a mnie to meczy

26.03.06, 15:56
Chcialabym zebyscie napisaly mi jak to wyglada z Waszej strony.Sytuacja jest
takatongue_outoznalam mojego Faceta,gdy byl jeszcze zonaty.Ma dwoje dzieci i dla mnie
odszedl,rozwodzi sie.Czyli przez ten caly czas bylam i jestem jego
kochanka(nazwijmy rzecz po imieniu).No wlasnie i tu jest ten problem i moj
bol.Nie daje mi to spokoju i chcialam odejsc dla dobra ich rodziny.Duzo z nim
o tym rozmawialam,ale on problemu nie widzi.Wzial slub bo bylo dziecko w
drodze,potem klotnie,klotnie i jeszcze raz klotnie.Nawet gorzej,ale nie bede
sie rozpisywac nad stanem emocjonalnym tej pani,bo nie o to chodzi.Tak sobie
zyli,az pojawilam sie ja.Chce byc ze mna,bo jak powiedzial pierwszy raz w
zyciu kogos kocha i naprawde mu zalezy.Chce ulozyc sobie ze mna
NORMALNE,SPOKOJNE zycie.Tylko,ze ja sobie nie moge poradzic z pewnymi
rzeczami.Ze to ja jestem przyczyna,ze rozbilam rodzine,zabieram dzieciom
ojca.Ciagle o tym mysle i zawsze myslalam.Jestem z nim,bo kocham go nad zycie
i chce dac mu to,czego nie mial.Ale nachodza mnie wyrzuty sumienia czy
wlasciwie postapilam,czy nie jestem egoistka???Jak czytam wypowiedzi o "tych
trzecich"to czuje sie jak zwykla szmata,nic nie warta i pozbawiona
jakichkolwiek skrupulow.Czy mam racje?Czy slusznie sie obwiniam?jak sobie z
tym radzic?czy ktoras z Was byla w takiej sytuacji?jak Wasze zwiazki zostaly
przyjete przez rodzine,znajomych??prosze pomozcie mi to poukladac.
    • e_r_i_n Re: a mnie to meczy 26.03.06, 16:18
      Ja poznałam mojego meza tuz po jego rozstaniu z zona (ale jeszcze oczywiscie
      przed rozwodem).
      Schemat 'powstania' malzenstwa podobny - dziecko, slub, poswiecenie dla rodziny
      (pracowal, utrzymywal) i brak wdziecznosci, klotnie, brak szacunku (studiujaca
      pani kontra utrzymujacy rodzine facet) itd.

      Miewalam takie mysli - czy gdyby nie ja, wrocilby do zony? Byc moze by wrocil,
      ale pewnie nie na dlugo.

      Pewnie, ze najlepiej by było najpierw sie rowiesc, potem odczekac troche (taki
      okres karencji), dopiero potem ukaldac sobie zycie. Tak samo dobrze by było
      najpierw poznac dobrze facet, wziac slub i planowac dzieci. No ale to schematy -
      a zycie to zycie.
      Chociaz bycie kolejna zaraz po pierwszym malzenstwie łatwe nie jest - bo jest
      dwuznaczne.
    • mangolda Re: a mnie to meczy 26.03.06, 16:54
      Nie rób sobie żadnych wyrzutów - to nie twoja wina, że jego ex nie była dobrą
      żoną. Nawet się nie obejrzysz i Twój M. zapomni o byłej rodzinie.

      Sama jestem drugą neksią, wiele lat po rozwodzie, ale po drodze był jeszcze
      konkubinat i nieślubne dziecko mojego M., więc po częći Cię rozumiem.


