty/stosunki.
                                  • mamaadama4 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:32
                                    "...nacechowane pozytywna nutą kontakty..." - czytadła z happy endem czytuje
                                    nieczęsto a w życiu takich scenariuszy brak.
                                    • natasza39 mamaadama! 04.08.05, 15:36
                                      Rzuć kai mamoadama te linke o gaciach, to był naprawdę strasznie zabawny watek
                                      • mamaadama4 Re: mamaadama! 04.08.05, 15:38
                                        Ja jestem nie tylko wredna ale i leniwa, nie chce mi się grzebać na forum. Poza
                                        tym to było już rok temu i chyba tak odległa historia forum sie kasuje.
                                        • e_r_i_n Majtki eksi 04.08.05, 15:47
                                          Poniewaz, jak zapewne wiecie, jestem uzalezniona od wyszukiwarki, a nad moim
                                          lozkiem wisza linki do postow wszystkich forumowiczek piszacych na macochach
                                          lub samodzielnej, to sluze:

                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=14106439&a=14106439
                                          • kai_30 Re: Majtki eksi 04.08.05, 15:54
                                            e_r_i_n napisała:

                                            > Poniewaz, jak zapewne wiecie, jestem uzalezniona od wyszukiwarki, a nad moim
                                            > lozkiem wisza linki do postow wszystkich forumowiczek piszacych na macochach
                                            > lub samodzielnej, to sluze:
                                            >
                                            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=14106439&a=14106439

                                            Dzieki, erin, juz znalazlam samodzielnie, i rechocze po cichu smile))
                        • nina73 Re: A co na to ex? 05.08.05, 10:27
                          Natasza, a mnie sie raz udało. Po rozwodzie spotykałam sie z facetem, (który
                          potem okazał sie zbiorowym bigamistą), ale za to jaka on miał fajną eksię. To
                          ona mi sie sama przedstawiła, na początku byłam skrępowana sytuacją, ale potem
                          okazało sie że jest ok. Było to dobre i dla nas i dla dzieci (moich i jego,
                          które były w podobnym wieku) i którymi opiekowałyśmy sie w weekendy na zmianę.
                          Dodam tylko że oni rozstali się jak ludzie. Niestety facet potem okazał sie
                          skończonym idiotą, ale z eksią utrzymuję kontakt do tej pory.
                          Teraz mam fajnego M, ale eksia zgaga jakich mało. No cóż nie można mieć
                          wszystkiego.........na raz.
                      • mamaadama4 Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:55
                        Nie wyobrażam sobie wizytacji eksi u mnie, ani mojej u niej, wspólnych kawek,
                        zakupów, czy nawet kurtuazyjnych rozmów. Pewnie to z tego powodu, że wredna
                        jestem a ona nienormalna.
                        • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:57
                          mamaadama4 napisała:

                          > Nie wyobrażam sobie wizytacji eksi u mnie, ani mojej u niej, wspólnych kawek,
                          > zakupów, czy nawet kurtuazyjnych rozmów. Pewnie to z tego powodu, że wredna
                          > jestem a ona nienormalna.

                          Ale za to jaka szczera smile)))
                          • mamaadama4 Re: A co na to ex? 04.08.05, 14:59
                            O tak, szczera. Wystarczy, że majtasy eksi suszyły sie swego czasu na moim
                            balkonie. wrrrrrrrrrrrr
                            • natasza39 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:03
                              mamaadama4 napisała:

                              > O tak, szczera. Wystarczy, że majtasy eksi suszyły sie swego czasu na moim
                              > balkonie. wrrrrrrrrrrrr

                              hehehe, pamiętam!
                              Ale ci te gacie lezą na sercu! Oj lezą.
                              Pewnie dawno się jej już spruły, a Ty dalej o tych gaciach...
                              Choc sama chyba tez nie mogłabym sie z tymi gaciami pogodzić.
                            • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:07
                              mamaadama4 napisała:

                              > O tak, szczera. Wystarczy, że majtasy eksi suszyły sie swego czasu na moim
                              > balkonie. wrrrrrrrrrrrr

                              eeee... czy ja moge prosic o jakies streszczenie historii majtasowej, ew linke
                              do takowego?
                          • natasza39 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:01
                            kai_30 napisała:

