witam ponownie

03.03.06, 13:36
rozpisałam się tu w grudniu, potem tylko podczytywałam... teraz... no jest
nieźle, mieszkamy razem ale włącza mi się faza strachu, niedawno zmarł
szwagier Mojego Narzeczonego, był tylko 5 lat starszy od niego i... no co
będzie jak... ? przecież eksia nie zajmie się dziećmi, bo teraz juz nawet nie
trzeźwieje a dzieci nie widziała od lipca. poza tym, chcę kupić mieszkanie,
tzn. kupić je i wynająć, tak, żeby miec zabezpieczone tyły. po trzecie - żyję
w swoim własnym świecie, nie angażuję się w sprawy " rodzinne". chyba się
boję. pozdrawiam.
    • kleo1 Re: witam ponownie 03.03.06, 13:40
      nie pamiętam w ogóle Twojej sprawy, ale super pomysł z mieszkaniem, kasa będzie
      i w razie czego masz swoje miejsce (tfu tfu)
    • zetla Re: witam ponownie 03.03.06, 15:30
      Witaj!!! Czyli jednak nie wzięliście ślubu.
      Słuchaj, nie zamartwiaj się na zapas. Ja kiedyś też miałam wszystko poukładane i
      zaplanowane, łącznie z mieszkaniem, dziećmi, emeryturą itp. Wszystko jednak
      poszło się chrzanić, jak mój były mąż się zakochał w innej pani. Byłam załamana,
      a teraz się cieszę, że stało się, jak się stało, bo... jest mi o niebo lepiej.
      Mój obecny partner jest ode mnie starszy o 18 lat, więc rozumiem Twój lęk o to,
      by nie zostać samą, zwłaszcza że Ty, w odróżnieniu ode mnie, mieszkasz z Jego
      córkami. Ale dlaczego masz zakładać, że coś mu się stanie?! Do licha, nie bój
      się na zapas.
      Jak się wahałam, czy się związać z moim NM, zadzwoniłam do mamy i ukochanej
      cioci po radę. Obydwie powiedziały, że jeśli nie spróbuję, nie będę wiedziała
      czy to to, a poza tym, jak zrezygnuję, być może odrzucę miłość mojego życia.
      Ciocia powiedziała mi również, że czasem lepiej jest przeżyć 5 lat cudnie, w
      prawdziwej miłości, niż 30 w nieudanym związku. Na razie jesteśmy razem ponad 2
      lata, mamy 10-miesięczną córeczkę i niczego nie żałuję, choć nasze życie jest
      dosyć nietypowe i skomplikowane.
      Dobrze, że kupujesz mieszkanie, zawsze to lokata kapitału i zabezpieczenie na
      przyszłość, jakakolwiek by była.
      Czy jesteś szczęśliwa ze swoim narzeczonym? Bo to jest najważniejsze.
      Trzymam kciuki za Ciebie!!!
    • m-m-m Re: witam ponownie 03.03.06, 17:11
      no co
      > będzie jak... ? przecież eksia nie zajmie się dziećmi, bo teraz juz nawet nie
      > trzeźwieje a dzieci nie widziała od lipca.