      • mrs_ka Re: a mnie to meczy 26.03.06, 17:37

        Napiszę Ci inaczej niż poprzedniczka.
        Dobrze, że robisz sobie wyrzuty, bo na postawę zony wpływu nie miałaś, ale to
        nie zmienia faktu, że rozbiłaś czyjeś małżeństwo ( a w każdym razie
        przyspieszyłaś jego rozpad) i przyczynilaś się do krzywdy tej kobiety. Takie są
        fakty. Dostrzeżenie tych faktów wydaje mi się rzeczą potrzebną i podstawową. I
        nie życzę Ci, aby Twój partner zapomniał o swojej rodzinie, bo założenie rodziny
        nie jest epizodem, a odpowiedzialnością dożywotnią (dzieci). Szkoda, że Mangolda
        pisze o tym tak lekko.
        Prawda jest jednak taka, że każdemu zdarza się zbłądzić. Jesli zbłądzi i wypiera
        ten fakt z pamięci to oznacza, że czyjś ból i czyjaś krzywda (tu: żony) poszła
        zupełnie na marne, bo nikt nawet nie pochylił się z refleksją nad tym
        doświadczeniem.
        Ale na błędach można też budować dobre rzeczy, jeśli tylko przełknie się z
        pokorą swoją porcję lekcji od losu i nie odwraca się kota ogonem.
        Stan na dziś jest taki, że oni się rozwodzą, a Ty masz przed sobą perspektywę
        związku z kochanym mężczyzną. Zbudowaliście go na czyimś nieszczęściu, ale to
        nie oznacza, że Wasz związek nie będzie dobry i nie przyczyni się jeszcze do
        jakiegoś dobra. O ile tylko wyciągniecie naukę z tego, co się stało.
        Obwiniasz się słusznie, bo to obwinianie jest potrzebne do rozliczenia się z
        pewnym etapem. Zrobiłaś źle. Ale przyszłość zalezy od Ciebie i od Twojego partnera.
        Dlatego moja rada jest taka: refleksja-tak, pokora- tak, ale róbmy swoje,
        panowie, bo jeden błąd nie musi determinować reszty życia. Włóż teraz energię w
        budowanie, a nie ekspiację. Żonie Twojego M. Twój żal nie jest potrzebny- ona
        przezywa teraz swoją porcję cierpienia i w niczym jej nie pomożesz, zaś
        "przepraszam" zabrzmiałoby jak szyderstwo. Są jeszcze dzieci, z którymi warto
        budować dobre relacje, jest cała codzienność, w której oboje musicie się
        sprawdzić, przed Wami naprawdę sporo wyzwań. Tak więc myślę, że przyszedł czas
        na budowanie i udowodnienie sobie oraz światu, że ofiara (czyli rozbita rodzina)
        nie była ofiarą bezsensowną, bo na gruzach zbudowano coś dobrego. I to jest
        Twoje odkupienie, jeśli go potrzebujesz- czyli zwyczajne życie, które, miejmy
        nadzieję, będzie życiem dobrym i spokojnym.
        Jedyne, co mnie zastanawia, to postawa Twojego M. Bo nie jest dobrze, jak sądzę,
        nadmiernie relatywizować w takich sprawach, jak zdrada.
        Niezaleznie od tego, czy Twój M. żonę kochał i był z nią szczęsliwy, był
        zobowiązany do uczciwości wobec niej. I tę uczciwośc złamał. Jak napisałam- to
        się MOŻE zdarzyć i całkiem często zdarza. Ale kiedy już się zdarzy powinno się
        otwarcie powiedzieć "dobrze, nawaliłem, zrobiłem źle, postapiłem niewłaściwie" i
        nie szukać usprawiedliwień, za to poszukać sposobów zadośćuczynienia. Polecam
        lekturę postów Sara, który pisze na "Nowej Rodzince".
        Zdrada jest świństwem, ale nie musi być piętnem.
        Życzę Ci, abyś sobie to wszystko dobrze poukladała i żebyś była szczęsliwa.

        a.
        • wipsania Re: a mnie to meczy 26.03.06, 18:34
          Ja przeszłam drogę, o jakiej pisze Merska. Oboje nie zapomnieliśmy, że
          zbudowaliśmy nasz związek na gruzach poprzednich (zwłaszcza u mojego M., bo ja
          nie miałam wtedy dzieci). I sądzę, że dobre rzeczy nam się udały - przede
          wszystkim relacje z synem M., który teraz jest dorosły, ma swoją rodzinę ale
          kocha nas i jest przez nas kochany. Z przyrodnią, dużo młodszą siostrą łaczy go
          bardzo silna więź, ale czegoś takiego nie zbuduje się widując dwa razy do roku,
          z okazji świąt. Nasza wspólna codzienność trwa już 18 lat i wygląda na to, że
          będzie tak długa, jak los nam pozwoli cieszyć się życiem.
          To, że masz wyrzuty sumienia dobrze o Tobie świadczy. Może Twój M. też tak
          czuje tylko nie chce o tym mówić, być może refleksja, że jednak było coś, co
          uległo zniszczeniu najdzie go później....
          Życzę Ci wytrwałości, mądrych decyzji no i powodzenia...
          • mangolda Re: a mnie to meczy 26.03.06, 19:37
            wipsania napisała:

            > Ja przeszłam drogę, o jakiej pisze Merska. Oboje nie zapomnieliśmy, że
            > zbudowaliśmy nasz związek na gruzach poprzednich
            (....)
            > To, że masz wyrzuty sumienia dobrze o Tobie świadczy.