                            > mamaadama4 napisała:
                            >
                            > > Nie wyobrażam sobie wizytacji eksi u mnie, ani mojej u niej, wspólnych ka
                            > wek,
                            > > zakupów, czy nawet kurtuazyjnych rozmów. Pewnie to z tego powodu, że wred
                            > na
                            > > jestem a ona nienormalna.
                            >
                            > Ale za to jaka szczera smile)))



                            Ja ujmę to delikatnie....Ona ma po prostu inny charakter niż ja.
                            Dlatego kawy nie spożyłabym z nia towarzysko nawet jakby była zwykła Kowalską.
                            Nie znalażybyśmy po prostu żadnego tematu wspólnego, a opogodzie mozna pogadać
                            najwyżej przy takiej malutkiej parzonej w tygielku....
                            • mamaadama4 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:11
                              A ja niby o czym miałabym z eksią rozmawiać? O wychowywaniu jej dzieci? Nawet
                              nie wiem, czy ona wie dokładnie do której klasy i szkoły chodzą.
                • megan58 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:13
                  Odpowiem za siebie. Nie.
                  Nie czuje potzrby kontaktu z next. Nie mam jej nic do powiedzenie . Wszystko co
                  trzeba , o ile sie daje omawiam z ojcem dziecka. Jak sie nie daje., to
                  trudno smile))

                • poxywka Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:25
                  ja bym chciala poznac w koncu nexie osobiscie (swego czasu niezle poznalam ja z
                  opowiadan exa); mecza mnie sytuacje gdy przyjezdzaja oddac/zabrac dziecko i ona
                  siedzi w samochodzie a ja stoje obok i udaje, ze wszystko w porzadku; to samo
                  dotyczy exa i Niemeza - znaja sie akurat calkiem niezle (co wcaaaale nie
                  ulatwia), ale nie bylo spotkania w aktualnej sytuacji; dlatego spotkanie jak
                  najbardziej - ale wolalabym na neutralnym gruncie albo u mnie; przypuszczam, ze
                  tak czy inaczej czulabym sie dziwnie i glupio, ale mimo
                  to nalezaloby przejsc nad tym do porzadku dziennego;
                  a tak generalnie to najchetniej poznalabym sie z nexia sama, bez exa -
                  obeszloby sie (przynajmniej z mojej strony) bez stresu i emocji; ot spotkanie
                  towarzyskie; poki co jestem pozytywnie nastawiona
                  pozdrawiam
                  poxywka
                  • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:40
                    poxywka napisała:

                    > ja bym chciala poznac w koncu nexie osobiscie (swego czasu niezle poznalam ja z
                    >
                    > opowiadan exa); mecza mnie sytuacje gdy przyjezdzaja oddac/zabrac dziecko i ona
                    >
                    > siedzi w samochodzie a ja stoje obok i udaje, ze wszystko w porzadku;
                    przypuszczam, ze
                    >
                    > tak czy inaczej czulabym sie dziwnie i glupio, ale mimo
                    > to nalezaloby przejsc nad tym do porzadku dziennego;
                    > a tak generalnie to najchetniej poznalabym sie z nexia sama, bez exa -
                    > obeszloby sie (przynajmniej z mojej strony) bez stresu i emocji; ot spotkanie
                    > towarzyskie; poki co jestem pozytywnie nastawiona

                    Poxywka - no wlasnie! Ja tez czuje sie niezrecznie, siedzac w samochodzie. I
                    chcialabym wreszcie wyprostowac to jakos, niekoniecznie po to, zeby nawiazywac
                    nowa przyjazn, ale zeby przynajmniej wiedziec, jak kobieta wyglada! Bo nawet nie
                    wiem, moze i juz sie z nia spotkalam gdzies tam przy kasie smile
                    • mamaadama4 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:43
                      Qrka, to po co siedzicie w tych samochodach? Nie możecie w tym czasie rozwalić
                      się na kanapie we własnym domu, z jakąś pasjonującą książką w ręce albo
                      najświeższym tygodnikiem pijąc kawkę, tylko musicie tak "rodzinnie" po te
                      dzieci jeździć albo je odwozić?
                      • natasza39 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:46
                        mamaadama4 napisała:

                        > Qrka, to po co siedzicie w tych samochodach? Nie możecie w tym czasie
                        rozwalić
                        > się na kanapie we własnym domu, z jakąś pasjonującą książką w ręce albo
                        > najświeższym tygodnikiem pijąc kawkę, tylko musicie tak "rodzinnie" po te
                        > dzieci jeździć albo je odwozić?