      W takim wypadku dzieci prawdopodobnie będą miały ustanowioną rodzinę zastępczą.
      Będzie nią albo siostra/brat exowej lub ojca dzieci, albo dziadkowie, albo
      jakaś dalsza ciotka. W najgorszym razie dzieci pójdą do domu dziecka.
      Wiesz, ja Cię bardzo dobrze rozumiem i Twoje obawy o stratę M. Jak już ktoś raz
      kogoś bliskiego straci, to potem już nigdy nie wygrzebie się z takiego poczucia
      niepewności. Zawsze ono gdzieś tam w tle będzie.
      Ja też liczę się z kolejną już stratą w życiu: M. jest starszy o te 11 lat i
      też może być różnie.
      Jednak wiem na pewno, że w razie czego nie wezmę modego jako rodzina zastępcza.
      Myślałam nad tym długo kiedyś i niestety nie mam w sobie tyle siły, i nie będę
      się starała na siłę być heroiczna.
      Dobrze, że zabezpieczyłaś sobie tyły. To moim zdaniem konieczne przy facecie
      starszym i do tego jedynym opiekunie dzieci. Ty nie musisz poświęcać swojego
      życia tylko dlatego, że kiedyś pokochałaś akurat tego faceta. Pokochałś jego, a
      nie jego dzieci - to normalne i oczywiste, dlatego moim zdaniem w tym wypadku,
      nie musisz mieć żadnego poczucia winy, że w razie czego owymi dziećmi nikt nie
      będzie chciał się zająć. Tym bardziej z jakiej racji Ty, jako osoba spoza
      krewnych, wśród których też pewnie jacyś by się znaleźli, ale nie wiadmo, czy
      na taką rodzinę zastępczą by się pisali.
      Temat jest niewątpliwie kontrowersyjny, ale jednak ja uważąm, że NIC na siłę.
      • chalsia Re: witam ponownie 03.03.06, 17:30
        Ciekawe.
        Ja wiem, że gdyby eks z next umarli a ich córka miałaby pójść do domu dziecka
        albo po dalekich krewnych, to chciałabym ją wziąć do siebie - przynajmniej
        razem z bratem by się chowała.
        Ale domyślam się, ze w takiej sytuacji rodzice nexi lub jej rodzeństwo
        starałoby się ją wziąć do siebie.
        Cóż, uważam, ze dziecko nie jest niczemu winne, a dorośli powinni mieć pewne
        zobowiązania moralne, nawet jak jest to życiowo niewygodne.
        Chalsia
        • m-m-m Re: witam ponownie 03.03.06, 18:04
          Ale ja nie mam dzieci z M. i argument, że rodzeństwo przyrodnie byłoby razem
          odpada.
          W tym momencie ja jako osoba spoza rodziny (bo tylko powinowata, a nie krewna
          dla młodego) zdjęłabym problem z głowy jego rzeczywistych krewnych.
          • chalsia Re: witam ponownie 03.03.06, 18:17
            I właśnie o tym pisałam - o wygodzie życiowej. Ty piszesz, ze nie chcesz komus
            kłopotów z głowy zdejmować. A pomyślałaś jak ten chłopak by się czuł w takiej
            sytuacji? Sądzę, ze wolałby z Tobą zostać niż iśc do dalekiej rodziny.
            Chalsia
            ____________
            Większość ludzi to ssaki.
            • m-m-m Re: witam ponownie 03.03.06, 18:25
              Nie wiem Chalsia, czy by chciał, czy nie. Wiem, że mnie na taki heroizm nie
              byłoby stać.
            • kasia_kasia13 Re: witam ponownie 03.03.06, 18:35
              Postawa m-m-m jest w sumie uczciwa. Jesli nie czulaby sie na silach, zeby
              opiekowac sie pasierbem, lepiej, zeby tego nie probowala. Lepiej nie robic
              doswiadczen dam rade/nie dam rady? na zywym organizmie pasierba. Zwlaszcza, jak
              sie czuje intuicyjnie, ze sie nie da rady. Co jakis czas (choc niezbyt czesto)
              pojawiaja sie posty posty mlodych wiekiem macoszek (zon wdowca) pelne dobrych
              checi i wspolczucia dla "biednych, osieroconych dzieci", i przyznam, ze nie
              mialabym zaufania do powierzania im dzieci, jesli by sie ich parterom cos
              stalo. Mlode toto, pelne dobrych checi, nie majace pojecia o problemach z
              dziecmi (a cudze dzieci to wiecej problemow niz wlasne). A przygarniecie
              biednego dziecka opisala Orzeszkowa w "Dobrej pani". Czasem takie "dobre panie"
              tutaj pisza. Juz wole m-m-m.
              • m-m-m Re: witam ponownie 03.03.06, 18:45
                Co jakis czas (choc niezbyt czesto)
                pojawiaja sie posty posty mlodych wiekiem macoszek (zon wdowca) pelne dobrych
                checi i wspolczucia dla "biednych, osieroconych dzieci", i przyznam, ze nie
                mialabym zaufania do powierzania im dzieci, jesli by sie ich parterom cos
                stalo. Mlode toto, pelne dobrych checi, nie majace pojecia o problemach z
                dziecmi (a cudze dzieci to wiecej problemow niz wlasne).


                Mnie też ten ich idealizm przeraża.


                • adwokatdiabla Re: witam ponownie 03.03.06, 22:48
                  no,widzę, że się ciekawy temat wywiązał... ja boję się, że w takim momencie
                  próbowałabym być heroiczna, że chciałabym być taka odpowiedzialna, gorzej boję
                  się, że wszyscy oczekiwaliby tego ode mnie sad ale cor acja to racja, nie mogę
                  zakładać, że coś się stanie.
                  ślub odłożliśmy o rok, do przyszłego czerwca.
                  Jeżeli chodzi o NAS - to jest nam dobrze, ale nie ukrywam, że trudno czasem,
                  ale póki co, bilans zysków i strat jest korzystny... najbardziej przeraza mnie
                  to, że dorośleję...hehe...
                  dziękuję Wam, że jesteście, fajnie, że mogę posłuchąc, co inne w podobnej do
                  mnie sytuacji mają do powiedzenia smile))
Pełna wersja