            No tak, wyrzuty sumienia sie ma na pokaz. Aby dobrze o kimś świadczylo.
            • wipsania Re: a mnie to meczy 26.03.06, 20:22
              Nie wynikało z jej listu, że ma na pokaz.
              Natomiast większość twoich wypowiedzi świadczy o tobie, delikatnie mówiąc,
              nienajlepiej.
              Chyba że to prowokacja, chociaż nie sądzę....
      • m-m-m Re: a mnie to meczy 27.03.06, 08:36
        Nie rób sobie żadnych wyrzutów - to nie twoja wina, że jego ex nie była dobrą
        żoną.


        A może odwróćmy sytuację: to on nie był dobrym mężem?
        Albo w ogóle ustwmy to inaczej: w tym konkretnym przypadku tych dwoje ludzi nie
        było dla siebie dobrymi, zwyczajnie nie byli dobrani.
        Jestem przeciwna uważaniu, że winna jest tylko jedna strona: to by było za
        wygodne i rzadko się zdarza.
        Nie uważam, że mówienie wielkich słów, typu budowanie szczęścia na czymiś
        nieszczęściu było tutaj zasadne, najczęściej już dawnio w związku były takie
        rysy, których druga strona nie chciała lub nie umiała dojrzeć (za wyjątkiem
        mężczyżn o osobowości Piotrusia Pana) i nie ma powodu do bicia czołem i
        odprawiania pokuty, że się kogoś skrzywdziło.
    • cogita Wmawiaj sobie 26.03.06, 18:29
      i powtarzaj, jak mantrę, to co poniżej napisałaś i wierz, wierz, aż następnej
      po tobie kochance będzie opowiadał, jak został przez ciebie przymuszony do
      opuszczenia rodziny i jak PIERWSZY RAZ naprawdę kocha i marzy o nowym zyciu.
      A nie zastanawia cię fakt, ze "złe" stosunki jego z zoną mogą wynikać z faktu,
      ze zona zdaje sobie sprawe, ze zyje pod jednym dachem z notorycznym zdrajcą i z
      babiarzem i takiemu nieodpowiedzialnemu facetowi urodziła dzieci ....oczywiście
      on robił dzieci pod przymusem, bo żony NIGDY naprawdę nie kochał.