                        Qrka, mnie tez nie chciałoby sie jeździć z facetem po dzieciaki. Może dlatego,
                        że ja tyle sie samochodem w ciagu tygodnia wyjezdżę, że mam juz odruch wymiotnu
                        jak wsiadam do auta.
                        • yokono Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:53
                          dokladnie , jakies chore sa te zbiorowe jezdzenia
                          raz mi sie zdazylo w drodze p;owrotnej z urlopu poznym wieczorem . zazwyczaj
                          jest tak ze M odwozi mnie i mojego synka do domu rozpakowujemy sie i potem
                          zawozi swojego 11 latka
                      • kai_30 Re: A co na to ex? 04.08.05, 15:52
                        mamaadama4 napisała:

                        > Qrka, to po co siedzicie w tych samochodach? Nie możecie w tym czasie rozwalić
                        > się na kanapie we własnym domu, z jakąś pasjonującą książką w ręce albo
                        > najświeższym tygodnikiem pijąc kawkę, tylko musicie tak "rodzinnie" po te
                        > dzieci jeździć albo je odwozić?

                        Mozemy, i zazwyczaj tak robimy smile Po dzieci/odwiezc dzieci jade z Nimezem tylko
                        i wylacznie wtedy, jesli zalatwiamy to "po drodze" gdzies dalej. Wtedy bez sensu
                        by bylo siedzenie w domu, czekanie, az Niemaz "zalatwi" kwestie dzieci i wroci
                        po mnie. A tak normalnie to przywozi je sam, jasne.
          • jayin Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 15:48
            kai_30 napisała:

            > Dziewczyny, ja teges... no az sama nie wiem, jak to napisac. Czy to jest az
            > takie nienormalne, ze moj Niemaz ma w miare dobre stosunki z byla, pomijajac jej zlosliwosci? Ze zaprosil ja do siebie na kawe (jayin - o zaproszeniu
            > rozmawialismy wczesniej, wyrazilam zgode)? Nie po to, zeby zobaczyla, jak beda mieszkac jego dzieci, bo one z nami nie mieszkaja, ale ot tak -zapoznawczo-grzecznosciowo. Ta "wizytacja" to juz moje dopowiedzenie, bo tak si
            > ez tym czuje. Ale staram sie nie!

            Nie NIENORMALNE. Wręcz ŚWIETNE. Ja też ze swoim Ex(niemężemsmile -mam zaaje..fajne stosunki towarzyskie i sobie to chwalę. Bywało że z Osobistym i Exem w trójkę uskutecznialiśmy wypad knajpiany. I OK.

            Gdyby Osobisty chciał zapraszać Ex na kawę - noł problem. Ja jej nie znam od złej strony i nie przeszkadza mi jej osoba. Chyba, ze wyczuwałabym w niej jakąs chęć własnie "wglądu" w nasze życie i ciekawskość jakąś... A tego u innych nie lubie wink Niezaleznie czy to Ex, czy moja mama. Maj hołm is maj kejstl. Nie zmuszałabym się do niczego nawet w 1%. Bo niby dlaczego? To nie jest sprawa życia i/lub śmierci przecież, czy ona wypije tą kawę w waszym domu, czy w kawiarni 100 metrów dalej.


            > Znaczy Waszym zdaniem co? Mam wywiesic tabliczke pt "Tych klientow nie
            > obslugujemy"? Tak by bylo normalniej?

            Czasami tak jest zdrowiej dla związku (albo firmysmile
            • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 16:02
              Ulzylo mi, jayin, ze nie ja jedna taka nienormalna wink

              Ja nie zakladam, powtarzam po raz kolejny, ze musze sie z eksia przyjaznic. Ba -
              naprawde szczerze watpie, ze taka przyjazn, czy nawet blizsza znajomosc bylaby w
              ogole mozliwa. Wydaje mi sie (mam nadzieje, hehe) ze jestesmy zupelnie rozne.
              Ale nie skreslam jej z gory tylko i wylaczine z tego powodu, ze jest wredna dla
              Niemeza. ja bym dla mojego eksa tez pewnie byla wredna, tylko okazji nie mam smile

              Przypuszczam, ze na tej jednej wizycie sie skonczy, co wiecej - ta wizyta
              skonczy sie bardzo szybko, jesli przerodzi sie rzeczywiscie w wizytacje. Bo tego
              tez nie lubie, i mam na co dzien (mamusia, hehe, w tym samym bloku mieszka, ale
              juz niedlugo, tralala).
              • mamaadama4 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 16:28
                Kai, ja też nie skreśliłam eksi tylko z tego powodu, że była okropna dla
                swojego eks a mojego obecnego. Ale kawę piję raz dziennie i lubię to
                celebrować, więc i towarzystwo do tego być musi.
                • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 16:34
                  mamaadama4 napisała:

                  > Kai, ja też nie skreśliłam eksi tylko z tego powodu, że była okropna dla
                  > swojego eks a mojego obecnego. Ale kawę piję raz dziennie i lubię to
                  > celebrować, więc i towarzystwo do tego być musi.

                  A, i tu rozumiem. ja pijam wiecej, celebrowana jest tlyko jedna, ta poranna,
                  ktora robi moj Niemaz, wstaje rano razem z nim niezaleznie od urlopu i
                  niewyspania. Bo TA kawa to swietosc. A wszystkie pozostale - to po prostu porcja
                  kofeiny w filizance smile
              • capa_negra Pierwsza byłam :-) 05.08.05, 09:51
                Taka "nienormalna" bo juz dawno temu z moja eks pół litra wypiłam i to
                niejednokrotnie.
                Ale umnie podobnia jak u ciebie - nie przeze mnie i nie dla mnie sie rozwiedli.
                Poznałam męza 3 lata po ich rozwodzie.
                I co prawda nigdy z była się przyjaźnic nie będe - nie dlatego, że jest esk
                tylko poprostu nie te klimaty...ale to nie przeszkada nam w utrzymywaniu
                poprawnych kontaktów.
                Do tego jestem chyba jedyna nex na forum której mąz ze swoja była widuje sie
                CODZIENNIE .
                Jak to mozliwe ???
                Wspólna firma.
                I nie jestem zazdrosna bo doskonale wiem dlaczego mój mąż się z nia rozwiódł i
                dlaczego juz nigdy by sie z nia nie związał.
                Dodam jeszcze , że u nas pare spraw jest łatwiej przeskoczyc bo nie ma kwesti
                małych dzieci i alimentów.
                Z dziecmi męza tez się przyjaźnie i podobnie jak z eks spotykam na
                wódce ...niejednokrotnie przy tym samym stole smile
                • kai_30 Re: Pierwsza byłam :-) 05.08.05, 10:45
                  capa_negra napisała:

                  > Taka "nienormalna" bo juz dawno temu z moja eks pół litra wypiłam i to
                  > niejednokrotnie.

                  > Do tego jestem chyba jedyna nex na forum której mąz ze swoja była widuje sie
                  > CODZIENNIE .

                  Hehehehe smile No moj ze swoja byla codziennie to nie, ale (jesli zdarzy jej sie
                  akurat byc w domu) prawie codziennie. Co drugi dzien minimum jezdzi do dzieci, i
                  nie zawsze je ze soba zabiera, bo czasem ma tylko godzinke czy dwie po pracy.

                  Ale to wcale nie tak, ze ja taki aniol i mi to zupelnie nie przeszkadza. Nie
                  rpzeszkadzaja mi normalne, okolodzieciowe kontakty, ale jak dzwonil np w sobote
                  po 22-ej, ze nie wie, kiedy wroci, bo eksia sie gdzies stracila, a dzieci same,
                  to mnie szlag trafial i przyznaje, zrobilam awanture. Kazdy ma chyba swoj "prog
                  wytrzymalosci na eks" (albo next. Niektore zabraniaja jakichkolwiek kontaktow,
                  inne wytrzymuja eksie buszujaca im po domu i komentujaca wyposazenie lazienki
                  (znam taki przypadek, serio!), kolejne chca sie na sile zaprzyjazniac, a jeszcze
                  inne akceptuja z koniecznosci, ale osobiscie nie zycza sobie miec nic do
                  czynienia. Kazdemu, co mu pasuje wink
    • kottiki Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 18:50
      Cześć kai,
      bardzo mi się podoba twoja postawa.