      papa261 napisała:
      > Wzial slub bo bylo dziecko w
      > drodze,potem klotnie,klotnie i jeszcze raz klotnie.Nawet gorzej,ale nie bede
      > sie rozpisywac nad stanem emocjonalnym tej pani,bo nie o to chodzi.Tak sobie
      > zyli,az pojawilam sie ja.Chce byc ze mna,bo jak powiedzial pierwszy raz w
      > zyciu kogos kocha i naprawde mu zalezy.Chce ulozyc sobie ze mna
      > NORMALNE,SPOKOJNE zycie.
      • wipsania Re: Wmawiaj sobie 26.03.06, 18:38
        Cogita, czy powtarzasz sobie jak mantrę "wiem, ja jedna wiem, jak to jest
        między ludźmi i wszystko potrafię przewidzieć i skrytykować i facet co miał
        jednż kochankę będzie miał następne a jak zdradził żonę pierwszą tak samo
        będzie zdradzał następną...."????
        Bo chyba tylko w ten sposób można uwierzyć, że się ma monopol na prawdę
        najprawdziwszą.
      • weronka77 Re: Wmawiaj sobie 26.03.06, 22:58
        A Ty jesteś: a) byłą żoną b) żoną faceta który notorycznie zdradza c) kochanką
        czy też d) next? Bo jakoś nie mogę się połapaćwink
        • weronka77 Re: Wmawiaj sobie 26.03.06, 22:58
          Znaczy się Cogitawink
    • papa261 Re: a mnie to meczy 26.03.06, 20:41
      Dziekuje za Wasze wypowiedzi,wszystkie.Szczegolnie mrs_ka wezme sobie do
      serca.Byl taki okres,ze wydawalo mi sie,ze tego nie wytrzymam i nie dotrwam do
      konca.Ale wiem,ze najgorsza rzecza jaka moglabym zrobic to zostawic go i
      odejsc.Brakowaloby mi jeszcze wtedy kartki na czole"ROZBIJAM RODZINY,SZYBKO I
      SKUTECZNIE!BEZ ZOBOWIAZAN".Jestem z nim i bede bo tego bardzo chce.Nie jest to
      dla mnie komfortowa sytuacja,ze potoczylo sie tak jak sie potoczylo.Ale jak
      mrs_ka napisala-zycie jest zyciem.Nie usprawiedliwiam sie w ten sposob i
      potrafie przyjac Wasze nie pochwalajace opinie i moze nawet slowa
      pogardy.Wiem,ze to prawda.Ale dobrze jest przeczytac Wasze opinie i osady na ten
      temat.Bo jestescie obiektywne.Pewnie wiekszosc z Was pojawila sie juz po tym
      wszystkim,po rozwodzie i do niczego sie nie przyczynilyscie.Ale nie zaplanowalam
      tego i dlatego zwrocilam sie z tym do Was,bo nie bardzo mam z kim o tym
      porozmawiac.Dzieki jeszcze raz.
      • weronka77 Re: a mnie to meczy 26.03.06, 22:56
        Nie przejmuj się-Cogita zawsze pisze że po Tobie będzie jeszcze kolejnawink
        Ciekawe czemu tak żle życzy,ale nie wnikam bo to nie moja sprawa-jej
        przemyślenia oparte na doświadczeniu zapewne.Dasz radę i jakoś mam przeczucie
        że będzie dobrzewink
    • magret65 Re: a mnie to meczy 27.03.06, 00:21
      Ja też Wam życzę, jak najlepiej, ale nie ukrywam, że szkoda, iż tamta rodzina
      się rozpadła! Nie bardzo wierzę w słowa Twojego faceta."Ożenił się, bo dziecko
      było w drodze, a potem kłótnie, kłótnie ....." Jakim więc cudem ma 2kę, a nie
      jedno dziecko?! Jeżeli było tak źle, to skąd się wzięło to drugie na świecie?!
      Moim zdaniem on koloryzuje, aby Ciebie utrzymać i uwolnić od wyrzutów sumienia.
      Ciekawe, ile lat różnicy jest między ich dziećmi! Dla mnie Twój facet zbyt
      lekko traktuje rozpad swojego małżeństwa./Może to rzeczywiście tylko poza?!/Ja
      nie wiem, czy byłabym takiemu w stanie zaufać! Spokojnego życia to na pewno
      mieć nie będziecie! Najpierw rozwód, ustalenie alimentów, problemy z kontaktami
      z dziećmi /chyba chce mieć takie?!/ Nie wiem, jak one do tego podejdą. Ich
      matka na pewno nie zostawi na Was, a przede wszystkim na Tobie, suchej nitki!
      Tak więc początek będzie bardzo trudny. Musisz się też liczyć, że w emocjach
      mogą paść różne słowa! Ile lat mają te dzieci?
      Też uważam, że nie ma sensu rozważać odejścia od niego ze względu na jego
      rodzinę. Zbyt dużo jest w ich związku bólu i zranień. Ta kobieta pewnie, mimo
      iż teraz płacze, już by go nie chciała, a skoro on nic do niej nie czuje i nie
      zależy mu na utrzymaniu rodziny, to i tak dojdzie do tego rozwodu i nie będą
      już razem, czy będziesz w jego życiu, czy nie!
      Zastanawiam się tylko, czy Ty możesz polegać na takim facecie?! Bo czy on nie
      da nogi również od Ciebie, jeżeli nie osiągnie tego wymarzonego "spokojnego
      życia"?! Na to pytnie tylko Ty możesz Sobie SAMA odpowiedzić! Pozdrawiam. M
      • papa261 Re: a mnie to meczy 27.03.06, 09:35
        Fakt dziewczynki maja 11 i 5lat.Moze rzeczywiscie traktuje to zbyt lekko,a moze
        gryzie go to w srodku.Czasem mam wrazenie,ze przezywa wiele rzeczy w sobie,ale
        mi tego nie mowi.Wiem jedno ona zawsze miala swoj swiat i swoich znajomych,swoje
        wyjscia wieczorne.Nie chce zbyt wielu szczegolow pisac,bo swiat jest
        maly.Dlatego tak bardzo mnie to nie dziwi,kazdy by mial dosc.Od pol roku
        mieszkaja osobno,a dziewczynki wydaje sie,ze przywykly do tego.Narazie nie ma z
        nimi wiekszych problemow.A z tego,co widze i slysze(rozmowy telefoniczne)to tej
        pani zalezy tylko na kasie i podobno zawsze tak bylo.
        Wiem,ze bedzie ciezko,ze jeszcze wiele przed nami.Nie powiem,ze sie nie boje i
        jestem na to przygotowana,ale powiedzialam A,powiem B.Czy moge na nim
        polegac?Czy nie da nogi?Tego chyba nigdy sie nie wie.Rownie dobrze ja moge to
        zrobic w ktoryms momencie.Pozostaje zaufac i wierzyc,ze bedzie ok.
        • cogita Super 27.03.06, 10:17
          papa261 napisała:
          >A z tego,co widze i slysze(rozmowy telefoniczne)to tej
          > pani zalezy tylko na kasie i podobno zawsze tak bylo.


          A na czym ma zależeć matce porzuconej przez męża z dwójką dzieci????
          "Zawsze tak było" - no to teraz nie musisz mieć skrupułów , ze dla ciebie
          porzucił taką wstrętną materialistkę. TY ,oczywiście, jesteś
          niematerialistyczna altruistka i jak zostaniesz sama z dwójką dzieci to
          honorem się uniesiesz i dumą się najesz i dzieci nakarmisz.
          • papa261 Re: Super 27.03.06, 10:37
            Wiesz,alimenty na dzieci to jedno,a cala reszta to drugie.A materialistka nie
            jestem,bo do bogaczy on nie nalezy i rzuca kasa na prawo i lewo.I zycia latwego
            miec nie bede.Wiec nie lap,prosze za slowka,bo nie bede tu opisywac wszystkich
            szczegolow.
            • cogita Tu cię boli 27.03.06, 15:28
              papa261 napisała:
              > Wiesz,alimenty na dzieci to jedno,a cala reszta to drugie.A materialistka nie
              > jestem,bo do bogaczy on nie nalezy i rzuca kasa na prawo i lewo.I zycia
              >latwego miec nie bede.


              No niestety, trzeba będzie się dzielić kasą z jego dziecmi i ex.
          • m-m-m Re: Super 27.03.06, 10:37
            A na czym ma zależeć matce porzuconej przez męża z dwójką dzieci????

            M. in. powinno jej zależeć np. na tym, by dzieci utrzymywały stały kontakt z
            ojcem i powinna mieć klasę i nie mówić o nim źle do tychże dzieci. Innego ojca
            one miały nie będą.
          • e_r_i_n Re: Super 27.03.06, 10:40
            cogita napisała:

            > i dumą się najesz i dzieci nakarmisz.

            Albo zarobionymi przez siebie pieniedzmi. Nie kazda kobieta jest zalezna od
            kasy faceta.
            • kasia_kasia13 Re: Super 27.03.06, 11:39
              e_r_i_n napisała:

              > cogita napisała:
              >
              > > i dumą się najesz i dzieci nakarmisz.
              >
              > Albo zarobionymi przez siebie pieniedzmi. Nie kazda kobieta jest zalezna od
              > kasy faceta.
              >

              Nie kazda. Ale wszystkie znane mi dzieci w wieku 5 czy 11 lat SA ZALEZNE OD
              KASY RODZICOW.
              • e_r_i_n Re: Super 27.03.06, 11:43
                Polecam przeczytanie cytatu na ktory odpowiadam.
              • mangolda Re: Super 27.03.06, 12:05
                > Nie kazda. Ale wszystkie znane mi dzieci w wieku 5 czy 11 lat SA ZALEZNE OD
                > KASY RODZICOW.

                piszesz rodziców, a masz na myśli ojca.
                exie tak mają: chciwość, chciwość, chciwość...
                • sadelko_pimpka Re: Super 27.03.06, 13:04
                  Ja nie potrafilabym budowac szczescia na cudzym nieszczesciu(ale to moje tylko
                  zdanie) Nigdy do konca nie wiadomo czy rzeczywiscie by sie rozwiodl,gdyby nie
                  pojawila sie ta trzecia. Spotykanie sie z zonatym mezczyzna to dla mnie
                  hmmm..troche niemoralne.Jak Ty bys sie czula,gdyby Twoj maz lub narzeczony
                  spotykal sie z jakas baba?
                  • m-m-m Re: Super 27.03.06, 14:41
                    Nigdy do konca nie wiadomo czy rzeczywiscie by sie rozwiodl,gdyby nie
                    pojawila sie ta trzecia.

                    Jak nie ta trzecia, to inna trzecia - tak wynika z moich obserwacji życiowych.
                    • claairee Re: Super 27.03.06, 15:48
                      Ale chyba bardziej komfortowo jest nią nie być.
                      Na tej samej zasadzie - zawsze znajdzie sie ktos chętny na tania kradzioną
                      komorke, rower czy samochód, więc właściwie dlaczego ja mam nie skorzystać...
                      • wipsania Re: Super 27.03.06, 15:59
                        Komórka czy rower jest czyjąś własnością. Człowiek (nawet jeśli to mężczyznawink)
                        raczej nie.....
                      • m-m-m Re: Super 27.03.06, 16:02
                        Nie wiem, czy komfortowo, czy nie komfortowo, bo nigdy nią nie byłam. Miałam
                        jednak do czynienia w rodzinie i poza nią z kilkoma takimi przypadkami. We
                        wszystkich rysy na związku były grubo przed pojawieniem się nowej osoby.
                      • sadelko_pimpka Re: Super 27.03.06, 16:49
                        A co za roznica czy cudzy (kradziony) komputer czy cudzy maz? I do pierwszego i
                        do drugiego nie ma sie prawa.
                        • natasza39 Re: Super 28.03.06, 01:30
                          sadelko_pimpka napisała:

                          > A co za roznica czy cudzy (kradziony) komputer czy cudzy maz? I do pierwszego
                          i
                          >
                          > do drugiego nie ma sie prawa.



                          No to juz jak człowieka (niektórzy twierdza, że chłop to człowieksmile
                          przyrównujemy do rzeczy materialnych, to ci sadełko, trochę przewrotnie, zadam
                          takie pytanie:

                          "Jak idziesz ulicą i znajdziesz porfel i nikt sie do niego nie przyznaje i nikt
                          go nie chce, to go bierzesz, prawda?
                          A jesli nadle, jak juz uszczkniesz z tego porfela, zgłasza sie jego właściciel
                          i nazywa cie zlodziejką, to ty faktycznie ukradłaś sobie ten portfel, czy nie?

                          Jestes jeszcze bardzo młoda, ale chyba nie chciałabys w przyszłości traktowana
                          jak czyjas własnoc prawda?
                          Miłość, szacunek, uczciwośc małżeńska nalezna jest w małzeństwei i zonie i
                          meżowi. I gdyby twój maż nie kochał cie w przyszłości, nie szanował, był
                          nieuczciwy, zdradzał cie i mówił ci na kazdym kroku ze jestes nic nie wrtym
                          smieciem, a jakis facet dałby ci wtedy ciepło, miłość, szacunek i zrozumienie,
                          o którym w małżeństwei nie śniłaś, to uważasz, że on nie miałby prawa do ciebie
                          bo w końcu byłabys czyjaś żoną?
                          • weronka77 Re: Super 28.03.06, 01:40
                            Ja myślę że nie chciałabym być własnością mojego męża ani nie wyobrazam sobie
                            podobnego przyporządkowania go do mnie.Na własnośc można mieć rzeczy materialne
                            a nie człowieka i rościć sobie do niego prawa bo każdy z Nas jest tak naprawdę
                            wolny.A to co zrobi ze swoją wolnością to już sprawa sumienia i moralności.Tak
                            uważam i zdania nie zmienięwink
                          • sadelko_pimpka Re: Super 28.03.06, 11:23
                            Jak sie jest w zlym,toksycznym zwiazku to trzeba odejsc.Jestem w stanie
                            zrozumiec kobiete,ktora nie moze odejsc od meza,bo to przewaznie ona mieszka u
                            meza,on od niej wiecej zarabia,utrzymuje,lepiej mu znalezc prace itp.ale dziwie
                            sie tym biednym mezulkom co tkwia przy tych zlych,niedobrych zonach,w
                            wiekszosci przypadkow maja z ta zona wiecej niz jedno dziecko ( a przeciez taka
                            z niej franca itp.) Ciekawe,ze dopiero majac kochanke decyduja sie(albo i nie)
                            odejsc.Jak to? Wczesniej nie dostrzegli,ze zona taka ohydna jest osoba,dopiero
                            kochanka otworzyla im oczy? dziwne.Nie porownuje tez mezczyzn do rzeczy.Sa
                            takie pojecia jak cudzy rower,tak samo jak cudzy maz czy cudze dzieci i dodanie
                            przedrostka cudzy nie oznacza okreslenie rzeczy-po prostu czegos lub kogos do
                            kogo nie ma sie prawa i tyle.
                            • e_r_i_n Re: Super 28.03.06, 11:27
                              sadelko_pimpka napisała:

                              > po prostu czegos lub kogos do kogo nie ma sie prawa i tyle

                              Akt slubu nie daje 'prawa do meza' czy 'prawa do zony'. Wlasnie dlatego, ze to
                              nie jest rzecz.

                              PS Bardzo mi sie podoba Twoje uzasadnienie tyczace rozumienia kobiet, a nie
                              rozumienia mezczyzn smile Pierwsza klasa smile
                        • m-m-m Re: Super 28.03.06, 08:22
                          Róznica między komputerem, a facetem jest taka, że to ierwsze jest rzeczą, a to
                          drugie człowiekiem To pierwsze jako rzecz możesz sama dowolnie przenieść gdzie
                          chcesz. To drugie, czyli facet sam PODEJMUJE decyzję o przeniesienuiu się w
                          inne miejsce. Sprowadzając faceta do statusu rzeczy pokazujesz, że nia musi on
                          mieć rzadnej odpowiedzialności za to co robi: jakby sam nie miał woli tego
                          zrobienia, to by w życiu nie odszedł. Moje obserwacje życiowe wskazują, że do
                          tanga trzeba dwojga i absolutnie nie jest winą kobiety, że pojawiła się u jego
                          boku. Winne są rysy na jego poprzednim związku, których ani on, ani jego
                          poprzdnia kobieta nie umiała lub nie chciała dojrzeć.
                          • claairee Re: Super 28.03.06, 12:59
                            m-m-m napisała:

                            > Róznica między komputerem, a facetem jest taka, że to ierwsze jest rzeczą, a to
                            >
                            > drugie człowiekiem To pierwsze jako rzecz możesz sama dowolnie przenieść gdzie
                            > chcesz. To drugie, czyli facet sam PODEJMUJE decyzję o przeniesienuiu się w
                            > inne miejsce.

                            - masz rację, trochę niefortunnie użyłam porównania. Facet jest człowiekiem,
                            podejmuje decyzję, często wiąże sie z krzywdą innych osób - czyms złym i nie
                            chcialabym mieć w tym udziału, nawet ze swiadomością, że jesli nie ja
                            to inna sie znajdzie.
                            Dla mnie facet żonaty, to facet zakazany po prostu, jesli chce sobie zdradzac
                            zone prosze bardzo, ale udział w tej zdradzie uwazam ze równie niemoralny jak
                            samą zdrade.
                            • m-m-m Re: Super 28.03.06, 13:27
                              W mojej bliskiej rodzinie była taka sytuacja i ta druga, z którą był, gdy tamta
                              byla jeszcze jego żoną jest teraz jego drugą żoną już 20 lat.
                              Dla mnie pojęcie zdrady to pojecie przejściowe, zdrada, czyli romans na boku
                              bez perspektyw na rozwód. I tu mozna mowić moim zdaniem o nieuczciwości wobec
                              żony.
                              W przypadku rys na związku i ujawnieniu ich gdy pojawia się nowa kobieta zdradą
                              nie jest, ani budowaniem czegokolwiek na czyjejś krzywdzie. Te rysy i tak
                              ujawniłyby się może później i winnych okolicznościach.
                              • claairee Re: Super 28.03.06, 15:02
                                Czyli na zasadzie, ze najpierw trzeba ukraśc pierwszy milion, a potem mozna juz
                                byc uczciwym.
                                • m-m-m Re: Super 28.03.06, 15:10
                                  Cały czas się nie rozumiemy. Ty pojmujesz odejście faceta do drugiej kobiety
                                  jako jej winę, a ja jako wynik rysów na jego poprzednim związku. To w jego
                                  związku z pierwszą było źle i dlatego odszedł.
                                  Przyjęcie takiej optyki zasdniczo zmienia sens nowego związku: wskazuje na
                                  odpowiedzilność faceta i jego pierwszej żony, a nie na winę tej drugiej. Poza
                                  tym takie widzenie pozbawia byłą żone wygodnej roli ofiary i kierowania przez
                                  nią roszczeń pod niewłasciwy adres : drugiej kobiety, a nie skłania jej do
                                  refleksji, gdzie były rysy w JEJ związku z tymże facetem.
                                  • terazja123 Re: Super 28.03.06, 15:23
                                    Wszystko ok, jak jest tak zle, to niech podejmie odpowiedzialna decyzje i od
                                    niej odejdzie, a nie czeka na okazje do zdrady, bo to rzuca cien na jego intencje.
                                    Jakos dziwnie sie dzieje , ze oni sami z siebie nie odchodza, tylko znajduja
                                    sobie laskę, często , zupelnie przez przypadek młodsza od żony o kilkanascie lat.
                                    Dla jasnosci - nie pisze o swoim przypadku.


                                    • sadelko_pimpka Re: Super 28.03.06, 15:29
                                      Zgadzam sie w 100%.Co ciekawe w wiekszosci przypadkow to dopiero jak poznaja ta
                                      trzecia to dopiero wtedy podejmuja decyzje o rozstaniu,tak jakby wczesniej byli
                                      ubezwlasnowolnieni i nie mogli wykonac zadnego kroku. Naprawde chyba nie znam
                                      prawie zadnego przypadku w ktorym maz odszedl by od zony nie bedac w zwiazku z
                                      kochanka.Latwiej oczywiscie znalezc sobie kochanke niz walczyc dobre relacje w
                                      malzenstwie.
                                      • m-m-m Re: Super 28.03.06, 15:42
                                        Naprawde chyba nie znam
                                        prawie zadnego przypadku w ktorym maz odszedl by od zony nie bedac w zwiazku z
                                        kochanka.Latwiej oczywiscie znalezc sobie kochanke niz walczyc dobre relacje w
                                        malzenstwie.



                                        Moje obserwacje są odwrotne: wiekszość najpierw się rozwodzi.
                                        • chalsia Re: Super 28.03.06, 23:05
                                          to należysz do mniejszości.
                                          Chalsia
                                      • jayin Re: Super 28.03.06, 23:31
                                        każda teoria ma dwa końce.

                                        W sumie można by też przyjąć takie założenie, że najczęściej łatwiej jest pozwolić, żeby związek zdychał sobie pomalutku w objęciach małżeństwa i czekać na to co przyniesie życie i jak rozwiąże tą sytuację/ciąg sytuacji za nas (vide: kochanka/dwie kochanki/afera/rozwód), ale JEDNAK MAŁŻEŃSTWA, niż podjąć REALNE próby jego naprawiania.

                                        Często łatwiej jest tkwić z chorym małżeństwie, niż zostawić męża i dać sobie spokój z takim związkiem. I powodem "tkwienia" nie są wyłącznie pobudki typu: "bo ja się boję od niego odejść". Powodem tkwienia w czymkolwiek najczęściej jest po prostu chęć do tego, żeby tkwić. Chociaż czasem wymyśla się kosmiczne wymówki na swoje własne usprawiedliwienie. Przed rodziną/znajomymi/itede itepe.

                                        ..."zejść ze sceny niepokonanym"smile
                                        Chyba niewielu to potrafi.

                                        Takich, którzy rozwodzą się PRZED tym, zanim znajdzie się "katalizatorek", albo "gwarancja nowego życia",
                                        Takich, którzy rozwodzą się PRZED tym, zanim stwierdzą, że ich małżeństwo skończyło się 5 lat temu, a i tak nie miało szans na naprawienie relacji między małżonkami.
                                        Takich osób - płci obojga.

                                        I jak zwykle trzymam się wersji, że nie można się skupiać na efektach. Tylko na przyczynach.
                • chalsia Re: Super 27.03.06, 13:18
                  odpowiem Ci na Twoim poziomie:
                  nexie tak mają: pazerność, pazerność, pazerność

                  Chalsia
                  • papa261 Re: Super 27.03.06, 23:28
                    Kazdy sadzi wedlug siebie."fajne to forum".S
                    podziewalam sie,ze beda bardzo skrajne wypowiedzi i podzielone zdania.
                    Dziekuje wszystkim tym,ktore napisaly szczerze,chcac rzeczywiscie pomoc i moze
                    jeszcze bardziej uswiadomic pewne rzeczy.
                    Zycze Wam szczescia i pozdrawiam.
                  • weronka77 Re: Super 28.03.06, 01:10
                    Ja nie mam ani tak ani takwink Kasa własna,firma własna,dom też mój za włąsne
                    pieniądzewinkPrędzej się mogę spodziewać pazerności po dzieciach mężawink Miałam
                    już "próbkę" ale niespecjalnie mnie to obeszłowink Pozdrawiam wszystkie eksie i
                    neksie i przyszle eksie i przyszle neksiewink
    • lilith76 Re: a mnie to meczy 28.03.06, 10:37
      byłam w takiej samej sytuacji i przygotuj się, że wyrzuty sumienia lub
      eufemistycznie nazwane - dyskomfortem moralnym będą w takim związku prawie
      zawsze. efektem tego będzie pójście na dalekie ustępstwa w kwestii dzieci i
      akceptacji pomysłów ex.
      nexia, która pojawiła się w życiu faceta po rozwodzie może sobie pozwolić na
      niechętne myśli o pasierbie albo na pomysł, że ex to kopnięta wariatka. była
      kochanka może to wypierać, bo przecież tamtej rodzinie trzeba na wieki
      rekompensować traumatyczne doświadczenie. może napisałam to ironicznie, ale
      taki jest tok myślenia.

      była żona mojego faceta szybko ułożyła sobie nowe życie, dziś uważa, że
      ukradzenie jej męża, to był najlepszy podarunek od losu. w stosunku do mnie
      jest obojętnie życzliwa.
      ja z biegiem czasu widzę jakie cechy męskie doprowadzały moją poprzedniczkę do
      białej gorączki. mam inne pomysy na radzenie sobie z nimi.

      wielu osobom w necie trudno zrozumieć, że LUDZIE MOGĄ SIĘ RÓŻNIĆ CHARAKTERAMI,
      TEMPERAMENTAMI, TOLERANCJĄ POSZCZEGÓLNYCH WAD. dwie osoby razem będą się żarły,
      ale każde z innym partnerem szybciej dojdzie do ładu.

      twoja opowieść przypomina mi wątek pewnego mężczyzny na forum kochanek -
      zdradzał żonę, zdecydował się odejść i wtedy jego ukochanka uznała, że to
      straszne rozbijać rodzinę, ona nie zniesie tego psychicznie i został sam.
      odszedł od żony i cały czas czeka, że tamta jednak zmieni zdanie.
Pełna wersja