      Ja właśnie jestem taką eks, która spotka się z next i bardzo się z tego cieszę.
      Co prawda, u nas to była tak, że to właśnie next odwiedziła mnie w moim domu.
      Początkowo stała tylko w przedpokoju, ale po paru moich zaproszeniach do środka
      zasiadła na kanapie...i już.
      Jest po prostu normalnie, żadne z nas wielkie koleżanki, zresztą chyba nie o to chodzi, aby pić sobie z dziubków.
      Po prostu kontakty są normalne, żadnych przepychanek, nerwów, intryg.
      Mój eks ma z nią córkę, młodszą parę lat od naszej.
      W tej chwili obie dziewczyny są razem na drugich już w tym roku koloniach.
      Nie spotykamy się zbyt często, częściej jest kontakt telefoniczny np. co ich małej kupić na urodziny - potem ona oddzwania, że dzięki np. za sweterek czy piórnik do szkoły, że jej mała bardzo zadowolona itp.
      Wszyscy żyjemy swoim życiem, nikt do nikogo się nie wtrąca.
      Jest dobrze, i oby tak zostało, czego i innym życzę.
      • kai_30 Re: wizytacja - NIK 04.08.05, 19:02
        ooo, i tak bym wlasnie chciala. Bez przesadnej zazylosci (chyba ze przypadniemy
        sobie do gustu, ale bidny M by chyba tego nei znosl) ale i bez wrogosci. Ot tak,
        normalnie.
        • ajmj Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 08:29
          Ja z moja Eksią byłam w kawiarni na kawce... Chciałam z nia porozmawiac jak
          kobieta z kobietą. A Ona wczesniej była u nassmile
          I powiem Wam szczerze, nie miałabym nic przeciwko normalnym kontaktom. W naszym
          przypadku nie sa jednak możliwe... Nieraz się zastanawiam, że może to lepiej?A
          moze jednak nie?
          • kai_30 Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 08:32
            ajmj napisała:

            > Ja z moja Eksią byłam w kawiarni na kawce... Chciałam z nia porozmawiac jak
            > kobieta z kobietą.

            A, to juz nie. Wcale, ale to wcale mi sie nie pali do rozmow "jak kobieta z
            kobieta'. Glownie dlatego, ze wiem, jaki stosunek ma do mojego M, i co moglabym
            od niej uslyszec.
            • ajmj Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 08:41
              hahaha, wiesz, ale ja z perspektywy czasu wiem, ze głupio/naiwnie myślałam...
    • leeya Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 09:32
      Taszka sie zapytala, co samodzielne na kontakty z neksia...

      To ja jako samodzielna powiem: A na co mi te kwiaty?? A na co mi lazenie do exa
      i nexi?? Sprawdzic, czy kupili sobie nowa kanape, czy nadal spia na tej
      zabranej ode mnie z domu? Bez sensu... Nie interere mnie ich privat life,
      takiej samej postawy oczekuje od exa i nexi. A co do dziecka i kontaktow z
      nexia. Wychodze z zalozenia, ze powierzam dziecko OJCU i to ON ma zadbac o jej
      bezpieczenstwo. I doskonale wie, ze jak zawiedzie moje zaufanie, to zmienimy
      zasady widywania sie z dzieckiem, wiec to JEMU ma zalezec, zeby wszystko bylo
      bylo OK. A czy Kulka sie widzi z nexia czy nie, to juz mnie nie za bardzo
      obchodzi. Walczyc z tym nie bede, bo i tak nie wygram.

      Wredna ze mnie exia, niesmile

      Leeya
      • magdalens Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 09:39
        ja staram się tak samo wobec moje next, aczkolwiek powiem szczerze że ostatnio
        z powodu jej nagłego zniknięcia zrobiło mi sięjakośdziwnie miło że mój syn mi
        już o niej nic nie mówi.
        Nie wiem czego tak nagle zniknęła i też mówiąć szczerze nie obchodzi mnie to
        specjalnie , Nie cierpiałam też jak koleżanki które spotykały sięze mnąna
        plotki opowiadały mi co ona tam wyprawia np: pokazywała w pracy moje zdjęcia -
        zdjęcia dosyć "artystyczne" które robił mi eks - wkurzyłam się wtedy ale M mi
        powiedział że jak będziesz wysłuchiwać takich plotek to zaczniesz wkońcu żyć
        jej życiem i po co ci to, niech se baba robi co chce jak jej to sprawia
        przyjemność. Najważniejsze żeby nie zrobiła krzywdy dziecku. No ale teraz
        zniknęła więc jest błogi spokój.
        • kai_30 Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 09:57
          Eeee... Co to znaczy - zniknela? Zakonczyla zwiazek z Twoim eksem?
          • magdalens Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 10:16

            tego nie wiem poprostu kiedyś odbierała mojego synka albo ona albo z eksem a
            przez ostatnie 2 miesiące jej nie było i synek też wogóle o niej nie mówił . A
            ja choć mnie strasznie kusiło nie zapytałam się synka o nią, bo jakoś przez
            gardło by mi to nie przeszło i nie chce też żeby pomyślał że się nią
            interesuje. Więc odsunęłam temat od siebie.
      • chalsia Re: wizytacja - NIK 05.08.05, 15:15
        Już raz to dawno temu pisałam - chciałabym poznać next - było nie było moje
        dziecko będzie z nią spędzać (wliczając w to weekendy i wakacje) w sumie prawie
        kwartał rocznie. Więc tak samo jak w przypadku przedszkolanki czy nauczycielki,
        etc chciałabym sobie o tej osobie wyrobić własne zdanie.
        Zresztą miałam ją okazję 2 razy zobaczyć, raz nawet wymienić kilka słów.
        Pierwsze wrażenie raczej na plus.
        Chciałabym móc z nią porozmawiać o moim dziecku właśnie, bo widzę, że ojciec
        nie zwraca na pewne sprawy wystarczającej uwagi i mam wrażenie, że z nią, jako
        kobietą i matką lepiej by poszło.
        Chalsia
      • czekolada72 Re: wizytacja - NIK 06.08.05, 10:56
        Odpowiadajac Taszce - moge tylko podpisac sie pod postem Leeyi. Moze gdyby
        nexia nie byla przyczyna - byloby inaczej, nie wiem. Ex kiedy sie okazalo, ze
        posiada kochanke bardzo cjciał dac jej moj nr kom, aby zadzwonila i zebysmy
        sobie pogadały, bo miałybysmy wiele wspolnych tematow, ale nie zdradzil jakich.
        Do tej pory ex odwozil do domu panienke i ich dziecko a potem przywozil nasze
        Dziecko. Ostatnio nexia przesiedziala w samochodzie. Mimo wszystko mam
        nadzieje, ze to ona nie wpakuje sie na wizytacje mojego domu wink
    • judytak Re: wizytacja - NIK 08.08.05, 12:32
      ja już od lat odnoszę się w sposób "życzliwie obojętny" do byłej żony mojego
      męża
      kiedyś dawno, na początku, taki właśnie stosunek udawałam przed całym
      światem ;o)

      tak a propos kawki z eksią, takie mnie nachodziły wspomnienia:

      będąc jeszcze narzeczoną, oprowadzałam ją razem z dziećmi po mieście
      zagranicznym, gdzie przyjechały odwiedzić tatusia (tatuś był w robocie,
      gastarbeiterzy urlopu nie miewali), plus chodziłam z nią tam po hurtowniach,
      usiłowałam jej pomóc nawiązać kontaktów handlowych (motywacja nr. 1: żeby
      pokazać, jaka ja jestem dojrzała i opanowana ;oP, motywacja nr. 2: żeby ona też
      zaczęła coś pracować, jakoś zarabiać, to wszystko będzie łatwiej...)

      kilka miesięcy po ślubie siedziałam z byłą żoną mojego męża w kawiarni (mąż nas
      umówił), tłumaczyłam jej zasady jekiegoś tam avonu czy oriflame, znów chodziło
      o to, żeby czymś się zajęła i pieniądze zarabiała...

      było też tak, że mąż zatrudniał ją przez rok czy dwa na etacie w swojej
      (mikroskopijnej) firmie, ona sprzedawała, on dostarczył towar, widzieli się
      codziennie, mi też się zdarzało...

      potem szczęśliwie znalazła sobie inną pracę, ich dzieci podrosły szybko, i same
      się poruszały po mieście, więc od lat praktycznie jej nie widziałam

      ale na przykład miesiąc temu nasz (mój i męża) średni syn (lat 7) spędził
      tydzień wakacji u wujka na wsi razem z wnukiem męża (lat 5) pod opieką właśnie
      byłej żony mojego męża
      (nawiasem mówiąc, nie zazdroszczę jej, chłopaki są niemożliwi, tylko z tego, co
      słyszałam, zatłukli kurę kijami na śmierć, i prawie podpalili stodołę...)

      ale w naszym mieszkaniu nigdy nie była, chyba, przynajmniej nie pamiętam...
      ja byłam u niej raz, ale jej nie było w domu, odwiedzaliśmy córkę (i wnuka)
      męża, krótko po porodzie

      pozdrawiam
      Judyta
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka